Ser-skrót #13, czyli skrót seriali

Skrótowe podsumowanie oglądanych przez Myszę seriali.

Ugh. Mysz nie chce Wam narzekać na swoje życie, bo nie od tego ma bloga. Gdyby chciała się żalić z Internetem zrobiłabym to via Twitter, status na FB lub wrzuciłaby zdjęcie smutnego pieska na Tumblr. Dość powiedzieć, że Mysz od jakiegoś tygodnia ledwo ma czas jeść i spać, a co dopiero na bieżąco oglądać seriale. W związku z tym wczoraj, w niedzielę, obejrzałam jednym ciągiem 12 odcinków różnych seriali byleby móc dziś napisać o każdym choć parę słów. Wybaczcie więc jeśli będzie super-krótko, super-nieskładnie i super-chaotycznie. Tak to jest, gdy życie zaczyna Mysz przerastać (a ponieważ Mysz jest mała, życie ma przewagę). Za to jutro będzie recenzja premierowego odcinka Hannibala, na który Mysz się napaliła jak szczerbaty na suchary. Zwłaszcza po obejrzeniu cudownej zajawki, która wygląda dokładnie tak jak zdaniem Myszy powinien wyglądać telewizyjny horroro-thriller.

PS. Niestety brakuje przedwczorajszego odcinka Smash, bo nie zorientowałam się, że serial zostaje przeniesiony z wtorku na sobotę. Swoją drogą to pewny znak, że serial ma się ku smutnemu końcowi i wczesnemu zdjęciu z ramówki. Recenzja Smash 1×10 pojawi się w przyszłym tygodniu.

Miłego czytania. Jak zwykle ostrzegam: post PEŁEN SPOILERÓW.
EDIT: Post chwilowo niezbetowany.
 

Niedziela 31.03.13


Shameless 3×11 – Order Room Service

– czyżbyśmy nareszcie byli świadkami ostatecznego rozpadu związku Fiony i Jimmy’ego? Mysz bardzo na to liczy, bo już ma serdecznie dosyć Jimmy’ego i w sumie byłaby szczęśliwa, gdyby Jimmy już nigdy w jednym kawałku nie wydostał się z łodzi Nando;
– nie ma natomiast dosyć Kevina, który był absolutnie przekomiczny w swoich scenach z Lipem, gdzie doradzał mu jak sobie poradzić z problemem Mandy;
– skoro o tym mowa: smuci mnie co scenarzyści zrobili z relacją Mandy i Lipa. Niesamowicie za to podoba mi się to, co się dzieje z postacią Karen, ale to głównie dlatego, że Laura Slade Wiggins zaskoczyła mnie w tym odcinku swoją świetną, subtelną grą aktorską. Taką Karen – na wpół-warzywną – chętnie jeszcze pooglądam. Nawet jeśli jej stan zasmuca Lipa. A Mysz nie lubi gdy Lip jest smutny.
– Mysz jeszcze bardziej nie lubi gdy smutny jest Ian. Jego rozmowa z Mickeyem – oraz szybkie mizianko -, a także późniejszy pijany wybucha Iana podczas wesela kompletnie mnie sponiewierały emocjonalnie. Wbrew nadziei liczę na to, że Ian kiedyś dostanie faceta, który będzie wart jego ogromnego serducha.
– Mike (szef Fiony) powoli coraz wygodniej ugaszcza się w Mysiej świadomości jako fajna postać. Biorąc jednak pod uwagę, gdzie po trzech sezonach wylądował Jimmy – którego swego czasu też bardzo lubiłam – zamierzam na Mike’a mieć pilne oko. Mimo to pochwalam jego przyjaźń (coś więcej?) z Fioną.
– Frank mnie kompletnie zaszokował. Autentycznie nie wiem, co na ten temat myśleć. Popieram reakcję Lipa: “hell just froze over“.

PS. W jednym jednak muszę poprzeć Jimmy’ego: sytuacja, gdy ktoś nie pyta się bliskiej osoby o zdanie w ważnych, życiowych sprawach (jak prawa rodzicielskie) jest absolutnie niewłaściwa i nie powinna mieć miejsca. Mysz ma w swoim otoczeniu osoby, które zachowują się bardzo podobnie i tego typu zachowanie niesamowicie ją drażni. Więc pod tym względem – ale tylko pod tym – popieram argumentację Jimmy’ego w kłótni z Fioną.

Poniedziałek 01.04.13


  The Following 1×11 – Whips & Regret

– łał *sarkazm* Tyle czasu zajęło twórcom przypomnienie sobie o fakcie, że ich główny bohater jest funkcjonującym alkoholikiem. If I didn’t know any better pomyślałbym, że intensywna praca wyleczyła go z nałogu. Ale nie. To tylko zapominalstwo twórców. Czy naprawdę tak trudno raz na każdy odcinek pokazać jak Ryan pociąga z butelki, żeby była zachowana jakaś ciągłość?
– zastanawia mnie powolny rozpad postaci Rodericka. Widać, że jego mroczna, psychotyczna strona coraz gorzej radzi sobie z oddaniem władzy z powrotem w ręce Joe. Gdybym miała zgadywać, obstawiałabym że w niedługim czasie będziemy świadkami próby zdrady/zamachu na życie Joe właśnie z ręki Rodericka.
– postać Hayley Mercury mi się strasznie podoba. Tak silna, bezkompromisowa, nie dająca sobie w kaszę dmuchać kobieta. Szkoda tylko, że ma taki kiepski gust jeśli chodzi o mężczyzn. Ale klub to ma zajebisty, także z nazwy (Whips & Regret, czyli Bicze i Ubolewanie).
– fascynuje mnie podejście Joe do Ryana. Z jednej strony: jasne, znęca się nad nim, dręczy go, naigrywa się… a z drugiej mam wrażenie, że bardzo mu na Ryanie zależy; że Joe autentycznie go lubi. Kontrast jest mniej więcej taki sam jak w wypadku relacji Joe i Claire – Joe wie, że Claire będzie się przeciwko niemu buntować i to w pełni akceptuje, a jednak wciąż nosi w sobie przekonanie, że była żona będzie w stanie go na nowo pokochać. Joe Carroll naprawdę jest fajną, intrygująco paradoksalną postacią.
– Mysz jest też niezmiernie ucieszona “nowym” Jacobem. Rozwój tej postaci szalenie mi przypadł do gustu, zwłaszcza iż okazuje się, że grający Jacoba Nico Tortorella jest o wiele lepszy jako mroczna postać, niż naczelne niewiniątko grupy.
– zastanawiam się, czy ponowne umieszczenie postaci Molly w życiu Ryana naprawdę jest mądrym posunięciem ze strony scenarzystów (bo to, że Joe ją tam wysłał jest logiczne). Nie zmienia to faktu, że takie umieszczenie “wtyczki” w – dosłownie najbliższym – otoczeniu Ryana uważam za świetny myk. Tym bardziej, że bardzo mi się podoba postać Molly – “siostra miłosierdzia”, czyli tzw. angel of death (pracownik służby zdrowia, który zabija chorych/starych ludzi z miłosierdzia). Na dodatek Molly sprawia wrażenie dość, wbrew pozorom, stabilnej psychicznie postaci. Jest taka… unapologetic a’propo tego co robi. Nie tłumaczy się, nie wykręca “miłosierdziem”… po prostu lubi zabijać. Brakowało mi takiej postaci w The Following, zwłaszcza z płci pięknej.
– powolny rozwój przyjaźni Deb i Ryana niesamowicie mnie cieszy. Zwłaszcza, że dzięki temu Kevin Bacon ma okazję zaprezentować nam swój uroczy, krzywy uśmieszek.
– sceny w podziemiach składu broni był ŚWIETNE. Dawno nie czułam takiego napięcia oglądając serial.
– jaki jest wielki, tajemniczy plan Joe, o który upominał się Roderick?… jakieś teorie?
– brawa dla Kevina Williamsona za – ponownie – świetne dobieranie muzyki do odcinka. Tym razem “Murderous” Nitzera Ebba, oraz “When Under Ether” PJ Harvey. Miód dla uszu!

Castle 5×19 – The Lives of Others

Ojej. Nie mam słów by opisać jak fajny był ten odcinek. Oczywiście domyśliłam się gdzieś tak w połowie o co tak naprawdę chodzi, ale mimo to miałam z odcinka niesamowitą frajdę (zwłaszcza z reakcji Castle’a). Odniesienia – także bezpośrednie – do Rear Window Hitchcocka były do przewidzenia, ale Mysz rozbawiło, że odcinek ten skojarzył jej się także z głupiutką ale słodziutką komedią romantyczną Head Over Heels z Freddiem Princem Juniorem, gdzie to młoda dziewczyna obserwuje przystojnego sąsiada, który prawdopodobnie jest krwawym mordercą. Swoją drogą polecam to filmidełko, bo jest ogromnie urocze.
Mieliśmy też kilka popkulturowych żartów (m.in. Red Five z Star Wars, oraz Charlie’s Angels), ale największą siłą były popisy aktorskie. Zwłaszcza Nathan Filliona i Stana Katic cudownie odergrali narastanie konfliktu między Castlem i Beckett. Także postacie Ryana i Esposito nieźle się sprawdzili, choć ich ciągłe wbijanie szpil Castle’owi strasznie psuło mi humor. Z Castle’a nie wolno się nabijać! Mysz zabrania!
Podsumowując: wspaniały odcinek świętujący 100 odcinków Castle‘a. Oby czekało nas drugie tyle!

 

Bates Motel 1×03 – What’s Wrong with Norman

Fabuła Bates Motel powoli, ale systematycznie się komplikuje. Mamy więc Dylana (przyszywany brat Normana), który zatrudnia się jako ochroniarz na plantacji koperk…to znaczy marihuany. Jednocześnie zaczyna się subtelnie zawiązywać nić braterskich relacji między Dylanem i Normanem, której rozwój z przyjemnością będę obserwować.
Mamy także dalszy rozwój Normy, która im dalej w las tym bardziej się gubi. Innymi słowy Norma z pewnej siebie kobiety, kontrolującej swój los, która zaczyna nowe życie, Norma przeistacza się w biedną, rozpadającą się na kawałki kobietkę, którą należy się opiekować. Mam silne przeczucie, że podobny schemat psychologicznego rozpadu miał miejsce w poprzednim związku Normy (który jak wiemy źle się skończył). Interesujące jest więc, że na obiekt swych westchnień wybrała Shelby’ego – który w zeszłym tygodniu został nam zasugerowany jako tajemniczy porywacz/dręczyciel nielegalnych Azjatyckich imigrantek. Pod wpływem tego odcinka naszła mnie także intrygująca myśl: biorąc pod uwagę, jak kiepsko Norma “grała” przed Shelbym, wychodzi na to że wcale nie jest tak dobra aktorką/manipulantką za jaką się uważa. Widać to zwłaszcza w tej scenie, gdzie Vera Farmiga cudownie gra niezdecydowanie Normy; widać, że postać ta w danym momencie zdaje się na swój kobiecy instynkt, by osiągnąć z Shelby to, czego chce. To, że najwyraźniej Shelby ma swój własny cel w tym wszystkim to inna sprawa. Swoją drogą: cóż za cliffhanger w końcówce odcinka, drodzy twórcy Bates Motel. Nie spodziewałam się takiego zagrania aż tak wcześnie w sezonie.
Jednak najdziwniejsze jest to co się dzieje z Normanem. To omdlenie (serio, co to, 1940? Kto teraz mdleje?), te wybuchy agresji, niewyjaśnione zachowania (zatrzymanie pasa z narzędziami Keitha)… jednak najbardziej Myszę zastawiają dwie rzeczy: halucynacje Normana (przedstawiające jego matkę, tylko że w wredniejszej wersji) oraz sugestia twórców, że Norman nie pamiętam zaatakowania Dylana tłuczkiem do mięsa (czyżby miał tzw. blackout)? Co to oznacza? Czy są to objawy psychozy (see what I did there?) objawiające się teraz w związku z atakiem Keitha i całym związanym z tym stresem?… czy może są to uprzednio stłamszone objawy wcześniejszej choroby, które teraz pod wpływem stresu wychodzą na wierzch?… Myszy pytaniem jest: czy Norman zawsze był psychopatą (a relacje z matką i wydarzenia dookoła tylko to pogorszyły), czy to okoliczności wyzwoliły w nim mroczne instynkty?… Jestem szalenie ciekawa odpowiedzi i – miejmy nadzieję – dalszych wyjaśnień. Co tak naprawdę jest tylko i wyłącznie halucynacją Normana? Czy nasz młody (anty)bohater rzeczywiście wariuje? A jeśli tak to co zrobi dalej?… tyle pytań, zero odpowiedzi. Mysz nie może doczekać się kolejnego odcinka.

Wtorek 02.04.13

 

Smash 2×09 – The Parents

Dlaczego mnie nie dziwi, że Jimmy ma problemy z narkotykami? I dlaczego mnie nie dziwi, że Derek – ah, Derek, niechże Cię przytulę! – mu pomógł wyjść z opresji?… ech, seriale. Czasem jesteście tak przewidywalne.
Tym niemniej podziwiam twórców za piękną scenę między Ivy i jej matką, Lee, w piosence “Hang the Moon”. Swoją drogą Tom i Eileen mieli rację – interakcje Ivy i Lee na scenie są bardzo silne i z pewnością pomogą Bombshell trochę się wybić. Smutno mi tylko, że w związku z tym Tom i Ivy znowu są pokłóceni. Poza tym mieliśmy też a blast from the past bo oprócz mamy Ivy w odcinku pojawił się także tata Karen. Jednak w porównaniu do wątku Ivy-matka, relacje Karen z ojcem wypadły w odcinku bardzo blado.
Za to u Julii widać kolejnego możliwego absztyfikanta na horyzoncie. Czyżby przeprosiny po latach miały zaowocować romansem? Mysz nie narzeka. Mysz bardzo lubi aktora grającego Scotta – Jesse L. Martina (Rent).
Niestety poza tym nic mnie w odcinku nie zachwyciło. Powtórka z rozrywki w wykonaniu Karen (“Broadway, Here I Come!” jest 100 razy lepsze w wykonaniu Jeremy’ego Jordana(, Jimmy jak zwykle trzyma przed wszystkimi jakieś straszne sekrety, Derek jest boski, tak samo jak Ivy, Tom i Julia strasznie mieszają, Eileen jest gdzieś i robi coś dla Bombshell, itd., itd. Szkoda tylko, że postać Any nie mogła się bardziej popisać – jej piosenka choć ładnie wystawiona (bardzo a’la Pink 3 lata temu na Grammy’s) była niezmiernie nudna. Kolejny odcinek będzie musiał być bardzo dobry, by wynagrodzić mi miniony tydzień.

 

Środa 03.04.13

 

Supernatural 8×19 – Taxi Driver

No cholera jasna! Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że to będzie taki smutny odcinek? Dlaczego nikt mi nie powiedział, że w tym odcinku wraca BOBBY *ściska go*
Serio: dawno nie mieliśmy tak dobrego, mocnego uczuciowo odcinka. Powrót Bobby’ego, powrót – i pożegnanie – Benny’ego, emocjonalne przeżycia zarówna Dean, jak i Sama, kolejna Boska próba, problemy psychiczne Kevina, Crowley rosnąc w coraz bardziej przerażającego bad guya (hurra!), machlojki Naomi… do pełni fandomowo-serialowego szczęścia brakowało tylko Casa. Ale coś czuję, że Myszy znienawidzony anioł wkrótce się w serialu pojawi.
Tym co mnie najbardziej rozbroiło była scena pożegnania między Samem i Bobbym  – “nie będę się żegnać, bo ostatnio się nie przyjęło. Poza tym i tak się jeszcze zobaczymy” *w tym momencie Mysz zaczyna ryczeć po raz enty w trakcie trwania odcinka* A o scenie między Deanem i Bennym to w ogóle nie mogę pisać, bo od razu mi się na płacz zbiera. Benny powiedział, że tęsknił za głosem Deana! Jeśli to nie jest miłość to ja nie wiem co twórcy Supernatural próbują nam przez takie zagrania powiedzieć.
Cieszy oczywiście, że Sam przekonał się wreszcie do Benny’ego… co prawda trochę poniewczasie. Teraz jednak największym problemem będzie odnaleźć Kevina (czy uciekł sam, czy porwał go Crowley?), odnaleźć tablicę i – najważniejsze – utrzymać Sama przy życiu. Bo przecież wiadomo, że zaraz znowu zacznie się sypać. Jakby to podsumował Bobby: “balls!

Criminal Minds 8×18 – Restoration

Okej, wstyd się przyznać, ale okropecznie się na tym odcinku wynudziłam. Może to dlatego, że ze wszystkich postaci w BAU, Morgan interesuje mnie najmniej. To świetna postać, bardzo mądrze napisana i zagrana, ale co ja poradzę na to, że już nawet Blake (czyli nowy dodatek do ekipy) interesuje mnie bardziej niż przeżycia Dereka Morgana. Nie zmienia to faktu, że oprócz mojego kręcenia nosem był to wspaniały odcinek: świetnie zrealizowany, sprytnie nawiązujący do wydarzeń ukazanych w serialu 6 lat temu, omawiający bardzo istotne kwestie… Liczę jednak na to, że wkrótce (może już w tym tygodniu) wrócimy do chwilowo nieobecnej postaci Replikatora.

Czwartek 04.04.13

 

Elementary 1×19 – Snow Angels

Umówmy się: Mysz oglądała ten odcinek już dość późno w nocy i z proceduralnej części odcinka – kto, co i dlaczego zrobił – zrozumiałam niewiele. Ale z ogromną przyjemnością obserwowałam współczesne wcielenie Sherlocka rzucona w trochę średniowieczne realia, ie. bez prądu, samochodów (no, prawie), itd. Szalenie ucieszyła mnie także niewielka rólka Becky Ann Baker (Girls) w roli Pam. Miło było także zobaczyć, że twórcy seriali nie zapominają o drobnych smaczkach dla fanów – mowa oczywiście o żółwiu Clydzie, który tym razem udawał karetkę pogotowia.
Bardzo mi się podobało, że w odcinku tym dostaliśmy sporo scen, przedstawiających rozwój relacji – osobistej i profesjonalnej – Sherlocka i Watson. Moim ulubionym (nie wiem czemu) była scena, gdy Sherlock i Watson włamują się do biura architektonicznego; tu za oknem śnieżyca, wiatr dmie, śnieg sypie, a oni spokojnie podważają zamki. Kontrast chaosu na zewnątrz i spokoju panującego wewnątrz (między postaciami) bardzo mi się spodobał. Dobrze jednak, że twórcy nie trzymają się jednego schematu. Bo z jednej strony Joan bez słowa zwleka się z łóżka by w okropnej śnieżycy przejść z Sherlockiem kilkanaście mil, by móc skontaktować się z policją. To znaczy, że mu ufa, a także, że nauczyła się pewnych rzeczy nie kwestionować. Z drugiej strony, gdy Sherlock oświadcza iż muszą sami pojechać do EROC, Joan natychmiast protestuje, bo wie, że Sherlock trochę przesadza. Oczywiście i tak z nim jedzie, ale chodzi o sam fakt, że Joan jest głosem rozsądku. Objawia się to także – pod względem bardziej profesjonalnym – w scenie, gdy Joan uszczypliwie komentuje dedukcję Sherlocka i każe sobie wszystko wytłumaczyć. Nie jest już ślepo zachwycona zdolnościami dedukcyjnymi Holmesa – teraz Watson chce się także uczyć, jak robić to samo. Mamy także uroczy moment w którym Sherlock przyznaje się do niezapłacenia rachunku do telefon stacjonarny, co cudownie ukazuje jego tendencje do roztrzepania i zbytniego “znikania” w swoim świecie.
Tym bardziej cieszy pojawienie się postaci ms. Hudson, którą twórcy mało subtelnie, ale uroczo wpletli jako mobilny element tła. A przynajmniej mam nadzieję, że ms. Hudson będzie takowy elementem i że będzie się pojawiać jak najczęściej. Bo pomysł, by z ms. Hudson zrobić MĘŻCZYZNĘ (a właściwie transgenderową kobietę) uważam za genialny. Bardzo amerykański, ma się rozumieć, ale genialny. Mysz w każdym razie jest na tak. Zwłaszcza, że aktorka grająca ms. Hudson, Candis Cayne – niegdyś Brendan McDanie – jest przepiękną kobietą [więcej o niej tutaj].
A na koniec zakrzyknę radośnie: hurra! Odcinek miał znowu długie intro ^^

PS. Chciałabym także zauważyć, że dedukcyjne zdolności Sherlocka odbijają się także na detektywie Bellu, co Mysz niesamowicie cieszy, bo bardzo lubi tę postać.

Piątek 05.04.13

 

Grimm 2×17 – One Angry Fuchsbau

Grimm w tym tygodniu także, niestety, się nie popisało. Choć odniesienie do Twelve Angry Men zarówno w tytule jak i fabule odcinka było urocze, niewiele widzom dało. Kilka zabawnych scen, jeden pościg, standardowe już problemy przy przyrządzaniu magicznych eliksirów Rosalee… jedynym fajnym elementem odcinka było to, że główny zły nie był kolejnym nowym gatunkiem wesen, ale odmianą już nam zmianą. Uważam to za zgrabne zakorzenienie odcinka z powrotem w znanej i lubianej już mitologii serialu.
Także, niestety, sceny z Juliette nie przynosiły tego, czego Mysz oczekiwała. Owszem, zaczęła ona odzyskiwać powoli pamięć, ale dalsze rozwlekanie tego wątku poprzez wywoływanie u Juliette nieznośnych, źle wpływających na psychikę objawów staje się już nudne. Then again w tym wątku także mieliśmy ładne odniesienie do wcześniejszych odcinków serialu, a to wszystko dzięki wrzucenia w odcinek postaci meksykańskiej “wiedzącej”, którą Juliette już kiedyś spotkała.
Pozostaje czekać na kolejny odcinek w którym może wreszcie pojawi się więcej Adalind i Erica – królewskiego brata kapitana Reinarda, który chyba nareszcie przyjeżdża do Stanów. A przynajmniej taką Mysz ma nadzieję, bo bardzo chce zobaczyć konfrontację Nick i Erica (ha! Rymuje się :D).
PS. Po co w odcinku pojawia się wątek matki Nicka? Czyżby także miała się wkrótce znów w serialu pojawić?… Mysz jest na tak, bo ubóstwia grającą ją aktorkę – Mary Elizabeth Mastrantonio (Robin Hood: Prince of Thieves).

Spartacus: War of the Damned 3×09 – The Dead and the Dying

Dobra. Po pierwsze: JAKIM, KUFA MISIA, PRAWEM PRZYBILI AGRONA DO KRZYŻA?! ZAMORDUJĘ KAŻDEGO RZYMIANINA KTÓRY MI WPADNIE W RĘCE! (tłum. Włosi – strzeżcie się Myszy).
Oczywiście najbardziej Mysie serducho w tym odcinku zabił Agrona i Nasir oraz ich ponowne spotkanie. Cieszę się, że pierwsze słowa Agrona dotyczyły tego jak wielki błąd popełnił ruszając z Crixusem. Cieszę się też poniekąd z tego, że ma ranne ręce, bo może to oznacza, że nie będzie walczył, ie. przeżyje. Nasir jest na tyle mądry, że jeśli rozsądniej będzie uciekać, myślę że by to zrobił. W każdym razie Mysz ma ogromną nadzieję, że serial skończy się tak jak Mysz od dawna liczyła – czyli tym, że Nasir i Agron przeżyją rebelię Spartakusa, by gdzieś w zakątku Galii wspólnie wypasać owce. Oczywiście, Mysz nie liczy na cud, bo to Spartacus i Steven S. DeKnight może się okazać wstrętnym bucem. Wszak został nam jeszcze jeden odcinek. Mimo to, Mysz wciąż ma nadzieję na przeżycie swoich ulubieńców. No bo skoro Agron nadal jeszcze żyje, to może… może Bogowie Seriali okażą się łaskawi.
Niezmiernie mi się spodobał myk Spartakusa z przysłaniem Crassusowi fałszywych posłańców. Się kurde zastawiałam czemu ten goniec się trak strasznie pocił. Wprowadzenie do “rozgrywki” wojsk Pompejusza oznacza tylko jedno: będzie rzeź. I to nie z tych fajnych.
A skoro jesteśmy przy niefajnych rzeziach: nie podobał mi się ten odcinek. “Potyczki” które zorganizował Spartakus nie przeszkadzają mi bynajmniej ideologicznie – a przynajmniej nie w ramach serialu – ale były zbyt długie. Walki walkami, krew krwią, ale za dużo tego było. Zwłaszcza ciągłe przebitki na wrzeszczący tłum zaczęły w pewnym momencie męczyć. Podobało mi się jednak, że w trakcie walki widać było jaką… frajdę ma Spartakus z ponownego bycia na “arenie”. Aż miałam ochotę obejrzeć znowu pierwszy sezon (*chlip*, tęsknimy za Tobą, Andy). Bardzo mi też przypadła do gustu relacja Laety i Spartakusa. Jestem niezmiernie szczęśliwa z kierunku w jakim biegnie ich związek. Cieszy mnie to tym bardziej, że od początku podejrzewałam taki właśnie rozwój sytuacji.
Szkoda Tibby’ego. Nie dlatego, że umarł, ale dlatego, że tak krótko cierpiał. Za to co zrobił Kore i Cezarowi naprawdę należało mu się więcej. Dobrze chociaż, że to Kore zadała zabójczy cios. Właśnie, a’propos Kore: przyjmuję zakłady – czy Crassus zamierza ją zabić, czy jednak zwycięży miłość?
Właśnie, Cezar. Co za świetna postać. Nie znoszę gnojka, ale muszę przyznać, że jest świetnie napisany i zagrany. A ta scena erotyczna, którą miał w tym odcinku… krótka, bo krótka. Ale jakie ciekawe ujęcia miała *szczeżuja*
A na koniec chwila powagi. Tak jak od połowy odcinka nudziłam się strasznie (modląc się tylko o szczęśliwy powrót Agrona w ramiona Nasira), tak końcówka wywołała we mnie potok łez. Cóż za cudowna scena. Jasne, kiczowata i totalnie zainscenizowana, ale mimo to wciąż poruszająca. Sura, Varro, Mira, Duro, Oenomaus… tyle wspomnień… był to przepiękny gest ze strony twórców serialu; by przypomnieć nam wszystkich tych, których straciliśmy. Przez to nareszcie wyraźnie odczułam ciężar, który towarzyszył temu przedostatniemu wszak odcinkowi.
Zaś w przyszłym tygodniu… strach myśleć. Ja naprawdę nie chcę by to był koniec :(((((

To tyle na dziś, kochani.

See you all next week.