Nowe seriale niczym przebiśniegi – sezon na pilota #5

Nie wiecie która z nowych telewizyjnych produkcji warta jest Waszej uwagi? Mysz wyciąga pomocną dłoń i podsumowuje/ocenia piloty najnowszych seriali.

Myśleliście, że skoro wrzesień i początek roku za nami, to na antenie nie pojawi się już nic nowego? Wrong. Nowe seriale są wypuszczane partiami i to dość cyklicznie: ok. 3 razy do roku – we wrześniu, na początku roku, w tak zwanym mid-season (od stycznia do lutego, a czasem nawet marca), oraz przed wakacjami. Dlatego wciąż czeka nas jeszcze parę ciekawych premier.

Na fanpage’u ostrzegałam, że w najbliższym czasie na blogu powieje ciszą i chłodem, bo Mysz wyprztykała się niechcący z całego limitu Internetu i musiała czekać do 21 lutego by tenże się odnowił. W związku z tym miałam niewielką możliwość, by wrzucać nowe notki… ale za to dzięki temu zyskałam sporo czasu by w spokoju, bez dystrakcji, usiąść do oglądania seriali. Na tapecie jest przede wszystkim powtórka z ogromnie przez Mysz lubianego serialu Spartacus, ale raz na jakiś czas, dla oczyszczenia podniebienia, zapuszczam sobie także jakiś nowy pilot. Część z nich to seriale, które już są na antenie, lub pojawią się na niej najdalej w tym tygodniu; premiera kolejnych nastąpi dopiero za miesiąc. Tak się złożyło, że pięć z siedmiu omawianych seriali to produkcje NBC, ale tak to bywa, gdy stacja organizuje tzw. preview night.

Co ciekawe, z punktu widzenia Myszy większość tych seriali nie jest może wybitna, ale trzyma stały, dobry poziom. Naprawdę rzadko się zdarza, by partia pilotów wywołała we mnie tyle pozytywnych emocji. I nawet ten melodramat a’la Romeo i Julia z drewnianym aktorstwem, kosmitami i białaczką zdołał zaskarbić sobie choć część mojej sympatii.

But I’m getting ahead of myself. Jeśli komuś wciąż mało serialowych nowości (po tych paru wpisach: 1; 2; 3; 4; 4,5), zapraszam do zapoznania się z kolejną partią!

Disclaimer: owszem, wiele do tej pory omówionych seriali dostało ocenę 3/5. Wiadomo, że taka wypośrodkowana ocena niewiele Czytelnikowi jest w stanie powiedzieć, ale czasem naprawdę trudno obiektywnie ocenić serial, zwłaszcza na podstawie samego pilota. W razie wątpliwości, czy serial Was zainteresuje, nie wahajcie się zapytać Myszy o dodatkowe wyjaśnienia :)

aboutboyAbout a Boy
(first look) – premiera: 22 lutego 2014

Twórcy: Jason Katims (Roswell, Boston Public, Parenthood); na podstawie książki Nicka Hornby’ego
Kto gra: David Walton (Fired Up!), Minnie Driver (Good Will Hunting), Benjamin Stockham (Sons of Tucson), Al Madrigal (Gary Unmarried)

O co chodzi: Fabuła filmu About a Boy z Hugh Grantem i Nicholasem Houltem – i oryginalnej książki Nicka Hornby’ego – rozszerzona na sitcom. Czyli samotny związkofob/niepoprawny flirciarz zaprzyjaźnia się z młodym chłopakiem i jego lekko zwariowaną, nazbyt opiekuńczą matką. Hilarity (apparently) ensues.

Werdykt:
Ustalmy najpierw: powód, dla którego obniżam About a Boy ocenę z standardowego 3/5 na 2/5 wynika stąd, że nie do końca rozumiem w jaki sposób twórcy chcą pociągnąć zarys fabularny serialu poza pilotażowy odcinek. Tenże pilot streszcza w ciągu dwudziestu-paru minut półtoragodzinną ekranizację książki Hornby’ego (tę z Grantem i Houltem). Dokąd dalej miałby się potoczyć ten serial? Młody, rezolutny chłopak pomaga niepoprawnemu flirciarzowi stać się porządnym człowiekiem i znaleźć miłość?… toż to fabuła właśnie na film, na zamkniętą całość, a nie parunasto-odcinkowy serial. A przecież serial może trwać dłużej niż jeden sezon. Co wtedy? Kolejne How I Met Your Mother, które nie wie kiedy się skończyć i wywołuje jedynie frustrację?… im dłużej nad tym myślę, tym bardziej uważam, że twórcy kompletnie nie przemyśleli potencjalnej przyszłości swego serialu. Brak wyobraźni i pomyślunku wykazuje także sam pilot, który jest technicznie rzecz biorąc skondensowanym wersją filmu About a Boy z 2002 roku. Tak więc dla Myszy, która ten film dobrze zna i niezmiernie lubi, pilot jest niesamowicie powtarzalny i płaski. Z kolei dla nowego widza, niezaznajomionego z Hornbym i jego ekranizacją, niemalże natychmiastowa przyjaźń dwójki bohaterów może wydać się… cóż, mało prawdopodobna.

Humor i nieskomplikowany urok About a Boy stoją na akceptowalnym poziomie, ale bledną w obliczu leniwie zrealizowanego pilota i wątpliwej przyszłości serialu. Nawet Minnie Driver, świetnie grająca nadopiekuńczą Brytyjkę, oraz fajnie dobrana muzyka nie były mnie w stanie przekonać. Stąd Mysz nikogo nie namawia do oglądania serialu – wersja filmowa wypada o wiele przyjemniej. Podobnie jak czarujący Hugh Grant ;)
Czas pokaże, czy miałam rację i czy About a Boy jest serialem zmierzającym donikąd.

Ocena: 2/5

Growing Up FisherGrowing Up Fisher
(first look) – premiera: 23 lutego 2014

Twórcy: DJ Nash (Up All Night); David Schwimmer (Friends) – reżyser pilota
Kto gra: J.K. Simmons (Spider-Man), Ava Deluca-Verley (The Way, Way Back), Jenna Elfman (Dharma & Greg) – zastąpiła Parkey Posey (Blade Trinity), która zrezygnowała po pilocie.

O co chodzi: Cytując za IMDb (które próbuje naśladować matter of fact humor serialu): A typical family in the middle of a divorce: two kids, mom, dad and guide dog. Oh, and dad’s blind. Czyli rodzina w trakcie rozwodu, rezolutne dzieciaki, zwariowana mama i niewidomy ojciec. I pies-przewodnik.

Werdykt:
Już sam opis serialu, a także jego trailer, wzbudziły w Myszy natychmiastową sympatię. Seriali rodzinnych jest obecnie w telewizji bardzo dużo, ale postać niewidomego ojca nadaje Growing Up Fisher intrygującej aury “inności”. Mysz wie na przykładzie familijnego serialu Switched at Birth (którego ma sporo do nadgonienia), że serialowa dynamika – a także możliwości fabularne – wiele zyskują, gdy jednym z elementów serialu jest jakaś forma niepełnosprawności. Brzmi to obcesowo, ale taka jest prawda: inność jest ciekawa, ale także edukująca. W wypadku SaB jest to niesłyszenie, w wypadku Growing Up Fisher – niewidzenie. I tak jak istotnym elementem SaB jest pokazanie, że osoby niesłyszące prowadzą życie inne niż my, ale jednocześnie miewają bardzo podobne do nas problemy, tak istotnym elementem Growing Up Fisher jest pokazanie, że bycie niewidomym nie jest niepełnosprawnością, która kompletnie pozbawia nas kontaktu ze światem, czy w jakiś sposób nas ogranicza. Poza tym, nie oszukujmy się: daje także okazję do wielu niewidomych “gagów”. Ale nie są one tanie ani obraźliwe. Pod tym względem, Growing Up Fisher ma wiele wspólnego z The Michael J. Fox Show, które w podobny, fajny, ciepły, wyrozumiały sposób poruszało kwestię choroby Parkinsona.

Do tego mamy świetną obsadę: J.K. Simmons jako ojciec rodziny, niewidomy prawnik, który uczy swoje dzieci, że jakiekolwiek życiowe “braki” nie są dostateczną wymówką, by czegoś nie robić. W roli matki Jenna Elfman zastąpiła Parkey Posey, co jest o tyle słuszną decyzję, że Posey w pilocie sprawdziła się średnio, a Elfman jest fantastyczną aktorką komediową i jedną z Myszy ponadczasowych ulubienic. Do tego mamy dwójkę utalentowanych młodych aktorów w rolach dzieci i wytresowanego psa-przewodnika. Idealny przepis na ciepły, zabawny, uroczy serial komediowy o tym, że warto wierzyć w siebie i się nie poddawać.

Na plus zaliczamy także głos Jasona Batemana (Arrested Development), jako narratora serialu, świetny utwór wykorzystany jako otwarcie i zamknięcie pilota, oraz przeuroczy twist na koniec, który sugeruje, że Growing Up Fisher będzie poruszał wszelkie tematy związane z tytułowym dorastaniem. Nie tylko te rodzinne.

Wśród wymienionych tu seriali, Growing Up Fisher jest jednym z dwóch, do którego nie mam żadnych zarzutów ani wątpliwości. Z pewnością będę go regularnie oglądać i zawzięcie mu kibicować. Liczę tylko na to, że nie będę w tym sama :)

Ocena: 4/5

MixologyMixology
(trailer) – premiera:26 lutego 2014

Twórcy: Jon Lucas i Scott Moore (m.in. seria The Hangover)
Kto gra: m.in. Sarah Bolger (The Tudors), Vanessa Lengies (Glee), Adam Campbell (Harper’s Island), Adam Canto (The Following)

O co chodzi: Cały sezon skupia się na jednym wieczorze z życia sześciu kobiet i pięciu mężczyzn, którzy spotykają się w barze “Mix”. Każdy odcinek przedstawia interakcje dwóch-trzech postaci, ich pierwsze spotkanie, flirt, etc. Zakończenie tego wieczoru i to kto ostatecznie wyląduje z kim poznamy w finale.

Werdykt:
Najciekawszym aspektem serialu jest zarys fabularny – skupienie się na wzajemnie przeplatających się relacjach grupy postaci w trakcie jednego zwariowanego wieczoru w barze. Tego typu fabuła zdaje się wpasowywać w swoistą “renomę” czy styl, który dla swych dzieł wypracował duet Lucas i Moore (odpowiedzialni nie tylko za The Hangover – które skupia się na “odtwarzaniu” zagubionego wieczoru, ale także 21 & Over, które opowiada o zwariowanej urodzinowej eskapadzie). Na szczęście producentem stacji jest telewizja ABC, która choć w ostatnich latach wyszła ze swej sztywnej ramy “grzecznej telewizji” wciąż stara się być w miarę family friendly. Dzięki temu Mixology nie jest tak obcesowe jak poprzednie produkcje Lucasa i Moore’a. Wiadomo, w kwestii związków, flirtów, seksu i damsko-męskich interakcji trudno czasem nie poruszyć “sypialnianych” lub drażliwych tematów, ale pod tym względem serial zachowuje powściągliwość. A przynajmniej Mysz, przyzwyczajona do o wiele gorszych ekscesów, nie znalazła w Mixology nic wyjątkowo sprośnego czy niestosownego.

Jak do tej pory wyszły dwa odcinki Mixology. Serial ma mieć ich 13ście, po 22 minuty każdy. Taka krótka forma sprawia, że odcinki są konkretne, mają szybkie tempo i nie nużą, a wzajemne przeplatanie się losów wielu postaci zapewnia, że widz obdarzy przynajmniej jedną z nich sympatią i będzie mógł jej przez cały sezon kibicować.

Nie jest to serial wysokich lotów, ale ciekawa koncepcja – odrobinę przywodząca na myśl to, co How I Met Your Mother usilnie próbuje robić w swym ostatnim sezonie, choć Mixology robi to lepiej – i mnogość postaci zapewniają dobrą rozrywkę. Dla Myszy, który bardzo lubi obserwować ludzkie interakcje jest to idealny dodatek do listy seriali na odprężający, nieskomplikowany relaks po pracy.

Ocena: 3/5

The Night ShiftThe Night Shift
(trailer) – premiera: 27 maja 2014

Twórcy: Gabe Sachs i Jeff Judah (Freaks & Geeks, Just Shoot Me, Undeclared, 90210)
Kto gra: Eoin Macken (BBC Merlin), Jill Flint (The Good Wife), Freddy Rodriguez (Six Feet Under), Ken Leung (Lost), Brendan Fehr (Roswell), Daniella Alonso (Revolution), Jeananne Goossen (Riverworld)

O co chodzi: Grupa lekarzy na nocnej zmianie.

Werdykt:
Drugi Myszy faworyt na tej liście. I to chyba jeszcze większy niż Growing Up Fisher.

Widzicie, Mysz od wielu lat szuka dla siebie serialu medycznego na miarę kultowego E.R. Oglądałam swego czasu House‘a, przez parę lat było też na tapecie Grey’s Anatomy, ale poziom melodramatyzmu w tym ostatnim szybko mnie do siebie zniechęcił. Są też inne seriale o lekarzach: Nurse Jackie, The Mindy Project, Hart of Dixie, Royal Pains, Private Practice, Nip/Tuck, Scrubs, Crossing Jordan… że tak wymienię kilka z tych w miarę nowszych i bardziej znanych. Jednak wiele z nich to podobne Grey’s melodramaty, aniżeli stricte dramaty, lub jak w wypadku Scrubs (czy niegdyś M.A.S.H.) seriale komediowe. A Mysz tęskni za czymś takim jak E.R.: serialem o szpitalu, gdzie medycyna i związane z nią kwestie życia, śmierci i zdrowia są na pierwszym miejscu, a perypetie sercowe szpitalnych lekarzy dopiero na drugim miejscu. Albo nawet trzecim. Chciałabym serialu, który nie traktuje się totalnie serio; w którym jest miejsce na żarty, ale też porywy serca i sumienia; w którym twórcy z lubością pokazują straszne, dziwne, a czasem nawet śmieszne momenty z życia lekarzy, zwłaszcza tych na nocnej zmianie (która, jak wiemy, bywa o wiele bardziej zwariowana niż zmiana dzienna). Wszystko to, zupełnie niespodziewanie, dostałam w postaci pilota The Night Shift.

Oprócz wymienionych przeze mnie elementów – których przykłady dostajemy w pilocie – mamy także świetnie dobraną obsadę, grającą złożone, niejednowymiarowe postacie. Mamy więc buntowniczego lekarza-geniusza (Macken), który wciąż wchodzi w konflikt z administratorem szpitala (Rodriguez). Mamy nową kierownik nocnej zmiany (Flint), która kiedyś była w związku z naszym lekarzem-geniuszem. Mamy byłego lekarza polowego (Fehr), młodą rezydentkę (Goossen), zabawnego lekarza oddziału ratunkowego (Leung), oraz całą ekipę salowych, pielęgniarek, woźnych, etc. To, co jednak zrobiło na mnie największe wrażenie to wiarygodne aktorstwo oraz dynamika między postaciami. Dawno nie oglądałam pilota serialu, który tak szybko sprawił, bym uwierzyła, że ci ludzie znają się nie od dziś – przyjaźnią się, nie znoszą, kłócą, godzą, wspierają, ufają sobie… pod tym względem The Night Shift wykazuje wiele podobieństw do E.R., gdzie w pierwszym odcinku zostajemy rzuceni w sam środek akcji i emocjonujących wydarzeń i jedynie poprzez nie jesteśmy w stanie poznać naszych bohaterów. Nie ma sztampowego przedstawiania każdej postaci: są dwa słowa i już – lecimy w sam środek kolejnej akcji ratunkowej, kolejnej operacji, kolejnej diagnozy.

Dobre tempo, interesujące przypadki medyczne, wiarygodne, dynamiczne relacje między ciekawymi postaciami, fajne poczucie humoru, świetne wyczucie dramatu i dobra muzyka – to tylko kilka z zalet The Night Shift. Jeśli nie wierzycie, koniecznie przekonajcie się sami. Jak na razie w Internecie praktycznie się o tym serialu nie mówi (nie ma ani daty premiery, ani klipów czy trailera), a przydałoby się nagłośnić to, jak bardzo jest fajny. Tak więc liczę na Was, kochani! :)

Ocena: 5/5

CrisisCrisis
(trailer) – premiera: 16 marca 2014

Twórcy: Rand Ravich (Life, The Astronaut’s Wife)
Kto gra: Gillian Anderson (The X-Files), Dermot Mulroney (My Best Friend’s Wedding), Rachael Taylor (Grey’s Anatomy), Lance Gross (Tyler Perry’s House of Payne), James Lafferty (One Tree Hill), Max Martini (Saving Private Ryan), Halston Sage (The Bling Ring)

O co chodzi: Grupa dzieci, których rodzice są Ważnymi Ludźmi – od Dyrektorów Wielkich Korporacji, po Przywódców Krajów – zostaje porwana przez tajemniczą grupę, której motywacje nie są do końca jasne. Agentka FBI, której siostrzenica została porwana, musi rozwikłać sprawę. A także mieć oko na zdesperowanych rodziców, którzy by odzyskać swoje dzieci, są w stanie zrobić wszystko.

Werdykt:
Dwie rzeczy zwróciły moją uwagę w pilocie Crisis jako pierwsze: dobry montaż i drewniane aktorstwo. Liczę na to, że z biegiem odcinków to drugie zacznie się zmieniać, bo dramatyzm dramatyzmem, ale wolę gdy bohaterowie nie wyglądają jak obciągnięte gumą kukiełki, miotające się po scenie tak jak im puppet master rozkaże.

Możliwe, że trochę przesadzam. Ale gdy na antenie królują fenomenalnie zagrane seriale dramatyczne takie jak Masters of Sex czy House of Cards, trudno nie mieć podniesionych wymagań. Oczywiście, wymienione przeze mnie seriale są puszczane przez prywatne kanały kablowe, które mogą sobie pozwolić na utopienie w serialu większej ilości czasu i funduszy, a także zatrudnić lepszych aktorów. Ale gdy w serialu pojawia się Gillian Anderson, nie dziwota, że widz spodziewa się choć minimum talentu aktorskiego. A Gillian – tak przecież wspaniale grająca w Hannibalu “zimną niedostępną Królową Lodu”, w Crisis zdaje się urządzać nam powtórkę z rozgrywki; ewentualnie jedzie na aktorskim autopilocie. Spodziewałam się po niej więcej.

Jeśli jednak ktoś jest w stanie przełknąć tę gorzką pigułkę (jednym przychodzi to łatwiej, innym ten element staje ością w gardle i za nic nie pozwoli iść dalej), Crisis może mu przypaść do gustu. Pod względem fabuły nie mam serialowi nic do zarzucenia. Owszem, sama idea porwania grupy Dzieci Ważnych Ludzi wydaje się lekko naciągana, ale pilot sprawnie pokazuje, że nie była to bezmyślnie przeprowadzana akcja dla zwykłego okupu. To coś więcej – skomplikowana, długo obmyślana operacja, której kolejne etapy, a także efekt końcowy, długo nie będą nam znane. To domyślanie się i gdybanie, snucie teorii i przypuszczeń jest dużą zaletą serialu.

Zaletą są także twisty fabularne. W pilocie dostajemy ich dwa i to pokaźnych rozmiarów. Wnioskuję po tym, że Crisis będzie serialem nie tylko o hostage situation i związanych z tym zmianach w relacjach międzyludzkich (Mysz bardzo lub obserwować, jak ludzie się zachowują w takiej sytuacji), ale także o tajemnicach, które przed sobą ukrywamy, i o sekretach, które wyciągnięte na światło dzienne mogą zrobić komuś krzywdę. Pytanie tylko: ile takich twistów Crisis będzie nam w stanie zapewnić? Biorąc pod uwagę duża grupę Dzieci Ważnych Ludzi, a także ich rodziców, pole do popisu jest naprawdę szerokie. Ciekawa jestem, czy Crisis przyjmie formę “jeden odcinek – jedno dziecko – jeden problem”, czy twórcy postanowią jednak bardziej przemieszać wątki.

Tak czy inaczej, liczę na to, że Crisis w kolejnych odcinkach wciąż będzie błyszczał fabularnie. Pozostaje trzymać kciuki by poziom aktorstwa systematycznie wzrastał.

PS. Dodatkowy plus za końcowy utwór wykorzystany w filmie. Robi wrażenie, choć kojarzy się z The Social Network.

Ocena: 3/5

BelieveBelieve
(trailer) – premiera: 16 marca 2014

Twórcy: Alfonso Cuaron (Gravity); J.J. Abrams (Star Trek) – producent
Kto gra: Jake McLaughlin (In the Valley of Elah), Delroy Lindo (Gone in 60 Seconds), Kyle MacLachlan (Twin Peaks), Jamie Chung (Sucker Punch), Sienna Guillory (Eragon) – ta ostatnia zrezygnowała z udziału w projekcie i jej postać została usunięta ze scenariusza; pojawia się jednak w pilocie.

O co chodzi: Mała dziewczynka o tajemniczych mocach zostaje oddana pod opiekę skazanego na śmierć więźnia, którego Tajna Dobra Organizacja broniąca dziewczynki wydostała z więzienia. Więzień ma ochraniać dziewczynkę przez zakusami Tajnej Złej Organizacji.

Werdykt:
Jak można się spodziewać w wypadku połączenia starań Cuarona i Abramsa, serial jest odpowiednio zagmatwany, mroczny i pełen ładnych, przemyślanych ujęć, zarówno pod względem krajobrazów i scenografii, jak i scen walki.

Sama fabuła również wydaje się kolejnym “dzieckiem” płodnego umysłu Abramsa. Ewentualnie, tenże twórca ma tendencję do obejmowania swym patronatem produkcji podpadających pod bardzo podobne ramy gatunkowe. Nie mam mu jednak tego za złe – sama jestem fanką wszelkich spiskowych teorii, tajnych organizacji, niewytłumaczalnych mocy i powoli rozwijających się tajemnic. Wciąż nie nadgoniłam dwóch ostatnich sezonów Fringe, ale zawsze mi się ten serial podobał, podobnie jak inne dzieła, w których Abrams maczał palce. Poza tym, jak widać na przykładzie Super 8, Abrams wie jak kierować dziećmi na planie filmowym. Istnieje więc nadzieje, że postać utalentowanej dziewczynki zostanie w serialu sprawnie wykorzystana. Jak na razie pilot wydaje się to potwierdzać.

Wszelkie wyjaśnienia odnośnie mocy dziewczynki, oraz dwóch Tajnych Organizacji i ich sporu w kwestii przejęcia kontroli na dziewczynką, muszą poczekać do kolejnych odcinków. Pilot jedynie daje nam zarys tych elementów fabuły, każąc się wielu rzeczy domyślać. Jest to sprytne zagranie, bo widz zmuszony jest zacząć się zastanawiać jak daleko sięgają macki obu Organizacji, o co im chodzi i dlaczego mała Bo jest taka ważna dla przyszłości świata?

Elementem najbardziej niepewnym jest postać Tate’a – więźnia, którzy ucieka z celi śmierci i zostaje wynajęty do obrony i opieki nad Bo. Grający go McLaughlin bardzo wiarygodnie wypada w scenach walki – będąc byłym żołnierzem ma do tego predyspozycje – ale jego opryskliwość wydaje się mocno przeszarżowana. Pytanie tylko, czy wynika to z aktorstwa McLaughlina, czy ze specyficznej konstrukcji postaci. Jakby na to nie patrzeć, Tate ma powody by być szorstkim w obejściu. Jednak dzięki temu jego interakcje z Bo – dziewczynką rezolutną, niezależną i bystrą, sprawnie zagraną przez debiutującą Johnny Sequoyah (nie pytajcie, też nie wiem czemu dziewczynka ma męskie imię) – są jednymi z najfajniejszych w serialu. Największą wadą Believe, jeśli przymkniemy oczy na całą “ponadnaturalną otoczkę”, która musi być naprawdę dobrze wytłumaczona by była wiarygodna, jest dość wysoki poziom melodramatyzmu. Believe w przeciwieństwie do Fringe, traktuję się niestety trochę zbyt serio. Ale może to tylko kwestia pilota. Zobaczymy.

W każdym razie, serial nie jest pozbawiony potencjału, ale Mysz sądzi, że nie należy zbytnio chwytać się nadziei. Abrams, choć ma już na koncie parę hitów, ma także tendencję do wybierania high concept tv shows (czyli takich o dość nieprawdopodobnej, skomplikowanej fabule, która wymaga dużego suspension of disbelief). Pytanie, czy widzowie będą w stanie zaakceptować zagmatwaną, niejasną fabułę Believe i obdarzyć serialowe postacie sympatią. Mysz pozostaje sceptyczna. Ale z pewnością obejrzy jeszcze parę odcinków.

Ocena: 3/5

Star-CrossedStar-Crossed
(trailer) – premiera: 17 lutego 2014

Twórcy: Meredith Averill (The Good Wife)
Kto gra: Matt Lanter (90210), Aimee Teegarden (Friday Night Lights), Malese Jow (The Vampire Diaries), Grey Damon (The Nine Lives of Chloe King), Greg Finley (The Secret Life of the American Teenager)

O co chodzi: Statek kosmitów rozbija się na ziemi. 10 lat później szóstka nastoletnich kosmitów zostaje zintegrowana ze społeczeństwem poprzez uczęszczanie do ludzkiego liceum.

Werdykt:
O mój Borze Liściasty. Jaki ten serial jest uroczo durny ^__^ Zacznijmy od tego, że sam tytuł serialu mocno wskazuje na pretendowanie do bycia futurystycznym krewnym “Romea i Julii”, że o fabule nie wspomnę (skłócone rasy zamiast skłócone rodziny, dwójka zakochanych nastolatków wbrew wszystkim, przypadkowe nieszczęśliwe morderstwa, etc.). Nawet tytuły kolejnych odcinków są perfidnie zerżnięte z Szekspira: Our Toil Shall Strive To Mend, And Left No Friendly Drop, Dreamers Often Lie, Stabbed with a White Wench’s Black… zero subtelności. Z drugiej strony, to nie subtelności spodziewamy się po stacji The CW, która wyprodukowała ten nastoletni futurystyczny dramat.

Aktorstwo, jak przystało na CW, jest egzaltowane i melodramatyczne, ale za to efekty specjalne i warstwa produkcyjna – ghetto kosmitów (bardzo w stylu Firefly meets Total Recall), ich wygląd, język, etc. – stoją na bardzo dobrym poziomie. Zwłaszcza niektóre futurystyczne rozwiązania technologiczne wypadają w serialu ciekawie. Oczywiście nie należy się zbytnio zagłębiać w logikę jakiegokolwiek aspektu tego serialu, bo natychmiast zacznie się on rozlatywać. Ale jeśli przełkniemy idiotyzm koncepcji “kosmici w ludzkim liceum”, Star-Crossed potrafi nawet zaangażować. Wiele zasługi w tym Matta Lantera, który jako nasz główny zakochany kosmita jest uroczo sarkastyczny i dowcipny. Co jest o tyle dziwne, że podobno serialowi kosmici, przed poznaniem ludzi, nie znali zjawiska sarkazmu. Ale może się czepiam. Urok Lantera wyrównuje absolutną porażkę, jaką jest grająca jego love interest – ludzką dziewczynę, jedyną, która rozumie i toleruje kosmitów – Aimee Teegarden. Niestety fakt, że jej przyjemna dla oka twarz przypomina pyszczek mopsa wcale jej nie pomaga wzbudzać sympatii. The CW udowadnia tym samym, że ładna buzia stoi u nich na pierwszym miejscu, podczas gdy talent aktorski jest wyłącznie dodatkiem. Wśród pań o wiele lepiej sprawdza się Malese Jow (znana z The Vampire Diaries z roli Anny) w roli chorej na białaczkę przyjaciółki głównej bohaterki. Mówiłam: MELODRAMAT.

Jeśli jednak ktoś lubi inne seriale stacji The CW, jak najbardziej powinien dać Star-Crossed szansę. Mysz widzi w nim ten sam potencjał, który swego czasu widziała w The Vampire Diaries tuż po premierze serialu, gdy wszyscy kręcili na niego nosem jako na “nieudaną podróbkę Twilighta”, a ja wiedziałam, że serial ma coś więcej do zaoferowania niż tylko wampirzy trójkąt miłosny. Ze Star-Crossed jest podobnie. Jasne, jest to melodramatyczny, futurystyczny serial o nastoletnich kosmitach, białaczce i nieszczęśliwej miłości, ale ma to swój urok. Ale tylko jeśli ktoś lubi takie klimaty.

Ocena: 3/5

A co tam słychać u Was? Czy Wam też wpadły w łapki jakieś fajne nowości? Czy może oglądacie ponownie jakieś serialowe starocie? :)

  • czyli star crossed to wariacja w stylu roswell ?

  • About a boy może być najgorszą produkcją sezonu.

  • “Wariacja” to dobre słowo – tam jednak fabuła skupiała się na grupce ludzi i kosmitów, tu wyraźnie naszymi bohaterami jest dwójka zakochanych (Romeo i Julia), a reszta tworzy tło. Możliwe, że z biegiem czasu inne postacie wysuną się na pierwszy plan, ale po pilocie trudno to stwierdzić.
    Poza tym Star-Crossed brakuje tego, czego Roswell ma pełno: nostalgicznego uroku późnych lat 90-tych :)

  • Mam wrażenie, że wśród poprzednio recenzowanych produkcji znalazły się gorsze (“Lucky 7” czy “Dads”), ale racja – “About a Boy” nie jest zbyt dobre. W sumie jego największą wadą, zwłaszcza jako pilota, jest zbytnia powtarzalność. Brak mu oryginalności.

  • Anonymous

    A widziała Pani Those Who Kill?

  • Jaka tam “Pani”? :D Mysza i tyle :)
    Jeszcze nie miałam przyjemności oglądać “Those Who Kill”. Jest już dostępny pilotażowy odcinek?

  • Anonymous

    Już jest. Ale najpierw obejrzę 6 odcinek Looking-zakochałam się tym serialu do szaleństwa! Obejrzałaś cały sezon Betrayal? Szkoda, że nie będzie ciągu dalszego:(

  • W takim razie będę musiała go upolować :)
    A w Looking też jestem zakochana. Niestety tego samego nie powiedzieć o Betrayal – pierwszy odcinek był ciekawy, ale już w drugim odcinku się śmiertelnie wynudziłam i zrezygnowałam z dalszego oglądania.

  • Ja polecam serial tak inny od Sherlocka, też brytyjski, ale zarazem podobny gatunkowo pt. Vera.Niestety z 4 sezonów przetłumaczone jedynie niespełna 2 ;/ polecam jako wart obejrzenia, naprawdę warto.

  • Mysz raczej jest mało skłonna do seriali brytyjskich (specjalistką od nich jest Zwierz Popkulturalny). Ale kwestia braku tłumaczenia nie byłaby dla mnie problemem – ot, zaleta bycia dwujęzycznym.

  • E-mail do Zwierza wysłany, choć wyjątkowo krótki jak na mnie :/

    Dzięki.

    Mysza śledzi/śledziła kiedyś program KINOMANIKA w tv a obecnie w necie?

  • Mysz nigdy nie było fanką tego programu. Szukam filmów raczej na własną rękę. I raczej też sama wyrabiam sobie opinię o nich.

  • Jest szansa, że Zwierz skrobnie artykuł o Verze :), którą to produkcję jak ja uważa za cudowną !

  • Anonymous

    A ja mam do Myszy prośbę o polecenie jakiegoś serialu o humorze podobnym do amerykańskiego The Office :)

  • Trudno mi sprostać tej prośbie, ponieważ Myszę odrzuca serial The Office, ale w tym samym gatunku warto skosztować chociażby: Parks & Recreation, 30 Rock, Community, Arrested Development, Party Down, It’s Always Sunny in Philadelphia. Można też dać szansę brytyjskiej, oryginalnej wersji The Office. To tak z czubka głowy :)