Jak to jest z tym rasizmem? – Disney a reszta animacji.

Mysz przeprowadziła badania statystyczne odnośnie reprezentacji różnych kolorów skóry w filmach animowanych. Wyniki są cokolwiek interesujące.

 

Wczoraj Zwierz napisał bardzo mądry wpis, niejako z mojej winy. To znaczy Mysz, która jest widzem naiwnym i mało społecznie zaangażowanym (no chyba że mowa o seksualności), wyjątkowo jak na siebie postanowiła pobawić się w adwokata diabła. I zamiast ochoczo zaklaskać jak foka na widok trailera do najnowszej produkcji Disneya, Frozen, zapytałam Zwierza o kontrowersje z filmem związane. Rozchodzi się – jak zwykle ostatnio – o kolor skóry i rasę*.


Zainteresowanych odsyłam po pierwsze do Zwierzowego wpisu, ale także do dyskusji which started it all pod tym wpisem. A dlaczego odsyłam?… bo dziś będzie o animacji, rasizmie i statystyce, i przydałoby się gdybyście mieli kontekst. Choć nie jest on absolutnie konieczny.

Disclaimer: Wpis ten jest krotochwilą. Nie należy go traktować jako ataku, próby wymądrzania się czy głoszenia kazań. Mysz nie udaje, że wie cokolwiek na temat kwestii koloru skóry czy rasy w filmach animowanych. Próbuje jedynie statystycznie wymierzyć te zagadnienia na podstawie filmografii różnych studiów animacji.

Cała ta akcja wynika li tylko i wyłącznie z niezmiernie wciągającej zabawy w adwokata diabła. Bo widzicie, Mysz się – najogólniej rzecz biorąc – ze Zwierzem zgadza. Niech sobie Disney kręci co chce. Ja i tak będę miała z tego radochę. W gruncie rzeczy do Frozen oraz ogólnie do kwestii rasy/koloru skóry w animacjach mam podejście cokolwiek obojętne. However, Mysz jest człowiekiem rasy białej, ergo: dla mnie kwestie koloru skóry czy rasy nie muszą być istotne, właśnie dlatego że jestem białą. Ale dla kogoś innego, kto ze względu na rasę czy kolor skóry (czy dowolne inne kryterium) jest prześladowany, poniżany, ignorowany w popkulturze?… cóż, nie dziwmy się, że dla takich osób te kwestie są istotne. Także a może przede wszystkim w animacjach.

Zwierz w swoim wpisie (i komentarzach pod nim, a także dyskusji ze mną) słusznie zauważył, że zrzucanie całego hejtu wyłącznie na Disneya jest trochę nie w porządku. Przecież nie tylko Disney robi animacje i to nie tylko w jego filmach przejawia się pewna “wybielająca” tendencja. Ale czy na pewno? Mysz postanowiła porównać – w miarę obiektywnie – dane statystyczne.

DISNEY

Filmy zostały podzielone na trzy kategorie: te które zaliczamy jako filmy głównie “białe”, te w których bohaterami są zwierzęta (albo inne nieludzkie postacie), oraz te w których bohaterami są people of color.
Na potrzeby wpisu Mysz liczyła tylko 45 z 53 filmów Disneya. Z obliczeń odpadły: Saludos Amigos, The Three Caballeros, Make Mine Music, Fun and Fancy Free, Melody Time, The Adventures of Ichabod Crane and Mr. Toad, Fantasia oraz Fantasia 2000 ze względu na dość istotny brak jednolitej linii fabularnej i/lub konkretnego bohatera/bohaterów, którzy mogliby służyć za wyznacznik. Ze wszelkich wyliczeń – nie tylko w wypadku Disneya – odpadły też wszelkie sequele i kontynuacje danych filmów (czyli np. liczone jest The Rescuers ale już nie The Rescuers Down Under).
Jako kryterium brani byli pod uwagę przede wszystkim główni bohaterowie filmów, dopiero potem reszta postaci (czyli np. The Jungle Book jest zaliczane jako film ludzki, bo główny bohater jest człowiekiem, choć jego przyjaciele to zwierzęta; podobnie jest np. z Tarzanem).
Oto jak wypada statystyka u Disneya:
Biali ludzie:
– Snow White and the Seven Dwarves
– Pinocchio
– Cinderella
– Alice in Wonderland
– Peter Pan (poza indianami, którzy są bohaterami pobocznymi)
– Sleeping Beauty
– The Sword in the Stone
– The Black Cauldron
– The Little Mermaid
– Beauty and the Beast,
– The Hunchback of Notre Dame (poza Esmeraldą i cyganami)
– Hercules
– Tarzan
– Treasure Planet
– Meet the Robinsons
– Tangled
– Wreck-It Ralph
– Frozen
18 filmów “białych” na 45 ogółem = (40%)
Zwierzęta:
– Dumbo
– Bambi
– Lady and the Tramp
– 101 Dalmations
– The Aristocats
– Robin Hood
– The Many Adventures of Winnie the Pooh
– The Rescuers
– The Fox and the Hound
– The Great Mouse Detective
– Oliver & Company
– The Lion King
– The Dinosaur
– Home on the Range
– Chicken Little
– Bolt
16 filmów zwierzęcych na 45 ogółem = (~35%)
People of color:
– The Jungle Book
– Aladdyn
– Pocahontas
– Mulan
– The Emperor’s New Groove
– Lilo & Stitch
– Atlantis: The Lost Empire
– My Brother Bear
– The Princess and the Frog
9 filmów “nie-białych” na 45 ogółem = (20%)
Wyjaśnienia: Pocahontas i Atlantis: The Lost Empire znalazły się w kategorii people of color gdy mimo występowania w filmie bohaterów białych, wszystkie postacie są równorzędne, bez względu na kolor skóry czy rasę (w przeciwieństwie np. do Peter Pan gdzie Indianie to postacie poboczne, oraz The Hunchback of Notre Dame, gdzie owszem jest Esmeralda i inni cyganie, ale są oni ukazywani w szalenie zmiennym świetle, a Esmeralda, mimo swego zadziornego charakteru i świetnej konstrukcji postaci, ostatecznie jest tylko love interest dla trzech (!!) głównych, białych (!!) bohaterów: Quasimodo, Feebusa i sędziego Frollo).
Jak widać z rozpiski Disney nakręcił całkiem sporo filmów z people of color. Co jednak ciekawe filmów tych jest dokładnie połowa w porównaniu z tym ile jest filmów “białych”. Jeszcze ciekawsze jest to, że filmów zwierzęcych jest prawie tyle samo co filmów “białych”. Mysz wymyśliła dwie interpretacje tego faktu: zwierzęta są postaciami, którym łatwo jest przypisać dowolne cechy, bez konieczności określania koloru skóry, rasy, etniczności, etc. Therefore, są uniwersalne. Z drugiej strony tę same argumenty mogą podpierać tezę, iż studio Disneya idzie w ten sposób na łatwiznę i zamiast nakręcić film z ciemnoskórym bohaterem, stwarza animację o zwierzątkach.
Co więcej manewr pt. “zamieniamy bohatera w zwierzątko” jest zadziwiająco częściej używany w filmach z people of color. Mamy The Emperor’s New Groove (gdzie Kuzco zamieniany jest w lamę), My Brother Bear (główny bohater zostaje zamieniony w niedźwiedzia) oraz The Princess and the Frog (dwójka bohaterów zaczarowana w żaby). W filmie “białym” jedyny przypadek zamiany bohatera w zwierzątko ma miejsce w The Sword in the Stone. To sprawiło, że Mysz zaczęła się zastanawiać: czy Disney tak często zamienia ciemnoskórych bohaterów w zwierzątka by ułatwić widzowi identyfikowanie się z bohaterem? Czyżby sugerował, że widz nie będzie w stanie przeżywać emocji bohatera innej rasy/koloru skóry, jeśli ten nie będzie zwierzątkiem?… to oczywiście straszna, manipulująca faktami teoria. A jednak… statystyka nie kłamie.
No właśnie, nie kłamie. Gdy policzyć księżniczki z obu kategorii – białej i people of color – wychodzi nam że jest ich prawie po równo. Wśród jasnoskórych księżniczek mamy Śnieżkę, Kopciuszka, Aurorę, Arielkę, Bellę i Roszponkę, razem sześć. Wśród ciemnoskórych mamy Jasminę, Pocahontas, Mulan i Tianę, razem cztery. Dwie księżniczki to nie taka duża różnica, prawda? Zwłaszcza, że w kategorii people of color nieoficjalną księżniczką jest też Kida z Atlantis: The Lost Empire.

Ale chwila, moment. Przecież księżniczka Merida z Brave została ostatnio oficjalną księżniczką Disneya. Czyli już jest siedem białych księżniczek, na cztery ciemnoskóre. Okej, bywało gorzej. Ale dodajmy jeszcze do tego fakt, że z najnowszej animacji Frozen dojdą nam dwie nowe księżniczki – siostry Anna i Elsa – i nagle robi nam się dziewięć białych księżniczek na cztery księżniczki of color. A to wszystko bez doliczania nieoficjalnych białych księżniczek w osobach Megary z Herculesa czy Eilonwy z The Black Cauldron.
Naturalnie, nikt nie będzie tu nikomu wmawiał, że białe dziewczynki nie mogą się identyfikować np. z Mulan, a ciemnoskóre z, powiedzmy, Arielką. Dziewczynki mogą robić co chcą, być kim chcą i identyfikować się z kim chcą. Ale gdy spojrzeć na powyższe dane nagle przestaje dziwić, że wśród – przykładowo – latynoskiej młodzieży płci żeńskiej podnoszą się głosy sprzeciwu na brak latynoskiej księżniczki. Mieliśmy księżniczkę z Arabii, Rdzennej Ameryki i Azji, a także księżniczkę z afrykańskimi korzeniami. Czy nie fajnie byłoby zobaczyć także postać z Ameryki Południowej? Albo Indii? Albo Japonii?
Zanim podniosą się głosy oburzenia, że skupiam się na postaciach żeńskich: panowie też mają przechlapane. Na wszystkich głównych bohaterów filmów Disneya, dziesięciu jest białych, pięciu ciemnoskórych (Mowgli, Alladyn, Kuzco, Kenai, Naveen). Co więcej na dziesięciu oficjalnych książąt Disneya tylko trzech jest ciemnoskórych (Alladyn, Li Shang, Naveen). Tu akurat kobiety wypadają lepiej – na dziesięć oficjalnych księżniczek (nie licząc Meridy i nadchodzących Anny i Elsy), aż cztery nie są białe (Mulan, Jasmina, Pocahontas, Tiana).
Swoją drogą i a’propo księżniczek: Mysz nigdy nie zrozumie dlaczego Pocahontas i Mulan są księżniczkami, a Kida nie. Przecież Pocahontas i Mulan to dziewczyny z ludu!… okej, Pocahontas jest córką wodza plemienia, ale to jeszcze nie oznacza bycia księżniczką. Inne Disneyowskie dziewczęta nawet jeśli były z ludu to chociaż powychodziły za mąż za książąt (vide chociażby Kopciuszek czy Bella). A Kida jest córką KRÓLA ATLANTYDY, czyli technicznie rzecz biorąc królewną. Serio, nie rozumiem czemu jej nie uznają. Że co, że niby Atlantis: The Lost Empire było mało popularne wśród publiczności?… jakby Kida była oficjalną księżniczką to problem byłby z głowy – zarówno popularność jak i marketing skoczyłby Disneyowi pod sufit, bo Kida jest cudowną postacią.

Przy okazji Kidy i niskiej popularności Atlantis: The Lost Empire naszły mnie dwie refleksje, oparte na statystyce widocznej wśród filmów Disneya. Pierwsza refleksja jest taka, że lata 1992-2003 były najlepszym okresem dla filmów Disneya. Wcześniejsze filmy były urocze, piękne i sprawne technicznie (np. Beauty and the Beast), ale to Aladdin i rola Robina Williamsa zapoczątkowały falę na coś, co Mysz nazywa inteligentnym, ciętym humorem. Zauważcie, że za wyjątkiem Pocahontas, gdzie elementem komediowym są nieme zwierzęta, po Aladdinie w filmach Disneya zawsze pojawia się jakaś postać, która jest inteligentnie dowcipna: Timon w The Lion King, gargulce w The Hunchback of Notre Dame, Hades w Herculesie, Mushu w Mulan, itd. Nie ma co ukrywać, że Robin Williams nie tylko przyczynił się do ogromnego sukcesu Aladdina, ale także zapoczątkował współczesną modę na obsadzanie znanych aktorach w rolach “tych śmiesznych”. 


Druga refleksja: najmniej popularne bajki Disneya są najbardziej zdywersyfikowane pod względem rasy. Oczywiście są dwa wyjątki:
Aladdin, który swój sukces zawdzięcza wielu czynnikom. Jeden to Robin Williams, drugi to świetna muzyka, trzeci to wspaniałe dialogi i scenariusz. Wreszcie czwarty – ale wcale nie najmniej istotny – czynnik to to, że Alladyn to pierwszy pełnoprawny męski bohater Disneya. Po drodze byli co prawda Piotruś Pan, Artur z The Sword in the Stone czy Mowgli (jedyny wcześniejszy bohater of color!), ale to wszystko młodziutcy chłopcy. Aladyn był pierwszym prawie-dorosłym, autentycznie zaradnym, sprytnym, czarującym pierwszoplanowym bohaterem Disneya. Fakt, że był też pierwszym pełnoprawnym person of color także przyczynił się do ogromnej popularności filmu
Pocahontas jest niejako analogiczne do Aladdina – Pocahontas to pierwsza pełnokrwista kobieta Disneya. Nie żadna wiotka mimoza, ale uparta, odważna dziewczyna, która nie boi się walczyć o to, co uważa za słuszne. Kontekst historyczno-społeczny, konflikt rasowy, a także bycie pierwszą Disneyowską księżniczką of color dopełniły czary. Pocahontas było skazane na sukces, chociażby także dlatego, że wyszło niedługo po The Lion King – filmie który przywrócił studio Disneya na piedestał.

Jednak oprócz tych dwóch filmów to właśnie te najmniej popularne i kasowe filmy Disneya mogą poszczycić się największym nagromadzeniem ciemnoskórych bohaterów. Mowa o – o dziwo następujących po sobie w odstępie kilku lat – The Emperor’s New Groove, Atlantis: The Lost Empire, Lilo & Stitch i My Brother Bear. Żeby było śmieszniej te cztery filmy – oraz znajdujące się pomiędzy Lilo a niedźwiedziem Treasure Planet – tworzą razem top piątkę Myszy ulubionych nowożytnych filmów Disneya. Ciekawe, że bohaterami wszystkich tych filmów są właśnie people of color. Ciekawe również, że to właśnie te filmy – a każdy z nich jest na swój sposób wspaniały – są tymi, które przyniosły tak niewiele zysków. Spisek?… Konspiracja?… Spekulacja?… Możliwe. Ale warto na to zwrócić uwagę. 


PIXAR

Pixar jest tutaj ciekawym przykładem bo większość ich filmów podpada tak czy inaczej także pod studio Disneya (chociażby wspomniane wyżej Brave, którego bohaterka zaliczana jest jako Disneyowska księżniczka). Jest także ciekawym przykładem z innego powodu: jak widać z poniższej rozpiski Pixar nie nakręcił jeszcze żadnego filmu z person of color jako głównym bohaterem.
Zanim jednak podniosą się głosy oburzenia zwróćcie uwagę, że u Pixara na 10 filmów siedem ma bohaterów, którzy nie są ludźmi, a za to bywają rybkami, zabawkami, potworami, owadami, robotami, samochodami i szczurami. Porównajcie to sobie teraz z Disneyem u którego stosunek wszystkich filmów ludzkich do zwierzęcych wynosi 27:16. U Pixara jest to 3:7.
Różnica jest ogromna i widać po niej, że choć Disney nakręcił więcej filmów, to ludzie są częściej ich bohaterami. Nic więc dziwnego, że na te 27 filmów przypada chociaż kilku ciemnoskórych bohaterów. Strach pomyśleć co by było dopiero gdyby Disney spróbował na te 27 filmów nie mieć ANI JEDNEGO ciemnoskórego bohatera. Ale Pixar, który na 10 filmów ma tylko trzy w których bohaterami są ludzie, nie ma takiego obowiązku. Albo inaczej: Pixar dopiero dochodzi do momentu w którym, ze statystycznego punktu widzenia, powinien zacząć się zastanawiać nad wprowadzeniem ciemnoskórego bohatera. Co jest o tyle ciekawe, że jednym z planowanych projektów Pixara jest film oparty na meksykańskim święcie Dia de los Muertos. Pytanie tylko, czy będzie to kolejny film o przedmiotach lub zwierzątkach, czy może czwarty “ludzki” film w karierze Pixara. Jeśli opcja numer dwa, szczerze radzę Pixarowi by zainwestował w bohatera of color. Bo inaczej ich statystyka mocno na tym straci.
Tu jeszcze tylko uwaga od Myszy: fakt, że u Pixara nie było do tej pory ciemnoskórego bohatera również każe mi się zastanowić – czy koncentrowanie się na filmach “nieludzkich” to ze strony Pixara sprytny manewr ułatwiający widzowi identyfikowanie się z dowolnym bohaterem, czy próba unikania kwestii rasy/koloru skóry?
Biali ludzie:
– The Incredibles (choć główny bohater ma czarnoskórego przyjaciela)
– Up! (choć główny bohater ma młodego azjatyckiego sidekicka; tak, Mysz wie, że jest on drugim pierwszoplanowym bohaterem filmu, ale dla Myszy postać dziecka w filmie o dorosłych postaciach jakoś tak automatycznie wpada do przegródki sidekick) 
– Brave
3 filmy “białe” na 10 ogółem = (30%)
Zwierzęta:
– Toy Story
– A Bug’s Life

– Monsters Inc.
– Finding Nemo
– Cars
– Ratatouille
– Wall-E

7 filmów zwierzęcych na 10 ogółem = (70%)
   

DREAMWORKS

Z Dreamworks jest w sumie najciekawsza sytuacja, bo ich filmy – z wyjątkiem paru stricte “zwierzęcych” dzieł – mają bardzo różnorodne obsady postaci. Chociażby w Shreku – niby mamy białych ludzi (Fiona, Farquad), ale mamy także ogra, osiołka, smoczycę i całe mnóstwo różnych dziwnych bohaterów. Podobnie w How To Train Your Dragon – niby większość obsady to biali Wikingowie, ale nikt mi nie wmówi, że smoki nie odgrywają w filmie równie istotnej roli co ludzie.
Jest to o tyle ciekawe, że łączenie postaci zwierzęcych/nieludzkich z ludzkimi pojawia się w wielu filmach Dreamworks niemalże nagminnie… za wyjątkiem czterech filmów, w których bohaterami są ciemnoskórzy ludzie. Najwyraźniej gdy Dreamworks kręci film z people of color, robi to po całości i nie bawi się w żadne ludzko-zwierzęce mieszanki. Co więcej Dreamworks często przy okazji ukazuje więcej niż jedną grupę ludzi, jak chociażby w wypadku The Prince of Egypt (Egipcjanie i Żydzi), czy The Road to El Dorado (Hiszpanie i ludność Ameryki Środkowo-Południowej).
Jeśli więc przyjąć poniższy podział – nie upieram się przy nim, bo np. The Croods opowiada o pra-człowiekach, czyli właściwie ni to ludziach stricte białych ni ciemnoskórych – wychodzi na to, że Dreamworks jest jedynym studiem, gdzie stosunek filmów “białych” i tych z people of color jest równy. Może Disney mógłby się czegoś od nich nauczyć?
Biali ludzie:
– Shrek

– How To Train Your Dragon
– Megamind
– Rise of the Guardians

4 “białych” filmów na 19 ogółem = (~21%)

Zwierzęta:
– Antz

– Chicken Run
– Spirit: The Stallion of the Cimarron
– Shark Tale
– Madagascar
– Over the Hedge
– Flushed Away
– Bee Movie
– Kung Fu Panda
– Monsters vs Aliens (tu Mysz ma wątpliwości czy to właściwa kategoria, bo większość bohaterów to kosmici, ale jednak główna bohaterka to biała kobieta; no i w sumie nie wiem gdzie film umieścić) 
– Puss in Boots

11 zwierzęcych filmów na 19 ogółem = (~57%)
People of color:
– The Prince of Egypt

– The Road to El Dorado
– Sinbad: The Legend of the Seven Seas
– The Croods

4 filmy “nie białe” na 19 ogółem = (~21%)

20thCENTURY FOX i SONY PICTURES

Dwa ostatnie przykłady na liście są tu głównie po to by pokazać, że studia która mają krótszą (niż Disney) historię z animacją wciąż mają w swoim dorobku miejsce na rozwój, ie. wprowadzenie ciemnoskórych postaci. Przy czym należy wspomnieć, że Sony w swych filmach z ludzkimi bohaterami stara się możliwe dywersyfikować postacie, chociaż to dopiero malutki krok na długiej drodze ku lepszemu.
A w ramach off-topicu zwrócę Waszą uwagę, że 20th Century Fox w swych filmach często porusza problem środowiska: FernGully: The Last Rainforest (wycinanie lasów deszczowych), Epic (leśny ekosystem), Rio (zagrożone gatunki), poniekąd także Ice Age (zmiany klimatyczne, migracje). Czyżby próbowali w ten sposób wywrzeć subtelny, pozytywny wpływ na młode umysły i ich podejście do kwestii ekologii? 
20th Century Fox

Biali ludzie:
– FernGully: The Last Rainforest

– The Pagemaster
– Anastasia
– Epic

4 filmy “białe” na 7 ogółem = (~57%)
Zwierzęta:
– Ice Age

– Robots
– Rio

3 filmy zwierzęce na 7 ogółem = (~42%)
Sony Pictures:

Biali ludzie:
– Cloudy With a Chance of Meatballs

– The Pirates! Band of Misfits
– Hotel Transylvania

3 filmy białe na 5 ogółem = (60%) 

Zwierzęta:

– Open Season

– Surf’s Up

2 filmy zwierzęce na 5 ogółem = (40%)


Raz jeszcze powtarzam: nie próbuje uchodzić za żadne guru w kwestii tematu rasy czy koloru skóry, w animacjach czy gdziekolwiek indziej. Jak to ktoś kiedyś trafnie ujął: jako człowiek biały w rozmowie o rasie zawsze będę na tej słabszej pozycji. Łatwo jest mi wybić z ręki dowolne argumenty słowami “ale ty nic nie rozumiesz, bo to ciebie nie dotyczy”. I właśnie dlatego, że to mnie nie dotyczy pomyślałam, że rzucę obiektywnym okiem na statystyki. Bo mnie naprawdę jest wszystko jedno kogo i dlaczego będzie więcej – zwierzątek, ludzi ciemnoskórych czy białych. Mysz jest prosta jak cep i dla niej człowiek to człowiek. Bez względu na kolor skóry.

Zwierzątko to zresztą też człowiek. Czego Mysza najlepszym przykładem ;)


A na koniec jeszcze tylko dodam: Zwierz – i komentatorzy pod Zwierza wpisem – słusznie zauważają, że dzieciom jest wszystko jedno jakiego koloru skóry, rasy, wyznania, pochodzenia, GATUNKU są postacie filmów animowanych. Dziecko równie dobrze będzie się identyfikować z białą księżniczką, arabskim ulicznikiem, majestatycznym lwem czy dzielnym tosterem. Ale czy skoro jemu jest wszystko jedno, to czy nie można by jednak wprowadzić większego urozmaicenia? Niech już nawet nie chodzi o te kwestie równości rasy**. Niech to po prostu będzie kwestia pokazania jak największej ludzkiej różnorodności.
I myślę że wszyscy – nie tylko Disney – powinni to zapamiętać: różnorodność przyprawą życia!



* słowa “rasa” używam w tym wpisie jedynie w znaczeniu antropologicznym, z braku lepszego, mniej kontrowersyjnego określenia. Wiem, że słowo to potrafi mieć pejoratywne konotacje, ale nie zostało ono użyte w celu wywołania jakichkolwiek niepozytywnych uczuć. Żeby znowu nie było, że szafuję terminologią.
** Choć kwestie równości ras są bardzo istotne, tak z zasady.
PS. Mogłam się walnąć w obliczeniach. Jeśli ktoś coś zauważy, proszę mi wytknąć – poprawię.
A to tak na podsumowanie, zrzucając już maskę
adwokata diabła: Mysza’s sentiments exactly.