Rzecz o filmowych przyzwyczajeniach

Filmy i seriale potrafią bardzo mocno zakorzenić się w naszej świadomości. Do tego stopnia, że czasem wpływają nie tylko na nasze słownictwo, ale także zachowanie.

Ech, wspomnienia. Mysz ostatnio – pod wpływem wspominkowym rozmów z Lubym – wzięła się za powtórkę z Dollhouse Whedona i Veronica Mars (w związku ze zbliżającym się filmem). To sprawiło, że zaczęłam rozważać temat pewnych utartych schematów myślowych, czy też filmowych/serialowych przyzwyczajeń. Dyskutowałam z Lubym na temat Dollhouse, które jemu podobało się średnio, a ja wspominam je niezmiernie miło, nie bardzo nawet wiem z jakiego powodu. Wiem, że na moją sympatię do tego serialu wpływa fakt, że fascynuje mnie aspekt „kontroli” który się w nim pojawia; cała kwestia moralna wolnej woli – albo jej braku – mocno interesuje mnie, zarówno w sensie biblijnym (wolna wola od Boga), jak i bardziej przyziemnym (aspekty submission/dominationw BDSM). Tym zawiłym wstępem chcę powiedzieć, że to dlaczego pewne rzeczy zostają w nas głębiej niż w innych – jak Dollhousew moim wypadku, ale nie w przypadku Lubego – jest o tyle ciekawe, co często trudne do wyjaśnienia.
 

 Kolejnym przykładem na to są cytaty, które zapamiętujemy. Oczywiście każdy ma ulubione filmy, które może oglądać w kółku i cytować na wyrywki. Są jednak takie filmy, które zacierają się w naszej pamięci… oprócz jednego cytatu lub sceny. Przykładem może być cytat z filmu Little Shop of Horrors: feed me, Seymour, którego Mysz ostatnio często używa, mimo że filmu nie widziałą. Kolejny przykład to A Night at the Roxbury – film którego Mysz również nie widziała (ten typ komedii jej nie śmieszy). Mimo to zdarza mi się powtarzać znany z filmu okrzyk „Emiliooooo!”. Nie znam kontekstu sceny, w której pada ten okrzyk, nie wiem co on oznacza. Ale i tak go cytuję.
Kit DeLuca, czyli Myszy spirit-animal.
Jest też inna kategoria cytatów: takie, które znamy bardzo dobrze, ale cytujemy je zawsze w kontekście i to często tylko sobie znanym. Sama mam tak za każdym razem, gdy w oglądamy filmie słyszę pytanie „do you have a wife?… girlfriend?” W tej sytuacji mój umysł zawsze podpowiadana mi cytat z Pretty Woman: „where are they, shopping together?” Działa to prawie jak hasło i odzew – nieważne, czy pytanie o żonę/dziewczynę pada w komedii, horrorze czy musicalu. Mój mózg zakodował, że ten konkretny cytat z Pretty Woman pasuje jako swoista „odpowiedź” do tej sytuacji. Kolejny tekst z Pretty Woman, który mi się samoistnie włącza to „oh god, the pressure of a name… I don’t know. Cinda-fucking-rella”. Używam go zawsze, gdy ktoś pyta mnie o imię (lub tytuł filmu), którego nie mogę sobie przypomnieć.
To jakie cytaty w nas zostają zależy w dużej mierze od skojarzeń jakie z nimi wiążemy – pozytywnych lub negatywnych emocji, które przeżywaliśmy oglądając film. Ewentualnie zapamiętujemy je, bo poruszyły w nas jakąś strunę, jakieś wspomnienie lub upartą myśl, która teraz nie chce się odczepić. Ta prawidłowość objawia się nie tylko w cytowaniu filmów, ale także pewnych zachowaniach z filmów wyniesionych.
You didn’t say “God bless you”!
 
Podam dwa przykłady. Pierwszy to Dogma Kevina Smitha. Film ubóstwiam za wszystko – aktorów, tematykę, fabułę, teksty, przesłanie… Jednak tym, co zapamiętałam z niego najmocniej to scena w biurze zarządu Mooby’s, gdy postać Matta Damona kicha. Jeśli widzieliście film, wiecie o czym mówię (a jeśli nie znacie tego filmu, szybko radzę nadrobić zaległości). Scena ta z jakiegoś powodu utknęła we mnie na tyle mocno, że teraz gdy ktoś w pobliżu mnie kichnie – nawet obca osoba – staram się zawsze powiedzieć „na zdrowie”. Jeśli wymówienie tego na głos jest zbyt niezręczne, staram się to „na zdrowie” chociaż pomyśleć. Wiem, że to głupie. Ale tak mi się zakodowało. Kolejny przykład wziął się z The Name of the Rose. Nie chcę zepsuć puenty filmu – jeśli są jeszcze ludzie, którzy go nie widzieli – ale dość powiedzieć, że Mysz nigdy nie rozdziela kartek w cudzych książkach poślinionym paluchem. Tak na wszelki wypadek.
Kto by pomyślał, że czytanie może zabić?
 
Objawia się to też na inne sposoby: ogromne plakaty na ścianach każą mi podejrzewać znajdujące się za nimi sekretne tunele (The Shawshank Redemption); idąc z kimś pod rękę nie pozwalam nam się rozdzielić by przejść po dwóch stronach słupa, tylko razem go obchodzimy (Scary Movie); nigdy nie mówię/myślę „Bloody Mary” przed lustrem, nie tylko w łazience (Urban Legends: Bloody Mary); staram się patrzeć w obie strony przechodząc przez jezdnię, także gdy mam zielone światło, żeby na wszelki wypadek nie wejść pod rozpędzony autobus (Speed). Jasne, większość tych zachowań spowodowana jest irracjonalnymi lękami, takimi do których trudno się przyznać. Bo jednej strony wiemy, że przecież takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. Ale z drugiej strony… better safe than sorry.
  
Pomysł na ten wpis pojawił się w mojej głowie nagle, więc przepraszam jeśli nie jest on spójny. Tak naprawdę napisałam go, bo strasznie chciałabym poznać Wasze cytaty/zachowania, które wynieśliście z filmów. Nie muszą być one istotne – mogą to być drobnostki. Jak na przykład Myszy myśl „now I can get HBO” za każdym razem gdy jest u fryzjera i ma folię aluminiową na głowie (Miss Congeniality). A więc, drogi Czytelniku… jakie są Twoje filmowe przyzwyczajenia?
Grafika © Chin2off