Miłość ≠ obsesja – The Paperboy

Od czasu “Shadowboxer” Mysz pozostaje zachwycona filmami Lee Danielsa. Innymi słowy: musiałam “The Paperboy” jak najprędzej obejrzeć.

O filmie The Paperboy(idiotyczny polski tytuł Pokusa) krążyło wiele kontrowersji. Że wyuzdany, że mroczny, że Nicole Kidman oddaje w nim mocz na Zaca Efrona. Serio. W filmie jest taka scena.

Mysz oczywiście o kontrowersjach słyszała, ale zwykle to za mało by przekonać gryzonia do obejrzenia jakiegoś filmu. Jednak gdy wczoraj wieczorem zdałam sobie sprawę, że dziś Walentynki, a ja nie mam o czym pisać, postanowiłam dać „gazeciarzowi” szansę. Co prawda ze względu na nawał pracy wpis obsunął się na bardzo późny wieczór, ale póki wciąż jest 14-sty lutego, myślę że mi wybaczycie. Tak więc dziś będzie o bardzo specyficznej formie miłości: obsesji.


UWAGA: DUŻE SPOILERY


First things first: scenariusz nie jest mocną stroną The Paperboy. Osią filmu jest śledztwo dwóch dziennikarzy – Warda Jansena (Matthew McConaughey) i Yardleya Achemana (David Oyelowo) – w sprawie skazanego na śmierć zabójcy, Hillary’ego Van Wettera (John Cusack). Jak głosi plotka, która ściągnęła Warda i Yardleya do sennego miasteczka Lately na Florydzie, Hillary został oskarżony niesłusznie. Jego niewinność próbuje potwierdzić zakochana w nim kobieta, Charlotte Bless (Nicole Kidman), która ma niezdrową obsesję na punkcie więźniów w ogóle, a Hillary’ego w szczególe. Ward, Yardley i Charlotte, z pomocą młodszego brata Warda, Jacka (Zac Efron), próbują odkryć prawdę, ukrytą głęboko wśród okolicznych bagien.

David Oyelowo jako Yardley i Matthew McConaughey jako Ward

To tak tytułem szybkiego streszczenia fabuły. Niestety opowiedziana w filmie historia, a konkretniej cały wątek dziennikarskiego dochodzenia – główny wszak wątek filmu – wcale a wcale nie jest interesujący. Bohaterowie, a co za tym idzie także widz, nie wydają się tak naprawdę zbyt zaangażowani w poszukiwanie prawdy. Mysz miała przez cały czas wrażenie, że gorąca, wilgotna i gnuśna atmosfera południowej Florydy wpłynęła w wyraźny sposób na fabułę The Paperboy, zmieniając film w gęste, mroczne bagno.

Jest to zresztą bardzo trafne porównanie, bo bagna odgrywają nawet nie tyle duża rolę, co są poniekąd kolejnym bohaterem filmu. Ich przytłaczający klimat, czyhające wszędzie niebezpieczeństwo, a przy tym niezaprzeczalne, dzikie piękno, idealnie przekładają się na atmosferę filmu i nadają mu specyficzny rys. Właśnie dzięki intensywności „aury” jak panuje w The Paperboy można twórcom wybaczyć niedociągnięcia scenariusza

Skoro o twórcach mowa: nie czytałam oryginalnej książki Pete’a Dextera, ale słyszałam o niej wiele dobrego. Natomiast wyobraźcie sobie moje zdziwienie,  gdy po zGooglaniu dowiedziałam się, że reżyser (i współscenarzysta) The Paperboy, Lee Daniels, jest mi całkiem dobrze znany.

Pomijając reżyserów, których filmy autentycznie lubię, Mysz rzadko pamięta jaki reżyser co nakręcił. Tak więc nazwisko Danielsa na plakatach The Paperboy niewiele mi mówiło. Jednak szybkie spojrzenie na IMDb zesłało na Mysz olśnienie. I to takie, które natychmiast wytłumaczyło zarówno specyficzny klimat filmu, jak i jego kontrowersyjność. Otóż Lee Daniels to pan odpowiedzialny w ciągu ostatnich paru lat za takie filmy, jak Monster’s Ball (który wyprodukował), The Woodsman (w którym Kevin Bacon gra byłego pedofila), Shadowboxer (o którym szerzej za moment) oraz nominowane do Oscara Precious: Based on the novel „Push” by Sapphire. Mysz nie widziała The Woodsman ani Precious (choć oba filmy już czekają na laptoie), a Monster’s Ball pamięta jak przez mgłę. To co bardzo wyraźnie pamięta to kilku-minutowa scena seksu między Halle Berry a Billym Bobem Thorntonem, za którą zresztą Berry dostała Oscara (Mysz ma cyniczne podejście do tego filmu – nie do wygranej Berry; według Myszy definitywnie więcej czarnoskórych aktorek i aktorów powinno dostawać Oscary; Mysz po prostu nie lubi, gdy sceny seksu w filmach są nadmiernie i niepotrzebnie wydłużone dla samego shock value. Naturalnie z paroma wyjątkami).

Boska Nicole Kidman.

Natomiast filmem Danielsa, który Mysz zna i kojarzy dobrze jest Shadowboxer z Helen Mirren i Cubą Gooding Jr. Ten mocny, a jednocześnie spokojny film, był jednym z tych przypadkowych odkryć, z których Mysz jest wyjątkowo dumna. Jestem 100% pewna, że gdyby ktoś mi ten film polecił, Shadowboxer aż tak by mi się nie spodobał. Ponieważ jednak wpadł mi w ręce przypadkiem i niewiele o nim wiedziałam, zachwyciłam się nim właściwie od pierwszej chwili. Fabuła, postacie, aktorzy, styl zdjęć, muzyka… to jeden z tych filmów, w których nic bym nie zmieniła, i gdyby nie jego kontrowersyjność polecałabym go każdemu jak leci, jako przykład bezapelacyjnie wspaniałego, choć ciężkiego kina (podobną sytuację mam z Savage Grace, ale o tym kiedy indziej).

Tu krótka dygresja na temat Shadowboxera (bez spoilerów, żeby tym którzy filmu nie widzieli nie psuć przyjemności): to film piękny, ale jak mówię ciężki. Kontrowersja z nim związana – jak w wielu jeśli nie wszystkich filmach Danielsa – kręci się wokół seksu. Nie powiem między kim a kim, ale w Shadowboxerjest scena erotyczna, która nie będąc w żadnym stopniu brutalna, brzydka czy zbyt długa (jak np. w wypadku Monster’s Ball) była tak poruszająca, tak naładowana emocjonalnie, że Mysz do dziś na jej wspomnienie łapie się za serce. Nigdy też nie wysłucham „Libertango” AstroraPiazzoli bez myślenia o cudownej, łamiącej serce roli Mirren oraz Cubie Gooding Jr., którego w tym filmie mogę określić jedynie słowami quiet strength.

Wracają jednak do The Paperboy: w nim także jedna z głównych kontrowersji dotyczy seksu. W wielu jego aspektach. Mamy więc po pierwsze scenę „niepokalanego” orgazmu, gdzie Charlotte wizytując Hillary’ego w więzieniu, odgrywając przed nim naprawdę potężny orgazm, doprowadza go do spełnienia. Bez dotykania. Czy wspomniałam, że sytuacja ta dzieje się przy biernej obserwacji Warda, Yardley i młodego Jacka?… nie? No to wspominam o tym teraz. Brawa ogromne dla Nicole Kidman – dobre aktorstwo można poznać po wiarygodnym udawaniu orgazmu przed kamerą. Zapytajcie chociażby Meg Ryan *mruga zawadiacko* A poważnie: nigdy nie rozumiałam czemu Kidman dostała Oscara za The Hours. Pomijając nos, oczywiście. Myszy zdaniem Kidman powinna dostać przynajmniej nominacje do Oscara właśnie za The Paperboy. Jej Charlotte to cudownie prostolinijna, interesowna kobieta, którą niebezpieczna obsesja doprowadza do tragicznego końca. Motyw ten z resztą przewija się przez cały film. Po prawdzie Mysz uważa, że polski tytuł filmu powinien brzmieć „obsesja”.

Scena prawie jak z Basic Instinct.

Kolejny scena erotyczna to przywołujący na myśl Monster’s Ball dziki seks między Charlotte a dopiero-co-wypuszczonym z więzienia Hillarym. Dziki dosłownie, gdyż Daniels nie dość że ponownie użył wydłużonych scen erotycznych, to jeszcze poprzetykał seks-zapasy Kidman i Cusacka ujęciami florydzkich bagien, aligatorów, martwych oposów i całej gamy uroczej fauny i flory. Nie wiem, czy takie sztuczne wzmocnienie już i tak agresywnych scen seksu było słuszne, ale nie zamierzam się z wizją Danielsa kłócić. Może ona mi się nie zawsze podobać, ale doceniam jego zamysł i absolutny brak jakichkolwiek hamulców w ukazywaniu ludzi takimi, jacy potrafią być. Jasne: poza ostrymi filmami porno raczej tak brutalnych scen seksu w kinie nie uświadczymy, ale to nie znaczy, że ludzie takiego seksu nie uprawiają. Cenię Danielsa za to, że nie ma oporów by ukazywać wszystkie aspekty ludzkiego życia, także te które normalnie są nie do pomyślenia. To trochę tak jak kiedyś było z Hitchcockiem i pokazaniem na filmie spuszczania wody w toalecie. Daniels co prawda nie jest pionierem ostrych scen erotycznych w kinie, ale trzeba przyznać, że jego rękę czuć na tyle, iż w trakcie oglądania sceny między Charlotte i Hillarym – nie wiedząc jeszcze kto jest reżyserem – miałam i tak nieodzowne skojarzenia z Monster’s Ball. I gdy mówię, że scena była brutalna, nie jest to przesada. Więcej: powiedzenie, że było to autentyczne ostre rżnięcie (pardon wulgaryzm) wciąż nie byłoby przesadą. Ogromne pokłony należą się Nicole Kidman i Johnowi Cusackowi za tak odważne odegranie tej sceny. Co tam – brawa dla nich za cały film! Na Cusacka to już chyba nigdy nie spojrzę tak samo. Naprawdę nie miałam pojęcia, że ten facet potrafi być tak przerażający. Co tylko mi przypomina, że dawno nie widziałam Identity

Hillary Van Wetter (John Cusack)

Trzecia scena, w sumie najmniej kontrowersyjna, choć dla Myszy ciekawa z innych powodów, jest scena seksu między Charlotte a zakochanym w niej Jacku. Przez cały film obserwujemy, jak Jack robi maślane oczy do Charlotte i trzeba przyznać Efronowi, że w roli tej sprawdził się wspaniale. Brzmi to jakbym umniejszała jego wkład w film, ale wcale tak nie jest – naprawdę uważam, że Efron wspaniale zagrał Jacka, zarówno aspekty jego ślepej, obsesyjnej wręcz miłości do Charlotte, jak i jego cichego, ujmującego przywiązania do brata, oraz słodko-gorzkiej relacji z czarnoskórą służącą, która go wychowała (w tej roli świetna aktorsko piosenkarka Macy Gray, która; Daniels ma najwyraźniej tendencję do zatrudniania piosenkarek w swoich filmach – vide Mariah Carey w Precious). Oczywiście nie boli też fakt, że na opalonego, roznegliżowanego Efrona, paradującego przez sporą część filmu w samej bieliźnie bardzo miło się patrzy. Przyznać trzeba, że młody Troy z High School Musicalwyrasta nam na całkiem niezłego aktora. A to, że Mysz pod koniec filmu, gdy Jack wykrzykuje uparcie imię Charlotte, miała nieodparte skojarzenia z A Streetcar Named Desire ( „Stella! Stella!”) to wyłącznie mój problem.

Macy Gray jako Anit (po prawej)

Wracając jednak do sceny erotycznej między Jackiem i Charlotte: porównując ją z innymi tego typu scenami w filmie, a także znanym nam już modus operandi Danielsa, jest ona szalenie stonowana. Właściwie przypomina Myszy bardziej pamiętną scenę z Shadowboxer niż cokolwiek innego. Jednak najciekawszym jej aspektem – i tym co na Myszy wywarło największe wrażenie – było zestawienie rozgrywającej się na naszych oczach sceny erotycznej z słyszaną w tle narracją Anity, czyli postaci czarnoskórej służącej. Jej głos przewija się z resztą przez większość filmu, uzupełniając oglądaną przez nas historię o różne drobne szczegóły. Czy nałożenie narracji na scenę seksu jest kontrowersyjne?… może. Dla Myszy było przede wszystkim bardzo ciekawym rozwiązaniem.

Ward (Matthew McConaughey) i Jack (Zac Efron)

Jest jeszcze jedna scena, którą można uznać za poniekąd erotyczną. Mowa o scenie, gdzie dwóch…hm, Afroamerykanów (lets call them that) poniekąd spuszcza łomot Wardowi (brat Jacka). Tu Mysz musi się pochwalić, bo od początku podejrzewała, że Ward w rzeczywistości jest „pałkarzem dla drugiej drużyny”. Gdyby Daniels z taką samą rezerwą i tajemniczością podszedł do wątku dziennikarskiego, jak do ukrywanej homoseksualności Warda, The Paperboybyłby o wiele lepszy scenariuszow. Dlaczego jednak w takim razie dwóch czarnych jegomości spuszcza Wardowi manto? Czyżby homofonia?… otóż nie, drogi Czytelniku. Dowiadujemy się, razem z biednym Jackiem, że nie dość iż jego brat jest gejem, to na dodatek ma fetysz seksualny związany z bólem. A panowie, którzy go pobili zrobili mu też inne, trochę przyjemniejsze rzeczy. Choć Daniels nie pokazuje momentu, w którym Jack ostatecznie zdaje sobie sprawę ze wszystkich tajemnic brata, widz podskórnie wie, że moment ten następuje. Decyzja Danielsa by ukazać na ekranie zakrwawione, nagie ciało Matthew McConaugheya (kolejna odważna rola), ale nie pokazać emocjonalnej sceny załamania Jacka, bardzo Myszę fascynuje. Widać w tym świadomą decyzję o żerowaniu na kontrowersyjności.

Skoro o tym mowa, pora wspomnieć o najbardziej medialnie „ofukanej” sceny w filmie, czyli tej, gdzie Charlotte oddaje mocz na Jacka. Brzmi co najmniej dziwnie, prawda? Wyjęte z kontekstu wydaje się rzeczywiście kontrowersyjne, niesmaczne i niepotrzebne. Ale gdy obejrzymy film dowiemy się, że powód takiego a nie innego działania Charlotte jest jak najbardziej słuszny. Otóż młody Jack został straszliwie poparzony przez meduzy. A jak wszyscy wiemy – chociażby z odcinka Friends – by przeciwdziałać meduzim toksynom, należy poparzone miejsce potraktować czymś kwaśnym lub słonym. Czyli moczem. Nagle więc okazuje się, że rozdmuchana w mediach scena jest kontrowersyjna jedynie w tym względzie, że Daniels pokazał na ekranie strumień moczu. Mysz jednak twierdzi, że w kontekście sceny naprawdę nie powinno to dziwić ani szokować. Same zaś implikacje nasikania na twarz tak ślicznego chłopca jak Zac Efron Mysz woli przemilczeć. Wiadomo, że to nie miało miejsca naprawdę, jednak lepiej o tym nie myśleć. Po co sobie psuć miły wieczór.
EDIT: Według researchu przemywanie poparzeń po meduzach moczem jako skuteczna metoda leczenia jest wymysłem wyssanym z palca. Lepiej używać słonej wody, gorącej wody (choć odradza się używanie wody świeżej), octu czy nawet pianki do golenia.

Od lewej: Ward, Jack i Yardey

No dobrze, ale gdzie obsesja, którą Mysz umieściła w tytule?… po prawdzie, to wszędzie. Mamy obsesję Jacka na punkcie Charlotte, Charlotte na punkcie Hillary’ego, Hillary’ego na punkcie Charlotte (popularna jest, nie ma co). Jest też chorobliwa obsesja Warda, która każe mu za wszelką cenę odkryć prawdę o winności/niewinności Hillary’ego. Co więcej jest to obsesja, którą poniekąd zaraża on Jacka, choć dopiero pod koniec filmu. Jest też Yardley, którego obsesja sławy i uznania sprawia, że sprzedaje on duszę na ołtarzu przyzwoitości i integrity, byle tylko uczynić krok naprzód w wyścigu szczurów. Wszystko to dzieje się w południowej Florydzie, na tle wciąż trwających zamieszek rasowych i walk czarnych o godne życie, na równych prawach z białymi. To kolejny przykład niezdrowej obsesji, tym razem narodowej, która przez wiele lat kazała Amerykanom czynić ze swych Afroamerykańskich braci obywateli drugiej kategorii.

Uświadomienie sobie, że reżyser The Paperboy to ten sam facet, który narkęcił Shadowboxera i Precious, i był odpowiedzialny za wyprodukowanie Monster’s Ball, zmieniło diametralnie moje spojrzenie na film. Bo wcześniej – w trakcie oglądania – był on, owszem, kontrowersyjny (Daniels ma najwyraźniej jakiś fetysz), ale wydawał się też bardzo… powolny, niedopowiedziany. To bardzo charakterystyczna cecha filmów Danielsa, który zamiast zapewniać ekspozycję poprzez dialogi, skupia się przede wszystkim na kunszcie swych aktorów. Akurat na to w The Paperboynie można narzekać, bo choć sama historia może być średnio angażująca, to postacie ją odgrywające są wspaniałe. Mysz osobiście bije brawo całej głównej czwórce – Nicole Kidman, Johnowi Cusackowi, Matthew McConaughey’owi oraz Zacowi Efronowi. Fakt, że film nie dostał więcej nagród Mysz uważa za absolutnie karygodne niedopatrzenie.

A biorąc pod uwagę specyficzny styl Danielsa, jego umiłowanie kontrowersji i dobrych aktorów, Mysz nie może się wręcz doczekać na jego najnowszy film, The Butler. Będzie to dramat historyczny, pióra Danny’ego Stronga (scenarzysta nagrodzonego Game Change), o Eugene Allenie, który służył w Białym Domu jako kamerdyner ośmiu Prezydentów Stanów Zjednoczonych. I jeśli sama fabuła Was z miejsca nie zaciekawiła, rzućcie okiem na obsadę:
  • Forest Whitaker as Cecil Gaines
  • Alex Pettyfer as Thomas Westfall
  • John Cusack as Richard Nixon
  • Robin Williams as Dwight D. Eisenhower
  • Alan Rickman as Ronald Reagan
  • James Marsden as John F. Kennedy
  • Minka Kelly as Jackie Kennedy
  • Lenny Kravitz as James Holloway
  • Jesse Williams as Rev. James Lawson
  • Cuba Gooding, Jr. as Carter Wilson
  • Mariah Carey as Hattie Pearl
  • Oprah Winfrey as Gloria Gaines
  • Liev Schreiber as Lyndon B. Johnson
  • Nelsan Ellis as Martin Luther King, Jr.
  • Jane Fonda as Nancy Reagan
  • Melissa Leo as Mamie Eisenhower
  • Terrence Howard as Howard
  • Vanessa Redgrave as Annabeth Westfall
  • Yaya DaCosta as Carol Hammie
  • David Oyelowo as Louis Gaines

Z taką obsadą to Mysz by nawet książkę telefoniczną oglądała. Daniels, jak widać, ma fetysz nie tylko na punkcie specyficznego stylu filmowania, ale także pewnych osób – przy The Butler będzie ponownie współpracował z Johnem Cusackiem, Cubą Gooding Jr. i Mariah Carey.

Niechby i Daniels współpracował z dziurawym butem i świnką Piggy – Mysz od teraz będzie miała uważne oko na jego twórczość. A zaraz bierze się za oglądanie The Woodsman i Precious.

PS. Tak zupełnie na niepoważnie – Myszy się The Paperboy podobało także z tego powodu, że w filmie, gdy ktoś ucieka przed „ym złym” w lesie, to zamiast uciekać na oślep, po nieznanym sobie terenie, WCHODZI NA DRZEWO i przeczekuje niebezpieczeństwo. You’d be surprisedjak mało takich mądrych zachowań się w filmach widuje.

Gdyby Mysz miała mieć obsesję to tylko na punkcie tego samochodu.
Ach, Chevrolety…