Wężu, wężu, pokaż nogi! – The Sorcerer and the White Snake

Niepoważna recenzja cudownej chińskiej produkcji opartej na legendzie o Białym Wężu.

© Song Nan Zhang


Usiądźcie wygodnie. Mysz chciałaby opowiedzieć Wam baśń.
Dawno, dawno temu, gdy istniała jeszcze magia a cuda zdarzały się na codzień, w jeziorze Xihu, w prowincji Zhejiang, żyły sobie dwa demony – Biały Wąż i Zielony Wąż. Nie były to złe demony – przez setki lat ćwiczyły taoistyczne sztuki magiczne i medytowały, by móc przybrać ludzką postać… i w wypadku Białego Węża, doświadczyć prawdziwej miłości. Nauczywszy się trudniej sztuki przemiany w ludzi, Biały Wąż i Zielony Wąż – przybrawszy postać młodych dziewcząt o imionach Bai Suzhen i Xiaoqing – udały się w podróż do Hangzhou na Festiwal Qingming. Tam, na Złamanym Moście, w ulewnym deszczu, młody uczony Xu Xian pożyczył Bai Suzhen swoją parasolkę. Młodzi zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i wkrótce potem wzięli ślub. Szczęśliwi ponad miarę, Bai Suzhen i Xu Xian zamieszkali razem w  Zhenjiang, gdzie otworzyli małą aptekę, niosąc pomoc chorym i potrzebującym.

 
Jednak mistrz Fahai, buddyjski mnich z klasztoru Jinshansi (Złocistego Wzgórza), przekonany że Biały Wąż jest zagrażającym ludzkości demonem, wyjawił Xu Xian, że jego żona nie jest tym za kogo się podaje. Zaciekawiony, Xu Xian podaje żonie otrzymane od mnicha wino z „lekarstwem”, które zmusza Bai Suzhen do ukazania się w swojej prawdziwej postaci – ogromnego białego węża. Na ten widok przerażony Xu Xian natychmiast wyzionął ducha. Załamana Bai Suzhen udała się na świętą górę Kunlun, by zdobyć tajemne lekarstwo Lingzhi, które jest w stanie przywrócić zmarłych do życia. Bai Suzhen poświęca część swej mocy by zdobyć cudowne lekarstwe, a magicznie wskrzeszony Xu Xian nareszcie pojmuje, że żona, mimo demonicznego pochodzenia, naprawdę go kocha. Ich miłość staje się jeszcze mocniejsza.
Niestety mistrz Fahai nie mógł zdzierżyć szczęścia Bai Suzhen. Porwał on więc Xu Xiana i zmusił go do zostania mniczem w klasztorze Jinshansi. Bai Suzhen próbowała użyć magii by uwolnić Xu Xiana, ale pozbawiona prawie całej swej mocy była zbyt słaba – okrutny mistrz Fahai pokonał ją i rzucił na nią urok, więżąc ją pod pagodą Leifeng. Dopóki jezioro Xihu nie wyschnie, a pagoda Leifeng się nie zawali, Bai Suzhen pozostanie uwięziona.
Po wielu latach nieustającej medytacji Xiaoqing, Zielony Wąż, nareszcie osiąga poziom mocy potrzebny by pomóc siostrze. Powróciwszy nad jezioro Xihu, zwycięża mistrza Fahai, a następnie używa swych mocy by wypompować wodę z jeziora Xihu i zniszczyć pagodę Leifeng. Bai Suzhen zostanie uwolniona i od tej pory może nareszcie wieść szczęśliwe życie z Xu Xianem.

… a przynajmniej tak baśń powinna się kończyć.

Niestety „Legenda o Białym Wężu” (lub „Madame Biały Wąż”) to legenda chińska, a te mają tendencję do zakończeń z gatunku smutnych. Z jakiegoś nieznanego Myszy powodu, Chińczykom miłość najwyraźniej nieodzownie kojarzy się ze smutkiem.
Oczywiście, jak to z legendami bywa, istnieje wiele jej wariacji. Niektóre mają smutne, inne szczęśliwe zakończenia. We wcześniejszych wersjach  mistrz Fahai nie był postacią z gruntu złą – to po prostu wyjątkowo oddany swemu powołaniu mnich, próbujący uratować duszę Xu Xiana przed Białym Wężem, który – jakby na to nie patrzeć – jest demonem. Dopiero późniejsze wersje legendy przekształciły opowieść grozy w baśń o miłości, a rola Fahai została sprowadzona do bycia li jedynie upierdliwym zawalidrogą. Myszy ta wersja definitywnie bardziej pasuje, bo wtedy bez wyrzutów sumienia może mistrza Fahai nienawidzić. Mysz zawsze odczuwa silną agresję w stosunku do ludzi, którzy stają na drodze prawdziwej miłości (ponieważ jest to częsty motyw u Szekspira, Mysz nie może go czytać bez poduszki do boksowania pod łapą).
 
Film The Sorcerer and the White Snake (z niejasnym, angielskim podtytułem It’s Love, który widnieje na większości plakatów) to nakręcona przez Ching Siu-tunga kolejna wariacja na temat legendy o Białym Wężu. Do tej pory najbardziej znanym filmem opiewającym tę chińską baśń był Green Snakez 1993, ale była to pewna parafraza – wydarzenia legendy są pokazane z punktu widzenia Zielonego Węża; ona jest także główną bohaterką filmu.
Choć The Sorcerer… posiada wiele elementów wspólnych z legendą, m.in. ogólny zarys fabularny, jest też wiele różnic, poczynając od drobnych zmian imion, a na dodatkowych postaciach kończąc. Tak więc zamiast węży Bai Suzhen i Xianqing, mamy Susu *kwik* oraz Qingqing. Xu Xian nie jest uczonym, a herbalistką i aspirującym lekarzem. Mistrz Fahai jest postacią pozytwyną (choć Mysz i tak chciała go przez cały film udusić), a jego demon-hunting sidekick jestNeng Ren – mnich-adept, który służy zarówno za comic relief filmu, jak i love interest dla Qingqing (coby Zielony Wąż nie był pokrzywdzony w kwestii miłości).
Ponieważ nie wiedziałam filmu Green Snake nie mam porównania, ale nawet i bez tego jestem w stanie uznać, że The Sorcerer…jest filmem… specyficznym. Z jednej strony to typowe kino azjatyckie – piękne wizualnie, pełne scen walki, magii, religii (buddyjskiej i nie tylko) i z obowiązkowym smutnym zakończeniem. Kto widział takie filmy jak Hero, House of Flying Daggers, czy nieśmiertelne Crouching Tiger, Hidden Dragon wie, o jakim zakończeniu myślę – cudownym, ale smutnym; takim które łamie serce na kawałki, ale o dziwo pozostawia nas także pełnymi nadziei oraz, oczywiście, niedosytu. The Sorcerer… kończy się na bardzo podobną nutę.
Jednak mimo całej swej magicznej, zwiewnej, miłosnej otoczki jest to film szalenie… zabawny. Ale może tylko Mysz go tak odebrała, bo naoglądała się w życiu za dużo filmów i teraz wszystko jej się dziwnie kojarzy.
Film zaczyna się od sceny, w którejmistrz Fahai i Neng Ren wchodzą przez drzwi bogatego domostwa… prosto w zamieć śnieżną w lodowej krainie. Co to, kurde, Narnia?
Narnia. China-style.
W tejże Narnii mistrz Fahai poluje na Pokemony, czyli walczy z lodową harpią, którą następnie pakuje do Pokeballa, i nie puści jej póki harpia nie odpokutuje za swoje grzechy. Miliard zdrowasiek powinien wystarczyć.
Pokemon! Złap je wszystkie!
Meanwhile, Xu Xian i Susu odstawiają Małą Syrenkę w jeziorze, gdy Susu ratuje swego przyszłego ukochanego przed utonięciem.
Zostawia go na brzegu, zupełnie jak Ariel Eryka, poczym umyka do swych przyjaciół, demonów-zwierzątek. Teraz to już lecimy full Disney, bo każda porządna księżniczka musi mieć świtę zwierzątek.
Mysz zaczyna nucić “Part of Your World” z The Little Mermaid
Duży przeskok fabuły… i już Neng Ren walczy z demonicami-nietoperzami, które wyglądają wypisz-wymaluj jak żony Draculi w Van Helsingu, gdyby żony Draculi nosiły tradycyjne chińskie szaty. Z kolei mistrz Fahai naparza się z przywódcą bat-grupy bardzo w stylu Gandalfa i Balroga – razem spadają w czeluście góry i jeden z nich ląduje w jeziorze lawy (three guesses który z nich umiera).
YOU SHALL NOT PASS.
Oczywiście mistrz Fahai nie odpuści zakochanym, więc postanawia odstawić ojca Merrina z The Exorcist
Mysz-demon = najlepsza postać z całego filmu.
Oraz kolejny dowód na to, że Mysz jest pomiotem zła.
W międzyczasie Xu Xian i Susu odstawiają najszybszy ślub w historii świata.
Na co nam Vegas? Rodzice dali błogosławieństwo?
Toż to znaczy, żeśmy mąż i żona!
Mistrz Fahai jest chwilowo occupied elsewhere, zajęty walką z grupą Huli jing – lisich demonów, które przybierają postać młodych, uwodzicielskichkobiet. Mistrz Fahai postanawia pobawić się w Power Rangers, wydając niejasne okrzyki odnośnie jakiś maksymalnych osłon ochronnych (ewentualnie naoglądął się za dużo Transformersów, albo innego Dragonballa). 
Najwyraźniej to nie działa, bo Fahai – niewzruszony na kobiece wdzięki bubek – wkrótce łapie liski do Pokeballa.
Jak widać wpływy Harryego Pottera też się w filmie pojawiają. Where’s Albus Dumbledore when you need him?!
Oczywiście obowiązkowa scena latających sztyletówmieczy.
A potem to już zostaje tylko koniec świata…
Gdziekolwiek jest Roland Emmerich,
przeżywa teraz potężne deja-vu.
Czy wspomniałam, że jest też inwazja pływających myszy?

Teraz na poważnie: film jest cudowny. Choć efekty CGI są w nim bardzo rozstrzelone – od bezbłędnych scen walki, przez całkiem znośne demony-zwierzątka, po fatalnej jakości ogromne komputerowe węże – to strona wizualna filmu i tak zachwyca. Then again Myszę zawsze zachwyca piękno azjatyckich filmów: ich twórcy wiedzą jak operować paletą kolorystyczną, naturalną scenerią, światłem, czy nawet takim banałem, jak cudownie falujące w wodzie włosy głównej bohaterki. I choć finał – z rzewną balladą i epatowaniem slow-motion– ociera się o kicz, jest to naprawdę sprawnie zrobiony film, z ładną historią i fajnymi bohaterami.
Skoro o bohaterach mowa – Eva Huang była wspaniała w roli Susu, a Charlene Choi równo dotrzymywała jej kroku jako Qingqing (Zielony Wąż). Jet Li jako mistrz Fahai był mi absolutnie obojętny w tym względzie, że Li może i świetnie walczy, ale poza tym jest jak Keanu Reeves – aktor jednej twarzy. Poza tym Mysz już wyraziła swoją dezaprobatę dla postaci mistrza Fahai i jego ważkiej motywacji. Niestey Xu Xian w wykonaniu Raymonda Lama, choć miły dla oka, był zupełnie bezbarwny. A o postaci Neng Rena (Wen Zhang) przez grzeczność nie wspomnę, by bym coś komuś zrobiła. Z drugiej strony, to nie wina aktora, że do mnie chińskie poczucie humoru nie trafia i „zabawne” sceny z postacią płaczliwego mnicha-adepta raczej mnie denerwowały, niż śmieszyły.
The Day After Tomorrow?
Podsumowując ten przedziwny wpis: The Sorcerer and the White Snake to klasyczna azjatycka baśń o prawdziwej miłości, przyjaźni, poświeceniu i tolerancji, z obowiązkowym dodatkiem łez w finale. Zachodnia publiczność może się trochę rozczarować, ale jeśli ktoś jest przyzwyczajony do słodko-gorzkich (słodko-kwaśnych?) zakończeń lub jest fanem kina made in Asia, z pewnością nie będzie zawiedziony.
Streszcenie całego filmu w jednym zdaniu:
“Ech, kobiety…”

PS. Podziękowania dla Lamberta za polecenie tegoż dzieła :)