Make a wish, czyli stuknęła setka

Parę słów na uczczenie setnej notki!

 

Drodzy Czytelnicy… nadejszła wiekopomna chwila: ten oto wpis jest numerem sto na Mysim blogu.
Wiem, wiem. Dla niektórych z Was, wprawionych w doniosłej sztuce blogowania, może się to wydawać śmiesznie niską liczbą. Ale dla Myszy – udzielnej księżniczki słomianego zapału i prokrastinacji – jest to naprawdę ogromny powód do dumy. Udało mi się w miarę systematycznie prowadzić bloga! Mini-wave in honor of me! ^__^
A tak na poważnie: ponieważ dziś Mysz robi za Iron Mana (a właściwie Iron-Myszę), czyli wróciła ze szpitala, gdzie napompowali ją po czubki uszu dożylnym żelazem, żeby przeciwdziałać anemii, dzisiejszy wpis będzie wyjątkowo króciutki. Bo się kuruję ze szpitalnej traumy oglądając stare odcinki Scrubs. Właściwie to nie można tej notki określić mianem “wpisu”. To bardziej taka… hm, lista życzeń. Dla mnie. Ale nie życzeń typu “sto lat”, tylko wszelkich requests, które Wy jako Drodzy Czytelnicy moglibyście mieć.
A więc: czy jest coś o czym chcecie, by Mysz napisała? Czy targają Wami jakieś żądze tkliwe względem mojej osoby?… Speak now or forever hold your i tak dalej.
PS. Pobyty w szpitalu przypominają mi dwie rzeczy:
a) moje życie nigdy nie jest tak złe, jakie mogłoby być;
b) dzielenie się sob-stories wywołuje we mnie odruch walnięcia kogoś z plaskacza w tył głowy. Stojakiem na kroplówki.
PS2. Komentarz społeczny – do którego przyłącza się Mysz – względem ostatnich doniesień o Angelinie Jolie.