Męska uroda wg Disney’a – o Księciach z Bajek.

Mysi ranking Disneyowskich książąt.

© paperartbyaudrey.com
“Someday my prince will come… he just took a wrong turn, got lost, and is too stubborn to ask for directions.”
ja na szczęście już swojego Prince Charming‘a znalazłam. Właśnie w temacie Księciów chciałam dziś napisać kompletnie niepoważny wpis. A nawet nie tyle wpis, co ranking. Urody. Disnejowskich książąt *ledwo wstrzymywany chichot*
Żeby nie było wątpliwości: będę oceniać tylko tzw. „oficjalnych” Disnejowskich książąt, czyli panów, którzy występują jako love interest Disnejowskich księżniczek. Większość panów na liście to książęta z urodzenia, ale mamy dwóch którzy swój tytuł otrzymali przez ożenek, oraz dwóch którzy nijak książętami nie są, ale ponieważ ich ukochane zaliczają się do dziesiątki „oficjalnych” Disnejowskich księżniczek, udało im się na listę załapać.
Oczywiście poniższa lista jest szalenie subiektywna i wynika jedynie z Mysich preferencji odnośnie zarówno urody wymienionych panów, jak i ich charakterów oraz głosów (czyli śpiewu i aktorów, których głosami postacie mówią).
Jeśli Wasze osobiste rankingi się od mojego różnią lub nie zgadzacie się z którymś z moich wyborów, chętnie je poznam. W ogóle chętnie poznam Wasze opinie na temat Disnejowskich książąt – czy pełnią oni tylko funkcję dodatków do swych ukochanych, czy jednak mają większe znaczenie? Czy mężczyźni, którzy w młodym wieku oglądali filmy Disneya, identyfikowali się z książętami, czy raczej uważali ich za nudnych lalusiów? Inquiring minds want to know.
PS. Nie wspominam tu o księciach z Once Upon a Time, bo mimo, że stacja ABC należy do Disneya, tych wersji postaci nie zaliczam do kanonu.

Ranking książąt ze stajni Disneya według Myszy:

 

  1. Prince Phillip – Sleeping Beaty (1959) – nr 3 chronologicznie
Myszy absolutnie najukochańszy książę ever. Klasycznie przystojny, dowcipny (jego przyjaźń z Samsonem, jego wierzchowcem, jest absolutnie urocza) i odważny Mysz do dziś się boi Maleficent, a Phillip stawił jej czoła nawet w smoczej formie. Poza tym Myszy zawsze podobała się wizja, że Phillip zakochał się w Aurorze nawet nie tyle, gdy ją zobaczył, ale gdy usłyszał jej śpiew. Ale to tylko dlatego, że Mary Costa ma naprawdę przepiękny głos – sama bym za nim pobiegła. I choć „na sucho” śpiew Phillipa Myszy nie pasuje, w duecie z Aurorą brzmi bardzo ładnie. Za to sposób mówienia księcia Phillipa zawsze bardzo mi się podobał. Co jest dziwne, bo zarówno głos mówiony jak i śpiewany zapewnił postaci Bill Shirley.
Phillip jest także na szczycie rankingu, bo ma świetny strój (myśliwski, lekko gotycki krój, czerwienie, czernie i brązy – cudo!) oraz zajebisty kapelusz i płaszcz. No i umie tańczyć. A jak wiemy z Gilmore Girls, właśnie ta cecha jest w księciach najważniejsza.
Mysz dodałaby jeszcze do listy argumentów „za” fakt, iż Phillip ma bardzo urocze relacje ze swoim ojcem, królem Hubertem. Co prawda traktuje go bardziej jak stetryczałego dziadka, niż pełnego autorytetu ojca, ale z dziwnych powodów takie podejście zawsze Mysz rozczulało.
Poza tym książę Phillip jest ślicznie narysowany – nie za płynnie, z paroma ostrymi kątami. A tu dla Myszy bardzo ważna cecha, bo niestety Disnejowscy książęta  mają tendencję do bycia dość “obłymi” w designie.
————————————————————————————————— 
 

  1. Prince Eric – The Little Mermaid (1989) – nr 4 chronologicznie (między księciem Phillipem a Ericiem było 30-stoletni odstęp!)
Kolejny książę co to zakochuje się w głosie panny zanim ją w ogóle na oczy zobaczy. Morał z tego taki, dziewczyny, że trzeba częściej drzeć ryja. A tak na poważnie: dopiero teraz zauważyłam, że trzech z pierwszych czterech książąt Disneya (z wyłączeniem Prince Charming z Cinderella) zakochało się najpierw w głosie swojej partnerki.
Jeśli pamiętacie syrenka Ariel wyłowiła Erica z morza i śpiewała do jego nieprzytomnych prawie-zwłok, like you do. Co więcej, głos Arielki odgrywa w filmie ogromną rolę – najpierw jest go pozbawiona, przez co durny i niekumaty Eric nie może jej rozpoznać (może gdyby mu pokazała na migi to by zrozumiał, głupek jeden), a potem wiedźma morska Urszula wykorzystuje głos Arielki by magicznie opleść Erica wokół swoich macek. O dziwo sam Eric nie śpiewa wcale, ale jego głos mówiony – Christopher Daniel Barnes – jest miękki i dość wysoki ładnie wpada w ucho. Co jest o tyle interesujące, że w momencie nagrywania, Christopher Barnes miał 16-ście lat.
Żeby było śmieszniej Disnejowska Wikia o księciu Ericu potwierdza, że jest on uznawany za jednego z najgłupszych książąt, a na dodatek prawdopodobnie jest nieczytaty i niepisaty.
Pomijając niedomyślność Erica, należy on do przystojniejszych książąt – opalony, czarno-włosy i błękitno-oki, to niemalże książę-pirat. Co więcej jest to pierwszy książę Disneya, który pokazuje trochę klaty. I tak jak książę Phillip jest narysowany bardziej kanciasto, postać Erica to głównie lekko falujące (jak morze), ale wciąż dość „męskie” w odbiorze kreski. Mysz jednakzawsze śmieszyło, że fryzura Erica – zwłaszcza grzywka – jest praktycznie lustrzanym odbicie fryzury Arielki (częsty motyw we wczesnych filmach Disneya; pierwsze odstępstwo od tej reguły pojawiło się dopiero w Aladdin).
Dodatkoway plus dla Erica za niezniechęcanie się tym, że a) jego ukochana używa widelca jako grzebienia, b) myśli że fajka to instrument muzyczny, c) NIE MÓWI.
Ciekawostka: Disnejowska Wikia mówi, że Eric jest jedyny Disnejowskim księciem, który ma – i będzie mieć – dzieci. Jeżu. Tyle prawdziwej miłości w świecie Disneya, i co?… nikt się nie bzyka? A fe. Nieładnie to tak.
————————————————————————————————— 
  1. Flynn Rider – Tangled (2010) – nr 10 chronologicznie
Prawdziwe imię: Eugene Fitzherbert. Inspiracja dla postaci: Errol Flynn, Indiana Jones i inni swashbucklers ze Złotego Epoki Kina. Oraz David Beckham *lol*
Cyniczny, dowcipny, szalenie neurotyczny. Ma fajne relacje z koniem (ej! Bez sprośnych skojarzeń!), a Mysz bardzo lubi gdy główny bohater męski ma zwierzęcego sidekicka. Zwłaszcza gdy jest to koń z charakterem, jak Maximus – Mysz ma do fajnych koni słabość (np. Samson czyli koń księcia Phillipa, Pegasus z Herculesa, Altivo z The Road to El Dorado). Poza tym Flynn Rider to pierwszy – od czasów Phoebusa w The Huncback of Notre Dame męski bohater Disneya z zarostem.
Flynn ma w rankingu najłatwiej bo reprezentuje dość „współczesny” zestaw cech charakteru i zachowań. Jego wygląd nijak mnie nie rusza – ma coś nie tak z twarzą – ale jego narysowanie, czy też komputerowe wygenerowanie, bardzo do mnie przemawia: trochę z księcia Erica, trochę z księcia Phillipa, trochę z Johna Smitha z Pocahonta. A tak naprawdę tym co mnie we Flynnie przekonuje najbardziej to jego głos: Zachary Levi (Chuck), niech Cię uściskam! Who knew you could sing so beautifully?
Poza tym, ze względu na to iż film powstał współcześnie jego konstrukcja – nie „miłość od pierwszego wejrzenia”, a miłość z gatunku „poznajemy się lepiej i się w sobie zakochujemy bo przeżywamy wspólną przygodę” – także wpływa pozytywnie na postać Flynna. Bo nie jest on płytkim bubkiem, który zakochuje się w dziewczynie bo ta ładnie śpiewa, tylko zakochuje się w dziewczynie, bo jest ona mądrą, wesołą, uroczą osobą. Teoretycznie, książę Eric też powoli zakochiwał się a Arielce, ale najpierw pokochał jej głos (co z tego, że w jego głowie to teoretycznie były dwie oddzielne osoby). Tak naprawdę pierwszym księciem, który się zakochał w charakterze swojej wybranki, a nie tylko jej głosie/urodzie, był książę Adam (poniżej)
—————————————————————————————————
  1. Prince Adam – Beauty and the Beast (1991) – nr 5 chronologicznie
I tutaj zagwozdka: czy oceniać Bestię, którą książę jest przez większość filmu, czy jego postać ludzką, księcia Adama? Pod względem urody chyba bezpieczniej trzymać się formy ludzkiej – żeby nie było jakichś posądzeń o bestialstwo *chrum* Książe Adam ma ładne oczy. I ładne włosy – sama bym takie chciała. Niestety poza tym wygląda nijako. Nie ma w sobie ani grama tego zwierzęcego magnetyzmu i charyzmy, które miał jako Bestia. Co nie zmienia faktu, że ładnie tańczy, a jego uroda odpowiada estetyce epoki i kraju, w których dzieje się akcja filmu.
Robby Benson, podkładający głos pod księcia Adam – także w formie Bestii – sprawdza się świetnie. Jako Bestia ma głębszy, czasem lekko chrypiący głos, który nawet w partiach śpiewanych („Something There”) brzmi jakby należał do całkiem potężnego mężczyzny. Natomiast w postaci ludzkiej głos jest delikatniejszy, bardziej dźwięczny.
Należy też wspomnieć, iż tak jak postać Bestii jest wyraźnie inspirowana różnymi zwierzętami (a’la chimera) i w związku z tym ma własny, specyficzny kształt, książę Adam już jest rysowany miękką, lekko obłą kreską. Ma to oczywiście być subtelnym odniesieniem do kreski, którą rysowana jest Bella – postać złożona z miękkich zaokrągleń i łuków. Nawet ich włosy są podobne – długie, falujące i miękkie z wyglądu.
Ciekawostka: design Bestii stworzył Chris Sanders, który wiele lat później stworzył jedną z Myszy ulubionych postaci – Stitcha w Lilo & Stitch.
Poza tym znów mamy aspekt podobny jak u Flynna, czyli to, że Adam zakochuje się w Belli z czasem. Bo to miła, inteligentna, wyrozumiała dziewczyna o złotym sercu. Poza tym…
————————————————————————————————— 
  
  1. Aladdin – Aladdin (1992) – nr 6 chronologicznie (między Adamem i Aladynem był tylko rok przerwy)
Jak już Mysz wspomniała: pierwszy film w którym Disney zaczął odchodzić od ujednolicania fryzur głównej pary. Postrzępione – I’m assuming obcinane tępą brzytwą – włosy Aladyna nie mają nic wspólnego z długimi, zadbanymi puklami Jasminy. I bardzo dobrze. Za to „linia” obu postaci jest bardzo podobna, ale Mysz obwiania styl wschodniego ubioru, który nakazuje by wszystkie ubrania miały duże rękawy i nogawki oraz opływowe kształty. W ogóle cały film jest obły – „dymna” postać dżina, architektura, etc.
Aladyn jako „człowiek z ludu” jest oczywiście jedną z najciekawszych charakterologicznie postaci wśród książąt. Mysz zawsze denerwowało, że w kwestiach sercowych jest głupkiem – bo uparcie kłamał Jasmine – ale z drugiej strony most men are.
Zawsze też lubiłam, że głos mówiony (Scott Weigner, Full House) i śpiewany (Brad Kane) Aladyna, mimo pochodzenia od dwóch różnych osób, ładnie się zlewa i nie ma między nimi zbyt dużych dysonansów (jak chociażby w wypadku Li Shanga z Mulan). Aladynowa „One Jump Ahead” to jedna z Myszy ulubionych Disnejowskich piosenek.
Mysz ogólnie szalenie Aladyna lubi, ale ląduje on tak daleko na liście z bardzo prostego powodu: nie ma konia. A małpa to nie to samo co koń *szczeżuja* A tak na poważnie: Myszy nie pociągają mężczyźni o arabskiej urodzie. I rasizm nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu Arabowie nie pociągają mnie estetycznie. Co nie zmienia faktu, że Aladyn (tak jak Eric) jest bardzo ładnie, przystojnie narysowany.
Poza tym to kolejny – po Ericu oraz Adamie – Disnejowski książę który pokazuje klatę *chichot*
————————————————————————————————— 
 
  1. Prince Naveen – The Princess and the Frog (2009) – nr 9 chronologicznie
Naveen to drugi po Li Shangu „książę”, który nareszcie zaczyna swoim wyglądem reprezentować jakąś konkretną „rasę” czy narodowość. Jakby na to nie patrzeć Aladyn – gdyby mu rozjaśnić odcień skóry – wyglądałby dokładnie jak książę Eric. A książę Naveen ma na tyle specyficzną konstrukcję twarzy, że od razu widać, że nie należy on do rasy białej Again: mówimy o rasie tylko w aspekcie antropologicznym, a nie społecznym.
Zawsze mi się podobało, że The Princes and the Frog było powrotem do wspaniałych, klasycznych rysunkowych filmów Disneya, co nie zmienia faktu, że powrót do wytartych schematów – obie główne postacie rysowane podobną kreską, włącznie z fryzurami – powoduje u mnie zgrzytanie zębów. Oczywiście można wysnuć argument, że w wypadku par „rasowych” – Naveen i Tiana, czy Mulan i Li Shang – trudno uniknąć pewnej „jednolitości”, która wynika właśnie z cech wyglądu tych ras. A jednak w wypadku Aladyna i Jasmine poniekąd się to udało (włosy!).
Tu chciałabym zaznaczyć, że Mysz najwyraźniej ma jakąś obsesję na punkcie Disnejowskich włosów. Za co gorąco przeprasza.
A tak naprawdę Tiana i Naveen wcale nie pochodzą z jednej rasy – on wszak jest księciem Maldonii (wymyślonego kraju, znajdującego się prawdopodobnie gdzieś w Eurazji). Więc Mysz tym mocniej boli, że ich postacie nie różnią się bardziej od siebie wyglądem.
Za to bardzo się Myszy podoba, że zarówno Naveen jak i Tiana mają subtelnie wydłużone, szczupłe i umięśnione kończyny, co cudownie odwołuje się do ich późniejszych przemian w żaby.
I choć charakterologicznie książę Naveen bardziej mnie denerwuje niż pociąga – zwłaszcza na początku filmu – to jego wyluzowanie, energia oraz radość z życia są szalenie zaraźliwe. Poza tym nie można mu odmówić ładnego głosu (Bruno Campos).
  

————————————————————————————————— 
 
  1. John Smith – Pocahontas (1995) – nr 7 chronologicznie
Hehehe, głos Mela Gibsona. Hehe, Śpiew Mela Gibsona (całkiem wbrew pozorom ładny). Hehe, MEL GIBSON *chichocze w kułak* Pomijając oczywiste żart odnośnie Mela Gibsona, John Smith zawsze mi się podobał. Nie tyle fizycznie – bo mężczyźni o tak kanciastych, kwadratowych rysach jakoś mnie nie kręcą – co ze względu na to, iż jest chyba najbardziej oryginalnym, niestereotypowo narysowanym “księciem” Disneya. Podobnie rzecz ma się w wypadku Pocahontas, która swą mieszaniną miękkich łuków i wyraźnych kątów wiernie oddaje urodzę charakterystyczną dla indiańskich kobiet. Zawsze mi się też podobało, że Pocahontas i John Smith są najbardziej zróżnicowaną pod względem wyglądu parą. I tak, wiem że pochodzą oni z dwóch różnych kontynentów, ale wyraźne podkreślenie tego w stylistyce rysunku postaci zawsze bardzo mi się podobało. Tego m.in. brakowało mi w The Princess and the Frog.
 
Co prawda John Smith nie ma konia – niska lokata w rankingu – ale jego relacje z szopem Miko i kolibrem Flit są odpowiednio śmieszne i urocze. However, sugestie Disnejowskiej Wiki jakoby John Smith miał w filmie 19-ście lat Mysz kategorycznie ignoruje. To facet pod trzydziestkę i kropka.
Poza tym zawsze lubiłam w jego postaci to, że staje się on tak otwarty i tolerancyjny na świat Pocahontas. I mean, jego – nieszczęśliwa – miłość była w stanie przekroczyć bariery językowe, rasowe i społeczne! Dodajmy jeszcze do tego fakt, że John Smith i Pocahontas są kolejną – po Belli i księciu Adamie – parą, która najpierw się czubiła, a dopiero potem lubiła i mamy przepis na naprawdę fajny zwiazek. Tym smutniej mi się robi, gdy pomyślę, że John Smith został w Pocahontas II: Journey to a New World (1998) podmieniony na Johna Rolfe’a – wymoczkowatego, sztampowego lalusia. Oczywiście wiem, że historycznie rzecz biorąc to właśnie John Rolfe ożenił się z Pocahontas i to on, technicznie rzecz biorąc, powinien być „księciem”. Ale na szczęście Disney nie zalicza swoich sequeli do „oficjalnego” kanonu.
Dodatkoway plus: pod koniec filmu John Smith pokazuje klatę ^__^
A tak w ogóle to Mysz w Pocahontasnajbardziej lubi Thomasa, bo głos podkłada mu Christian Bale. But that’s totally beside the point.
————————————————————————————————— 
 
  1. Li Shang – Mulan (1998) – nr 8 chronologicznie
Ah, Li. Same z tobą problemy *wzdycha* Azjaci, podobnie jak Arabowie, w ogóle Myszy nie pociągają estetycznie, choć muszę przyznać, że Li Shang ma bardzo zgrabne rysy twarzy.
Ponieważ zarówno Li jak i Mulan reprezentują rasę żółtą (określenie antropologiczne!) jednolitość ich wyglądu jest dla Myszy dość oczywista. Co nie zmienia faktu, że podobieństwo kreski, jaką są rysowani mnie mierzi.
 
Jak już wspomniałam wadą Li Shanga jest rozbieżność między jego głosem mówionym (BD Wong) a śpiewanym (Donnie Osmond, który ma dość wysoki tembr). Poza tym dochodzi jeszcze jego charakter – trudny, wyniosły i dumny. Jedyny moment, w którym postać zaczyna choć trochę bardziej mi się podobać to sama końcówka, a to trochę za mało by go w pełni polubić. Co nie zmienia faktu, że nieśmiałość Li Shanga w obliczu Mulan jest urocza. 
PS. Li Shanga też możemy dodać do kanonu Disnejowskich książąt, którzy pokazują klatę.
 

————————————————————————————————— 
 
  1. Prince Charming – Cinderella (1950) – nr 2 chronologicznie
  2. The Prince – Snow White (1937) – nr 1 chronologicznie
Dwaj ostatni książęta są oceniani razem, bo mimo 12 lat odstępu między nimi, to właściwie ta sama postać – gładki, absolutnie płaski charakterologicznie książę, który zakochał się w dziewczynie ze względu na jej głos (Snow White) lub wygląd (Cinderella). Są oni tak podobnie narysowani, że gdyby nie różnice strojów – lejące się rękawy i płaszcz Księcia Królewny Śnieżki, versus pruski mundur Księcia z Bajki Kopciuszka – w ogóle nie możnaby ich odróżnić. Nie, zaraz, przepraszam. Książę ze Snow Whitema jeszcze jedną ważną cechę – ma bardzo różowe usta. A gdy usta Księcia są czerwieńsze niż Śnieżki (która według bajki miała usta czerwone jak krew), to wiedz, że gdzieś popełniłeś popełniłeś poważny błąd w kolorowaniu.
I choć Prince Charming potrafi nieźle tańczyć – to właściwie jedyna rzecz, którą z Kopciuszkiem robi (do they even talk with each other at any point??) – to fakt, że obaj panowie nie zasłużyli sobie nawet na oficjalne imię natychmiast umieszcza ich na szarym końcu rankingu. Co prawda Książę Królewny Śnieżki otrzymał w ciągu lat trzy imiona – Ferdinand, Florian i Frederick – ale Disnejowscy historycy (!!!) odrzucają je jako “nieoficjalne”.
A już gwoździem w trumnie obu książąt jest dla Myszy to, że pod względem rysunku nijak się od swoich żeńskich partnerek nie różnią – te same opływowe kształty (zaburzone jedynie odrobinę u Księcia z Bajki ze względu na pagony na ramionach munduru), podobna „miękka” uroda twarzy i włosów.
Prince Charming jest wyżej w rankingu tylko dlatego, że Mysz woli jego piosenkę (“So This is Love”) niż tę Księcia Śnieżki (“One Song”)
Podsumowując: to po prostu faceci bez wyrazu, służący jako w miarę ruchomy element tła.
—————————————————————————————————  
 Ciekawostka: jeśli trzej pierwsi książęta Disneya – Książę, Prince Charming i Phillip – wydają się Wam podobni z wygląda to dlatego, że za ich animację była odpowiedzialna jedna i tam sama osoba: Milt Kahl, ababsolutne guru Myszy jeśli chodzi o animację. I choć wolę jego późniejszy, bardziej wyrazisty, często “kanciasty” styl – One Hundred and One Dalmations, The Sword in the Stone, Lady and the Tramp – jest on niekwestionowany mistrzem design‘u postaci.
Także Bestia i Aladyn byli animowani przez jedną osobę Glenn Keane’a (także postacie: Pocahontas, Tarzan, Rapunzel, Arielka, ).
 
A na koniec jeszcze krótki ranking nieoficjalnych Disnejowskich książąt, którzy w przeciwieństwie do tych wymienionych powyżej, często nie są jeszcze zajęci *mruga porozumiewawczo*:
  1. Robin Hood – Robin Hood (1973) – tak. Mysz od lat kocha się w animowanym lisie. Deal with it.
  2. Milo James Thatch – Atlantis: The Lost Empire (2001) – technicznie rzecz biorąc król, a nie książę. Ale Mysz go ubóstwia, bo a) Milo jest nerdem, b) jego głos podkłada Michael J. Fox.
  3. Simba – The Lion King (1994) – znów technicznie rzecz biorąc król. A na dodatek zwierzę. Ale za to z głosem Matthew Brodericka.
  4. Phoebus – The Hunchback of Notre Dame (1996) – nijak nie zalicza się do książąt, ale bardzo go lubię. Chyba najbardziej sarkastyczny mężczyzna u Disneya. I to z zarostem. I głosem Kevina Kline’a.
  5. Prince of Persia – Prince of Persia: The Sands of Time (2010) – no co? To przecież Disnejowski film *szczeżuja*
  6. Prince Edward – Enchanted (2007) – bo jest tak uroczo roztrzepany i kiczowaty. No i gra go James Mardsen (Cyklop!)
  7. Prince Caspian – The Chronicles of Narnia: Prince Caspian (2008)– Ben Barnes. Wystarczy *mruczy*
  8. King Peter Pevensee oraz King Edmund Pevensee – The Chronicles of Narnia: The Lion, The Witch and the Wardrobe (2005) – technicznie rzecz biorąc nieletni, chyba że liczyć ich postacie pod koniec filmu. Ale co ja mogę? Naprawdę lubię te postacie, a ekranizacje Narnii to jedne z moich ukochanych filmów.
  9. King Arthur – The Sword in the Stone (1963) – BARDZO, BARDZO nieletni. Fe, Myszu. Wstydziłabyś się.
  10. Emperor Kuzco – The Emperor’s New Groove (2000) – …czy to źle, że wolę go jako llamę??

A tak w ogóle to najlepiej trzymać się z daleka od Disnejowskich książąt. Sami psychopaci i zboczeńcy.

PS. Post zainspirowany ponownym natknięciem się w Internetach na Disney Dream Portret Series oraz galerię Davida Kaweny. Jeśli jej nie znacie, you don’t know what you’re missing ^__^