Ser-skrót #10, czyli skrót seriali

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.

Dziś, jak to mówi Mysz parafrazując Dexter’s Laboratory, nie jest dobry dzień dla naukowca. Nie wyspanie, katar zapowiadający ostre przeziębienie (na dodatek w tygodniu kiedy mam urlop, co za marnotrastwo!) i pusta lodówka. Jest na to wszystko tylko jedna rada – wziąć Mysi zadek w troki i donieść Wam pokrótce o wydarzeniach z zeszłego tygodnia w świecie seriali.
A jutro recenzja Deszczowej Piosenki, którą w ramach świętowania rocznicy wczoraj z Lubym obejrzeliśmy w Teatrze Roma. Uwaga: będzie dużo konstruktywnego jęczenia, bo dla Myszy Singin’ In the Rain to ostateczna, nienaruszalna świętość.

Miłego czytania. Jak zwykle ostrzegam: post PEŁEN SPOILERÓW.
EDIT: Post chwilowo niezbetowany.

Niedziela 10.03.13


Shameless 3×08 – Where There’s a Will


Przyznaję bez bicia: nie byłam zachwycona tym odcinkiem. Why?… cóż…
– Jimmy coraz bardziej oddala się od Fiony. Rozumiem jego tęsknotę za „normalnym”, nie-Gallagherowym życiem, ale przecież jest z Fioną z własnego wyboru. Nikt go nie zmuszał do powrotu po tym jak się przespał z Estefanią (w trakcie tego całego kryzysu „mój tata jest gejem”). Jest tu, bo chce tu być. A przynajmniej kiedyś chciał. Smuci mnie perspektywa odejścia Jimmy’ego. Boję się, jak Fiona to przeżyje.
– powrót knującej Karen źle wróży dla Lipa i Mandy, a naprawdę się z nimi zżyłam jako parą. Poza tym Karen, jak mało kto, potrafi manipulować ludźmi by dostać to czego chce. Od razu widać jak zgubny wpływ ma jej obecność na życie jej bliskich. Mam ochotę wbić jej widelec w ten głupi tatuaż wieży Eiffela (czy ktokolwiek uwierzył w jej bajkę o tym facecie, co to chciał ją sprzedać arabskiemu szejkowi??).
– także w związku Veronici i Kevina, Myszy ulubionej pary, możemy zaobserwować problemy. Matce Veronici, Carol, zaczęło kompletnie odbijać. Co gorsza, najwyraźniej Kelvinowi seks także rzucił się na mózg. Mysz mocno krzyżuje kciuki za to, by szybko się z tego otrząsnął. On i Veronica muszą być razem. Po prostu MUSZĄ.
– Carl próbował nieskutecznie otruć Partyka. Wbrew pozorom nie mam nic przeciwko temu, że próbował go otruć. Denerwuje mnie raczej, że mu się nie udało.
Niemniej doprowadziło to do absolutnie genialnego – choć niekoniecznie poprawnego – zagrani Deb. Pomysł by oskarżyć Patryka o molestowanie był okrutny, ale niesamowicie skuteczny. Wyraz podziwu na twarzy Fiony, gdy zorientowała się w planie Debs idealnie odwzorował ten, który miała na pyszczku Mysz. I choć Gallagherowie nadal nie są w idealnej sytuacji pod względem mieszkalnym (muszą płacić Patrykowi czynsz) przynajmniej wciąż mogą mieszkać u siebie. Mysz to cieszy – przyzwyczaiła się już do klimatu Gallagherowego domostwa.
Na szczęście wygląda na to, że nowy odcinek będzie o wiele ciekawszy. Frank twarzą ruchu gejowskiego? To brzmi szalenie intrygująco.




Once Upon a Time 2×16 – The Miller’s Daughter


W tym tygodniu OUaT popisało się naprawdę ciekawym odcinkiem. Wciąż jednak uważam, że motywacja Cory jest idiotyczna. Księżniczka Eva (w przyszłości matka Snow) potknęła Corę, gdy ta była jeszcze córką młynarza. Serio? O to się rozchodzi cała ta wielka, skomplikowana, pełna morderstw, magii i manipulacji sytuacja?… o potknięcie? Przecież to kompletny idiotyzm! Honor honorem, chęć zemsty chęcią zemsty, ale bardzo nie lubię gdy postacie serialowe unoszą się honorem aż do przesady, przekraczając moment w którym takie zachowanie kłóci się już ze zwykłym zdrowym rozsądkiem. Nie lubię gdy chęć zemsty jest w stanie doprowadzić postać (nawet nielubianą) do zatracenia. Może to pozostałości z Myszy miłości do Szekspira i tego, jak bardzo wciąż przeżywam „Romeo i Julię” – tyle nieporozumień możnaby uniknąć gdyby tylko ludzie przystanęli na moment, pomyśleli; zdali sobie sprawę, że przychodzi taka chwila, gdy zemsta przestaje się opłacać.
Swoją drogą podobne odczucia mam w stosunku do paru postaci w Spartacusie, ale o tym będę mówić przy okazji nowego odcinka, pod koniec wpisu.
Wracając do Cory: jej przeszłe doświadczenia z Rumplestiltskinem były świetnie przemyślane, napisane i odegrane. Po Robercie Carlyle’u nie spodziewałam się niczego innego, ale Rose McGowan (Charmed) mnie pozytywnie zaskoczyła. W “Czarodziejkach” jako Paige prezentowała raczej swój talent komediowy. W OUaT mogła się pokazać z bardziej dramatycznej strony i była wspaniała jako młoda Cora. Nawet miała podobną wymowę i manierę mówienia jak Barbara Hershey, która gra starszą wersję Cory. Co prawda śmiem twierdzić, że operacja plastyczna (botox w ustach?) Rose nie służy, ale ponieważ to kwestia mojej estetyki, nie będę się wdawać w długie dywagacje na ten temat.
Bardzo mi się podoba, że twórcy serialu użyli oryginalnej origin-storyRumplestiltskina jako podstawę do wątku fabularnego między nim a Corą. Cała akcja z przędzeniem złota ze słomy cudownie odnosi się nie tylko do pierwotnej baśni o Titeliturym (takie jest polskie imię Rumple’a), ale także do przeszłości Rumplestiltskina, którą znamy z serialu.
Smutno mi niezmiernie, że Snow jednak przeszła na „ciemną stronę mocy” i przyczyniła się bezpośrednio do śmierci Cory. Co więcej: tak sprawnie zmanipulowała Reginę, że zaczynam szczerze wątpić w jej „dobroć”. Wszak baśniowe dobro nie zniża się do manipulacji – jest dobre właśnie dlatego, że jest proste, czyste i prawdomówne. Zawsze lubiłam Snow jako postać właśnie za jej dobroć i choć rozumiem dlaczego twórcy wykoncypowali dla niej właśnie taki wątek, wciąż mi smutno. Zwłaszcza gdy przypomnę sobie zawód w głosie Davida, gdy zorientował się on, co Snow zrobiła. I tak jak wcześniej naprawdę uważałam motywacje Reginy względem chęci zniszczenia Snow za idiotyczne – to naprawdę nie była wina Snow! – teraz absolutnie popieram mordercze zapędy Reginy względem Snow. Za błędy trzeba płacić.
Jednak najsmutniejsze – i najlepsze w odcinku – były sceny końcowe: między Goldem i Bellą, Golden i Nealem oraz Corą i Reginą. Każda z tych scen wywoływała u Myszy nową falę płaczu. Zwłaszcza gdy Neal złapał ojca za rękę.
Cieszę się, że poznaliśmy backstory Cory i dowiedzieliśmy się, że kochała ona zarówno Rumple’a jak i Reginę. A mimo to gdzieś w środku mnie ściska, bo Cora była w sumie jedyną na-wskroś-złą postacią w serialu. Fakt, że twórcy zapewnili postaci odkupienie przed śmiercią nieco mnie denerwuje. Dlaczego nie mogą się trzymać baśniowej konwencji, że zło jest zawsze i bezwzględnie złe? W baśniach zło zostaje ukarane, a nie odkupione. Ta niebaśniowe – choć bardzo życiowe – zagranie ze strony twórców trochę Mysz drażni.
A na koniec jeszcze jedna uwaga: dlaczego dopiero w tym odcinku Regina posłużyła się podsłuchem by szpiegować Drużynę Dobra?… nie mogła tego zrobić, tak, z sezon temu??

TEARS EVERYWHERE!




Poniedziałek 11.03.13


  The Following 1×08 – Welcome Home

W Internecie pojawiły się głosy – zbieżne ze zdaniem Myszy – że The Following odrobinę przesadził z ilością pojawiających się w serialu followersów. Oczywiście mają rację. Jak już Myszy kiedyś pisała, wszak im więcej tych zwolenników, tym trudniej kontrolować ich działania, łatwiej zostać odkrytym, itp. A przynajmniej tak nakazuje logika. Z drugiej strony, nie wiem jak inni, ale ja, gdy usłyszałam o fabule serialu The Folllowing, właśnie tego się spodziewałam – wielkiego, spiskowego, nieprawdopodobnego wątku, gdzie na każdym kroku czycha zamaskowany zwolennik Carrolla i gdzie nikomu nie można tak do końca ufać. Więc Mysz chwilowo wstrzyma się w krytykowaniu twórców i poczeka, jak sytuacja się rozwinie.
Oczywiście będzie mi się trochę mniej przyjemnie wydarzenia w Domu Zwolenników oglądało teraz, gdy Charlie nie żyje. Swoją drogą była to przepiękna i bardzo poruszająca scena. Wiesz, że oglądasz dobry serial, gdy wzrusza cię do łez scena śmierci jednego z antagonistów. Ale może to zasługa wspaniałej muzyki.
Od teraz Mysz będzie się tym mocniej interesowała postacią Rodericka, którą wreszcie poznaliśmy w tym odcinku. Co prawda myślałam, że jest on kimś o wiele ważniejszym niż tylko szeryfem w jakimś-tam zapadłym miasteczku, ale jest to na tyle ciekawa postać – jego wspólna przeszłość z Carrollem! – że jestem w stanie przymknąć oko na swoje wobec niej oczekiwania. Zwłaszcza że aktor, który gra Rodericka (Warren Kole, Common Law) jest całkiem wyględny. Także relacja między postaciami Rodericka i Louise prezentuje się interesująco. W ogóle Mysz nie może się doczekać by zacząć poznawać kolejnych followersów Joe i ich z nim historii – jak i dlaczego go poznali, jakie są ich role w Wielki Planie, itd.
Sytuacja się oczywiście o tyle skomplikowała, że Joe mimo swej wielkiej miłości do Claire, przespał się z Emmą (przy cudownej piosence “How the Gods Kill” Danzig). Skoro już przy niej jesteśmy: czy tylko ja mam wrażenie, że zazdrość Emmy wobec Claire może być w przyszłości ogromnym problemem? Zaczyna podejrzewać, że Emma może chcieć w pewnym momencie mocno pokrzyżować plany Carrolla wobec Claire. Może nawet będzie próbowała ją zabić?… w każdym razie takie myśli chodzą Myszy po głowie.
Wciąż nie mieliśmy żadnych wiadomości od Jake’a i Paula. Może w tym tygodniu wreszcie dowiemy się, co słychać u naszych ulubionych gejów-niegejów. Czy ponownie dołączą oni do Sprawy Carrolla? Czy będę chcieli się mścić? A może zamieszkają razem, gdzieś w Montanie, i będą wypasać bydło?… na razie nic nie wiadomo.
Kolejną nową postacią w The Following jest Nick Donovan (Mike Colter, Million Dollar Baby), przysłany z Quantico by nadzorować wszystkie aspekty dochodzenia w sprawie Carrolla. Jego napuszona nieufność wobec Ryana była o tyle zrozumiała, co denerwująca i z przyjemnością obserwowałam, jak z każdą mijającą minutą Nick coraz lepiej zaczyna rozumieć, jak ważny dla sprawy jest Ryan. Zarówno ze względu na znaczenie, jakie ma dla Joe, jak i ze względu na swoją bystrość i znajomość wszystkich aspektów dochodzenia.
Wracając do Joe – jestem szalenie ciekawa kiedy wreszcie Joe straci cierpliwość. Do tej pory widzieliśmy go jako tego opanowanego, pełnego kontroli, genialnego zabójcę, który ma swój plan i powoli wprowadza go w życie. Jednak kolejne niepowodzenia, seks z Emmą, nieufność Joeya… to wszystko powinno zacząć mieć na niego wpływ. Ciekawa jestem kiedy, jak i na kogo Joe wreszcie wybuchnie. Nie mogę się tego momentu wręcz doczekać, bo tak jak James Purefoy jest wspaniały w roli opanowanego Joe, chciałabym go zobaczyć w morderczym szale.
Tak w ogóle to chciałam powiedzieć, że strasznie mi smutno z powodu Mike’a. BIEDNY MIKE *tuli go delikatnie, żeby mu szwy nie puściły* Szkoda mi dzieciaka. Mam nadzieję, że teraz jego przyjaźń z Ryanem jeszcze się pogłębi, bo na pewno sprawiłoby mu to radochę.
A skoro jesteśmy przy Ryanie – po kiepskiej formie zeszłego odcinka, w tym tygodniu Kevin Bacon ponownie w formie. Najwyraźniej sarkastyczny, wredny Ryan wychodzi mu najlepiej. Jego opryskliwie grzeczne rozmowy z Nickiem, a potem Davidem w pokoju przesłuchań, były jasnym punktem odcinka. Brawa!

Wtorek 12.03.13

 

Smash 2×06 – The Fringe

Ten tydzień obfituje w Myszy frustracje serialami muzycznymi.
Eileen z niewiadomych powodów zamieniła się w ciepłą kluchę – w przeciwieństwie do swego normalnego podejścia „z pazurem” – i poparła wersję Bombshellza którą optowali Jerry i Tom. Julia, która najwyraźniej jest najbardziej niezdecydowaną kobietą ever i nie umie się trzymać swojego zdania, zostaje przekabacona na stronę Toma. Cieszy mnie to tylko o tyle, że nie lubię gdy te postacie się kłócą. Nie zmienia to faktu, że w tym wypadku jestem po stronie Dereka i uważam, że to on miał rację – zarówno w kwestii wersji spektaklu, którą powinni wystawiać, jak i w wypadku podejście do piosenki „Never Give All The Heart”.
Cieszy mnie więc niezmiernie, że Derek podjął się reżyserowania spektaklu Jimmy’ego i Kyle’a. Obserwowanie niewątpliwych scysji do jakich między Derekiem i Jimmym będzie dochodzić to dla Myszy jasny punkt nadchodzących odcinków.
Tu brawa jak zwykle dla Jeremy’ego Jordana, którego wykonania „This Will Be Our Year” i „Heart Shaped Wreckage” były bezbłędne i cudowne. Mysz składa też ukłony dla scenografa, który opracował tło do sceny towarzyszącej kawałkowi „Heart Shaped Wreckage” – był śliczny i bardzo w stylu rock-opery.
Byłam za to niezmiernie zaskoczona tym, jak źle w tym odcinku brzmiał głos Katharine McPhee (Karen). Nie fałszowała ani nic, ale tak jakby kompletnie jej się tembr głosu zmienił.
Za to owacja na stojąco należy się Megan Hilty i scenarzystom za to, co ostatnio wyczyniają z postacią Ivy. Jej komediowe wykonanie piosenki było przewspaniałe, a jej dobry wpływ na Terry’ego (Sean Hayes) niesamowicie Mysz cieszy. Z przyjemnością czekam na dalszy rozwój sytuacji w Liaisons.
Ostatecznie podział ekipy może się okazać mądrym rozwiązaniem. Mimo preferowania wersji Dereka, chętnie zobaczę co zespół Julii i Toma – teraz w roli reżysera – zrobi z Bombshell, zwłaszcza teraz, gdy Eileen odzyskała ikrę i chce zniszczyć Jerry’ego za bratanie się z Ellisem. Fajnie będzie też obserwować powolny, żmudny proces jakiemu będzie poddane Hit List podczas nowojorskiego workshopu, na który zostali zaproszeni. Podczas takiego workshopu wiele rzeczy się może zmienić. Ciekawe jak na te zmiany będzie reagował przewrażliwiony Jimmy?





Czwartek 14.03.13

 

Glee 4×16 – Feud

Po wspaniałym odcinku z zeszłego tygodnia Glee znów musiało wziąć i się skiepścić.
Uno: twórcy poszli na najgorszą łatwiznę z możliwych – okazuje się, że Rachel nie jest w ciąży i był to tylko fałszywy alarm. Tak zmarnować cudowną szansę na naprawdę ciekawy wątek? SHAME.
Dos: ja rozumiem, że Mr Schue spędza dużo czasu z nastolatkami i czasem może mu się to rzucać na mózg. Ale żeby zachowywał się jak… cóż, a little bitch w stosunku do Finna?… jestem skłonna twierdzić, że żadna dorosła osoba by się tak nie zachowywała. Okej, rozumiemy – Finna wyciął ci świnię i pocałował twoją narzeczoną, Will. Ale to nie znaczy, że możesz się zachowywać jak uprzywilejowana primadonna. Jesteś dorosłym facetem, a nie nadąsanym nastolatkiem, który magicznie wyjaśnia swoje nieporozumienia poprzez wspólny śpiew. I to  na dodatek w formie mashupu *N Sync i Backstreet Boys („Bye Bye Bye”/”I Want It That Way”).
Tres: Właśnie, a’propo kłótni – tytuł tego odcinka to „feud” czyli dosłownie „waśń”. Jestem w stanie zrozumieć kłótnię Finna i Mr Schue. Ale konfrontowanie na siłę Rydera i Unique wydawało mi się kompletnie bezsensowne. Co prawda mieliśmy z tego jedną z dwóch fajnych piosenek odcinka (mashup “Dress You Up” Madonny i “The Bitch is Back” Eltona Johna), ale Mysz bardzo nie lubi, gdy twórcy naginają charaktery postaci by móc przedstawić konkretne wątki fabularne, vide Ryder czy Mr Schue w tym odcinku. Świadczy to o lenistwie albo braku talentu scenarzystów.
PS. Odnośnie piosenki Rydera i Unique: od kiedy w Gleemożna bezkarnie używać słowa „bitch”??
Quatro: idiota, który wpadł na pomysł by Jane Lynch jako Sue odstawiała Nikki Minaj powinien zostać rozstrzelany. Bez procesu. Kropka.
Z pozytywów odcinka mogę wymienić:
1. Santana, a właściwie Naya Riviera, która wspaniale zaśpiewała okropną piosenkę Pauli Abdul, “Cold Hearted”.
2. Blaine, a właściwie Darren Criss, który wspaniale odśpiewał fatalną piosenkę panny Mariah Carey.
3. Fajny twist pod koniec odcinka, gdy dowiadujemy się, że ponowne wstąpienie Blaine’a do Cheerios jest w rzeczywistości tajnym planem Blaine’a i Sama, mającym na celu zniszczenie Sue.
4. Tajemnicza interntowa przyjaciółka Rydera. Kim jest? I przede wszystkim: jak dobrze umie śpiewać (come on! You know that’s gonna happen!).
5. Marley, która w tym odcinku odkupiła swoje winy z zeszłego tygodnia i zachowała się w stosunku do Jake’a jak mądra, rozsądna, dorosła osoba. Cieszę się również, że ktoś – w tym wypadku właśnie Marley – uświadomił wreszcie Finnowi to, co dla wszystkich widzów było od dawna oczywiste: że powinien on zdobyć prawo do nauczania.
6. Oficjalne zadzierzgnięcie więzi między nowym pokoleniem Glee Club: Marley, Jake’iem, Ryderem, Unique i Kitty.
7. Urocza piosenka kończąca odcinek (“Closer” Tegan and Sara).
PS. Czy to tylko moje wrażenie, czy w odcinku tym było strasznie dużo… RZECZY. W sensie: wymyślnych dekoracji (sceny Brody’ego w hotelu), choreografii (kukiełkowy taniec do *N Sync oraz cała scena z Sue jako Nikki Minaj), walk (kung-fu starcie między Finnem i Brodym)… czyżby Glee miało za dużo pieniędzy i nie wiedziało na co je wydawać? Zamiast szastać kasą na prawo i lewo, powinni się raczej skupić na wiarygodnym, konsekwentnym prowadzeniu swoich postaci i fabuły. Bór mi świadkiem, że wolałabym „tani” ale dobry serial od ociekającego brokatem badziewia.

*Myszy kwiczy radośnie*

Elementary 1×18 – Deja Vu All Over Again

Kolejny odcinek w którym w ogóle nie było intra. Smutność.
A tak na poważnie: choć wątek wątpliwości odnośnie bycia consulting detective, które u Joan wywołali znajomi uważam za cokolwiek niepotrzebny, cieszę się, że dostaliśmy ten odcinek. Powiązanie obu spraw – tej którą zajmował się Sherlock i tej na którą się porwała Joan – uważam za świetne rozwiązanie. Co więcej sam wątek „kto zabił” oraz to jak to zrobił był w tygodniu wyjątkowo tajemniczy, niejasny i interesujący.
Jedynie co mnie zastanawia to to, czy Sherlock od początku wiedział, że Joan ma rację i specjalnie próbował ją zniechęcić – ach ta psychologiczna manipulacja – czy do pewnego momentu rzeczywiście nie miał pojęcia, że instynkt Joan się nie myli. Z jednej strony Sherlock powinien być (w miarę) nieomylny i fakt, że po cichu „steruje” on niejako zachowaniami Joan zgadzałby się z tym, co wiemy o oryginalnym Sherlocku (który często wiele rzeczy robił w tajemnicy przed Watsonem i czasem wykorzystywał go jako nieświadomego pionka w swych rozgrywkach). Z drugiej strony podoba mi się pomysł, że Sherlock w wykonaniu Millera może być omylny, a Joan w wersji Liu o wiele mądrzejsza i bystrzejsza niż pierwotnie uważaliśmy. Wprowadziłoby to ciekawą zmianę do dynamiki postaci – Sherlock zacząłby więcej ufać intuicji Joan, a z kolei ona przestałaby Sherlockowi tak ślepo wierzyć we wszystkim, zaczęłaby myśleć „na własny rachunek”. No i właśnie nie wiem: czy Sherlock specjalnie „grał debila” by zwiększyć pewność siebie Joan? Czy może nowo zdobyta pewność panny Watson jest rzeczywiście wynikiem jej własnych działań?… damn you, sprytni scenarzyści Elementary. Będę się jeszcze długo nad tym zastanawiać!
Przyklaskuję także sprytnemu odwołaniu do pierwszego odcinka, w scenie gdy Joan i Sherlock rozmawiają przez szybę na posterunku policji, oraz faktowi, że Sherlock w swym szerokim zasobie wiedzy posiada także informacje odnośnie ciekawostek teatralnych.

You go, Joan!

Piątek 15.03.13

 

Grimm 2×14 – Natural Born Wesen

W tym tygodniu Grimm niestety trochę zawiódł, zwłaszcza po ekscytującym finale poprzedniego odcinka. Choć nawiązania do filmu Natural Born Killers i odniesienie do baśni o muzykantach z Bremy (cytat z początku odcinka) były fajnie pomyślane, sam odcinek był nudny. Jasne, fajnie zobaczyć niechętną współpracę Nick i Hanka z kapitanem Renardem, którego ukrytą tożsamość udało im się niedawno poznać. Równie fajnie jest dowiedzieć się kolejnych szczegółów z życia i społeczności wesen – Rady Wesen, kontroli jaką ona sprawuje, gesetzbuch ehrenkodex (hurra, więcej niemieckiego!), itd.
Tym co denerwuje najbardziej jest chwilowe, dość drastyczne porzucenie wątku Juliette. Pomijam, że uważam jej zachowanie za irracjonalne – gdyby wokół mnie działy się dziwne, niewyjaśnione rzeczy i nie byłabym w stanie uzyskać na ich temat żadnych wyjaśnień, mimo to chciałbym być owych dziwnych wydarzeń jak najbliżej. Fakt, że Juliette po prostu sobie pojechała do domu szalenie mnie więc dziwi. I choć otrzymaliśmy w związku z postacią Juliette ciekawy wątek – o co chodzi z dziurami w jej domu i niekończącymi się schodami? Czyżby to były jej powracające wspomnienia – wątek poprzedni, jej zakochania w Renardzie, został potraktowany po macoszemu. Szkoda, bo spodziewałam się jakiegoś bardziej emocjonującego rozwiązania. Niemniej czekam z niecierpliwością, by dowiedzieć się czy moja teoria odnieście wspomnień Juliette jest słuszna.
PS. Nick nareszcie poszedł po rozum do głowy i zaczął nosić tajemniczy klucz przy sobie, na łańcuszku wokół szyji. Powtarzałam, że powinien to zrobić, jak tylko dostał ten klucz od swojej ciotki. Czasem naprawdę nie znoszę fakt, iż serialowe postacie nie są mnie w stanie usłyszeć.

Spartacus: War of the Damned 3×07 – Mors Indecepta


Największą radością odcinka jest, naturalnie, zwycięstwo Spartakusa nad Crassusem. Choć dał się nabrać na podstęp z namiotem – biedny Donar! – podejrzenie, że za fosą i płotem czai się jedynie garstka Crassusowych ludzi okazała się słuszna. Jedyne, co Mysz śmieszy to fakt, że wszyscy zdawali się mocno zaskoczeni tym, jak niewolnicy przekroczyli fosę. Nie śmiem insynuować, że jestem mądrzejsza od Spartakusa, ale gdy tylko fosę zobaczyłam, pomyślałam: wypełnijcie ją trupami. Chyba widziałam w życiu zbyt wiele filmów, gdzie ktoś oblega zamek/wieżę/cokolwiek z fosą. Oczywiście szkoda, że tylu niewolników musiało zginąć podczas zamieci, ale z drugiej strony – przyczynili się oni do zwycięstwa Spartakusa. Cześć więc im i chwała.
Co do Crixusa… eh. Jestem szczerze zmęczona tym, że po raz kolejny oglądamy praktycznie te same zachowania, słyszymy te same argumenty. Że tak zacytuję AfterElton.com: „This enrages Crixus—yawn, seriously, what else is new? I mean what doesn’t enrage Crixus? I half expect to hear him bellow sometimes, “Aggh! Dust bunnies! Vicious creatures! Kill! Kill! Kill!”
W ogóle zachowanie Crixusa jest idiotyczne – z jednej strony chce by Spartakus był przywódcą, a z drugiej strony na każdym kroku mu zaprzecza lub poddaje jego rozkazy w wątpliwość. Albo wóz, albo przewóz, Crixus. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka, więc albo zamknij dzioba albo Mysz przyjdzie i wsadzi ci włócznię w pewne niewymowne miejsce.
Tiberius w tym odcinku niestety kontynuuje swój „upadek”. Mysz widzi już, że Tibby wraca do starych, sprawdzonych, infantylnych zachowań z gatunku „jestem zajebisty, bo mam ważnego tatę, szanuj mnie, szanuj!” Wolałam go, gdy był złamanym, biednym szczeniaczkiem – pod względem psychologicznym był wtedy o wiele ciekawszą postacią. Także jego zakusy na Kore mi się nie podobają. Czy to kobieta ma magiczne piersi z których leci wino, że wszyscy się nią tak zachwycają? Bo przecież widać, że Tiberius chce zatrzymać Kore dla siebie. Nie widzę w tym już motywacji zemsty – tak jak było z gwałtem -, a jedynie chęć dziecinnego posiadania. W każdym razie ta zmiana relacji między Tiberiusem a Kore mnie zastanawia.
Tym lepiej więc, że Kore uciekła z obozu Crassusa i dołączyła do grupy Spartakusa. Pytanie tylko czy i kiedy zostanie odkryty jej związek z Krassusem. Czy pomoże ona Spartakusowi pokonać swego byłego pana, którego przecież wciąż kocha? Bardzo jestem tego ciekawa.
Skoro o możliwych sojuszach mowa: Castus, po niemiłych perypetiach, dołącza do Team Spartakus z mieczem w garści. Wszystko dzięki wstawiennictwu Nasira. Mam tylko nadzieję, że ta uprzejmość nie wróci by ugryźć Nasira w zadek. Poza tym należy wciąż mieć oko na zazdrosnego Agrona, bo choć Castus uratował mu życie (radosny pisk i westchnienie ulgi Myszy były podczas tej sceny bardzo głośne), czuję że Agron nadal a do niego anse.
Obie sceny jakie w tym odcinku widzieliśmy między Spartakusem a Laetą całkowicie mnie ujęły. Autentycznie mam nadzieję na ich rychły „sparowanie”. Mam tylko nadzieję, że będzie ono szczerze i autentyczne, a nie jakimś wyrachowanym zagraniem ze strony Laety. Wciąż liczę na swój wymarzony wątek odkupionej-nawróconej Rzymianki, która zaczyna szczerze wspierać sprawę niewolników. Poza tym widać, że Laeta fascynuje i ujmuje Spartakusa. A niczego mu nie życzę tak bardzo, jak chwili szczęścia. Należy się chłopakowi chwila oddechu.
On the other hand, smuci mnie fakt, że Gannicus i Sybil się jednak ze sobą przespali (W BURZY ŚNIEŻNEJ? POKIĆKAŁO WAS?). Zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, jak wielkie przywiązanie do Gannicusa okazała w tym odcinku Saxa. Widać, że Ganny przebił się przez jej twardą skorupę i dotarł do ciepłego, mięciutkiego środka. Ciekawe czy waleczna Saxa będzie się teraz na Sybil mścić i po której stronie opowie się Gannicus.
Mysz ucieszyła się także niezmiernie, że w tym odcinku – w przeciwieństwie do tego z poprzedniego tygodnia – choreografia walk i szermierka były znów na wysokim poziomie. A ten przewrót kamery jednocześnie z fikołkiem Spartakusa był absolutnie mistrzowski!
Teraz gdy Team Spartakusa może się oddalić od wojsk Krassusa ciekawa jestem dokąd podążą. Co prawda czytałam kiedyś coś na temat rebelii Spartakusa, ale nie wiele z tego pamiętam. Z przyjemnością czekam więc na kolejny odcinek, by dać się zaskoczyć.
PS. Nareszcie rozgryzłam kogo mi przypomina Cezar, gdy się uśmiecha: skrzyżowanie kota z Cheshire ze szczerzącym się żbikiem. Mrau ^__^

Na koniec ciekawostka: nie wiem czy drogi Czytelnik słyszał/czytał o tym, że w wyniku akcji zbierania pieniędzy na Kickstarterze W KOŃCU powstaje pełnometrażowy film o Veronice Mars. Jeśli Czytelnik nie zna serialu Veronica Mars, nie ma pojęcia co traci. To jeden z najlepszych, najmądrzejszych, najfajniejszych seriali młodzieżowych, jakie kiedykolwiek powstały. Mysz w każdym razie jest w stanie ekstazy, że nareszcie powstanie film o Veronice.
Jest to dobra wiadomość także dlatego, że poszły w obieg plotki o kolejnych możliwych seriali-kontynuowanych-na-wielkim-ekranie: Pushing Daisies oraz Chuck. Nie wiem jak Ty, drogi Czytelniku, ale Mysz zamierza trzymać kciuki za oba te projekty. Nawet jeśli to tylko mrzonki, jak widać w wypadku Veronici Mars, czasem marzenia się spełniają.

To tyle na dziś, kochani.

See you all next week.