To Katzastrofa! – słów i gifów kilka o Hannibal 2×04

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×04 serialu “Hannibal”.

 
 Większość szeroko pojętego fandomu wybyła na Pyrkon. Tylko Mysz siedzi w domu i wśród internetowej ciszy i spokoju radośnie bierze się za zaległe obowiązki. W tym pisanie notek. Ale zanim przejdziemy do zaległości, trzeba by tradycji stało się zadość. Tak więc zgodnie z serialowym harmonogramem (ale wyjątkowo dzień wcześniej) zapraszam na kolejne omówienie Hannibala.

Smacznego!

SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×04 – Takiawase

takiawase czyli danie zawierające oddzielnie podsmażoną kombinację warzyw i ryb, tofu lub mięsa. Mmm, jadłabym.

 
– Witaj, Abigail!
I ojejku! Bonus w postaci uśmiechającego się Willa! :3
Swoją drogą: zauważyliście, jak sprytnie Fuller i spółka rozgrywają wątek Willa? Przecież facet – nasz główny bohater – siedzi niejako w więzieniu. Na logikę powinien być odsunięty od większości akcji. Ale dzięki pokazywaniu wewnętrznych przeżyć Willa (czasem dość dosłownie, jak w przypadku jego mind palace i łowienia ryb, czy nawet przypominania sobie wypartych wspomnień) Fuller sprytnie go z w powrotem w tę akcję wplata, sprawiając, że Will mimo zamknięcia w celi nadal jest w pełni aktywną postacią.
– Podoba mi się analogia między polowaniem, a łowieniem ryb – że jedno się łapie, a drugie wabi. Obstawiam, że Hannibal jest jednak “zwierzyną”, która zostanie zostanie zwabiona, a nie złapana.
– Z jednej strony Will ma rację: trudno przyszpilić Hannibala, bo oprócz własnej rozrywki i ciekawości, nie posiada on motywacji do popełniania zbrodni. Ale z drugiej strony: jeśli wiadomo czego szukać, łatwiej to znaleźć. Czyli jeśli już wiemy, że istotą zbrodni Hannibala jest, basically, „namieszanie”, łatwiej będzie zauważyć elementy, które do tej teorii pasują. Takie elementy, jak wspomniany przez Willa „clever detail”. Will ma rację: Hannibal nie mógłby się oprzeć, by nie zagrać FBI – i wszystkim, których uważa za gorszych od siebie – na nosie, a jednocześnie rzucić przynętę, by zobaczyć, czy znajdzie się ktoś równie inteligentny jak on (w domyśle: Will) kto ten sprytny szczegół będzie w stanie odnaleźć.
– Beverly & Will bromance for EVER! ^__^
Serio: jestem pod ogromnym wrażeniem Beverly jako postaci i jej relacji z Willem. Z jednej strony niby nadal go podejrzewa – ewentualnie po prostu nie wierzy (lub nie chce uwierzyć) w jego teorię na temat Hannibala – ale i tak mu pomaga. So awesome.
Dobra. Kto jeszcze pomyślał O TYM?
 
– Fantastyczne ujęcie lecącej pszczoły. Zwracamy uwagę na piękna zieleń traw, wzór z jesiennych, czerwono-złotych opadłych liści, fakturę i układ pokazanego plastra miodu… oraz kolejne PSYCHODELICZNE zwłoki. Serio: co ćpa ekipa pisząca ten serial czy mogą mi trochę podarować?
PS. Czy tylko ja miałam myśl: „Sherlock Holmes dałby się zabić za możliwość zbadania tej zbrodni?”. Nie dość, że morderstwo, to jeszcze pszczoły.
Myszy pierwsze skojarzenie: Eddie Izzard i słynny skecz z pszczołami.
– Will tak cudownie manipuluje Chiltonem (który uważa, że jest mądrzejszy od wszystkich – włącznie z Hannibalem – którzy dali się „nabrać” Willowi i jego udawaniu „biednej, skrzywdzonej ofiary”). Swoją drogą brawa dla Hugh Dancy’ego w tej scenie – to jak cudownie kontroluje i wykorzystuje mimikę twarzy (malutkie tiki, uśmieszki, zmarszczenie brwi) jest niesamowite. Wiem, że Mads Mikkelsen jest chwalony za to, że potrafi sprawić, że Hannibal się uśmiecha, nie ruszając przy tym mięśniami twarzy, ale Hugh Dancy też wykonuje kawał fantastycznej aktorskiej roboty.
Will wie, że Chiltonem rządzi przede wszystkim brak skrupułów i chora ambicja. Nie ważne, czy Will okaże się psychopatą, która gra skrzywdzone niewiniątko, cierpiącym na złudzenia przypadkowym mordercą, czy absolutnie niewinny. Ważne, że to Chilton będzie mógł jako pierwszy to odkryć.
Teraz pytanie: czy Will autentycznie wierzy, że ambicja Chilton by być „tym jedynym” będzie wystarczająca, by powstrzymać go od omawiania przypadku Willa z Hannibalem, czy Will wręczy liczy na to, że Chilton zaraz pobiegnie do Lectera i mu wszystko wygada, a ta cała akcja jest tylko po to, by poprzez Chilton „karmić” Hannibala kłamliwymi tropami na temat psychiki Willa?
– BELLA! *tuli*
– Zastanawia mnie ile z podejścia Hannibala do śmierci – swoistego hedonizmu, który się z takim podejściem wiąże – pochodzi od jego spreparowanej przez Thomasa Harrisa przeszłości. Nie wdając się w szczegóły (bo może ktoś nie zna książek i będzie chciał je przeczytać): ktoś z rodziny Hannibala został brutalnie zamordowany niejako na jego oczach i to dość niespodziewanie. Stąd moje rozważania: jak wielki wpływ na to, kim później stał się Hannibal miała ta tragedia (która jest, swoją drogą, idiotycznym zabiegiem i Harrisa należałoby porządnie wybatożyć za to, że w ogóle próbował tłumaczyć dlaczego Hannibal „jest jaki jest”. Strach wytłumaczony przestaje być straszny. Hannibal jest tym ciekawszy im mniej o nim wiemy – vide sam serial Hannibal, którego najfajniejszym elementem jest jego wielowarstwowość i dowolność interpretacji). Ciekawi mnie też ile z tego podejścia to autentyczny psychologiczny mechanizm, a ile z tego Hannibal sobie wmówił. Na zasadzie „mogę w dowolnej chwili umrzeć, no to hulaj dusza, piekła nie ma, szlachta bawi się na bogato i wtranżala ludzinkę bo dlaczego by nie?”. Po prostu zastanawia mnie, czy Hannibal używa tego ładnie nazwanego przez Bellę „death benefis” jako wymówki dla tego kim jest, czy raczej jako nieodłączny, podstawowy element własnej psychiki. To byłoby bardzo w stylu Hannibala – zbadać własną psychikę i przeszłość, by odkryć, dlaczego jest jaki jest. Jemu nie wystarczy wiedza, że ludzi zabijać z ciekawości i zjadać ludzi. On musi wiedzieć -dlaczego- to robi. A to z kolei, ewentualnie, pozwoli mu innych ludzi (np. Willa) poprowadzić tą samą ścieżką.
– Pytanie do Czytelników: czy uznajecie Hannibalowi namawianie Belli do samobójstwa jako skrajny przejaw okrutnej manipulacji (takiej, która pośrednio wpłynie też na Jacka, którym Hannibal ubóstwia manipulować), czy może chłodne, zdroworozsądkowe, obiektywne podejście osoby, która zważyła wszystkie za i przeciw i uznała samobójstwo za jedyne słuszne postępowanie w wypadku Belli?… Mysz osobiście jest przeciwna samobójstwu jako idea, ale z jakiegoś powodu skłania się ku drugiej opcji. To znaczy nie wykluczam, że możliwość zmanipulowania Belli (i Jacka) jest dla Hannibala added bonus, ale uważam, że w tym wypadku naprawdę chodzi o to, że Hannibal ma po prostu skrajnie niesentymentalne podejście do życia i śmierci, i jako taki rozumie, że Belli nie opłaca się dalej męczyć.
– *chrum* Oczywiście, że Jimmy kocha pszczoły. Powiedzcie mi jeszcze, że w weekendy uczęszcza do Sherlock Holmes Reenactment Society :D
 
– Ojej, jaka sprytna Beverly! Z jednej strony narzeka na Willa, że ten cały czas powtarza, iż to Hannibal jest mordercą. I niby mu nie wierzy. A z drugiej strony sprytnie prosi Hannibala o pomoc w oglądaniu zwłoka Muralisty, by: a) zobaczyć jak zareaguje, jeśli znajdą clever detail, b) czy pomoże jej zauważyć clever detailjeśli sama go nie znajdzie, pokazując w ten sposób jaki jest inteligentny (na zasadzie: „patrz, znalazłem ten okryty detal”). W dodatku daje Hannibalowi do zrozumienia, że Will porzucił oskarżenia względem niego. Which, as we know, is absolute bullshit. Ale ojejku, jak ja się cieszę, że Beverly jest taka wspaniała. Ten serial w ogóle ma fajne kobiece postaci (i mówię to mimo mojego wciąż bardzo ambiwalentnego stosunku do Alany, oraz braku sympatii do Freddie czy Abigail).
 
– Okej. Zobaczmy, czy dobrze rozumiem: Will zmanipulował Chiltona by podał mu narkotyki, dzięki czemu Will może się dokopać do swoich „stłamszonych” wspomnień tego, co robił mu Hannibal. Swoją drogą, jeśli rzeczywiście te wspomnienia Willa są autentyczne, to Hannibal jest totalnie typowym Bond villain, który swojej ofierze zdradza swój plan, bo jest przekonany, że uda mu się przechytrzyć bohatera. Tu Hannibal dokładnie mówi Willowi co z nim robi (tłumaczenie działania stroboskopu), bo wie, że jest w stanie sprawić by Will nic z tego nie pamiętał.
PS. W tej scenie jest fantastycznie niepokojąca muzyka/dźwięki.
PS2. Jeżu. Hugh Dancy tak niesamowicie gra wszystkie sceny choroby Willa. Patrzę na te momenty gdy ma ataki i naprawdę mam ochotę wzywać karetkę pogotowia, mimo iż wiem, że to tylko aktor grający rolę. Jeśli nie dostanie nominacji do Emmy to zjem całą wędzoną makrelę.
 
– Oj Chilton, skończysz na stole. I to bynajmniej nie operacyjnym.
Z jednej strony oskarżasz Hannibala o nieetyczne wpływanie na Willa, ale zaraz potem mówisz „my, psychiatrzy oskarżenia o zmuszenie pacjenta do zabijania, musimy się trzymać razem”, insynuując, że jesteś po stronie Hannibala. Ale wszyscy, a już zwłaszcza Hannibal, wiemy że robisz to tylko dlatego, że uważasz się za lepszego i sprytniejszego niż Hannibal. Prawda, Frederick? Jesteś po prostu nadętym, egocentrycznym dupkiem. Ale pamiętaj, że już raz wpadłeś w łapy człowieka bez skrupułów i ten człowiek wyciągnął ci na wierz jelitka. Czy naprawdę myślisz, że to bezpieczne pogrywać w grę z Hannibalem – człowiekiem, o którym wiesz, że nie ma moralnośći, ewentualnie ma tę moralność równie chwiejną co ty? To, że ty nie byłbyś zdolny do zabójstwa nie oznacza jeszcze, że ktoś inny nie byłby w stanie tego dokonać. Ech, Chilton. Wykazujesz się ignorancją i umysłową ograniczonością typową dla kogoś, kto uważa się za mądrzejszego od innych.
Chyba właśnie to odróżnia Hannibala od innych „geniuszy zbrodni” – on, mimo braku empatii (ale czy rzeczywiście? Czy tylko dlatego, że zabija i zjada ludzi możemy uznać, że kompletnie nie ma empatii? Hannibal nie jest zwykłym psycho- czy socjo-patą. Sam Harris podkreśla, że na Hannibala nie ma określenia. Czyli teoretycznie możemy przyjąć, że Hannibal rozumie empatię i umie ją stosować – w tym sensie, że umie myśleć i działać jak ktoś inny – ale nie umie empatii poczuć) jest w stanie wczuwać się w innych, przewidywać ich działania, wpływać na nie. Chiltonowi brakuje tej przewidywalności. Że o subtelności i elegancji nie wspomnę.
– Mam straszną ochotę przytulić Jacka. Normalnie mam ochotę go zamordować. What’s wrong with me? O_O
A serio: lubię Jacka w scenach z jego żoną. Nie tylko dlatego, że „wspiera ją” paląc z nią wspólnie zioło :D
– Ojej, jak fajnie, że wrzucili ten fragment z książki, gdy Jack tłumaczy skąd się wzięło „Bella” (które w istocie jest jej ksywką, a nie imieniem, które brzmi, jeśli dobrze pamiętam, Phyllis) i wspomina Włochy. Takie króciutkie spojrzenia w przeszłość bohaterów są przemiłe. Nawet jeśli ktoś nie jest fanem książek, ale po prostu, tak jak Mysz, ma dobrą pamięć do cytatów.
 
Wiem, że kochamy Hannibala za, cóż, Hannibala. I biednego Willa. I morderstwa. I wizualne wysmakowanie. Ale ubóstwiam fakt, że w tym serialu, gdzie tak dużo się dzieje i to na tylu poziomach, jest miejsce także na takie ciche, spokojne, przejmujące sceny, jak ta między Bellą a Jackiem, rozmawiającymi w łóżku. I to jeszcze w wykonaniu tak świetnego duetu aktorskiego, jak Fishburne i Torres.
– FUJKI FUJKI FUJ!
Może Hannibal nie jest serialem który straszy, ale jest strasznym serialem.
Operacje na oczach. FUJ. Lobotomia. FUJ FUJ
Amanda Plummer jest cudownie wręcz creepy.
– ŻYWY CZŁOWIEK POKŁUTY PRZEZ OSY BEZ OCZU. That’s it. I’ve seen it all. Nie wiem, co się pali na planie Hannibala, ale chyba powinni to skonfiskować. Jakim cudem oni nie mają koszmarów po powrocie z planu filmowego do domu???
– Czyżby Beverly właśnie miała tzw. „holy crap I figured it out” moment? :)
Aha. Czyli nie dość, że Hannibal zabrał Muraliście nogę na ossobuco, to jeszcze ukradł mu nereczkę? Nieładnie, Hannibal. To już zakrawa (hehe) na wyzysk zwłok. Zostaw trochę mięska dla innych!
PS. Jimmy powiedział „look what the cats dragged in” czy może „look what the Katz dragged in”? Fuller, you so funny :3
– *slow clap pełen podziwu* Wykorzystanie sceny z poprzedniego sezonu by dokonać wizualnego przejścia i wstawić w ten moment „obecnego” Willa? Fuller, Ty cholerny geniuszu.
PS. Kto im pisał muzykę do tego odcinka? Te szybkie, upiorne organy, gdy Will się budzi z tego snu to już drugi wyraźne moment w odcinku, gdy wykorzystano bardzo agresywne, specyficzne operowanie dźwiękiem by uzyskać efekt niepokoju. Może źle pamiętam, ale mam wrażenie, że w poprzednich odcinkach tego typu zabiegi były robione subtelniej. Czyżby w ten sposób chcieli zobrazować to jak gorączkowo Will próbuje się dokopać do prawdy, czy może raczej upiorność tego, co stopniowo odkrywa?
– Kurczę, Will ma rację. Z jednej strony cieszę się, że Beverly próbuje być względem Hannibala sprytna (bo próbuje, prawda? She’s not just being a daft twit and ignoring all of Will’s warnings?), ale z drugiej Hannibal jest od niej mądrzejszy i może prędzej czy później przejrzeć jej grę. A wtedy Beverly skończy jako przystawka. Albo nawet danie główne.
– Przepraszam, ale muszę. W scenie, gdy Will się orientuje, że (jak to lubi ujmować fandom) „it fucking rhymes”, jedyne co mi przyszło do głowy to: WHOOMP! THERE IT IS!

 

 
– Jaki śliczny złoty miodek, mniam, mniam, miodek. Mniam.
– TAK TAK TAK TAK TAK *klaszcze*
Serio. KOCHAM te ciche, spokojne sceny, które raz na jakiś czas się w serialu pojawiają. A w tym odcinku to już druga! Nie dość, że świetnie napisana i przemyślana (z punktu widzenia reakcji postaci, ich wstrzemięźliwości, potakiwania z udawanym zrozumieniem; ale także z punktu widzenia publiczności, która jest przerażona tym, jak spokojnie Królowa Pszczół – tak ją przezwałam – mówi o zabiciu swoich ofiar), to jeszcze fantastycznie zagrana scena. Nieśpieszna, wysmakowana, perfekcyjnie trafiająca we wszystkie właściwe, skrzętnie opracowane takty… słowo daję: Hannibal jest czasem jak wybitna symfonia.
Spojrzenie z gatunku: this lady be loco!
– Brawa dla Fullera za kolejne odniesienie do Pushing Daisies (morderca odcinka to Katherine Pimms – Chuck w PD jako aliasu, m.in. w odcinku z pszczołami, używała aliasu Kitty Pimms), także w postaci całego wątku death by bees.
A w ogóle to, gdyby ktoś nie zauważył KOLEJNEJ paraleli jaka się w serialu pojawiła: ukrócanie cierpienia, które w tym odcinku uprawia nasza murderer of the week jest wspaniale analogiczne do Belli i jej decyzji by skrócić swoje cierpienie. Fuller, teraz to już się tylko popisujesz :P
– Ojejku, jestem zakochana w tym odcinku. Tyle pięknych, spokojnych scen, rozegranych zupełnie „obok” głównego Hannibalowo-Willowego wątku.
Scena śmierci/pożegnania Belli była piękna i smutna i przejmująca. I z jakiegoś powodu podoba mi się, że mogła odejść w spokoju, z dala od Jacka, nie obarczając go swoją śmiercią.
Serio, co ten serial robi z widzem? Podziw dla Hannibala jako geniusza (zbrodni) to jedno, ale autentyczne, pozytywne uczucia w stosunku do niego?… Fuller, tak się ludziom nie robi!
– KURWA.
Rzucił monetą, stawiając na szali życie/śmierć Belli. Co za (@#&(@)#
Odszczekuję wszystko co właśnie napisałam. Fuller, jesteś dupkiem. Hannibal, jesteś wstrętny, pokrętnym fąflem i cię nie znoszę. Podziwiam, ale NIE ZNOSZĘ. Tak się znęcać nad biedną Bellą. Wredny bubek, bodajbyś się zakrztusił ludzinką!.
HA! I dostałeś z liścia! Dobrze ci tak! Dobrze wiemy, że zasłużyłeś.

 
– Umówmy się: owszem, Hannibal zachował się w stosunku do Belli szalenie okrutnie. Ale ja nadal uważam, że jakby zupełnie -obok- tego, Hannibal Bellę niezmiernie szanuje. Za jej siłę, za niegodzenie się na życie w bólu i za postanowienie zakończenia życia na swoich warunkach.
A gdy spojrzymy na to ze strony Jacka, sytuacja jest jeszcze ciekawsza: bo z jednej strony Hannibal wykorzystuje Bellę by poprzez tę osobistą tragedię odwrócić – po raz kolejny! – uwagę Jacka od dochodzenia. A z drugiej strony: “ratując” Bellę przed samą sobą Hannibal zupełnie przypadkiem (oh really?) stał się najlepszym przyjacielem Jacka. Bądź co bądź uratował mu żonę, nie?
Well, Beverly. It was nice knowin’ ya. Poważnie: czy ona ma życzenie śmierci?
[ w scenie, gdy widzimy Beverly przy lodówce Hannibala zrobiłam głośny wdech. Aż Luby z sąsiedniego pokoju się zapytał „co się stało?” :D]
 
– O ŻESZ JA CIĘ SZATKUJE.
Jaki cliffhanger. I jakie, again, cudowne wykorzystanie muzyki. I jak smutno, że Beverly is no longer with us. I Hannibal taki creepy. I Fuller taki dobry. Gdzie WOREK EMMY?! Mniam mniam.
  
– No to teraz Beverly zamieniła się w Schroedinger’s KatzCat– do przyszłego tygodnia jest zarówno żywa, jak i martwa
(nie do końca prawda: Fuller już potwierdził, która wersja jest prawdziwa. i o.mój.boże, odcinek piąty nas wszystkich wykończy. No joke.)