Mysz wraca do żywych i się konwentuje.

Mysia relacja z Polconu 2013 w Warszawie. Oj działo się, działo!

Ponieważ Fabulitas dzisiaj mało subtelnie zasugerowała, żebym może coś napisała, a Noida wczoraj martwiła się czy jeszcze jestem chora, chyba najwyższa pora dać jakiś znak życia.

Jak część z Czytelników wie, Mysz była pewien czas temu chora. Choroba na szczęście skończyła się stosunkowo szybko (leczona trwa tydzień, a nieleczona siedem dni – jak głosi ludowe porzekadło) i Mysz już-właśnie siadała do od dawna planowanej notki, gdy WTEM… odezwał się ząb.

Streszczając: Myszy nagle wypadły z życia prawie dwa tygodnie,w związku z komplikacjami po ekstrakcji lewej dolnej ósemki. Umierałam z bólu, którego nikomu nie życzę, byłam spuchnięta, rozgorączkowana i tak chora, że Luby trzymał mnie za rękę i czytał mi na głos bajki (ie. Sagę o Wiedźminie Sapkowskiego, bo dla Myszy taka jest definicja bajki). Sytuacja była poważna. Na tyle poważna, że wizyty u stomatologa przerosły liczbę do której można policzyć na jednej łapce. Co więcej było tak źle, że prawie nie poszłam na Polcon.

Ale Ci, co na Myszę na Polconie wpadli – albo widzieli petite dziewczę przemykające po konwencie w mysich uszach na głowie – wiedzą, że jednak zjazd wszelkiego geekostwa mnie nie ominął.


Oto ręcznie malowane torby z jakimi Mysz wybrała się na Polcon.
Tę – bez tłumaczenia o chodzi – zrozumiało dosłownie 6 (!) osób z całego konwentu.
SHAME ON YOU.
Część znaczków (tę większe) ta zakupy Polconowe.
Reszta to zakupy z konwentów Supernaturalowych w Birmingham.


Zorientowani w szeroko pojętym fandomie (lub czytający Gazetę Wyborczą, Zwierza Popkulturalnego, czy w ogóle Internet) wiedzą, że z Polconem związany był Epic Fail roku 2013. Mysz o wpadkach organizatorów powie tyle: były i było ich wiele. Za największe przeprosili, mniejsze próbowali naprawić. Przecenili środki na zamiary, upupili, powiedzieli mea culpa. I tyle. Reszta to już rządza krwi fandomu. Mysz w każdym razie na kolejne organizowane przez Stowarzyszenie Avangarda konwenty na pewno pójdzie. Głównie dlatego, że oni, jako jedni z niewielu, organizują konwenty w Warszawie. A ponieważ Mysz jest zbyt leniwa by jeździć na konwenty poza swoje miasto, taka sytuacja gdzie ma konwent praktycznie “pod bokiem” bardzo ją satysfakcjonuje. Poza tym byłam już na trzech kolejnych Avach (6, 7 i 8) i jak do tej pory autentycznie nie miałam na co narzekać. Oczywiście mogłabym, bo zawsze można się do czegoś przyczepić, ale ja mam chyba zbyt pozytywne podejście do idei fandomu, geekostwa, konwentów i wspólnego entuzjazmowania się fajnymi rzeczami, by tracić czas – i ścierać klawiaturę – na narzekania. Problemy na Polconie były. Kropka. Zalety – głównie w postaci WSPANIAŁYCH LUDZI – przewyższały wady. I też kropka. I gromkie howgh na dokładkę.

Kolejkon 2013

Poza różnymi przygodami typu Kolejkon 2013 czy „this room isn’t big enough for the both of us” *tu puszczamy motyw z The Good, The Bad and the Ugly*, Mysz jest bardzo z Polconu zadowolona. Może wymienię w punktach, bo inaczej pogubię się w zdaniach wielokrotnie złożonych i wszelkich dygresjach:

– poszłam na parę interesujących prelekcji, w tym świetną prelkę o literaturze dziecięcej i młodzieżowej, o której (apparently) wiem więcej niżby się wydawało, oraz uroczy panel Cathii, o tym dlaczego warto oglądać Supernatural (ja już wiem – i sporo sali też wiedziało – ale fajno było posiedzieć wśród “swoich”).

– poznałam nowego, bardzo fajnego pisarza. Nazywa się Krzysztof Piskorski, ma strasznie fajnie poczucie humoru, prowadzi bardzo ciekawe prelekcje o broniach i szalonych naukowcach, a w październiku wychodzi jego świetnie zapowiadająca się książka, „Cienioryt”. Co więcej na BookRage można kupić – za symboliczne “co łaska” – pakiet książek Piskorskiego, a także Anny Brzezińskiej i paru innych fajnych autorów. Mysz swój pakiet już wykupiła. Będzie co czytać na wyjeździe.

– poobczajałam sobie poziom polskiego cosplay’u i muszę powiedzieć, że gdybym się postarała, wybrała fajną, niszową (ale rozpoznawalną) postać, włożyła w to czas i pieniądze, to mogłabym bez problemu nie tylko cosplayować na konwentach, ale może nawet brać udział w konkursach. A to, że sama w niedzielę cosplayowałam “na szybko” postać z książki Jakuba Ćwieka nie jest ani niczym nowym, ani super dziwnym. Co ja poradzę, że autentycznie podoba mi się wizja Dzwoneczka z „Piotrusia Pana” jako twardej-matki-gangu-motocyklistów. I choć uznaję, że Kubę jako pisarza nie wszyscy muszą lubić, ja, jako człowieka i fellow geeka, darzę go ogromną sympatią.

Filmik przedstawiający Halę Targową.
TYLE KUPIĆ.
– nakupowałam od cholery różnych fajnych rzeczy, w tym:

  • książki z wydawnictwa Solaris, którego sprzedawcy zawsze są dla mnie mili (w zeszłym roku sprzedali mi cudownie ‘wadliwe’ wydanie “Fionavarskiego gobelinu” – tekst jest do góry nogami oprawiony w okładkę. Jak panowie to zauważyli to chcieli mi go wymienić na dobry egzemplarz, ale ja powiedziała wara – taki jest fajniejszy, bo jest wyjątkowy. A poza tym miny ludzi, jak go będę czytać w tramwaju będą boskie :D)


  • cudownie przecenione książki z antykwariatu SF na Poziomie, którzy są świetną firmą, z przemiłą obsługą. Co więcej są w stanie dla Was upolować pewne rzadko spotykane książki (ja u nich zamawiam stare, białe, klasyczne wydanie „Miecza przeznaczenia” Sapka, bo próbuję skompletować rozkradzione przez znajomych tomy i tylko tego mi brakuje – „Krew elfów” i „Czas pogardy” kupiłam w ich stoisku właśnie na Polconie)

 

    • uroczego pluszowego nietoperka z Chupopo (nietoperek nazywa się Bartok, na cześć animowanego filmu Anastasia). Firma robi także pluszaki na zamówienie. Polecam zamówić u nich co nieco, bo ich produkty są szalenie wysokiej jakości.


      • geekowskie znaczki (Sherlock BBC, Hannibal, HIMYM, My Little Pony: Friendship is Magic, itd.) i biżuterię, m.in. wisiorek moich ukochanych Greyjoy’ów (my nie szyjemy!), kolczyki z mockinjay’em z The Hunger Games, breloczek-miniaturkę Wolverine’a [Stworki i Potworki] oraz cudowny breloczek w kształcie Chu Totoro (tego mniejszego Totoro, ale nie tego najmniejszego, który jest biały, a nie szary, cicho, jestem geekiem!). Wygrałam też w loterii plakat My Little Pony i teraz kucyponyki czuwają nade mną gdy śpię.





      • cudownie hipsterski top z głową Jona Snow i napisem „You know nothing Jon Snow” z Malina Crafts, którym to zamierzam ostro szpanować. Niniejszym pozdrowienia dla uroczej femme!Spock z którą przy stoisku rozmawiałam o pedanterii jaka mnie ogarnia na myśl o oglądaniu Star Trek: TOS (ie. czuję potrzebę oglądania, ale od samiusieńkiego początku, a to trochę dużo odcinków).

         
         …i żeby nie było: nie, nikt mi za tę reklamę nie płaci. Robię to z dobroci serca i dlatego, że naprawdę uważam, że warto tych sprzedawców polecić.

        – POZNAŁAM WRESZCIE NA ŻYWO ZWIERZA, i RUSTY i CYD i BERYL i FABULITAS i wiele, wiele innych wspaniałych osób, które – AUTENTYCZNY LE GASP – wiedzą kim jestem i nawet zdarza im się mnie czytać *pali uroczego raczka* Tak więc niniejszym poznane na Polconie osoby pozdrawiam i ściskam, wszystkich razem i każdego z osobna.

        – odbyłam wiele ciekawych rozmów o m.in. walorach Zmierzchu, najgorszych grafomaństwach w literaturze młodzieżowej, krasnoludzkiej pornografii, krwawych zabiegach dentystycznych, Pacific Rim i Mako Mori Test, seksie, seksualności, plagiaryzmie, erotyzmie, jedzeniu, religii, topografii Warszawy, serialach, filmach, filozofii, moralności, koszernych potrawach… a także wielu, wielu innych rzeczach.

        – dzięki pomocy fellow fangirls wygrałam drużynowo dwa konkursy: jeden o filmach Disneya i jeden o serialu Supernatural. Proszę więc, by od teraz uznawać mnie w tych dwóch tematach za autorytet *chichot* Podług tej samej zasady od Polconu nie wolno słuchać czegokolwiek, co mówię i piszę o serialach, bo skoro przegrałam konkurs wszechserialowy, to chyba coś jest na rzeczy. Tak naprawdę to na rzeczy jest to, że mam strasznego pecha do pytań, bo znałam odpowiedzi na 95% pytań, które dostawały inne drużyny. A jakoś przy swoich miałam pecha. Ale kto, na miłość boską ogląda NCIS i NCIS: LA??? Criminal Minds albo CSI to jeszcze rozumiem, ale NCIS? 

        – skoro o fangirlsmowa – zaciągnęłam Lubego na prelekcję Zwierza, Cyd i Cathii *macha* właśnie w temacie fangirl. Co chwali się prowadzącym, prelekcja była spójna, fajna i wyjątkowo udana. Co się chwali Lubemu, zrozumiał wszystkie odniesienia, które na prelekcji się pojawiły (ale to nic dziwnego, bo Mysz regularnie mu streszcza wszystkie rzeczy, które rozgrywają się na Tumblrze – Źródle Wszelkiej Wiedzy Fandomowej).

        Od lewej: Cathia, Zwierz Popkulturalny i Cyd (z Fangirls Guide to the Galaxy)
        – zrozumiałam, że choć mogę być uznawana za niedoświadczoną w biznesie tłumaczeniowym – i niektórzy mogą na mnie z tego powodu patrzeć z góry (fajny widok, nie? Przystojny mam czubek głowy?) – moje podejście do tego biznesu, mój warsztat pracy, moja inteligencja i instynkt tłumacza w niczym nie odbiegają od poziomu Sławnych Tłumaczy Literatury-I-Nie-Tylko, na których panelu byłam. Oni mają po prostu większe doświadczenie. Ale spokojnie – powolutku, pomalutku Mysza będzie ich gonić. Jeszcze o mnie usłyszycie *mało subtelny piorun w tle*

        – dowiedziałam się, że istnieją fani podcastu Myszmasz i są nawet w stanie Myszę w realu zaczepić i powiedzieć kilka miłych słów (za co dziękuję). Rozprowadziłam też wśród części Polconowych uczestników trochę naszych podcastowych znaczków i po cichu liczę na to, że niektórzy z obdarowanych zaczną Myszmasza słuchać, jeśli już tego nie robili. I niniejszym zaznaczam, że gdyby jakiś Czytelnik lub fellow Bloger chciał/chciała kiedyś wziąć w podcaście udział, wystarczy dać znać.

        Symbol, jaki przywitał mnie na chodniku, po wyjściu z ostatniego dnia Polconu.
        Czyżby znak, że nie powinnam nigdy stamtąd wychodzić?


        Podsumowując: kolejny konwent, kolejne cudowne przeżycia. Nowe przyjaźnie, nowe geekowskie zakupy, nowe fanowskie doświadczenia. Sprawdzanie wiedzy, poszerzanie horyzontów i utwierdzanie się w swoich przekonaniach. Niby nic nowego, a jednak za każdym razem inaczej, równie wspaniale.

        Niniejszym dziękuję wszystkim,  którzy sprawili, że ten konwent będę pamiętać z uśmiechem – Ludziom Internetu, fellow Blogerom i Blogerkom, Czytelnikom, Przypadkowym Konwentowiczom, Prowadzącym Panele, Organizatorom, Sprzedawcom i Wystawcom… no, po prostu wszystkim!

        Ale najmocniej dziękuję za to, że spotkanie za Wami wszystkimi przywróciło mi wiarę w pisanie bloga. Przyznaję, że sporadyczność notek w ostatnich czasach była spodowodowana nie tylko chorobą, ale także brakiem weny, zniechęceniem i niewiarą we własne siły. Ale dzięki Wam zrozumiałam, że jest sens w tym co robię, zarówno ze swoim życiem, rozwojem (pop)kulturalnym, jak i pisaniem bloga. Dziękuję więc Wam z całego serca za przywrócenie mi wiary w MyszaMovie. Bez Was by mnie tu nie było.

        … a może i bym była, ale co to za radość słać słowa w pustą przestrzeń, nie? ^__^

        PS. A na koniec prywata – Luby i Krzysiek, znany z podcastu Myszmasz (oraz jeszcze jedna koleżanka) biorą udział w konkursie CD Projekt na design gry. Konkurs nazywa się “Kreuj, Graj, Wygrywaj” i na tej stronie można zobaczyć wszystkie zgłoszenia. Prośba od Myszy jest taka, żebyście – jeśli oczywiście chcecie, możecie i uznacie to za słuszny wybór – zagłosowali na grę “Bezśmiertni: Interminable”. A jeśli jacyś blogerzy uznają za słuszne rozpuścić u siebie wieść o konkursie (i projekcie Lubego Myszy) to moja wdzięczność przybierze kształt różowych jednorożców z tęczową grzywą :)