“People are served!” – drugi sezon podano do stołu. Hannibal 2×01

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×01 serialu “Hannibal”.

 

Czytelnicy, których nie kręci cudownie odrażająca estetyka Hannibala, proszeni są o powrót na bloga we wtorek, gdy pojawi się wpis o rozdaniu Oscarów.

Smakoszy kulinarnych koszmarów zapraszam do skosztowania…


SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×01 – Kaiseki


– “kaiseki” czyli tradycyjny, japoński, wielodaniowy obiad, a także umiejętności potrzebne do jego przyrządzenia.
Cytując za Janice Poon:

Kaiseki is the highest form of Japanese cuisine – which, even at its lowest form is more refined, symbolic and artful than any other. Based on a deep and ancient philosophy of nature and seasons, it is a dozen-plus course meal of small plates that are meticulously prepared and served in formal, codified order on antique dishes of subtle beauty”

– jaka ZAJEBISTA scena walki. Świetna choreografia, dobrze wykorzystująca zarówno przestrzeń jak i wszystkie leżące pod ręką rekwizyty. Do tego dwójka silnych fizycznie aktorów – kto jak kto, ale Fishburne i Mikkelsen obaj wyglądają na takich, co to zobaczeni w ciemnej uliczce, wywołują raczej lęk niż przypływ zaufania – i scena, która wybitnie świadczy o tym, że walka jest na śmierć i życie, a nie o to „kto zwycięży”.
Ciekawe jest natomiast, że w scenach walki Mads przestaje dla mnie być Hannibalem, a zaczyna być po prostu wkurzonym Madsem. Może to kwestia fryzury – Hannibal ma zazwyczaj starannie ulizane włosy, a Mads nosi swoje raczej nonszalancko roztrzepane, jak młodzieniaszek. Gdy więc w scenie walki jego włosy zaczęły „sypać się” wokół jego twarzy, nagle przestałam widzieć walczącego Hannibala, a zaczęłam Madsa. Ot, taka osobista uwaga.
A swoją drogą: Hannibal musi mieć zajebiste noże. Pomijam już ile siły wymaga wbicie noża w drewnianą deskę (wcale niemałej). Ale że nóż wszedł w nią jak w masło?… to muszą być w pełni stalowe, świetnej jakości noże. Ciekawe czy dałoby się wywęszyć jakich noży używa? I gdzie można je kupić?
– NIENAWIDZĘ zagrań typu „2 godziny wcześniej” albo „rok wcześniej”. NIENAWIDZĘ.
– *klaszcze z radości na bezbłędna akcentowanie, gdy Mads wymawia „mukozuke”*
Japońskie nazwy odcinków… saskimi w premierze drugiego sezonu… napomknięcie o ciotce Murasaki („Hannibal Rising” Thomasa Harrisa)… widzę, że w tym sezonie trzymamy się Azji. Ciekawe ile nawiązań do czwartej (i najgorszej) książki Harrisa Fuller zdoła wsadzić do Hannibala :)
– „I never feel guilty eating anything”. Oj. Coś czuję, że w tym sezonie kanibalistyczne żarciki Hannibala będą mocniejsze niż w zeszłym roku :)
– Ciekawostka: Lawrence Fishburne jest leworęczny (zwróćcie uwagę na to w której ręce trzyma pałeczki)
Hannibal nawet w scenach (niemal) idyllicznych, jak gdy Will łowi ryby w rzece nadal ma przygaszone tony. Jeśli dobrze pamiętam tak naprawdę jedyne żywsze kolory pojawiają się w jedzeniu, lub czasem w scenografii, ewentualnie kostiumach. Ogólnie Fuller operuje w serialu bardzo przygaszoną paletą, ale dzięki temu te chlapnięcia koloru wypadają tym wyraźniej i bardziej intrygująco. Jakby pokazywały nam, na co mamy zwrócić uwagę.
Jestę Wendigę.
I hid under the water because I love you!
 
– Lubię uwięzionego Willa. Uwięziony Will jest uroczo sarkastyczny.
Also: doktor Chilton wygląda zadziwiająco żywotnie – choć szczuplej – jak na kogoś, komu wyjęto z brzucha wszystkie flaki (a potem je tam zaszyto z powrotem).
– O, Cynthia Nixon! Szybko się pojawiła. Jakoś ominęłam informację, że pojawi się już w pilocie. Jest tak cudownie chłodna i oschła. Przyzwyczaiłam się do jej roli Mirandy – rudej, uszczypliwej i żywiołowej pani prawnik z Sex and the City.
– „He sees his own mentality as grotesque but useful. Like a chair of antlers.He can’t repress who he is” – dosłowny cytat z książki, który u Harrisa na swój temat rzeczywiście wypowiada (czy też myśli) Will Graham. Ciekawe, że Hannibal używa tego, jako wytłumaczenia, czemu uważa Will za swojego przyjaciela. Cały czas sądzę, że istotą jest pełne, całkowite zrozumienie, którego Hannibal oczekuje od Willa i które dla niego jest definicją przyjaźni. Nie chodzi więc o akceptację, tego kim jest Hannibal, ale o pełne tego zrozumienie. A tylko Will zdolny jest to zrobić.
Also: hurra, Bedelia! Jaka ty jesteś wspaniała i mądra. Pytanie tylko, kiedy staniesz się mądrzejsza od Hannibala i to na tyle by stać się dla niego zagrożeniem?
IT FUCKNG RHYMED.
 
– Triumfalny uśmieszek Lectera, gdy dowiaduje się, że wewnętrzny głos Willa mówi jego głosem?… bezcenny. Widać, jak wielką satysfakcję sprawia mu świadomość, że mimo przejrzenia Willa na oczy, Hannibal zdołał „zatopić w nim” swoje szpony i trwale wpłynąć na jego psychikę. Pytanie tylko, czy wpłynął na nią tak jak tego sobie życzył (i czy nadal będzie w stanie tak na nią wpływać), czy wbrew posiadaniu w głowie głosu Hannibala, Will jednak w pełni wyzwolił się spod kontroli Lectera? Ciekawe.
 
– Ach, Beverly *tuli*. Cóż za prosty, normalny, rozsądny człowiek w całej tej chaotycznej plątaninie manipulacji. Szkoda tylko, że jej „stuprocentowo pewne dowody”  zostały sfabrykowane.
– Bedelia zaczyna rozumieć, że „szczerość” w wykonaniu Hannibala – jego chęć współpracy z FBI, wspomagania ich w ich dochodzeniu – to tylko gra i to bardzo sprytnie prowadzona. A jak wiadomo tego typu gry zwykle prowadzą psychopaci/socjopaci, którzy na poziomie inteligencji wiedzą, jak normalni ludzie zachowaliby się w danej sytuacji, ale gdy zachowują się w ten sposób, robią to wyłącznie z wyrachowania, a nie, bo tak im sumienie/moralność/emocje kazały.
Zastanawia mnie też mimika Hannibala podczas sceny, gdy wspomina, że „dziś miałem okazję być Willem Grahamem… być w jego butach.. .spojrzeć na śmierć tak jak wyobraziłem to sobie, że on by to zrobił”. Mam wrażenie, że fascynuje go możliwość bycia empatą, tak jak Will – fascynuje go możliwość „wczucia” się w kogoś innego (w tym wypadku wczucia się w Willa na miejscu zbrodni). Ciekawe, czy wynika to stąd, że Hannibal sam nie potrafi się tak naprawdę w nikogo wczuć, bo psychika mu na to nie pozwala? Wszak większość jego dedukcji i manipulacji bierze się ze znajomości ludzkiej psychiki, ale na poziomie albo podręcznikowym, albo z własnych morderczych doświadczeń. Hannibal nie mógł by się wczuć w przeciętnego Kowalskiego. Mógłby go zmanipulować, ale nie go zrozumieć, stać się nim. Dlatego tak pociąga go i cieszy możliwość -bycia- Willem Grahamem dla FBI.
…a to, że żarłaś ludzinę też wiesz, mądralo? :P
– Alana wciąż zajmuje się psiakami Willa! Be still my big soft heart! :3
– Ojej, wizualne aspekty sceny, gdy Alana pomaga Willowi odzyskać wspomnienia (świetlne wahadło – analogiczne do świetlnego wahadła w umyśle Willa – mroczna Alana)… takie piękne. I jeszcze ten wystawnie zastawiony stół u Hannibala. Biedna Janice Poon naprawdę musiała się tym razem narobić.
– „In that case, you are dining with a psychopathic murderder, Frederick
Po czym Hannibal i Chilton robią „bęc” kieliszkami wina. No padłam XDDD
– Wiem, że część widzów Hannibala ogląda serial dla relacji między Lecterem a Willem, część dla jedzenia (ej, są tacy!), ale Mysz jest fanką odcinków case of the week. Lubię zobaczyć jakie okropieństwo Fuller i spółka wymyślili dla nas tym razem. A biorąc pod uwagę, że Fuller ma zaplanowane przynajmniej 4 sezony (by zrównać się z „Czerwonym smokiem” Harrisa, ewentualnie pociągnąć to dalej) pozostaje sporo miejsca na wiele interesujących case’ów.
– Jako ktoś, kto od lat miewa problemy z przewodem pokarmowym i spędził (suma-sumarum) kilka lat życia w szpitalach na oddziałach gastroenterologicznych mogę stwierdzić, że Will powinien był wyczuć, że ktoś mu wepchnął do gardła rurę, zwłaszcza tak szeroką. Gardło po takim „zabiegu” potrafi być dość długo obolałe. Rozumiem, że Will mógł nie wiedzieć, czemu go to gardło boli, ale że go to nie zdziwiło wcześniej? Może wziął to za kolejny objaw swojej choroby?
Ciekawa też jestem, czy na innych widzach scena ta zrobiła tak duże wrażenie, jak na mnie? Czy jest to uniwersalnie nieprzyjemna scena, czy dla Myszy – która i widziała swoje wnętrzności na filmie i miała różne rzeczy wpychane do gardła wbrew jej woli (mind out of the gutter, please) – jest po prostu wyjątkowo poruszająca?
– Biedny Hannibal, siedzący sam w swoim gabinecie.


– O, i jaka śliczna patchworkowa kołdra z ludziny na koniec ^__^
Podsumowując: bardzo mi się ten premierowy odcinek podobał, choć mam kilka zastrzeżeń. Rozpoczęcie odcinka od mocnego uderzenia – walki Hannibala i Jacka – sugeruje, że reszta odcinka będzie jeszcze mocniejsza (na zasadzie „zacznij od trzęsienia ziemi, a potem stopniowo zwiększaj napięcie” Hitchcocka). Może przemawia przeze mnie niechęć do zagrań typu „X czasu wcześniej”, ale z drugiej strony w wypadku Hannibala nie szkodzi to –aż tak bardzo-. I tak wiemy mniej więcej, jak serial się skończy – wiemy, że nawet ktoś tak tępy jak Jack Crawford prędzej czy później zorientuje się, że jego przyjaciel psychiatra jest też wyrafinowany psychopatą. Tak więc zagranie to pozwala nam przyjrzeć się uważniej postaci Jacka, by dokładnie wypatrzyć moment, w którym zacznie on mieć wątpliwości co do Hannibala.
Poza tym Fuller będzie miał – miejmy nadzieję – kilka sezonów by budować swoje napięcie. Staram się więc przymknąć na to oko.
Jak na standard Hannibala również „morderstwo tygodnia” (tworzenie ludzkich manekinów) było wyjątkowo stonowane. Gdzie im tam do ludzkich hodowli grzybków czy krwawych aniołów. Albo ludzkiej wiolonczeli. Mam jednak ogrom zaufania do Fuller i spółki – wierzę, że jeszcze nam dostarczą w tym sezonie nielichych wrażeń. Świadczy o tym chociażby utrzymanie specyficznej warstwy wizualnej serialu na tym samym poziomie co w pierwszym sezonie. Fuller nie próbuje się popisać czy przedobrzyć – wie co robi, robi to dobrze i tego się trzyma.
Szalenie mnie cieszy powrót do formy Willa. Lubiłam go od pierwszej chwili właśnie za jego specyficzne poczucie humoru i miło zobaczyć, że teraz ma ono okazję wrócić w pełnej krasie… z dodatkowym walorem wredności, jaki w ton swego głosu wkłada zdradzony, niesłusznie oskarżony Will. Niezmiernie podoba mi się także powolne uświadamianie widzom, że Bedelia już-już zaczyna Hannibala o coś podejrzewać. Pewnie sama jeszcze do końca nie wie o co – a może wie, tylko my mamy myśleć, że nie – ale moment olśnienia jest zapewne coraz bliżej.
Warto też zwrócić uwagę na rolę Cyntii Nixon, która w tym roku dołączyła do obsady jako postać, którą aż miło znielubić (pod tym względem przypomina Freddie Lounds). Jednak Mysz czeka przede wszystkim na guest-starMichaela Pitta jako Masona Vergera. Nie jestem wielką fanką książek Harrisa (czytałam trzy pierwsze tylko po jednym razie), ale uważam tę postać za równie odrażająco-fascynującą, co Hannibal. A może nawet bardziej. W każdym razie im dłużej nad tym myślę – i przeglądam fragmenty książek, gdzie Mason się pojawia – tym bardziej stwierdzam, że Pitt jest wprost IDEALNY do tej roli. Nikt tak nie potrafi zagrać creepy jak on. Cieszy mnie też obsadzenie Katharine Izabelle (Ginger Snaps) w roli jego siostry, Margot. Izabelle nie jest może znana ze świetnego aktorstwa – czasem potrafi szarżować – ale ma smykałkę go grania postaci, takich jak Margot. Obserwowanie interakcji rodzeństwa ze sobą oraz z Hannibalem będzie dla Myszy chyba najsmaczniejszym kąskiem tego sezonu.
Ale ostatecznie, jeśli zignorujemy całe to wnikliwe kicanie po fabule i postaciach, Mysz jest po prostu ultra-szczęśliwa, że serial wrócił na antenę. I wzorem cudownej Rusty, która prowadzi regularne recapy serialu Teen Wolf, Mysz chyba wróci do regularnych omówień Hannibal. Co by i Wam i mnie było wygodniej :)

PS. Oprócz recapów Hannibala, pojawi się też jedna notka około-serialowa, ale nawiązująca także do książek. Uprzedzam, bo będą tam (I guess?) spoilery, gdyby ktoś jeszcze książek nie czytał, a zamierzał.