Ale głupi ci Rzymianie, czyli premiera “Spartacus: War of the Damned”

Mysz ekscytuje się premierę kolejnego sezonu jednego ze swych najukochańszych seriali. Kto by pomyślał, że będę miała tyle frajdy z historii, której zakończenie z góry znam :)

Trzeci sezon Spartakusa powraca po przerwie (która w Myszowym poczuciu czasu trwała z jakieś dwa wieki). Na szczęście twórcy postanowili nam wynagrodzić czekanie, bo odcinek jest pełen tego co w serialu najlepsze: walk, krwi, ciekawych nowych postaci, seksu, zemsty, i intrygi. Ale po kolei…

SPOILERY POTĘŻNE JAK MUŁY CRIXUSA



Walki: tego w odcinku jest najwięcej. Nie narzekam, bo ani brutalność tych walk, ani ich komiksowa krwistość nigdy mi nie przeszkadzały. Do efektów specjalnych w serialu mam podobne podejście jak w filmach Tarantino – raczej mnie śmieszą niż obrzydzają; ewentualnie zachwycają wizualnie, bo nic tak ładnie nie wygląda na piachu/śniegu/twarzach bohaterów jak dobrze “zrobiona” krew.

Nie zmienia to faktu, że albo po długiej przerwie odzwyczaiłam się trochę od stylistyki
Spartakusa
, albo twórcy naprawdę sobie w premierze trzeciego sezonu nie żałowali, bo zarówno krwi, jak i flaków i latających głów oraz kończyn było w bród. Dosłownie – można w nich było brodzić.

Gannicus – zawsze radosny.

Rozumiem też, że obecny sezon ma podtytuł War of the Damned (wojna przeklętych?…. they are ALL gonna die), ale nie wiem czy trzy skomplikowane walki – początek, środek i koniec odcinka – to nie za dużo. Przynajmniej na arenie, w pojedynkach gladiatorów, łatwiej było nadążać za tym, kto co komu odcina i jak ładnie to robi. W premierze trzeciego sezonu większość wspaniałej choreografii walk, finezji ruchów, niuansów wyczynów kaskaderskich ginie pod plątaniną szybkiego montażu i rzeką krwi. Szkoda, bo piękne/straszne walki – z tymi cudownymi, spowolnionymi ujęciami – były jednym z moich ulubionych aspektów serialu. Nie zrozumcie mnie źle: walk i spowolnień nadal jest pełno. Mam jedynie wrażenie, że twórcy trochę przesadzili.

Classic Spartacus move, czyli skok wzwyż.

Krew: parę osób się oburzyło na okrucieństwo wobec zwierząt ukazane w tym odcinku. Mowa oczywiście o koniu, który dostaje włócznią w klatę. Rozumiem, że niektórzy widzowie mogą być tkliwi na punkcie zwierzątek małych i dużych, ale a) przecież wiadomo, że nie zarżnęli tego konia naprawdę, b) w tamtych czasach dostać włócznią to i tak była dobra i szybka śmierć dla konia. Mysz osobiście już bardziej ruszyło martwe i pocięte ciało konia, w scenie u obozowego rzeźnika-amatora. Może to kwestia dźwięków – mlaskania ciała i brzęczenia niezliczonych much – ale tak jak Myszy nie ruszają padające na lewo i prawo trupy, tak poszatkowane zwłoki konia wymagały paru głębszych wdechów na uspokojenie.

Skoro już jesteśmy przy tej scenie, to cała akcja a’la Henryk V, „król chodzi wśród ludu”, bardzo mi się podobała. Oczywiście konio-morderca był mniej ucieszony, gdy okazało się, że facet któremu od paru minut ględzi o tym, jakim to Spartakus jest głupim i nieczułym busem, jest właśnie owym osławionym przywódcą. Każda okazja jest dobra by zobaczyć perfidny uśmieszek na twarzy Liama McIntyre, ale scena podobała mi się także ze względów fabularnych – ktoś musiał Spartakusowi wreszcie uświadomić, że nie samą walką człowiek żyje. Siły Spartakusa wciąż rosną, a są wśród nich także kobiety i dzieci. Ktoś ich wszystkich musi nakarmić, odziać, itd. A ten wątpliwy zaszczyt, a niewątpliwy obowiązek spoczywa właśnie na dowódcy, czyli Spartakusie.

Ten uśmieszek ^_^
Nowe postacie: w trakcie odcinka dowiadujemy się, że dostające łupnia od sił Spartakusa wojska rzymskie potrzebują posiłków – nie jedzenia, tylko wsparcia kolejnych żołnierzy. Głównodowodzący armią – niejacy Cossinius i Furius (ochrzczeni przez Myszę Sinus-Cosinus oraz Furius The Furious; nie są istotni, więc nie musicie się do nich zbytnio przywiązywać) – postanawiają wezwać na pomoc Sami-Wiecie-Kogo. Bynajmniej nie chodzi o Voldemorta, bo jednak crossover z Harrym Potterem byłby straszna zdziwnością, nawet jak na Myszowe standardy.
Marcus Licinius Crassus.

Sami-Wiecie-Kim jest Marcus Licinius Crassus (Simon Merrells), bogaty Rzymianin, który w tym sezonie będzie robił za The Big Bad. Im lepiej go poznajemy – w trakcie odcinka jest z nim całkiem sporo scen – tym bardziej powinniśmy się bać o losy Spartakusa i jego armii. Oczywiście z historii i tak wiemy, że praktycznie wszyscy giną (um, spoiler?), ale ponieważ Steven S. DeKnight, twórca serialu, zapowiedział że zamierzają odejść trochę od realiów historycznych, Mysz wciąż ma nadzieję. Jednak ta nadzieja, po obejrzeniu premierowego odcinka i bliższym zapoznaniu się z evil genius jakim jest Crassus, zaczęła smutno płakać w kąciku. Coś czuję, że Crassus będzie nareszcie godnym Spartakusa przeciwnikiem. Takim, którego widzowie autentycznie będą się obawiać. Mysz może szczerze powiedzieć, że teraz to nawet jak Crassus za przeproszeniem pierdnie, to Mysz się profilaktycznie będzie chować pod łóżko. Taki jest straszny. O!
Ale poza tym to świetnie napisana i zagrana postać. Z zupełnie obiektywnego punktu widzenia, będę z rosnącym zainteresowaniem obserwować jego wątek. No chyba, że zabije któregoś z moich ulubieńców. Wtedy na pohybel z nim i jego wątkiem.

Kolejna nowa postać to Tiberius Licinius Crassus, syn Tego Strasznego Crassusa. Gra go uroczy, wymoczkowaty chłoptaś (Christian Antidormi), którego Mysz będzie po równi nienawidzić za bycie emo-nastoletnim-Rzymianinem, oraz wzdychać do niego, bo jest śliczny, a jego brwi przypominają ciekawskie gąsienice. Tiberius, jak na każdego nastolatka przystało, ma pretensje do ojca o wszystko i jedyne pocieszenie znajduje u swego przyjaciela i/lub niewolnika, Sabinusa. Ponieważ Mysz jest przeczulona na punkcie homoseksualnych vibes które pojawiają się w serialach, nie jest do końca pewna czy interakcje Tiberiusa i Sabinusa rzeczywiście oznaczają to, co Mysz podejrzewa, że oznaczają. Czyli innymi słowy: albo Myszy homo-hormony znów się rzuciły na mózg, albo mamy szansę na kolejną gejowską parę w serialu. Swoją drogą, o Jedynej Słusznej Parze Gladiatorów – Agronie i Nasirze – napiszę za moment.

Tiberius Licinius Crassus (po lewej) i Sabinus (po prawej).


Mamy jeszcze brata Tiberiusa, czyli młodszego syna Crassusa, o wdzięcznym imieniu Publius, oraz żonę Crassusa, Blondinus (oczywiście żartuję – chwilowo nie wiem jak się nazywa). Jest też Kore, ulubiona niewolnica Crassusa, co oczywiście tworzy konflikt między Crassusem a jego żoną. Biedne były te rzymskie kobiety – gorąco, brudno, nudno, a jeszcze własny mąż cię olewa. Sucks to be them.

Od lewej: mini-Crassus, pan Crassus, panna nie-Crassus, i pani Crassus.


Nową postacią jest też gladiator Hilarus (który ani nie jest zabawny – ang. hilarious – ani nie nosi okularów, jak pan Hilary), ale ponieważ długo nie pożyje – um, spoiler? – nie będziemy się na nim skupiać. 

Seks: Steven S. DeKnight najwyraźniej miał dość słuchania jęków fangirls – w tym także moich – i postanowił dać nam to, o co prosiłyśmy. A przynajmniej tego namiastkę. Bo choć wciąż nie dostaliśmy sceny erotycznej między Agronem i Nasirem porównywalnej do podobnych scen heteroseksualnych, w tym odcinku twórcy ukazali nam uroczy moment „tuż po”, gdzie obaj panowie aż promienieją postkoitalnym blaskiem (dobra, dobra, wiem że to tylko make-up, ale liczy się efekt). Nagron – czyli pairing Nasir/Agron dla niezorientowanych – to Myszy ukochana para w całym serialu; dorastają do niej chyba tylko Spartakus i Sura *chlip* oraz Oenomaus i Melitta.


Jasne, sam fakt że w takim serialu – super męskim, macho i w ogóle – pojawia się wątek homoseksualny jest już ogromnym krokiem naprzód. Mimo to uważam, że Steven S. DeKnight powinien się bardziej postarać. War of the Damned jest ostatnim sezonem Spartakusa i jeśli fani Nagrona nie dostaną swojej wymarzonej sceny erotycznej… cóż, boję się nawet myśleć jaki outrage wybuchnie wtedy w Internecie.

Szczeżuja, którą zrobi Mysz, jeśli dostaniemy
wreszcie full-wypas scenę łóżkową między
Nasirem i Agronem.

 
W tym tygodniu mogliśmy też oglądać (s)ekscesy Gannicusa. Na niego zawsze można liczyć, jeśli chodzi u sceny erotyczne. Tym razem mamy czworokąt (!) między naszym ulubionym gladiatorem, jego germańską dziewczyną Saxą, oraz dwiema dziewczynami… które Saxa przyprowadza Gannicusowi, jako prezent po udanej walce. Nagle zaczęłam wątpić w zajebistość wszystkich prezentów, jakie kiedykolwiek komukolwiek dałam. Jakoś sądzę, że pluszak czy szalik nijak nie przebija czworokąta. Bardzo wyuzdanego, seksownego czworokąta *mruczy*

Saxa i jej prezenty.


Była też niewielka scenka niekoniecznie-erotyczna między Naevią a Crixusem. Nasza dzielna ex-niewolnica, od czasu ucięcia głowy Ashurowi wyszła na swoje. Dzięki wsparciu i naukom Crixusa stała się teraz babą na schwał, której lepiej zejść z drogi, jeśli ci życie miłe. Naevia obecnie bardzo Myszę wkurza, ale to dlatego, że uważałam „drogę” tej postaci – od zakochanej niewolnicy, przez zgwałconą sierotkę, po powoli wychodzącą ze swej skorupy wojowniczkę – za najciekawszy jej aspekt. A teraz, gdy postać ta niejako osiągnęła swój „szczyt”, Mysz nie bardzo wie gdzie dalej mogłyby się jej losy potoczyć. Mamy już wszak jedną dziką babę w grupie – Saxa – i kolejnej pyskatej kobiety nam nie potrzeba. Mysz zamierza więc na Naevię kręcić nosem. Choć miło wreszcie zobaczyć uśmiechniętego Crixusa.

Crixus i Naevia.


Zemsta: Po relaksującym czworokącie (oksymoron??) Gannicus odszukuje Spartakusa by spróbować przemówić mu do słuchu. Widać nie tylko widzowie, ale i towarzysze Spartakusa zauważyli, że nasz wódz chyba się troszkę zagalopował. Już dawno pomścił zarówno Surę, jak i Mirę. Więc skąd w nim wciąż takie pragnienie zemsty? Za co? I na kim? No i co robimy dalej? Sam Spartakus nie zna na te pytania odpowiedzi. Mam wrażenie, że obecnie Spartakus idzie naprzód głównie siłą rozpędu – zabija, bo zabijał wcześniej, a zabijać będzie, bo nic innego mu chwilowo do głowy nie przychodzi. Oczywiście wszelkie rady i mądre słowa Gannicusa Spartakus zbywa wzruszeniem ramion. Z drugiej strony, facet który Spartakusowi doradza umiar sam właśnie przeleciał trzy panny. Więc może rzeczywiście należy go olać.


Odcinek kończymy wielką rozpierduchą, pod koniec której Spartakus strzela focha p.t. „Nie chcę waszych pieniędzy, wolę wasze glowy!!!” *szatański śmiech Myszy* Dla mnie jest to o tyle zabawne, że już od parunastu odcinków serialu nie mogę Spartakusa brać na poważnie. Ale obwiniam za to Liama McIntyre. Bo choć jest on dobrym aktorem i Myszy zdaniem świetnie się sprawdza jako następca ś.p. Andyego Whitfielda, to Mysz za każdym razem jak patrzy na twarz Liam się po prostu rozczula. Nie moja wina, że Liam ma coś takiego w oczach i rysach twarzy, że jak patrzę na niego to widzę tylko słodki, misiowaty pyszczek. Trudno brać na serio poważne deklaracje o wolności i rzekach krwi, gdy mówi to facet o twarzy niedźwiadka.

No spójrzcie na ten pyszczek :3

A tak w ogóle to teraz Spartakus musi znaleźć jedzenie i schronienie dla swych ludzi. Czy ktoś wie, jak nazywa się najbliższe miasto? Bo wiecie… Winter is coming!

Kierunek: RZYM.