Ludzie jednak się zmieniają

Niespodziewanie sympatyczny seans, czyli duet Dax Shepard i Kristen Bell w filmie “Hit&Run”.


Nic mnie tak w życiu nie cieszy, jak miłe niespodzianki. Takie, których człowiek wcale a wcale się nie spodziewa. I nie mam na myśli kwiatów bez okazji, czy wyjścia do kina – choć takimi niespodziankami żadna Mysza nie pogardzi *mruga z uśmiechem* Mowa o pozytywnych niespodziankach filmowych.
Często zdarza mi się obejrzeć jakiś film tylko dlatego, że np. gra w nim aktor lub aktorka, których lubię. Albo film ma fajną okładkę, albo opis. Często trafiam w ten sposób na filmy absolutnie niewarte zmarnowanego na nie czasu – np. 10 Years (mimo świetnej obsady) czy, niestety, Take This Waltz (który to film w ogóle do mnie nie trafił). Oczywiście to, że Mysz uważa czas za zmarnowany nie znaczy, że innym te filmy też muszą się nie podobać. Akurat Take This Waltz nie było filmem złym , tylko nudnym, zagmatwanym i ultimately bezcelowym.
Jednak czasem zdarza się, że zupełnie przypadkiem podczas swoich Mysich polowań „w ciemno”, trafię na prawdziwą perełkę. I tak się zdarzyło w tym tygodniu z filmem Hit & Run.

Na stronie Moviefone/dvds (z której non-stop korzystam) wymieniane są wszystkie filmy, które danego dnia wyszły na DVD. A to oznacza, że w jednym miejscu można sobie poczytać i obejrzeć (trailery!) co też nowego kinematografia – również ta „straight to DVD” – ma nam do zaoferowania. I tak trafiłam na film Hit & Run, o którym nie wiedziałam nic oprócz tego, że gra tam Kristen Bell (którą kocham i najchętniej bym ją sklonowała, by móc trzymać własną Kristen w szafie) i Dax Shepard (aktor niekoniecznie przez mnie ceniony). Było to dla mnie o tyle ciekawe, że Kristen i Dax są od kilku lat parą w życiu prywatnym. Poznali się bodajże na planie komedii romantycznej When in Rome. Film był bardzo średni, ale od tego czasu Dax i Kristen są razem. I tak jak nigdy nie uważałam Daxa Sheparda za nawet średnio-dobrego aktora, w wywiadach widać, że są ze sobą super szczęśliwi. Nie mnie więc oceniać kto z kim się wiąże; ważne, że do siebie pasują i się uszczęśliwiają (i to jak! Jeśli nie znacie całej historii z Kristen Bell i leniwcem, NIE WIECIE CO TRACICIE. To jedna z moich ulubionych historii EVER. Jeśli rozumiecie w lengłidżu polecam ten filmik – z niego dowiecie się całej historii.)
Dax Shepard i Kristen Bell
Wracając do filmu… włączyłam go sobie w ramach durnego odmóżdżacza, założywszy że właśnie do tego gatunku filmów należy. Kurczę, dawno się tak nie pomyliłam.
 
Hit & Run jest cudownym filmem. To współczesny kuzyn True Romance, pełen akcji, humoru i miłości. Nie zdradzając zbyt wiele z fabuły powiem tylko, że film opowiada o Annie, nauczycielce która musi dotrzeć do LA na rozmowę o pracę, i o jej chłopaku Charliem, który do LA jechać nie może, gdyż jest poszukiwanym świadkiem objętym witness protection programme. By odkryć resztę musicie sami obejrzeć film. Zdradzę jednak, że jest dużo ekscytujących pościgów samochodowych (czy wspominałam, że jednym z samochodów jest cudowny amerykański muscle car?) i ciętego humoru, których nie powstydziłby się Tarantino. Również dialogi – dowcipne, szczere i świetnie napisane – przywodzą na myśl wczesne dzieła Quentina.
Oprócz wątku akcji, który przewija się przez większość filmu, na ekranie obserwujemy bardzo dobrze zagraną relację między dwójką ludzi. Podejrzewam, że duża w tym zasługa faktu, iż Kristen Bell i Dax Shepard są parą również w życiu prywatnym. Relacja między ich bohaterami to perełka, jakich w filmach mało: szczera, otwarta, ciepła. Ale bez obaw – nie zasłodzicie się zbytnio, bo Annie i Charlie nie stronią w swych rozmowach od trudnych tematów. Wprowadza to miłą równowagę między tym co urocze, a tym co prawdziwe. Osobiście bardzo mi się podobało to, jak ich związek był ukazany. Rzadko widzi się tak fajne otwarte relacje w filmach, bądź co bądź, akcji.
No właśnie: Hit & Run to komedia akcji. I choć ostatnimi czasy gatunek ten produkował raczej żałosne filmidła niż porządne filmy, Hit & Run jest wyjątkiem od tej reguły. Film nie stara się być śmieszny na siłę, a jedynie inteligentnie bawi się pewnymi stereotypami i konwencjami. Zwłaszcza dialogi przypadły mi do gustu – nie są na siłę „przegadane”, jak u Tarantino (którego mimo to ubóstwiam; facet po prostu taki ma styl), ale mają podobny polot.
Od razu zaznaczam: w filmie nie ma tyle przemocy, co w filmach Tarantino. Not even close. Ale kolejny wspólny mianownik, który rzucił mi się w oczy – a właściwie w uszy – to muzyka. Tarantino ma wielki talent do wybiera nietypowej, mało znanej muzyki do swych filmów. Jest mistrzem łączenia wydawałoby zupełnie nie pasujących stylistyczne utworów i scen. Ale u niego to działa. Podobnie jest w Hit & Run. Podczas gdy współczesne komedie akcji polegają zwykle na ostatnich hitach z list przebojów, Hit & Runwykorzystuje muzykę starszej daty. Mam więc sporo soul’u, trochę bluesa i jazzu. I choć nigdy nie pomyślałabym, że takie połączenie może działać, w Hit & Run sprawdza się znakomicie. Utwory świetnie pasują do scen, w których się pojawiają, a dzięki oldschoolowemu feelowi film zyskuje klimat właśnie takich Tarantinowskich perełek jak True Romance, Jackie Brown czy Pulp Fiction. Don’t get me wrongHit & Run to nadal prosta komedia akcji. Nie umywa się do klasyki Tarantino. Ale nie jest to film głupi, zrobiony “byle jak”, byle zgarnąć forsę. Widać w tym filmie wiele przemyślanych, mądrych decyzji.


I tu dochodzimy do kolejnego cudownego aspektu filmu: obsady. Oprócz Kristen Bell i Daxa Sheparda, w Hit & Run pojawia się cała plejada znanych aktorów. Może nie jakiś wielkich gwiazd, ale aktorów, których Mysz autentycznie lubi na ekranie widywać. A więc, w filmie grają: Bradley Cooper, Kristin Chenoweth (jeśli nie wiecie kto zacz, you’ve clearly never been into Broadway musicals), Michael Rosenbaum (czyli Lex Luthor ze Smallville), oraz Ryan Hansen (douchebag extraordinaireczyli Dick Casablancas z Veronica Mars– gdzie nomen omen grał z Kristen Bell; ostatnio także guest staruje w 2 Broke Girls za co również go uwielbiam). W pomniejszych cameos pojawiają się też Beau Bridges (jak można nie kochać Beau??), Jason Bateman (mój idol sarkazmu) oraz Sean Hayes (znany z Will & Grace).
Bradley Cooper. W blond dredach.
Padłam.
 
Pod koniec oglądania – w trakcie cudownej i świetnie umiejscowionej w filmie piosenki „Let My Love OpenThe Door” Pete’a Townsenda – zaczęłam się zastanawiać nad przyjemną niespodzianką, jaką sprawił mi ten film. Spodziewałam się durnego filmu klasy C, a dostałam bardzo porządną, autentycznie śmieszną i ekscytującą komedię akcji klasy… no, przynajmniej B. Na dodatek jest to film przemyślany, dobrze napisany i sprawnie nakręcony, z cudowną obsadą i naprawdę fajną ścieżką dźwiękową. Po głębszym zastanowieniu uznałam, że Hit & Run to tzw. labour of love – komuś naprawdę zależało na tym filmie, by stworzyć z niego taką małą perełkę.
A potem zaczęły lecieć napisy końcowe i zobaczyłam, kto jest twórcą tego uroczego filmu. Ladies and gentleman: jest to… Dax Shepard. Shepard sam napisał scenariusz do filmu, a także wyreżyserował go na spółkę z Davidem Palmerem. Hit & Runto jego dziecko, dopracowane i dopieszczone w najmniejszych szczegółach. Przemyślane, inteligentne i cudowne.
Przyznaję bez bicia: zatkało mnie na moment, gdy okazało się, że Dax Shepard – pan, którego nigdy nie posądzałam o bycie jakoś szczególnie inteligentnym, a wręcz przeciwnie uważałam że jest nieśmiesznym, niemytym bucem – jest odpowiedzialny za ten film. Ten sam film, który od dobrej pół godziny wychwalam. No bo jak to? Facet, który w telewizji i wywiadach robi z siebie głupka jest w rzeczywistości nie dość, że inteligentny i zabawny, to jeszcze świetnym scenarzystą i dobrym filmowcem? Toż to skandal!
Ale po krótkiej chwili konsternacji wszystko zaczęło mieć sens. I nagle zrozumiałam, dlaczego Kristen Bell związała się z panem Shepardem. Zrozumiałam, że ludzie – i Myszy – się zmieniają. Tak jak bohaterowie Hit & Run.
Od teraz zamierzam mieć pilne oko na pana Sheparda. I expect good things from him.

EDIT: Znajomy przesłał mi linka do filmiku na YouTube. Apparently, cała akcja z Kristen Bell i leniwcem osiągnęła apogeum.