Ser-skrót #6, czyli skrót seriali

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.

Skrót seriali z zeszłego tygodnia. Dziś wyjątkowo krótko – w punktach – , bo Mysz ma na środę deadline na napisanie naprawdę ważnego wniosku w pracy i musi w związku z tym ograniczyć chwilowo czas poświęcany na pisanie bloga/oglądanie seriali/filmów. W tym tygodniu brakuje więc Castle 5×14 (kompletnie zapomniałam go obejrzeć), oraz powracającego po przerwie The Walking Dead, którego cztery ostatnie odcinki zostaną ocenione suma-sumarum w oddzielnym poście.
Miłego czytania. Standardowe ostrzeżenie: post PEŁEN SPOILERÓW.

Niedziela 10.02.13


Once Upon a Time 2×13 – Tiny

– to jak cudownie zżyta jest rodzina Charminga i Śnieżki, jak oni się nawzajem o siebie troszczą, jak się kochają, jak gotowi są wszystko dla siebie poświęcić… WSPANIAŁE. Totalnie nieprawdopodobne w prawdziwym świecie, ale ponieważ to po części postacie pochodzące z bajkowego świata, gdzie dobro i miłość wygrywa, jestem w stanie wybaczyć scenarzystom tę drobną nielogiczność. Zwłaszcza, gdy z tak wielkim wzruszeniem ogląda się ich relacje.
– fajnie, że mieliśmy flashback do Złego Księcia Davida (który, oczywiście, musiał być ubrany na czarno, bo jest Tym Złym), którego będziemy nazywać Książę Dupek. Królewskiemu Dupkowi towarzyszy w odcinku tajemnicza kobieta, która wkrótce okazuje się być osławionym Jackiem, Zabójcą Olbrzymów (zakładam, że chodzi o tego Jacka z kornwalijskiej baśni i nadchodzącego filmu, a nie z opowieści o Jacku i ziarnach fasoli). Bardzo mi się podoba odwrócenie konwencji i zrobienie z Jacka kobiety. Brawa dla twórców OUaT za konsekwentne mieszanie w baśniowych stereotypach.
– odcinek skupia się na poznanej już przez nas postaci olbrzyma (któremu Emma jakiś czas temu darowała życie), o wdzięcznym przezwisku Tiny. To najmniejszy z olbrzymów, przedmiot drwin braci i niepoprawny marzyciel, który chciałby poznać zakazany, zniesławiony świat ludzi. Zwiedziony na manowce przez Księcia Dupka i Jacka, Który Jest Kobietą, Tiny nieopacznie sprowadza ich do krainy olbrzymów. Wywiązuje się walka, w której giną wszystkie oprócz Tiny’ego olbrzymy – oraz Kobieta-Jack -, a jej efektem jest narodzenie się w Tinym nienawiści do ludzi. Tyle w kraine baśniowej i flashbacku. Za to gdy Tiny pojawia się Storybrooke – sprowadzony tam na statku Hooka przez Corę, a potem nasłany na miasto przez kolejne wcielenie dark-Reginy – dzień zostaje uratowany przez (jakżeby inaczej) Śnieżkę i Charminga. W rezultacie różnych perypetii, Tiny postanawia pomóc ludności Storybrooke – okazuje się, że ma on sadzonkę Magicznych Fasolek, które pozwalają podróżować między światami. Czyżby Śnieżkę i Charminga czekała przeprowadzka z powrotem do krainy baśni??
– ukłony dla twórców raz jeszcze, za ponowne mieszanie baśniowych wątków: wprowadzenie w fabułę tego odcinka zmieniających rozmiary grzybów z Alice in Wonderland oraz zakończenie odcinka piosenką “Heigh-Ho” (czyli “Hej ho!”) z filmu Snow White Disneya.
– potrącony w jednym z poprzednich odcinków outsider, Craig Mendel, nadal jest w miasteczku. Co więcej zaczyna on robić dziwne podchody do biednej, szalonej Belle (która nie pamięta swojego baśniowego wcielenia). Czyżby Craig Mendel zamierzał niechcący nabruździć między Belle a Goldem?
– A’propos Golda – Mysz miała jedne problem z tym odcinkiem: skoro Emma wiedziała, że na lotnisku oddaje się buty, kurtki, szaliki, itd. – no głupia nie jest, leciała już chyba kiedyś w życiu samolotem (w przeciwieństwie do Golda) – nie mogła ostrzec Golda, że lecenie samolotem to idiotyczny pomysł????… inquiring minds want to know.

Shameless 3×04 – The Helpful Gallaghers

– cały wątek z Carlem, jego “rakiem” i wycieczką na obóz dla śmiertelnie chorych dzieci mnie psychicznie dobija. Najchętniej bym go kompletnie zignorowała.
– dowiadujemy się, że Mandy Milkovich (dziewczyna Lipa), ma przyrodnią siostrę Molly. Okazuje się, że zmarła matka Molly – nałogowa heroinistka – a ponieważ Papy Milkovicha ani widu, ani słychu, Lip – obrońca uciśnionych sierot – namawia Mandy, by wspólnie zajęli się Molly. Chwilowo Molly zamieszkała u Gallagherów (póki Carl nie wróci z obozu), ale zastanawiam się jak ci zareagują, gdy zorientują się, że Molly jest… hermafrodytą. I mean… wow. Wiele już rzeczy widzieliśmy w Shameless, ale tego jeszcze nie. Swoją drogą coraz bardziej podoba mi się pairing Mandy i Lip. Mam szczerą nadzieję, że twórcy nie postanowią wrednie rozbić tego związku.
– Skoro o związkach mowa: Kevin i Veronica FOREVER. Byli tacy uroczy w tym odcinku, trying to have a baby and everything *piszczy* Aż miałam ochotę ich przytulić.
– okazuje się, że oprócz Fiony (która użyła szantażu by się wywinąć) wszystkie ekspedientki w sklepie są “zmuszone” by raz w tygodniu zrobić Bobby’emu, menedżerowi, laskę. Fiona – kolejna obrończyni uciśnionych (plaga Gallagherów jakaś, czy co?) – postanawia namówić inne kobiety z sklepu do bojkotu Bobby’ego i jego “mięska”. Jednak w wyniku długiej dyskusji i tajnego, demokratycznego głosowania, idea buntu zostaje obalona. Oczywiście szalenie mnie dziwi takie zachowanie u kobiet, które są molestowanie seksualne, ale cieszę się, że twórcy Shameless postanowili – po swojemu – zająć się tematem cichego przyzwolenia na molestowanie seksualne. To wciąż często ignorowany, a bardzo istotny temat.
– kolejny ważny temat poruszony w tym tygodniu w Shameless: Jody i jego seksoholizm. Mysz praktycznie zapomniała, że pojawił się on po raz pierwszy w serialu jako seksoholik/kochanek Karen; obecnie Jody jest na drodze ku “wyzdrowieniu”. Jak się okazuje – czego na przykład Mysz nie wiedziała, a Shameless jej uświadomił – u seksoholików abstynencja nie oznacza całkowitej abstynencji od seksu, ale powstrzymania się od seksu “bez znaczenia”. Seks w kochającym, zdrowym związku – czyli najwyraźniej takim jaki ma Jody z Sheilą – jest jak najbardziej w porządku. Problem w tym, że Sheila znów ma ochotę zacząć używać swoich słynnych “zabaweczek”. I tak jak motyw Franka próbującego przekonać Jody’ego do zgody na “sekscesy” z Sheilą można uznać – poniekąd – za zabawny, przede wszystkim może on być źródłem pewnych problemów. Mam niejasne przeczucia, że Jody – “zasmakowawszy” zabawek Sheili – może znów wrócić do swego nałogu. A co wtedy? Sheila zostanie sama z dzieckiem i Frankiem?… Miejmy nadzieję, że czarnowidztwo Myszy się nie sprawdzi.
– nareszcie rozwinął się dalej wątek ojca Jimmy’ego. Otóż ojciec Jimmy’ego – imienia nie pomnę – wylądował na bruku, bo żona dowiedziała się, że a) zbankrutował, b) jest gejem. Po zbyt wielu drinkach w okolicznym barze, Jimmy przyprowadza ojca do Gallagherów, by ten mógł odespać. Kończy się to cokolwiek drastycznie, gdy pijany ojciec Jimmy’ego wczołguje się do łóżka Lipa w poszukiwaniu Iana. W ten sposób Gallagherowie dowiadują się, że Iana sypiał z ojciem Jimmy’ego, a Jimmy dowiaduje się, że jego ojciec jest gejem. No i wszystko fajnie, ale Mysz ma jedno pytanie: jak na to wszystko zareaguje Mickey? Czy znów skończy się na tym, że zaryje ojcu Jimmy’ego z dyńki?… możliwe, że dowiemy się już w przyszłym tygodniu.

Poniedziałek 11.02.13


 
Bunheads 1×16 – There’s Nothing Worse Than a Pantsuit

– wątki miłosne w życiu czterech muszkieterek (Sashy, Ginny, Melanie i Boo) się komplikują. Roman postanowił w tym odcinku oficjalnie wy-out-ować jego i Sashy związek na forum publicznym szkoły. W związku z tym stolik w stołówce do tej pory zarezerwowany dla dziewczyn, będący miejscem babskich pogadueszk, nagle staje się centrum niezręcznej ciszy, gdy do dziewczyn po kolei dosiadają się Roman (do Sashy), Carl (do Boo), oraz z dziwnego powodu Dez (do Melanie; przypominam, że Dez jest kumplem brata Melanie). Jedynie biedna Ginny nie ma faceta, co staje się zresztą kością w jej oku [Myszu, to chybe nie to powiedzenie, o które ci chodziło]. Jest to jednak dla niej motywacją by wreszcie zebrać się na odwagę i zagadać do Frankiego. Co prawda jej nieśmiałość, a także scysja z Cosette (siostrą Frankiego) krzyżują jej szyki, ale Ginny z pewnością się tak łatwo nie podda, czytaj: “nie odkocha”. Przewiduje więc jeszcze wiele interakcji Ginny i duetu Frankie-Cosette. Interesujące natomiast są subtelne oznaki, jakoby Dez i Melanie mieli się wkrótce “mieć ku sobie”.
– relacja Sashy i Romana jest wprost przecudownie rozpisana. Obserwowanie powolnego rozkwitu ich związku sprawia mi autentyczną frajdę.
– Talia, przyjaciółka Michelle, przyjeżdża z wizytą by oznajmić, że jej absztyfikant Rick się jej oświadczył. Wkrótce jednak dostaje telefon od bardzo dawnego znajomego, że dostała propozycję dołączenie do tournee musicalu Rock of Ages. Czy Talia przyjmie ofertę? Co z Rickiem? I jak sukces koleżanki wpłynie – długofalowo – na stan emocjonalny Michelle?
– skoro o stanie emocjonalnym Michelle mowa: mieliśmy w niego wgląd pod koniec odcinka, podczas cudownej sceny, gdy Michelle szkoli Ginny do przesłuchania w szkolnym przestawieniu (Bells Are Ringing). Sutton Foster jest BOGINIĄ. Inaczej tego nie jestem w stanie wyrazić. ALL THE AWARDS.
– cały wątek z lokalną wspólnotą, bojkotem amfiteatru, samotnymi wiewiórkami oraz pantsuit (coś jak spodnium, ale nie do końca; chodzi o komplet żakiet+spodnie) kompletnie przespałam. Był wyjątkowo nudny. Mimo, że dotyczył poniekąd Myszy dalekich krewnych, wiewiórków.

Najlepszy cytat odcinka: “Never count on a rockstar to get a kid to a piano lesson on time”

Także reakcja Myszy na występ Michelle.

Bones 8×15 – A Shot in the Dark

– przedziwny odcinek. Bones, które rzadko zbacza z dość naukowego, rozsądnego podejścia do swego tematu (śmierci, zbrodni, etc.) nagle wyskakuje z odcinkiem zupełnie od czapy. W trakcie pracy do późna Temperance zostaje tajemniczo postrzelona. Pomijam, że jest to idiotyczne z dwóch  względów. 1) Wiadomo, że nie może zginąć główna postać w serialu. A przynajmniej nie w 15 odcinku danego sezonu. Więc suspsense równa się zero, zaangażowanie emocjonalne w losy Temperance tym bardziej; 2) Sytuacja, która mógła być cudowną okazją na ponowne wprowadzenie postaci Pelanta – zbrodnia była odpowiednio szokująca i trudna do rozwikłania – okazuje się zwykłym morderstwem, które ma zatuszować kradzież kilku muzealnych artefaktów. Jest to podwójnie idiotyczny pomysł, bo nie dość, że postrzelenie Bones w takiej sytuacji jest absolutnym idiotyzmem (o który nie posądzałam zabójcę, wszak wykształconego człowieka), to jeszcze wykorzystanie do tego “tajemnej” broni jest tyleż bezsensowne, co niepraktyczne. Takie komplikowanie wątku “na siłę” Myszę bardzo mierzi.
– co nie zmienia faktu, że rozwiązanie zagadki – pocisk stworzony z czerwonych krwinek, zamrożonych przy pomocy ciekłego azotu i wyrzucony dzięki skompresowanemu powietrzu – uważam za genialne. Naciągane szalenie, zwłaszcza w przedstawionych w odcinku realiach fabularnych, ale wciąż niesamowicie ciekawe. Zwłaszcza fakt, iż “lodowy pocisk” to niewykonalny mit, ale już pocisk z czerwonych krwinek (które są cięższe niż woda) jest jak najbardziej możliwy, uważam za szalenie ciekawy.

– cały wątek halucynacji Bones o jej matce (Christine) niestety nijak mnie nie zaangażował. Nie wiem, czy twórcy troszkę za późno wpadli na to, by ukazać nam relację Temperance z matką, czy to po prostu Mysz nie czuje się już tak zaangażowana w losy postaci ze względu na jej długi staż (czytaj: znudzenie), ale wiem, że mogliśmy się bez tego wątku obejść. Choć jako wieloletnie widz Bones cieszę się mając świadomość, że racjonalność i “chłód” w obejściu – tak przecież charakterystyczne dla Bones – wywodzą się stąd, że jej matka uważała, iż córka zbyt dużo myśli sercem i może kiedyś zostać przez to bardzo skrzywdzona. Taki drobny wgląd w wydawałoby się znaną na wylot postać mi się bardzo podoba. Tylko nie w ujęciu “poza-cielesnych”, zaświatowych halucynacji. Trochę powagi, drodzy twórcy Bones. 
– wiedzieliście, że paralizatory elektryczne firmy Taser przy każdym wystrzeleniu elektrod wypuszczają także drobniutkie konfetti z numerem seryjnym, dzięki któremu można dojść do tego dokładnie który egzemplarz broni został wystrzelony?… nie wiedzieliście? Mysz też nie.

The Following 1×04 – Mad Love

– Dziwi mnie, że Ryan próbował podpuścić Carrolla odnośnie Maggie. Przecież zostało już ustalone, że Carroll jest na to za mądry. Po co więc próbować? Przecież Ryan w ten sposób pokazuje, jak bardzo FBI jest zdesperowane. Czy nie lepiej nie dopuszczać Carrolla do tej informacji, nie dawać mu tej satysfakcji?… Mysz uważa, że Parker – wszak przywódca dochodzenia – powinna była na to wpaść.
– Cały wątek rodzącego się trójkąta między Paulem, Jacobem a Emmą szalenie się Myszy podoba. Widać, że twórcy są na tyle mądrze, by zbyt długo nie ciągnąć konfliktu między tą trójką. Zamiast tego wprowadzają oni nową, ciekawą dynamikę, z której pewnie jeszcze niejedno dla fabuł wyniknie. Podobnie jak odkrycie, że Jakob jeszcze nie ma żadnego mordu na sumieniu i jest niejako the virgin of the group. Fakt, że mimo to został zaakceptowany każe się Myszy zastanawiać kto będzie jego pierwszą ofiarą. I kiedy?
– dowiadujemy się w tym odcinku bardzo istotnej rzeczy: Ryan ma siostrę. Oczywiście, jak nakazuje imperatyw fabularny, siostra zostaje porwana przez oszalała z rozpaczy Maggie Kessler (której Ryan w zeszłym odcinku zabił męża). Konfrontacja Ryan z Maggie, oraz wymyślona przez nią śmierć – magnesy przyczepione do klatki piersiowej Ryana, wprowadzające zaburzenia w jego rozrusznika serca – były zarówno świetnie napisane, jak i rozegrane.
– ponownie brawa za muzykę: “Silver Shrooms” Farflung w scenie pod prysznicem oraz kończące odcinek “Fade Into You” Stumbleine feat. Steffaloo.

Środa 13.02.13

 

Supernatural 8×14 – Trial and Error

– fakt, że Dean sam przyznał się do tego, że “wije gniazdko” (nesting) doprowadził Mysz do radosnego kwiku słyszalnego gdzieś w okolicy równika. Fakt, że wicie gniazdka dotyczy także zdjęcia małego Deana z jego matką, Mary, zamieniło kwik w ciche kwilenie w poduszkę. Z resztą odcinek ten był jednym z najsilniejszych emocjonalnie od bardzo długiego czasu – Mysz dawno się tak nie zaangażowała w braterskie relacje Winchesterów, jak w tym tygodniu.Ponieważ każdy z braci już siedemnaście tysięcy razy umierał i wracał, zrobiło mi się wszystko kompletnie jedno, co się z nimi dzieje. Ale nie wiem czy wynika to ze specyficznej poprawy relacji między nimi ostatnimi czasu, czy z subtelnego powrotu do klimatu pierwszych sezonów, ale gdy w tym odcinku Dean rzucił tekst “that’s my perfect ending” (odnośnie normalnego życia, które Sam mógłby mieć po zamknięciu wrót Piekła) Mysz zdążyła tylko wymruczeć “oh, Dean“, zanim się kompletnie nie rozkleiła. Także padający pod koniec odcinka tekst Sama, by Dean w niego uwierzył trafił Mysz w samo serce. Jeśli dalsze odcinki serialu też mają być tak emocjonalne, będę beside myself with joy.
– brawa dla twórców za: sprytne wpisanie w ten odcinek Crowley’a oraz powrót jego uroczego pupilka; ciekawy wątek who done it?, który choć był oczywisty, sprawił Myszy wiele radochy; wykorzystanie w odcinku piosenki “I Touch Myself” Divinyls, którą możecie kojarzyć przede wszystkim z Austin Powers: International Man of Mystery. Użycie tej piosenki przywołało Myszy na myśl stare dobre czasy odcinka 2×15 “Tall Tales” z Tricksterem, gdzie leciało “Can’t Get Enough of Your Love Babe” Barry’ego White’a.
– Winchesterowie. W okularach. No weźcie ich zabierzcie, bo czeka mnie zimny prysznic.
– Mysz, tak samo jak Sam, bardzo martwi się o Kevina. Czy uda mu się przetrwać do końca serialu, czy stanie się kolejną ofiarą na sumieniu Winchesterów?
– czy tylko ja miałam skojarzenia z Indiana Jones and the Last Crusade gdy okazało się, że by zamknąć bramę Piekła trzeba przejść trzy próby?… pamiętajcie chłopcy: …in the Latin alphabet, “Jehovah” begins with an “I”

*histeryczny ryk Myszy*
Dean, dlaczego mi to robisz? :(((

Czwartek 14.02.13

 
Glee 4×14 – I Do

– W dużym skrócie: Emma uciekła Willowi sprzed ołtarza, doprowadzona do paniki przez własną chorobę, zeszło-tygodniowy pocałunek Finna, brak wsparcia ze strony Willa oraz machlojki Sue. Wesele i tak się odbyło (bo było już opłacone). A poza tym dużo się działo.
– Strasznie mi szkoda postaci Rydera. Choć uważam, że Jake i Marley tworzą uroczą parę i jak na razie Jake zachowuje się w stosunku do swojej dziewczyny w miarę w porządku, to ciche cierpienia młodego WerteraRydera trącają jakieś rzewne struny w Mysiej duszy. Poza tym bardzo lubię Blake’a Jennera, który go gra (tak, Mysz oglądała The Glee Project religijnie, więc znała sporo nowej obsady Glee zanim pojawili się oni w serialu).
– skoro o TGP mowa: w odcinku pojawia się kolejna znana twarz. Ali Stroker, sparaliżowana od pasa w górę dziewczyna na wózku, pojawia się w tym odcinku jako Betty, siostrzenica Emmy, oraz love interest dla Artiego. Jej postać jest uszczypliwa, zabawna i urocza i nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co jeszcze pokaże na ekranie.
love is in the air: w odcinku mieliśmy więc wiele “zbliżeń”. Należy wymienić ponowne, one night zejście się Rachel i Finna, Artiego uwodzenie ww. Betty, urocze mizianie Kurta i Blaine’a (a potem SEKS, i szczęśliwa mina Blaine’a, i odbudowanie przyjaźni! *Mysz piszczy tak, że tylko delfiny, nietoperze i niektóre psy ją słyszą*), oraz zaskakujące erotyczne niesnanski Quinn i Santany. Wątek ten niepodoba mi się z tego samego powodu, z którego nie podoba mi się wątek trójkąta Santana/Brittany/Sam, mianowicie uparte zmuszanie postaci w seriali do deklarowania swojej orientacji jako albo stricte hetero- albo homoseksualna. Komentarz Quinn, że ona broń Boże nie jest biseksualna – tylko “bi-curious” – wywołał w Myszy białą furię. Bo tak jak ubóstwiam wspierać homoseksualistów w każdym aspekcie i kultury, społeczeństwa i praw, tak nie znoszę tendencji homoseksualistów do umniejszania biseksualistów, a czasem wręcz insynuowania, że tak orientacja w ogóle nie ma prawa bytu. Ale to są Myszy problemy, więc zamierza zamknąć ryjek i myśleć tylko o Kurcie i Blaine’a.
– mieliśmy także w tym tygodni ostateczne rozwiązanie (I hope) zauroczenia Tiny Blainem. Jej “konfrontacja” z Kurtem na weselu była wspaniała (YOU GO, KURT!), a ostateczne pogodzenie całej trójki było słodkie i satysfakcjonujące.
– piosenki w tym tygodniu były wyjątkowo pffffft. Duet Kurta i Blaine’a do “Just Can’t Get Enough” był bardzo uroczy, ale Mysz nie przepada za tą pisoenką; Jake i chłopcy z New Directions śpiewający “You’re All I Need to Get By” byli sprawni wokalnie (znów brawa dla Jacoba Artista grającego Jake’a za wspaniały talent wokalny), ale aranżacja utworu była lekko nudnawa. Rachel i Finn w “We’ve Got Tonight” = ogromny ZIEW. A “(Not) Getting Married Today” z Company w wykonaniu Emmy doprowadziło Myszę do czarnej rozpaczy. Dawno nie miałam tak wielkiej ochoty udusić dosłownie KAŻDEJ OSOBY, która użyczyła piosence głosu. Po-raż-ka. Za to końcówka odcinka z “Anything Can Happen” Ellie Goulding wynagrodziła poprzednie niedociągnięcia.
– oczywiście największym zaskoczeniem odcinka był cliffhanger, że Rachel może być w ciąży. Ale z kim? Finnem, z którym przespała się… dwa dni wcześniej? Czy z Brodym, który jak się okazuje,  opłaca swoje studia w NYADA poprzez oferowanie swych usług jako płatny żigolak? Czas pokaże, bo Glee oficjalnie ma trzy tygodnie przerwy. Jakieś ciekawe spekulacje, gdzie dalej potoczą się losy postaci? Czy Ryan Murphy będzie próbował ciągnąć kolejną w serialu ciążę, czy może Rachel poroni? A może *pełna napięcia muzyka* Rachel będzie miała aborcję?… Mysz chętnie wysłucha Waszych teorii.
PS. Mysz zauważyła powrót Brad the Piano Man, którego w jednym ujęciu widać, jak gra akompaniament na fortepianie (bodajże w kościele podczas niedoszłego ślubu; a może na weselu?)


Najlepszy cytat odcinka: “Did you Vapo-rape my ex-boyfriend Tina Cohen Chang?!

*donośnie Mysie piski*

  

Elementary 1×16 – Details

– pełna czołówka! *tańczy*

– Mysz kwiknęła radośnie, gdy podczas sceny przepytywania przez Holmesa detektywa Bella o jego seksualne relacje z funkcjonariuszką Reyes, Watson w tle wymruczała zrezygnowane “God”. To jest ten sarkastyczny Watson, którego Mysz uwielbia.
– cieszę się, że pokazano, iż zarówno Sherlock, jak i Watson potrafią czasem w relacjach z ludźmi – głównie między sobą – zachowywać się jak dzieci. Mowa tu oczywiście o momencie gdy Sherlock pozbawił grupy podejrzanych piłki do koszykówki, wrzucając ją na dach pobliskiego budynku (“bo i tak by nam nie pomogli”) oraz Watsonowym temper tantrum gdy pomieszała wszystkie Sherlockowe kłódki. Swoją drogą te kłódki mnie zastanawiają – Sherlock jest raczej nieuporządkowany w swej przestrzeni mieszkalnej, a nagle zaczyna układać kłódki według określonej kolejności? Czyżby drobny zespół obsesyjno-kompulsywny? Czy ktoś ma informacje, czy oryginalny Sherlock miał takie skłonności?
I choć uważam, że to wspaniałe, że Sherlock troszczy się o Watson (chcąc ją zmusić do nauki sztuk walki, by mogła się obronić) i że ukazanie tego jest bardzo ważne dla jego postaci, metody które stosuje równie mocno jak Joan nie przypadły mi do gustu. Udawana napaść w domu? Nieładnie, Sherlocku. Nieładnie.
– strasznie fajnie, że detektyw Bell – postać, która jak powiedziała sama Watson, jest już częścią “rodziny” – dostał ciekawe background story i własny odcinek. Co prawda motyw dobry brat/zły brat kojarzy mi się bardzo z podobnym wątkiem w House M.D. (Foreman i jego brat), ale ujrzenie na własne oczy, że  Bell potrafi być czymś więcej niż tylko wyluzowanym, dirt off your shoulder młodym detektywem, było dla Myszy bardzo istotne. Dało nam szansę by nawiązać emocjonalną więź z kolejną ważną w serialu postacią.
– jak Mysz wspominała we wcześniejszym serialowym wpisie, szanse na to, że Sherlock sam się domyśli “niedyskrecji” Watson były ogromne. W tym odcinku mieliśmy kulminację tego wątku, w przewspaniałej, silnej emocjonalnie (yes, there were tears), wspaniale zagranej przez Jonny’ego Lee Millera scenie, w której Holmes konfrontuje Watson z prawdą. Wyznanie Sherlocka, iż próbował on odepchnąć od siebie Joan, że dawał jej swoiste pozwolenie by odeszła, złamało Myszy serce w ten dobry sposób. Cała ta scena cudownie obrazowała jak strasznie ważna – i dlaczego – dla Sherlocka jest Watson. Jestem twórcom Elementary bardzo za tę scenę wdzięczna. Nawet jeśli określenie Joan per companion przywołało na myśl nieodzowne, zabawne skojarzenie do Doctor Who. Czyżby kolejny prztyczek Amerykanów w kierunku Moffata?
– odcinek zakończyła przeurocza scena z (ponownie) piłką do koszykówki, świetną piosenką “Exit for Sale” Dr Dog oraz szelmowskim uśmiechem Sherlocka. Mysz nie może się już doczekać kolejnego odcinka.

Najlepszy cytat odcinka: “I’m better with you [Watson]. I don’t know why. Perhaps I’ll solve that one day as well” *Mysz zaczyna ryczeć*

Sassy!Watson is sassy.

I to by było na tyle w tym tygodniu.

See you all next week.