Ser-skrót #12, czyli skrót seriali

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.

Lany Poniedziałek to nadal jeszcze święta, a Mysz mimo bycia osobą niewierzącą uważa, że dzień święty należy święcić. W związku z tym – a także faktem, iż dla mej rodziny Wielkanoc to głównie czas jedzenia i konstruktywnego nicnierobienia – dzisiejszy wpis będzie dość okrojony. Winą za to obarczam przede wszystkim przejedzenie, które zabrało mi całą krew z mózgu (ugh, how do I thoughts?), ale także pogodę za oknem. Bo piękno pięknem, śnieżek śniegiem, ale jest wiosna, urwał Waszą nać i żądam słońca, ciepła, wylegiwania się w parku z książką oraz grilla na tarasie. I tego Wam, a także sobie w te święta życzę. Howgh.

Miłego czytania. Jak zwykle ostrzegam: post PEŁEN SPOILERÓW.
EDIT: Post chwilowo niezbetowany.

Niedziela 24.03.13


Shameless 3×10 – Civil Wrongs

 
Mysz nie pamięta kiedy ostatni raz odcinek Shameless był tak… spokojny. Jasne, mieliśmy Jody’ego wybudzającego Karen ze śpiączki poprzez seks oralny (pytanie Myszy: czy są na ten temat jakieś poważne prace naukowe? Serio się pytam). Był także cały wątek z Frankiem, który z jednej strony wciąż udaje geja, a z drugiej wykorzystuje swój talent do wkręcania ludzi, by za darmo mieszkać w wykwintnym hotelu, żywić się jak król i jeszcze uprawiać seks z kobietami. I to wszystko z dostawą do pokoju. Muszę pochwalić Williama H. Macy, który jest tak dobrym aktorem, że Mysz już lata temu zapomniała, że ta postać na ekranie nie jest prawdziwa. Dla Myszy Macy -JEST- Frankiem Gallagherem. Fakt, że nie dostał za tę rolę nagrody Emmy przerasta moje pojęcie. Myszy pojęcie przerosło także cudowne, kuriozalne, typowo Shamelessowe zakończenie odcinka. Bradley Whitford w roli Abrahama przerasta sam siebie.

Jak zwykle postać Iana złamała mi serce – jego wyznanie, gdy przyznaje się Lipowi do swoich uczuć względem Mickey’a kompletnie mnie rozbroiło. Miałam ogromną ochotę go przytulić. Jestem cała podenerwowana tym, jak ta sytuacja się rozegrana. Równie mocno zaangażowałam się emocjonalnie w losy pairingu Mandy/Lip. Co prawda teraz, gdy Lip domyślił się już, że to Mandy potrąciła Karen, nie mam pojęcia jak ta dynamika się rozegra. Ale wiem, że Mandy powinna była jeszcze wycofać samochód i przejechać Karen jeszcze raz. Tak na wszelki wypadek.
Mimo swego czasu wiernemu kibicowaniu Jimmy’emu i Fionie teraz z przyjemnością widziałabym odejście Jimmy’ego z serialu. Jego chęć wyjechania do Michigan by wrócić na studia medyczne wydaje mi się fajnym i sensownym sposobem, by pozbyć się go z serialu. Postać ta wyczerpała chyba już swój limit „bycia interesującą”. No chyba, że nagle postanowi… bo ja wiem, zostać tancerze go-go. Chociaż o takie drastyczne decyzje go nie posądzam.
A na koniec wydam mały prywatny okrzyk radości: HURRA! Kevin i Veronica będą mieli dziecko! *rzuca w powietrze garście konfetti* … dobra. A teraz przyjmuję zakłady: jak myślicie – na ile sposobów scenarzyści zamierzają ostro skomplikować ten wątek?

Once Upon a Time 2×18 – Selfless, Brave and True

OUaT zaczyna powoli coraz bardziej przypominać The Following – praktycznie każda nowa postać okazuje się w jakiś tajemniczy sposób związana ze Storybrooke. Mamy Owena, który mimo konfrontacji z Reginą wciąż planuje odnaleźć swojego ojca (ciekawe zresztą gdzie on się podziewa?). Okazuje się także, że Tamara – narzeczona Neala, która właśnie przyjechała z Nowego Jorku – wcale nie jest takim niewiniątkiem za jakie chciałaby uchodzić. Jej, wspólna z Augustem/Pinokiem przeszłość jest o tyle ciekawa, co zagmatwana; więcej nawet – chwilowo nie widzę w niej ani sensu, ani potrzeby. Choć przyznaję, że postać „Smoka” była bardzo fajna. Nie rozumiem jednak jakim cudem Tamara miała niby zabić zarówno Smoka jak i Pinokia zwykłym taserem. Musiał być chyba nastawiony na naprawdę wysokie napięcie. Nie tłumaczy to jednak dlaczego była w stanie zabić/zranić nim Pinokia, skoro jest on stworzony z drewna (i jak widzieliśmy w odcinku, nie czuje bólu). Wciąż jednak pozostaje pytanie: jaki interes – tak naprawdę – ma Tamara w Storybrooke? Dlaczego ukartowała swoje spotkanie z Nealem? No i skąd Tamara zna Owen?… Mysz jest bardzo ciekawa odpowiedzi na te pytania.
Scena między Snow a Davidem szalenie mnie wzruszyła i mimo niezłomnego przekonania, że Snow sama jest swemu losowi winna, bardzo jej kibicuję. Pairing Snow/Prince Charming naprawdę jest ładnie zagrany… no i pięknie przemyślany. Z drugiej strony nic dziwnego, że tak im kibicuję – kto jak kto, ale postacie z bajki zawsze zasługują na happy ending.
Ucieszył mnie powrót Augusta, nawet jako źle zrobionej, drewnianej lalki. Było to o tyle dziwne, że chociaż samo CGI było mniej-niż-średniej jakości, emocje które na twarzy Pinokio się pojawiały były wcale ładnie pokazane. Wot, zagadki technologii. Szkoda jedynie, że August/Pinokio zamienił się ponownie w małego chłopca. Czy oznacza to, że już nie zobaczymy grającego dorosłą wersję Eiona Bailey’a?
PS. Złapał mnie pusty śmiech, gdy pokazano scenę, gdy Snow ćwiczy w lesie strzelani z łuku do taktu “Bad Reputation” Joan Jett. Nie ze względu na dobór piosenki, ale ze względu na kiepskie CGI, które w tym odcinku wykorzystano nie tylko do stworzenia drewnianego Augusta, ale także do “podrasowania” skillu Snow względem strzelania z łuku. Ech, fail, kompletny fail. Dobrze chociaż, że Ginnifer ma praktycznie bezbłędną postawę strzelecką. Z drugiej strony, jeśli nie napinasz łuku i nie strzelasz na serio stosunkowo łatwo taką postawę osiągnąć *tu wstawić Myszy rant odnośnie łucznictwa*


Poniedziałek 25.03.13


  The Following 1×10 – Guilt

The Following niestety w tym tygodniu zawiódł. Niepokój poprzednich odcinków zupełnie się w tym tygodniu rozmył i nawet flashbacki do przeszłości Ryana nie były w stanie wynagrodzić zionącej z odcinka nudy. Okej, mieliśmy przemiłe cameo Davida Zayasa (Angel z Dextera), jako Tysona – przyjaciela Ryana z przeszłości. Ale nawet sceny oblężenia domu Tysona przez ludzi Joe nie wywołały w Myszy jakichś większych emocji. Jedyny wartym uwagi momentem odcinka było wyznanie miłości między Claire i Ryanem *chlip* oraz końcowa rozmowa telefoniczna między Carrollem i Ryanem. Tu po raz -enty brawa dla Bacona, który w tej scenie popisał się wyjątkowo silnym, choć subtelnym aktorstwem. W odcinku pojawiły się jeszcze tylko trzy ciekawe sceny: Joe powoli przekonujący do siebie Joeya (nie ma to jak przekupić dzieciaka słodyczami!); napięta relacja między Emmą a Jacobem, który rozsmakował się w zabijaniu; oraz końcówka odcinka, w której dowiadujemy się, że Molly – była ukochana Ryana – jest followerką Joe. Bo jakżeby inaczej.
Mysz ma szczerą nadzieję, że twórcy The Following w kolejnym tygodniu lepiej się postarają.
PS. Nawet nie zaczynajcie ze mną dyskutować na temat głupoty Claire. Jak można się dobrowolnie oddać w ręce Joe? Ledwie kilka minut wcześniej nazwała go per „monstrum”. Ech, kobieca logika ;)

Castle 5×18 – The Wild Rover

Wyjaśnijmy sobie coś od razu: Mysz kocha Kevina Ryana. Castle jest zajebisty, Esposito czarujący, Beckett to wspaniała postać, ale to właśnie drobny detektyw o irlandzkich korzeniach ujmuje Mysz najbardziej. Naturalnie jego Irlandzkość ma tu wiele do rzeczy, więc wyobraźcie sobie moją przeogromną radość, gdy zorientowałam się, że odcinek nie tylko skupia się prawie wyłącznie na postaci Ryana, ale także na jego „zielonych” korzeniach.
Odcinek uznaje za wybitnie udany. Cały wątek z ukrytą, mroczną stroną Ryana był dokładnie tym, czego tej postaci do tej pory brakowało. Esposito miał swoją przeszłość w wojsku, a Ryan zawsze był „tym dobrym” – schludnie ubranym chłopaczkiem pod krawatem, wierzącym Irlandczykiem z dobrego domu, wiernym jak pies, o równie maślanym, uroczym spojrzeniu. A tu wychodzi z niego odważny, opanowany glina, niemalże zimny drań. WSPANIAŁE.
A na koniec dostaliśmy jeszcze cudowną scenę w postaci radości Ryana z ciąży Jenny. Mysz przyznaje – wzruszyła się.
 

Bates Motel 1×02 – Nice Town You Picked, Norma

Mysz obawiała się tego odcinka, bo Luby ostrzegał, że odchodzi on od mocno psychologicznych aspektów pilota serialu. Obawy te okazały się jednak płonne, bo najwyraźniej Mysi zmysł nadinterpretacji ma się dobrze i oglądając ten odcinek bawiłam się porównywalnie jak przy pierwszym.
Okej, drugi odcinek wprowadza wiele nowych wątków i przynajmniej jedną nową postać (Dylan, syn Normy z poprzedniego małżeństwa), ale wciąż dość mocno opiera się też na wątkach rozpoczętych w pilocie. Mamy więc dalszy rozwój przyjaźni Normana i Emmy oraz ich wspólne przygody związane z próbą wyjaśnienia tajemnicy BDSM-owej mangi. Tu wspomnę jak niesamowitą sceną jest pierwsze poznanie Normy i Emmy. Vera Farmiga znów udowodniła mi, jak wspaniałą jest aktorką. Na twarzy Normy widać każdą najmniejszą myśl, która przechodzi jej przez głowę: natychmiastowe próbę kalkulowania, czy właśnie poznana dziewczyna jest „odpowiednim” towarzystwem dla jej syna, czy zbytnio nie zaprzątnie jego uwagi, odciągając go tym samym od matki?… A już nikły uśmieszek Normy, gdy słyszy o przewidywanej długości życia Emmy? Mistrzostwo. Równie dobrze mogłaby się jej zaśmiać w twarz, bo przecież ta biedna, chora dziewczyna nijak nie jest dla Normy zagrożeniem (przynajmniej w jej mniemaniu). Tym bardziej mnie ciekawi, jak Norman zareagowałaby na wieść, że Emma i Norman się pocałowali. Anywho, naprawdę – pokłony dla Very Farmigi za jej kunszt i talent.
A wracając jeszcze na moment do „przygody” Emmy i Normana, mam dwie uwagi. Pierwsza: szczerze wątpię by dziewczyna z mukowiscydozą była w stanie przejść ledwo 200 metrów pod górę, w lesie, a co dopiero wybrać się na dłuższą pieszą wędrówkę, a potem jeszcze biegać. Równie dobrze mogłaby nalać sobie do płuc kleju. Druga uwaga to nieodrodne skojarzenie do Weeds, które przywołał widok ukrytego w lesie poletka konopi. Wątek tego „tajnego” źródła utrzymania mieszkańców White Pine Bay jest o tyleż fajny co niedorzeczny, więc jestem bardzo ciekawa jak zostanie dalej pociągnięty.
Intrygujący jest także wątek pojawiających się coraz to nowych płonących ciał. Czyżby jakieś mafijne porachunki?… Norma naprawdę wybrała sobie cudowne miasteczko, żeby zacząć nowe życie.
Postać upartego szeryfa Romero jest o tyleż sztampowa co szalenie denerwująca (Mysz kibicuje Tabesom, więc automatycznie nie lubi szeryfa), ale i tak nic nie pobije jego zastępcy – deputy Shelby – który zaczyna z Normą flirtować. Większej kliszy już chyba nie dało rady wymyślić.
Fascynującym dodatkiem do serialu jest natomiast postać Dylana (w tej roli Max Thieriot, My Sould to Take). Z jednej strony to syn Normy z poprzedniego związku – zbuntowany, mściwy, cyniczny. Traktuje swoją matkę jak zło koniecznie, stara się jej dopiec na każdym kroku, wciąż podważa jej autorytet. Odbija się to także na jego stosunku do Normana. Dylan uważa przyrodniego brata za wytresowanego pupilka mamusi, który bezmyślnie godzi się na jej psychiczne manipulacje. Możnaby nawet zaryzykować, że w pewnym stopniu nienawidzi Normana za to, że ten bez walki poddał się matce. Ciekawe jest więc to, że w scenie poznania Emmy i Normy, Dylan wyraźnie próbuje odciągnąć uwagę matki od nowej przyjaciółki Normana. To trochę tak, jakby próbował chronić swojego brata przed toksycznym wpływem matki, o którym przecież wie aż nadto.
Z drugiej strony Mysz zastanawia się, czy Dylan nie jest przypadkiem także zazdrosny o to, ile uwagi Norma poświęca swemu młodszemu synowi. Manipulacja psychologiczna swoją drogą, ale uczucia do matki potrafią być bardzo silne i wcale by mnie nie zdziwiło gdyby okazało się, że pod tym buntem Dylan skrywa w rzeczywistości ogromne pokłady miłości do matki. To, że miłość to jest przemieszana z nienawiścią wydaje mi się – w kontekście serialu, ale i nie tylko – szalenie normalnym objawem. Raczej właśnie miłość Normana do matki – bezwarunkowa, przyjmująca wszystko, gotowa wszystko wytłumaczyć i usprawiedliwić – wydaje się nienormalna. I Norma chyba zdaje sobie z tego sprawę (co widać było w świetnej scenie w tym odcinku, gdy Norma przebiera się stojąc w progu pokoju Normana, a ten się jej przygląda). Pytanie tylko czy Norman – w kontekście zarówno Dylana, jak i flirtującego z Normą zastępcy Shelby’ego – stara się matkę autentycznie obronić, czy jest zwyczajnie o nią zazdrosny?… Mysz jest w każdym razie bardzo ciekawa jak będzie się rozgrywała dynamika między trójką Batesów. Zarówno biorąc pod uwagę ostrą bójkę między Dylanem i Normanem, jak i power-play rozgrywający się między matką a starszym synem (jak chociażby w scenie, gdy Dylan pyta się o to jak zmarł Sam, ojciec Normana).
Podsumowując: drugi odcinek Bates Motel nie zawodzi. Czekam z niecierpliwością na trzeci.

Wtorek 26.03.13

 

Smash 2×08 – Bells and Whistles

Odcinek ten przypomniał mi, dlaczego wciąż męczę się ze Smash. Jasne – było w nim zbyt wiele wątków melodramatycznych, jak chociażby cała akcja z Samem i Tomem, czy kłótnia Julii i Scotta. Pojawiały się jednak dobre momenty, które je równoważyły: „wyśpiewanie” przez Anę roli Divy, czy szczera rozmowa między Tomem a Derekiem, reżyser-do-reżysera.
Tym co jednak znów przekonało mnie do dania Smashszansy były, jak zwykle, występy muzyczne. Megan Hilty jako Ivy odśpiewująca fragment „Let Me Be Your Star” była jak zwykle zjawiskowa. Dodajmy do tego Sama (Leslie Odom Jr.), który całkiem nieźle naśladował Nat King Cole’a w stylizowanej na lata 60-te piosence „(Let’s Start) Tomorrow Tonight”. Jednak najpiękniejszą sceną było oczywiście „Voice in a Dream” wspaniale wykonane przez Jeremy’ego Jordana i zespół taneczny. Mysz wychwyciła co prawda STRASZNE problemy w synchronizacji dźwięku z obrazem, ale ze względu na piękno wykonania wokalnego oraz tanecznego jestem w stanie przymknąć na to oko.
Muszę jednak wytknąć scenarzystą, że chyba co nieco przesadzają z postacią Jimmy’ego. Rozumiem, że jest on muzyczny geniuszem, natchnionym twórcom, jego pomysły zawsze się sprawdzają, itp. itd…ale bardzo mi się nie podoba, że wszyscy – teraz także Derek – dają mu sobie włazić na głowie. Ktoś powinien Jimmy’emu naprawdę mocno nakłaść po mordzie, żeby wybić mu z głowy takie karygodne, dziecinne, wkurzające zachowania. A to, że Karen pozwala Jimmy’emu tak sobą pomiatać i tak wchodzić na głowę?… nie będę się zagłębiać w subtext tej relacji, ale powiedzmy, że moja wewnętrzna feministka zaczyna się lekko gotować ze zdenerwowania.
Nie zmienia to faktu, że ostatnia scena odcinka była niezła. Mysz przyznaje, że zrobiło jej się trochę gorąco. Jednak największą radochę sprawił mi Kyle, który w tym odcinku nareszcie zakręcił się wokół tego seksownego technika oświetlenia.
Zastanawia mnie także jak zatrudnienie matki Ivy w roli Gladys – czyli matki Marilyn Monroe – wpłynie na dynamikę w Bombshell. Z pewnością dowiemy się wkrótce.

 

Środa 27.03.13

 

Supernatural 8×18 – Freaks and Geeks

Coś ten tydzień jest jakiś pechowy – kolejny odcinek na którym się wynudziłam. Nie zrozumcie mnie źle: cieszy mnie powrót Krissy, choć jej postać w młodszej wersji była cokolwiek bardziej zajmująca.
Sam pomysł z postacią Victora – huntera, który wyselekcjonował grupę dzieci, mających zostać następnym, lepszym pokoleniem myśliwych – bardzo mi się spodobał. Oczywiście mroczny aspekt jego szlachetnych pobudek był do przewidzenia, ale i tak dodał koncepcji bardzo fajnego „smaczku”. Martwi mnie jednak, że nie jestem w stanie określić co w odcinku zaszwankowało. Chcę powiedzieć aktorstwo – zwłaszcza w wypadku Victora – ale prawda jest taka, że to był chyba po prostu kiepsko napisany odcinek. Pomysł był fajny, ale wykonanie takie sobie. A szkoda, bo w odcinku poruszono dość ważne kwestie: przyszłość hunterów, czy możliwe jest połączenie normalnego życia z polowaniem na potwory, czy w ogóle należy dzieci wprowadzać do życia myśliwych czy raczej za wszelką cenę trzymać je z daleka, na kim spoczywa obowiązek dbania o przyszłość tego świata, itd., itp. A to tylko czubek góry lodowej. Mysz więc jest zasmucona niedoróbką, jaką był ten odcinek. Mam ogromną nadzieję, że w przyszłym tygodniu będzie lepiej. Przede wszystkim: JA KCEM WIEDZIEĆ CZY MEG ŻYJE?!

Piątek 29.03.13

 

Grimm 2×16 – Nameless

 

Po pierwsze: naprawdę za długo jest ciągnięty ten wątek z „wizjami” Juliette. Wszyscy – włącznie z samą zainteresowaną – powinni się byli wcześniej zorientować co się dzieje. A tłumaczenia Nicka, że „nie chce się Juliette narzucać”, oraz wymówki Juliette, że „Nick może chcieć ją powstrzymać od dowiedzenia się prawdy” uważam za durne. No dobra… tak po prawdzie to są one wcale sensowne. Ale Mysz po prostu bardzo nie lubi, gdy fabuła serialu nie może iść naprzód ze względu na jakieś – w gruncie rzeczy proste – przeszkody, które z łatwością dałoby się usunąć, gdyby tylko główni bohaterowie sobie wzajem zaufali. Then again, Mysz zawsze była w głębi duszy idealistką.

Po drugie: Nick i Monroe mnie rozczulają. Im dłużej ze sobą mieszkają, tym bardziej przypominają stare małżeństwo. Niezmiernie mnie ta dynamika ujmuje.
Po trzecie: pomysł z powiązaniem środowiska gamerów ze światem Grimma uważam za świetny. A już wplecenie w fabułę wątku krwawej gry i postaci imieniem „Trinket Lipslums” było genialne.
PS. Mam nadzieję, że Ci którzy oglądają Grimm zorientowali się równie szybko jak ja, że tak naprawdę PRAWDZIWYM imieniem wesen przedstawionego w tym odcinku jest Rumplestiltskin. Teraz oczywiście Mysz próbuje wypędzić ze swojej bujnej wyobraźni crossover Grimm i Once Upon a Time ^^

To tyle na dziś, kochani.

See you all next week.