Sezon na pilota – wrzesień w TV #3

Nie wiecie która z nowych telewizyjnych produkcji warta jest Waszej uwagi? Mysz wyciąga pomocną dłoń i podsumowuje/ocenia piloty najnowszych seriali.

Runda trzecia pilotów nowych seriali! Powoli jest ich coraz mniej, ale do końca października pojawi się jeszcze parę fajnych tytułów (Once Upon a Time in Wonderland, Dracula, Reign). Również w nadchodzących miesiącach czekają nas kolejne nowości (Almost Human), uwalniane przez stacje telewizyjne powolutku, z godnością, jak nie przymierzając bąk na sali balowej*. W tym tygodniu oprócz zrecenzowania nowości serialowych, na które możecie trwonić swój cenny czas, omawiam też dwie, mocno przeze mnie oczekiwane, premiery seriali -powracających- na antenę. Mowa o Supernatural i American Horror Story: Coven. Mysie przemyślenia na temat kolejnych odsłon przygód Winchesterów oraz obłąkanej wyobraźni Ryana Murphy’ego możecie przeczytać pod koniec wpisu.

Enjoy i owocnych łowów w tym jakże obfitym, jesiennym sezonie telewizyjnym!

* To nie mój tekst. To Sapka.

 SERIALE KOMEDIOWE:

Sean Saves the World

Sean Saves the World
(trailer)

Twórcy:Victor Fresco (Better Off Ted); reżyser pilota – James Burrows (Will & Grace)
Kto gra: Sean Hayes (Will & Grace), Megan Hilty (Smash), Echo Kellum (Ben & Kate), Thomas Lennon (17 Again), Linda Lavin (Alice)

O co chodzi:Samotny ojciec, gej, wychowuje swoją nastoletnią córkę przy pomocy despotycznej matki i gromadki zwariowanych znajomych.

Werdykt:
Powiem tak: prawdopodobnie niewielu osobom ten serial przypadnie do gustu. Takich jak on – czy nawet lepszych! – jest w telewizji na pęczki.

Mysz będzie serial oglądać, bo ogromnie lubi Seana Hayesa i tęskni za nim od czasu Will & Grace i jego pamiętnej roli Jacka McFarlanda. Poza tym serial jest prosty i uroczy, a czasem dokładnie tego człowiekowi trzeba. No i w Sean Saves the World gra także cudowna Megan Hilty, za której niesłusznie skasowanym Smash płaczę do dziś. Pozostaje mieć nadzieję, że znajdą się jacyś widzowie i serial nie zostanie skasowany… zbyt szybko.

Nie namawiam, żebyście potem się nie skarżyli, że nieśmieszne.

Ocena: 2/5

The Millers

The Millers
(trailer)

Twórcy: Greg Garcia (My Name Is Earl, Raising Hope); reżyser pilota – James Burrows (Will & Grace)
Kto gra: Will Arnett (Arrested Development), Margo Martindale (Justified), Jayma Mays (Glee), Jerry Brooks (Curb Your Enthusiasm), Nelson Franklin (The Office), Beau Bridges (Stargate: SG1)

O co chodzi: Rozwiedzony mężczyzna (Arnett) przez przypadek doprowadza do rozpadu ponad czterdziestoletniego, bardzo napiętego małżeństwa swoich rodziców (Martindale i Bridges). Teraz matka mieszka z nim, a ojciec z jego siostrą (Mays). Hilarity ensues.

Werdykt:
Hmm… sama nie wiem. Z jednej strony to serial Grega Garcii, którego Raising Hope jest przeurocze, jeśli czasem balansujące na granicy dobrego smaku i poprawności. Z drugiej strony to serial twórcy My Name is Earl, którego śmieszność polegała na uparty przekraczaniu granicy i naśmiewaniu się ze stereotypów.

Arnett to stary wyjadacz komedii i choć Mysz go nie lubi, przyznaję że facet ma charyzmę i potrafi dobrze sprzedawać gagi. Jeśli jednak ktoś chciałby ten serial oglądać to tylko dla duetu Martindale i Bridges – ta dwójka to weterani małego i dużego ekranu, i obserwowanie ich razem na ekranie to prawdziwy rarytas. Jasne, rarytas mocno lekkostrawny i czasem przesolony, ale to wciąż gourmet burger wśród często serwowanych w telewizji aktorskich fastfoodów*.

Na razie trudno ocenić, czy serial się dokądś rozwinie. W chwili obecnej to po prostu kolejny sitcom skupiający się na rodzinnych perypetiach. Zobaczymy, dokąd formuła zaprowadzi tym razem.

Ocena: 2/5

* Też sobie, kurde, metaforę wymyśliłam.

Super Fun Night

Super Fun Night
(trailer)

Twórcy: Rebel Wilson (Pitch Perfect); reżyser pilota – Alex Hardcastle (The Office)
Kto gra: Rebel Wilson (Pitch Perfect), Liza Lapira (NCIS), Kevin Bishop (The Kevin Bishop Show)

O co chodzi: Trzy dziewczyny, które do tej pory spędzały wieczory razem w domu, postanawiają w każdy piątek zaszaleć gdzieś na mieście, w ten sposób wyłamując się ze swojej skorupy.

Werdykt:
UGH. Gdybyście, Drodzy Czytelnicy, żyli w mojej głowie, zrozumielibyście jak wielkim poświeceniem było dla mnie obejrzenie pilota serialu, którego twórcą jest Rebel Wilson. Panna Wilson, uznawana za “nowe pokolenie komedii” i jedną z zabawniejszych aktorek obecnie pracujących w showbiznesie, mierzi mnie TAK STRASZLIWIE, że słów mi autentycznie brak. Jej poczucie humoru oraz prezentowane przez nią dowcipy są nie dość, że kompletnie przypadkowe i od czapy, to na dodatek często obsceniczne, i – co najgorsze – w ogóle nie śmieszne.

Jeśli komuś odpowiada oglądanie jak Wilson robi się z siebie – i dwóch pozostałych aktorek, grających jej przyjaciółki – kompletnie idiotki… be my guest. Mysz od Super Fun Night będzie się trzymać z daleka. I to samo radzi Wam. Z całego serca.

Ocena: 1/5

SERIALE DRAMATYCZNE:

The Tomorrow People

The Tomorrow People
(trailer)

Twórcy: Greg Berlanti (Arrow) i Julie Plec (The Vampire Diaries, Kyle XY); twórca oryginalnej brytyjskiej serii – Roger Price
Kto gra: Mark Pellegrino (Supernatural), oraz banda młodych aktorów

O co chodzi: X-men dla ubogich w wersji highschool – istnieje grupa “nadludzi”, którzy dzięki genetycznym mutacjom posiadają wyjątkowe moce (3 “T” – telekineza, teleportacja, telepatia), uaktywniające się w wieku nastoletnim. Główny bohater dowiaduje się, że nie dość iż jest jednym z tych “nadludzi”, to jego zaginiony ojciec też takim super-ludziem jest, co więcej – założył podziemne, sekretne schronienie, w którym teraz żyją ci tzw. tomorrow people. Oczywiście jest też zła korporacja, która próbuje ich wszystkich zniszczyć.

Werdykt:
Banał goni banał, choć pod koniec odcinka dostajemy fajny twist fabularny (bez spoilerów: wszelkie reguły gatunku dyktują, że bohater podejmie decyzję “X”, a on robi widzom psikus i podejmuje decyzję “B”).

Jak to bywa w wypadku stacji CW, mamy na ekranie paradę ślicznych chłopców i dziewcząt, całkiem niezłe choć proste efekty specjalne, przewidywalną choć wciąż trochę interesującą fabułę, nastoletnie rozterki sercowo-osobowościowe, super-komputer, tajne korporacje, super-moce, zaginionych rodziców, zakazane miłości… blah blah blah. To wszystko już było.

Nie wiem. Może z czasem serial rozwinie skrzydła (niektóre seriale stacji CW tak mają). Ja bym nie wstrzymywała oddechu w oczekiwaniu. Już lepiej oglądać nowe/stare sezony The Vampire Diaries.

Ocena: 2/5

Betrayal

Betrayal
(trailer)

Twórcy: David Zabel (ER); twórcy duńskiego oryginału: Frank Ketelaar, Robert Kievit; reżyser pilota – Patty Jenkins (Monster)
Kto gra: Hannah Ware (Boss), Stuart Townsend (Queen of the Damned), Chris J. Johnson (The Vampire Diaries), Wendy Moniz (Nash Bridges), Henry Thomas (E.T.), James Cromwell (American Horror Story: Asylum)

O co chodzi: Przypadkowe spotkanie, skradziona chwila, zakazany romans… ona i on – ona, zamężna artystka w niespełnionym małżeństwie z ambitnym adwokatem; on – “załatwiacz” na usługach podejrzanego o niecne interesy potentata budowlanego. Sytuacja się komplikuje – syn potentata zostaje oskarżony o morderstwo, a ambitny adwokat postanawia dobrać się do lewych interesów jego ojca. W samym środku tej burzy – ona i on.

Werdykt:
Mysz obejrzała pilot serial kompletnie wbrew sobie. Proste dramaty bez jakiegoś dodatkowego “smaczka” (magia, mutanci, bezgłowi jeźdźcy) zwykle szybko mnie nużą, tym bardziej gdy główną osią jest zdrada małżeńska i jej ukrywanie. Widzicie, Mysz mocno przeżywam tzw. secondhand stress – czyli jeśli bohater ma jakiś sekret, który lada moment może się wydać (vide np. Dexter), Mysz stresuje się 10 razy bardziej niż bohater i przez to mocno spada jej przyjemność z oglądania. Poza tym w serialu gra Stuart Townsend, który na zawsze zrujnował postać Lestata, więc tym bardziej nie zamierzałam po Betrayal sięgać.

Jednak poświęciłam się dla swoich Czytelników i… dobrze na tym wyszłam. David Zabel na planie ER zdobył doświadczenie w kreowaniu trzymających w napięciu dramatów z interesującymi postaciami, a oparta na duńskim pomyśle fabuła nie trąci tanią amerykańskością, a właśnie chłodnym, mrocznym, skandynawskim dramatem. Nie wiem dokąd serial poprowadzi swoich bohaterów, ale podoba mi się wolne, nienachalne tempo, które nam narzucono. Za serialem przemawia także bardzo utalentowana obsada, która świetnie rozgrywa relacje między bohaterami. A te są momentami ciekawsze do obserwowania niż sama fabuła. Na uwagę zasługują zwłaszcza Cromwell i Thomas jako ojciec i syn. Cromwell na star(sz)e lata nabrał zwyczaju grania wredny dupków, co jest o tyle dziwne do oglądania, że dla mnie na zawsze pozostanie dobrotliwym farmerem od “That’ll do pig. That’ll do.“* Z kolei Thomas w rolli upośledzonego umysłowo syna przypomina widzom, dlaczego swego czasu Spielberg wybrał go do roli młodego Elliotta w E.T. Thomas rzadko pojawia się na ekranie, ale gdy już nim jest, trudno od niego oderwać wzrok (a przynajmniej Mysz ma problemy).

Także romans dwóch głównych bohaterów – oś serialu – jest wyjątkowo dobrze napisany i zagrany. Tu brawa dla Ware i Townsenda *grrr*, między którymi naprawdę widać tę nieokreśloną, pełną niedopowiedzeń chemię, którą mają ludzie z niewiadomych powodów lgnący ku sobie.

Dość powiedzieć, że Betrayal to kolejne miłe zaskoczenie tego serialowego sezonu. Mysz ma za sobą już dwa odcinki i nie może się doczekać na więcej.

Ocena: 3/5

*cytat z filmu Babe.

Witches of East End

Witches of East End
(trailer)

Twórcy: Maggie Friedman (Eastwick); oparte na powieści Melissy de la Cruz (“Blue Bloods” aka “Błękitnokrwiści”); reżyser pilota – Mark Waters
Kto gra: Julia Ormond (Legends of the Fall), Jenna Dewan-Tatuum (Step Up), Rachel Boston (In Plain Sight), Mädchen Amick (Twin Peaks), Virginia Madsen (Sideways), Jason Winston George (Grey’s Anatomy); w kolejnych odcinkach – Freddie Prince Jr. (She’s All That)

O co chodzi: Kobiety z rodu Beauchamp są nieśmiertelnymi czarownicami. Johanna i jej siostra Wendy żyją od stuleci, walcząc z ciążącymi nad nimi klątwami. Freya i Ingrid – córki Johanny – trzymane dotąd w tajemnicy i nieświadome swoich mocy nagle zaczynają odkrywać prawdę. A jakby tego było mało, okazuje się, że ktoś pragnie je wszystkie zabić!

Werdykt:
Mysz autentycznie nie spodziewała się, że tak ją może zachwycić serial stacji Lifetime, która słynie z melodramatycznych filmów dla kur domowych. Ale, tak po prawdzie, to Witches of East End spodobało mi się bardziej niż premiera American Horror Story: Coven (o którym niżej), a to naprawdę coś!

Mniej strasznie niż AHS i mniej poważne niż The Vampire Diaries, “Czarownice z East End” ma wszystkie zalety starego dobrego serialu, jakim było Charmed – luźne podejście do magii, poprzednie wcielenia, flashbacki do przeszłości, wielkie rody czarownic, świetną dynamikę między grupą spokrewnionych kobiet, poczucie humoru, piękną oprawę, a na dodatek – małomiasteczkowe ploteczki plus wątek bogatej rodziny, w którą próbuje się wżenić jedna z młodych wiedźm.

Widać, że Friedman próbuje naprawić błędy popełnione podczas kręcenia Eastwick (Mysz bardzo żałuje tego serialu) i tym razem nie cacka się z wprowadzaniem wątków – pierwszy odcinek (z cliffhangerem!) wrzuca nas w sam środek akcji, szybko i sprawnie przedstawiając nam postacie, tłumacząc kto, co, jak i dlaczego. Pod względem tempa akcji taki skok na głęboką wodę to świetne rozwiązanie – potem będzie czas na rozwój postaci, teraz mamy poczuć iskrę zainteresowania!… Mysz z pewnością ją poczuła. I czuję też, że Witches of East End może stać się fenomenem Internetu, tak jak onegdaj Teen Wolf.

Mock my words: oglądajcie Witches of East End, zanim wszyscy się na niego rzucą.

PS. Obejrzyjcie jaki zajefajny jest ten trailer!

Ocena: 4/5

PREMIERY POWRACAJĄCE: 

(spoilery)

Supernatural s9

Supernatural:

Wiesz, że oglądasz dziewiąty sezon serialu, w którym co chwila ktoś umiera i powraca do żywych, jeśli nic nie jest cię w stanie ruszyć – ani Sam pragnący śmierci, ani Dean walczący o niego wbrew wszystkiemu, ani Bobby namawiający Sama by wreszcie się poddał. Wiesz, że masz serialową znieczulicę, gdy orientujesz się, że wzruszyło cię dopiero pojawienie się na ekranie samej Śmierci i moment, gdy powiedział Samowi, że jest z niego dumny.
… dopiero wtedy się rozpłakałam.

Ludzki-Cas budzi w Myszy nadzieję. Głównie dlatego, że Mysz uważa, że Castiel zrujnował ten serial i jego postać – choć momentami fajna – z zasady mnie niezmiernie denerwuje. Jego perypetie jako człowieka (czy też ich zaprezentowany w pierwszym odcinku początek) są na tyle interesujące, że może uda mi się choć trochę Castiel polubić. Choć nadal jest nadętym, męczeńskim dupkiem.

Tahmoh Penikett był strasznie fajnym guest starem. Z biegiem czasu coraz bardziej się wyrabia jako aktor (nie wiem czy to wina jego “ciosanej” fizjonomii, ale mimo że wiem, że facet potrafi grać, zawsze mam wrażenie że jest zbyt… poważny; nawet jak próbuje się uśmiechnąć). Cieszy mnie niezmiernie, że nie wszystkie anioły to dupki.
Nie cieszy mnie natomiast powrót Sama. Wizja Sama-sztywnego-anielskiego-Terminatora (ie. opętanego przez Ezekiela) strasznie mi się podobała. Głównie dlatego, że Sam od wielu sezonów jest zrzędliwą mimozą i mam go, momentami, serdecznie dosyć. Poza tym gdyby świadomość Ezekiela pozostała wiodąca w ciele Sam, Jared Padalecki miałby nareszcie coś więcej do zagrania niż tylko swoje sad puppy face. Nadal mam nadzieję na parę porządnych ciosów w emocjonalny splot słoneczny – brawo Dean, kolejny sekret przed bratem! – ale twórcy z pewnością będą nam je dawkować powolutku.

… ale skoro postać Tahmoh nie jest już opętana, zastanawiam się:… czy Ezekiel pojawi się jeszcze pod jakąś postacią -inną- niż Sam?

Innymi słowy: mimo dziewięciu sezonów, wielu niekoniecznie dobrych przebojów i postępującej znieczulicy serialowej, Supernatural wciąż miewa momenty. A ponieważ SPN to moje ukochane maleństwo, z pewnością wytrwam z nim do końca. Nie ważne, jak bardzo ten koniec mógłby być kiepski.

 
AHS Coven

American Horror Story: Coven:

First things first: Mysz była zachwycona gdy usłyszała, że Murphy bierze się z wiedźmy.

Po drugie: AHS to, moim zdaniem, jeden z najbardziej niedocenianych seriali ostatnich paru lat. Głównie ze względu na swój gatunek (ie. horror). A szkoda, bo jeśli ktoś, tak jak Mysz, jest w stanie przemóc swój strach i dać serialowi szansę, od razu byłby w stanie zobaczyć jak niesamowitą, choć pokręconą, wyobraźnię ma Ryan Murphy.

Po trzecie: poprzedine dwa sezony były świetne i przerażające i Mysz je absolutnie ubóstwia.

Po czwarte: premiera nowego sezonu… wcale mi się tak nie podobała.

Jest wiele wspaniałych elementów: rola Kathy Bates (Misery, anyone?), Jessica Lange i Sarah Paulson jako duet matka-córka, arcy-intrygujące pomysły względem aspektów magii i backgroundu niektórych postaci (human voodoo doll, no padłam normalnie), niesamowita muzyka, świetne efekty specjalne, wyraźnie zarysowane wątki (które znając Murphye’go wkrótce odwrócą się o 180 stopni, w kompletnie niespodziewaną stronę), wiele pytań bez odpowiedzi, cudowne flashbacki do przeszłości (w tym starego Nowego Orleanu i palenia wiedźm w Salem)… lista jest długa i mogłaby tak kilka akapitów wymieniać.

Problem w tym, że dla mnie zabrakło tam… magii. Wszystkie elementy są, ale tak jak premierowe odcinki pierwszy dwóch sezonów totalnie wbijały widza w fotel (zarówno pozytywnie, jak i pod względem przestraszenia), tak Coven jest… trochę nijakie. Wiem, że to zamierzony efekt – Murphy chciał tym razem zrobić coś lżejszego, “z humorem”, bo miał dość narzekań ludzi na to, że AHS bywa “ciężkostrawne”. Ja twierdzę, że trzeba się było trzymać szokującej formuły, ale ufam Murphy’emu na tyle, by chwilowo zawiesić swój osąd.

Powiedzieć na pewno trzeba, że aktorsko jest – jak zwykle – bezbłędnie. Obsada jest świetnie dobrana, a panie Jessica Lange, Sarah Paulson, Kathy Bates i Angela Bassett dają nadzieję na naprawdę zwariowane, cudownie utalentowane występy. Także młodsza część obsady (w tym mój ulubieniec, Evan Peters, a także dołączająca w tym sezonie Gabourney Sidibe), choć na razie mająca niewiele do grania, zapowiada się nieźle.

A teraz najważniejsze: Mysz twierdzi, że premiera trzeciego sezonu AHS była słaba. Nie jakoś wyjątkowo, ale na pewno słabsza niż dwa poprzednie sezony. Ale, przeczytawszy przed sekundą dość duże – choć ogólne – spoilery do reszty sezonu mogę powiedzieć ze 100% pewnością, że Murphy naprawdę widzów nie zawiedzie. Owszem, Coven może być lżejszy i weselszy niż pierwsze AHS czy Asylum, ale w ciągu najbliższych tygodni z pewnością czeka nas ZAJEBISTA przejażdżka. Każdego który ma na nią odwagę, serdecznie zapraszam.

KRÓTKA PIŁKA:

  • Glee nie zawiodło pod względem obiecanych zaręczyn Blaine’a i Kurta (Blaine ukradł mi tekst!), jednak dwa odcinki pod flagą piosenek Beatlesów były mocno letnie; tylko Darren Criss obronił się w pełni, z honorable mention dla Nayi Riviery w “Here Comes The Sun”.
  • Castle wywija fikołki na lewo i prawo i wije się jak piskorz by fabularnie uzasadnić wysłanie Kate do DC. Co odcinek to coraz przewidywalniej. Wciąż jest fajnie – a ‘Caskett’ to urocza para – ale w pewnym momencie nawet Mysie suspencion of disbelief idzie się czesać.
  • Masters of Sex – bezapelacyjnie najlepszy nowy serial sezonu. Michael Sheen to geniusz, Lizzy Caplan – olśnienie! Jeśli serial nie zgarnie jakichś Emmy w przyszłym roku, oficjalnie zaczynam bojkotować te nagrody!
  • Agents of S.H.I.E.L.D. – drugi odcinek lepszy od pierwszego tylko z jednego powodu: udało im się nam wszystkiego nie zespoilować trailerami i promosami jak w wypadku pilota. Trzeci odcinek jest powolnym parciem ku lepszemu, ale wciąż jest tego mało. I expected more from you, Joss.
  • Sleepy Hollow wciąż trzyma poziom. Widziałam narzekania, że czwarty odcinek był nudny, ale Myszy zaimponowało, jak rozegrano relacje sióstr Mills, a także poziom efektów specjalnych. Widać, że przy serialu pracują zapaleńcy. Drugi najfajniejszy serial tego sezonu.
  • Once Upon a Time bardzo dużo zyskało na przeniesieniu akcji do Nibylandii. Piotruś Pan jest moim nowym ulubionym bad guy (razem z Hakiem i Goldem, naturalnie). Jestem bardzo ciekawa dokąd akcja się potoczy.
  • The Michael J. Fox Show, The Crazy Ones, Trophy Wife – Myszy się podobają, nikomu innemu nie muszą.
  • New Girl, jak na komedię jest ostatnio strasznie dramatyczne
  • Elementary – *delfini pisk* Strasznie mi się podobały te dwa odcinki. Pierwszy bo był Rhys Ifans, drugi bo był bardzo ciekawy (cicho, matematyka jest ciekawa!). Ale moja sympatia do “tego drugiego Sherlocka” jest powszechnie znana, więc no surprise there.
  • How I Met Your Mother – sympatycznie, ale dobrze że to ostatni sezon.
  • Criminal Minds – mocne zakończenie dwuczęściowego odcinka premierowego. Mimo dziewięciu sezonów na karku, serial nadal potrafi zaskoczyć. A to naprawdę godne pochwały.
  • 2 Broke Girls – wciąż Mysie guilty pleasure
  • The Blacklist – trzeci najfajniejszy serial sezonu. Mimo antypatii do Jamesa Spadera przyznaję że jest świetny, a Megan Boone dzielnie dotrzymuje mu pola. Poza tym ten kto odpowiada w tym serialu za dobieranie muzyki jest geniuszem! “Sympathy for the Devil: Guns’N’Roses, “Sinnerman” Niny Simone, “Hey Man Nice Shot” Filtera?… poezja.
  • brytyjskie By Any Means – czarny koń tegorocznego sezonu. Praktycznie nieznany serial, a Mysz dawno, oglądając kolejne odcinki, się tak dobrze nie bawiła. Czasem nie ma to jak kawał porządnej brytyjskości!

No to jak, Robaczki? Podpasowały Wam któreś nowości z tego tygodnia? 

  • Czytam i zapisuję do obejrzenia :)

  • Witches of East End bardzo mi się spodobały, skojarzenie z Charmed natychmiastowe, a ja bardzo lubiłam ten serial.
    Master of Sex super, Crazy Ones i Trophy Wife zaskakująco przyjemne.
    Blacklist mnie na razie znudziło, Sleepy Hollow nie podoba mi się tak bardzo jak wszystkim.
    New Girl i 2 Broke Girls dalej super.
    Bones i Castle – niby spoko, ale coś nie tak…
    Supernatural – obejrzany z przyjemnością.

    A teraz i tak nadganiam czwarty sezon Face Off, uwielbiam takie programy :D

  • Czy są może jacyś silni faworyci? :)

  • Mysz takoż ogromnie za Charmed tęskni, a Witches of East End miło mnie zaskoczyły. A czy oglądasz może także American Horror Story: Coven, skoro mówimy o czarownicach? :)
    Castle chyba za bardzo się stara, zaś Bones jest już na… dziewiątym sezonie? Może im już brakować oddechu. Cieszy mnie za to, że ktoś jeszcze ogląda (i lubi) Trophy Wife i The Crazy Ones. Pozostaje mieć nadzieję, że seriale utrzymają się w ramówce.

    A Face Off to chyba mój najulubieńszy program typu reality :)

  • tomorow people to kolejny remake tego sezonu i jak widzę kolejna wtopa ;)to swoją drogą dla mnie zagadka jak mając sprawdzony pomysł często gęsto kultowego serialu można to schrzanić ale widać można ;))

  • Wiesz, czasem ich błąd polega na tym, że zmieniają zbyt wiele względem oryginału, a czasem że nie zmieniają dostatecznie dużo. Często trudno wyczuć które podejście byłoby lepsze… a potem jest już za późno.
    Poza tym zdarza się, że zabraknie “iskry”, która była w oryginale.

  • O, ale te Witches to jest na podstawie Blue Bloods? Czy jakiejś innej jej książki? Bo coś mi się fabuła jakby nie zgadza…

    Sleepy Hollow czwarty odcinek też mi się bardzo podobał, chyba najbardziej ze wszystkich (no, może drugi po pilocie), bo aktorzy wreszcie mieli coś do zagrania i poznaliśmy trochę postaci. Duży plus.

    MatkoboskoJamesSpyder! Przez cały odcinek miałam niejasne wrażenie, że skądś znam tego gościa… Rany. To się nazywa zaćmienie.

    A te By any means to komedia czy co?

    A w ogóle to ja strasznie żałuję, że nie cierpię się bać, bo AHS wydaje mi się nader zacną koncepcją na serial. Zwłaszcza podoba mi się, że co sezon to nowa historia jest. Ale nie będę oglądać, bo dla mnie nawet Sleepy Hollow miejscami za straszne…

  • Witches jest na podstawie książki de la Cruz pod tym samym tytułem. Inna seria niż Blue Bloods, ale to samo uniwersum. Nie czytałam, więc nie wiem czy książka dobra. Serial od niej podobno odbiega.

    By Any Means to taki trochę dramat kryminalny, ale z komediowymi elementami. O grupie ludzi, którzy działają poza prawem, by wtrącać złych ludzi za kratki. Robią to ze sprytem i poczuciem humoru. Daj pilotowi szansę, może Cię chwyci.

    A AHS jest zaiste strasznie straszne. Jeśli Sleepy Hollow Cię momentami przeraża, to AHS raczej sama nie zdzierżysz. A szkoda, bo naprawdę świetny serial.

  • Fuzukat

    Myszo, ja znów chcę Cię wyściskać! Mam bardzo podobne uczucia wobec Supernatural. A reakcje na seriale, które też oglądam miałam podobne.
    No i znów się zaskoczyłam, że Mysz lubi i Myszy się podobały (tak samo jak i mnie) nowe odcinki Elementary.
    You’re my spirit animal, guuuurl.

  • Co do AHS to robiłam podejścia do pierwszego i drugiego sezonu, okazało się, że to zupełnie nie dla mnie – chociaż ma te wszystkie elementy, za którymi szaleję. Do Coven nie robiłam jeszcze podejścia i szczerze mówiąc umknął mi w ogóle fakt, że są tam czarownice! Bo tak, niby Ty też napisałaś o tym, ale kiedy zobaczyłam że chodzi o AHS to przewinęłam w dół ;) Pora nadrobić to przeoczenie!

  • Z ciekawości: czemu nie dla Ciebie? Zbyt straszne (bywa i tak), czy po prostu klimat z jakiegoś powodu nie pasuje?… Coven polecam o tyle, że jest – moim zdaniem – mocno inny niż dwa pierwsze sezony: mnie mroczne, z większym poczuciem humoru… no i są wiedźmy :)

  • Ja ogromnie lubię “Elementary”. Nie wiem czy wynika to wyłącznie z mojej sympatii do Jonny’ego Lee Miller i Lucy Liu, czy mój sentyment do amerykańskich seriali też ma na to wpływ… dość powiedzieć, że w przeciwieństwie do większości Internetu Mysz nie faworyzuje “Sherlocka” BBC i zawsze stara się dać “Elementary” szansę.
    A o tych bratnich duszach to wiemy nie od dziś :D

  • Chyba nawet nie chodzi oto, że zbyt straszne, tylko zupełnie mnie to nie zainteresowało i wręcz odczuwałam awersję do tych sezonów.
    A wpadłam tu zadać takie pytanie: Czarownice z East End pochodzą z Asgardu?! :O

  • A zaczęłaś oglądać Coven? Bo jestem ciekawa co sądzisz.
    Książkowe czarownice owszem. Ale nie wiem czy serialowe też, bo mam chwilowo ze trzy odcinki do nadrobienia :D

  • *zakrada się nieśmiało* Dzieńdobrywieczór. Bo ja tak cichcem podczytuję i w końcu zebrałam się na odwagę, żeby się odezwać. :) Czy jeszcze nie porzuciłaś “Supernatural”? Planujesz jeszcze kiedyś wrócić do raportów? Bo ja właśnie świeżo wpadłam i widzę, że wszyscy naokoło już mają dość i porzucają SPN – moje typowe szczęście fandomowe. I nie bardzo mam z kim pogadać, a Twoje SPNowe teksty najfajniej mi się czyta, z tych polskich jakie do tej pory znalazłam. Pisanie własnych mi nie wystarcza, pewnie wiesz jak to jest. :}

  • *odpisuje 7 miesięcy po czasie; to nowy rekord*
    SPN oglądam nadal i oglądać będę – to serial do którego mam ogrom nostalgii i sentymentu i nie wyobrażam sobie bym miała go porzucić przed końcem. Nie ważne jak bardzo twórcy serialu, postacie czy wątki mnie momentami denerwują.
    Jeśli chcesz poczytać co sądzę o nowym sezonie, na Puplozaur.pl (zresztą wraz ze znaną w fandomie SPN Cathią) snuję swoje rozważania.
    Natomiast co do raportów… wątpię. Jeśli jakiś serialowy odcinek mnie bardzo poruszy/zmusi do myślenia, zwykle wrzucam o tym status na fanpage. Są też seriale z których regularnie piszę recapy (Hannibal, American Horror Story: Freak Show), ale są to przypadki wyjątkowe. Natomiast zawsze można Myszy zadać konkretne pytanie, czy to w komentarzu czy np. na Asku. Staram się odpowiedzieć na wszystkie pytania)