Mysz TOP 5: Back to the 80’s – komedie romantyczne

W ramach cyklu o wartych uwagi produkcjach z lat 80-tych, Mysz poleca kilka wyjątkowych komedii romantycznych.

Szósta część cyklu “Back to the 80’s“. Po filmach John Hughesa, filmach “dla dzieci”, komediach , strasznych filmach oraz animacjach, przyszedł czas na komedie romantyczne.

Komedie romantyczne to gatunek często wyśmiewany. Wiele filmów opowiadających o miłości automatycznie klasyfikuje się jako sacharynową papkę dla kobiet podczas okresu, które w chmurze wariujących hormonów potrzebują czegoś zarówno do śmiechu, jak i do płaczu. Przyznajmy sobie szczerze: often that really is the case. Mysz ma nawet cały zestaw klasycznych rom-comów, które od lat nieodmiennie poprawiają mi humor, gdy nadchodzą “gorsze dni”. Nie zmienia to jednak faktu, że komedie romantyczne potrafią być naprawdę dobrymi, sprawnie zrealizowanymi filmami. Jasne, współczesne rom-comy to często mdłe i jednakowe filmidła, wypuszczane hurtem z Hollywood jak żelki z fabryki. Wszystkie trzymają się tego samego schematu, a trafienie na film “wyjątkowy”, w jakiś sposób odróżniający się od reszty graniczy z cudem. Wiele osób zapomina jednak dlaczego komedie romantyczne często wydają się tak do siebie podobne. Ponieważ miłość – czy w ogóle uczucie między dwojgiem ludzi – jest na tyle skomplikowanym, a jednocześnie ważnym elementem naszego życia, ludzie nie potrafią o niej mówić inaczej niż frazesami i kliszami. Między innymi dlatego piosenki o miłości także często brzmią podobnie. Miłość jest wyjątkowa, ale jest też uniwersalna i właśnie dlatego komedie romantyczne, jako gatunek, dzielą tyle podobieństw. Oczywiście nie łudźmy się: wiele rom-comów to w rzeczywistości średnie czy nawet kiepskie filmy zrealizowane tylko po to, by natrzaskać kasę w okolicach Walentynek. Ale Mysz – może ze względu na swą romantyczną duszę? – nawet w tych kręconych dla kasy filmach jest w stanie odnaleźć pewną “iskierkę”; ten kolejny frazes o miłości, który właśnie ze względu na swoje znajome brzmienie wydaje się prawdziwy.

Wymienione poniżej filmy muszą nas w jakiś sposób dotknąć, wzruszyć czy rozbawić. Muszą nas chwycić za serce, nawet jeśli tylko przez chwilę. A przy tym nie muszą być wcale wybitnymi dziełami kina, choć fajnie gdy oba te elementy występują jednocześnie. Pamiętajcie o tym następnym razem gdy usłyszycie, że ktoś zachwyca się kolejnym rom-comem z Katherine Heigl. Dla Was to może być tylko kolejna komedia romantyczna, ale dla tej osoby może to być właśnie -ten film- który ich poruszył. Bo miłość jest jedna, ale zawsze wyjątkowa.

… a teraz dość pławienia się w różowej oranżadzie romantyzmu, bo jeszcze komuś się niedobrze zrobi. Przed Tobą, drogi Czytelniku, lista Top 5 komedii romantycznych z lat 80-tych. Oczywiście lista jest bardzo subiektywna, ale mam nadzieję, że mimo to zapewni dość przekrojowy przegląd ówczesnych romantycznych klimatów.

Część szósta:
Komedie romantyczne

When Harry Met Sally… (1989)

“Czy kobieta i mężczyzna mogą się szczerze przyjaźnić – czy seks wejdzie im w drogę? To trudny temat. o którym Harry Burns (Billy Crystal) i Sally Albright (Meg Ryan) rozmawiają podczas ich pierwszego spotkania w 1977 roku. Oboje właśnie skończyli studia (ona jest dziennikarką, on prawnikiem). Razem odbywają kilkunastogodzinną podróż z Chicago do NY. Od początku czują do siebie sympatię, ale Harry jest chłopakiem przyjaciółki Sally, ona jest związana z Joe. Pięć lat później spotykają sie przypadkowo w samolocie. Ona znów jest sama, on właśnie się rozwiódł. Od tej pory zaczynają sie spotykać co jakiś czas. Pomagają sobie w trudnych chwilach, dzielą się radościami i troskami, opowiadają o kolejnych związkach. Nadal jednak łączy ich wyłącznie przyjaźń. Żadnych głębszych uczuć. Żadnego seksu!! Tak mija kolejne pięć lat. Zbliża się sylwester, który Harry i Sally postanawiają spędzić razem. Może wreszcie przestaną walczyć z miłością i zrozumieją, że są dla siebie stworzeni.”
[źródło: Filmweb]

The rom-com to end all rom-coms! Chrzanić Pretty Woman, chrzanić Sleepless in Seattle, chrzanić Pretty in Pink! Jeśli jest jedna komedia romantyczna, która przebija je wszystkie jest to z pewnością When Harry Met SallyPowód jest bardzo prosty: historia w nim przedstawiona jest tak prawdziwa, jak samo życie. W końcu jak często możemy powiedzieć, że nasza dziewczyna była kiedyś prostytutką w Beverly Hills, albo że poznaliśmy swoją żonę dzięki nocnej audycji radiowej?… a przecież każdy z nas ma w swoim życiu takiego Harry‘ego lub taką Sally – osobę z którą od lat się przyjaźnimy, która jest nam niezmiernie bliska, z którą niejako dzielimy życie i z którą, gdyby nie lata przyjaźni, prawdopodobnie bylibyśmy parą. Jeśli nie masz, drogi Czytelniku, takiej osoby w swoim życiu to jednocześnie bardzo Ci zazdroszczę i niezmiernie współczuję. Bo ci ludzie tworzą właśnie związki i przyjaźnie, które pamiętamy przez całe życie.

Przyznaję: może mój sentyment wynika stąd, że Mysz fabułę When Harry Met Sally przeżyła niejako na własnej skórze (na szczęście z happy-endem). Ale nawet gdy spojrzeć na film obiektywnie, broni się on koncertowo. Mamy więc wspaniały, dowcipny, ciepły i prawdziwy scenariusz Nory Ephron, odpowiedzialnej także za dwa inne klasyczne rom-comy z Meg Ryan: Sleepless in Seattle i You’ve Got Mail. Do tego dodajmy reżysera Roba Reinera, który był także reżyserem dwóch innych filmów, o których Mysz wymieniała w Top 5: Stand By Me oraz The Princess Bride (gdzie także pracował z Billym Crystalem). Mamy też czwórkę wspaniałych aktorów: mistrza sarkazmu, Billy’ego Crystala jako Harry’ego, uroczą w swym rozszczebiotaniu Meg Ryan jako Sally, a także Carrie Fisher i Bruno Kirby’ego jako ich znajomych, Marie i Jessa.

Tak po prawdzie trudno określić na czym polega fenomen When Harry Met Sally… Idealne wyważenie romantyzmu i humoru oczywiście bardzo w tej kwestii pomogło, tak samo jak absolutnie przecudowny soundtrack (dzięki Ci, Harry Connick Jr.!). Mysz jednak od zawsze uważała i uważa nadal, że o sile tego filmu świadczy jego prawdziwość, swoista “życiowość”. I choć to nie jest łatwy związek, życzę wszystkim takiej miłości jak w When Harry Met SallyBo warto. Mysz wie co mówi.

——————————————————————————————————–

  Say Anything (1989)

 “Lloyd marzy o zdobyciu uczuć swej szkolnej koleżanki, pięknej i błyskotliwej Diane. Ona jednak bez reszty zajęta jest nauką, bo pragnie studiować w Londynie. W końcu nie pozostaje obojętna na szczere zaloty Lloyda, który wierzy w miłość prostą i czystą. razem poznają niepowtarzalny urok pierwszych randek, skradzionych pocałunków i niepokojów serca. Ta zabawna i pogodna komedia o perypetiach wchodzących w życie młodych ludzi wiele zyskuje dzięki udziałowi pary młodych aktorów – Johnowi Cusackowi i Ione Skye. Tworzą duet, który oddaje w pełni humor, namiętność i urok tej love story. Miłość, która odrzuca wszelką logikę jest czasem najbardziej logiczną rzeczą na ziemi…
[źródło: Filmweb]

Say Anything to niestety mało znany w Polsce film, a szkoda. Jego kultowy status jest na tyle potężny, że odniesienia do tej klasyki rom-comów można odnaleźć wszędzie (ostatnio na przykład w Glee). Miłosny manewr z boomboxem i piosenką Petera Gabriela “In Your Eyes” to jeden z najromantyczniejszych gestów, jakie pokazano w kinematografii i wierzcie mi, gdy mówię, że jeszcze wiele przyszłych pokoleń będzie w miłosnych sytuacjach podbramkowych brać przykład z Lloyda Doblera.

Za Say Anything możemy podziękować Cameronowi Crowe’owi. Tak, temu samemu, który napisał i wyreżyserował takie filmy jak Jerry Maguire, Almost Famous, Vanilla Sky, Elizabethtown i ostatnio We Bought A Zoo. Żeby nie było wątpliwości – Mysz ubóstwia wszystkie te filmy, a Elizabethtown kocha miłością ogromną, bo to wbrew pozorom piękny, cudownie napisany i nakręcony film (tylko Orlando Bloom go zepsuł). Jeśli i Wam Elizabethtown podpasowało, a Jerry Maguire i We Bought a Zoo wzruszyło Was do łez, Say Anything to z pewnością film dla Was. Film ten w ogóle warto znać, bo to reżyserski debiut Camerona – fajnie wiedzieć, gdzie twórca tak wielu wspaniałych filmów wziął swój początek.

Fenomen Say Anything, tak jak w wypadku When Harry Met Sally, trudno wytłumaczyć. Ale może to cecha wspólna dobrych komedii romantycznych – trzeba je obejrzeć samemu i na własnej skórze (sercu?) przekonać się, czy i do nas przemawiają. Mysz w każdym razie Say Anything ogląda co kilka lat i za każdym razem odkrywa w filmie nowe warstwy. Ale może to zasługa wspaniałego Johna Cusacka, który nawet w tak młodym wieku był wspaniałym aktorem. Pozostaje tylko wygrzebać z garażu starego boomboxa i udać się pod jego okno z “In Your Eyes”. Niech Cusack wie, że Lloyd Dobler wciąż żyje w Mysim sercu.

  

 ———————————————————————————————————-

Splash (1984)

Historia rozpoczyna się w 1959 roku. Mały chłopiec wpada do wody. Wówczas tonącego ratuje syrenka. Mija 25 lat. Dorosły już Allen Bauer (Tom Hanks) jest samotnym kawalerem i pracuje jako przedsiębiorca w Nowym Jorku. Pewnego dnia ponownie spotyka swoją wybawicielkę i z wzajemnością się w niej zakochuje. Syrenka – kierując się głosem serca – postanawia zamieszkać wraz z ukochanym i przybiera imię Madison (Daryl Hannah). Za każdym razem, gdy wychodzi na ląd, przybiera kobiecą postać i może się swobodnie poruszać. Jednak gdy tylko dotyka wody, z powrotem staje się syreną. Niestety, Madison trudno jest przyzwyczaić się do życia w wielkiej metropolii. W dodatku niezwykła syrenka wzbudza zainteresowanie rządowych naukowców…
[źródło: Filmweb]

Ah, Splash *rozmarzone westchnięcie* Ogrom sentymentu, jaki mam do tego filmu nie może być ujęty słowami. Ale spróbuję. 

Umówmy się: Splash jest świetną komedią. Tom Hanks to Tom Hanks i wiadomo czego można się po nim spodziewać. Poza tym w obsadzie pojawiają się także John Candy i Eugene Levy, obaj znani ze swych komediowych zapędów. Objawieniem jest jednak młoda Daryl Hannah (Kill Bill), która jako syrenka Madison jest w równej mierze niewinna, zabawna i urocza. Fakt, że postać Hanksa – Alan – prędko i na zabój zakochał się w Madison nijak nie dziwi. Dodajmy do mieszanki scenariusz autorstwa duetu Lowell Ganz i Babaloo Mandel (twórców takich perełek komediowych jak Spies Like Us, Parenthood czy ukochanego na zawsze przez Mysz A League of Their Own) oraz reżysera w postaci Rona Howarda (Cocoon, Willow, Apollo 13, A Beautiful Mind, Frost/Nixon, obie ekranizacje dzieł Dana Browna) i otrzymamy absolutnie przecudowny film pełen humoru, magii i miłości.

Bądźmy jednak szczerzy. Powód dla którego tylu samców zachwycało się Splash to półnaga Daryl Hannah (które ciało ma bardzo niczego sobie). Natomiast dziewczynki, dziewczęta i kobiety miały inny powód, by kochać ten film. I nie był to bynajmniej młody Tom Hanks, a rzecz bardzo konkretna: OGON. Tak, ogon syrenki Madison – oraz cała jej postać – jest dokładnie tym, o czym marzyły wszystkie panie oglądające ten film. Bo jeśli Wy, drogie Panie czytające ten wpis, oglądając Splash nie miałyście ochoty zamienić się miejscami z Madison oznacza to, że nie wiecie co w życiu dobre. Mysz wie; Mysz przez lata po obejrzeniu Splash, za każdym razem jak znalazła się w pobliżu zbiornika wodnego, bawiła się w syrenkę Madison. I tak – wannę też uznajemy za zbiornik wodny.

No bo serio: która z nas nie marzyła kiedyś by być syrenką? 

 ——————————————————————————————————–

  Mannequin (1987)

 “Jonathan (Andrew McCarthy) projektuje okna wystawowe w domu handlowym. Pewnego dnia jeden z jego manekinów ożywa i od tej pory pomaga mu w pracy. Razem tworzą witryny, które przyciągają do sklepu tłumy klientów. Niestety manekin w obecności innych ludzi przemienia się w lalkę i tylko Jonathan widzi w niej Emmę (Kim Catrall) – kobietę z krwi i kości.
[źródło: Filmweb]

Zanim powstał Lars and the Real Girl, był sobie chłopiec, który także kochał się w lalce.

Mowa o absolutnie kiczowatym filmie Mannequin, który właśnie dzięki swemu – tak charakterystycznemu dla lat 80-tych – kiczowi wciąż potrafi być uroczy. O filmie tym krążą złe recenzje, ale Myszy zdaniem dzieje się tak z winy widzów, którzy oglądają film ze złym nastawieniem. Biorą go zbyt “na poważnie”, a przecież jak można brać na poważnie film, który zaczyna się od tego, że starożytno-egipska księżniczka ‘Emmy’ ucieka przed niechcianym małżeństwem i dzięki magicznej podróży w czasie ląduje w latach 80-tych, zaklęta w manekin w sklepie towarowym. COME ON. Żeby brać coś takiego na poważnie trzeba mieć naprawdę nierówno pod sufitem. Równie dobrze można zacząć twierdzić, że Witchblade to dobry serial (nie jest, ale i tak świetnie się go ogląda). Poza tym jak można nie lubić filmu, który bierze mit Pigmaliona na tyle dosłownie, że autentycznie robi z Galatei “posąg”, ie. manekina? Takie zagrania wymaga dużej odwagi. Albo jeszcze większej głupoty.

Anyway, warto dać Mannequin szansę, chociażby ze względu na czarujący występ młodej Kim Catrall, zanim ta stała się wyuzdaną  Samanthą znaną z Sex and the City. Do kompletu dodajmy Andrew McCarthy’ego i Jamesa Spadera (obaj wcześniej grali razem w Pretty in Pink), i otrzymamy cudowny w swym magicznym kiczu lat 80-tych rom-com. 

———————————————————————————————————

Dirty Dancing (1987)

 Frances (Jennifer Grey), nazywana przez rodzinę Baby, wyjeżdża na wakacje z rodzicami i starszą siostrą. Nie jest tym zbytnio zachwycona, gdyż najzwyczajniej nudzi się tam. Gdy spotyka Johnny’ego (Patrick Swayze), przystojnego instruktora tańca, zakochuje się w nim. Przy pomocy znajomego wkręca się w towarzystwo personelu ośrodka wypoczynkowego. Gdy okazuje się, że partnerka Johnny’ego nie może wystąpić w konkursie tanecznym, zapada decyzja, że zastąpi ją właśnie Baby. Po wielu trudach udaje się jej w końcu zatańczyć z Johnnym. Jednak wspólna nauka to nie tylko konkurs. To właśnie w tańcu ich miłość rozkwita …”
[źródło: Filmweb]

Oczywiście na liście nie mogło zabraknąć Wirującego seksu, choć to mniej komedia a bardziej taneczny film miłosny (drugi, po rom-comach ulubiony gatunek do wyśmiewania). Według wszystkich prawideł Dirty Dancing nie powinien był powstać – scenariusz pióra Eleanor Bergstein (oparty na jej młodości) był wielokrotnie odrzucany, reżyser Emile Ardolino nigdy wcześniej nie reżyserował pełnometrażowego filmu (cztery lata wcześniej dostał Oscara za najlepszy film dokumentalny), a główna para aktorska – Jennifer Grey i Patrick Swayze, znający się z planu filmu Red Dawn (1984) – od początku nie mogli się dogadać. Jednak jakimś cudem ta wybuchowa, niestabilna mieszanka, w połączeniu z cudowną, oldschoolową muzyką i choreografią Kenny’ego Ortegi stała się jednym z najbardziej kultowych, naśladowanych, parodiowanych i cytowanych (“Nobody puts Baby in a corner“) filmów ever.

Nie wiadomo czy to właśnie nagromadzenie emocji między Swayze a Grey, którzy mieli problemy z dogadywaniem się jeszcze z planu Red Dawn sprawiło, że romans Baby i Johnny’ego jest tak ciekawy i intensywny w odbiorze. Możliwe, że to właśnie ich wspólny taniec – zajęcie wszak pełne emocji – sprawia, że tak silnie odczuwamy Dirty Dancing, który fabularnie jest przecież dość prostym, wtórnym filmem. Nie można zapomnieć o tym jak istotną, ważną rolę odgrywa w filmie właśnie taniec. Kenny Ortega, szkolony przez samego Gene’a Kelly’ego, w Dirty Dancing zapoczątkował swą długą i wspaniałą karierę świetnego choreografa (Newsies, High School Musical). A pomysł by zatrudnić aktorów, którzy mają doświadczenie w tańcu – Swayze tańczył w Joffrey Ballet, a Grey, jako córka aktora i tancerza Joela Greya (Cabaret) także trenowała taniec – był przebłyskiem geniuszu. Dzięki temu film zyskał prawdziwość, której brakowało innym filmom tanecznym tamtego okresu, jak chociażby Flashdance (1983).

Podsumowując: Dirty Dancing, mimo swych początkowych trudności – i średnio entuzjastycznych recenzji w tygodniach po premierze – stał się absolutną klasyką filmów romantycznych. I nie ważne czy macie 12-ście lat, 20-ście czy dwa razy tyle: gdy słyszycie “(I’ve Had) The Time of my Life” z pewnością pamiętacie o Baby i Johnnym i ich wirującej miłości. Oby jeszcze długo tańczyli w naszej kolektywnej świadomości.
 
———————————————————————————————————

Dirty Dancing zamyka Top 5, ale w temacie filmów taneczno-miłosnych pomyślałam, że wspomnę o drugim po DD istotnym filmie tego nurtu: Footloose.

  Footloose (1984)

 “Ren McCormack (Kevin Bacon) przeprowadza się wraz z mamą do małego miasteczka. Już na początku swojego pobytu naraża się lokalnym chuliganom, podpada nauczycielom, a przede wszystkim wdaje się w konflikt z pastorem (John Lithgow), który wydaje się być najważniejszą personą w okolicy.
Ren nie może zrozumieć dziwnych zasad panujących w miasteczku – zakazu słuchania rockowej muzyki i zakazu tańca. Postanawia podbuntować tutejszą młodzież i obalić panujące reguły. Pomaga mu w tym Ariel (Lori Singer), córka pastora.”

[źródło: Filmweb]

Footloose podobnie jak Dirty Dancing ma dość infantylną fabułę – bunt nastolatków, zakazana miłość między dzieciakami z różnych warstw społecznych, ostateczne zwycięstwo optymizmu młodości nad zacietrzwieniem i zaślepieniem starości. Innymi słowy: nihil novi sub sole.

A jednak Footloose, podobnie jak Dirty Dancing ujęło swym głosem pokolenie. A jest to głos niczego sobie, bo w soundtrack filmu weszły tak kultowe kawałki jak tytułowe “Footloose” Kenny’ego Logginsa, “Holding Out for a Hero” Bonnie Tyler, “Girl Gets Around” Sammy’ego Hagara, “Never” Moving Pictures, “Let’s Hear It for the Boy” Deniece Williams, oraz “Dancing In the Sheets” Shalamar. Właśnie muzyka i sceny taneczne – pełne młodzieńczej energii i buntu – są mocną stroną filmu. Za to możemy dziękować trzem osobom:

– reżyserowi, Herbertowi Rossowi, który jako choreograf pracował wiele lat na Broadwayu, a także m.in. Barbrze Streisand przy kawałkach muzycznych w Funny Girl, oraz wyreżyserował Steel Magnolias *chlip*
– scenarzyście, Deanowi Pitchfordowi, który ze względu na swoją pracę tekściarza miał ogromny wkład w muzyczną stronę filmu (a właśnie w filmie tanecznym muzyka gra przecież istotną rolę)
– oraz aktorowi Kevinowi Baconowi, który swoim występem w roli Rena McCormacka dał (taneczny) głos wszystkim zbuntowanym dzieciakom lat 80-tych. 

Jasne: Footloose nie jest wybitnym filmem. Ale spróbujcie dać mu szansę. Gwarantuję, że po jego obejrzeniu piosenka “Footloose” Kenny’ego Logginsa już zawsze będzie w Was wywoływała nieprzepartą chęć tańcowania.

——————————————————————————————————–

To tyle w kwestiach miłosnych. A Wy jakie romantyczne, zabawne filmy z tego okresu lubicie oglądać?


W przyszłym tygodniu część 7ma, ostatnia i najtrudniejsza – “Back to the 80’s: dramaty. There will be tears!

Thanks to Erica for being my 80’s guru. You are – as they say – a gentleman and a scholar. I salute you.