Jak rekin przeskoczył rekina, czyli Discovery Channel powinno się wstydzić!

Kontrowersja związana z najnowszym filmem Discovery Channel odbiła się echem nawet na Mysim blogu.

 
Dziś miałam nie pisać – bo praca to jednak zając i skubana szybko ucieka – ale akurat trafił się ‘naukowy’ temat, do którego czuję potrzebę się włączyć.
Nie wiem czy Drodzy Czytelnicy wiedzą, że Discovery Channel od wielu lat organizuje raz do roku tzw. Shark Week. Co to takiego?
Shark Week to trwające tydzień “wydarzenie ramówkowe”, podczas którego na Discovery Channel puszczane są filmy i programy naukowe o rekinach. Non-stop. Przez cały tydzień. Raz do roku. I tak od 1987 roku. To najdłuższy tego typu event ramówkowy w historii telewizji.
  
Ze względu na ciekawe programy i dość długi staż na antenie, Shark Week ma wielu lojalnych fanów – nie tylko w Stanach, ale także w 72 innych krajach – którzy co roku w okolicach sierpnia/września włączają telewizory by dowiedzieć się czegoś nowego o rekinach. Bo taki właśnie jest cel tego rybiego tygodnia. Nie chodzi o to, by straszyć ludzi, którzy wychowani na Jaws boją się, że rekin zaatakuje ich nawet w osiedlowym basenie (czytaj: Mysza). Chodzi o to by obalić mity o krwiożerczych, bezmyślnych rybach-zabójcach i przedstawić rekiny takimi, jakie są w rzeczywistości: ciekawe, interesujące, groźne, ale także piękne. A ponieważ wszystko to ma miejsce na Discovery Channel – kanale, który od lat szczyci się tym, że naukę (i zgodność z nią) bierze bardzo na serio – możemy mieć pewność, że to co nam mówią i pokazują w swoich programach jest prawdą. Nie mamy się czego bać.
Do czasu.

W roku 2013 premiera Shark Week miała miejsce 4-tego sierpnia. A czy istnieje lepszy sposób na rozpoczęcie jednego z najbardziej kasowych i popularnych eventów telewizyjnych roku niż film dokumentalny o megalodonie?.. nie sądzę!
Dla niewtajemniczonych już tłumaczę: megalodon, czyli z greckiego ‘wielki ząb’, to wymarły (!!!) gatunek prehistorycznego rekina, największej ze znanych ryb drapieżnych jakie kiedykolwiek pływały w naszych wodach. Ryba ta – z której pozostało bardzo niewiele skamieniałości, oprócz ogromnych zębów (stąd nazwa) – miała ponad 18 METRÓW DŁUGOŚCI i żyła na naszej planecie 25-1,5mln lat temu. Polowała na wieloryby i inne duże ssaki morskie, ale także inne rekiny (choć tu nie ma naukowego potwierdzenia). Obecnie naukowcy spierają się, czy megalodon jest w rzeczywistości dalekim pra-przodkiem znanego nam żarłacza białego. Na razie nie ma definitywnych wyników.
Ząb megalodona w porównaniu z zębami żarłacza białego (te białe)
Na czerwono i szaro widzimy przykłady megalodonów.
Na fioletowo rekin wielorybi.
Na zielono żarłacz biały.
Na czarno człowiek.
Nie wiem jak wy, ale ja mam ciarki na plecach.
Discovery Channel miał pokazać swojej publiczności film o megalodonie – ogromnym prehistorycznym rekinie, który był niezmiernie fascynującą istotą, nie tylko ze względów naukowych. Zamiast tego zgromadzeni przed telewizorami na całym świecie fani rekinów (i nauki) dostali, w ramach premiery rekiniego tygodnia, film Megalodon: The Monster Shark That Lives.
Tak, dobrze myślicie – Discovery Channel rozpoczął cykl NAUKOWYCH programów o rekinach tak zwanym docufiction (fikcyjny film dokumentalny). Już samo to wydaje się lekkim kantowaniem, bo przecież Discovery Channel szczyci się tym, że ich programy oparte są na faktach, a nie wydumanych hipotezach. No dobra, bywają programy z gatunku “co by było gdyby” i w tej konwencji taki film docufiction mógłby się sprawdzić. Problem polega na tym, że Discovery Channel nie poinformował swoich widzów wprost, że to co oglądają jest zmyśloną głupotką. Okej, pojawił się na ekranie tzw. disclaimer (czyli wyjaśnienie czy ostrzeżenie), znajdował się on na dole ekranu, był wypisany tycią czcionką, trwał zaledwie pięć sekund, i był sformułowany w taki sposób, że sugerował, iż “choć pewne wydarzenia i postacie w tym filmie zostały udramatycznione, po dziś dzień pojawiają się doniesienia o tajemniczym, ogromnym rekinie”.
WCALE.ŻE.NIE.
Ten kto mówi, że widział ogromnego rekina, widział w istocie wieloryba albo orkę. Megalodon WYMARŁ MILIONY LAT TEMU i fakt, że Discovery Channel próbuje nam – przy pomocy kompletnie zmyślonych historii, sfabrykowanych zdjęć i “naukowców”, granych przez wynajętych aktorów – wepchnąć nam do gardła tę KUPĘ GÓWNA mnie osobiście oburza. I nie tylko mnie, jak się okazuje, bo w mediach społecznościowych (w tym wśród znanych celebrytów) podniósł się istny rejwach, nawołujący Discovery Channel do oficjalnych przeprosin.
I wiecie co?… myślę, że powinni to zrobić. Przeprosić, w sensie.
Artystytczne wyobrażenie megalodona polującego na wieloryby.
Discovery Channel był kiedyś kanałem telewizyjnym, który oglądało się po to, by dowiedzieć się czegoś o świecie. By móc coś -odkryć- (stąd discovery). Nie sądzę jednak, że tym, czego mieliśmy się dowiedzieć jest to, że Discovery Channel kompletnie nie szanuje swoich widzów. Zamiast rzetelnego filmu dokumentalnego o naprawdę fascynującym prehistorycznym stworzeniu, dostajemy zmyśloną miejską legendą o ogromnym rekinie, który ‘podobno’ ukrywa się w morskich głębinach. Przecież to jakaś farsa!
A jeśli sądzicie, że każdy szanujący się widz Discovery Channel, lub po prostu człowiek myślący, będzie na tyle bystry by domyślić się, że to co ogląda to bujda… srogo się mylicie. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest właśnie to, że ludziom z Discovery udało się przekonać wielu widzów, że film Megalodon: The Shark That Lives jest PRAWDZIWY. Wiemy to z oficjalnej ankiety, którą widzowie mogli wypełnić na stronie Discovery Channel…
*kręci z niedowierzaniem głową*
… to jest, do momentu gdy ankieta została tajemniczo usunięta ze strony.
Niestety nie jest to pierwszy przypadek tego typu tendencji do “ogłupiania” widza i wykorzystywania taniej sensacji i zmyślonych hipotez by zwiększyć sobie oglądalność. Nie tak dawno na stacji Animal Planet – której właścicielem jest Discovery – leciał film Mermaids: The Body Found (w całości do obejrzenia na YouTube). Tu także nastąpiła podobna sytuacja – próbowano ‘sprzedać’ widzom kompletnie sfabrykowane ujęcia, podparte wydumaną hipotezą, jako “prawdziwy film dokumentalny”, jedynie po to by zwiększyć oglądalność stacji Animal Planet podczas zorganizowanego przez nich Monster Week.
Akurat w tej sytuacji Mysz ma trochę inne podejście, a to z bardzo prostego powodu: jeśli oglądasz program należący do serii Monster Week, na Animal Planet (które znane jest z tak ‘szanowanych’ programów jak chociażby Animal Psychic), naprawdę powinieneś być na tyle inteligentny by zorientować, że to stek bzdur. Tym bardziej, że Animal Planet już wcześniej zrobił podobny numer z filmem docufiction o… smokach. Nie, serio: zrobili film The Last Dragon (Dragons: A Fantasy Made Real).
Widać więc, że nawet kanały naukowo-edukacyjno-informacyjne, którym do niedawna można było ślepo ufać – a był taki czas, że Mysz oglądała Animal Planet wręcz religijnie – powoli dołączają do trendu, który jest zmorą współczesnych mediów: gonienie za tanią sensacją.
To, że do tego żałosnego trendu dołączyła teraz stacja Discovery, zdawałoby się ostatni bastion rzetelnej telewizji naukowej, wywołuje we mnie bezbrzeżny smutek. Zamiast pokazać widzom, że na naszej planecie został jeszcze ogrom pięknych, cudownych, zadziwiających stworzeń i miejsc, wykorzystują nasze zaufanie dla czegoś tak płytkiego jak zysk.
Brakuje jeszcze, żeby reklamy Shark Week opierały się wyłącznie na shock factor
nevermind.
Treściwe podsumowanie dzisiejszego wpisu.
Źródła: 1, 2, 3, 4, 5