The art of shopping

„Mr Selfridge” warto oglądać nie tylko dla Jeremy’ego Pivena.


 Serial Mr. Selfridge opowiada historię Harry’ego Gordona Selfridge’a (Jeremy Piven), błyskotliwego przedsiębiorcy, który założył słynny dom towarowy Selfridge w Londynie.
Akcja rozpoczyna się w 1909 roku i ukazuje świat wyzwolonych kobiet początku XX wieku. Wykorzystując koniunkturę, Selfridge postanawia zbudować dom towarowy, w którym zakupy będą dla kobiet tak samo ekscytujące jak seks.
[© Filmweb]

Mysz recenzuje pierwszy odcinek:

DROBNE SPOILERY DO ODCINKA 1×01

W zeszły weekend stacja ITV puściła pierwszy odcinek swojego nowego, oryginalnego serialu. Mr. Selfridge opowiada, jak sama nazwa wskazuje, o domu towarowym Selfridge & Co w Londynie u początków jego działalności. Pilot sprawdza się świetnie: pokrótce przedstawia nam głównych bohaterów oraz streszcza – w miłym wizualnie i fabularnie przyspieszeniu – proces budowy sklepu, jego wyposażenia, zatrudnienia pracowników oraz rozmieszczenia towaru (co jest bardzo istotnym punktem fabuły, gdyż sklep Selfridge’s był pierwszym, w którym towar wystawiono na ladach i w sklepie, tak by klient mógł mieć wybór, wszystko zobaczyć, pomacać i powąchać).
Oczywiście nie obywa się bez problemów już na starcie: wspólnik Harolda Selfridge’a tuż przed rozpoczęciem budowy wycofuje się z dżentelmeńskiej umowy i Harold – czy też Harry – musi szukać nowych sponsorów. Nieoczekiwanego sprzymierzeńca znajduje w Lady Mae Loxley, bogatej damie o dość niecnych zamiarach. Ta w krótkim czasie znajduje sposób by zapewnić Selfridge’owi brakującą sumę. Jednak od razu widać, że w wypadku Lady Mae nic nie jest za darmo. Podejrzewam, że nie raz i nie dwa będzie jeszcze motać w życiu pana Selfridge’a.
Rose Selfridge
(Frances O’Connor)
Skoro o kobietach mowa, wokół Harry’ego kręci się ich mnóstwo. Jest więc żona, którą razem z czwórką (!) dzieci Selfridge sprowadza do Anglii z Stanów, by być bliżej rodziny. I choć sam Harry zarzeka się, że kocha żonę i z nikim innym nie chciałby być, z biegiem odcinka widać jak jego fascynacja otaczającymi go kobietami rośnie. I tak jak mam wrażenie, że Lady Mae cokolwiek Harry’ego przeraża, tak Ellen Love – szansonistka i aktoreczka – wzbudza w Harrym… hm, równie pierwotne instynkty, ale trochę innej natury [if you know what I mean]. Tak się składa, że panna Love staje się „duchem Selfridge’s” – dziś nazwalibyśmy ją „twarzą firmy”. W związku z tym będzie się przez serial przewijać często. Węszę w tym kłopoty dla pożycia małżeńskiego państwa Selfridge, co jest o tyle smutne, że żonę Harry’ego, Rose,  gra Frances O’Connor, którą ubóstwiam od czasów Mansfield Park.

Kolejną kobietą w życiu Harryego jest jego matka, która również przyjechała ze Stanów wraz z jego żoną i dziećmi. O matce chwilowo wiemy niewiele, ale w pilocie rzucono nam parę okruszków odnośnie stosunków między Harrym, jego matką, a jego ojcem, o którym mówi się niewiele. Wiemy natomiast, że Harry ma daddy issues, o których nie chce z matką rozmawiać. Mimo to oczywistym jest, że matka jest ważną kobietą w życiu Selfridge’a. Z biegiem czasu jej wpływ na syna powinien się stać bardziej widoczny.

Agnus Towler
(Aisling Loftus)
 Wreszcie dochodzimy do mojej, jak na razie, ulubionej postaci (oprócz samego Selfridge’a, o którym za moment). Agnus Towler to młoda shop girl– sprzedawczyni – która w wyniku pewnych perypetii dostaje pracę w nowo otwartym sklepie Selfridge & Co. Jest to postać cudownie miła, cicha i spokojna, a jednak na pierwszy rzut oka widać, że to właśnie jej przemiana będzie jednym z istotnych wątków serialu. Już w pierwszym odcinku mamy parę scen, w których na moment „miga” nam ta druga Agnus – silna, pewna siebie marzycielka. Jej wątek fabularny będę obserwować z największą ciekawością. W pilocie dowiadujemy się także, że Agnus ma skomplikowaną sytuację życiową, m.in. niestabilnego psychicznie brata i jakąś mroczną tajemnicę. Nie wiem czy takie komplikowanie jej życia już w pierwszym odcinku jest dobrym pomysłem. Ale tego dowiemy się w przyszłych odcinkach. Podobnie jak tego, czy nic sympatii między Agnus a młodym kelnerem rozwinie się w coś więcej.
Lady Mae Loxley
(Katherine Kelly)
Jest też sporo pomniejszych wątków i postaci drugoplanowych, które – jestem tego pewna – odegrają jeszcze swoją rolę. W ogóle klimat serialu przypomina mi bardzo Gosford Park, z całą swoją brytyjskością, a jednocześnie nutką Ameryki. Odnoszę się do tego konkretnego dzieła, bo jest to dla mnie jeden z najbardziej „na wskroś” brytyjskich filmów. You’ve seen Gosford Park, you’ve seen the quintesence of Britain.Nawiązanie dla klasyki brytyjskiej kinematografii jest zresztą bardzo słuszne, gdyż twórcą Mr. Selfridge jest Arthur Davis – reżyser słynnej adaptacji Pride & Prejudice (tak, tej z Colinem Firthem), czy wielce ostatnio nagradzanego Litte Dorrit. Z kolei sam serial oparty jest na książce Lindy Woodhead Shopping, Seduction and Mr. Selfridge [ooh, seduction… będzie się działo], a Davis jak mało kto zna się na adaptowaniu książek.
 
Ellen Love
(Zoe Tapper)
Oczywiście większość obsady to – cudowni, wspaniali! – Brytyjczycy. Nikt tak jak oni nie nosi kostiumów z tamtej epoki (rok 1909). Także  żadna kobieta nie wygląda tak naturalnie w ówczesnych fryzurach, jak Brytyjki (Mysz zawsze mówi o nich per „ptasie gniazda”). Należy zwrócić uwagę zwłaszcza na Aisling Loftus, która gra Agnus. Jej delikatna, ale błyszcząca jak zroszona różyczką uroda, jej spokojny, melodyjny głos… nic, tylko się zachwycać. Cudowna jest też Zoe Tapper jako Ellen Love oraz Katherine Kelly jako Lady Mae.
Oprócz wspaniałych kobiet w obsadzie jest też Jeremy Piven, jako tytułowy Mr. Selfridge. Pivena brakowało mi w telewizji bardzo od czasu gdy Entouragesię skończyło. Tu wraca w cudownej formie – jego Selfridge to z jednej strony marzyciel, pragnący pokazać Londyńczykom, na czym polega the art of shopping. Wygłasza pełne entuzjazmu, motywujące pracowników przemowy. To showman, którego pragnieniem jest upiększyć świat one store at a time; pragnie zmienić to, jak ludzie robią zakupy.
Z drugiej strony to człowiek niepewny siebie i stosunkowo naiwny.  Widać to w genialnej grze Pivena – jego Selfridge bynajmniej nie jest człowiekiem odważnym. Nie jest też człowiekiem z kamienia – wszystkie przeszkody na jego drodze silnie na niego wpływają. Ale gdy trzeba, Selfridge mobilizuje swoje siły i przeistacza się w wytrawnego gracza, w showmana właśnie, który urokiem osobistym próbuje nadrabiać inne braki.
 
Mr. Selfridge (Jeremy Piven).
Jak nie kochać tego spojrzenia?
Ciekawie obserwuje się Selfridge’a zwłaszcza w interakcjach z kobietami. Przykładowo przy żonie jest otwarty, ciepły i zabawny. Ale w towarzystwie silnych, władnych kobiet, takich jak uwodzicielska Ellen Love, czy Lady Mae, które zawsze dostaje to czego chce, Selfridge trochę głupieje. To również Piven przedstawia bezbłędnie, zarówno mimiką twarzy, jak i grą ciała. Mam silne wrażenie, że choć Selfridge’a fascynują kobiety, trochę się ich boi, a przynajmniej tak gra go Piven. Jest to o tyle ciekawsze, że według moich informacji prawdziwy Selfridge był niepoprawnym wręcz kobieciarzem, a kochanek miał na pęczki (tak więc dobrze, że wybrali Jeremy’ego Pivena; ja bym mu się, na ten przykład, raczej nie oparła *szczeżuja*). Z tym większym zainteresowaniem oglądam – wydawałoby się platoniczne – interakcje Selfridge’a z Agnus Towler, którą to dziewoję bierze niejako pod swoje kierownicze skrzydła. Jestem ciekawa, jak to wpłynie na wewnętrzną przemianę obu postaci.

W każdym razie, ja serial będę oglądać z prawdziwą przyjemnością. Szkoda tylko, że – jak na razie – czeka nas tylko 10 odcinków (8 potwierdzonych). Pozostaje mieć nadzieję, że na fali popularności Downton Abbey panu Selfridge’owi również uda się wzlecieć wysoko i na dłużej zagrzać miejsca na naszych ekranach. A nowy odcinek już jutro!
PS. Doczytałam w necie, że bardzo podobnym serialem jest The Paradise. Co więcej, podobno jest nawet lepsze niż Mr. Selfridge. Oj, coś czuję, że będzie trzeba go obejrzeć i porównać…