Sezon na pilota – wrzesień w TV #2

Nie wiecie która z nowych telewizyjnych produkcji warta jest Waszej uwagi? Mysz wyciąga pomocną dłoń i podsumowuje/ocenia piloty najnowszych seriali.

Runda druga pilotów nowych seriali! *tańczy*Jak na razie z omówionych w poprzednim wpisie nowości tylko Sleepy Hollow i Dads miały kolejne odcinki. “Senna Dolina” trzyma poziom, choć jeśli mają utrzymać tę formułę “co odcinek nowy potwór” to nie wiem, czy serial się szybko nie znudzi. Polecałabym im raczej formułę The Vampire Diaries, gdzie każdy kolejny odcinek komplikuje już zaistniałą sytuację/dynamikę poprzez wprowadzanie nowych wątków magiczno-mitologicznych. Jasne, prędzej czy później tę coraz-to-pojawiające się wątki zaczną sobie zaprzeczać, ale umiejętnie poprowadzone, potrafią dać radę.Drugi odcinek Dads jest ciut mniej obraźliwy niż ten pilotażowy – a i odrobinę zabawniejszy – ale nadal jest to równia pochyła w dół. Jestem ciekawa jak bardzo spadły ratingi między pierwszym a drugim odcinkiem.Poniżej, dla Waszej wygody i rozrywki, krótkie podsumowania kolejnych nowych dramatów i komedii w tym sezonie. Enjoy.

 SERIALE KOMEDIOWE:

Mom

Mom
(trailer)

Twórcy: Chuck Lorre (The Big Bang Theory), Eddie Gorodetksy (Dharma & Greg); reżyser pilota – Pamela Fryman (How I Met Your Mother)
Kto gra: Anna Faris (Scary Movie), Allison Janey (cokolwiek Aarona Sorkina), Nathan Corddry (Studio 60 Aarona Sorkina), Matt L. Jones (Breaking Bad), French Stewart (3rd Rock from the Sun), Spencer Daniels (Crash)

O co chodzi: Młoda matka-kelnerka walczy ze swoim uzależnieniem od alkoholu… oraz swoją, również skrzywioną przez życie matką. Tło stanowi dwójka dzieci głównej bohaterki, jej żonaty kochanek, jej były mąż-nierób oraz chłopak jej córki.

Werdykt:
Mysz jest mile zaskoczona tym serialem, bo nie spodziewała się po nim wiele. Niby twórcami serialu są ludzie, którzy mają doświadczenie z produkowaniem naprawdę dobrych seriali komediowych, ale obecność Anny Faris skutecznie mnie odstraszała. Okej, widziałam więcej filmów z tą aktorką niż byłabym w stanie przyznać, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się oglądać czegoś specjalnie dla niej (raczej “mimo niej”). W Mom gra też jednak kilkoro naprawdę fajnych aktorów komediowych – Corddry i Janney, którzy jako aktorzy ze stajni Sorkina wiedzą jak grać z urokiem. Do tego dochodzi weteran komedii French Stewart, którego marsowe miny wciąż śmieszą tak samo mocno jak za czasów “Trzeciej planety od słońca”. Serial co prawda nie ma zbyt oryginalnej fabuły, a żarty nie są na jakimś wybitnym poziomie (wszak to serial twórców Two and a Half Men), ale z braku laku na pewno można Mom dać szansę. Nawet jeśli ktoś, tak jak Mysz, nie lubi Anny Faris – tutaj jest wyjątkowo mało denerwująca.

Ocena: 2/5

The Michael J Fox Show

The Michael J. Fox Show
(trailer)

Twórcy: Will Gluck (Easy A)
Kto gra: Michael J. Fox (Back to the Future), Betsy Brandt (Breaking Bad), Katie Finneran (Wonderfalls), Wendell Pierce (The Wire)

O co chodzi: Mockumentary o walce powracającego do pracy dziennikarza telewizyjnego z chorobą Parkinsona.

Werdykt:
Telewizja w tym roku gości wiele ukochanych, powracających nazwisk (poniżej kilka słów o The Crazy Ones, czyli powrocie na antenę Robina Williamsa). Michael J. Fox pojawia się co prawda w The Good Wife, a jeszcze kilka lat temu przewodził Spin City, ale nie macie pojęcia jak bardzo Mysz cieszy się, że Fox dostał swój własny serial komediowy.

Tym bardziej, że tematyka jest mu bliska, bo serial opowiada o Mike’u Henrym – dziennikarzu telewizyjnym, który musiał zrezygnować z pracy z powodu Parkinsona. Teraz, po pięciu latach, wraca na antenę, ku uldze rodziny, która już nie mogła znieść jego nadopiekuńczości. Fabuła serialu jest w dużej mierze oparta na doświadczeniach Foxa w walce i radzeniu sobie z chorobą Parkinsona i to właśnie te aspekty serialu są zarówno najciekawsze, jak i najfajniej ujęte; są jednocześnie zabawne i ciepłe. Widać w tym ogrom humoru i dystansu, jaki Fox przez lata wypracował do swojej choroby. Poza zmaganiami Mike’a, mamy też wszelkie przygody i perypetie jego rodziny – żony, trójki dzieci i jego siostry. Tu nie ma żadnego zaskoczenia – to typowe wątki wszelkich seriali “rodzinnych”. Jednak kontekst choroby głównego bohatera i to jak wpływa ona nie tylko na jego, ale i jego rodzinę sprawia, że nawet znane, schematyczne sceny potrafią sprawiać świeże wrażenie.

Poza tym, nie oszukujmy się: Mysz kocha się w Foxie niezmiennie od lat (nie moja wina! Ten facet się prawie wcale nie zestarzał! Zrobił się tylko uroczo pomarszczony, jak małpka, a przecież nie od dziś wiadomo, że zmarszczki – zwłaszcza od uśmiechu – dodają mnóstwo uroku. Którego Fox i tak ma w nadmiarze, więc Mysz oglądając ten serial ma non-stop banana na pysku). A co się Foxowi chwali, wciąż jest on tak samo uroczym i lekko roztrzepanym, chaotycznym facetem, jakiego wiele z nas kojarzy z Back to the Future (bo Family Ties jest w Polsce mało znane).

The Michael J. Fox Show nie jest jakoś super-śmieszne, ale ma mnóstwo uroku, ciepła i dystansu do siebie. Polecam go wyjątkowo mocno, bo Fox to klasa sama w sobie i chociażby dla niego warto serial oglądać.

A poza tym dwa (!) zaprezentowane nam odcinki premierowe mają tak cudownie śmieszne zakończenia, że Mysz (i Luby) autentycznie kwiczeli na nich ze śmiechu.

Ocena: 4/5

The Crazy Ones

The Crazy Ones
(trailer)

Twórcy: David E. Kelley (Ally McBeal, Boston Legal); reżyser pilota – Jason Winer (Modern Family)
Kto gra: Robin Williams (Mrs. Doubtfire), Sarah Michelle Gellar (Buffy the Vampire Slayer), James Wolk (Mad Men), Hamish Linklater (Newsroom), Amanda Setton (The Mindy Project)

O co chodzi: Przygody agencji reklamowej prowadzonej przez duet: ekscentryczny ojciec (Williams) i poważna córka (Gellar)

Werdykt:
Jeśli David E. Kelley kręci serial komediowy z Robinem Williamsem, który po 32 latach wraca do telewizji… NALEŻY TEN SERIAL OGLĄDAĆ BO BĘDZIE ŚWIETNY.

Mysz niezmiernie ujął pilotażowy odcinek, głównie ze względu na świetne wyważenie scen komediowych – gdzie Williams jak zwykle idzie na żywioł (a biedni współ-aktorzy muszą albo nadążyć za jego żywym jak srebro umysłem, albo po prostu nie pokładać się ze śmiechu) – ze scenami bardziej poważnymi (tu ukłon w stronę Gellar, która z lat pracy u Whedona wyniosła umiejętność zachowania równowagi między scenami poważnymi a śmiesznymi). Fakt, że to wszystko nadzoruje Kelley – specjalista od dramatyczno-komediowych seriali, na dodatek z gość ze specyficznym, dość abstrakcyjnym poczuciem humoru – sprawia, że The Crazy Ones już w pierwszym odcinku pokazuje, że będzie miał szybkie tempo, momentami nieprawdopodobne wątki fabularne, ale przede wszystkim będzie wesoły i przyjemny. Tu muszę wspomnieć o przeciwwagach – czy też dodatkach – do występów Gellar i Williamsa, czyli: Jamese Wolku jako eye candy (facet ma świetne komediowe wyczucie i widać, że praca z Williamsem to dla niego prawdziwa radocha), Hamishu Linklaterze, który świetne sprawdza się jako “nadworny maruda”, oraz chwilowo dość niewykorzystanej Amandzie Setton, która na razie spełnia funkcję śmiechu zza offu. Fabuła serialu będzie z pewnością dość schematyczna – nowe zlecenia agencji reklamowej w której pracują bohaterowie, plus przeszłość/życie każdego z nich – ale widać, że Kelley ma pomysł i będzie prowadził The Crazy Ones pewną ścieżką.

A poza tym: jak można nie oglądać geniuszu Robina Williamsa w akcji? Jeśli nie oglądacie tego serialu, I’m judging you.

PS. Czy tylko mnie James Wolk przypomina młodego Kyle’a Chandlera z czasów Early Edition (“Zdarzyło się jutro” ie. tego serialu o facecie z kotem, co dostaje jutrzejszą gazetę)??

Ocena: 5/5

SERIALE DRAMATYCZNE:

Hostages

Hostages
(trailer)

Twórcy: Alon Aranya, Omri Givon i Rotem Shamir – twórcy oryginalnego, izraelskiego serialu; reżyser pilota – Jeffrey Nachmanoff (scenarzysta The Day After Tomorrow); producent – Jerry Bruckheimer (Pirates of the Caribbean)
Kto gra: Toni Collette (Muriel’s Wedding), Dylan McDermott (American Horror Story), Tate Donovan (Damages), Rhys Coiro (Entourage), Sandrine Holt (Resident Evil: Apocalypse), James Naughton (The First Wives Club)

O co chodzi: Pani chirurg wraz z rodziną zostaje wzięta jako zakładniczka. By zapewnić sobie i bliskim bezpieczeństwo, musi zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych podczas przeprowadzanej operacji.

Werdykt:
Moje sceptyczne podejście do samej koncepcji tego serialu okazało się poniekąd słuszne. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak twórcy chcą przez 15 odcinków dawkować nam napięcie, żeby jednocześnie a) nie przesadzić, b) utrzymać zainteresowanie widza. Owszem – rodzina głównych bohaterów jest interesująca, nie tylko ze względu na nietypową sytuację w której się znalazła. Ojciec rodziny ma sekretną kochankę, córka jest – lub nie jest – w ciąży, a syn w tajemnicy przed rodzicami jest dealerem marihuany. Wychodzi na to, że tylko pani chirurg jest przykładną matką i żoną… co każe się Myszy zastanawiać: jaki sekret przed nami ukrywa?

Serial jest wybitnie character-driven. Jasne, mamy łuk fabularny spinający odcinki a dotyczący zabójstwa prezydenta, ale przede wszystkim skupiamy się na życiu – i przeżyciach – głównych bohaterów, w tym także “tych złych”. Bo Hostages, jak wiele innych tego typu dzieł popkultury, przedstawia nam nie tylko ofiary, ale także tych, którzy trzymają ich na muszce.

Obecność Bruckheimera jako producenta każe spodziewać się w dalszych odcinkach wieli zwrotów akcji i/lub wybuchów. Myślę więc, że warto mieć serial na oku. Zwłaszcza, że Toni Collete i Dylan McDermott to dwójka naprawdę świetnych aktorów i zawsze powinno się oglądać to w czym akurat grają. Mysz nie zamierzała oglądać Hostages, ale da mu jeszcze kilka odcinków. Bardzo chcę zobaczyć jak rozwinie się dynamika między zakładnikami a ich oprawcami, zwłaszcza jeśli – jak sugeruje serial – będą musieli ze sobą przebywać przez niespotykanie długi okres czasu.

Ocena: 3/5

The Blacklist

The Blacklist
(trailer)

Twórcy: Jon Bokenkamp (Taking Lives, The Call); reżyser pilota – Joe Carnahan (Smokin’ Aces, The  Grey)
Kto gra: James Spader (Boston Legal), Megan Boone (Law & Order: Los Angeles), Diego Klattenhoff (Homeland), Ryan Eggold (90210), Harry Lennix (Dollhouse), Parminder Nagra (Bend It Like Beckham)

O co chodzi: Jeden z najbardziej poszukiwanych kryminalistów ostatnich lat – Raymond “Red” Reddington, zwany “konsjerżem zbrodni” (cudowny przydomek) – dobrowolnie oddaje się w ręce FBI i obiecuje pomóc im w ujęciu pokaźnej liczby ‘znajomych z branży’. Ma jednak jeden warunek: będzie rozmawiał tylko z młodą profilerką, Elizabeth Keen.

Werdykt:
Mysz miała bardzo sceptyczne podejście do tego serialu z jednego, bardzo prostego, choć kiepskiego powodu: mam fizyczną wręcz awersję do Jamesa Spadera. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale gdy widzę jego twarz rozlega mi się głowie wyjący alarm pt. “zboczeniec, gwałciciel, pedofil”. Nie jestem z tego zadowolona, bo przez tę antypatię zrujnowano mi na zawsze wiele filmów – Pretty In Pink, Mannequin, Crash, The Secretary – i jeden świetny serial – Boston Legal – ale nic na to nie poradzę. Facet mnie drażni i tyle.

Tym milej zaskoczył mnie The Blacklist. Lekko już podstarzały Spader, w roli podstępnego kryminalisty, z tą konkretną fizjonomią jaką Natura mu dała sprawdza się wprost idealnie! Jest śliski, a jednocześnie czarujący, a jego ciemne oczy wprost błyszczą zabójczą inteligencją. Megan Boone w roli Elizabeth Keen wcale Spaderowi nie ustępuje aktorskiego pola – gdy trzeba jest delikatna i urocza, by następnie zmienić się w twardą, niezłomną agentką. Drugoplanowe role także nie zawodzą (Lennix, Klattenhoff).

Interesująca jest jednak koncepcja samego serialu – nie dość, że praktycznie co odcinek dostajemy nowego “złego” z tytułowej czarnej listy Reda, to na dodatek głównym motywem, swoistym myth-arc całego serialu, jest niechętna współpraca FBI z tym “ultra złym”, czyli właśnie Redem. Wiemy, że Red musi mieć jakiś powód dla swych dziwnych działań – zarówno nagłej chęci oddania się w ręce FBI i pomagania im w łapaniu innych zbrodniarzy, jak i dla dziwnej fascynacji osobą Elizabeth. Pytanie pozostaje: jaki jest jego cel?

I tu właściwie mój jedyny zarzut do The Blacklist: Mysz gdy tylko usłyszała zarys serialu, pomyślała: “Luke… I am your father“. Założenie, że Red jest w istocie ojcem Elizabeth jest tak proste i oczywiste, że aż dziwne, iż nikt w samej fabule serialu na to jeszcze nie wpadł. Oczywiście twórcy mogą specjalnie poddawać widzom fałszywe tropy. Świetne jednak w The Blacklist jest to, że nie ważne czy Red jest ojcem Elizabeth czy nie – jego fascynacją młodą agentką z pewnością będzie kolejnym ciekawym punktem fabularnym w już i tak napakowanym po brzegi serialu.

Mysz widziała tylko ćwierć odcinka Person of Interest (o Boru, jakie to nudne było), ale śmie twierdzić, że pod względem klimatu The Blacklist wpisuje się mniej-więcej w te rejony.

Ja w każdym razie zamierzam przecierpieć twarz Jamesa Spadera by dowiedzieć się co dalej czeka Reda i Elizabeth. Tym bardziej, że finał pilota stawia kilka naprawdę ciekawych pytań odnośnie przeszłości młodej pani agent…

Ocena: 4/5

LUCKY 7 - What would you do if you won the lottery? How would it change your life? Follow a group of seven gas station employees in Queens, New York, who have been chipping into a lottery pool for years, never thinking they'd actually win. They need to be careful what they wish for, because while the money could solve problems for each of them, it will forever change the close-knit bonds these friends have formed, in ABC's new drama, "Lucky 7," which will premiere TUESDAY, SEPTEMBER 24 (10:00-11:00 p.m., ET) on ABC. (ABC/John Medland) ANASTASIA PHILLIPS, STEPHEN LOUIS GRUSH, LORRAINE BRUCE, SUMMER BISHIL (OBSCURED), MATT LONG

Lucky 7
(trailer)

Twórcy: Dan Zabel (E.R.); twórca oryginalnej serii – Kay Mellor.
Kto gra: … jak dla mnie same nowe twarze

O co chodzi: Grupa pracowników stacji benzynowej robi zrzutkę na loterię i wygrywa 145 milionów dolarów. Każdy odcinek serialu skupia się na jednym z bohaterów i pokazuje, jak wygrana zmienia jej/jego życie

Werdykt:
Powiem tak: nie był to zły pilot, a i serial zapowiada się ciekawe, chociażby z tego powodu, że obserwowanie jak bardzo pieniądze potrafią zmienić ludzi zawsze jest – w jakimś stopniu – interesujące. Niemniej należy pamiętać, że jest to kropka-w-kropkę remake brytyjskiego serialu The Syndicate i jeśli chcielibyście poznać dalsze losy “szczęśliwej siódemki”, powinniście raczej obejrzeć oryginał. Zwłaszcza, że w obsadzie brytyjskiej wersji pojawiają się, m.in. Timothy Spall i Matthew Lewis (obaj panowie znani choćby z serii filmów o Harrym Potterze).

Ocena: 2/5

MARVEL'S AGENTS OF S.H.I.E.L.D. - "Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D.," Marvel's first television series, is from executive producers Joss Whedon ("Marvel's The Avengers," "Buffy the Vampire Slayer"), Jed Whedon & Maurissa Tancharoen, who co-wrote the pilot ("Dollhouse," "Dr.Horrible's Sing-Along Blog"). Jeffrey Bell ("Angel," "Alias") and Jeph Loeb ("Smallville," "Lost," "Heroes") also serve as executive producers. "Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D." is produced by ABC Studios and Marvel Television. (ABC/Bob D'Amico) CHLOE BENNET, ELIZABETH HENSTRIDGE, IAIN DE CAESTECKER, CLARK GREGG, MING-NA WEN, BRETT DALTON

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.
(trailer)

Twórcy: Joss i Jed Whedon, Maurissa Tancharoen – czyli ludzie odpowiedzialni m.in. za Avengers, Dollhouse czy serial Spartacus.
Kto gra: Clark Gregg (m.in. Avengers), Ming-Na Wen (E.R.), Colbie Smulders (How I Met Your Mother), dużo mniej znanych nazwisk w tym jeden Szkot (Szkoci są istotni, należy o nich wspominać)

O co chodzi: Znana z komiksów Marvela i filmów o Avengers tajna organizacja S.H.I.E.L.D. tworzy małą, wyspecjalizowaną komórkę, która ma się zajmować nowymi, niewyjaśnionymi sprawami. Ekipę tworzy “kuriozalna zgraja podejrzanych indywiduów”*, dowodzona przez powstałego-z-martwych agenta Coulsona.

Werdykt:
Szczerze?… nie dostaliśmy w tym pilocie nic czego: a) nie pokazano by nam w trailerze, b) nie spodziewalibyśmy się, wiedząc o czym jest serial i kto go robi.

Pilot “tarczy” jest jak stręczyciel dla geeków – daje nam wszystko, czego tylko moglibyśmy chcieć: żarty Coulsona, chmurne miny Marii Hill, wiele fajnie rozpoczętych i intrygujących wątków fabularnych, szybkie ale sprawne przedstawienie nowych postaci (wśród których mamy wszystkie stereotypowe składniki grupy tajnych agentów: rezolutną hakerkę, dupkowatego głównego agenta terenowego, tajemniczą i legendarną agentkę która trzyma się na uboczu, i parę zwariowanych, nerdowatych naukowców – brytyjską specjalistkę od biologii i szkockiego eksperta od broni i technologii). Do tego wciąż dostajemy ukłony w stronę serii filmów o członkach Avengers – tu pojawia się filmik z Iron Manem, tu motyw Bitwy o Nowy Jork i kosmitów (oraz ich technologii), etc.

I wszystko byłoby fajnie: pilot jest świetnie nakręcony; ma dobre tempo, idealnie doprawione kilkoma tajemnicami, których rozwiązanie poznamy dopiero w kolejnym odcinku (lub jeszcze dalej), ale… co z tego? W tym wszystkim nie było żadnego zaskoczenia. Mysz dostała to, co miała dostać i tyle. Jak na wielkie halo, które narosło wokół tego serialu i szalenie pochlebnych opinii, które krążą po Internecie… cóż, powinno być tego więcej. Mam wrażenie, że większość moich fellow nerdów i geeków tak się podnieciła serialem o agentach S.H.I.E.L.D., że nie zauważyła jednej istotnej rzeczy – Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. jest dobrze zrealizowanym pilotem, który mądrze odnosi się do spuścizny filmów Marvela, ale poza tym nie niesie żadnych wartości. I potrafi być szalenie łopatologiczny w tym, jak przedstawia pewne rzeczy (okej, ludzie mówią po francusku, a za oknem wieża Eiffela. We got it, są w Francji. Czy naprawdę jeszcze w tle musi lecieć Edith Piaf??)

Serial nie zapowiada się na wybitne dzieło pod jakimkolwiek względem. Więcej: ma raczej szansę szybko zawieść widzów, ze względu na pokładane w nim ogromne nadzieje. Don’t get me wrong: nie życzę mu źle. Ale jeśli seriale, których nie planowałam oglądać miały (moim zdaniem) lepsze piloty, niż “Agenci Tarczy” na których autentycznie czekałam… Cóż. Powiedzmy sobie szczerze: niezbyt dobrze to świadczy. Ale dla przeciętnego geeka ten serial to jak cotygodniowa Gwiazdka, więc i tak pewnie będą go oglądać. Bez względu na Mysie kręcenie nosem.

PS. Mam ogromny problem z latającą Lolą. Don’t ask me why, I just do.**

PS2. Możecie też poczytać co o pilocie sądzi Wiedźma. Lub Zwierz.

*Cytat z filmu Treasure Planet Disney’a.
** Tak, wiem że to odniesienie do Howarda Starka. Stillnot amused.

Ocena: 3/5

By Any Means

By Any Means
(trailer)

Twórcy: Tony Jordan (Life on Mars, Crash)
Kto gra: Warren Brown (Luther), Shelley Conn (Terra Nova), Andrew-Lee Potts (Primeval, Alice), Gina McKee (Our Friends in the North), Elliot Knight (Sinbad)

O co chodzi: Tajna jednostka nie-do-końca policji wykorzystuje wszelkie możliwe środki (tytułowe any means) by powstrzymać grasujących po ulicach złoczyńców.

Werdykt:
Podziękowania dla Issay, która mi uświadomiła, że ten serial istnieje. Pewnie i tak bym na niego trafiła, bo ubóstwiam Andrew-Lee Pottsa, ale lepiej wcześniej niż później.

Serial ogromnie przypomina w konstrukcji amerykańskie Leverage lub brytyjskie Hustle, ale z bardziej dramatycznym zacięciem. Mamy wkurzającego, ale czarującego dowódcę grupy (Brown), bystrą i twardą kobietę (Conn), specjalistę od komputerów (Potts) i ich tajemniczą zleceniodawczynię (McKee). Pilot sprawnie pokazuje nam jakimi metodami – niekoniecznie legalnymi – działają nasi bohaterowie, jednocześnie dając do zrozumienia, że nie wszystko co robią jest do końca słuszne. Wbrew temu co twierdzi główny bohater świat nie jest wyłącznie czarny i biały i podejrzewam, że bohaterowie By Any Means szybko się o tym przekonają.

Mysz rzadko ogląda brytyjskie seriale, ale temu da szansę. Są ciekawi bohaterowie (z uroczymi akcentami), jest potencjał w dynamice grupy, jak i rozwiązywanych przez nich sprawach, jest odrobina tajemnicy, jest dobry dramat, trochę humoru… no i Andrew-Lee Potts. I’m not even sorry. Jeśli oglądaliście Alice stacji SyFy i nie zakochaliście się w jego Kapeluszniku to bardzo Wam współczuję, bo Andrew-Lee Potts jest świetny i genialny i należy jego pracę w telewizji oglądać.

… nie że jestem nieobiektywna.

Poza tym serial kręcony jest przez BBC One, na dodatek w Birmingham. A Mysz była w Birmingham i bardzo za nim tęskni. O!

Ocena: 3/5

Z powracających seriali: Criminal Minds mimo rozpoczęcia dziewiątego sezonu wciąż trzyma zadziwiająco dobry poziom i zakończyło premierę niezłym cliffhangerem. Castle jak zwykle uroczy, podobnie jak Bones. New Girl bez zaskoczeń, 2 Broke Girls wciąż tak samo niepoprawnie zabawne, How I Met Your Mother – mimo krążącej nad serialem nudy – całkiem sprawnie rozpoczęło ostatnie podchody do matki (do której, muszę powiedzieć, coraz bardziej się przekonuję). Dziś premiery kolejnych sezonów Elementary, Glee i The Big Bang Theory, ale o tym napiszę chyba tylko parę słów na Facebooku.

A jakie seriale Wy teraz oglądacie? Czy coś z nowości Was wyjątkowo zachwyciło? A może wolicie wrócić do starych, znanych, “wygodnych” seriali?