To Katzastrofa! – słów i gifów kilka o Hannibal 2×04

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×04 serialu “Hannibal”.

 
 Większość szeroko pojętego fandomu wybyła na Pyrkon. Tylko Mysz siedzi w domu i wśród internetowej ciszy i spokoju radośnie bierze się za zaległe obowiązki. W tym pisanie notek. Ale zanim przejdziemy do zaległości, trzeba by tradycji stało się zadość. Tak więc zgodnie z serialowym harmonogramem (ale wyjątkowo dzień wcześniej) zapraszam na kolejne omówienie Hannibala.

Smacznego!

SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×04 – Takiawase

takiawase czyli danie zawierające oddzielnie podsmażoną kombinację warzyw i ryb, tofu lub mięsa. Mmm, jadłabym.

 
– Witaj, Abigail!
I ojejku! Bonus w postaci uśmiechającego się Willa! :3
Swoją drogą: zauważyliście, jak sprytnie Fuller i spółka rozgrywają wątek Willa? Przecież facet – nasz główny bohater – siedzi niejako w więzieniu. Na logikę powinien być odsunięty od większości akcji. Ale dzięki pokazywaniu wewnętrznych przeżyć Willa (czasem dość dosłownie, jak w przypadku jego mind palace i łowienia ryb, czy nawet przypominania sobie wypartych wspomnień) Fuller sprytnie go z w powrotem w tę akcję wplata, sprawiając, że Will mimo zamknięcia w celi nadal jest w pełni aktywną postacią.
– Podoba mi się analogia między polowaniem, a łowieniem ryb – że jedno się łapie, a drugie wabi. Obstawiam, że Hannibal jest jednak “zwierzyną”, która zostanie zostanie zwabiona, a nie złapana.
– Z jednej strony Will ma rację: trudno przyszpilić Hannibala, bo oprócz własnej rozrywki i ciekawości, nie posiada on motywacji do popełniania zbrodni. Ale z drugiej strony: jeśli wiadomo czego szukać, łatwiej to znaleźć. Czyli jeśli już wiemy, że istotą zbrodni Hannibala jest, basically, „namieszanie”, łatwiej będzie zauważyć elementy, które do tej teorii pasują. Takie elementy, jak wspomniany przez Willa „clever detail”. Will ma rację: Hannibal nie mógłby się oprzeć, by nie zagrać FBI – i wszystkim, których uważa za gorszych od siebie – na nosie, a jednocześnie rzucić przynętę, by zobaczyć, czy znajdzie się ktoś równie inteligentny jak on (w domyśle: Will) kto ten sprytny szczegół będzie w stanie odnaleźć.
– Beverly & Will bromance for EVER! ^__^
Serio: jestem pod ogromnym wrażeniem Beverly jako postaci i jej relacji z Willem. Z jednej strony niby nadal go podejrzewa – ewentualnie po prostu nie wierzy (lub nie chce uwierzyć) w jego teorię na temat Hannibala – ale i tak mu pomaga. So awesome.
Dobra. Kto jeszcze pomyślał O TYM?
 
– Fantastyczne ujęcie lecącej pszczoły. Zwracamy uwagę na piękna zieleń traw, wzór z jesiennych, czerwono-złotych opadłych liści, fakturę i układ pokazanego plastra miodu… oraz kolejne PSYCHODELICZNE zwłoki. Serio: co ćpa ekipa pisząca ten serial czy mogą mi trochę podarować?
PS. Czy tylko ja miałam myśl: „Sherlock Holmes dałby się zabić za możliwość zbadania tej zbrodni?”. Nie dość, że morderstwo, to jeszcze pszczoły.
Myszy pierwsze skojarzenie: Eddie Izzard i słynny skecz z pszczołami.
– Will tak cudownie manipuluje Chiltonem (który uważa, że jest mądrzejszy od wszystkich – włącznie z Hannibalem – którzy dali się „nabrać” Willowi i jego udawaniu „biednej, skrzywdzonej ofiary”). Swoją drogą brawa dla Hugh Dancy’ego w tej scenie – to jak cudownie kontroluje i wykorzystuje mimikę twarzy (malutkie tiki, uśmieszki, zmarszczenie brwi) jest niesamowite. Wiem, że Mads Mikkelsen jest chwalony za to, że potrafi sprawić, że Hannibal się uśmiecha, nie ruszając przy tym mięśniami twarzy, ale Hugh Dancy też wykonuje kawał fantastycznej aktorskiej roboty.
Will wie, że Chiltonem rządzi przede wszystkim brak skrupułów i chora ambicja. Nie ważne, czy Will okaże się psychopatą, która gra skrzywdzone niewiniątko, cierpiącym na złudzenia przypadkowym mordercą, czy absolutnie niewinny. Ważne, że to Chilton będzie mógł jako pierwszy to odkryć.
Teraz pytanie: czy Will autentycznie wierzy, że ambicja Chilton by być „tym jedynym” będzie wystarczająca, by powstrzymać go od omawiania przypadku Willa z Hannibalem, czy Will wręczy liczy na to, że Chilton zaraz pobiegnie do Lectera i mu wszystko wygada, a ta cała akcja jest tylko po to, by poprzez Chilton „karmić” Hannibala kłamliwymi tropami na temat psychiki Willa?
– BELLA! *tuli*
– Zastanawia mnie ile z podejścia Hannibala do śmierci – swoistego hedonizmu, który się z takim podejściem wiąże – pochodzi od jego spreparowanej przez Thomasa Harrisa przeszłości. Nie wdając się w szczegóły (bo może ktoś nie zna książek i będzie chciał je przeczytać): ktoś z rodziny Hannibala został brutalnie zamordowany niejako na jego oczach i to dość niespodziewanie. Stąd moje rozważania: jak wielki wpływ na to, kim później stał się Hannibal miała ta tragedia (która jest, swoją drogą, idiotycznym zabiegiem i Harrisa należałoby porządnie wybatożyć za to, że w ogóle próbował tłumaczyć dlaczego Hannibal „jest jaki jest”. Strach wytłumaczony przestaje być straszny. Hannibal jest tym ciekawszy im mniej o nim wiemy – vide sam serial Hannibal, którego najfajniejszym elementem jest jego wielowarstwowość i dowolność interpretacji). Ciekawi mnie też ile z tego podejścia to autentyczny psychologiczny mechanizm, a ile z tego Hannibal sobie wmówił. Na zasadzie „mogę w dowolnej chwili umrzeć, no to hulaj dusza, piekła nie ma, szlachta bawi się na bogato i wtranżala ludzinkę bo dlaczego by nie?”. Po prostu zastanawia mnie, czy Hannibal używa tego ładnie nazwanego przez Bellę „death benefis” jako wymówki dla tego kim jest, czy raczej jako nieodłączny, podstawowy element własnej psychiki. To byłoby bardzo w stylu Hannibala – zbadać własną psychikę i przeszłość, by odkryć, dlaczego jest jaki jest. Jemu nie wystarczy wiedza, że ludzi zabijać z ciekawości i zjadać ludzi. On musi wiedzieć -dlaczego- to robi. A to z kolei, ewentualnie, pozwoli mu innych ludzi (np. Willa) poprowadzić tą samą ścieżką.
– Pytanie do Czytelników: czy uznajecie Hannibalowi namawianie Belli do samobójstwa jako skrajny przejaw okrutnej manipulacji (takiej, która pośrednio wpłynie też na Jacka, którym Hannibal ubóstwia manipulować), czy może chłodne, zdroworozsądkowe, obiektywne podejście osoby, która zważyła wszystkie za i przeciw i uznała samobójstwo za jedyne słuszne postępowanie w wypadku Belli?… Mysz osobiście jest przeciwna samobójstwu jako idea, ale z jakiegoś powodu skłania się ku drugiej opcji. To znaczy nie wykluczam, że możliwość zmanipulowania Belli (i Jacka) jest dla Hannibala added bonus, ale uważam, że w tym wypadku naprawdę chodzi o to, że Hannibal ma po prostu skrajnie niesentymentalne podejście do życia i śmierci, i jako taki rozumie, że Belli nie opłaca się dalej męczyć.
– *chrum* Oczywiście, że Jimmy kocha pszczoły. Powiedzcie mi jeszcze, że w weekendy uczęszcza do Sherlock Holmes Reenactment Society :D
 
– Ojej, jaka sprytna Beverly! Z jednej strony narzeka na Willa, że ten cały czas powtarza, iż to Hannibal jest mordercą. I niby mu nie wierzy. A z drugiej strony sprytnie prosi Hannibala o pomoc w oglądaniu zwłoka Muralisty, by: a) zobaczyć jak zareaguje, jeśli znajdą clever detail, b) czy pomoże jej zauważyć clever detailjeśli sama go nie znajdzie, pokazując w ten sposób jaki jest inteligentny (na zasadzie: „patrz, znalazłem ten okryty detal”). W dodatku daje Hannibalowi do zrozumienia, że Will porzucił oskarżenia względem niego. Which, as we know, is absolute bullshit. Ale ojejku, jak ja się cieszę, że Beverly jest taka wspaniała. Ten serial w ogóle ma fajne kobiece postaci (i mówię to mimo mojego wciąż bardzo ambiwalentnego stosunku do Alany, oraz braku sympatii do Freddie czy Abigail).
 
– Okej. Zobaczmy, czy dobrze rozumiem: Will zmanipulował Chiltona by podał mu narkotyki, dzięki czemu Will może się dokopać do swoich „stłamszonych” wspomnień tego, co robił mu Hannibal. Swoją drogą, jeśli rzeczywiście te wspomnienia Willa są autentyczne, to Hannibal jest totalnie typowym Bond villain, który swojej ofierze zdradza swój plan, bo jest przekonany, że uda mu się przechytrzyć bohatera. Tu Hannibal dokładnie mówi Willowi co z nim robi (tłumaczenie działania stroboskopu), bo wie, że jest w stanie sprawić by Will nic z tego nie pamiętał.
PS. W tej scenie jest fantastycznie niepokojąca muzyka/dźwięki.
PS2. Jeżu. Hugh Dancy tak niesamowicie gra wszystkie sceny choroby Willa. Patrzę na te momenty gdy ma ataki i naprawdę mam ochotę wzywać karetkę pogotowia, mimo iż wiem, że to tylko aktor grający rolę. Jeśli nie dostanie nominacji do Emmy to zjem całą wędzoną makrelę.
 
– Oj Chilton, skończysz na stole. I to bynajmniej nie operacyjnym.
Z jednej strony oskarżasz Hannibala o nieetyczne wpływanie na Willa, ale zaraz potem mówisz „my, psychiatrzy oskarżenia o zmuszenie pacjenta do zabijania, musimy się trzymać razem”, insynuując, że jesteś po stronie Hannibala. Ale wszyscy, a już zwłaszcza Hannibal, wiemy że robisz to tylko dlatego, że uważasz się za lepszego i sprytniejszego niż Hannibal. Prawda, Frederick? Jesteś po prostu nadętym, egocentrycznym dupkiem. Ale pamiętaj, że już raz wpadłeś w łapy człowieka bez skrupułów i ten człowiek wyciągnął ci na wierz jelitka. Czy naprawdę myślisz, że to bezpieczne pogrywać w grę z Hannibalem – człowiekiem, o którym wiesz, że nie ma moralnośći, ewentualnie ma tę moralność równie chwiejną co ty? To, że ty nie byłbyś zdolny do zabójstwa nie oznacza jeszcze, że ktoś inny nie byłby w stanie tego dokonać. Ech, Chilton. Wykazujesz się ignorancją i umysłową ograniczonością typową dla kogoś, kto uważa się za mądrzejszego od innych.
Chyba właśnie to odróżnia Hannibala od innych „geniuszy zbrodni” – on, mimo braku empatii (ale czy rzeczywiście? Czy tylko dlatego, że zabija i zjada ludzi możemy uznać, że kompletnie nie ma empatii? Hannibal nie jest zwykłym psycho- czy socjo-patą. Sam Harris podkreśla, że na Hannibala nie ma określenia. Czyli teoretycznie możemy przyjąć, że Hannibal rozumie empatię i umie ją stosować – w tym sensie, że umie myśleć i działać jak ktoś inny – ale nie umie empatii poczuć) jest w stanie wczuwać się w innych, przewidywać ich działania, wpływać na nie. Chiltonowi brakuje tej przewidywalności. Że o subtelności i elegancji nie wspomnę.
– Mam straszną ochotę przytulić Jacka. Normalnie mam ochotę go zamordować. What’s wrong with me? O_O
A serio: lubię Jacka w scenach z jego żoną. Nie tylko dlatego, że „wspiera ją” paląc z nią wspólnie zioło :D
– Ojej, jak fajnie, że wrzucili ten fragment z książki, gdy Jack tłumaczy skąd się wzięło „Bella” (które w istocie jest jej ksywką, a nie imieniem, które brzmi, jeśli dobrze pamiętam, Phyllis) i wspomina Włochy. Takie króciutkie spojrzenia w przeszłość bohaterów są przemiłe. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem książek, ale po prostu, tak jak Mysz, ma dobrą pamięć do cytatów.
 
Wiem, że kochamy Hannibala za, cóż, Hannibala. I biednego Willa. I morderstwa. I wizualne wysmakowanie. Ale ubóstwiam fakt, że w tym serialu, gdzie tak dużo się dzieje i to na tylu poziomach, jest miejsce także na takie ciche, spokojne, przejmujące sceny, jak ta między Bellą a Jackiem, rozmawiającymi w łóżku. I to jeszcze w wykonaniu tak świetnego duetu aktorskiego, jak Fishburne i Torres.
– FUJKI FUJKI FUJ!
Może Hannibal nie jest serialem który straszy, ale jest strasznym serialem.
Operacje na oczach. FUJ. Lobotomia. FUJ FUJ
Amanda Plummer jest cudownie wręcz creepy.
– ŻYWY CZŁOWIEK POKŁUTY PRZEZ OSY BEZ OCZU. That’s it. I’ve seen it all. Nie wiem, co się pali na planie Hannibala, ale chyba powinni to skonfiskować. Jakim cudem oni nie mają koszmarów po powrocie z planu filmowego do domu???
– Czyżby Beverly właśnie miała tzw. „holy crap I figured it out” moment? :)
Aha. Czyli nie dość, że Hannibal zabrał Muraliście nogę na ossobuco, to jeszcze ukradł mu nereczkę? Nieładnie, Hannibal. To już zakrawa (hehe) na wyzysk zwłok. Zostaw trochę mięska dla innych!
PS. Jimmy powiedział „look what the cats dragged in” czy może „look what the Katz dragged in”? Fuller, you so funny :3
– *slow clap pełen podziwu* Wykorzystanie sceny z poprzedniego sezonu by dokonać wizualnego przejścia i wstawić w ten moment „obecnego” Willa? Fuller, Ty cholerny geniuszu.
PS. Kto im pisał muzykę do tego odcinka? Te szybkie, upiorne organy, gdy Will się budzi z tego snu to już drugi wyraźne moment w odcinku, gdy wykorzystano bardzo agresywne, specyficzne operowanie dźwiękiem by uzyskać efekt niepokoju. Może źle pamiętam, ale mam wrażenie, że w poprzednich odcinkach tego typu zabiegi były robione subtelniej. Czyżby w ten sposób chcieli zobrazować to jak gorączkowo Will próbuje się dokopać do prawdy, czy może raczej upiorność tego, co stopniowo odkrywa?
– Kurczę, Will ma rację. Z jednej strony cieszę się, że Beverly próbuje być względem Hannibala sprytna (bo próbuje, prawda? She’s not just being a daft twit and ignoring all of Will’s warnings?), ale z drugiej Hannibal jest od niej mądrzejszy i może prędzej czy później przejrzeć jej grę. A wtedy Beverly skończy jako przystawka. Albo nawet danie główne.
– Przepraszam, ale muszę. W scenie, gdy Will się orientuje, że (jak to lubi ujmować fandom) „it fucking rhymes”, jedyne co mi przyszło do głowy to: WHOOMP! THERE IT IS!

 

 
– Jaki śliczny złoty miodek, mniam, mniam, miodek. Mniam.
– TAK TAK TAK TAK TAK *klaszcze*
Serio. KOCHAM te ciche, spokojne sceny, które raz na jakiś czas się w serialu pojawiają. A w tym odcinku to już druga! Nie dość, że świetnie napisana i przemyślana (z punktu widzenia reakcji postaci, ich wstrzemięźliwości, potakiwania z udawanym zrozumieniem; ale także z punktu widzenia publiczności, która jest przerażona tym, jak spokojnie Królowa Pszczół – tak ją przezwałam – mówi o zabiciu swoich ofiar), to jeszcze fantastycznie zagrana scena. Nieśpieszna, wysmakowana, perfekcyjnie trafiająca we wszystkie właściwe, skrzętnie opracowane takty… słowo daję: Hannibal jest czasem jak wybitna symfonia.
Spojrzenie z gatunku: this lady be loco!
– Brawa dla Fullera za kolejne odniesienie do Pushing Daisies (morderca odcinka to Katherine Pimms – Chuck w PD jako aliasu, m.in. w odcinku z pszczołami, używała aliasu Kitty Pimms), także w postaci całego wątku death by bees.
A w ogóle to, gdyby ktoś nie zauważył KOLEJNEJ paraleli jaka się w serialu pojawiła: ukrócanie cierpienia, które w tym odcinku uprawia nasza murderer of the week jest wspaniale analogiczne do Belli i jej decyzji by skrócić swoje cierpienie. Fuller, teraz to już się tylko popisujesz :P
– Ojejku, jestem zakochana w tym odcinku. Tyle pięknych, spokojnych scen, rozegranych zupełnie „obok” głównego Hannibalowo-Willowego wątku.
Scena śmierci/pożegnania Belli była piękna i smutna i przejmująca. I z jakiegoś powodu podoba mi się, że mogła odejść w spokoju, z dala od Jacka, nie obarczając go swoją śmiercią.
Serio, co ten serial robi z widzem? Podziw dla Hannibala jako geniusza (zbrodni) to jedno, ale autentyczne, pozytywne uczucia w stosunku do niego?… Fuller, tak się ludziom nie robi!
– KURWA.
Rzucił monetą, stawiając na szali życie/śmierć Belli. Co za (@#&(@)#
Odszczekuję wszystko co właśnie napisałam. Fuller, jesteś dupkiem. Hannibal, jesteś wstrętny, pokrętnym fąflem i cię nie znoszę. Podziwiam, ale NIE ZNOSZĘ. Tak się znęcać nad biedną Bellą. Wredny bubek, bodajbyś się zakrztusił ludzinką!.
HA! I dostałeś z liścia! Dobrze ci tak! Dobrze wiemy, że zasłużyłeś.

 
– Umówmy się: owszem, Hannibal zachował się w stosunku do Belli szalenie okrutnie. Ale ja nadal uważam, że jakby zupełnie -obok- tego, Hannibal Bellę niezmiernie szanuje. Za jej siłę, za niegodzenie się na życie w bólu i za postanowienie zakończenia życia na swoich warunkach.
A gdy spojrzymy na to ze strony Jacka, sytuacja jest jeszcze ciekawsza: bo z jednej strony Hannibal wykorzystuje Bellę by poprzez tę osobistą tragedię odwrócić – po raz kolejny! – uwagę Jacka od dochodzenia. A z drugiej strony: “ratując” Bellę przed samą sobą Hannibal zupełnie przypadkiem (oh really?) stał się najlepszym przyjacielem Jacka. Bądź co bądź uratował mu żonę, nie?
Well, Beverly. It was nice knowin’ ya. Poważnie: czy ona ma życzenie śmierci?
[ w scenie, gdy widzimy Beverly przy lodówce Hannibala zrobiłam głośny wdech. Aż Luby z sąsiedniego pokoju się zapytał „co się stało?” :D]
 
– O ŻESZ JA CIĘ SZATKUJE.
Jaki cliffhanger. I jakie, again, cudowne wykorzystanie muzyki. I jak smutno, że Beverly is no longer with us. I Hannibal taki creepy. I Fuller taki dobry. Gdzie WOREK EMMY?! Mniam mniam.
  
– No to teraz Beverly zamieniła się w Schroedinger’s KatzCat– do przyszłego tygodnia jest zarówno żywa, jak i martwa
(nie do końca prawda: Fuller już potwierdził, która wersja jest prawdziwa. i o.mój.boże, odcinek piąty nas wszystkich wykończy. No joke.)


  • Anonymous

    Czytanie twoich przemyśleń, to jak znowu przeżywanie całego odcinka na nowo. A Fuller ma paskudną słabość do spoilerów, nie mógłby nas trochę potrzymać w niepewności?

  • To dobrze, czy źle? :D
    Pewnie mógłby, ale sądzę że: a) Fuller wie iż pewne cliffhangery są potrzebne, a pewne nie, b) tym bardziej że widz sam może wydedukować, iż Beverly ma praktycznie zerowe -fabularnie- szanse na przeżycie.

  • Anonymous

    Biorąc pod uwagę jakie emocje wywołuje, bardzo dobrze ;)
    Może i wie, ale nie daje nam miejsca na spekulacje – bo równie dobrze Beverly mogłaby trochę pożyć i porobić za stałego dawcę organów. Piwnica duża, a i widać, że Hannibal ma wprawę w goszczeniu agentów FBI na dłużej. Spore ryzyko w jego obecnej sytuacji, ale czy on nie robi wszystkiego for fun? Ile ludzi, tyle pomysłów, i chociaż fani serialu nie potrzebują dużo, żeby przemaglować każdy kadr, to zwykłemu ‘zjadaczowi’ przydałoby się miejsce na domysły.
    Koniec końców pewnie się okaże, że to super inteligenta strategia Bryan’a, a pod koniec sezonu będziemy zbierać szczęki z podłogi.

  • Z tego co wiem, szczęki będziemy zbierać już w piątym odcinku (a w szóstym, siódmym i ósmym nasze szczęki po prostu ogłoszą strajk i pójdą do domu :D)

  • livhannah

    – Will-Chilton; W pierwszym odruchu obstawiałam próbę zmanipulowania Chiltona, by jednak dopilnował zasady wyłączności. Po zastanowieniu jednak dochodzę do wniosku, że jednocześnie Chilton jest w stanie zrobić niemalże wszystko, by „być najlepszym”, więc pewnego rodzaju przechwalanie się (bo tak też odebrałam częściowo jego rozmowę z Lecterem) jest wpisane w ryzyko. I Will powinien to wiedzieć (zakładam, że wie).
    – Ja również skłaniam się do opcji, że namawianie Belli jest tu wynikiem rozważenia „za i przeciw”. W moim odczuciu Bella jest właściwie jedyną osobą, przy której Lecter za bardzo nie ma celu manipulowania (oprócz powiązań z Jackiem).
    – Bev-Lecter; tu podzielam zdanie Willa: zapraszanie Hannibala do współpracy było błędem, odsłonieniem kart. Z całym szacunkiem dla Beverly, ale IMO nie jest ona wystarczająco inteligentnym przeciwnikiem dla Hannibala, by mogła sobie pozwolić na grę w stylu „ja wiem, ze ty wiesz, że ja wiem”.
    – sceny wspomnień Willa przerażające – czy może raczej przerażające jest potwierdzenie, jak bardzo nieczuły i kontrolujący jest Hannibal. Gra Dancy’ego świetna, ponownie włącza się widzowi (a przynajmniej mi) tryb „somebody please help Will Graham”.
    – Chilton – Lecter; nie będzie mi żal Chiltona, jak wyląduje na talerzu Hannibala. Próbując się „sprzymierzyć” z Lecterem zyskuje jedynie bycie jego źródłem informacji. Chilton aż się prosi, by dać mu nauczkę i przekłuć jego balonik ego, a z drugiej strony.
    Właściwie, to zgadzam się z Myszą, że Lecter „umie myśleć i działać jak ktoś inny”, ale nie nazwałabym tego empatią, czy jej znajomością. Dla mnie jego umiejętność przewidywania zachowań innych wynika z nabytej/ wyuczonej, popartej doświadczeniem zawodowym wiedzy. Przede wszystkim to.
    – Jack-Bella; przy tych scenach pomyślałam, że owszem, Jack może być czasem bezduszny, nie potrafi zważać na cudze zdrowie psychiczne. Ale swoją żonę kocha i nie można mu tego odmówić.
    Fragmenty z książki – zarówno w scenie powyżej, jak i potem w drugiej scenie Bella-Hannibal – wywołały u mnie takie smutne „squee”. Uwielbiam te nawiązywania do treści książek, ale czy musi to być jednocześnie przygnębiające? ;(
    -Hannibal rzuca monetą: „pozwolić jej umrzeć, czy nie. kogut czy reszka?” *facepalm*. Ponadto miałam taką (okropną!) myśl, że nie dał jej umrzeć, bo nie miałby z tego pożytku (w sensie organów, w gabinecie jej przecież nie pokroi o.O). Ale liść mu się należał. Za to miałam wrażenie, że Jack mu zaraz podziękuje (może nie na oczach Belli, ale jednak).
    Plus taka myśl –scenarzyści nie mogą jeszcze zabić Belli, skoro umiera dopiero w „Milczeniu owiec”. Choć akurat nie trzymanie się kanonu akurat w tym aspekcie nie robiłoby wielkiej różnicy, a mogłoby jednak znacząco wpłynąć na postać.
    – Katz u Hannibala; widząc już w wcześniej tytuł mysiej notki niemalże wrzeszczałam do ekranu „nieeee! wynoś się stamtąd”. Piwnica – „nie, jak Bev zginie, nie oglądam dalej. Ja wiem, że są plany na następne sezony, ale bez Bev to już nie to.”(ale i tak pewnie będę oglądać. To „Hannibal” w końcu.) Już się boję piątego odcinka. Nie czytam spoilerów, nie przy tym serialu T.T

  • Nie jestem dobry w pisaniu notek/komentarzy tak więc, przepraszam za moje wypociny, czy coś.
    + Jak ja się cieszę, że nie zrozumiałem na początku tytułu notki. Nie wiem, dlaczego mi się nie skojarzyło, ale dobrze się stało, ponieważ na bloga wszedłem przed oglądnięciem odcinka. A tak zaskoczenie mnie nie ominęło C:
    + Jeśli chodzi o Hannibal’a i Belle to i tak myślę, że Lecter by ją odratował. Pewnie myślę dość schematycznie czy coś, ale Hania, jest przecież sadystą i raczej nie jest fanem umierania w spokoju, na własnych warunkach. A tak zapewnił Belli, oprócz bolesnej śmierci jeszcze niezbyt miłe przeżycie z zawiedzionym zaufaniem (dał jej nadzieję, że jej decyzja nie jest zła, a później bum!). Do tego dał fajnego kopa emocjonalnego Jackowi i jego związkowi (trochę cierpienia dla każdego!) przy okazji stawiając się dobrym świetle.
    + Beverly. Boże jak ja ją lubiłem! Miałem nadzieje, że dożyje końca sezonu (może da cynk Jackowi, czy coś), a tu takie coś ._. Przynajmniej odebrała sobie życie, za nim Lecter zrobił jej coś poważniejszego (a przynajmniej ja tak interpretuje strzał w sufit) A do tego jakiego ja miałem stracha, gdy buszowała w lodówce. Uwierzyła Willowi, ale go nie posłuchała i ma.
    + Fuller, jest wzrokowym sadystą. Boże jak mi się te wszystkie sceny podobają i kolorystycznie i kadrowo, wow, wow.
    + Podzielam też opinie. CO ONI ĆPAJĄ. Na serio, te wszystkie zbrodnie są tak dziwaczne i ciekawe, że naprawdę podziwiam, że ktoś mógł coś takiego wymyślić (no i trochę się boje :c)
    + Zbrodnia tygodnia: To była dla mnie najbardziej przerażająca zbrodnia jaką dotąd nam zaserwowano. Przeżyłem Anioły, Grzyby nawet ludzki fresk, ale to mnie naprawdę przestraszyło (zacząłem nawet się obawiać, że i mnie taka śmierć spotka) Wyłupywanie gałek ocznych na żywca? Było. Wyciąganie mózgu na żywca? Eeee. Ale pożądlony, bezoki człowiek, który się rusza(!) to dla mnie za wiele. Co z tego, ze nie czuł bólu. Ja na scenach z lobotomii zamykałem oczy. Zresztą morderczyni też była straszna z tym spokojem i pewnością siebie, że zrobiła coś dobrego, miłego. I te miny pełne zrozumienia agentów. Awww <3 Tylko dziwne, że się przyznała ale cóż. Była strasznie creepy! ._.

    Strasznie mi się Myszy post podobał, a od słów “Co ten serial robi z widzem” szczerze się śmiałem. Twoja reakcja była cudowna C:
    A jako że w interpretacjach jestem słaby, to zostawiam je tobie, czy coś.
    Teraz tylko czekać na piąty.

  • Nie masz za co przepraszać! Mysz zawsze chętnie słyszy (czyta?) od swoich Czytelników :)
    – racja, ale zauważ, że Bella jest jedną z niewielu osób w serialu, które Hannibal autentycznie szanuje, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Owszem, nadal będzie nią manipulował, bo to sprzyja jego celom, ale przy tym sądzę, że darzy jej silną wolę, jej zdecydowanie ogromną dozą swojego (bardzo specyficznego) szacunku.
    – mnie ciekawi, czy teraz, po śmierci Beverly, Brian i Jimmy dostaną trochę więcej do zagrania. Żałuję, że w sumie nie zdążyliśmy poznać Beverly zbyt dobrze (a i tak podobno pożyła dłużej niż miała, bo Fuller planował ją zabić jeszcze w pierwszym sezonie), ale cieszę się perspektywą bliższego poznania reszty ekipy FBI :)
    – część zbrodni jest wyraźnie inspirowana “Pushing Daisies” – innym serialem Fullera – ale to, jak makabrycznie przekręcają niektóre wątki… aż ciarki człowieka przechodzą.
    – wiesz, skoro morderczyni była święcie przekonana, że robiła dobrze, że ulżyła tym ludziom w cierpieniu, to nic dziwnego że bez oporów się do tego przyznała. Przecież nie zrobiła nic złego, prawda? ;)

    *kłania się* Cieszę się, że Mysie analizy Hannibala dostarczają radości i głębszych przemyśleń.

  • – Również zakładam, że Will zdaje sobie sprawę, że Chilton może się przechwalać przed Hannibalem. Tylko w takim razie czemu służy Chilton? Karmieniu Hannibala fałszywi informacjami i tropami? Czy raczej Will chce poprzez Chilton wybadać Hannibala i jak on będzie reagował na to, że Will “odzyskuje” wspomnienia?
    – Bev-Lecter: zgadzam się, że Lecter jest o niebo sprytniejszy od Beverly i że poprzez zaproszenie go do współpracy niepotrzebnie się zdradziła. Ale co ja poradzę, że cieszy mnie, gdy postać którą lubię wykazuje się choć odrobiną inteligencji. Jasne, szkoda że Beverly naraziła się na niebezpieczeństwo, ale nie umiem jej nie szanować za próbę “pogrania” z Hannibalem.
    – ja Chilton ubóstwiam nienawidzić. Ale to wszystko zasługa Raula Esparzy, który go fantastycznie gra.
    – rzeczywiście, Lecter nie ma empatii sensu stricte. Jest to jednak “umiejętność” analogiczna do nad-empatii Will. Po prostu w wypadku Hannibala opiera się ona wyłącznie na inteligencji i znajomości ludzkiej psychiki. Pytanie tylko, czy w takim razie gdyby ktoś zachowywał się wyłącznie emocjonalnie (czyli w sposób, którego Hannibal nie rozumie, bo nie potrafi się w niego wczuć) dałby radę “przechytrzyć” Hannibala?
    – ja zawsze mam wrażenie, że sporo ukłonów w stronę treści książki mi umyka (czytałam pierwsze trzy raz i to niedawno), ale zawsze się cieszę, gdy uda mi się jakiś wyłapać.
    – z kolei ja się zastanawiałam, czy przypadkiem Hannibal nie “przywrócił” Belli do życia dlatego, że gdyby wezwał pogotowie/policję do jej zwłok, mogłoby to niepotrzebnie umieścić Hannibala w centrum wydarzeń. A wtedy istniałaby możliwość, że ktoś zacznie mu się zbyt mocno przyglądać i odkryje, kim jest. Śmierć Belli w jego gabinecie, nawet samobójcza, była zbyt ryzykowna.
    – Owszem, Bella nie umiera aż do “Milczenia owiec”, ale Fuller nie raz pokazał, że potrafi zręcznie odejść od książkowego kanonu. Sądzę jednak, że ważniejszym argumentem by utrzymać Bellę dłużej przy życiu jest jej relacja z Hannibalem, obecnie mocno zmieniona. To zbyt smaczny kąsek, by scenarzyści mieli go szybko porzucić.
    – wyczekuję piątego odcinka jak kania dżdżu. CZY TO JUŻ?!

  • Hannibal zasłużył na coś więcej niż plaskacz w ryjek.
    Oj palą dużo przy tym serialu.
    A wystarczyło, by Beverly powiadamia/wysłała esa do Jacka, czy innego współpracownika (oczywiście pokazane, że próbuje): “jadę do Hannibala, podejrzewam go”. Ale oczywiście nie – Jack jest zajęty – nie może mu przeszkadzać, a innym nie powiem, bo co o mnie pomyślą, w dodatku chcę złamać zasady etc. Czyli nie rozmawiamy w serialu z innymi postaciami, nie wymieniamy przemyśleń. No dobra wiem, że inaczej by nie było serialu, ale frustracja wielka bo lubiłem Beverly:) ;-)

  • Wiesz, tak to w wielu historiach można gdybać: och, gdyby tylko Julia wysłała do Romea nie list, a zaufaną osobę, która posadziła by go i powiedziała “Chłopie, Julka nie jest martwa, tylko śpi. Wrzuć na luz” wtedy mielibyśmy love story z happy endem.
    Jasne, są nielogiczne zachowania, które trzeba w popkulturze piętnować. Ale tutaj było to uzasadnione – Beverly wiedziała jak nieprawdopodobną teorią było to, że Hannibal jest Ripperem. Chciała mieć dowody, poza tym zignorowała radę Willa by nie bawić się w gierki z Hannibalem, więc niejako sama się o taki koniec prosiła. Jasne, bardzo mi jej szkoda i też mnie denerwuje, gdy serialowe postacie ze sobą rozmawiają, ale bez tego nie byłoby serialu :)

  • Anonymous

    Dużo się działo, oj dużo:
    1. BEVERLY NIE ŻYJE!11!! JAK ONI mogli… *chlip chlip*
    2. Scena z Abigail to chyba w tym sezonie dla mnie najbardziej spokojna i ciepła scena, w dodatku bez wypierania rzeczywistości, tylko rozmawiania o niej w lżejszym tonie. Serio, uwielbiam ją :).
    3. Cóż, mnie się zachowanie Beverly i Chiltona wydawało dosyć logiczne. Co do Beverly – to w sumie zostało przez Ciebie wyjaśnione, ale jeśli chodzi o Chiltona… Owszem, Chilton ma duże ego (za którym podąża równie duży -izm), ale nie uważam żeby był jakoś bardzo głupi. Odkrycie kart przed Hannibalem nie było takie głupie, szczególnie że jakoś długo nie mógłby ich przy sobie trzymać, a tak w jego mniemaniu zdobył przynajmniej jakiś kredyt zaufania. Jeśli chodzi o manipulację Willa, to też m.in. w odróżnieniu od Jacka i ekipy nie ma żadnych sympatii, więc w strategicznym momencie, przyciśnięty do ściany przez sytuację, może świadczyć przeciwko Hannibalowi.
    4. Bardzo fajnie w sumie jest to odkrywanie wspomnień Willa. W pierwszym sezonie Hannibal oprócz paru sytuacji z punktu widzenia Willa był pokazywany jako przyjaciel, a teraz odkrywanie na nowo tych wszystkich ich spotkań z pełniejszą pamięcią Willa jest… no, bardzo fajne :).
    5. Mam dziwne uczucie, że w pierwszej rozmowie z Bellą wbrew pozorom bardziej Hannibalowi zależało na swojej ekspresji niż namawianiu Belli. To znaczy, no jasne, że słowa były kierowane do niej z całą świadomością, ale wydaje mi się, że Hannibal wyraził po prostu swój światopogląd, przy okazji rozmowy z Bellą.
    6. Nie lubisz wędzonej makreli? Jak przyjdzie co do czego, to ja chętnie za Ciebie ją zjem xD
    7. Morderstwo zdecydowanie najobrzydliwsze z dotychczasowych. Tak jak Misha Holmes, także zamykałam oczy na tych scenach :). A prawdziwy, chodzący zombie to była… większa masakra niż dotychczas. Chyba pora zacząć się bać Fullera i ekipy.
    8. Ale morderca za to mi się podobał. Może właśnie dlatego, że w sumie nie robiła większych problemów – to zresztą chyba byłoby sprzeczne z jej filozofią życiową.
    9. Nawet nie umiem powiedzieć, jak bardzo podoba mi się interpretacja Hannibala jako Charona! Chociaż bardziej niż do Hadesu, powiedziałabym, że wiedzie ich do samego Tartaru, często jeszcze żywych i po części obłąkanych lub ze straconymi nadziejami xD. W ogóle – Hannibal jako przewoźnik ludzi do innych i swojego żołądka xD. Nie, ale tak na serio, to była bardzo ładna scena, dużo wyraźnych ujęć twarzy i jeszcze ten hazard śmiercią. Hannibal chyba dostrzegał tyle samo plusów, co minusów obu sytuacji, że aż rzucił monetą, pozostawiając wszystko losowi. Zresztą wątek Belli – umierającej powoli i spokojnie, chociaż boleśnie – jest dużą przeciwwagą dla tych wszystkich szybkich morderstw.
    10. A ja się zastanawiam, co do cholery było w tej piwnicy, że Bev zrobiła taką minę, jaką zrobiła. Niby wiem… nie, czekaj, jednak nie wiem. Co on tam trzyma, pozarzynanych ludzi jak świnie? Zdjęcia Willa na tapecie?
    Akedeia

  • Anonymous
  • Wchodzę sobie na myszowego bloga, myślę przeczytam nową notkę, patrzę a tu Hannibal. Po czym z radosnym uśmiechem maniaka, biegnę oglądać nowy odcinek zanim zerknę na jakikolwiek spojler u Myszy :D. Cytując za Myszą ja też wybyłam na Pyrkon i po powrocie dosłownie słaniałam się na nogach, skutkiem czego kompletnie zapomniałam o nadrobieniu braków. Dzięki Myszy za to, że mi przypomniała :) powiem tak: sceny Jacka z Bella – absolutnie cudowne. Podobała mi się ta spokojna narracja, takie ładne sceny… i miałam ochotę powiedzieć: nie poddawaj się! W związku z czym Hannibal rzucający monetą przyprawił mnie o podwyższone ciśnienie, bo to taki drań jest. Uśmiech Willa na początku odcinka bezcenny, on powinien się częściej uśmiechać! Moja opinia dotycząca namawiania Belli do samobójstwa ( nie ma to jak przeskakiwać myślowo) jest taka, że Hannibal nie miał żadnych planów, chciał po prostu sprawdzić co zrobi. Nie zabije się? Ciekawe, jej psychika działa w interesujący sposób. Zabiła się? Hmm popatrzę jak zareaguje Jack. To bardzo hannibalowe.
    Mimo wszystko myślę, że Will Chiltonem manipuluje, raczej powinien sobie zdawać sprawę z tego, że to bezczelny dupek, który wykorzysta okazję a nie zadba o komfort pacjenta. A doktorek myśli, że jest bardzo sprytny i w sumie się nie pogniewam jak Hannibal przerobi go na obiad.
    Wprowadzenie Willa do wspomnień sprawiło, że gapiłam się oczarowana w ekran myśląc; matko jakie to genialne! Bo Willa lubię, a patrzenie na grę Dancy’ego sprawia mi czystą przyjemność i cieszę się jak mam go wystarczającą ilość czasu na ekranie. :)
    Beverly! “Nie idź tam! Nie idź! On cię zje!” I chwilę później: “No i masz… Buuuuuu”. Uwielbiałam Bev i jej relację z Willem :( no jak oni mogli.
    Mroczny Hannibal patrzący na Beverly O_O creepy…
    Myślałam, że Lecter ma w piwnicy same trupy, ale w sumie myśl, że ma tam Willa na tapecie brzmi… prawdopodobnie xD.
    I ja naprawdę, ale to naprawdę przepraszam za jakość tego komentarza, ale Hannibal i wieczór i ja chcę nowy odcinek i no…

  • Czytałam. I mogę tylko bić brawo dla Hetienne Park.

  • (Mysz przeprasza za obsuwę w odpisywaniu, ale miała pewne zobowiązania ^_^)

    Oczywiście, że Hannibal jest wstrętnym draniem. Ale poniekąd dlatego jest dla widzów taki fascynujący – bo z jednej strony podziwiamy jego inteligencję, a z drugiej strony nienawidzimy jego braku moralności ;)
    Sądzę, że coś w tym jest. W senie, że Hannibal był ciekawy co Bella zrobi. Sądzę też jednak, że zawsze miał plan by Bella jednak żyła. Jej długie, powolne umieranie jest idealną dystrakcją dla Jacka, tak by nie mógł się zbytnio skupić na śledztwie. A kto jak kto, ale Hannibal na pewno miałby perwersyjną frajdę z wykorzystania czyjejś śmiertelnej choroby w swojej manipulacji. Taki już z niego bezduszny drań.
    Ja z kolei zastanawiam się, czy Will jednak pod pewnymi względami nie widzi w Chiltonie sojusznika. Owszem, manipuluje nim aż miło, ale jednak w jakiś sposób powoli prowadzi do Chilton do konkluzji, że Hannibal jest mordercą. Ergo Chilton stanie “po stronie” Willa i jego oskarżeń, czyli w pewnym sensie zostanie jego sojusznikiem. Widać, że relacja Willa i Chiltona to po prostu kolejny zagmatwany supeł, jakich w tym serialu pełno.
    Nigdy nie przepraszaj za jakość komentarzy :) Mysz cieszy się z każdego słowa, które Czytelnicy je zostawiają, chociaż czasem odpisuje na nie w odrobinę wolniejszym tempie. Najważniejsze jest, że możemy wspólnie się pozachwycać i podyskutować o rzeczach, które nas kręcą. A forma?… forma nie jest tak istotna :)

  • (Mysz przeprasza, że odpisuje z poślizgiem, ale u niej też się dużo działo :D)

    3. Moje obawy względem postaci Chiltona wynikają raczej stąd, że postać ta (ze względu na swój egoizm) uważa się za równego Hannibalowi, jeśli nie nawet mądrzejszego. My wiemy, że to nieprawda (z Hannibalem pod względem inteligencji może konkurować co najwyżej Will) i po prostu boję się, Chilton przez swoje zadufanie i pewność, że “przewyższa” Hannibala doprowadzi do jakiejś katastrofy. Co nie zmienia faktu, że ubóstwiam go obserwować na ekranie, bo Raul Esparza jest fantastycznym aktorem.
    4. Oczywiście. Will w końcu zaczyna “łapać”, że połowa jego wcześniejszych konwersacji z Hannibalem to kanibalistyczne żarciki :D
    5. Nie mam wątpliwości, że Hannibal w rozmowie z Bellą wyrażałam swoją opinię i że obecność Belli była niejako “wywołała” takie wyznanie. Świadczy to jednak o inteligencji twórców, którzy są w stanie w jednej scenie zawrzeć dwa wątki na raz – mamy wyznanie Hannibala, ale także to jak to wyznanie wpływa na Bellę i jej decyzję.
    6. Akurat wędzona makrela to jedyna ryba którą jadam ;) Specjalnie podałam ją jako przykład, gdyby się okazało, że rzeczywiście będę musiała ją zjeść :D
    7. Sądzę, że ta “zbrodnia” (bo morderstwo sugeruje śmierć) wstrząsnęła widzami tak bardzo właśnie dlatego, że ofiara była nadal, w jakimś sensie, żywa. Inne bywały torturowane, ale zazwyczaj pokazywano nam jedynie okaleczone zwłoki, a tortury opisywano. Tu zobaczyliśmy je na własne *gulp* oczy.
    9. Sama się zastanawiam na ile Hannibal rzeczywiście rozważał śmierć Belli i czy rzeczywiście zostawił wszystko w rękach losu, rzucając monetą. Z jednej strony mógł dać jej umrzeć (czyli w gruncie rzeczy jej pomóc) – owszem, Jack byłby przybity, ale byłby to koniec jego cierpienia. Ale jeśli Bella jest wciąż żywa, Jack skupia się na niej zamiast na śledztwie. Gdy więc spojrzymy na to logicznie, przeżycie Belli było Hannibalowi bardziej na rękę. Sądzę więc, że rzut monetą był raczej taką sugestią od twórców, że Hannibal położył życie Belli na szali losu. A w rzeczywistości zawsze zamierzał ją wykorzystać (ie. dać jej przeżyć) by manipulować Jackiem.
    10. Obstawiam, że ma tam porządną chłodnię i ludzkie części ciała/organy albo nawet całe ciała wiszące na masarskich hakach. Taką mam wizję :)