I’m in love with a serial killer – Dexter (sezon 7).

Mysz rzuca (mniej lub bardziej) krytycznym okiem na siódmy sezon “Dextera”.


Mysz wczoraj piekła babeczki dla swojej szefowej, która ma jutro urodziny. Mysz ma tylko jedną małą foremkę na 6 babeczek, a musiała upiec przynajmniej 18 sztuk. Mysz skończyła piec o tak chorej godzinie i tak zmęczona, że nie miała siły napisać notki, . A dziś jest bardzo zajęta w pracy i nawet nie bardzo może coś na szybko sklecić.


Mysz wczoraj piekła babeczki dla swojej szefowej, która ma jutro urodziny. Mysz ma tylko jedną małą foremkę do babeczek i może piec nie więcej niż  6 sztuk na raz, a musiała upiec przynajmniej 18. Mysz skończyła piec o tak chorej godzinie i tak zmęczona, że nie miała siły ani napisać notki, ani nawet obejrzeć jakiegoś filmu czy serialu. A dziś była zajęta w pracy.
 
Wymówki, wymówki. Ech, po prostu mam „zły dzień dla naukowca” (Dexter’s Laboratory). Ani napisać o komiksach, ani o ostatnio przeczytanej dobrej książce, bo żadnej z tych rzeczy nie mam pod ręką… O muzyce też nie, bo niedawno było. A filmowe nowości zacznę nadrabiać dopiero dziś wieczór. Pozostaje więc krótka recenzja 7-mego sezonu Dextera, który to wreszcie ostatnio nadgoniłam rzutem na taśmę.
 
Przepraszam, jeśli będzie trochę nieskładnie. Jutrzejszy post – Bór jeden wie o czym – będzie już bardziej przemyślany. I promise.
DEXTER SEZON 7 – SPOILERY TAKIE, ŻE KREW TĘŻEJE

First things first: Siódmy sezon z pewnością nie dorównuje szóstemu (nie ma to jak artystycznie twórczy zabójca z wizualnie pięknym i intelektualnie angażującym tematem przewodnim)… ale daleko mu też do najgorszego sezonu jaki Dexter miał do tej pory, czyli sezonu trzeciego (Miguel Prado; what did I just watch?!).

 YvonneStrahovski
Zacznijmy od najważniejszego dodatku do naszej kadry bohaterów, czyli Hanny McKay. Tak bardzo jak uważałam wprowadzanie kolejnego love interest za głupi pomysł, rozumiem dlaczego ta postać pojawiła się w serialu. Po pierwsze, potrzebna była rywalka o względy Dextera, żeby Deb nie miała za łatwo. Po drugie, Dexter potrzebował wreszcie kogoś kto by go w pełni zaakceptował. Oczywiście Hanna i Dexter mieli swoje problemy – who doesn’t? – ale sam fakt, że byli w stanie się nie pozabijać od razu i choć trochę sobie zaufać, uważam już za ogromny wyczyn. Bardzo mi się podobało jak interakcje Hanny i Dextera zostały poprowadzone i rozegrane. Aktorstwo Michaela C. Halla już dawno przestało mnie zaskakiwać swym wysokim poziomem, ale byłam pod wielkim wrażeniem Yvonne Strahovsky. Oglądałam ją wcześniej w Chucku i była świetna, ale nie miałam jeszcze przyjemności oglądać jej w roli dramatycznej. To właśnie sposób w jaki Yvonne zagrała Hannę spowodował, że przekonałam się do idei serial killer girlfriend. Wszak gdyby źle tę postać zagrać, niechcący przeciągnąć strunę, wyszłaby nam druga Lila. A tego nikt chyba nie chce.
Naturalnie, rozpad związku dwóch seryjnych morderców był tylko kwestią czasu, ale Mysz lubi być naiwna i przez moment autentycznie wierzyła, że Dexter i Hanna mogą razem, w szczęściu i dobrobycie, dożyć późnego wieku. Ja wiem: gdyby postacie w serialach były zawsze szczęśliwe i zadowolone, to nikt by telewizji nie oglądał, bo byłoby nudno. Musi być konflikt, nieszczęście, tragedia… mimo to, Mysz czasem by chciała, żeby jej ulubione postacie dostały chwilę oddechu.
A tu nie dość, że dziewczyna z siostrą mu się żrą, to jeszcze znowu ściga go policja. Ja naprawdę rozumiem: budowanie napięcia, trzeba znaleźć sposób żeby dalej ciągnąć serialowy scenariusz i każdy pomysł jest dobry, seryjny zabójca musi zostać złapany bo tak nakazuje imperatyw fabularny, prędzej czy później zabójca zawsze popełnia błąd, i tak dalej, bla bla bla… ale czy mogliby się wreszcie wszyscy odpieprzyć od sprawy Bay Harbor Butcher? Mają winnego i niech na tym poprzestaną! Ale nieeee… cholerna Lagureta. Ją to ja chciałam widzieć martwą już od drugiego sezonu (nie moja wina, że to wyjątkowo wkurzająca postać). Tak więc pod tym względem finał sezonu był dla Myszy wyjątkowo satysfakcjonujący. I tak: Mysz krzyczała „STRZELAJ DEB!” do ekranu laptopa. A co!
Isaac Sirko (po lewej) i jego pomagier, George Novikov.
Wśród komplikacji w życiu Dextera pojawił się także Isaac Sirko, którego Mysz ochrzciła serialową perełką roku 2012. Po pierwsze: gra go Ray Stevenson. Co.za.aktor. Spojrzysz raz na jego drżącą wargę i od razu wiesz, że np. postać którą gra śmiertelnie się boi. Jeżu, jaki on jest dobry. Normalnie nie mogę się przestać zachwycać. Przypomnijcie sobie chociaż rozmowę Isaaca z Dexterem w barze (odcinek 7×08) – przecież to był istny majstersztyk! Wszyscy chwalą Johna Lithgowa i ciągle mówią jaką Trinity był świetną postacią, ale Isaac… Isaac jest po prostu ZAJEBISTY.
Oczywiście Mysz nie jest tu obiektywnym krytykiem, bo Mysz uważa, że zrobienie z postaci Isaaca geja jest jednym z najlepszych serialowych pomysłów zeszłego roku. Nikt się chyba tego nie spodziewał, gdy postać po raz pierwszy się w serialu pojawiła..
A skoro mowa o odcinku 7×08 i dwóch mordercach, którzy chcą się nawzajem pozabijać, a zamiast tego siedzą przy drinku i rozmawiają o istocie miłości… NO KURDE. Właśnie dla takich momentów Mysz ogląda seriale. Wszystkie jak leci – dobre, złe, śmieszne, dramatyczne, musicalowe… dla takich scen: mocnych, świetnie przemyślanych i napisanych, wybitnie zagranych, targających emocjami, dających do myślenia… dla takich momentów warto oglądać telewizję. Howgh. Rzekłam.
Ślicznyś *drapie po brodzie*
 Skoro o współpracy Dextera i Isaaca mowa, bardzo mnie ten wątek cieszył. I choć płakałam rzewnie gdy Isaac umierał, cieszę się, że to nie Dexter go zabił. Myślę, że miałabym do niego o to niewysłowiony żal. Przy okazji chciałabym nadmienić, że niezrozumienie Isaaca dla Dexterowej „niemożności wyrażania emocji” było wzruszające. Między innymi właśnie z powodu tej cechy, dla Myszy Dexter zawsze będzie mordercą jedynym w swoim rodzaju. To fascynujące że twórcy serialu wykreowali postać zabójcy, który z jednej strony nie ma uczuć, a z drugiej strony ma ich w nadmiarze. Mimo tego – wydawałoby się nierozwiązywalnego – paradoksu, mimo 7-miu lat na antenie, serial nadal działa. Przynajmniej dla mnie. Ciekawe tylko, co się będzie działo w ósmym sezonie.
A jak ósmy sezon, to z pewnością będzie w nim dużo Deb. Zastanawiałam się, jak zostaną rozegrane jej uczucia w stosunku do Dextera. Deb wzdychająca do brata… UGH. Ten wątek prawie zepsuł mi geniusz jakim był szósty sezon, ale przyznaję, że postać ta przyjemnie mnie w tym roku zaskoczyła. Jej wyznanie miłości na ganku wywołało u Myszy autentyczną fontannę łez.
Then again Deb od zawsze wywołuje we mnie silne, choć mieszane uczucia. Jednak w tym sezonie definitywnie skłaniam się ku sympatii do tej postaci. Nawet jeśli jej żądania w stosunku do Dextera a’propos rzucenia zabijania były nierealistyczne. Ale to akurat wiedzieli widzowie, a nie Deb. Ona sobie mogła mieć jeszcze złudzenia. Cieszy mnie jedynie, że już się ich pozbyła (i to z jakim hukiem!)
Mysz uważa, że postać Deb dawno nie była tak… autentyczna, jak w tym sezonie. Normalnie przywdziewa ona fasadę twardej babki, przeklinającej i takiej… nietykalskiej. A w tym sezonie naprawdę wychodzi z niej człowiek. Oczywiście wcześniej też miała swoje momenty – gdy ginęli ludzie jej bliscy (Lundy), cała akcja z Rudym… ale teraz, ponieważ jej uczucia dotyczą Dextera, najbliższej jej osoby ever, jest to transformacja o tyle potężniejsza. I tak jak obawiałam się siódmego sezonu ze względu na postać Deb, tak na sezon ósmy czekam z utęsknieniem, właśnie dzięki niej.
Drobnym, „jasnym” punktem sezonu był także dla Myszy postać Joe. Co jest o tyle dziwne, że nawet Deb nie wzbudza we mnie tak skrajnych emocji, jak Joe. Ta postać nieodmiennie mnie fascynuje. No bo z jednej strony go nie znoszę – straszny z niego dupek i właściwie czego by nie zrobił, to robi to źle –  a jednak, wbrew sobie, czasem bardzo go lubię. Mam wrażenie, że tak naprawdę tym co mnie ujmuje w tej postaci, jest aktor, który gra Joeya (Desmond Harrington). Sposób w jaki mówi, w jaki czyta swoje dialogi strasznie mnie intryguje – ma bardzo nietypową melodykę głosu i rytm mówienia. Musze sprawdzić w czym jeszcze ten aktor grał, bo zastanawiam się czy w innych rolach też jest tak dziwnie ujmujący.
Od lewej: Angel Batista, Joey Quinn i Dexter.
Podsumowując aktorsko: Michael C. Hall jak zwykle świetny; Jennifer Carpenter w szczytowej formie; Ray Stevenson jest Bogiem.
Podsumowując fabularnie: wiele średnio-ciekawych, ale za to BARDZO DOBRZE napisanych wątków (cicho! In my head that makes sense). Otwarte zakończenie daj szansę na kilka zaskakujących twistów w nadchodzących odcinkach. Czyżby powrót Hanny?… Swoją drogą Mysz nadal liczy na powrót Lumen.
 
A z fajnych spoilerów dotyczących 8-mego sezonu: będzie w nim grał jeden z Myszy ulubieńców – Sean Patrick Flannery (Connor MacMannus z The Boondock Saints, vel Młody Indiana Jones). Mysz krzyżuje wszystkie kończyny by grał jakiegoś zajebistego mordercę.