Ser-skrót #3, czyli skrót seriali.

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.

Podsumowanie seriali z minionego tygodnia, uszczuplone o Mr. Selfridge 1×04 (brak dostępu do odcinka) oraz premierę 3-ciego sezonu Spartakusa (który omówiony będzie w oddzielnym poście, jakoś w połowie tygodnia). Również w tym tygodniu premiera serialu The Following, powrót Glee oraz finał American Horror Story: Asylum.
Enjoy! I jak zwykle: post PEŁEN SPOILERÓW.

 

Niedziela 20.01.13


Once Upon a Time  2×12 – In The Name of The Brother

Ponieważ uważam, że zrobienie z dr. Whale’a doktora Frankensteina jest wyjątkowo idiotycznym pomysłem, odmawiam omawiania odcinka, który się skupia na jego backstory. Jedynym jasnym punktem w tym tygodniu było pojawienie się nowej postaci (Ethan Embry) oraz Hooka nieustające flirtowanie z Emmą. Mocno kibicuję tej dwójce, choć pewnie nic z tego nie wyniknie. No i wypadałoby wspomnieć, że para Gold/Belle ZŁAMAŁA MI SERCE.

Shameless 3×02 – The American Dream

Odcinek średni, choć należy wspomnieć o kilku sprawach:
– Mickey wyszedł wcześniej z więzienia, czyli możemy się domyślać, że wątek Iana i jego starszego kochanka niedługo się skomplikuje. A rozmowa Lipa z Mandy na temat tego jak poznać, czy chłopak który ci się podoba też coś do ciebie czuje, była dla Myszy prawdziwą perełką.
– Oczywiście największym „WTF?” momentem było odkrycie, że Kevin ma żonę…i prawdopodobnie syna. Jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się ten konkretny wątek.
– No i wreszcie najmocniejsza scena odcinka, czyli załamanie nerwowe Debbie i jej atak naparzania Franka poszewką pełną mydła po twarzy. Nawet Mysz, przyzwyczajona do shock factor Shameless przez parę sekund kompletnie oniemiała. Według mnie, ostateczne odrzucenie ojca przez Debbie będzie istotne dla rodzinnej dynamiki Gallagherów.
Ale co z nimi dalej będzie, skoro Frank nasłał na własną rodzinę opiekę socjalną? Czyżby Fiona musiała w następnych odcinkach znów walczyć o utrzymanie swojej rodziny w komplecie? Czas pokaże.

Poniedziałek 21.01.13

 Miranda 3×05 – Three Little Words

Nie mam słów by opisać jak wspaniały był to odcinek, pod KAŻDYM względem. Jedyne co mogę zrobić, to ekstatycznym piskiem wyrazić swój zachwyt: „Good Morning” z Singin’ in the Rain! GARY BARLOW! Oh my God, all the kissing!
Drobna uwaga: Dominic Coleman powinien definitywnie dołączyć do obsady na stałe – jego interakcje z Mirandą i Stevie były przewspaniałe.

Bunheads 1×13 – I’ll Be Your Meyer Lansky

Bardzo mi się podoba pomysł z wybudowaniem teatru na powietrzu. Jeśli Bunheads przetrwa przynajmniej do trzeciego sezonu, wiele ciekawych rzeczy może się w tym teatrze dziać. Bardzo też podobała mi się przedstawiona przez Ginny teoria, jakoby system „klik” obecny w chyba każdej szkole, był motorem dla kreatywnego rozwoju gatunku ludzkiego. Jest jakiś sens w twierdzeniu, że gdyby nie istnieli popular kids, którzy konsekwentnie uprzykrzają życie jednostkom „wyjątkowym”, nie istniałaby całą filmografia Johna Hughesa (o której Mysz musi kiedyś napisać, bo w Polsce „szkolna” klasyka Hughesa jest mało znana) czy takie dzieła literackie jak „On the Road” czy „Catcher in the Rye”. A Mysz osobiście w odcinku najbardziej rozbawiły agresywne wybuchy Melanie. Zwłaszcza jej własny komentarz porównujący ją do Hulka.
Na koniec odcinka mieliśmy szalenie piękną i poruszającą scenę, obrazującą poprzez taniec i muzykę dylemat moralny i uczuciowy Sashy. Co Myszy przypomina, że czeka ją wpis o pięknie, tańcu i muzyce współczesnej.

Najlepszy cytat odcinka:
„They know sign language.”
„Of course they do.”
„They’re like two really hot unicorns.”

 

Castle 5×12 – Death Gone Crazy

Kolejny dobry odcinek Castle’a. Miło było zobaczyć Kelly Hu (którą ubóstwiam od czasu jej Lady Deathstrike w X-men 2), jako tajemniczą panią bodyguard. Szkoda tylko, że jej przeuroczy flirt z Esposito tak szybko się skończył. Mam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś ją spotkamy, bo w ich relacjach było dużo fajnej chemii. Poza tym nic nie jest zabawniejsze niż zazdrosna Lanie. Równie miło było zobaczyć Chada Donnella (jako Troy), którego nie widziałam od czasu Final Destination.
Podobało mi się, że część proceduralna odcinka – dochodzenie do tego kto zabił i dlaczego – była silnie związana z emocjonalnym przesłaniem odcinka. Brawa także dla Nathana Filliona za bezbłędną grę aktorską pod koniec odcinka, gdy pada najważniejszy i najmocniej naładowany emocjami tekst odcinka: „A father would do anything for his daughter”. Nathana bardzo lubię (Oh Captain, my Captain!), ale często w Castle’u zapominam, jak dobrym potrafi on być aktorem. Może to dlatego, że jednak postać Ricka jest raczej zabawna i taka… lekka. Tym mocniej rezonują momenty gdy Castle poważnieje. Tak więc raz jeszcze brawa dla Nathana za przypomnienie Myszy, jak dobrze umie grać.
Ten odcinek otrzymuje również Nagrodę im. Magic Mike’a, za najbardziej random półnagi, męski taniec pojawiający się w telewizji. Tego się chyba nikt nie spodziewał. Tym zabawniejsza była mina Beckett. Ja ją jednak rozumiem – czasem fajnie jest sobie popatrzeć na ładne ciacho.

2 Broke Girls 2×14 – And Too Little Sleep

Mam tylko jedno pytanie: czy naprawdę jest fizycznie możliwe żeby upiec tyle babeczek w tak krótkim czasie? Ja wiem, że Caroline to wszystko obliczyła, ale Mysz wciąż ma wątpliwości.
Bardzo mi się podobało, że mimo odnalezienia pod koniec odcinka tajemniczo zagubionego kolczyka, dziewczyny nie zaczęły się znów obwiniać. Ale może to dlatego, że nie miały pod ręką cupcake’ów, żeby się nimi rzucać.
Z jakiegoś powodu sceny śmiechu doprowadzały Mysz
do niekontrolowanego chichotu.

Bones 8×12 – The Corpse in the Canopy


Nareszcie widzimy powrót Pelanta, jednego z najlepszych bad guys jakiego serial Bones kiedykolwiek miał. Przypomiją mi się czasy trzeciego sezonu, gdy bohaterowie musieli rozwikłać zagadkę Gorgomona (do tej pory nie dość że najlepszy wątek w cały serialu to jeszcze jeden z najlepszych wątków w serialach proceduralnych EVER; i nie, nie jest to nazwa Pokemona). Szkoda tylko, że wątek Pelanta jest tak rozwleczony i za każdym razem trzeba widzom przed odcinkiem przypominać, co się wydarzyło do tej pory.
Pomimo tego odcinek należał do bardzo silnych, głównie ze względu na wspaniałą grę  T.J. Thyne’a. Hodgins jest zazwyczaj ostoją spokoju w serialu; może niekoniecznie głosem rozsądku – to przecież ogromny nerd, który często olewa kwestie bezpieczeństwa, byle móc wypróbować nowy eksperyment – ale na pewno bardzo empatycznym, wspierającym bohaterem. Właśnie dlatego bycie świadkiem załamania Hodge’a w tym odcinku było tak naładowane emocjonalnie. A może po prostu Mysz bardzo lubi Hodge’a i Angelę i nie chce, żeby im się źle działo. Mimo mojej sympatii dla tych postaci, nie mogę się doczekać co Pelant wymyśli w nadchodzących odcinkach. Jego zemsta – za pokiereszowanie mu twarzy (wow, Bones people… creepy much?) – z pewnością będzie STRASZNA. Hm… czyżby w Bonesczekała nas kolejna śmierć ukochanej postaci?

 

How I Met Your Mother 8×14 – Ring Up!

Niestety, HIMYM wciąż się opuszcza. Odcinek w tym tygodniu nie był jakiś super denny – musical number! – ale te kilka fajnych momentów nie było w stanie go uratować. Mysz do fajnych momentów zalicza: wzmiankę o Seanie Connerym (choć Neil Patrick Harris musi jeszcze sporo poćwiczyć naśladowanie jego akcentu; Mysz wie. Mysz przez trzy tygodnie oglądała non stop Entrapment), wzmiankę o Star Wars (nawet jeśli mowa była o… *wzdraga się* nowej trylogii), sposób w jaki przedstawiono subkulturę współczesnej młodzieży (hipsterzy!), oraz cały wątek z Lily i Marshallem. Ale Mysz tę parę uważa – obok Chandlera i Moniki z Friends – za ideał małżeństwa. I to nie tylko telewizyjnego. Mysz mówi poważnie: kiedy dorośnie (which would be never), chciałaby mieć tak fajne małżeństwo jak Lily i Marshall.
Natomiast cały wątek z Barneyem zmuszającym Teda do proxy-przespania się z młodą dziewczyną, oraz egzystencjalne lęki Robin związane z pierścionkiem zaręczonym zbywam rozdzierającym ziewnięciem. BORING.

Najlepszy tekst odcinka.

 

The Carrie Diaries 1×02 – Lie With Me

Brawa dla twórców za utrzymanie konwencji lat 80-tych poprzez zarówno muzykę („Dancing with Myself” Billyego Idola; Blue Oyster Cult), jak i stylizację (dzielenie ekranu podczas rozmów telefonicznych). No i za zakończenie odcinka zgodnie z tradycją ujęciem „okiennym”.
Skoro o tradycji mowa – według moich informacji twórcy serialu zapowiadają, że wkrótce poznamy młode wersje pozostałej trójki kobiet z SatC, czyli Mirandy, Samanthy i Charlotte. Strasznie nie mogę się tego doczekać. Biorąc pod uwagę jak świetnie dobrana jest AnnaSophia Robb, liczę na to że pozostałe dziewczęta będą równie wiernie odwzorowane w wersji „teen”.
Perypetie sercowe Carrie mnie średnio interesują (choć Austin Butler jako Sebastian jest niczego sobie i patrzenie na niego nie sprawia mi jakiś większych problemów). Natomiast bardzo podoba mi się, jak fajną postacią jest młoda Carrie – nad wyraz bystra, a także wyrozumiała na swój wiek. Widać, że to dobrze wychowana dziewczyna, którą dopiero urok Manhattanu korumpuje i zmienia w kobietę, którą znamy z SatC. Dziwi mnie jedynie fakt, że jak na razie nie widzę wielu charakterologicznych cech wspólnych dla młodej Carrie i jej starszej wersji. Ale może to dlatego, że przez większość czasu Mysz uważała Carrie w wykonaniu Sary Jessiki Parker za durną, zadufaną, niekumatą babę. Myszy ulubienicą była Miranda. Jej najbardziej w The Carrie Diaries nie mogę się doczekać. No i oczywiście wyuzdanej Samanthy. Jestem bardzo ciekawa, czy jej młodsza wersja będzie równie odważnie napisana, czy scenarzyści zrobią myk wręcz przeciwny – młoda Samantha będzie niedoświadczoną, zahukaną dziewczyną, która dopiero odkrywa swoje seksualne „ja”. Myszy pozostaje czekać w cichym podekscytowaniu.
Nadmienię także, że cały wątek z „ukrywającym się wciąż w szafie” młodym gejem i zakochanej w nim dziewczynie złamał mi serce. Domyślam się jednak, że zostaną the best of friends gdy prawda wreszcie wyjdzie na jaw. Zwykle tak jest – kobieta, która była „brodą” często zostaje potem jego najlepszą przyjaciółką (vide Will and Grace).
Jedyne „ale” jakie miałam do tego odcinka to bardzo okrutny i nieprawdziwy – choć zgodny z chronologią – żart na temat pijaństwa młodego Coreya Haima. Takich rzeczy się po prostu nie mówi, zwłaszcza o zmarłych. Z pewnością nie w serialu teoretycznie skierowanym dla młodzieży.

The Following 1×01 – Pilot

Ponieważ jest to serial o seryjnym mordercy i ścigającym go, nie-do-końca-dobrym agencie, nic nie będe spoilerować, tak na wszelki wypadek. Jednak każdy, także Ty Czytelniku, powinien obejrzeć ten pilot, bo serial zapowiada się na tyle świetnie, że należy dać mu szansę. Nawet w ciemno. A jeśli Mysz Cię nie przekonuje, to niech to zrobi wspaniała obsada: Kevin Bacon (ten to się starzeje z klasą), James Purefoy (ten akcent!), Shawn Ashmore (czyli Iceman z X-Men) oraz Maggie Grace. Jakie inne zalety ma The Following? Zawiła fabuła, wysmakowane wizualnie morderstwa, dobrze budowane napięcie, multum cudownych nawiązań do literatury (głównie Edgara Allan Poe’a) i świetne interakcje między postaciami, które natychmiast wciągają, to tylko kilka z nich.
Odcinek kończy się wspaniałym cliffhangerem, i choć jak na razie The Following ogląda się bardziej jak pocięty na odcinki film, a nie serial, jest to wciąż dzieło wybitnej jakości.
No i “Sweet Dreams” Mansona *przyjemne dreszcze*

 

Wtorek 22.01.13

 New Girl 2×14 – Pepperwood

Albo ja nie umiem pisać o tym serialu, albo wbrew temu co uważa mój kolega, serial jest coraz gorszy. Niewiele mogę odcinkowi zarzucić… oprócz tego, że nic konstruktywnego nie jestem w stanie o nim napisać. Sorry.

 

Go On 1×14 – Comeback Player of the Year

Uroczy odcinek, w którym poznajemy love interest dla Ryana – do grupy wsparcia dołącza po przerwie Simone (Piper Perabo, którą Mysz bardzo lubi; co jej przypomina, że musi wrócić i skończyć pierwszy sezon Covert Affairs). Oczywiście Ryan natychmiast jej nie lubi – ale Ryan nie lubi wszystkich, którzy odciągają uwagę grupy od jego problemów – co, naturalnie, prowadzi do naładowanego erotycznie back-and-forth między nim a Simone. Mysz żałuje, że subtelne pchanie ku sobie Ryana i Carrie było, najwyraźniej, tylko zmyłką ze strony scenarzystów, ale nie zamierza zbytnio na ten temat narzekać. Zasługa w tym Matthew Perry’ego i Piper Perabo, którzy mają bardzo dobrą on-screen chemistry. Z przyjemnością będę obserwować rozwój tej relacji.

The New Normal 1×14 – Gaydar

Ten odcinek jest idealnym przykładem dlaczego: a) Mysz kocha ten serial, b) Mysz kocha gejów. Wszystkich. Bezwarunkowo. Bo tak.
Muszę pochwalić Ryana Murphyego za decyzję, by nie robić z Nany postaci jednowymiarowej, czyli tylko wyszczekanej, wrednej homofobki. Z każdym kolejnym odcinkiem scenarzyści odkrywają przed nami kolejne warstwy tej postaci. No i oczywiście wiele pochwał należy się Ellen Barkin, która wspaniale wciela się zarówno w negatywne, jak i pozytywne cechy tej postaci. Ciepłe uczucia w stosunku do Nany dziwią Mysz o tyle, że np. podobny zabieg w wypadku innej, szalenie znajomej charakterologicznie postaci, nijak na Mysz nie zadziałał. Wręcz przeciwnie – Mysz do dziś bardzo tej postaci nie lubi. Nawet nie uważa jej za zabawną, w przeciwieństwie do innych widzów. Mowa oczywiście o postaci Sue Sylvester w Glee. Mysz jej nie znosi. I nie znosić będzie zawsze. Howgh.
Wracając do odcinka – mieliśmy tu wszystko co najlepsze: makeover, gejowskie stereotypy i bardzo dużo fabulousness. Gdybym mogła uściskać całą ekipę odpowiedzialną za ten serial, zrobiłabym to bez wahania.
Z tym odcinkiem szalenie mi się skojarzył
słynny odcinek “Never Mind the Buzzcocks”
w którym John Barrwoman zaproponował gay-off

Cougar Town 4×03 – Between Two Worlds

Niewiele zarejestrowałam z tego odcinka, ale mam bardzo dobrą wymówkę…. No dobra, mam wymówkę, kropka. Mianowicie nie mogłam przestać się gapić na biusty Courtney Cox i Christy Miller. Panie powinny: po pierwsze – odpuścić solarkę/słoneczko, a po drugie – zainwestować w lepszych makijażystów, którzy przeciągają makijaż z twarzy na dekolt, tak jak powinno się to robić. Ja naprawdę nie mogłam się przestać gapić na ich biusty. Dekolty im się błyszczały jak lakier na jakiejś (opalonej i piegowatej) karoserii.
Naprawdę zastanawiający jest dla Myszy fakt, że w tak wielu serialach pracują makijażyści, którzy w ogóle nie znają się na podstawach swojego fachu. Na miłość boską, nie trzeba geniuszu by zauważyć kiedy odcień faux-opalenizny jest zbyt pomarańczowy, lub kiedy ta sama opalenizna nie jest dostatecznie wysoko pociągnięta na czole i przy uszach (powinna dochodzić do linii włosów, a nawet ją trochę przekraczać; nie może być sytuacji, w której jestem w stanie dokładnie wskazać, gdzie na twarzy aktora/aktorki kończy się sztuczna opalenizna). KNOW YOUR SHIT, make-up people!
A odcinek poza tym był fajny. Chyba.Nie pamiętam.

Raising Hope 3×13 – What Happens at Howdy’s Stays at Howdy’s

Ponieważ mam już serdecznie dosyć filmów typu The Hangover nie jestem w stanie omówić tego odcinka bez wytykania podobieństw w bardzo negatywny sposób. Może za tydzień będę mogła napisać coś miłego o Raising Hope, ale dziś mam z tym trudności. Wolę więc milczeć.

 

Środa 23.01.13

 
American Horror Story 2×13 – Madness Ends

Ponieważ akurat finału AHS nie chcę nikomu zespoilować jeśli jeszcze go nie widział, wpis będzie oględny.
Uważam, że podsumowanie wątku siostry Jude było wspaniałe. Mysz w każdym razie się wzruszyła. Za to wątek Kita jest zakończony z jednej strony logicznie – biorąc pod uwagę przeszłość jego postaci – a z drugiej strony nie daje nam żadnych odpowiedzi. No bo co było w Kicie takiego specjalnego, że kosmici w ogóle się nim zainteresowali?
Nadal jestem on the fence na temat ostatecznego zakończenia odcinka. Z jednej strony Lana jest moją ulubienicą w serialu i cieszy mnie fakt, że jej postać przeszła tak wspaniałą podróż. Z drugiej strony, choć Lana od ostatniego odcinka odkupiła się w moich oczach, to nie wiem czy moralne implikacje jej działań – a przynajmniej to co Ryan Murphy raczył nam zasugerować w tym flashbacku – mi się podobają. Ale Murphy często tworzy postacie wielowymiarowe, które nie pozostają jedynie „dobre” albo „złe” (chociażby postać Tate’a w pierwszym sezonie).
Ostatnia uwaga do odcinka, podobna do tej którą miałam w stosunku do The Carrie Diaries: speaking ill of the dead – w tym wypadku mowa o Heathie Ledgerze i jego roli Jokera – takich rzeczy się po prostu nie robi! Jeśli pan Murphy chciał Myszy sprawić przykrość, to mu się udało.

CZY JUŻ MOŻEMY DOSTAĆ TRZECI SEZON?!… a’propos, kilka wyszperanych spekulacji na temat 3-ciego sezonu. Jeśli ktoś chce mieć niespodziankę, radzę nie czytać dalej:

– według podpowiedzi zawartych w odcinkach AHS: Asylum, trzeci sezon może mieć coś wspólnego z południowymi stanami Ameryki i/lub z czarownicami. Sezon trzeci ma być bardziej „historyczny”, odwiedzając nie tylko różne epoki, ale również różne miasta.
– Ryan Murphy wspomniał, że trzeci sezon ma być bardziej „evil glamour”, i że ma mieć wątek młodzieńczej miłości a’la Romeo i Julia, podobnie jak sezon pierwszy (postacie Tate’a i Violet). Ma też być zabawniejszy, bo Murphyemu brakuje tego, co do pierwszego sezonu wnosiła postać Constance.
– Jessica Lange powraca i tym razem będzie grała postać opisywaną jako „a glamour cat leading lady” (nie mam pojęcia co to znaczy). Wiadomo jednak, że Murphy obiecał Jessice designerskie kreacje, wspaniałe fryzury oraz cudowne makijaże, w ramach rekompensaty za to, że jako siostra Jude musiała wyglądać momentami dość… niechlujnie.
– w sezonie trzecim powrócą także Evan Peters (który ma wrócić do grania płaczącego psychopaty) oraz Sarah Paulson *Mysz piszczy z radości*. Wróci też podobno część aktorów z pierwszego sezonu.

A Ty, Czytelniku? Masz jakieś teorie na temat nowego sezonu American Horror Story?

Suburgatory 2×10 – Chinese Chicken

Zamysł odcinka bardzo się Myszy skojarzył z filmem Disturbing Behavior(kto nie zna, polecam – coś jak The Faculty tylko z praniem mózgu zamiast kosmitami; zresztą oba filmy są fajne).
Mieliśmy też uroczy aspekt musicalowy, dzięki któremu odkryłam że Jeremy Sisto potrafi całkiem nieźle śpiewać, a Alan Tudyk ma niczego sobie klatę (choć dla mnie na zawsze pozostanie Watem z A Knight’s Tale).
Na koniec powiem raz jeszcze: naprawdę podoba mi się jak napisany jest związek Tessy i Ryana. On jest niby umięśnionym, głupiutkim jockiem, ale na swój sposób próbuje zrozumieć Tessę i ją zaakceptować. Uważam, że Parker Young gra go w bardzo wyważony sposób, sprawnie łącząc naiwność Ryana z jego autentyczną sympatią do Tessy. Szkoda tylko, że jej postać najwyraźniej nie czuję tego samego, a przynajmniej nie tak samo mocno. Miejmy nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Bo skoro Dallas i George funkcjonują jako para, to dlaczego Tessa i Ryan nie mieliby być szczęśliwi?
PS. Przez ten odcinek znowu mam w głowie “One Week” zespołu Barnaked Ladies. A właściwie nie tyle oryginał, co tę wersję.

Supernatural 8×11 – LARP and the Real Girl

Brak mi słów by określić jak cudowny był ten odcinek. Przede wszystkim dlatego, że kultura LARPowców jest mi bliska. Choć sama grywam raczej w RPGi, a swoje przebieranki na konwentach traktuję bardziej jak cosplay, to LARPowcy należą do tej grupy entuzjastów, z którymi Mysz byłaby w stanie bardzo szybko znaleźć wspólny język. Choć raczej grać w LARPa by nie mogła – zachowanie powagi w trakcie gry zawsze sprawiało mi problemy (zapytajcie chociażby mojego pierwszego MG).
W tym odcinku mieliśmy też przyjemność poznać chyba najfajniejszego szeryfa EVER. Praktycznie każdy odcinek SPN dzieje się w innymi miejscu, dzięki czemu poznajemy za każdym raz innego „lidera” lokalnych władz. A szeryf z tego odcinka jakoś wyjątkowo mi się spodobał. Fajnie by było go jeszcze kiedyś spotkać.
I choć odcinek trącił trochę True Bloodem (ze względu na tematykę) jego podejście do subkultury LARPowców, wyjątkowo dobre tempo fabuły, zabawne momenty, a przede wszystkim ostatnia scena („but I don’t want my freedom”), stworzyły naprawdę dobry, zrównoważony odcinek.
A ponieważ Mysz stara się już od paru lat trzymać z daleka od spoilerów na temat braci Winchesterów, jest bardzo ciekawa co też czeka nas w kolejnym odcinku. Czyżby powrót do wątku Castiela? A może kolejny odcinek typu Monster of the Week?

 

Criminal Minds 8×13 – Magnum Opus

Wow. Ekipa z CMnie odpuszcza. Po emocjonalnym rollercoasterze z zeszłego tygodnia (Reeeeeid… *płacze*), tym razem mam odcinek mocny wizualnie. Sam tytuł („wielkie dzieło”) podpowiada, że nie będziemy się patyczkować. I choć sama postać główneo złego nie była jakaś bardzo straszna – choć akurat Mysz się uradowała, bo grał go John Patrick Amedori (którego pewnie nikt oprócz Myszy nie zna, no chyba że oglądał film Stick It!) – to jego modus operandi był… cokolwiek „obrazowy”. Ale może to tylko zdanie Myszy, bo fascynuje ją sztuka. Także ta creepy. Bardzo mi się też podobało, że depresja Reida nie jest przeciągana bez końca przez paręnaście odcinków. Swoją drogą brawa dla Morgana za wpadnięcie na to, że najlepszym sposobem by zmobilizować Reida do życia, jest praca.
A już najulubieńszym Myszy momentem była rozmowa Reida z Hotchem. Jeśli tak jak ja, Czytelniku, oglądasz serial od początku, to wiesz że Hotch jest najwłaściwszą osobą by rozmawiać z Reid na temat utraty bliskiej osoby z rąk seryjnego mordercy. Właśnie ten wspólny czynnik sprawia, iż Mysz ma szczerą nadzieję, że Reid Hotcha posłucha i się jakoś ogarnie *tuli go mocno*

Czwartek 24.01.13

 
Glee 4×11 – Sadie Hawkins

Glee powraca po przerwie z jednym ze swych bardziej kontrowersyjnych odcinków (od wielu tygodni w Internecie trwa debata na temat wątków w nim przedstawionych).
Mamy więc:
– wątek miłości Tiny do Blaine’a. Fandom ma pretensje do Ryana Murphyego, bo nie dość że rozbił Kurta i Blaine’a, i wpycha Kurta w ramiona potencjalnej nowej miłości, Adama, to na dodatek musi robić z Tiny jedną z tych smutnych, nieszczęśliwych, godnych współczucia dziewczyn, które zakochują się w gejach. Mysz ma na ten temat dość rozdwojoną opinię – z jednej strony wie jak to jest czuć pociąg do gejów; czasem nic nie można na to poradzić. Z drugiej strony jak na dłoni widać, jak bardzo niezręczny i trudny do oglądania jest (i będzie) ten wątek. Należałoby się z niego jak najszybciej wycofać.
– wątek oszustwa Warblersów. Ten pomysł uważam za jeszcze bardziej naciągany niż całe to zamieszanie Blaine/Tina. Fakt, że New Directions nie są w stanie pogodzić się z porażką – która wynika z ICH WŁASNEJ WINY – tylko tworzą spiskowe teorie dziejów i oskarżają Warblersów o oszustwa… toż to przechodzi wszelkie pojęcie. Nie wiem skąd scenarzyści wpadli na ten pomysł, ale jest on wyjątkowo durny. Że niby co? New Directions są tacy super, że zawsze muszą wygrać, nawet jeśli WCALE na to nie zasłużyli?… I mean, trochę konsekwencji. Jeśli twórcy chcą byśmy uwierzyli, że New Directions są lepsi niż The Warblers, to niech dzieciaki z ND rzeczywiście ŚPIEWAJĄ LEPIEJ niż chłopcy z Dalton Academy. Bo inaczej wątek z oszustwem sprawia wrażenie strasznie naciąganego. Poza tym: sterydy?.. really? That’s what your’re going with?… *facepalm* Jedyna dobra rzecz jaka z tego może wyniknąć to to, że może Trenton (mój od zawsze ulubiony Warbler) przeniesie się do McKinley’s.
– trzecia kontrowersja wynika raczej z Mysiego wkurzenia na niekonsekwencję w zmianie tekstów piosenek. W odcinku 3×22 dzieciaki z glee club zaśpiewały cover „You Get What You Give” zespołu The New Radicals. W oryginale piosenki w pewnym momencie pada tekst „Come around, we’ll kick your ass in!”. Nic strasznego, prawda? Jednak twórcy serialu postanowili zmienić tę linijkę na „Come around, we’ll kick you down, yeah!”. Okej, rozumiem. Słowo „ass” można uznać za przekleństwo. Ale chciałabym zauważyć, że w tym odcinku dziewczyny zaśpiewały piosenkę Bruno Marsa „Locked Out of Heaven”, z wpadającym w ucho tekstem „cause your sex takes me to paradise”. I TEN TEKST ZOSTAŁ W Glee W NIEZMIENIONEJ FORMIE. Gdzie tu konsekwencja, ja się pytam? Nie pozwalają im na ekranie zaśpiewać o skopaniu komuś tyłka, ale o niebiańskim seksie to już tak? I to jeszcze z układem choreograficznym, gdzie dziewczyny ujeżdżają stojaki do mikrofonów jak słupy w barze ze striptizem?… no coś tu jest nie halo. W co ty pogrywasz, Ryanie Murphy?
Do dobrych rzeczy w tym odcinku można zaliczyć:
– interakcje Pucka i Kitty. Czyżby tworzył nam się nowy pairing?
cameo Joeya Richtera. Jeśli nie wiecie kto zacz… zasmucacie mnie. Otóż Joey Richter oraz Darren Criss (czyli Blaine) uczęszczali razem na Uniwersytet Michigan, gdzie razem z grupą znajomych należeli do grupy teatralnej. Grupa ta – o nazwie StarKids – postanowiła wystawić musical-parodię Harryego Pottera. Spektakl został nakręcony, wrzucony na YouTube’a i od tego czasu stał się Internetowym fenomenem. Powstał sequel, podobno ma powstać three-quel. W każdym razie każdy kto zna sagę o Potterze powinien obejrzeć A Very Potter Musicali A Very Potter Sequel. Mysz dawno się na niczym tak nie uśmiała, jak na tych spektaklach. Owszem, wiedza o świecie Harryego jest bardzo potrzebna – po pierwsze dlatego, że oba spektakle zawierają masywne spoilery. Po drugie dlatego, że nagrania nie są najlepszej jakości i pewnych rzeczy trzeba się domyślać z kontekstu. Ale naprawdę warto poświęcić te kilka godzin by zapoznać się ze wspaniałością, jaką jeset AVPM i AVPS. Na kanale StarKids znajdziecie też ich inne musicale – Me and My Dick (tak, dobrze przeczytaliście), Starship(o kosmitach-owadach-komandosach) oraz Holy Musical B@tman (o superbohaterach; podobno najlepszy z dotychczasowych, ale Mysz go jeszcze nie widziała).
– cover piosenki „I Only Have Eyes For You” The Flamingos, jednej z najseksowniejszych, najpiękniejszych ballad z przełomu lat 50-60tych. Mysz nie jest w stanie wyrazić słowami jak bardzo kocha tę piosenkę. I na dodatek w odcinku śpiewał ten kawałek Myszy ulubieniec, Ryder Lynn. Ta perełka definitywnie pozwoliła mi zapomnieć o kontrowersjach tego odcinka.
Joey Richter (po prawej).


A co będzie dalej? Zobaczymy w przyszłym tygodniu.

Till then!