And the award goes to…

85-te rozdanie nagród Akademii jak zwykle wzbudza w Myszy całą gamę emocji. Nie zawsze pozytywnych.

Mam bardzo trudny, love/hate relationship jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju gale i rozdania nagród, a także nominacje do tychże… czyli Mysz o nominacjach do tegorocznych Oscarów. I nie tylko.

PS. Gdyby ktoś jednak chciał przeczytać sensowniejszy punkt widzenia niż moje jęczenie, polecam post zwierza. Zwierz wie, co mówi. Howgh.


Kiedyś, gdy byłam młodsza, bardzo się emocjonowałam nominacjami do Oscarów. W tamtych czasach nie wiedziałam jeszcze o istnieniu Baft, czy Golden Globes, więc mój filmowy świat – przynajmniej w kwestii nagród – sprowadzał się do Oscarów. Moje religijne niemal podejście do Oscarów jest tym dziwniejsze, że w czasach o których mówię, Mysz nie oglądała filmów. No, nie tak jak teraz. Nie oglądała wszystkiego, jak leci [that’s when I still had a life], tylko akurat to co było w telewizji. Nie oglądała „głębokiej” i mądrej kinematografii, a bajki dla dzieci i durne filmy akcji lecące na Polsacie. Właściwie nie wiedziała za bardzo kto zacz Martin Scorsese czy Quentin Tarantino. Brad Pitt był znajomy bo grał w Interview with the Vampire, a pan Jeremy Irons był głosem Scar w The Lion King. Mimo to, w tamtych czasach, siedziałam przed telewizorem do pierwszej w nocy – rodzice twardo spali – i z wypiekami na pyszczku oglądałam galę rozdania Oscarów. Oczywiście, nie było mowy o obstawianiu swoich faworytów podług zasług, bo Mysz nie widziała 99% z nominowanych filmów. Mysz obstawiała swoich faworytów na zasadzie: tego pana znam, tego pana lubię, „tego pocałuję”, itd. Ale miała z tego niesamowitą radochę. Oscary były szansą by na małym ekranie, w ciągu jednego wieczoru, w jednej sali, zobaczyć tych wszystkich fajnych ludzi, których Mysz widziała w filmach. Pojedyńczo. A tu byli razem. I rozmawiali ze sobą, żartowali, witali, jakby się znali. Dla młodej Myszy było to coś niesamowicie fascynującego.

Z wiekiem sytuacja się zmieniła – Mysz zaczęła oglądać coraz więcej filmów, wyrabiać sobie gust, zdanie. Zaczęła mieć ulubieńców; ludzi, którzy zdaniem Myszy są nagminnie przeceniani lub niedoceniani. Potem przyszło olśnienie: świat nagród nie kończy się na Oscarach. Są Golden Globes, Bafty, Emmy’s, Screen Actors Guild Awards, Independent Spirit Awards… są Grammy’s, AMA Awards i wiele innych nagród muzycznych… no i najwspanialsze nagrody ever, czyli Tony’s (które Mysz daży największą miłością ze wszystkich gali nagród, a to z jednego prostego powodu: do filmów i muzyki zagraniczej nawet w Polsce mamy dobry dostęp – God bless the Internet. Ale do sztuk granych na Broadwayu i off-Broadway już nie bardzo. A Tony’s omawiają nominowane sztuki, pokazują nakręcone urywki, czasem nawet wystawiają całe sceny lub piosenki w trakcie gali. I jest to doświadczenie dla Myszy zarówno pełne ekstazy – bo są to cudowne dzieła – jak i bezbrzeżnego smutku – bo zobaczyć ich na żywo raczej nigdy nie będzie miała szansy. Stąd też m.in. ogromna wdzięczność dla ludzi, których nakręcili Les Miserables, bo stara wersja filmu mnie nie kręci, a na polską wersję musicalu w Romie się nie załapałam. A tak obejrzę sobie go w kinie, 25 stycznia i będę wzdychać do Eddiego Redmayne’a, ale cichutko, bo obok będzie siedział Myszy Luby).

Ale w raz z napływem kolejnych gal nagród… gal które przecież „powinno się oglądać” i które „powinno się znać”… wraz z coraz większą znajomością nominowanych filmów, oglądanych byle jak, byleby być na bieżąco i wiedzieć kto i niby za co miałby dostać nagrodę… gdzieś zagubiła się radość. Oglądanie gal stało się obowiązkiem.

Po ogłoszeniu nominacji, oraz przed rozdaniami nagród i po nich, o niczym innym w świecie showbiznesu się nie mówi. A Mysz siedzi trochę w tym świecie. I powoli zaczyna mieć dosyć słyszenia i czytania w kółko tego samego. Już od paru lat sezon nagrodowy – od Sundance w bodajże grudniu, do Oscarów w lutym – Mysz najchętniej spędziłaby zaszywając się gdzieś w mysiej dziurze, i wychynęła dopiero w marcu (dlatego Tony’s są fajne, bo rozdają je w wakacje i jest święty spokój. Poza tym od paru lat środowisko filmowe i teatralne coraz silniej się łączą i mieszają, więc na Tony’s coraz częściej pojawiają się Myszy „znani i kochani” z kina i telewizji. Emmy’s też są fajne, bo z kolei są na jesieni).

Grafik rozdań nagród. A to tylko te ważniejsze *facepalm*

Próbowałam sobie (i innym) wielokrotnie wytłumaczyć, dlaczego nagrody mi się przejadły. Dlaczego teraz wywołują we mnie więcej frustracji i agresji, niż radości. Ale nie bardzo potrafię. Nie zrozumcie mnie źle: nadal oglądam wszystkie gale z wielką przyjemnością. Jednak jest to bardzo prosta, nieskomplikowana przyjemność. Oglądam je na zasadzie „ona ma fajną kieckę, ten aktor jest strasznie miły w wywiadach, ten aktor przyszedł z mamą jakie to urocze, ona jest głupia i jej nie lubię bo tak”. Nie ma w tym ekscytacji czy kibicowania konkretnym filmom, aktorom czy reżyserom. Jasne, zawsze mam swoich faworytów lub tych, których po prostu lubię i chcę żeby wygrali Oscara. Nawet jeśli ich film nie był jakiś wyjątkowo dobry. Na zasadzie: „Lubię go. Mógłby dostać Oscara”. True, nadal zdarzają się w trakcie rozdań momenty gdy Mysz wstrzymuje oddech przed ogłoszeniem wygranej, licząc że jej faworyt wygra. Ale nie ma już tego druzgoczącego rozczarowania, które przeżywałam za lat myszęcych, gdy faworyt przegrywał. Teraz jest wzruszenie ramion, stwierdzenie: „Figures. Fucking Oscars„, ewentualnie myśl: „No dobra, racja. Zasługuje na tę nagrodę” i przejście nad tym do porządku dziennego. I żal mi tej zblazowanej, trochę smutnej Myszy. Gdzie się podziała ta mała Mysz, która krzyczała do ekranu: „No wygraj, filmiku. WYGRAJ!”? Co się zmieniło, że gale nagród straciły dla mnie całą radość, całą pasję? Gdzie popełniłam błąd, że kiedyś tak wyczekiwane transmisje teraz stały się po prostu kolejnym reportażem, przełykanym gładko, ale bez entuzjazmu?

Rozpiętość Mysich reakcji podczas rozdań nagród:
1. „Jak ten dupek mógł wygrać? To jakaś porażka!”
2. „Nie no. Znowu Ty?”
3. „W sumie racja. Należało mu się.
Chociaż…”
4. „HURRA! Mój faworyt wygrał!”

Jedynie rozdanie nagród Tony’s mnie jeszcze choć trochę ekscytuje. Byle więc do wakacji.

A po drodze, jak każdy porządny kinoman, 24-tego lutego (lub 25-tego, zależnie od mojego połączenia internetowego) usiądę przed ekranem i obejrzę galę rozdania Oscarów. A w ten weekend obejrzę Golden Globes. Ale nie zrobię tego z taką radością, jak kiedyś. Sure, będzie interesująco. But not like it used to.

Sponsorem tego nostalgicznego i bluesowego posta była przeczytana dziś przez Mysz książka Looking For Alaska Johna Greena. Dobra książka, ale bolesna. Nie powinnam była jej czytać… jak widać po powyższym wpisie. Jeśli moje złamane serduszko i nadwątlona psychika mi pozwolą, postaram się na dniach napisać recenzję tejże książki.

Pojutrze rozdanie Golden Globes, więc pewnie znowu będę jęczeć o tym, jak bardzo mam dosyć gal filmowych. Lojalnie ostrzegam. A tak wogóle: tyle ich jest i wszystkie właściwie nagradzają to samo… nie moglibyśmy ich połączyć w jedną wielką galę? Same goes for music. Wrzucić do jednego worka i niech wygra najsilniejszy. Darwin byłby dumny *perfidny uśmieszek*

A na razie Myszy faworyci oscarowi (nie typuję rzeczywistych zwycięzców – mój cynizm przestał mi na to pozwalać):

Best Motion Picture of the Year

Brak faworyta. Żadnego filmu na liście jeszcze nie widziałam. Ale może przed 24-tym lutego zdążę choć parę obskoczyć.

Amour (2012): To Be Determined
Argo (2012): Grant Heslov, Ben Affleck, George Clooney
Beasts of the Southern Wild (2012): Dan Janvey, Josh Penn, Michael Gottwald
Django Unchained (2012): Stacey Sher, Reginald Hudlin, Pilar Savone
Les Misérables (2012): Tim Bevan, Eric Fellner, Debra Hayward, Cameron Mackintosh
Life of Pi (2012): Gil Netter, Ang Lee, David Womark
Lincoln (2012): Steven Spielberg, Kathleen Kennedy
Silver Linings Playbook (2012): Donna Gigliotti, Bruce Cohen, Jonathan Gordon
Zero Dark Thirty (2012): Mark Boal, Kathryn Bigelow, Megan Ellison

Best Performance by an Actor in a Leading Role

Bradley Cooper for Silver Linings Playbook (2012)
Daniel Day-Lewis for Lincoln (2012)
Hugh Jackman for Les Misérables (2012) – bo to Hugh. Serio. Tylko dlatego.
Joaquin Phoenix for The Master (2012)
Denzel Washington for Flight (2012/I)

Best Performance by an Actress in a Leading Role

Jessica Chastain for Zero Dark Thirty (2012) – bo jest piękna. I kocham jej aktorstow od czasu Jolene.
Jennifer Lawrence for Silver Linings Playbook (2012) – bo jest piękna. I jest fajną osobą. I należy jej się, bo jak na tak młody wiek, jest naprawdę dobrą aktorką.
Emmanuelle Riva for Amour (2012)
Quvenzhané Wallis for Beasts of the Southern Wild (2012)
Naomi Watts for The Impossible (2012) – uwaga ogólna: nie wiem dlaczego Naomi dostała nominację za tę rolę (filmu jeszcze nie widziałam, choć zamierzam), ale Ewan McGregor jej nie dostał. Skandal. Ewan McGregor for all the awards! 

Best Performance by an Actor in a Supporting Role

Brak faworytów. Frankly, leję na tych panów.

Alan Arkin for Argo (2012)
Robert De Niro for Silver Linings Playbook (2012)
Philip Seymour Hoffman for The Master (2012)
Tommy Lee Jones for Lincoln (2012)
Christoph Waltz for Django Unchained (2012)

Best Performance by an Actress in a Supporting Role

Amy Adams for The Master (2012) – kocham ją i kropka. Może wygrać.
Sally Field for Lincoln (2012) – NIECH WYGRA. Serio. Chrzanić resztę. Sally Field. Ta kobieta to bogini. A jej głos to głos, którym wszystkim dzieciom na świecie powinno się czytać bajki do łóżka.
Anne Hathaway for Les Misérables (2012) – patrz: Amy Adams. Poza tym jej rola w „Love and Other Drugs” pozostanie jej najbardziej poruszającym wcieleniem. Ale ja w ogóle mam do tego filmu bardzo osobisty stosunek
Helen Hunt for The Sessions (2012)
Jacki Weaver for Silver Linings Playbook (2012)

Best Achievement in Directing

Honestly?… wszystko mi jedno. Mam wrażenie, że bez Moonrise Kingdonm nominowanego w tym roku we WSZYSTKICH kategoriach -a tak być powinno – nie mam kogo faworyzować [faworkować?… mmm, faworki]
Michael Haneke for Amour (2012)
Ang Lee for Life of Pi (2012)
David O. Russell for Silver Linings Playbook (2012)
Steven Spielberg for Lincoln (2012)
Benh Zeitlin for Beasts of the Southern Wild (2012)

Best Writing, Screenplay Written Directly for the Screen

Amour (2012): Michael Haneke
Django Unchained (2012): Quentin Tarantino
Flight (2012/I): John Gatins
Moonrise Kingdom (2012): Wes Anderson, Roman Coppola  – TAK. TAK. BŁAGAM TAK. To chyba będzie największy zawód tegorocznych Oscarów, jeśli Wes nie dostanie tej nagrody.
Zero Dark Thirty (2012): Mark Boal

Best Writing, Screenplay Based on Material Previously Produced or Published

Nie wiem i olewam.
Argo (2012): Chris Terrio
Beasts of the Southern Wild (2012): Lucy Alibar, Benh Zeitlin
Life of Pi (2012): David Magee – ale niech będzie Życie Pi, bo książka była piękna.
Lincoln (2012): Tony Kushner
Silver Linings Playbook (2012): David O. Russell

Best Animated Feature Film of the Year

 I tu dylemat roku, bo widziałam trzy z tych filmów (Brave, Frankenweenie i ParaNorman), a o Wreck-It Raplh słyszałam same superlatywy. Dziwi obecność Pirates zamiast n.p. Rise of the Guardians (podobno cudowne). Osobiście przyznałabym go albo Burtonowi, bo mu się należy, albo Brave, bo ta bajka jest kwintesencją tego, jak z dowolnej rzeczy można zrobić piękną, poruszającą, mądrą bajkę. I to na dodatek z szkockimi akcentami i muzyką, która trąca wszystkie struny mojego serca. Dobra. Męska decyzja: Brave.
Brave (2012): Mark Andrews, Brenda Chapman
Frankenweenie (2012): Tim Burton
ParaNorman (2012): Sam Fell, Chris Butler
The Pirates! Band of Misfits (2012): Peter Lord
Wreck-It Ralph (2012): Rich Moore

Best Foreign Language Film of the Year

Nic nie widziałam, nic nie wiem, AAAAaa!
Amour (2012)(Austria)
War Witch (2012)(Canada)
No (2012/I)(Chile)
A Royal Affair (2012)(Denmark)
Kon-Tiki (2012)(Norway)

Best Achievement in Cinematography

Anna Karenina (2012/I): Seamus McGarvey
Django Unchained (2012): Robert Richardson
Life of Pi (2012): Claudio Miranda
Lincoln (2012): Janusz Kaminski – z tej listy tylko Skyfall widziałam i choć fajnie by było kibicować Bondowi, to wolę rodakowi. Go, Janusz!
Skyfall (2012): Roger Deakins

Best Achievement in Editing

*naśladuje ustami dźwięk donośnego pierdnięcia*… nie wiem.
Argo (2012): William Goldenberg
Life of Pi (2012): Tim Squyres
Lincoln (2012): Michael Kahn
Silver Linings Playbook (2012): Jay Cassidy, Crispin Struthers
Zero Dark Thirty (2012): William Goldenberg, Dylan Tichenor

Best Achievement in Production Design

Anna Karenina (2012/I): Sarah Greenwood, Katie Spencer – bo Hobbit Hobbitem, ale Peter Jackson i spółka już swoje dostali. A widziałam zarówno trailer, jak i „making of” Anny Kareniny i powiem Wam coś: NALEŻY IM SIĘ.
The Hobbit: An Unexpected Journey (2012): Dan Hennah, Ra Vincent, Simon Bright
Les Misérables (2012): Eve Stewart, Anna Lynch-Robinson – drugi faworyt, w razie gdyby Anna Karenina przegrała.
Life of Pi (2012): David Gropman, Anna Pinnock
Lincoln (2012): Rick Carter, Jim Erickson

Best Achievement in Costume Design

Anna Karenina (2012/I): Jacqueline Durran
Les Misérables (2012): Paco Delgado
Lincoln (2012): Joanna Johnston
Mirror Mirror (2012/I): Eiko Ishioka
Snow White and the Huntsman (2012): Colleen Atwood – KONIECZNIE. Kostiumy Królowej. TO BYŁO TAK PIĘKNE I CUDOWNE I WOGÓLE. Ostatecznie Mirror Mirror też może być. Swoją drogą: dwa filmy o Śnieżce nominowano. I find that amusing.

Best Achievement in Makeup and Hairstyling

Hitchcock (2012): Howard Berger, Peter Montagna, Martin Samuel – definitywnie. Bo Anthony Hopkins jest Hitchcockiem.
The Hobbit: An Unexpected Journey (2012): Peter King, Rick Findlater, Tami Lane
Les Misérables (2012): Lisa Westcott, Julie Dartnell

Best Achievement in Music Written for Motion Pictures, Original Score

Pojęcia nie mam. Hm?… Skyfall?
Anna Karenina (2012/I): Dario Marianelli
Argo (2012): Alexandre Desplat
Life of Pi (2012): Mychael Danna
Lincoln (2012): John Williams
Skyfall (2012): Thomas Newman

Best Achievement in Music Written for Motion Pictures, Original Song

Chasing Ice (2012): J. Ralph(„Before My Time”)
Les Misérables (2012): Alain Boublil, Claude-Michel Schönberg, Herbert Kretzmer(„Suddenly”)
Life of Pi (2012): Mychael Danna, Bombay Jayshree(„Pi’s Lullaby”)
Skyfall (2012): Adele, Paul Epworth(„Skyfall”) – żadnej innej wygranej nie przyjmuję do wiadomości (serio, Oscary? SERIO? Piosenka z Ted? ARE YOU FUCKING HIGH?!). Dlaczego Adele? Bo jak to pięknie ujęto w pewnej recenzji: bo piosenka Adele zwróciła nam prawdziwe, jedyne właściwe „Bond theme song” w stylu najlepszych Bondowskich piosenek, śpiewanych przez Shirley Bassey. I za to Adele należy się Oscar. At least in my book.
Ted (2012): Walter Murphy, Seth MacFarlane(„Everybody Needs a Best Friend”)

Best Achievement in Sound Mixing

NOBODY CARES.

Argo (2012): John T. Reitz, Gregg Rudloff, José Antonio García
Les Misérables (2012): Andy Nelson, Mark Paterson, Simon Hayes
Life of Pi (2012): Ron Bartlett, Doug Hemphill, Drew Kunin
Lincoln (2012): Andy Nelson, Gary Rydstrom, Ron Judkins
Skyfall (2012): Scott Millan, Greg P. Russell, Stuart Wilson

 

Best Achievement in Sound Editing

SERIOUSLY: NOBODY CARES.

Argo (2012): Erik Aadahl, Ethan Van der Ryn
Django Unchained (2012): Wylie Stateman
Life of Pi (2012): Eugene Gearty, Philip Stockton
Skyfall (2012): Per Hallberg, Karen M. Baker
Zero Dark Thirty (2012): Paul N.J. Ottosson

Best Achievement in Visual Effects

Zagwozdka. Life of Pi nie widziałam, ale wyobrażam sobie, jakie efekty tam mogły być. Hobbit i The Avengers to oczywiste wybory, ale ja chyba znowu będę optować za Snow White and the Huntsman. Bo dawno nie widziałam tak wizualnie fascynującego filmu.
The Avengers (2012): Janek Sirrs, Jeff White, Guy Williams, Daniel Sudick
The Hobbit: An Unexpected Journey (2012): Joe Letteri, Eric Saindon, David Clayton, R. Christopher White
Life of Pi (2012): Bill Westenhofer, Guillaume Rocheron, Erik De Boer, Donald Elliott
Prometheus (2012/I): Richard Stammers, Trevor Wood, Charley Henley, Martin Hill
Snow White and the Huntsman (2012): Cedric Nicolas-Troyan, Phil Brennan, Neil Corbould, Michael Dawson

Best Documentary, Features

Ktoś coś widział, ktoś coś wie???

5 Broken Cameras (2011): Emad Burnat, Guy Davidi
The Gatekeepers (2012): To Be Determined
How to Survive a Plague (2012): To Be Determined
The Invisible War (2012): To Be Determined
Searching for Sugar Man (2012): To Be Determined

Best Documentary, Short Subjects

Jak wyżej.

Inocente (2012): Sean Fine, Andrea Nix
Kings Point (2012): Sari Gilman, Jedd Wider
Mondays at Racine (2012): Cynthia Wade, Robin Honan
Open Heart (2013): Kief Davidson, Cori Shepherd Stern
Redemption (2012/V): Jon Alpert, Matthew O’Neill

Best Short Film, Animated

Moja ukochana kategoria. Muszę w tym roku upolować wszystkie i obejrzeć. KONIECZNIE.

Adam and Dog (2011): Minkyu Lee
Fresh Guacamole (2012): PES
Head Over Heels (2012): Timothy Reckart, Fodhla Cronin O’Reilly
Paperman (2012): John Kahrs
The Simpsons: The Longest Daycare (2012): David Silverman

Best Short Film, Live Action

*rozdzierające ziewnięcie*
Asad (2012): Bryan Buckley, Mino Jarjoura
Buzkashi Boys (2012): Sam French, Ariel Nasr
Curfew (2012/I): Shawn Christensen
Death of a Shadow (2012): Tom Van Avermaet, Ellen De Waele
Henry (2011/III): Yan England