Bookworm-ing Part 1

Książkowa konsumpcja: „Niezgodna” V. Roth i „Ulubione rzeczy” S.J. Bolton.



Mysz miewa w życiu fazy. Fazy na specyficzne potrawy czy napoje, fazy na konkretne albumy muzyczne, albo nawet ubrania. Trzy najczęstsze fazy – i to pojawiające się wyłącznie naprzemiennie – to fazy na: oglądanie filmów, oglądanie seriali, albo czytanie książek. Rzadko się zdarza by dwie fazy występowały jednocześnie, bo ilość poświęcanego na daną fazę czasu powoduje, że nie bardzo można robić cokolwiek innego. Czyli jak już lecą filmy, to lecą filmy, nie ma to-tamto. Jak oglądamy seriale, to hurtem, wszystko po kolei, sezon po sezonie. A jak czytamy książki, to jedna po drugiej, seriami albo pojedynczo, byle ciągle mieć strony przed oczami.
Obecnie wpadam znowu w fazę czytania, po bardzo długim okresie posuchy (ostatnio jedną książkę czytałam pół roku. Co za hańba). W związku z tym przez ostatni tydzień przeczytałam cztery książki i o każdej postaram się parę słów napisać [słyszysz, Myszu? PARĘ. Ograniczaj słowotok]. Oczywiście, są to moje własne, mysie opinie, z którymi można się nie zgadzać.
Na pierwszy ogień idą amerykańska dystopia (Niezgodna) i brytyjska policja (Ulubione rzeczy). wholesale jerseys Kolejne książki zostaną omówione jutro.

bitches!

 

Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwaga), Erudycja (inteligencja), Prawość (uczciwość), Serdeczność (życzliwość) to pięć set! frakcji, na które podzielone jest społeczeństwo zbudowane na ruinach Chicago. Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony.

Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest niezgodny – i musi być wyeliminowany…

Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.

Ale Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć.
[Amber, 2012] (c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Home away from home

  Okładka książki butnie głosi „Po IGRZYSKACH ŚMIERCI nadchodzi NIEZGODNA”. Podobne opinie wyczytałam w Internecie, a konkretniej na Tumblr, który służy mi jako uniwersalny polecacz. Zazwyczaj jeśli coś spodobało się ogółowi społeczeństwa na Tumblrze – a jest to społeczeństwo stricte fantomowe w ogóle, wholesale nba jerseys a fangirlowe w szczególe – mnie również się spodoba. Tak było właśnie z The Hunger Games, które przeczytałam jednym tchem (in English, of course) – book 1w tydzień, book 2 w jeden dzień, book 3 w 5 godzin.
Niezgodną czytałam po polsku. I możliwe, że w tym leżał mój błąd. Obecnie posiadam już wersję angielską i choć nie czytałam jej jeszcze – chcę trochę odczekać – to już widzę, że jak to często bywa w wypadku anglo-języcznych książek dla młodzieży, jest ona napisana prostym, czystym, przejrzystym językiem. Niemalże łopatologicznie. Tak było w wypadku The Hunger Games i choć przez pierwsze parę stron trochę mnie to raziło, szybko się do tego przyzwyczaiłam, a nawet odkryłam ogromny urok takiego stylu pisania.

Niestety wygląda na to, że po polsku taki prosty styl się nie sprawdza. Książkę czyta się jak nieporadne próby pisarskie licealisty (dobrze, że nie gimnazjalisty, The bo to już byłaby tragedia). Moim zdaniem winą za to należy obarczyć tłumacza – nawet bez czytania angielskiej wersji, po prostu patrząc na polską wersję, na dziwną konstrukcję i zachwianą logikę cheap nfl jerseys pewnych zdań i dialogów, widać, że pan Daniel Zych miał z tekstem problemy. Książka sprawia wrażenie nierówno przetłumaczonej – są fragmenty do których nie mam żadnych zastrzeżeń, a są takie przy których aż się krzywiłam, tak źle się je czytało.
 
Za to polska wersja jest lepiej wydana niż angielska. W oryginale okładka z jakiegoś powodu jest opalizująca i przez to świeci się jak psu jaja. Książka jest też sporo grubsza, gdyż wydrukowano ją na sztywniejszym papierze i o wiele większą czcionką, niż wydawałoby się to konieczne. Natomiast polska wersja ma zwykłą, nie-fikuśną okładkę i jest cieniutka. Jedynie układ tekstu wygląda trochę… nijako. Jest bardzo jednostajny, i pomijając rozdziały nie ma żadnych wyraźnych podziałów (lubię jak książka ma tekst podzielony na bloki. Łatwiej wtedy przerwać czytanie bez konieczności doczytania do końca rozdziału).

The Hunger Games vs Divergent.
KO! The Hunger Games WINS.

Co do samej fabuły… bez zdradzania zbyt wiele, powiem tak: The Hunger Games it ain’t. Może dalsze tomy będą lepsze (a zamierzam je czytać już wyłącznie w oryginale, so here’s hoping), ale tom pierwszy jest niespójny. Dwie główne postacie są charakterologicznie niekonsekwentne w swoich zachowaniach – często Hiking robią co popadnie, bez żadnego ładu ni składu. Główna intryga wydaję się cokolwiek naciągana, zwłaszcza pod koniec książki (i bardzo śmierdzi mi „I Am Robot” z jakiegoś powodu), co jest o tyle przykre, że w książkach o tematyce dystopijnej główna intryga jest dość istotna (bohater przeciwko światu, etc.). Natomiast przedstawiony świat, zwłaszcza jego „mechanika” – że tak się posłużę RPGowym terminem – wydaję się Hide! momentami nie do końca przemyślana. Osobiście uważam, że książka czyta się bardziej jak szkic na fajny film. Oczywiście w momencie gdy piszę te słowa, film też jest już w fazie pre-production. Główną bohaterkę zagra Shailene Woodley (The Descendants), a scenariusz napisze Neil Burger (Limitless, The Illusionist). Więcej nie wiadomo, ale nawet z tak skąpych informacji jestem w stanie wywnioskować, że film będzie od książki lepszy. Sceny walk i akcji, które w książce, owszem, są fajnie napisane i przemyślane, w filmie będę robiły o wiele lepsze wrażenie.


 Na szczęście główna bohaterka nie jest irytująca i dość łatwo się z nią utożsamiać (zwłaszcza jeśli ktoś pamięta swoje młodzieńcze lata). Podobało mi się też to, że książka potrafi prostymi środkami bardzo malowniczo przedstawić nam świat, w którym toczy się akcja. Naprawdę nie mogę się doczekać, by zobaczyć opisane przez Veronicę Roth widoki na dużym ekranie.
Przyznaję też bez bicia, że jestem troszkę ciekawa, jak dalej potoczy się akcja w kolejnych tomach.


Czy książkę polecam?… nie bardzo. Chyba, że ktoś bardzo lubi dystopian YA novels. Ale szczerze radzę: poczekajcie na film. Będzie zajebisty. I have a good feeling about this.



Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Cykl: Divergent
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: AMBER
Rok wydania: 2012   
Wydanie: I
Tłumaczenie: Daniel Zych
Streszczenie: dystopia; jak się trzyma nastolatki pod kloszem to potem nie należy się dziwić, że tatuaże, kruki, mrokMROKmhhhhok; jaka to ja jestem wyjątkowa, czcijcie mnie, czcijcie; dużo biegania I skakania i naparzania się po ryjach; Ja Robot; wielkie hę?


Lacey Flint, młoda londyńska policjantka z ponurą, głęboko skrywaną przeszłością, jest zafascynowana postaciami seryjnych morderców, zwłaszcza najsłynniejszego: Kuby Rozpruwacza, nigdy nieschwytanego rzeźnika wiktoriańskiego Londynu.
Ale jako detektyw nigdy jeszcze nie prowadziła sprawy zabójstwa, nie widziała z bliska zwłok. Aż do pewnego wieczoru, gdy na parkingu obok jej samochodu osuwa się na ziemię straszliwie poraniona kobieta, która umiera na jej rękach…
Lace zostaje przewieziona na przesłuchania. Uczestniczy w śledztwie, ale wie, ze jest obserwowana.
A potem dostaje list – przerażająco znajomy, przypominający jej coś, co – jak sądziła – pogrzebała głęboko w przeszłości.
Naśladujący listy Rozpruwacza do Scotland Yardu. A kolejne zabójstwa są wierną repliką bestialskich zbrodni
sprzed stu lat. Tyle że ich sceną są miejsca dobrze znane Lacey…
Co łączy policjantkę z zabójcą… Kolejne tropy prowadzą do niej samej. A najważniejszą zagadką w tej makabrycznej szaradzie może okazać się odpowiedź na pytanie: kim naprawdę jest Lacey Flint…

[Amber, 2012] (c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.


Książkę tę kupiłam przez przypadek, właściwe na prezent dla taty pod choinkę. Tata – tak jak ja – nie pogardzi dobrym kryminałem, więc wlazłam na Empik.com, w dział kryminałów i zaczęłam przeglądać tytuły. Nic mnie jakoś specjalnie nie zainteresowało… aż tu nagle wpadł mi w oczy tytuł Ulubione rzeczy. Natychmiastowe skojarzenie z „My Favorite Things” z filmu The Sounds of Music okazało się jak najbardziej słuszne. Piosenka ta jest istotnym elementem fabuły. Tym bardziej dziwi, że angielsi tytuł to Now You See Me. Jakoś Ulubione rzeczybardziej mi pasuje… nawet jeśli dziwnie brzmi po polsku.


Nevermind. No więc książka wpadła mi w okular. A gdy doczytałam w opisie, że akcja dotyczy młodej policjantki, która musi rozwikłać zagadkę współczesnego Kuby Rozpruwacza, pomyślałam: „chrzanić tatę, JA chcę to przeczytać”. Więc książkę dostał tata, z zastrzeżeniem, że ja też chcę ją przeczytać *wredny uśmiech chochlika-czytacza*
Książka została wydana przez to samo wydawnictwo co wspomniana wyżej Niezgodna. Tym większe było moje zaskoczenie, ponieważ w przeciwieństwie do ww. książki Ulubione rzeczy jest WSPANIALE przetłumaczona. Dawno nie czytałam przetłumaczonej książki, którą tak płynnie, dobrze i szybko by się czytało. Zauważyłam tylko dwa błędy – jak na obecną tendencję na rynku wydawniczym do leniwej edycji i potknięć redakcyjnych to naprawdę mało – i były to mało irytujące literówki. Tak więc już sama warstwa wydawnicza zachęca do czytania. Książka jest wydana w cudownej okładce (gama kolorystyczna pasująca do gatunku, a Ryan, jakże), na dobrej jakości kremowym papierze, a bardzo miłej w dotyku fakturze. Tekst nie jest za mały, ani za duży (ostatnimi czasy plaga wydawanych na polskim rynku książek), a czcionka jest przyjemna dla oka. Książka jest też bardzo dobrze złożona, za co należy jej się kolejny plus.

 Co do fabuły… jak to w wypadku kryminałów bywa, nie mogę i nie chcę wiele zdradzić, żeby nie psuć przyjemności z czytania. Dość powiedzieć tak:
– główna bohaterka, Lacey Flint, jest absolutnie nie-denerwująca (postacie żeńskie niestety mają brzydki zwyczaj mnie wkurzać), spójna charakterologicznie i dająca się lubić. Skrywane przez nią tajemnice tylko dodają postaci pikanterii (choć dla mnie osobiście były dość oczywiste i łatwe do rozgryzienia).
– właśnie, skoro o rozgryzaniu mowa – wielu czytelnikom na pewno uda się dość wcześnie domyślić, jak książka się zakończy, ie. kto zabił i dlaczego. Na szczęście, co jest wielką zaletą tej książki i świadczy o dobrym warsztacie pisarskim S. J. Bolton, książka mimo to nie nudzi. Wręcz przeciwnie: co chwilę podrzuca nam nowe teorie, nowe możliwości, nowych podejrzanych. Poddaje nasze przekonania w wątpliwość, ale jednocześnie nie robi ses tego nachalnie, nie stosuje „tanich sztuczek” by odwrócić naszą uwagę. Książka jest w każdym znaczeniu tego słowa pełnokrwista i aż miło zatopić w niej czytelnicze zębiszcza.
– postacie, także drugo- i trzecio- planowe, są przemyślane i prawdziwe.
– moim zdaniem nie ma w książce scen niepotrzebnych – każdy wątek, każde miejsce które odwiedzamy, każda sytuacja którą obserwujemy, ma swój cel, swoją wagę. A nawet sceny pomniejsze, jak chociażby jazda samochodem, spacer po parku, czy lunch w knajpie, czyta się łatwo i przyjemnie. Książka nie nuży, co jest ogromnym atutem (kryminały czasem gmatwają się w kwestiach technicznych, albo szczegółach dochodzenia, co potrafi zniechęcić. Tu tego nie ma).

Pojawia się i znika…

Kuba Rozpruwacz. Okej, tu chwila prywaty: byłam pozytywnie uprzedzona do tej książki od momentu gdy się o niej dowiedziałam. Z bardzo prostego powodu: Mysza, proszę ja Was, KOCHA Kubę Rozpruwacza. Fakt, że Mysza urodziła się w 1988, sto lat po roku 1888, gdy to Kuba grasował był w Whitechapel, w Londynie, Mysz poczytuje sobie za powód do nieuzasadnionej, osobistej dumy. Tak więc fakt, że książka dość mocno skupia się na szczegółach zbrodni pierwszego Kuby, a także jego współczesnym naśladowcy, Mysz pokochała od razu. To, że książka przy okazji swojej intrygii omawia także większość teorii krążących na temat tożsamości oryginalnego Kuby Rozpruwacza, Mysz również uznała za ogromny plus.
 

„From Hell”

– w zeszłym roku czytałam dwie książki o stosunkowo podobnej tematyce. Były to kryminały Grahama Mastertona z serii Katie Maguire, o młodej szkockiej policjantce. Książki Grahama różnią się od tej S.J. Bolton przede wszystkim epatowaniem okrucieństwem. Katie Macguire i Upadłe anioły czyta się bardziej jak książki gore, niż stricte kryminały. A co powinno przemawiać na korzyść S.J. Bolton – mimo wielu lat pisania książek, postacie Mastertona przy postaciach Bolton wypadają więcej niż blado. Owszem, Masterton bardziej skupiał się na genezie zła, uzasadnieniu dlaczego ludzie robią to, co robią, ale Bolton w lepszy sposób prowadzi intrygę, podsuwa poszlaki. A sądzę, że w kryminale jednak to jest ważniejsze. W pojedynku Masterton vs Bolton, wygrywa Bolton.

Podsumowując: Ulubione rzeczy polecam wszystkim, który lubią dobre książki. Nie tylko miłośnikom kryminałów.
A ja z niecierpliwością czekam na polskie wydanie kolejnej książki o przygodach Lacey Flint, licząc na to, że znów będzie je tłumaczyć pani Agnieszka Kubala. Jeśli nie, chyba sięgnę bo wersję angielską. Ciekawe, czy będzie równie dobra.
PS. Fajnie by było, gdyby ktoś nakręcił film na podstawie tej książki. Nie wiem, jak mieliby to zrobić – sama nie wiem, co z treści dałoby się wyciąć bez zbytnich strat dla fabuły, a także uroku materiału źródłowego – ale chętnie bym takowy film obejrzała.



Ulubione rzeczy
Tytuł oryginału: Now You See Me
Cykl: Cykl o Lacey Flint
Autor: S.J. Bolton
Wydawnictwo: AMBER
Rok wydania: 2012   
Wydanie: I
Tłumaczenie: Agnieszka Kabala
Streszczenie: współczesny Gü?lendirmenin Kuba Rozpruwacz; bohaterka z tajemnicą; burkliwe i umięśnione love interest; trochę krwi i flaków; Londyn, ah Londyn; więcej krwi i flaków, no i sporo much; twist fabularny; twist fabularny; krew; flaki; trochę Walii, bo dlaczegoby nie; wholesale nfl jerseys twist fabularny; napięcie, napięcie… wielki finał; zajebali nam namiot, Sherlocku.
Part 2 Myszoweg bycia glizdą książkową już jutro. Stay tuned.



 

  • Ja męczęniezgodną dokłądnie od wielkanocy. Mam e-booka i za chiny ludowe go chyba nie skończę. I chociaż uwielbiam książki dla dzieci czy młodzieży to jakoś czytając „Niezgodną” mam wrażenie, ze jestem za stara by mi się podobała. To jest taki trochę słaby crossover Hogwartu i Kapitolu z irytującym wątkiem miłosnym (ale może to moja wina bo mnie większość wątków miłosnych irytuje). Nie kupuję tego społeczeństwa, bohaterowie mnie nudzą, a dialogi są idiotyczne (może to i wina tłumaczenia, nie wiem). Ja bym wszystkim odradzała i chyba nigdy nie skończę nawet tej pierwszej części…

  • Wow, aleś do zamierzchłej blogowej prehistorii zawędrowała :)
    Teraz mogę, z perspektywy czasu – i większej ilości przeczytanych Young Adult novels – powiedzieć, że „Niezgodna” to była męczarnia. Mimo poczynionych tu w notce obietnic nigdy nie sięgnęłam ani po powtórkę z pierwszego tomu (tym razem po angielsku), ani po kolejne tomy. Co tam, nawet po film ostatecznie nie sięgnęłam, obawiając się, że zbytnio się zawiodę. Na pewno kiedyś wreszcie sięgnę po ekranizację, ale po książki?… jakoś wątpię.
    Nie sądzę jednak by to była kwestia wieku – sama nadal z ogromną przyjemnością sięgam po książki z gatunku Young Adult. Trzeba tylko mieć nosa/oko i umieć wybierać te, które są naprawdę fajne. Jeśli korzystasz z Goodreads, dodaj sobie mój profil – zawsze zaznaczam książki YA, które moim zdaniem są warte przeczytania. Teraz jestem na trzecim tomie „Graceling” Kristin Cashore i świetnie się bawię. Sądzę po prostu, że „Niezgodna” niesłusznie wypłynęła na fali „The Hunger Games”, mimo że są lepsze książki w tym gatunku (czy nawet tym podgatunku, bo obie to takie młodzieżowe post-apo/utopia).

  • Bożena

    Przeczytałam wszystkie części (w ciągu tydzień-dzień-dzień odpowiednio na tom), i myślę, że naprawdę dużym minusem wydania jest tłumaczenie. Ostatni tom dorwałam w tłumaczeniu fanowskim i było DUŻO mniej literówek, dziwnych konstrukcji i ogólnie lżej to szło. Fabuła nie jest do końca przemyślana, to fakt. Ja wiele rzeczy potrafię przeczytać,a dystopię kocham. Hunger games nie jestem w stanie przeczytać głównie przez nagonke (nie cierpie wpychania i podniecania się przez tłumy, automatycznie mnie odrzuca). A niezgodna? Film widziałam 4 razy (choć to może dlatego, że sesja jest…), książki mi się podobały-choć tom 3 w całości złamał mi serce.
    Za wszystko winię wydanie książek, bo jest koszmarne.

  • Rozumiem niechęć do nagonki (sama często w ten sposób staję okoniem wobec popularności jakiegoś dzieła) niemniej mam nadzieję, że kiedyś sama z siebie sięgniesz po Hunger Games. Chociażby z ciekawości :)
    Zgadzam się, że dużą wadą jest polskie tłumaczenie – po zawodzie jaki przeżyłam z pierwszym tomem, postanowiłam zaryzykować i kupić go w oryginale. Czyta się go o wiele wygodniej, choć nadal uważam, że pod wieloma względami jest to książka pełna wad, nie tylko w kwestii fabuły, ale także tempa, konstrukcji postaci, itp. Niemniej nie skreśliłam książki całkowicie i może kiedyś do nich wrócę.
    Natomiast film w porównaniu z książką wypada całkiem znośnie. Oglądałam go z o wiele większą przyjemnością niż odczuwałam podczas czytania :)

  • Bożena

    No cóż, może w wolnej chwili, po całej trylogii przeczytam. Widzisz, przy ‚Niezgodnej’ bardzo lubiłam Shailene, więc automatycznie bardziej mnie historia wciągnęła (i chyba forma troche bardziej przekonała do siebie…wiem, jest dużo podobieństw, ale jednak), na tyle, że musiałam przeczytać książki. Na igrzyska mogę poczekać, nie muszę wiedzieć jak się skończą…

    Naprawdę, trzeci tom złamał mi serce. Właściwie w całości, a zakończenie całkowicie…

  • To chyba prawidło Young Adult novels, że trzeci tom łamie serce. Ja ryczałam jak dziecko od połowy „Mockingjay” aż po ostatnią stronę :D

  • Bożena

    Ostatnio dorwałam całą serię ‚Igrzysk’ w antykwariacie. Teraz boję się czytać ;P