It’s on, bitches!

W ramach noworocznych postanowień, postanowiłam założyć bloga. Wreszcie. O bliskiej memu sercu tematyce.

Nowy Rok co prawda już się zaczął, a ja zapomniałam zrobić jakiekolwiek postanowienia noworoczne, ale jak to mówią it’s never too late. Jednak zamiast bawić się w wyrzeczenia typu „żryj mniej, dziwko”, albo obietnice z gatunku „zacznę być milsza dla innych”, postanowiłam wreszcie założyć bloga. Takiego o bliskiej memu sercu tematyce. Mam na myśli oczywiście szeroko-pojęte nerdostwo, czy też geekostwo (terminów używam naprzemiennie, gdyż uważam, cheap jerseys że współcześnie są one absolutnie interchangeable).

Jeśli nie macie pojęcia co to takiego, to państwu już dziękujemy. Ewentualnie zGooglajcie sobie, a ja poczekam.

… już? Okay, let’s continue.

Wielokrotnie próbowałam podejmować podobne inicjatywy, ale jakoś żadna nie przetrwała. Mam jednak nadzieję, że tym razem się uda. Wszak skoro w 2011 udało mi się dotrzymać postanowienia, o nie obcinaniu włosów przez pełen rok, to pisanie bloga powinno być łatwizną [not sure if joking, or really serious]. Co prawda mogę mieć problemy z robieniem tego regularnie, ale może, jeśli nie narzucę sobie jakichś strasznie wyśrubowanych wymagań, jakoś to będzie. Kto wie?… może to jest właśnie sposób, by przekuć moje Facebookowe mini-recki w prawdziwe, pełnoprawne recenzje?… though maybe not. Może po prostu będę mini-recki wklejać teraz tutaj…?

Anyway, jeśli dobrnęliście do tego fragmentu: gratuluję. Ja ledwo już rozumiem, co napisałam. Jestem cokolwiek półprzytomna – wczoraj świętowałam z Lubym Sylwestra do 5-tej nad ranem. To znaczy oglądaliśmy filmy i piliśmy bezalkoholowe Piccolo. Brzoskwiniowe. NERD 4 LIFE, bitches!

Ale pierwszy post na 1-szego stycznia musi być. Tak oficjalnie. Chciałabym jednak jakoś sensownie i treściwie [śmieszne, Myszu, bardzo śmieszne] go podsumować.

Oto więc, czego możecie się po blogu spodziewać:



fangirlingu. I to w chorej, absolutnie nieograniczonej ilości. Seriously: You.have.been.WARNED.
Gwoli wyjaśnienia: do objawów fangirlingu zaliczam też fanfiction i szeroko pojęty fandom. W ogóle dużo zjawisk ze przedrostkiem „fan” w tytule.

Gif dotyczy oczywiście serialu Supernatural.
Jeśli nie wiecie czemu ten gif jest śmieszny…
we can’t be friends [joke].


overuse of English. And cursing. And cursive.


okazjonalnie ograniczonej elokwencji. Czasami włącza mi się się wewnętrzna pięciolatka i jedyne co potrafię z siebie wykrzesać w ramach reakcji na jakiś film to dziki, nieokiełznany pisk.

Sheldon <3


Ewentualnie histeryczny płacz na przemian z atakami hiperwentylacji.


braku konsekwencji. Mój wewnętrzny leniwiec cheap jerseys może uniemożliwić mi partenza regularne zamieszczanie postów. Więc nie spodziewajcie się postów codziennie (choć i takie okresy mogą się zdarzać). Z drugiej strony, czasami winne wszystkiemu może być nie lenistwo, a overthinking. Które posiadam w stopniu wysoce zaawansowanym. Straszna zmora. Kto ma, ten wie.

  
DALSZEGO BRAKU KONSEKWENCJI. Może też nastąpić sytuacja odwrotna i postów będzie dużo, bo się uniosę honorem.

HA! Chciałoby się.


omawiania kina LGBT. Kocham homoseksualistów. No kocham. Wszystkich. Jak leci, hurtem. wholesale jerseys China Za to, że są. I za to, że są fabulous. Będzie także co-nieco o slashu – lojalnie uprzedzam.


zachwytu nad różnymi aktorami. Niekoniecznie zasadnego. to No co? Płoche ze mnie dziewczę, kochliwe. Na szczęście tylko platonicznie.

Me. So. Totally. ME.


niedoinformowania i omylności. Nigdy nie utrzymywałam (i raczej nie zamierzam utrzymywać), że w jakiejkolwiek kwestii jestem autorytetem. Jestem raczej Myszą o małym rozumku. Na blogu będę wyrażać swoje – subiektywne – zdania i opinie. Jeśli akurat zabrzmią one mądrze i przemyślanie, to będzie to czysty chung przypadek. Swoją drogą, gdyby ktoś się akurat z nimi nie zgadzał, zapraszam do dyskusji.

Jest też wiele informajci, szczegółów, kanonu wiedzy, etc., których mi się nie chce sprawdzać lub poznawać. Bo na przykład szkoda mi czasu i wolę obejrzeć serial, zamiast robić research. Albo boję się, że zapętlę się w researchu i nie napiszę tego, com miała napisać (zdarza mi się to nagminnie, więc lęk jest uzasadniony). Poza tym, jestem leń i piszę dla własnej przyjemności. A to nie zajęcia na uczelni, żeby wszystkie źródła sprawdzać i tworzyć bibliografię. Jeśli popełnię błąd i ktoś łaskawy zechce mi go wytknąć, tym lepiej dla mnie. Człowiek się uczy przez całe życie. Bez wyjątków.

Istnieje też szansa, że będę po prostu plotła, co mi ślina na język przyniesie. Albo zwyczajnie będę mieć akurat durne przemyślenia. Bywa.

Tak Mysz reaguje na wszystkie wieści. Także stare.
Lubu może potwierdzić, bo to często słyszy.


błędów gramatycznych i interpunkcyjnych. No nie umiem wstawiać przecinków, no. A gdybym miała każdy tekst sprawdzać pod względem gramatyki, to już na pewno nie byłoby żadnych postów.


Zamierzam też nadużywać gifów, memów i całej reszty dobrodziejstwa internetowego. Bo są one nader treściwe i mnie bawią.

Nie gwarantuję natomiast, że będę pisać o dziełach popularnych. Głównie dlatego, że są ludzie mądrzejsi ode mnie, którzy już o nich piszą. Będę więc pisać o tym, na co akurat przyjdzie mi ochota. Ktoś to przeczyta?… super. Nie przeczyta?… trudno. Zostanie dla potomności [sarkazm, obviously].

Tak więc będę pisać o wszystkim i o niczym. O bzdurach kompletnych i dziełach głębokich. O filmach, które kocham i twórcach, którzy mnie wkurwiają. O tym, co ostatnio widziałam w kinie, i o serialu, z którego właśnie robię sobie fafnastą powtórkę. O fabule, która mnie wzruszyła i nieśmiesznej komedii, którą z jakiegoś niewiadomego mi powodu wszyscy się zachwycają. O klasyce kina i kiczu dekady. O perłach i wieprzach, książkach i kinie, ludziach, zarówno obcych jak i bliskich, jedzeniu, muzyce, pracy i tym, co akurat mi wpadnie pod klawiaturę.


Więc jak, w skrócie, będzie wyglądał mój wkład w szerokie połacie Internetu?… basically, o tak:

TA-DA!



…niczego innego się nie spodziewaliście, prawda? ^__^



 

  • Katarzyna Prażmowska

    Chyba powoli zaczyna się u mnie faza przesadnego zachwytu Twoją pisaniną, Myszo, skoro tutaj wylądowałam. Zabawnie było przeczytać tę notkę :D Trochę się zmieniło, trochę nie, ale wszystko tworzyło – i tworzy – idealną całość. Uwielbiam Cię za wszystkie elementy, które wymieniłaś – fangirling, piski, gify, pisanie jak chcesz i kiedy chcesz. Oczywiście, jakieś zasady musiałaś sobie narzucić, ale to wciąż (mam nadzieję) dla Ciebie satysfakcjonujące (i chyba nie bez powodu ją mam, skoro wytrwałaś już tyle czasu z blogiem :)). I mogłam tylko buchnąć śmiechem przy gifie-puszczeniu oczka do Supernatural ;) Later, bitches!

  • …jeżusie cytrusie, ale mi urządziłaś wykopaliska blogowe :D
    Choć Mysz aż łapie się za głowę, czytając większość swoich starych notek, rzeczywiście pewne rzeczy wcale się nie zmieniają, choć osobiście mam nadzieję, że jednak przez te 3 lata dało się zanotować na blogu pewien rozwój i wzrost jakości; jestem zdania, że pewne ograniczenia – a także zwyczajne dorośnięcie ;) – dobrze blogowi (i Myszy) zrobiły.
    Cieszę się jednak, że moje teksty, nawet te naprawdę, NAPRAWDĘ stare sprawiają Ci tyle frajdy. Dobrze wiedzieć, że nawet jeśli Mysz czasem ma blogowe wątpliwości, tuż za mną dzielnie stoją wspierający mnie Czytelnicy :)