Ser-skrót #4, czyli skrót seriali.

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.


Skrót seriali z zeszłego tygodnia, uszczuplone o Mr. Selfridfge 1×03-05, The Carrie Diaries 1×03 i  New Girl 2×15. ze względu na brak dostępu do odcinków.
Enjoy! Ostrzeżenie: post PEŁEN SPOILERÓW.

 

Niedziela 27.01.13


Shameless 3×03 – May I Trim Your Hedges?

Jak zwykle w świecie Gallagherów (który niczym nie przypomina rzeczywistości jaką zna Mysz czy Ty, Czytelniku) dziwności ścielą się równie gęsto, co przekleństwa. W tym tygodniu mieliśmy więc:
– polowanie na pedofila. Który okazał się pedofilką-nauczycielką. Lip, obrońca uciśnionych dziewic i niepełnoletnich chłopców, postanawia udowodnić, że Pani Nauczycielka wciąż ma nieletnie ciągoty. Podając się za gimnazjalistę, Lip proponuje jej, że przystrzyże jej krzaki *Mysz unosi brwi na tę mało subtelną aluzję* One thing leads to another i Lip ląduje u Pani Nauczycielki w łóżku, wysmarowany masłem orzechowym i kremem depilującym. W związku z tym Mysz spędziła odcinek na zmianę wachlując się poduszką (bo Lip nie jest przystojny, ale ma swój urok), to znów parskając w nią śmiechem. Niestety ekscesy gastronomiczno-fryzjerskie z Nauczycielką doprowadziły do kłótni – i czyżby ostatecznego rozstani?a – Lipa i Mandy. Choć akurat Mandy jest dużą dziewczynką i poradziła sobie z Panią Nauczycielką w iście Milkovichowski sposób.
– Ian ma problem z Mickeym. Problem polega na tym, że Mickey nie jest a one-man man i zdradza Iana na lewo i prawo, nie patrząc na płeć. Jednak gdy na horyzoncie pojawia się Srebrzysty Lovelas (starszy kochanek Iana, ojciec Jimmyego, którego imienia teraz nie pomnę), Mickey dostaje nagłego ataku zazdrości i wali mu z dyńki. Zapowiada się interesujący trójkąt homoseksualny.
– miłość wisi w powietrzu. Debbie i Kyle – domniemany syn Kevina i jego żony Sheryl – mają się ku sobie. Jest to szalenie uroczy wątek, który z pewnością jeszcze wielokrotnie się pokomplikuje. Nie wiem co prawda jakie komplikacje może mieć związek dwójki dziesięcioletnich dzieciaków, ale jestem pewna, że scenarzyści Shamelesscoś wymyślą.
– w wyniku cudownego zrządzenia losu i wspaniale wyegzekwowanego szantażu, Fiona dostaje pracę w supermarkecie, jako kasjerka. Mysz wyczuwa w tym katalizator do kolejnych chaotycznych i szokujących wybryków, typowych dla świata Gallagherów.
– sytuacji Jimmyego nawet nie umiem za bardzo skomentować. Jestem w zbyt ciężkim szoku w związku z tym co się w odcinku wydarzyło między Jimmym a Estefanią na tylnym siedzeniu samochodzu. W TRAKCIE JAZDY O_O
– jeśli do tej pory myśleliśmy, że Frank osiągnął dno, raniąc Debbie i donosząc na swoją rodzinę do Opieki Społecznej, w tym odcinku przegiął – w Myszy mniemaniu – ostatecznie. Wmówienie Carlowi, że ma raka świadczy o tym, że we Franku nie pozostała ani jedna, mikroskopijna nawet cząstka przyzwoitości. Za to pokłony należą się Williamowi H. Macy za tak przekonywujące granie masywnego dupka.
– Myszy ulubiony wątek tego odcinka, czyli cała draka z Kevinem, jego nagle objawioną żoną Sheryl, oraz wątpiącą w prawdziwą miłość Veronicą. W kwestii tego całego trójkąt Mysz całym sercem popieram to, co w odcinku powiedziała Fiona: że jeśli Kevin nie zdaje sobie sprawy z tego, że Sheryl próbuje go wystrychnąć na dudka, to jest kompletnym durniem.
Steve Howey = ALL THE AWARDS.
Popieram też w całej rozciągłości uczucia Fiona co do Kevina i Veroniki – bez nich jako pary, cały ten szajs traci sens. Bo Fiona i Jimmy mogą sobie być pierwszoplanową parą Shameless, ale to Kevin i Veronica są jedyną parą w tym serialu, która działa; która jest jakimś stałym punktem wśród wszystkich zmieniających się okoliczności, afer, drak i nieprawdopodobnych sytuacji. I dlatego ich kochamy.

A już końcówka odcinka rozłożyła mnie na łopatki. Mysz nie pochwala agresji w ogóle, a między kobietami w szczególe, ale… SOMEBODY NEEDED TO PUMMEL A BITCH! YOU GO VERONICA!

Poniedziałek 28.01.13

 Miranda 3×06 – A Brief Encounter

Luke Pasqualino! Małe kotki w walizkach! Trollowanie w wykonaniu Mirandy! Serio: jak można nie kochać tego serialu? No jak??
You and me both, Miranda.
You and me both.

 

Bunheads 1×14 – The Astronaut and the Ballerina

W tym tygodniu objawia się w serialu brat Michelle, Scotty – niepoprawny bon vivant i kobieciarz, co możemy wnioskować z jego czwartego nieudanego małżeństwa. Jak można się spodziewać, jego pojawienie się – choć na początku okraszone radosną wymianą wspomnień z siostrzyczką – wkrótce wywleka na powierzchnię pogrzebane rodzinne sekrety, bratersko-siostrzane kłótnie oraz self-doubtMichelle co do słuszności jej obecnego życia. Znów także pojawia się motyw niezdania przez Michelle liceum. Rozwlekanie tego wątku Mysz uważa za nader głupie – wystarczyłoby przecież, żeby Michelle wróciła do szkoły i zaliczyła ten jeden przedmiot, którego jej do uzyskania dyplomu brakuje. Najwyraźniej jednak scenarzyści mają inne plany.
Mamy też pierwszy poważniejszy rozłam w grupie czterech młodych muszkieterek – Ginny jest obrażona na Melanie, gdyż ta odsuwa się od swoich przyjaciółek i zamiast chodzić na balet i wspierać Ginny w trakcie ponownych zaślubin jej taty, zaczyna chodzić na roller derby. To taki cudowny amerykański wynalazek, gdzie dwie grupy bab ścigają się na owalnym torze, na rolkach i próbują się nawzajem powywracać, przy okazji wybijając sobie zęby, łamiąc żebra, piszczele, podbijając oczy i ogólnie robiąc z siebie nieapetyczny kotlet siekany. Ach ci Amerykanie i ich rozrywki *klaszcze* W każdym razie Melanie się wkręca w roller derby, znajdując tam ujście dla swojej tłumionej agresji. Dołącza więc do drużyny Derby Dolls (ksywa Melanie na torze to Cleo-smacktra – zawodniczki często mają ksywy nawiązujące do słynnych kobiet w historii/popkulturze, ale z krwawym, brutalnym twistem; dla zainteresowanych tematem polecam film Whip It – polski, idiotyczny tytuł to Dziewczyna z marzeniami), a ponieważ odpowiedzialna za tę zmianę zainteresowań jest Cosette, to jej Ginny robi awanturę. Czy to przekreśli szanse Ginny na flirt z bratem Cosette, Frankiem?… we shall see.
Wspomnieć należy też o cudownym momencie, kiedy to Boo, w pięknym stylu, przywołała do porządku niejakiego Jordana – apodyktycznego instruktora baletu. Swoją drogą Jordan jest ciekawą postacią. Mysz chciałaby żeby pojawiał się częściej.
A skoro o pojawianiu się mowa: Mysz prawie padła, gdy dopiero w tym odcinku zauważyła w tle scen w studiu baletowym pana grającego na pianinie. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że jest to tzw. Brad the Piano Man (Brad Ellis), który przez 4 sezony akompaniował dzieciakom z Glee. Wielkiej roszady w karierze nie zrobił, ale miło go znów widzieć na ekranie.

You tell him, Michelle!

 

Bones 8×13 – The Twist in the Plot


Jakby w Bones nie dość było śmierci na co dzień, w tym tygodniu twórcy zaserwowali nam odcinek kręcący się wokół pogrzebów i ostatniej woli umierających.
Wątek proceduralny w tym tygodniu sprowadzał się do odwiecznej prawdy z gatunku “The husband did it“. Za bardzo ciekawe uważam przedstawienie w serialu idei naturalnych pogrzebów (“pochówek naturalny“) – podejrzewam, że rzeczywiście coraz więcej osób będzie chciało korzystać z takich usług, biorąc pod uwagę jak bardzo environment aware zrobiło się współczesne społeczeństwo. Ciekawym dodatkiem była także obecność Vika Sahaya jako guest stara. Sahay ostatnio grał w Chucku (Myszy bardzo brakuje tego serialu) i choć tam był postacią absolutnie wkurzającą, w odcinku Bones mógł się pochwalić całkiem dobrym warsztatem aktorskim. Był też jedną z bardziej wiarygodnych postaci, jakie w serialu widzieliśmy ostatnimi czasy. Niestety poboczne postacie – podejrzani, małżonkowie, ofiary, itd. – w serialach proceduralnych często mają niewiele czasu i środków na zbudowanie wiarygodnej postaci. Sahayowi udało się to wspaniale!
Wracając do meritum: stała ekipa Bones spędziła cały odcinek relacjonując jak chcieliby być pochowani. W wypadku samej Temperance i Bootha doszedł również temat testamentów i tego, co się stanie z ich córką, Christine. Mysz jest od jakiegoś mniej-więcej roku szalenie przeczulona na temat śmierci, więc ciężko odchorowała ten odcinek. Docenia jednak, że twórcy serialu próbowali pokazać, że mimo iż śmierć jest tematem z którego się często żartuje, w rzeczywistości jest to jeden z najtrudniejszych tematów do rozmów. I prawie zawsze kończy się łzami (a przynajmniej tak Mysz skończyła oglądanie odcinka).
Drobny ukłon należy się twórcom za uwzględnienie w swym serialu rosnącej popularności narkotykowych soli do kąpieli, które to w zeszłym roku wywołały w mediach zombie-panikę.
W odcinku tym mieliśmy też pierwsze po rozstaniu spotkanie Lance’a i Daisy. Mimo, że nigdy jakoś szalenie nie kibicowałam tej dwójce, troszeczkę złamali mi serce. Głównie Daisy, ze swoim  fatalistycznym założeniem, że pewnych straconych rzeczy nie da się odzyskać. Mysz – bazując na własnych doświadczeniach – jest w stanie powiedzieć, że w wypadku miłości nie zawsze wszystko jest stracone. Są rzeczy które można odzyskać, które można naprawić i ulepszyć. Dlatego od teraz Mysz zamierza kibicować Daisy i Lanceowi – bo wierzy, że są rzeczy o które warto walczyć i które można naprawić.

The Following 1×02 – Chapter Two

Trudno mi pisać o serialu, którego bardzo nie chcę nikomu zespoliować. Wiem oczywiście, że czytacie te streszczenia na własne życzenie i wiecie, że spoilerów jest tutaj mnóstwo, ale mimo to chciałabym zapewnić przynajmniej minimum niespodzianki temu, kto kiedyś zdecyduje się ten serial zacząć oglądać/obejrzeć.
Powiem więc tylko tyle, że obecność Kevina Bacona na ekranie telewizora mnie nieodmiennie cieszy. Zapomniałam ile przedziwnego uroku ma w sobie spojrzenie i półgębkowaty uśmiech tego pana. Starszy Bacon podoba mi się definitywnie bardziej niż Młody Bacon (Footloose, anyone?), a i  rola nie-do-końca-dobrego-gliny wspaniale do niego pasuje. Nikt tak nie gra bad guy’ów jak Kevin Bacon, ale Mysz preferowała go zawsze w rolach tych dobrych. Jego postać w The Following jest więc tego idealnym wyważeniem.
Druga rzecz, którą zdradzę: odkryciem aktorskim tego serialu dla mnie jest Valorie Curry, która gra w serialu postać Emmy Hill. Przypomina mi trochę z wyglądu skrzyżowanie Emily Browning z Kirsten Dunst, ze zmiksowaną odrobiną Mii Wasikowskiej. Połączenie dziwne, ale zarówno ciekawe aktorsko, jak i zdaniem Myszy pięknie i intrygujące wizualnie. Z przyjemnością będę tę aktorkę – i postać – widziała na ekranie częściej.
Wielkie brawa za wspaniałą muzykę drugi odcinek z rzędu. Then again, Kevin Williamson robił The Vampire Diares, które ma jeden z najlepszych i najciekawszych soundtracków jakie słyszałam w telewizji. Puszczone w odcinku piosenki „Change” The Deftones oraz „Angel” Sepultury (cover piosenki Massive Attack) wspaniale współgrały ze scenami, którym towarzyszyły.
Dziwi mnie jedynie, że Williamson – dotąd odpowiedzialny za świetne seriale z młodymi bohaterami (seriale Dawson’s Creek i The Vampire Diaries oraz The Secret Circle, a także filmy I Know What You Did Last Summer oraz Scream) wziął się za The Following. Jednak im prężniejszą rolę zaczynają odgrywać w fabule młodzi „akolici”, tym większy sens w tym widzę. Williamson znów wziął się za coś na czym naprawdę się zna – mroczne motywy i młodych ludzi.
A patrząc ponownie na listę osiągnięć Williamson, to tak naprawdę najbardziej od tego wszystkiego odstaje Dawson’s Creek, przede wszystkim tematycznie. Aż dziwne, że Williamson – który przyznaje się do fascynacji Poe’m już od młodego wieku – jest odpowiedzialny za taki słodki młodzieżowy serial. Może to po prostu kolejny dowód na to, że facet wie co robi. Nie ważne w jakim gatunku.

Śliczna Valerie Curry.

 

Wtorek 29.01.13

Go On 1×15 – Pass Interference

Go On po raz kolejny rozkochuje mnie w sobie wspaniałą dawką humoru, uroku i totalnych dziwności.
W tym tygodniu był to głównie Owen, paradujący przez pół odcinka w sukni ślubnej. Brawa dla scenarzystów za wprowadzenie takiego wątku – Mysz zawsze będzie szanowała mężczyznę, który czuje się na tyle pewnie z własną seksualnością by założyć suknię… i się tego nie wstydzić. Tu należały nadmienić że Tyler James Williamson naprawdę ŚWIETNIE wyglądał w kobiecych ciuchach. Sama pozazdrościłam mu figury.
Oczywiście trochę żal mi w tym odcinku Ryana. Łatwo można było przewidzieć, że jego randkowanie z Simone wywoła poczucie winy i spowoduje pojawienie się ducha Janie. Ale już to, że duch Janie przyprowadził ze sobą FACETA z którym był na zaświatowej randce?… ten moment oficjalne odnotował przejście Go On z grupy „serial komediowy” do kategorii takich seriali jak Community, czyli „nie wiadomo o co chodzi, ale przynajmniej jest fajnie”. Mysza przyklaskuje tej zmianie!
Cytat odcinka: „You’re an adult. You should only have good underwear.”
 

The New Normal 1×15 – Dairy Queen

Kolejny przedziwny, kontrowersyjny odcinek The New Normal. On the other hand, od Ryana Murphyego niczego innego się już nie spodziewam. Mieliśmy więc odcinek o karmieniu piersią i wszelkimi związanymi z tym kwestiami. Zarówno oburzeniem społeczeństwa na publiczne karmienie piersią, jak i emocjonalne problemy świeżo-upieczonych tatusiów, związane z niemożnością nawiązania równie bliskiego kontaktu z dzieckiem, jak matka która karmi je piersią.
Choć osobiście uważam, że odcinek można było nakręcić z DUŻO większą dawką dobrego smaku – nawet tolerancyjna dla tegoż serialu Mysz się trochę w tym tygodniu krzywiła – cieszę się, że temat ten został poruszony. Myszy mamut żeński od lat jej powtarza, że Myszy mamut męski miał podobne ciągoty jak Brian w tym odcinku. Mianowicie bardzo chciał Myszę karmić piersią. Niestety, ze względu na bycie osobnikiem płci męskiej, nie miał takiej możliwości. Not for lack of trying.
A zbaczając z głównego wątku odcinka, uważam że wykreowanie w fabule przyjaźni między Jane – oporną na zmiany homofobką – a Rocky – czarną, wygadaną herod-babą – jest genialnym pomysłem. Ich relacje stają się dla mnie jednym z jasnych punktów serialu.

 

Cougar Town 4×04 – I Should Have Known It

Odcinek mogę w sumie podsumować dwoma zdaniami: po pierwsze, Tom został oficjalnie przyjęty do Cul de Sac crew – zajęło mu to tylko cztery sezony. Po drugie, Tom ma u siebie w domu DOKŁADNIE TAKIE ŚCIANY jakie Mysz chciałaby mieć w swojej Mysiej dziupli *rzewne westchnięcie*
Ten turkusowy wzór na ścianie po lewej?… taki właśnie Mysz
by chciała u siebie w pokoju.

  

Raising Hope 3×14-3×15 – Modern Wedding / Yo Zappa Do (part 1)

 
W tygodniu mieliśmy dwa odcinki Raising Hope. W pierwszym byliśmy świadkami ślubu Jimmyego i Sabriny. W absolutnie przeuroczym hołdzie dla innego komediowego serialu z tej samej stacji telewizyjnej, odcinek ten nakręcono w trochę innym stylu niż zwykle. Mieliśmy więc wiele statycznych, „wywiadowych” ujęć na kanapach, z których postacie niejako na  bieżąco relacjonowały wydarzenia odcinka (to oczywiste nawiązanie do serialu Modern Family).
Burt Chance, postać Garreta Dillahunta, w tym tygodniu po raz kolejny udowadnia dlaczego jest moim ulubieńcem. Fakt, że Burt zupełnie randomly zna słowo „schadenfreude” i wie co ono oznacza, jest dla mnie nie do pojęcia. Przecież parę odcinków temu ten sam facet próbował grać na dopier-co-wyjętej-z-zamrażalnika harmonijce ustnej (skutki czego były, oczywiście, do przewidzenia). Ten kontrast w postaci Burta – głupota granicząca z życzeniem śmierci, przemieszana z przebłyskami geniuszu – wciąż mnie ujmuje.
W dość przewidywalnym twiście żona Jimmyego (matka Hope i skazana na krzesło elektryczne wielokrotna morderczyni) ponownie powraca zza grobu i tym razem próbuje zrujnować ślub Jimmyeg. Postać Lucy nigdy mnie zbytni nie obchodziła, ale dzięki niej mogliśmy znów gościć na ekranach Grega Germanna (który w dawnych czasach grał cudowną postać Fisha w Ally McBeal). Jego jak najczęstsza obecność na ekranach naszych telewizorów jest jak najbardziej wskazana.
Podsumowując: ślub Jimmyego i Sabriny był uroczy, a prezent jaki zrobili młodym rodzice Jimmyego rzeczywiście należy do wyjątkowych. Brawa dla scenarzystów za tak sprytne rozwiązanie.
————————————————————————————————–
  
Drugi odcinek w tym tygodniu skupiał się – jakżeby inaczej – na miesiącu miodowym Jimmyego i Sabriny. I choć niewiele wnosi do fabuły jako takiej, należy o nim wspomnieć chociażby dla powrotu Wilmera Valderamy jako Ricardo, oraz Camdena Garcii jako Trevora. Zobaczyliśmy także – po raz kolejny – Jimmyego w wersji goth, ale tym razem twórcy serialu zaserwowali nam (po raz pierwszy!) także Sabrinę w mrocznym przebraniu. Swoją drogą chętnie ukradłabym jej ten kostium. Przydałby się na jakieś fajne imprezy.
Trudno natomiast powiedzieć o odcinku cokolwiek więcej, bo był to odcinek dwuczęściowy. Dopiero w drugiej części dowiemy się czy Hope będzie od teraz robić karierę w telewizji? Czy Barneyowi uda się spędzić chociaż trochę czasu z Trevorem? Czy Jimmy i Sabrina wreszcie znajdą choć chwilę dla siebie?… tego i wielu inny rzeczy dowiemy się w przyszłym tygodniu…
 

Happy Endings 3×12-3×13 – The Marry Prankster / Our Best Friend’s Wedding

Kolejny serial, który zafundował nam dwa odcinki, w tym jeden z lepszych odcinków tego sezonu.
The Marry Prankster” to mała perełka. Odcinek niby opowiada o praktycznych żartach, którymi Max – w ramach zemsty za podobny żart wycięty jemu – mści się na całej ekipie. Bradowi dosypał brokatu do balsamu, Penny oblał zielonym glutem (dwukrotnie), Jane dostała ciastkiem w twarz… a Alex, nie mogąc sobie poradzić z napięciem jakie towarzyszy oczekiwaniu na niechybna zemstę żartownisia, obcięła sobie połowę włosów. Ale nawet to włosowe harakiri nie było w stanie ułagodzić Maxa. Odcinek kończy się więc prawdziwie wybuchowo i spektakularnie, gdy Max powoduje eksplozję w swojej limuzynie.
Jednak urok tego odcinka polega na tym, że klasyczne wygłupy, typowe dla ekipy Happy Endings, są właściwie tylko tłem dla oświadczyn Pete’a. Swoją drogą jest to jedna z najbardziej przedziwnych – jeśli chodzi o okoliczności i setting – scen oświadczyn, jakie do tej pory widziałam w telewizji. Which is saying a lot. Ponieważ jednak scena ta jest dobrze zagrana i fajnie napisana, jej „dziwność” nie razi, a wręcz przeciwnie  dodaje jej pewnego je ne sais quoi.
A już zupełnie na marginesie: fajnie, że Brad znalazł wreszcie pracę, która go cieszy. Nawet jeśli wiąże się ona z noszeniem tęczowej peruki, zajmowaniem się dziećmi i wyławianiem brudnych pieluch z baseniku z piłkami. No i brawa dla scenarzystów za twist na koniec odcinka. Zawsze wiedziałam, że postać Alex wcale nie jest tak głupia, na jaką wygląda!

————————————————————————————————–

 
Drugi odcinek – nawiązując do poprzedniego – rozgrywa się podczas targów ślubnych na które zaciągnęła całą ekipę Jane. Ponieważ Pete chciałby żeby Penny z nim uciekła i wzięła ślub gdzieś na plaży, tylko we dwójkę, Jane musi interweniować – to ona chciała zaplanować Penny idealne wesele i żaden przyszły pan młody nie będzie jej rujnować planów. Stąd więc pomysł na poszwendanie się po targach ślubnych i tym samym namówienie Pete’a na tradycyjne wesele. Ale czy na pewno?… W celu przekonania Pete’a do swoich pomysłów, Jane i Penny przedstawiają mu ślubne propozycje dopasowane do jego gustów: zespół reggae na przyjęcie weselne, sushi jedzone z nagiej modelki zamiast bufetu i – Myszy ulubiony myk – tort weselny z kurzych skrzydełek i fontanna z sera pleśniowego (zamiast klasycznej czekolady). Te dwie ostatnie rzeczy to coś, co Mysz z chęcią by kiedyś zobaczyła na własnym weselu. Nie że jakieś planuje. Ale skrzydełkom z kurczaka i serowi pleśniowemu Mysz nigdy nie mówi nie. Bez względu na okazję.
A tak w ogóle to odcinek ten sprawił, że wreszcie ostatecznie polubiłam postać Pete’a. Mam nadzieję, że scenarzyści nie wpadną na wredny pomysł rozbicia związku Penny i Pete’a, bo wtedy Mysz będzie niepocieszona.

 

Środa 30.01.13

 
Suburgatory 2×11 – Yakult Leader

Po raz kolejny stwierdzam, że trudno się pisze o serialach komediowych. Łatwiej jest omówić dramatyczne przygody bohaterów, niż relacjonować dlaczego właśnie ten konkretny odcinek był śmieszny. Opisywanie gagów czy cytowanie zabawnych tekstów rzadko ma taki sam efekt, jak zobaczenie tego samego, na żywo, w odcinku. A jak wiemy, rozkładanie na komedii na części pierwsze odbiera jej cały urok; w przeciwieństwie do dramatu, któremu dogłębna analiza i dyskusja raczej nie zaszkodzi. No chyba, że dramaturgia się kupy nie trzyma, ale to już zupełnie inna sprawa.
Anyway, I digress. Chodzi mi o to, że trudno omówić odcinek komediowego serialu, w którym właściwie nic się nie wydarzyło. A przynajmniej nic istotnego. Z kolei pisanie, dlaczego postać Wilmera Valderamy (drugi raz na ekranie w tym tygodniu!) jest śmieszna, albo dlaczego związek Tessy i Ryana jest z każdym odcinkiem coraz bardziej uroczy, mija się z celem. Umówmy się więc, że jeśli widzieliście odcinek to wiecie dlaczego był fajny, a jeśli nie widzieliście odcinka bo np. nie oglądacie tego serialu, to i tak Was moje zdanie raczej nie interesuje. Wtedy Czytelnik będzie – poniekąd – syty i Mysz cała.

 

Supernatural 8×12 – As Time Goes By

Podróże w czasie! Kolejny martwy, przystojny Winchester! Tajne stowarzyszenia! Spiskowa teoria dziejów! Dziedzictwo Sama i Deana! Wielka, nieprawdopodobna tajemnica!… czyli w Supernatural nihil novi sub sole.
Dobra, przesadzam. Ale pomijając cały bagaż emocjonalny, który ten odcinek zostawił na braciach Winchesterach – jakby do tej pory nie mieli dosyć bagażu, seriously! – najbardziej mnie fascynuje to niby „najbezpieczniejsze miejsce na ziemie”, dokąd chłopcy muszą zwrócić tajemniczy klucz uzyskany od dziadka Winchestera.
Skądinąd wiem (SPOILER), że miejsce to będzie odgrywać ogromną rolę w życiu braci – zacznie im służyć jako home basedla działań około-tabletowych (mam na myśli tabletsczyli tablice ze Słowem Boga, a nie tabletw sensie iPad). Mysz najbardziej jest ciekawa tego, jak to miejsce wygląda. Luby zasugerował sypialnię nastoletniej gotki. Mysz ma jednak wizje starożytnego grobowca a’la Indiana Joneslub National Treasure. A Wy? Jakie macie teorie odnośnie tajemniczej biblioteki tajnego stowarzyszenia Men of Letters?

 

Czwartek 31.01.13

 
Glee 4×12 – Naked

W telegraficznym skrócie:
– uczucia Tiny do Blaine robią się coraz bardziej uciążliwe i niezręczne. Jedyna nadzieja w Artiem – od czasu gdy Tina zaczęły być „nową Rachel” w grupie, Artie znów zaczął się nią interesować. Czyżby pairing Artina znów miał rozkwitnąć?
– odcinek w którym pojawiają się dwie Rachel Berry nie ma prawa być dobrym odcinkiem. I to mówi Mysz, która do tej pory miała wręcz świętą cierpliwość do tej postaci i jej humorów. Ale teraz miarka się przebrała. Oficjalnie oznajmiam, że problemy panny Rachel Berry przestały mnie obchodzić. Och, oczywiście – pewnie nadal się będę wzruszać przy niektórych jej piosenkach. Ale to akurat wina Lea Michelle. Nic nie poradzę, że jej głos przypomina mi młodą Barbarę Streisand, a Barbra zawsze mnie wzrusza!
– Mysz uśmiała się, że w odcinku nagminnie leciała piosenka „Oh Yeah” Yello, czyli piosenka otwierająca film Ferris Bueller’s Day Off (kolejny film z klasyki lat 80-tych o którym Mysz kiedyś napisze).
– brawa dla dwóch męskich postaci w tym tygodniu: Jake i Finna. Dla Jake’a za uroczy rozwój jego związku z Marley (a także piękny duet “A Thousand Years” Christiny Perri), a także za – bardzo niedoceniany w serialu – głos. Serio: brawa dla Jacoba Artista za taki talent wokalny. Z kolei Finnowi chciałaby przyklasnąć, bo mimo czasem wprost idiotycznych błędów jakie popełnia ta postać, podoba mi się jej rozwój. Staje się coraz bardziej dorosły, wyrozumiały, empatyczny… Nie na darmo w Internecie nazywa się go młodym Mr. Schuesterem.
– ostatecznie uważam ten odcinek za udany z dwóch zupełnie osobistych powodów. Jeden: w odcinku tym Sue Sylvester zupełnie randomlywspomina o Crohn’s disease – znanej w Polsce jako Choroba Leśniowskiego-Crohna, na którą to Mysz cierpi od 12-stu lat. Więc jakoś mi się tak miło na duchu zrobiło, gdy usłyszałam wzmiankę o swojej chorobie w telewizji.
Drugi powód jest bardzo prosty. Brzmi on: MALE.NUDITY.
*ślini się*
 

The Big Bang Theory 6×14 – The Cooper/Kripke Inversion

Ja naprawdę przepraszam. Powinnam napisać porządny skrót tego odcinka. Ale nie mogę. Nie jestem w stanie. Jedyne co mogę zrobić to naśladować reakcję Penny: zrobić wielkie oczy, minę a’la karp wgilijny i cicho wrzeszczeć pod nosem (oksymoron, ale wykonalny) „O MÓJ BOŻE. SHELDON POWIEDZIAŁ, ŻE MOŻE BĘDZIE KIEDYŚ UPRAWIAŁ SEKS!”
Jeśli ktoś pamięta początki serialu, dla tej postaci to NAPRAWDĘ ogromny krok. Nawet jeśli jest tylko hipotetyczny.

Elementary 1×13 – The Red Team

Mysz się trochę w tym tygodniu zawiodła amerykańskim Sherlockiem – zamiast kontynuować wątek Moriartyego (rozpoczęty w zeszłym odcinku), twórcy serialu postanowili zostawić na razie sprawę otwartą. Zamiast tego zobaczyliśmy pobieżne naprawienie relacji Sherlocka z kapitanem Gregsonem.
Naturalnie, Gregson zaprzysiągł Sherlockowi, że już nigdy mu w pełni nie zaufa, ale Mysz wie iż takie obietnice rzadko kiedy utrzymują się dłużej niż jeden sezon. Dobrze przynajmniej, że detektyw Bell współpracuje jeszcze chociaż trochę z Sherlockiem; niechętnie co prawda, ale jednak.
Psycholog, do którego chodzi Joan (nadal uważam to za dziwne, ale rozumiem, że jeśli ktoś ma codziennie styczność z uzależnionymi osobami to może się to odbić na psychice) przestrzegła ją przed naruszeniem zaufania Sherlocka. W sensie, że jeśli Sherlock dowie się o tym, że Joan jest obecnie jego sober companion za darmo, z własnej woli, ale przy tym go okłamuje, to to może spowodować powrót do nałogu. Osobiście Mysz uważa, że Sherlock miałby to w głębokim poważaniu, ewentualnie już i tak wie o tym, że Joan go okłamała. No chyba, że źle interpretują przedstawiony nam – do tej pory – portret psychologiczny Sherlocka. Which could happen, ale i tak obstaję przy swojej teorii, że Sherlock wszystkiego jest świadom.
Odcinek z pewnością spodobał się tym, którzy są zafascynowani spiskowymi teoriami dziejów i tajnymi projektami rządowymi. Pomimo prostej konstrukcji odcinka i niewielu wydarzeń, fabularnie był to porządny odcinek… choć Mysz do listy „top Elementary episodes” raczej go nie dopisze.
A tak w ogóle to Mysz prawie się rozpłynęła, gdy pod koniec odcinka wątek z żółwiem Clydem skończył się na tym, że teraz Sherlock i Joan mają zwierzątko domowe. How cute is that?
<3 Sherlock!
 

Piątek 02.01.13

 
Spartakus: War of the Damned 3×02 – Wolves At The Gate

Dużo się w tym odcinku działo, ale Mysz szybciutko tylko streści najważniejsze wydarzenia:
– dzięki pomocy Diotimusa – rzeźnika koni z poprzedniego odcinka – Spartacus i Spółka planują najazd na pobliskie nadbrzeżne miasto, Sinnusea en Valle (czyli Sinusoida na Ścianie). W odcinku tym widzimy powrót “dawnego” Spartacusa. Nie Generała Spartacusa, czy Spartacusa Pałającego Zemstą, ale Spartakusa Chytrego Liska, który starym, niemalże trojańskim sposobem zakrada się do miasta razem z Crixusem i Gannicusem, by od środka otworzyć bramę i wpuścić swe wojska do miasta. Przy okazji poznajemy kowala Attiusa – znajomka Gannicusa, który za „drobną opłatą” pomaga im opanować miasto.
Ten uśmieszek Spartakusa na końcu… *wzdycha*
Właśnie za tym sprytnym, chytrym Spartym
tęskniłam!
Bo w to, że im się uda nie wątpiliśmy ani przez chwilę. Oczywiście przy okazji najazdu ginie wielu Rzymian – w tym były dominus Diotimusa, niejaki Laurus, dupek jakich mało; ginie też edyl miasta (edyl to taki rodzaj urzędnika) niejaki Ennius, na dodatek na oczach własnej żony. Owa żona, Laeta, która w trakcie odcinka weszła w pewne flirtujące interakcje ze Spartakusem, zostaje przez naszego Wodza Niewolniczych Zastępów oszczędzona i zakuta w kajdany. Mysz przeczuwa tu przepyszny wątek pt. „Rzymianka w niewoli byłego niewolnika” czyli „romans po starorzymsku”. Choć oczywiście mogę się mylić.
– przy okazji wyswobadzania niewolników w Sinusoidzie na Ścianie, ginie Diotimus. Na szczęście Gannicus szybko go pomścił, mordując wspomnianego wyżej Laurusa. Interesujące jest natomiast, że Gannicus zarąbał Laurusa na oczach niewolników tego drugiego, w tym niejakiej Sybil. Biorąc pod uwagę, jakim cielęcym wzrokiem patrzyła ona na Gannicusa, przeczuwam konkurencję dla Saxy o względy naszego ulubionego Celta.
Niewolnica “Cielęcy Wzrok” Sybil.
– Kore – niewolnica Marcusa Crassusa z poprzedniego odcinka – staje się w serialu coraz ważniejszą postacią. W tym odcinku dowiadujemy się m.in. że młody Tiberius (syn Crassusa) jest wobec niej szalenie opiekuńczo nastawiony i gotów mścić się za wszelkie wyrządzone jej krzywdy i hańby. Natomiast sam Marcusa, jak się okazuje, jest w niej szaleńczo zakochany. Do tego stopnia, że nakazuje swej własnej żonie pozostanie w domu – pod pretekstem ochrony jej życia i zdrowia – ale Kore proponuje pojechanie wraz z nim na kampanię wojenną. No właśnie: PROPONUJE, a nie rozkazuje. Scenarzyści wyraźnie pokazują nam, że relacje między Kore a Marcusem Crassusem nie są zwykłymi relacjami pana i jego niewolnicy. To coś więcej. I Mysz z przyjemnością będzie obserwować, jak ten związek wpłynie na dalsze losy serialu.
Juliusz Cezar.
*Mysz zaczyna niekontrolowanie mruczeć*
– skoro już o losach serialu mowa, z pewnością drastycznie wpłynie na nie pojawiająca się w tym odcinku nowa postać: JULIUSZ kurde CEZAR. Ale nie jest to Cezar, którego znamy- to blondwłosy, błękitnooki, potargany, zarośnięty, nieokrzesany, wygadany, lubujący się w dziwnych praktykach (upuszczanie krwi??), zadufany douchebag… I jest CUDOWNY. Obejściem przypomina ogromnego, kudłatego psa, który w każdej chwili może rzucić ci się do gardła. Zresztą tytułowe wilki to właśnie odniesienie do Crassua i Cezara, którzy sprzymierzają się by wspólnie pokonać Spartacusa. Jednak w wyniku zaszłych w odcinku wydarzeń – m.in. wstawiennictwa Kore i Tertulli (dowiedziałam się imienia żony Crassusa! Od dziś nazywamy ją Tarantullą!) dla Tiberiusa, oraz niecnych zakusów Cezara na Kore, które nie przypadły Marcusowi Crassusowi do gustu – Crassus w końcu oddaje dowództwo nad wojskami swemu synowi. Cezar, któremu obiecano to stanowisko będzie obviously bruździł młodemu Tiberiusowi Crassusowi na każdym kroku. Zwłaszcza, że obaj panowie za sobą nie przepadają. Zastanawiające jest jedynie dlaczego Crassus zabronił Cezarowi się ostrzyc i ogolić, na klasyczną, rzymską modłę? Czyżby gęste włosy i zarośnięta broda miały pomóc Cezarowi wkraść się kiedyś do obozu Spartkausa?… sądzę, że to całkiem niezła teoria.
– a tak w ogóle to była jedna rzecz w odcinku, która się Myszy nie podobała. NOT ENOUGH GAY. I nie mówię tu o fioletowym płaszczu Spartakusa *chichot*
Not many men can pull off purple.
And that’s all, folks!
Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.