Ostatnia wieczerza, czyli Mysz nadgania zaległe omówienia pierwszego sezonu Hannibala.

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinków 1×10-1×13 serialu “Hannibal”.

 
Ponieważ premiera pierwszego odcinka drugiego sezonu serialu Hannibal miała miejsce wczoraj, Mysz pomyślała, że wypadałoby się wywiązać wreszcie z pewnej złożonej dawno temu obietnicy. Wciąż nie rozumiem, czemu zawzięta grupa Czytelników tak bardzo pragnie przeczytać Myszy luźne przemyślenia z zamierzchłej przeszłości, ie. oglądania pierwszego sezonu Hannibala, ale każdemu jego porno, jak mawiają górale. Ponieważ do „końca” zostały mi tylko cztery odcinki, postanowiłam wrzucić je wszystkie w jeden wpis, by mieć już to wszystko z głowy i wieczorem (po zobowiązaniach towarzyskich) móc z czystym sercem i sumieniem zasiąść do drugiego sezonu. 
Przypominam, że przemyślenia i uwagi tu zawarte notowałam w trakcie oglądania odcinków po raz pierwszy – są więc one czyste, niewinne i nieświadome niczym, niegdyś, Will Graham. Tak więc wszelkie spekulacje (który mogły się okazać słuszne lub nie) oraz babole, które z perspektywy czasu możemy zgodnie uznać za śmieszne, są wytłumaczone moją ówczesną niewiedzę. Jaka ja byłam wtedy uroczo naiwna ^__^
Mam nadzieję, że Ci, którzy domagali się tych Hannibalowych recapów będą zadowoleni. Smacznego, kochani!

SPOILERY do odcinków 1×10-1×13


Hannibal 1×10 – Buffet Froid

Wszystkie zdjęcia pochodzą z bloga Janice Poon.
– czyli tzw. „cold cuts” – po naszemu „zimne ścinki”, czyli talerz mięsiw (np. schabiku, szyneczki, etc.) na zimno.
– Zaraz na Was, twórcy Hannibala! Jakim prawem straszycie biednych widzów najgorszą możliwą sztuczką w filmowym repertuarze?!
… mowa oczywiście o znienawidzonym przez Mysz myku z „cosiem pod łóżkiem”. Osobiście nigdy nie miałam problemu ze strasznością serialu – dla mnie jego wartość leży nie w instynktownym strachu, ale w powolnie narastającej, chorej fascynacji: Hannibalem, kolejnymi wykwintnie ukazanymi morderstwami, etc. Więc zawarcie w serialu tak w gruncie taniego zagrania jak „potwór pod łóżkiem” bardzo mnie zdenerwowało. Nie dlatego, że go nie lubię. Raczej właśnie dlatego, że mimo swej prostoty, zawsze na mnie działa. Poza tym umówmy się: Hannibal wszystko robi trochę inaczej i nawet build-up do tej konkretnej sceny był świetny.
– Fascynuje mnie zdanie, gdy Hannibal porównuje ludzi zabitych przed niego, Willa i Abigail do nierzeczywistych bytów ze „światła, powietrza i koloru”. Will, cokolwiek naiwnie, pyta się go, czy właśnie nie na tym polega życie (isn’t that what it is to be alive?). Jest to o tyle ciekawe, że choć zabity przez Willa Hobbs może wydawać się nierzeczywisty, wszystkie ofiary, które w swej pracy ogląda Will są jak najbardziej rzeczywiste. Ich –rzeczywistość- jest wręcz podkreślana przez specyficzną estetykę serialu, która każe nam podziwiać światło, kolor, ułożenie, etc. każdych zwłok jako dzieła sztuki, czy właśnie czegoś nierzeczywistego, a na pewno czegoś innego niż martwe ciało. A jednak Will nawet w najpiękniej wyeksponowanych zwłokach zawsze zobaczy przede wszystkim człowieka – ofiarę. Na tym między innymi polega jego empatia – owszem, potrafi się wczuć w mordercę, ale wchodzi także „w buty” ofiary. Stąd przecież biorą się jego wyrzuty sumienia na myśl o byciu mordercą. Will nie chce zabijać. Stąd jego porównanie życia do „światła, powietrza i koloru”, takie niemalże obcesowe zrównanie ludzkiej egzystencji do czegoś nierzeczywistego jest równocześnie bardzo głębokie (życie wszak jest ulotne, z perspektywy kogoś innego nawet nierzeczywiste), ale także niepokojące. Pytanie: czy jest to wpływ choroby na umysł Willa czy metoda mentalnej obrony, która poprzez sprowadzenie czyjegoś życia do poziomu nierealności odbiera jego śmierci ciężar.
– To co mnie jednak w serialu rozbraja najbardziej (poza głębią, złożonością i mnogością interpretacji) to to, jak w gruncie rzeczy świetnym psychiatrą jest Lecter. Oczywiście, widz wie, że wiele z tego co mówi Willowi to manipulacja, ale nie na darmo jest ona skuteczna – Hannibal, wytrawny manipulator, wie że im więcej prawdy, w tym co mówimy, tym łatwiej jest w to uwierzyć. Tak więc część z tego, co Hannibal mówi to autentyczne, sprawdzone porady (Mysz swego czasu otrzymała od swojej psycholog radę by w chwilach paniki myśleć o tym „gdzie i kiedy jestem, co teraz robię”, być świadomym chwili), część to manipulacja, którą chce osiągnąć tylko sobie znany cel, a w tym wszystkim na dodatek tkwi ziarno zapewnień, które biedny Will chce usłyszeć od Lecter, od osoby, której opinii ufa, którą ceni. Will chce po prostu usłyszeć, że jest niewinny, że to co myśli i robi nie czyni z niego złej osoby. A Lecter tę potrzebę wykorzystuje.
– Dobra, chyba nikt nie spodziewał się akcji z krzywym zegarem. Salvador Dali would be so proud.
– przejście od patroszonej ryby od razu do zabitej dziewczyny jest niesamowicie sprytnym zagraniem i bardzo silnym bodźcem dla widza. Może tylko ja tak mam, ale im częściej widza Willa zalanego krwią, tym częściej się zastanawiam za którym razem wreszcie rzeczywiście kogoś przez przypadek zaciuka. Tutaj przez moment bałam się, że rzeczywiście trafiliśmy na ten moment – że Will naprawdę, w chwili zaćmienia, zdołał kogoś zabić. Ale fakt, że był to tylko kolejny „zgubiony” przez Willa fragment czasu (i szalenie poruszający Mysz jako widza atak paniki) wcale nie wywołał u mnie ulgi. Raczej odwlókł w czasie to, co nieuniknione. Will coraz bardziej traci swój grip on reality. A dawno mnie tak nic w serialu nie bolało, jak jego powolne osuwanie się w szaleństwo.
– Po raz kolejny mam wrażenie, że Jack Crawford wykazuje się podstawowym niezrozumieniem tego, jak działa „talent” Willa. To, co on robi to nie jest żadna „rekonstrukcja zbrodni”, czy branie pod uwagę wszystkich dostępnych w miejscu zbrodni poszlak i wysnuwanie wniosków na ich podstawie. Will w gruncie rzeczy robi dokładnie to, co Jack twierdzi, że nie robi: wczuwa się w mordercę. Coraz bardziej myślę, że Jack dobrze wie, na czym tak naprawdę polega talent Willa i co to z nim robi, tylko stosuje wyparcie, bo tak mu wygodniej. Jego obawa o Willa (I don’t want to break you), a z drugiej strony ciągłe popychanie go do zajmowania się kolejnymi sprawami tylko to potwierdzają. Jack –używa- Willa i robi to tylko i wyłącznie dla dobra case’ów. UGH, jak ja Jacka nie lubię.
– Och, Will *tuli* Twoja potrzeba czynienia dobra jest tak wszechogarniająca, że jesteś w stanie poświęcić swoją psychikę, byle móc dalej pomagać i robić to, co robisz. Fakt, że mimo to myślisz, że byłbyś w stanie dokonać morderstwa łamie mi serce. You’re a saint, Will Graham. Don’t you forget it!
– hehehe, Jack powiedział „Fear makes you rude, Will”. Czy to oznacza, że Hannibal zje Willa? *wink wink*
– Will nie akceptuje tego, że może być szalony. Pytanie: czy nie akceptuje tego, bo wie, że wtedy musiałby przestać pracować (ie. w swoim pojmowaniu czynić dobro)?… Czy nie przyjmuje możliwości szaleństwa, bo wie, że to oznaczałoby, iż mógł (może) kogoś zabić?
– *histeryczny rechot, trwający dobre 2 minuty* Hannibal wywąchał zapalenie mózgu. [present day Mysza: Taka diagnoza, wow, tyle węchu, uszanowanko :D]
– Hannibal sprytnie pogrywa sobie z Sutcliffem, wykorzystując jego bezduszność (jaki lekarz nie mówi pacjentowi o chorobie, tylko po to, by móc go badań i traktować jak świnkę morską?), by zapewnić sobie milczenie. Przebiegłość Lectera mnie POWALA.
– Sutcliffe mówi, że choroba Willa będzie się wyłącznie pogarszać, na co Hannibal mówi:„It’s unfortunate for Will”. Ej, ale jak to? To Hannibala nie obchodzi, że Will będzie chorował? Myślałam, że zależy mu na Willu?

[present day Mysza: ojej, jaka ja byłam wtedy uroczo naiwna :D]
… no dobrze. Przyjmijmy, że Hannibal chce przekonać Willa, że ten jest szalony. Jaki jest w tym cel? Rzeczywiście doprowadzić Willa do stanu psychozy, w którym zacznie zabijać, therefore stając się kimś takim jak Hannibal, kimś kto go zrozumie (czyli scenariusz „Hannibal szuka sobie przyjaciela”), czy po prostu Hannibal chce Willa „studiować”- zbadać, co się stanie z tak genialnym umysłem, jaki ma Will, gdy go zmanipulować i doprowadzić do choroby?… well, Mr. Fuller? Ciekawskie umysły chciałyby wiedzieć!

– Dobra, Jacka totalnie nie obchodzi co się stanie z Willem (I’d rather he go a little mad, than other innocents lose their lives). Sorry, ale jeśli oglądasz serial w którym psychopata/socjopata bardziej przejmuje się głównym bohaterem, niż jego przełożony – agent FBI – to wiedz, że zaraz ekskrement uderzy w wentylator. I niby widać, że Jack pokłada wiele zaufania i wiary w Willu (he will always find a way back to himself), ale z drugiej strony jest też ślepota i zadufanie (he can survive anything I put him through). Jak bardzo bezmózgim trzeba być, by nie zauważyć w jak fatalnej formie jest Will? Czemu nikt w tym serialu – pełnym agentów FBI, profilerów i psychologów – nie puknie się w głowę i nie stwierdzi „Hej, z Willem jest chyba coś nie halo. Może powinniśmy wysłać go na wczasy, niech sobie odpocznie”. UGH. Tyle frustracji!
– [present dayMysz: Hannibal sprytnie kładzie podwaliny pod finał sezonu dając Jackowi do zrozumienia, że Will „wchłania” w siebie osobowości seryjnych morderców.]
– alsdhgalkshd temu czemuś zlazła cała skóra z przedramienia O_O what the fuck is that??
– Przepraszam, ale moje fanowskie serducho zaraz nie wytrzyma. Will ufa Beverly na tyle, by to właśnie po nią zadzwonić, nawet wtedy, gdy nie jest pewien własnej przytomności umysłu :3 Bromance Willa i Beverly FOREVER.
– Kiedy Will mówi „I feel relatively sane” czy chodzi mu o dany moment, czy bardziej ogólnie? Bo jeśli to drugie, to albo usilnie to sobie wmawia (np. dlatego że chce mówić dalej pracować), albo rzeczywiście jest o tym przekonany. Jakoś to druga opcja mnie bardziej niepokoi. Wmawianie sobie zakłada, że zdajemy sobie sprawę z problemu, tylko uparcie go ignorujemy. Ale jeśli Will jest autentycznie nieświadomy jak bardzo źle z nim jest, to Hannibal ma bardzo ułatwione zadanie.
– Will: „Do me a favour and publish it posthumously”
Hannibal: „After your death or mine?”
Will: „Whichever comes first”

Dobra. Ja wiem, że Will próbował być cyniczny, ale przyznaję – zrobiłam LOL :)

– Dla ciekawych: jednym z symptomów syndromu Cotarda na który cierpi Georgia jest tzw. prosopagnosia czyli “ślepota twarzy”. Na ten temat nakręcono m.in, kiepski film Face in the Crowd z Millą Jovovich, oraz napisano świetną książkę: “The Man Who Mistook His Wife for a Hat and Other Clinical Trials” Oliver Sacksa
– Ojej, Will czepiający się opisu choroby Georgii jak deski ratunkowej, bo brzmi równie niejasno, jak jego objawy. Ale nie ma tak łatwo, Graham. Nie masz Cotarda, tylko psychopatycznego psychiatrę. Chyba pora zmienić poradnię :D
– Jack czuje odpowiedzialność za Willa – porównuje go nawet do Miriam Lass – a jednak cały czas pcha go, wybaczcie dramatyzm, „w ramiona szaleństwa”. Skoro jak sam twierdzi wie, że stan Willa pogarsza się z każdym dniem pobytu w FBI (why are you still here when both of us know it’s bad for you) to czemu pozwala mu tu być? No sorry, Jack, ale albo-albo: albo Ci zależy na Willu, przejmujesz się i wysyłasz go do domu, z dala od szkodliwych czynników; albo chodzi ci o rozwiązanie jak największej ilości case’ów i Will jest tzw. collateral damage, a przejmujesz się nim tylko wtedy, gdy wiesz, że reperkusje mogą się odbić na tobie osobiście. Sorry, Jackie-boy, ale nie możesz rozgrywać obu opcji. URGH. Rozdwojenie osobowości u Jacka jest gorsze nawet niż szaleństwo Willa. Jego psychozę jestem jeszcze w stanie zrozumieć (na poziomie scenariusza). Ale postać Jacka? Jej logika kompletnie mi umyka. KOMPLETNIE.

*chwila zastanowienia*
A może Jack ufa Willowi, że ten będzie wiedział, kiedy rzeczywiście powiedzieć definitywne „basta”? Może te jego pytania – czy dobrze się czujesz, czy jesteś pewien że się do tego nadajesz – są formą „sprawdzania” Willa? Sprawdzania, czy jest na tyle przytomny psychicznie, by móc obiektywnie ocenić stan swojej psychiki. Ale jeśli rzeczywiście na tym to polega, to Jack jest jeszcze większym idiotą, niż początkowo myślałam.

– Jack: „I’m not Sand. I am bedrock”. Tia, jesteś kamieniem, Jack. Ale bardziej takim rolling stone, co to zmienia strony bardziej niż chorągiewka na wietrze. UGH, jak ja cię nie lubię!
– hehe, Sutcliffe przyrównał Will do świni. EVERYTHING IS PEOPLE, people!
– Hannibal mówi o Willu, że „there’s nothing he can’t understand”. I znowu nasuwa mi się pytanie: czy w takim razie celem Hannibala w tej całej chorej manipulacji jest doprowadzenie Willa do stanu, w którym będzie on mógł w pełni, z całym dobrodziejstwem inwentarza, zaakceptować Hannibala? Czy rzeczywiście chodzi o – w pojmowaniu Hannibala – prawdziwą, w stu procentach wyrozumiałą przyjaźń?
– Hannibal twierdz, że Will jest jego przyjacielem i że „ugasi jego ogień, gdy będzie taka potrzeba”. Jednak z ust Hannibala – który uwielbia, poniekąd, przekraczać granice – brzmi to cokolwiek… mało przekonywująco. Dobrze chociaż, że widzimy, iż Sutcliffe ma jednak jakiś minimalny okruszek moralności.
– Tak szybko zabili Sutcliffe’a? Łeee, myślałam że dłużej wytrwa. Lame.
– Trzymajcie mnie, bo padnę ze śmiechu :D

Argument Will na to, dlaczego Georgia przyczepiła się do niego: „I have a habit of collecting strays”. Poczucie humoru Willa Graham to jeden z moich ulubionych aspektów serialu. To i kanibalistyczne żarty Lectera.

– Ubóstwiam fakt, że gdy przychodzi co do czego, Will jest u swych korzeni po prostu dobrym człowiekiem – jego pierwszym instynktem, gdy znajduje pod swoim łóżkiem Georgię nie jest ucieczka, ale chęć niesienia pomocy. Niby śmiał się, że lgną do niego przybłędy, ale jest dla tego powód: Will ma dobre serce.

Zauważcie też, że psy Willa (które Hannibal musiał przekupić kiełbasą, a które – teoretycznie – mają bronić Willa przed intruzami o złych zamiarach) nie zareagowały na Georgię. Czy dlatego, że uznały ją za nieszkodliwą (względem Willa), czy dlatego, że uznały ją za ofiarę, a nie drapieżnika, czy może dlatego, że po prostu Georgia nie jest (tak jak Will) złą osobą, a jedynie kimś niezrozumianym, wyalienowanym… hard to say. Dość powiedzieć, że ją przepuściły. A to coś oznacza.

– [present dayMysza: ostatni kawałek cytuję słowo w słowo tak jak go zapisałam w notatniku, bo szalenie mnie bawi]

…oooooo zajebiste. Hannibal zabił sutcliffe’a (pewnie żeby nie wygadał willowi tego o chorobie) i zrobił, żeby to wyglądało na Georgię, a ona go widziała, ale nie widzi twarzy i aslkfhsadgklashdglkas.

Hannibal 1×11 – Roti

 
– …czyli „roast”, dziczyzna, małe ptactwo, etc.
– Czy wspominałam już jak cudownym smaczkiem dla fanów książki potrafi być Hannibal? Chociażby w mieszkaniu Lectera, w jadalni, mamy faux-kamienną ścianę, na której rzędami, w wysuniętych niby-szufladach rosną zioła. Jest to element wyniesiony prosto z kart książki (tak ja m.in. wahadło w umyśle Willa), który po raz kolejny ukazuje, jak uważnym, szczegółowym twórcą jest Bryan Fuller.
– Hm, ciekawe. Hannibal mówi w rozmowie z Chiltonem, że psychopaci cierpią na narcyzm i jako tacy, zawsze wiedzą kim są. Jest to intrygujące gdy weźmiemy pod uwagę relację Hannibala z Willem i co ona ze sobą niesie. Im dłużej nad tym myślę, tym mniej rozumiem z relacji tych postaci, ale tym również jestem bardziej pewna, że Hannibal jest w istocie zaskoczony swoją fascynacją Willem, sympatią dla niego, zainteresowaniem, jakim go obdarza, etc. Jego relacja z Willem jest dla Hannibala, mam wrażenie, niespodzianką i jako taka nieco zaburza definicję „psychopaty” jaką niektórzy Hannibala obdarzają (niektórzy robią to przez niewiedzę, lub nieznajomość książki – która wyraźnie zaznacza, że Hannibala nie da się opisać w terminologii psychiatrycznej – albo stosują ten skrót, tak jak czasem robi to Mysz, jako swoisty skrót myślowy, który ma po prostu oznaczać „osobę taką jak Hannibal”… choć drugiego takiego jak Lecter nie ma świecie. That’s kind of the point)
– [present dayMysza: Hannibal mówi „poke around a psychopath’s mind – bound to get poked back”. Ciekawe biorąc pod uwagę kontekst serialu, gdzie Will ląduje w drugim sezonie z pozycji „dna z którego może się odbić” i zacząć grać z Hannibalem na –jego- poziomie. Wniosek stąd taki, że Will, choć z gruntu dobry, rzeczywiście ma w sobie coś z psychopaty – on też się „odwinie”, jeśli zbyt długo będzie się go dźgać, tak jak to zrobił Hannibal]
– „The subject musn’t be aware of any influence” (rzekł Hannibal). Okej, ja wiem, że fandom śmieje się z jego cannibal jokes, ale ironia tego, co Hannibal mówi wszystkim dookoła, a czego nie mówi Willowi… zadziwia mnie to. Wystarczyłoby, by jedna osoba się wygadała… ale Hannibal jest na to za mądry – pogrywa innymi ludźmi tak samo, jak pogrywa Willem.
– W scenie gdy zegar zaczyna płynąć (znowu ten Salvador Dali!) i Willa zalewa woda… WOW. Aktorstwo Hugh Dancy’ego. Po prostu WOW. On jest tak niesamowity… Pamiętam na początku serialu, jak wszyscy się zachwycali Madsem w roli Hannibala. Don’t get me wrong – Mads jest fenomenalny. Ale, jeśli dobrze pamiętam, Mysz od początku zwróciła też uwagę na to, jak świetny w roli Grahama jest Dancy. I każdy kolejny odcinek mnie w tym utwierdza.

Ale tak by the way: te sceny z wodą… może Will po prostu bardzo potrzebuje do toalety?

– Łiii! Eddie Izzard wrócił w roli Gideona!
– Hm, czy ktoś jeszcze zauważył, że w scenie gdy Will odtwarza ucieczkę Gideona z ciężarówki wahadło w jego głowie zatrzymało się wpół wachnięcia? Czy to się już wcześniej zdarzyło? Bo mam wrażenie, że do tej pory zawsze kiwało się do brzegu ekranu. Ciekawe… przypadek i moja nadinterpretacja, czy zamysł twórców? A jeśli tak, to co on oznacza?
– No serio, jak można nie podziwiać Dancy’ego jak aktora – w jednej scenie niewinny jak biała leluja, jako Will Graham, a w następnej wcielający się w seryjnego mordercę, który jest w stanie sprawnie zamordować dwóch(trzech) strażników?… pamiętam scenę z jednego z poprzednich odcinków, gdy Will „wcielał” się – także w Gideona – podczas sceny morderstwa pielęgniarki. Miałam ciarki.
– Fascynująco słucha się całej rozmowy między Chiltonem, Alaną i Willem o manipulacji Gideonem, jego chęci zabijania, niezrozumienia kim jest (czy też jego wątpliwości w tej kwestii). Łatwo te wszystkie przemyślenia nałożyć na sytuację Will vs Hannibal. Pytanie tylko, czy Will, skonfundowany na temat swojej psychiki rzeczywiście byłby w stanie zabić. Gideon zabił swoją żonę, zanim Chilton zaczął nim manipulować. Z drugiej strony, Will zabił Hobbesa, więc on i Gideon są niejako na równym poziomie. A Hannibal jest o wiele zdolniejszym manipulantem niż Chilton.

Jednak ironia sceny, gdy Will rozmawia o Gideonie, który jest manipulowany, podczas gdy sam jest manipulowany przez Hannibala?… och, bezcenna.

– Ciekawe, czy Will halucynuje tak dużo o wodzie, ponieważ jego podświadomość próbuje mu powiedzieć, że jego mózg jest przegrzany i potrzebuje ochłody?
– Bardzo mi się podoba, że w tym odcinku to nie Alana pociesza Willa, tylko Will Alanę. Ładnie pokazuje to, że psychiatry też czasem potrzebują pomocy (pośrednio mogłoby tłumaczyć czemu Hannibal chodzi na wizyty do Bedeli, ale jak wiemy, Hannibal jest wyjątkowy także w tym względzie). Co nie zmienia faktu, że jej flirtujące odzywki trochę mnie drażnią. Naprawdę uważam, że jako psychiatra Alana powinna mieć trochę więcej oleju w głowie.
– A tak a’propo niczego: zauważyłam, że w tym odcinku Will jest zadziwiająco spokojny i poza halucynacjami nie ma żadnych „gwałtownych” reakcji przy ludziach – nie pokazuje po sobie aż tak bardzo tego całego chaosu, który mu się w głowie rozgrywa (jak chociażby w scenie w poprzednim odcinku gdy „stracił czas” i obudził się nad zwłokami dziewczyny zabitej przez Georgię). Mysia teoria jest taka, że jego organizm powoli przyzwyczaja się do gorączki spowodowanej zapaleniem mózgu. Mysz swego czasu żyła przez kilka lat z podniesioną temperaturą, gdzie moja normalna temperatura (standardowo 36,6*C) wynosiła 37,5*C. A może Will wcale nie zaczyna się przyzwyczajać i lepiej funkcjonować, tylko po prostu w tym odcinku scenarzyści nie rozpisali żadnego „wybuchu”. *wzruszenie ramion* Czasem w przypadku Hannibala naprawdę trudno stwierdzić.
– Hm, zastanawiają mnie przebitki na płynącą krew, które mamy w tym odcinku. What could this mean?
– *złowieszczy śmiech* Och tak! Powiedzcie, że Freddy Lounds wreszcie dostanie za swoje i że Gideon ją zabije! Say it is so!

…ale zaraz – dlaczego ten kolumbijski krawat NADAL SIĘ RUSZA?! O_O Hannibal, you creepy.

– Dobra, co jak co, ale cochonesnie można Freddie odmówić. Nic, czego jest świadkiem jej nie rusza – rozmawia z Gideonem spokojnie, ale nie służalczo, zachowuje kamienną twarz i spokój. Dopiero w scenach operacji na Chiltonie zaczyna ją ruszać. Hehe, ciekawe czemu ^__^ Wybaczcie wisielczy humor, ale postać Freddie tak cudownie mnie mierzi, że naprawdę lubię, gdy źle się jej dzieje. Zwłaszcza gdy mam w pamięci, jak ostatecznie kończy ta postać w „Czerwonym smoku” Thomasa Harrisa.
– Ujęcia wewnątrz jamy brzusznej! *radosny pisk, pozostałość z czasu dzieciństwa, gdy Mysz z nieustającą fascynacją oglądała operacje na zwierzątkach na Animal Planet*
– I znowu: Jack rozmawia z Willem w samochodzie i niby widać, że się przejmuje jego losem, a z drugiej strony wykazuje się podstawowym niezrozumieniem, jak działa „talent” Willa. On nie może tak po prostu „nie przyjmować w siebie” tego, co zobaczy na miejscu zrobi – on musi przyjąć w siebie wszystko, by zrozumieć jak działał morderca; by poniekąd się nim stać. UGH, Jack. Jakiś ty głupi.
 Ojejku :( Biedny Will, krzyczący do Lectera „Don’t lie to me”. Ojejku, jak mi to złamało serce. I ten atak, którego dostał – Chryste, jakie to było creepy. A potem ta scena, w której Hannibal i Gideon rozmawiają przy stole, podczas gdy katatoniczny Will stoi obok?… z jakiegoś powodu, mimo wszystkich upiornych rzeczy, które widzieliśmy w tym serialu, ta mnie rusza najbardziej. Niby Hannibalowi zależy na Willu, ale to, jak go traktuje – nie w kwestii manipulacji i zabawy jego psychiką, tylko eksperymentowania z jego zdrowiem fizycznym – bardzo mnie boli. „Po pierwsze: nie szkodzić”, przysięga Hipokratesa, te sprawy… niby wiem, że Hannibala one się raczej nie tyczą, ale jednak trudno pogodzić dwie cechy naszego ulubionego psychopaty: troskę o Will, a jednocześnie totalną bezduszność w obchodzeniu się z nim.
– Lecter, ty wstręciuchu! Myślałam, że lubisz Alanę. Czemu nasyłasz na nią Gideona?

… hm, i jeszcze tak sprytnie – i mało subtelnie – zostawiasz pistolet i swoje kluczyki od samochodu na stole, by wystraszony, półprzytomny Will je świsnął. You sly devil ,you.

– [present dayMysz: kurczę, analogie jakie można wyciągać między stanem psychicznym zmanipulowanego Gideona, a Willa – zwłaszcza na koniec pierwszego sezonu, gdy zaczyna on pojmować kim jest Hannibal – są nieskończenie fascynujące]
– Ubóstwiam rozmowy Hannibala z Bedelią, ale nic z nich nie rozumiem. Można je odczytywać na tak wielu poziomach, na tak wiele różnych sposobów, że totalnie się w nich gubię. Ale zarejestrowałam, że Hannibal rzeczywiście chce od Willa przyjaźni i że widzi w Willu wiele z siebie *powstrzymuje wszelkie cisnące się na usta niestosowane żarty* Pytanie pozostaje: czy Hannibal chce by Will, wraz ze swym nieprzeciętnym, tak – zdaniem Hannibala – podobnym do niego umysłem, stał się jego przyjacielem… czy przeciwnikiem?

Hannibal 1×12 – Releves

 
– czyli „a dish before the entree to ‘replace’ or ‘relieve’ it” – innymi słowy potrawa przed przystawką/głównym daniem.
– Georgia ma bardzo ciekawy, głęboki, chropowaty głos. I like.
– HANNIBAL ZROBIŁ WILLOWI ROSOŁEK Z KURCZAKA TRZYMAJCIE MNIE BO KWIKNĘ XDDD
– Scena wspólnego jedzenia zupy jest cudownie analogiczna do sceny pierwszego wspólnego posiłku Willa i Hannibala, gdy ten przyniósł Willowi śniadanie do pokoju.
– Zastanawia mnie jedno: czemu, skoro Will jest w szpitalu, nikt nie jest w stanie wykryć jego zapalenie mózgu? Rozumiem, że rezonans magnetyczny mózgu nie jest pierwszym badaniem, które się wykonuje, ale ktoś prędzej czy później powinien wpaść na to, że takie badanie należy wykonać. I wtedy od razu wszyscy by się zorientowali na co Will jest chory. To chyba jedyne fabularne „naciągnięcie”, które mnie w serialu uwiera.
– Dwa pytania: po cholerę Georgia czesała włosy? Miała je –idealnie- gładkie i rozczesane? Drugie pytanie: ARE YOU FUCKING KIDDING ME?! Iskra elektrostatyczna jako przyczyna śmierci? GENIALNE!
– Abigail jest taka urocza. A budding psychopath, poniekąd, a z drugiej strony to wciąż dziewczynka, przestraszona, samotna, zagubiona… Freddie manipuluje nią jak chce. W ogóle, cholera, strasznie dużo w tym serialu manipulacji. Chyba tylko ekipa z labu FBI jeszcze nikogo nie zmanipulowała. Jedyni normalni ludzie. A obchodzą się na co dzień ze zwłokami. Go figure.
– Kolejne paralele, które można wyciągnąć między postacią Georgii a Willa – ona także była niezrozumiana przez większość swego życia i mimo opieki lekarzy, walczyła ze swoja chorobą sama. Zauważcie też, że postać Willa Grahama można w jakiś sposób odnieść do dowolnej innej postaci w tym serialu – istnieję paralele między Willem a Hannibalem, Georgią, Abigail, Alaną, Hobbsem, Gideonem, nawet Freddie czy Jackiem. Myślę, że twórcy w ten subtelny (?) sposób wbijają nam do podświadomości jak bardzo empatycznym stworzeniem jest Will – jego psychika naśladuje psychiki innych ludzi.

Ciekawie też wypada Jack Crawford w tej scenie. Sądzę, że z jego punktu widzenia upór Willa, by przypisać śmierć Georgii morderstwu a nie samobójstwu wynika stąd, że Will obawia się, że jeśli Georgia mogła się zabić, to on też może kiedyś odebrać sobie życie. Tia. Nie ma tak łatwo. Hannibal by na to nie pozwolił.

– Jack może mieć wątpliwości, czy Willowe łączenie wcześniej niepowiązanych zbrodni ma sens – czy to tylko majaki spowodowane chorobą – ale widzowie wiedza, że właśnie to połączenie różnych zbrodni świadczy o tym, jak o wiele sprawniej działa mózg Willa, gdy ma obniżoną gorączkę (zakładam, że w szpitalu dali mu leki na zbicie gorączki). To, co Jack uważa za chorobę, jest w istocie objawem zdrowienia. Oh, the irony.
– Jack pyta się Hannibala „czy Will rzeczywiście ma chorobę psychiczną, czy po prostu jego umysł działa tak różnie od naszego… że nie wiemy jak go określić”. Dyskusyjnie, to samo można powiedzieć o Hannibalu. Jeśli dobrze pamiętam, Thomas Harris nawet kiedyś dokładnie tymi słowy opisał Lectera w książce – że jego umysł działa na tak innych zasadach niż jakiegokolwiek innego człowieka, że nie da się tego opisać czy ująć w słowa.

Hannibal odpowiada na to, że „są dni, gdy nawet Will nie rozumie swojego rozumowania”. Again: to samo można powiedzieć o Hannibalu. Widać, że czasem jego przywiązanie do Willa – i związane z tym działania – jego samego zaskakują.

– Jack: „I don’t think doctor Lecter is dangerous. I don’t.

Tia. I tu właśnie tkwi problem, drogi Jacku.

– Pacjent, który zaatakował Bedelię połknął własny język?… hm, Miggs z „Milczenia owiec”, anyone? Czy to oznacza, że Hannibal namówił pacjenta Bedeli do połknięcia własnego języka?
– Bedelia mówi: „You cannot function as an agent of friendship for a man who is disconnected from the concept, as a man who is disconnected from the concept”. Teoretycznie odnosi się do przyjaźni Hannibala z Willem, i tego, że psychiatrze nie wypada przyjaźnić się z pacjentem. Ale dla mnie równie dobrze odnosi się to do psychiki Hannibala, który – teoretycznie, ze względu na specyficzną konstrukcję swego umysłu – raczej nie pojmuje czym tak naprawdę jest przyjaźń, a raczej ma na jej temat swoje, mocno wypaczone pojęcie.

Hannibal twierdzi, że broni Willa przez wpływami z zewnątrz, które źle na niego wpływają. Czyli Hannibal widzi „świat zewnętrzny” jako wroga, który próbuje stłamsić umysł Willa – umysł, który według Hannibala jest tak podobny do jego umysłu. Tak więc Hannibal, broniąc Willa przed wpływami z zewnątrz, tak naprawdę broni samego siebie. Tym samym chce zagwarantować sobie, że Will stanie się człowiekiem takim jak on – bo jeśli pozbawić go wpływu zewnętrznego (np. moralności, sumienia, etc.), z pewnością musi się on stać taki jak Hannibal. Lecter po prostu chce, by Will – nieskażony wpływem innych – mógł stać się w pełni „sobą”. A ponieważ według Hannibala Will jest w istocie mordercą, tak jak on, tylko jeszcze o tym nie wie, Hannibal po prostu chce by Will zdał sobie sprawę z tego, kim (według Hannibala) jest.
^ domorosła psychologia. Co ten serial ze mną robi?!

– [present day Mysza: kiedy Will mówi Hannibalowi, że zbrodnie copycata są ze sobą powiązane, a Hannibal sugeruje, że Will może być za nie odpowiedzialny, Will obrusza się i mówi: „There will be evidence.” Oczywiście chodzi mu o to, że będą dowody na to, iż za zbrodnie odpowiedzialny jest ten sam człowiek –copycat Hobbsa – ale jest to również cudowny foreshadowing twórców do finału, gdzie dowiadujemy się, że Hannibal podłożył do domu Will dowody, które wskazują na niego, jako copycata. Ojejku. Jaki ten serial jest cudownie złożony]
– Hm, tak sobie teraz myślę: może podtrzymywanie Willa w stanie gorączki (i choroby) ma na celu nie tylko zwiększenie podatności jego umysłu na manipulacje – zatarcie granicy między realnością a wyobraźnią – ale także „spowolnienie” genialnego umysłu Willa, tak by nie doszedł on zbyt szybko do tego, że to Hannibal jest -tym złym-. Hmm, im dłużej nad tym myślę, tym więcej sensu to ma. To bardzo w Hannibalowym stylu – upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Pun not intended.
Dammit. Freddie jest bez rękawiczek. I cała moja wspaniała teoria o okaleczonych/poparzonych rękach poszła się czesać >_<
– Hannibal, ty śliski spryciarzu – wmawiać Jackowi, że Will my DID (dissociative identity disorder) i że jego inne „osobowości” mogą przejmować nad nim kontrolę, bez jego wiedzy. A myślałam, że psychiatry nie wierzą w istnienie tego schorzenia :P
– *slow clap* To jak cudownie Hannibal manipuluje Jackiem, jak wrabia Willa w morderstwo… ja wiem, że to wszystko jest niemoralne i w ogóle „fe”, ale… kurczę, trudno gościa nie podziwiać. Naprawdę jest mistrzem w tym, co robi.
– Hm, czy Abigail była dla Hannibala „obiektem testowym” przed Willem? Zmusił ją do zabicia Nicka Boyle’a by zobaczyć, czy jej umysł – całkiem inteligentny – będzie w stanie dokonać „przeskoku” i czy Abigail stanie się mordercą, tak jak jej ojciec… i tak jak, według Hannibala, stanie się Will. Czy dlatego wyjawia jej prawdę? Chce zobaczyć, czy Abigail go zaakceptuje (tak jak, Hannibal ma nadzieję, w końcu zaakceptuje go Will)? Czy może to po prostu zabawa z ofiarą i typowy „Bond villain move” – zdradzić swój plan, bo ma się pewność, że ofiara nam nie ucieknie? Hm. Hm. Hm. Hmmm…

Hannibal 1×13 – Savoureux

 

– czyli „savoury dessert course” – wytrawne danie deserowe. Hm, ciekawe co to jest? Gruszki w occie?
– CZY ONE ZEŻARŁ CZYJEŚ UCHO?!….

Dear God. Somebody needs to SERIOUSLY help Will Graham.

– Łojezu, Wilson! PIESIAKU! *tuli go z całej siły* Nie bój się – twój tatuś do ciebie wróci. Prędzej czy później…
– A teraz wszyscy razem przytulamy Beverly, która jest zajebista i traktuje Willa jak człowieka i z nim rozmawia, a nie obchodzi się z nim jak z kawałkiem mięsa. Beverly jest BOSSEM. I kropka.
– UGH. Twarz Hugh Dancy’ego, gdy Will mówi: „According to the evidence, I killed Abigail Hobbs.” UGH. Cóż za wspaniałe aktorstwo.
– Gdy Alan mówi Jackowi, żeby się zamknął, a potem robi mu pretensje w biurze to chyba pierwszy moment, gdy zaczęłam czuć do tej postaci symaptię. Wcześniej jakoś miałam do niej bardziej negatywne nastawienie (głównie przez jej nieprofesjonalny flirt z Willem), ale w finale – rychło w czas! – wreszcie zaczęłam się do niej przekonywać.

A już moment – zresztą świetnie zagrany – gdy Alana dostaje ataku płaczu w swoim samochodzie po raz pierwszy sprawił, że autentycznie zaczęłam ją lubić.
Zresztą jej późniejsza rozmowa z Willem (w sali przesłuchań) jest jedną z moich ulubionych ich interakcji – po raz pierwszy wydaje się rozmową dwójki ludzi, a nie psychiatry i pseudo-nie-do-końca-pacjenta, który ją fascynuję (w dwójnasób), ale z którym jednocześnie nie może być (w żaden sposób). I jeszcze powiedziała, że zajmie się jego psami! :3

– TAK! *wyrzut pięści w górę* Alana widzi rozpłynięty zegar Willa! Może to jej da do myślenia.
OH MY GOD. Hanny, are you… crying?… Did someone put something nasty in your food? What’s wrong?

Czy Hannibal płacze „przed” Bedelią – bo wie, że w takich chwilach ludzie się powinni wzruszać – czy może rzeczywiście płacze nad losem Abigail (że nie mógł tego inaczej rozegrać, że musiał zabić swoją, poniekąd, protegowaną) i jest sam zdziwiony swoją reakcją?… skłaniam się ku pierwszej interpretacji, ale w tym serialu nigdy nie wiadomo „co autor miał na myśli”. W sumie… zdziwienie, że zaczęło mu zależeć na Abigail może być kompletnie rozdzielne od tego „teatrzyku emocji”, który urządza na potrzeby Bedeli. Kto jak kto, ale Hannibal jest na tyle skomplikowany, że mógłby robić (czy też przeżywać) obie te rzeczy na raz.

– Ciekawe, czy dla Hannibala poświęcenie Abigail było warte tego, by Will mógł (według Hannibala) „odkryć prawdziwego siebie”. Z jednej strony, Hannibal robił gorsze rzeczy w imię własnych celów i rządzy, a z drugiej strony… mógł się jednak do Abigail przywiązać. Wbrew pozorom – braku moralności, sumienia, etc. – fakt, że Hannibal musiał poświęcić jednego (potencjalnego) podopiecznego dla dobra drugiego może mu ciążyć. Oczywiście w specyficzny, bardzo Hannibalowi sposób, ale jednak.
THE FISHING LURES ARE PEOPLE!!!!!!!! EVERYTHING IS PEOPLE!!!!
– Will trochę nie popisał się inteligencją, mówiąc Jackowi, że ktoś go wrabia w morderstwo. Biorąc pod uwagę sytuację należy założyć, że Jack odbierze to jako kolejny objaw paranoi. No chyba, że Will wierzy w Jacka zaufanie do niego… co jest raczej wątpliwe i niezbyt mądre.
– Mniam. Will wygląda bardzo smakowicie w pomarańczowym kombinezonie i kajdankach. Jasne, trochę strasznie, ale smakowicie. I tylko chrupnięcie przy wyłamaniu sobie palca mnie lekko zniechęciło :D
– Hannibal! Ty oszuście! To nie jest zegar Willa!… hm, no chyba, że jest to zegar narysowany przez Willa w szpitalu, gdy mu spadła gorączka po lekach przeciwzapalnych.

Ehehehe – morderczy spójrz, który Hannibal rzuca Alanie, gdy ta sugeruje zapalenie mózgu. Gdyby spojrzenia mogły zabijać…

– Biedny Will, przycupnięty w kącie biblioteki Hannibala, jak skrzywdzony piesek :3 *głaszcze*
– Bryanie Fullerze, ty wizualnie genialny dupku! [present day Mysza: cytat dosłowny :D] Te sceny, gdy Will przypomina sobie kolejne sceny zbrodnie – te czarne, niemalże zwęglowe trupy, i ludzi ravenstagprzewijający się w tle?… CUDO.
– Oho, podświadomość Willa zaczyna mu podpowiadać, że to Hannibal jest mordercą. Ciekawe, czy jej posłucha?
– Mam wrażenie, że Hannibal jest tak podekscytowany perspektywą tego, że Will może go rozgryźć (i albo zaakceptować i stać się jego przyjacielem, albo znienawidzić i stać się jego przeciwnikiem), że w tych scenach w kuchni Hobbsa staje się – jak na siebie – bardzo mało subtelny. Wmawia Willowi – a w jego głosie słychać pewną pilność – że jest samotny, wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, że powinien uleć podszeptom, stać się kimś innym (w domyśle: prawdziwym sobą)… a im więcej mówi, tym więcej paraleli między sobą a Hannibalem widzi Will. Zaczyna się w niego wczuwać, coraz głębiej i głębiej i nagle: olśnienie! It was Hannibal all along.
– Och jejku jej. Ostatni monolog Willa do Hannibala (you had no descirnible motive… you were curious what I would do… wind him up and watch him go… well, Dr. Lecter, this i show I go)…. CO.ZA.GENIUSZ. UGH.
– JACK TY DUPKU POSTRZELIŁEŚ WILLA!
– Dobra. Serio. Waszym zdaniem: czy Bedelia wie kim jest Hannibal? Albo czy chociaż podejrzewa kim naprawdę jest?
– A na koniec soczyście zaklnę: o kurwa, jaki ten finał jest cudowny. I daje twórcom tak wspaniałą okazję do późniejszej (w trzecim/czwartym sezonie, gdy fabularnie dogonimy „Czerwonego smoka”) paraleli scen.
Nie wiem, jak Wy, ale Mysz się czuje wybornie najedzona. Co prawda tylko mentalnie i kulturowo, ale pozostaje mi tylko cieszyć się, że za moment wychodzę z domu na wielki rodzinny spęd, gdzie pysznych potraw będzie co nie miara. A po powrocie czeka mnie wykwintny deser, czyli Hannibal 2×01. Przemyślenia na jego temat już jutro.
Bon apettite!


PS. Na koniec kilka fragmentów wywiadu, którego Bryan Fuller udzielił na temat relacji Willa i Hannibala. Pomyślałam, że je zamieszczę obyśmy mieli tu wytłumaczenie samego twórcy – niejako from the horse’s mouth, if you will :)
 

So, is he punishing Will?
Fuller: I think that everything that Hannibal has done to Will has been a radical, unorthodox form of therapy. I would argue that all of the deeds still come from a place of genuine care. He is trying to help Will see himself better and get to a truer version of who Hannibal thinks Will is. Even setting him up to take the fall for these murders has been an act of therapy, in Hannibal’s mind.

Can Will distance himself from Hannibal, or will he have access to him as his attending psychiatrist?
Fuller: Hannibal will always want to be close to Will. He sees a great potential in Will as this pure human being, and he’s seduced by Will’s purity. He’s attracted to it, and he’s also very eager to conquer it in some way.

Is Hannibal’s obsession with Will also an attempt to more fully understand himself?
Fuller:Hannibal’s absolutely on a journey of self-exploration, and he’s fascinated by his fascination with Will. He is curious about this change that’s come over him. It’s sort of like somebody who is falling in love for the first time and had never felt that was actually a possibility for them.  That’s a fresh, unexplored territory for Hannibal that is exciting to him and interesting to him. Maybe his ultimate downfall is his attraction and affection for Will Graham.