Mysz poleca: serial The Gates

Czasem w zalewie nowych, popularnych seriali przepadają niewielkie serialowe perełki. Mysz przedstawia jedną z nich.


The Gates to jeden z tych mało znanych seriali, które zniknęły z anteny zanim się tak naprawdę na dobre na niej pojawiły. Opowiada on o policjancie z Chicago, który w wyniku nieciekawych okoliczności zmuszony jest opuścić wielkie miasto i przeprowadzić się z rodziną ogrodzonego osiedla (tzw. gated community) o jakże trafnej nazwie The Gates, gdzie zostaje lokalnym szeryfem. I wszystko byłoby w jak najnormalniejszym porządku, gdyby nie fakt, że w The Gates nie żyją wyłącznie normalni ludzie.
Sam pomysł na połączenie wątku nadnaturalnego z wątkiem familijnym nie jest niczym nowym. Podobny manewr miał miejsce w serialu Dark Shadows, czy krótko będącym na antenie No Ordinary Family. Poniekąd pod tę samą tematykę można też podciągnąć takie seriale jak Twin Peaks, Eastwick, Wolf Lake,  czy Wątki „rodzinne” i paranormalne przeplatają się także w tak znanych, kochanych przez fanów serialach jak Supernatural, The Vampire Diaries, czy nawet Fringe. Jednak wśród tych programów The Gates wyróżnia się bardzo ciekawym elementem – skupia się na relacjach rodzinnych w odniesieniu do lokalnej, zżytej społeczności. Ograniczenie serialowych bohaterów do mniej-więcej tej samej grupy ludzi – wszak akcja dzieje się na osiedlu zamkniętym – daje widzowi szansę naprawdę przywiązać się do bohaterów. Ponadto w serialu rozwój postaci jest przedstawiony bardzo powoli… co jednak nie oznacza że jest nudno. A przynajmniej Mysz się podczas serialu nie nudziła.

 Nie oszukujmy się jednak – The Gates ma swoje wady. Po pierwsze, wymieszanie „Desperate Housewivesna poważnie” z wątkiem nadnaturalnym nie każdemu może się spodobać. Po drugie, serial nie imponuje ilością ani jakością efektów specjalnych. Po trzecie, wolne budowanie postaci powoduje, że przez pierwsze kilka odcinków patrzymy na nie z miernym zainteresowaniem. Tak po prawdzie, serial porządnie się rozkręca dopiero w 11stym odcinku (na 13ście). Poniekąd wadą jest też postać głównego bohatera – szeryfa Nicka Monahana – do której przekonanie się zajęło Myszy bardzo dużo czasu. Ale gdy już do tego doszło, Nick stał się jedną z moich ulubionych postaci. Jak się nad tym zastanowić The Gates jest wyjątkowe właśnie dlatego, że prędzej czy później każda postać ma okazję zabłysnąć. Trudno więc każdej z nich choć trochę nie polubić.
Frank Grillo jako Nick Monahan
Jeśli jest coś dlaczego warto dać The Gates szansę, to są to właśnie serialowe postacie i grający je aktorzy. Mamy szeryfa Nicka Monahana (Frank Grillo, Prison Break, ostatnio sporo filmów, w tym nowo-powstający Captain America: The Winter Soldier), który jest rzetelnym, ale chorobliwie upartym policjantem. Do The Gates przywiódł go błąd popełniony na służbie, który – jak wszystkie błędy – prędzej czy później wróci, by ugryźć Nicka w tyłek. Nick jest o tyle fajną postacią, że twórcy nie patyczkowali się w niepotrzebne przeciąganie wątku „niczego nieświadomej rodziny”. Dzięki temu Nick szybko zostaje wciągnięty w „ukryte” życie społeczności. Właśnie od momentu wtajemniczenia Nicka w sekret The Gates serial nabiera fajnego tempa.
Jest też rodzina Nicka: jego żona Sarah (Mariol Nichols, 24; Ressurection Blvd.), której urocze usposobienie i chęć zawierania przyjaźni będą zarówno przyczyną ważnych sojuszy, jak i wielkich konfliktów. Do tego dochodzi Charlie (Travis Caldwell), nastoletni syn Nicka, oraz młoda córka, Dana (McKaley Miller, Hart of Dixie).
Marisol Nichols jako Sarah Monahan.

Poza rodziną Monahanów w The Gates głównymi postaciami są także:
  • sąsiedzi Monhanów, rodzina Radcliffów – Dylan (Luke Mably, The Prince & Me II: The Royal Wedding) i Claire (Rhona Mitra, Underworld: Rise of the Lycans), oraz ich córeczka Emily;
  • koleżanka Charliego ze szkoły i jego love interest – Andie Bates (Skylar Samuels, The Nine Live sof Chloe King);
  • chłopak Andie – Brett Crezski (Colton Haynes, Arrow);
  • funkcjonariusze na lokalnym posterunku policji, podwładni Nicka – Leigh Turner (Janina Gavankar, The L Word) i Marcus Jordan (Justin Miles, Eastbound & Down);
  • prowadząca SPA w lokalnym miasteczku – Devon (Chandra West);
  • miejscowa lekarka – Peg Mueller (Victoria Gabrielle Platt, The Guiding Light) i jej córka Mia, przyjaciółka Andie;
  • znajomi Bretta – Lukas Ford i Lexie.

Ponieważ nie chcę psuć niespodzianki pt. „kto jest kim” w serialu, swoich ulubieńców omówię bardzo krótko. Luke Mably jako Dylan Radcliff jest dla mnie absolutnym objawieniem. Dylan jest bezapelacyjnie moją ulubioną postacią. Podejście Mably’ego do odgrywania Dylana szalenie mi się spodobało – właśnie takiego nadnaturalnego stworzenia, o takim charakterze, w serialach paranormalnych mi brakowało. A to, że Mysz kojarzy Mably’ego jako księcia z fatalnego filmu The Prince & Me II: The Royal Wedding (znanego w Myszy towarzystwie z podtytułem “Pimp my kosiarka”) nie ma nic wspólnego z jej wielką sympatią do postaci Dylana. Nic a nic.
Luke Mably jako Dylan Radcliff i Rhona Mitra jako Claire Radcliff.
Luke’owi dzielnie dotrzymuje kroku Rhona Mitra, która co prawda grała już kiedyś podobną rolę, ale ponieważ świetnie się do niej nadaje, Mysz była zachwycona. Poza tym związek Dylana i Claire jest najciekawszą relacją w całym serialu. Także stosunki między Nickiem i Dylanem należały od pewnego momentu do moich ulubionych.
Wspomnieć należy o Chandrze West, która sprawdziła się w swej roli aż nadto dobrze – szczerze nienawidziłam Devon. O sile serialu świadczy, że do samego końca nie byłam pewna czy mam do tego podstawy. Devon zawsze pozostawała postacią dość niedookreśloną (is she good? Is she evil?), dzięki czemu każde jej pojawienie się ekranie wiązało się z natychmiastowym podekscytowaniem. Lub, jak w wypadku Myszy, frustracją. Ale taką pozytywną, która wynika z dobrze zagranego czarnego charakteru.
Chandra West jako Devon i Victoria Platt jako Peg.
Janina Gavankar gra postać może nie tak skomplikowaną i ciekawą jak Luna Garza w True Bloodzie, ale Leigh jest z pewnością postacią, której najdłużej udaje się utrzymać swoją tożsamość w sekrecie. A to zawsze coś.
Janina Gavankar jako Leigh.
Do tego dochodzi jeszcze Colton Haynes, który tutaj zagrał wszystko to, czego nie mógł w Teen Wolfie. Jest też Skylar Samuels jako Andie – szalenie niezręczna, ale przy tym urocza postać – oraz Travis Caldwell, jako jej ukochany, Charlie. Tu muszę wspomnieć, że związek Andie i Charliego szalenie zabawnie się ogląda. Głównie dlatego, że to para nastolatków, a jak wiadomo nastolatki są w swych uczuciach o tyle niestałe, co komiczne. Ta niezręczność, to jąkanie, uciekający wzrok, itd… Poza tym dochodzi jeszcze kwestia dziwnego zestresowania ze strony dwójki aktorów. Skylar Samuels i Travis Caldwell w swych wspólnych scenach, dzięki – chyba autentycznemu – zdenerwowaniu, realistycznie oddają nastoletnie podekscytowanie i zakłopotanie. Muszę przyznać, że oglądanie tej dwójki przywoływało z Myszy pamięci jej własne, nastoletnie perypetie miłośne. Dzięki temu wiem, że zarówno młodzi aktorzy, jak i twórcy serialu bardzo trafnie oddali dynamikę nastoletnich związków.
Skylar Samuels jako Andie Bates.
Także pozostałych aktorów grających w The Gates można łatwo skojarzyć z innych programów: Linden Ashby, który parokrotnie w The Gates się pojawia to przecież tata Stilesa z Teen Wolfa; Kyle Secor to istny serialowy wyjadacz (grał m.in. Jake’a Kane’a w Veronica Mars); Gloria Kotsis gra Alex Hunter w White Collar; Brett Cullen (jakie pechowe nazwisko) znany jest chociażby z Damages; a Paul Blackthorne obecnie gra detektywa Lance’a w Arrow.
[ciekawostka: przynajmniej trzy osoby z obsady The Gates grają teraz razem w Arrow: Colton Haynes, Janina Gavankar i Paul Blackthorne. Crossoverów jest więcej: Frank Grillo grał z Victorią Pratt w The Guiding Light, a z Marisol Nicholas w Blind Justice, a Colton Haynes i Linden Ashby znają się z planu Teen Wolfa.]
Colton Haynes jako Brett Crezsky
Oprócz postaci, tym co mnie w The Gates zachwyciło była wiarygodność serialu. Gdy w ruch idą wątki nadnaturalne, prędzej czy później większość seriali zaczyna zbyt polegać na monstrach i czarach, a zaczyna ignorować związki między bohaterami. W The Gates tego nie ma. Nie wiem czy wynika to z niewielkich funduszy na efekty specjalne, czy po prostu dobrych scenarzystów, którzy pamiętają, że mają w rękach serial o zamkniętej społeczności. W każdym razie serialowe postacie, ich charaktery, działania, a także relacje między nimi, są niesamowicie wiarygodne. Mysz, choć czasem fukała na postacie z irytacją, przyznaje że ich działania zawsze były uzasadnione i charakterologicznie spójne. To dość istotny szczegół – gdy brakuje spójności między charakterem postaci, a tym jak się ona zachowuje, nawet najwierniejszy fan zacznie zgrzytać zębami (patrz: Mysz i najnowszy sezon Supernatural, gdzie raz Winchesterowi są najmądrzejsi i w ogóle genialni, a w następnym momencie ledwo pamiętają jak się wiąże buty). Nic Myszy nie denerwuje tak bardzo jak brak konsekwencji, więc za jej obecność musi The Gatespochwalić.
Travis Caldwell jako Charlie Monahan.
Skupianie się na wątkach rodzinnych i relacjach w zamkniętej społeczności nie dziwi, gdy weźmie się pod uwagę, że serial leciał na antenie ABC. Stacja ta słynie z mądrych, dobrze prowadzonych seriali familijnych. Mają nawet specjalny kanał dla takich produkcji – ABC Family (na którym Mysz ogląda m.in. Bunheads czy Switched at Birth, o którym kiedyś napiszę szerzej, bo to kolejna mało znana perełka). Kwestie niewielkiego budżetu serialu, choć widoczne na pierwszy rzut oka, na szczęście nie drażnią. Nadają jedynie serialowi bardzo „kanadyjski” feel (jeśli ktoś ogląda np. Lost Girl, zrozumie co mam na myśli). Nie zmienia to faktu, że jak na serial paranormalny jest tu mało krwi, seksu i przemocy – standardowych przecież elementów takich seriali. I może właśnie to mi się spodobało. Bo The Gates to nie kolejny True Blood, tylko serial o rodzinie, o społeczeństwie… jakby się uprzeć można się tu doszukać wielu ciekawych pytań natury socjologicznej. Jaka jest rola jednostki w zamkniętej społeczności? Czy jej dobrobyt stoi ponad dobrem ogółu?… pochwałę za takie, a nie inne podejście do serialu otrzymuje jeden z jego twórców The Gates, Richard Hatem. W podejmowanych przez niego decyzjach i działaniach widać konsekwencję – tak lubianą przez Mysz. Dobrze wiedzieć, że Hatem kontynuował swoje podejście w takich serialach jak Supernatural i Grimm (co-executive producer).
Jednak tym, co tak naprawdę zmusiło Mysz do napisania tego wpisu było zakończenie serialu. A właściwie jego brak – The Gates był serialem letnim (puszczanym między czerwcem a wrześniem, gdy inne seriale zwykle mają przerwę), a te niestety bardzo rzadko potrafią wytrwać dłużej niż jeden sezon. Nie jestem pewna, czy The Gates miało mieć tylko 13ście odcinków, czy może ostatni, 13sty odcinek był tylko tzw. midseason finale. Wiem jedynie, że TAK CHAMSKIEGO CLIFFAHANGERA JUŻ DAWNO NIE WIDZIAŁAM *dyszy rządzą mordu* Serio: nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam taki okrutny, denerwujący, bardziej otwarty niż drzwi do stodoły, absolutnie dowolny w interpretacji, nic nie wyjaśniający finał. I to na dodatek z cholernym cliffhangerem, którego nikt nigdy nam nie wyjaśni, bo serial zdjęto z anteny. Jestem niezmiernie zła na twórców serialu, że nie dali innego, bardziej satysfakcjonującego zakończenia. Zła jestem także na stację ABC za zdjęcie serialu z anteny. I z tej złości właśnie zrodził się ten wpis. A ponieważ firmą producencką odpowiedzialną za The Gates było Fox Television Studios, jak zwykle winę mogę zwalić na nich (Firefly! Dollhouse! Pamiętamy!).
Powiem wam szczerze: nie polecam The Gates. Nie chcę żeby ktoś z mojej winy przeżywał takie same katusze. Koniecznie muszę sprawdzić czy w Internecie są jakieś fanficowe kontynuacje serialu. Może chociaż tam otrzymam jakieś closure.
A tak na poważnie: dajcie The Gates szansę, jeśli macie wolne dwa dni i lubicie zarówno seriale paranormalne, jak i dobrze zbudowane relacje między postaciami. A jak skończycie oglądać, koniecznie zajrzyjcie do mnie na bloga i napiszcie, co sądzicie o tym strasznym cliffhangerze.