Sezon na pilota – wrzesień w TV #1

Nie wiecie która z nowych telewizyjnych produkcji warta jest Waszej uwagi? Mysz wyciąga pomocną dłoń i podsumowuje/ocenia piloty najnowszych seriali.

Oto nadszedł wrzesień. Dzieci wracają do szkoły, studenci martwią się rejestracją na seminaria i rychłym powrotem na uczelnię, nauczyciele i profesorzy robią zapasy uspokajających ziół, ludność miast i miasteczek na nowo odkrywa urok szalików i dobrze skrojonych płaszczy, gorąca herbata nagle staje się najchętniej pijanym napojem… a geeki dostają popkulturalny ekwiwalent Mikołajek (bo Boże Narodzenie = ComicCon) – we wrześniu rozpoczyna się sezon serialowy.

Każdy zagorzały fan amerykańskiej popkultury, a konkretniej jej telewizyjnej odnogi wie, że wrzesień to wspaniały, radosny czas, gdy nie tylko wracają już znane – i ukochane seriale – ale pojawia się cały wór pilotażowych odcinków nowych seriali. Czy też, jak to nazywa Mysz, “my new potential darlings”.

Niektóre nowe piloty już pojawił się w Stanach w telewizji (Sleepy Hollow i Dads), reszta jeszcze czeka na swoją kolej. W paru jednak przypadkach pilotażowe odcinki można “upolować” wcześniej i przekonać się na własną rękę – zanim wpłyną na nas stosy pochwał czy wiadra pomyj reszty społeczeństwa – czy warto dany serial oglądać.

Mysz postanowiła się podzielić z Wami szybkimi i niezbyt głębokimi przemyśleniami na temat tych premier, które akurat udało mi się obejrzeć. Uwaga: powody dla których Mysz zamierza danemu serialowi dać szansę potrafią być bardzo: a) płytkie, b) niezrozumiałe dla ‘normalnych’ ludzi, c) szalenie subiektywne. Oczywiście można się moim zdaniem sugerować, ale nie twierdzę, że jestem serialową wyrocznią. Oprócz jednego wypadku, ale o tym za moment.

Czytajcie, wypowiadajcie się i – przede wszystkim – pochłaniajcie nowe seriale. Wesołych geekowskich Mikołajek, kochani!

SERIALE KOMEDIOWE:

Dads

Dads
(trailer)

Twórcy: Alec Sulkin, Wellesley Wild, Seth McFarlane (producent) – czyli ludzie odpowiedzialni za Family Guy’a i film Ted; reżyser pilota – Mark Cedrowski (The Big Bang Theory)
Kto gra: Seth Green (Buffy: the Vampire Slayer), Giovanni Ribisi (Gone in 60 Seconds), Brenda Song (The Social Network), Peter Riegert (The Sopranos), Martin Mull (Clue).

O co chodzi: Para kumpli-geeków (Green i Ribisi) prowadzi wspólnie firmę tworzącą gry komputerowe, a ich ojcowie (odpowiednio: Riegert i Mull) – jak to ojcowie – skutecznie im to utrudniają, przy okazji wprowadzając zamęt w życie swego potomstwa i ich rodzin.

Werdykt:
Mysz wiedziała przed seansem, że serial stworzyli ludzie odpowiedzialni za bardzo ostre, często kontrowersyjne poczucie humoru, jakie pojawia się w serialu Family Guy. Jednak obejrzawszy kilka miesięcy temu wiele wywiadów z Sethem McFarlanem, nauczyłam się patrzeć na jego tzw. raunchy sense of humor z dużą dozą wyrozumiałości. McFarlane i jego ekipa są ludźmi inteligentnymi i ich polisa “equal opporturnity offenders” (“obrażacze równych szans”) ma w popkulturze swoją rację bytu.

Prezes stacji telewizyjnej, która puściła tego potworka błaga, by nie oceniać serialu po pilocie. Rzeczywiście, może należy dać mu szansę. Nie zmienia to faktu, że Dads otrzymał fatalne recenzje, a oskarżenia o rasizm, seksizm, głupotę, bezmyślność i brak jakichkolwiek granic posypały się jak jesienne liście. Mysz zgadza się, że serial wielokrotnie przekracza granicy dobrego smaku, ale nie rozumie skąd to powszechne oburzenie – TO SERIAL MCFARLANE’A! Ja rozumie, że wszyscy przyzwyczaili się już do tego, że Family Guy (i inne jego twory) są pod względem poczucia humoru co najmniej kontrowersyjne, ale facet wciąż zarabia, robi karierę i ma fanów. Recenzenci mogą więc po serialu jechać, ale Dads miało bardzo przyzwoite wyniki oglądalności. Oczywiście nie ma gwarancji, że te wyniki utrzyma, ale nie byłby to pierwszy raz, kiedy Amerykanie wykazują się… niskim pułapem poczucia humoru.

Mysz w każdym razie serialu nikomu nie poleca, a sama będzie oglądać z dwóch powodów – by zobaczyć, czy serial będzie w stanie przekształcić się w coś lepszego (whatever that means) oraz z sentymentu do Greena i Ribisi.

Also: beznadziejna muzyka w czołówce.

Ocena: 0/5

This publicity image released by CBS shows, from left, Jerry O'Connell, Kal Penn, Chris Smith, and Tony Shalhoub in a scene from "We Are Men." CBS is canceling the freshman sitcom "We Are Men." The Monday night comedy about four bachelors failed to gain traction with viewers and is now among the new season's early ratings casualties.  (AP Photo/CBS, Sonja Flemming)

We Are Men
(trailer)

Twórcy: Rob Greenberg (reżyser m.in. How I Met Your Mother)
Kto gra: Tony Shalhoub (Monk), Jerry O’Connell (Stand By Me), Chris Smith (Paranormal Activity 3), Kal Penn (House)

O co chodzi: W apartamentu z basenem, w którym można na czas nieokreślony wynająć mieszkanie, spotyka się czwórka mężczyzn, każdy ze złamanym sercem, burzliwą przeszłością miłośna i parciem na kolejne podboje.

Werdykt:
Ech, czego się nie robi dla lubianych aktorów (Mysz od lat kocha się – sama nie wie czemu – w Jerrym O’Connellu; nie pytajcie, autentycznie nie wiem, skąd mi się to wzięło)…

Dość powiedzieć, że We Are Men jest tak schematyczne jak się wydaje – mało śmieszne dowcipy, nijak nie odkrywcze olśnienia bohaterów na temat związków/kobiet/życia/siebie/wszechświata i roli serka topionego w gospodarcze Holandii… sztampa sztampę pogania i autentycznie nie wiem, czy cokolwiek ma szansę z tego serialu wyjść. Pilot jest wyjątkowo nijaki i nie prezentuje sobą żadnych wartości popkulturalnych. Z drugiej strony, nauczona na przykładzie fatalnego pilota do New Girl, który potem przekształcił się w uroczy serial, dam We Are Men jeszcze jedną szansę. Ale dla przeciętnego widza powiem: nie warto. W tym sezonie będzie wiele o niebo lepszych komedii do obejrzenia.

Ocena: 2/5

Trophy Wife

Trophy Wife
(trailer)

Twórcy:nobody you’ve ever heard of??; reżyser pilota – Jason Moore (Pitch Perfect)
Kto gra: …a lot of people you’ve DEFINITELY heard of: Malin Akerman (Watchmen), Bradley Whitford (cokolwiek Aarona Sorkina), Marcia Gay Harden (Mystic River), Michaela Watkins (Saturday Night Live), Natalie Morales (White Collar), Ryan Scott Lee (Super 8),

O co chodzi: Młoda dziewczyna (Akerman) poznaje starszego od siebie prawnika (Whitford) i zostaje jego żoną… trzecią żoną. Ale wychodząc za niego za mąż, poniekąd ożeniła się też z jego rodziną – pierwszą byłą żoną, surową panią doktor (Harden) i jej dwójką dzieci, oraz drugą byłą żoną, nawiedzoną wariatką (Watkins) i jej synem. Madness and hilarity ensues.

Werdykt:
Kojarzycie jak przy okazji We Are Men wspomniałam, że będą lepsze komedie, o wiele bardziej warte oglądania?… oto ona.

Pilot serialu mu szybkie tempo, ale bez problemu zarysowuje nam nie tylko wszystkie postacie (a jest ich sporo), ale także panujące między nimi relacje. Jest ciepły, autentycznie zabawny (na pograniczy sarkazmu i cynizmu, zależnie od postaci), sprawnie napisany (dobre dialogi), świetnie zagrany (Whitford! Harden!) a przy tym lekko chaotyczny – tak jak prawdziwa rodzina. Myślę, że duża tu zasługa reżysera odcinka, który kręcąc Pitch Perfect nauczył się jak fajnie kręcić sceny z dużymi grupami. Bo w Trophy Wife każda postać to indywiduum samo w sobie, ale wspólnie tworzą oni jedną, wielką jednostkę, którą przyjemnie się ogląda. Tym bardziej, że poznajemy tę jednostkę niejako z punktu widzenia “tej nowej” w rodzinie, czyli postaci Akerman (która jest niezmiernie w swej roli urocza). Pilot nie sugeruje w jakim kierunku serial będzie dążył, ale Mysz strzela tak-generalnie w stronę formatu Modern Family. Pan Bór wie, że nawet jeśli schemat jest podobny to dobrych seriali komediowych z Whitfordem nigdy za wiele.

Ocena: 3/5

Back In The Game

Back In The Game
(trailer)

Twórcy: Mark i Robb Cullen (Lucky), także John Requa i Glenn Ficarra (I Love You Phillip Morris, Crazy Stupid Love)
Kto gra: Maggie Lawson (Psych), James Caan (The Godfather), Ben Koldyke (How I Met Your Mother), Lenora Crichlow (Being Human), Griffin Gluck

O co chodzi: Po rozwodzie w którym straciła wszystko, matka (Lawson) z synem (Gluck) sprowadzają się do domu jej ojca (Caan) – byłej gwiazdy baseballu, który nie jest, ujmijmy to, człowiekiem łatwym we współżyciu. Bohaterka, w wyniku zbiegu okoliczności, zostaje trenerem najgorszych wyrzutków w lokalnej dziecięcej lidze baseballu.

Werdykt:
Mysz nie jest jakimś histerycznym fanem baseballu (chociaż A League of Their Own to jeden z moich najukochańszych filmów), ale dała serialowi szansę, bo lubi Maggie Lawson i była ciekawa jak sprawdzi się serial, w którym dużą grupę bohaterów stanowią dzieci. Jak na razie pilot nie wyróżnił się niczym szczególnym – poprawny, schematyczny i tylko odrobinę ponadprzeciętnie-uroczy, a to ze względu na młodego aktora, która gra syn głównej bohaterki. Dzieciak jest tak bezpretensjonalny w swej grze, że chociażby dla niego obejrzę kolejne kilka odcinków. Przy okazji wciąż będę miała nadzieję, że serial znajdzie jakiś inny “haczyk” fabularny na widza niż tylko odwieczne konflikty charakterów ojca i córki, oraz pokazywanie grupy dzieciaków-wyrzutków jako łatwego wykorzystywania ogranych stereotypów. Pożyjemy, zobaczymy. Można obejrzeć, nie trzeba.

Ocena: 2/5

The Goldbers

The Goldbergs
(trailer)

Twórcy: Adam F. Goldberg (Breaking In); reżyser pilota – Seth Gordon (Breaking In, Horrible Bosses)
Kto gra: Wendi McLendon-Covey (Bridesmaids), George Segal (Just Shoot Me!), Jeff Garlin (Curb Your Enthusiasm)

O co chodzi: Zwariowana, dysfunkcyjna rodzina: matka, ojciec, starsza córka, średni syn, młodszy syn, oraz ojciec matki. Wszyscy głośni, kłótliwi, ale na swój sposób kochający. Myk polega na tym, że akcja dzieje się w latach 80-tych.

Werdykt:
…dziwny był ten pilot. Z jednej strony tego typu poczucie humoru to raczej nie moja broszka (trochę Modern Family, trochę Love and Marriage), ale silny wpływ lat 80-tych – nie tylko pod względem realiów, ale także klimatu samego serialu – nastroił mnie do The Goldbergs zadziwiająco pozytywnie. Może to jakieś skojarzenia ze starymi serialami typu The Wonder Years, a może po prostu Mysia nostalgia za latami 80-tymi, ale fakt, że nie znienawidziłam tego serialu od razu każe mi się zastanowić, czy może warto obejrzeć drugi odcinek. We shall see. Może dam mu szansę dla kolejnego młodziutkiego, ale utalentowanego aktora – Sean Giambrone w roli Adama, z którego perspektywy poznajemy rodzinę Goldbergów. Again: można, ale nie namawiam, bo to nie jest serial dla każdego.

Ocena: 2/5

Welcome To The Family

Welcome To The Family
(trailer)

Twórcy: Mike Sikowitz (Rules of Engagement)
Kto gra: Mike O’Malley (Glee), Mary McCormack (The West Wing), Ricardo Antonio Chavira (Desperate Housewives), Justina Machado (Six Feet Under)

O co chodzi: Junior i Molly bardzo się kochają, a niespodziewane zajście w ciążę dziewczyny tylko odrobinę komplikuje ich życiowe plany. Za to rodzice młodych mają na ten temat o wiele więcej do powiedzenia. Zwłaszcza, że ojcowie obu rodzin wyjątkowo się nie lubią.

Werdykt:
Zadziwiająco przyjemny pilot, zapowiadający kolejny przyjemny serial z gatunku “dwie różne kulturowo i charakterologicznie rodziny muszą nauczyć się żyć ze sobą”. Pod tym względem Welcome to the Family (idiotycznie skrócone na WTTF) ma blisko do Modern Family, bo Junior i jego rodzina to Latynosi. Można się więc spodziewać znanych nam już z popkultury schematów na temat różnic kultur. Tym co Mysz do serialu przekonało jest głównie bezpretensjonalny humor oraz to, jak napisani i zagrani są rodzice Molly – tu ukłony dla O’Malley’a i McCormack, który tworzą na ekranie uroczą, zabawną i sympatyczną parę, ale taką, która ma trochę jajec i nie da sobie w kaszę dmuchać. Także Machado i Chavira jako temperamentni rodzice Juniora sprawdzają się nieźle. Najgorzej w sumie wypadają młodzi. Serial ma jednak naprawdę szerokie pole do popisu, a Mysz jest ciekawa co scenarzyści nam zaserwują – coś choć w miarę świeżego, czy dość smaczne, ale wciąż odgrzewane żarty?… z pewnością się przekonam, bo Welcome to the Family bez oporów dodaję do swojego stałego grafiku.

Ocena: 3/5

SERIALE DRAMATYCZNE:

Masters of Sex

Masters of Sex
(trailer)

Twórcy: Michelle Ashford (The Pacific); reżyser pilota – John Madden (Shakespeare in Love)
Kto gra: Michael Sheen (Frost/Nixon), Lizzy Caplan (Mean Girls), Caitlin Fitzgerald (It’s Complicated, prywatnie partnerka Michaela Sheena), Nicholas D’Agosto (Final Destination 5), Teddy Sears (American Horror Story), Beau Bridges (everything), Allison Janney (cokolwiek Aarona Sorkina), Margo Martindale (Justified)

O co chodzi: Słynny lekarz ginekolog-położnik (Sheen) zatrudnia byłą szansonistkę (Caplan) jako partnerkę w kontrowersyjnych – jak na lata 60-te – badaniach nad ludzką seksualnością, ryzykując tym samym swoją wybitną karierę, ale ostatecznie przyczyniając się do ogromnych zmian w tym jak lekarze – i społeczeństwo – postrzegają ludzką seksualność (zwłaszcza żeńską).

Werdykt:
Mysz czekała na ten serial jak na żaden inny i właściwie od jego poczęcia mogła stwierdzić, że będzie zatrważająco wręcz dobry.

Po pierwsze: Michael Sheen. Niemalże zapomniany aktor… no chyba, że akurat pojawi się w kolejnej ze swych wspaniałych ról. Do tego cudowna Lizzy Caplan, w której Mysz kocha się od lat i uważa ją za najlepszy niewykorzystany żeński potencjał komediowy ostatnich lat (kiedyś w tej kategorii była druga moja miłość – Kat Dennings – ale jej kariera komediantki ma się dobrze dzięki 2 Broke Girls i Thorowi).

Do tego dodajmy lata 60-te, czyli jedną z najfajniejszych, najładniejszych wizualnie epok w historii kina oraz temat ludzkiej seksualności, erotyki, początków feminizmu i emancypacji, w kontekście ówczesnych czasów, społeczeństwa, nauki, kultury, etc. A ponieważ to serial stacji Showtime, dostajemy także trochę nagości – która wyjątkowo ma, pod względem fabularnym, ogromnie dużo sensu.

Jako dodatki urocza muzyka, oraz – chyba specjalnie dla Myszy – mała rólka lubianego przeze mnie Nicholasa D’Agosto. No i nie zapominajmy o pomniejszych rolach Beau Bridges i Allison Janney – you can’t go wrong with those two.

Podsumowując: absolutny must-see.

PS. Zwierz jest w trakcie pisania wpisu o pilocie Masters of Sex. Jak go wrzuci w Internet to go tu zalinkuję, dla Waszej wygody. Bo Zwierz na pewno opisze serial lepiej niż ja. [EDIT:] Zwierz wrzucił wpis.

Ocena: 5/5

Ironside

Ironside
(trailer)

Twórcy: Collier Young (twórca oryginalnej serii z lat 60-70tych)
Kto gra: Blair Underwood (L.A. Law), Kenneth Choi (Sons of Anarchy), Pablo Schreiber (Weeds), Brent Sexton (Deadwood), Neal Bledsoe (Ugly Betty), Spencer Grammer (Greek)

O co chodzi: Policjant, który w wyniku nieszczęśliwego splotu okoliczności wylądował na wózku inwalidzkim, prowadzi wnikliwe śledztwa – przy pomocy zaufanego zespołu specjalnie wybranych przez siebie gliniarzy – i radzi sobie ze swoją przeszłością.

Werdykt:
Mysz nie zna oryginalnego serialu i choć zamierza dać Ironside jeszcze tak z… dwa-trzy odcinki by się przekonać, nie jest pod wielkim wrażeniem tego remake’u. Blair Underwood jako tytułowy policjant na wózku jest poprawny – cięty i szorstki podczas śledztwa i momentów walki z wewnętrznymi demonami, czuły i ciepły np. podczas przesłuchania rodziny ofiary. To taki trochę bardziej ludzki House. Nawet niepełnosprawność się zgadza. Do tego dodajmy podobną konstrukcję – co tydzień nowe śledztwo (pacjent), z ogólnym wątkiem z przeszłości głównego bohatera, przeplatającym się ze standalone episodes (uzależnienie House’a). Kompletu dopełnia nam grupa policjantów, którzy pomagają bohaterowi – inteligentna i obowiązkowa kobieta, która próbuje się wykazać, spec od papierów i przekrętów finansowych, mięśniak z jajem, i czuwający nad tym wszystkim twardy, ale mający soft-spot dla bohatera szef.

Ja rozumiem, że to House mógł ten schemat skopiować z oryginalnego Ironside‘a, ale gdy raz już się coś widziało – zwłaszcza gdy to “coś” jest tak schematyczne… cóż, serial nie jest zły. Dla fanów procedurali i “złamanych” bohaterów z pewnością będzie wart poświęconego czasu. Mnie nie zachwycił wybitnie, więc jeśli po kolejnych paru odcinkach mnie czymś nie kupi, bez żalu go porzucę.

PS. Ciekawostka: kojarzycie te momenty z Kill Bill gdy postać Umy Thurman widzi jakiegoś wroga?… to motyw z oryginalnego Ironside.

PS2. Świetne dwa ostatnie kawałki w odcinku. 

Ocena: 3/5

Sleepy Hollow

Sleepy Hollow
(trailer)

Twórcy: Alex Kurtzman i Roberto Orci (Star Trek, Fringe, Watchmen, The Island); reżyser pilota – Len Wiseman (Underworld)
Kto gra: Tom Mison (Parade’s End), Nicole Beharie (Shame), Orlando Jones (Evolution)

O co chodzi: Znany z opowiadania Irvinga Waszyngtona – a także filmu Burtona – Ichabod Crane ginie w miasteczku Sleepy Hollow (Senna Dolina) w trakcie wojny o niepodległość Stanów, tuż po tym jak udaje mu się pozbawić głowy… cóż, Bezgłowego Jeźdźca. Ichabod budzi się w tymże miasteczku 250 lat później i wchodzi w niełatwe partnerstwo z miejscową czarnoskórą policjantką. Wspólnie muszą powstrzymać Bezgłowego Jeźdźca, który dokonuje kolejnych mordów, a także rozwikłać tajemnicę Sleepy Hollow, jego przeszłości i mieszkańców.

Werdykt:
Okej, strasznie źle mi się to pisze, bo wychodzę na dupka, ale… A NIE MÓWIŁAM, ŻE TO BĘDZIE ZAJEBISTY SERIAL?! *szczeżuja*

Wszyscy byli sceptyczni: że dziwna fabuła, że trailer przeciętny, że za dużo wątków, że mało znani aktorzy, etc. A Mysz wiedziała od pierwszych chwil – tak jak wiedziała w wypadku Teen Wolfa – że Sleepy Hollow będzie naprawdę fajnym serialem. I wyszło na moje. Ha!

Ponieważ Wiedźma Aeth napisała serialowi laurkę tak śliczną, że ja nigdy nie będę jej w stanie przeskoczyć, odsyłam Was do niej. Sama tylko streszczę: świetne, naturalne aktorstwo; cudowna, partnerska chemia między dwójką głównych bohaterów; dobra intryga; sprawnie poprowadzona wielowątkowość; ciekawie zawiązane wątki ponadnaturalne; urocze poczucie humoru, w tym dowcipy wynikające z nieprzystosowania Ichaboda do współczesnego życia, a także kontrastów jakie z tego wynikają; cudowna mimika Nicole Beharie jako policjantki Abbie Mills; pokazanie woman of color jako pełnoprawnej bohaterki serialu, która nie jest tylko love interest dla faceta; ciekawe ujęcia kamery (np. wizjer drzwi jako oko kamery, które porusza się na zawiasach gdy drzwi są otwierane); dobre efekty specjalne; akcent Toma Misona (tak, tak, jestem płytka); flashbacki do czasów wojny o niepodległość; straszność (niewielka – mniej więcej na poziomie Supernatural).

Mysz z ogromną niecierpliwością czeka na kolejny odcinek (już za tydzień!). Tym bardziej, że odcinek trzeci napisała Jose Molina – autor scenariuszy do takich seriali jak Firefly, Dark Angel, Castle, Haven, Terra Nova, Grimm, The Vampire Diaries. Oj, będzie się działo!

[EDIT:] Zwierz też napisał laurkę do Sleepy Hollow.

Ocena: 5/5

W międzyczasie Mysz jeszcze zaczęła oglądać brytyjski serial komediowy Bad Education, ale:a) to nie jest nowy serial, b) to jest tak dziwne zwierzę , że jeśli ktoś nie lubi brytyjskiego humoru z gatunku “nie jestem pewien czy to jest wciąż śmieszne czy już obraźliwe”, to nie mogę mu Bad Education z czystym sercem polecić. Ja oglądam, bo lubię Jacka Whitehalla (brytyjski komik) i potrzebuję czegoś lekkiego podczas rysowania postaci do Legendy Pięciu Kręgów*.

A czy Wam udało się obejrzeć któryś z powyższych pilotów? A może czekacie na któryś z innych nadchodzących seriali?

* wkrótce kolejny wpis inspirowany tym systemem RPG. To już drugi. Obsesja wciąż ma się dobrze. Wezwijcie pomoc.

  • Anonymous

    Na razie widzialam tylko “Masters Of Sex” i jestem zachwycona. Zgadzam sie tez ze wszystkim co napisalas o Lizzy Caplan.
    Dam szanse “Trophy Wife”. “Sleepy Hollow” czeka az moj Boyfriend znajdzie czas na obejrzenie: taa, sa takie seriale, ktore 1) ogladamy tylko razem, sa takie, ktore 2) tylko ja ogladam, oraz trzecia kategoria – takie, na ktorych ja usypiam ;).
    Widzialam tez pilot “Brooklyn 99” http://www.imdb.com/title/tt2467372/ – pare razy sie usmiechnelam, ale szalu nie ma.

    Ness

  • Potwierdzam, proszę oglądać “Sleepy Hollow” – świetnie zapowiadająca się świetna mieszanka w świetnym klimacie. Czy już wspomniałam, że świetna? :)

  • Yay! Kolejna fanka Lizzy! Tak się cieszę, że nie tylko ja ją lubię :)
    Daj znać, czy “Trophy Wife” ci podpasuje. Ja byłam mile zaskoczona. A co do oglądania seriali w różnym “składzie” – też tak mamy z Lubym. Ale częściej niż seriali dotyczy to filmów.
    “Brooklyn Nine-Nine” odmawiam oglądania, bo nie przepadam za Andym Sambergiem.

  • Wspominałaś :)
    Dawno nie było tak fajnego pilota. Pozostaje mieć nadzieję, że poziom się utrzyma.

  • Jednak Masters of Sex się udało. Bałem się, że to tylko pretekst do pokazania seksu na ekranie bo Showtime lubi epatować nagością, ale gdzie nie spojrzę tam pozytywna recenzja. Na pewno będę oglądał. Dla Lizzy i Allison ;)
    Sleepy Hollow na tak. Może się potem zrobić strasznie głupie, ale jeśli będzie uroczo głupie (Apokalipsa) to zostanę przy serialu.

  • Lizzy Caplan? Kupuję! (straszliwie cierpiałam, że jej rola w True Blood była taka krótka)

    Nie widziałam jeszcze żadnego z seriali, które wymieniasz, ale na pewno zobaczę Sleepy Hollow ze względu na główną bohaterkę. Poza tym fabuła wydaje się tak absurdalna, że to musi być albo fatalne, albo doskonałe. Mam nadzieję, że to drugie ;)

  • Też bałam się “nagości dla nagości”, ale na szczęście w Masters of Sex jest ona na tyle wytłumaczona fabularnie, że nawet jeśli wiemy, że jest to ukłon w stronę szukającego podniety widza, to łatwo na to przymknąć oko. Zwłaszcza przy tak ciekawych postaciach, świetnej grze aktorskiej i interesujących realiach historycznych. A Lizzy Caplan jest boska i niezmiernie mnie cieszy, że tak wiele osób ją lubi.
    Hehe, mam takie samo podejście. Może być głupio, ale zapowiada się naprawdę fajny kawał ponadnaturalnej zabawy.

  • Noida, pójdź w me ramiona! Ja cierpiałam, że jej rola w TB była taka durna :/

    Jest “to drugie”. Przynajmniej na razie. A nawet jeśli się zkiepści to bohaterowie – i ich dynamika – są na tyle fajni, że i tak będzie warto :)

  • ja orginalnego ironsidea oglądałem grał tam legendarny raymond barr który ma na koncie też perry masona (też oglądany zasługa niemieckich kanałów satelitarnych z początku lat 90 gdzie nadawano hurtowo amerykańskie kultowe seriale od FBI po Mision Impossible)i to był całkiem niezły a nawet więcej powiem serial można sobie poszukać w necie może na YT i obejrzeć jeden odcinek na próbę pozdrawiam

  • Będę musiała dać Ironside’owi szansę. Mój Luby namiętnie ogląda teraz stare odcinki Colombo. Ja nie wiem, czy byłabym w stanie obejrzeć tyle odcinków serialu kręconego “na starą modłę”, ale jeden odcinek mnie nie zabije ;)

  • na pewno nie ;)czasem warto dać szanse takim ojcom i matką założycielom serialowej rodziny ;) jeśli nawet nie dla intrygi to choćby czystego fanu. takie np.UFO same oglądanie strojów i fryzur damskiej części ekipy ;)pozdrawiam

  • “Uwaga: powody dla których Mysz zamierza danemu serialowi dać szansę potrafią być bardzo: a) płytkie, b) niezrozumiałe dla ‘normalnych’ ludzi, c) szalenie subiektywne.”- jak to mówią, każdy ma swoje kategorie :)

    Jedyne, co z tej listy nadrobiłam (2 odcinki) to właśnie “Sleepy Hollow”. Najpierw się wstrzymywałam, bo mam baardzo różne odczucia względem wszelkich paranormalno-apokaliptycznych tematów- zwłaszcza jeśli chodzi o odświeżanie legend. No a poza tym był syndrom ‘eh, kolejna osoba o tym pisze, ja to jednak nie będę oglądać, no bo jak to tak’. Ale, co by nie mówić, ogromnym plusem serii [jak na razie] jest dynamika i główni bohaterowie. Zatem, SH prawdopodobnie wyląduje u mnie na półce pod tytułem “obejrzeć, kiedy będę mieć zły humor”.

  • Ja bardzo lubię starsze filmy, np. z lat 80-tych. Ale w serialach typowa dla tamtego okresu maniera potrafi mnie mocno drażnić. Choć klasyka typu MASH się nigdy nie starzej i zawsze “wchodzi gładko” :)

  • Wiesz, wolę zastrzec, żeby potem nie było że polecam jakieś gnioty. Mysz po prostu ogląda NAPRAWDĘ dużo seriali z bardzo różnych powodów i czasem trudno mi dokładnie wytłumaczyć, dlaczego uważam je za dobre :)

    SH jest zadziwiająco świetne, co mnie cieszy o tyle, że bardzo temu serialowi z jakiegoś powodu kibicowałam (może chodzi o to, że wszyscy mówili, że będzie kiepski, a ja miałam swoje przeczucia?). W każdym razie cieszę się, że SH Cię przekonało. Ja na pewno będę serial regularnie oglądać.