Do końca życia i jeszcze dalej!

Mysz zastanawia się jakie filmy mogłaby oglądać w kółko, bez przerwy, do końca życia.

 
Dzisiaj niepoważnie, bo Mysz jest bardzo zajęta: uczy się nowej komórki, to znaczy gra w „Angy Birds” *chichot* A tak na poważnie, to próbuję wszystko skonfigurować oraz – co ważniejsze – wymyślić dla telefonu imię. Bo Mysz nazywa wszystkie swoje sprzęty, od karty pamięci począwszy a na komputerze skończywszy, na cześć ulubionych aktorów i postaci. Pierwszy laptop w związku z tym nazywał się Christian (na cześć pan Bale’a) i był tak samo jak pierwowzór szalenie temperamentny. Obecny laptop wabi się Matthew (Matthew Perry) i jest cudownym, choć momentami gnuśnym stworzeniem. Imię sprzętu, wbrew pozorom, zobowiązuje – nie raz i nie dwa zauważyłam, że zależnie od imienia sprzęt inaczej się zachowuje. Zupełnie jak z psami i właścicielami, którzy upodabniają się do siebie wyglądem. Tak więc wybór imienia dla telefonu – na dodatek takiego z gatunku smart – to bardzo ważna decyzja *szczeżuja*
Ale ja – jak zwykle z resztą – nie o tym chciałam. Miało być o filmach, które moglibyśmy oglądać w kółko, nawet i do końca życia.

Szwendając się po Internecie, w trakcie przerwy w pracy (10 minut na każde 2 godziny pracy, a co!) zauważyłam taki oto obrazek:
  
and it got me thinking. Jakiego wyboru dokonałaby Mysz?
Po długim zastanowieniu podjęłam decyzję:
1. Lord of the Rings – oczywiście wydania super-rozszerzone (najlepiej z dodatkami, ale nie będę się upierać). Z LOTRjest taka sprawa, że film oglądany nawet po raz setny, wciąż jest tak samo złożony. Nie chodzi już o wciągającą fabułę, znajome i ukochane postacie, lubianych aktorów, wspaniałą muzykę, magię, orki, enty i całą resztę. Chodzi o to, że w każdej scenie filmu można spojrzeć na elementy tła i odkryć cały nowy, niezbadany świat. Każda broń ma własną historię, każdy kubek unikalny wzór, każdy gobelin przedstawia konkretne wydarzenie, itp. I tego typu szczegóły można zauważyć w całym świecie Śródziemia, od fajek w norkach hobbitów począwszy, na zbrojach orkowych w Mordorze kończąc. Mysz robi sobie powtórkę z LOTRa przynajmniej raz na rok – czasem z komentarzami obsady, czasem twórców, czasem po prostu puszcza film w tle – ale jeszcze ani razu mi się nie znudził. Nawet w Two Towers, które jest najnudniejszą ze wszystkich części potrafię dostrzec redeeming qualities – grę aktorską, jeźdźców Rohanu, Grima Wormtongue, suknie Eowyn, szczegóły w postaci mchu w brodzie Drzewca, itp., itd. Dochodzi jeszcze do tego cała otoczka backgroundowa, którą najlepiej widać w dodatkach – te wszystkie przekomarzania między aktorami, prawdziwa przyjaźń, dowcipy i wygłupy… to wszystko w połączeniu z niemalże nieograniczoną rozpiętością, jaką w swoich filmach nadał Śródziemiu Peter Jackson, sprawia, że LOTRa mogę z ręką na sercu oglądać w kółko.
 
2. Filmy Kevina Smitha – proste. Mysz obejrzawszy film Dogmawiele, wiele lat temu, na amen zakochała się w specyficznym poczuciu humoru i bystrej, obrazoburczej inteligencji, którą w swoich filmach przejawia Kevin Smith (ostatnio trochę gorzej, choć Zac and Miri Make a Porno to wcale dobry film, Myszy zdaniem). Poza tym Smith nakręcił sporo filmów i choć większość z nich tak czy inaczej podpada pod gatunek komedii, różnią się one charakterem i tematyką. Mamy Clerks i Clerks 2 o tytułowych „sklepikarzach”, mamy Chasing Amy o związkach i seksualności, Mallrats o komiksach i supermarketach, Dogma o Bogu, Zac and Mir Make a Porno o, jakżeby inaczej, pornosach, Jay and Sileni Bob Strike Back o filmach i przyjaźni, Jersey Girl o miłości i rodzinie, Red State który jest horrorem, oraz fatalny Cop Out, czyli film policyjny. Wychodzi więc na to, że zawsze mogę sobie dobrać film pod swój nastrój.
Jednak, nawet pomijając rozpiętość tematyczną, to co w filmach Smitha lubię to właśnie ten przepyszny miszmasz popkultury, bezpardonowego humoru, fajnych pomysłów, świetnych dialogów, dobrze dobranej muzyki i wspaniałych aktorów. Dla Myszy Kevin Smith to taki „Tarantino dla ubogich”. I wbrew pozorom nie jest to obelga dla żadnego z tych panów. Poza tym u Smitha gra Jason Lee i Alan Rickman i Ben Affleck i Matt Damon i Linda Fiorentino i Salma Hayek i Jeremy London (nie mylić z jego bratem bliźniakiem, Jasonem) i Stan Lee i Carrie Fisher i Mark Hamil i Seth Rogen i Elizabeth Banks i Kyle Garner i w ogóle to ja się już zamknę. W każdym razie powód do obejrzenia filmu Smitha zawsze się znajdzie.
3. Indiana Jones – proste. Film przygodowy, czyli akcja?… check. Przeuroczy humor?… check. Legendarne tajemnice?… check. Świetna obsada i muzyka?… check. Wybór w kwestii tematyki?… check.
A to, że znam Indianę na pamięć? Że mogę ją oglądać z zamkniętymi oczami, albo oglądać ze stoperami do uszu? Że w filmie nie znajdę już nic nowego, a jeśli już to nie będzie to wielki odkrycie, a jedynie „smaczek” na osłodę?… CO Z TEGO. Na miłość Borską, to Indiana Jones! Indy się nigdy nie nudzi.
A Wy, Drodzy Czytelnicy? Jakie filmy/seriale z powyższej listy byście wybrali?