Liebster Award, once again!

Mysz znów bawi się w blogerskie łańcuszki.

Wspominałam na fanpage’u bloga, że ostatnio mam problem z pisaniem. Nie chodzi nawet o to, że brakuje mi tematów – popkultura głęboka i szeroka, zawsze znajdzie się jakiś temat – czy czasu na pisanie (choć z tym bywa ciężko), ale przysłowiowej i nieokreślonej “weny”. Oczywiście tu podniosą się głosy, że “wena”, “Muzy” czy “natchnienie” to zwykła wymówka dla ludzi zbyt słabych i leniwych, by pisać codziennie . I będą mieli rację. Mysz nigdy jednak nie twierdziła, że ma silną wolę, albo że nie jest leniwa. Często raczej podkreśla, jak naiwnym i w gruncie rzeczy nieskomplikowanym stworzeniem przyszło jej się urodzić. Stąd “brak weny” to świadoma wymówka, stosowana wyłącznie dlatego, że brzmi lepiej niż “how do you language?”. A do tego to się sprowadza – do nagłej utraty zdolności sklecana sensownie brzmiących zdań dłuższych niż status na Twitterze.
Jednakże, zrządzeniem losu, zostałam ponownie wciągnięta w zabawę, która swego czasu zataczała szerokie kręgi w tzw. blogosferze. Mowa oczywiście o Liebster Award. Jestem bardzo wdzięczna za nominację – bo posłuży jako pretekst do rozruszania paluszków i klawiatury – ale nie zamierzam posyłać łańcuszka dalej. Liebster już swoje żniwo zebrał. However, nie wzbraniam komukolwiek wzięcia udziału w zabawie, jeśli najdzie go taka ochota.
Dla mnie zadane przez Maniaka pytania posłużą jako swoista rozgrzewka – sposób, by znów wrócić do regularnego (w miarę) pisania. Tak więc jeśli przyszliście tu po popkulturowe przemyślenia – zapraszam od następnej notki. Całą resztę Czytelników zachęcam do kolejnej rundy “poznajmy się z Myszą”.

Pytania Maniaka:

Skąd wziął się u Cie­bie po­mysł na pro­wa­dze­nie blo­ga?
Mysz kiedyś o tym wspominała, ale MyszaMovie nie powstałby gdyby nie dwie kobiety i jedno wydarzenie, oraz – naturalnie – Mysia miłość do popkultury.
Owo wydarzenie to konwent Avangarda 8 (2012), podczas którego Mysz potruchtała na panel o easter eggs w filmach. Panel, a właściwie prezentację, prowadziła przeurocza Aeth, z którą natychmiast złapałam świetny kontakt, a stamtąd już prosta droga do zostania znajomymi na FB. To właśnie u Aeth – znanej szerzej jako Wiedźma na Orbicie – zobaczyłam po raz pierwszy link do wpisu na blogu Zwierza popkulturalnego (którego, jak większość, wzięłam w pierwszej chwili za mężczyznę. Konkretniej: mężczyznę o orientacji homoseksualnej, bo jak inaczej wytłumaczyć taką ilość zachwytów nad urodą pewnych aktorów? Nie, że panowie hetero nie potrafią docenić męskiej urody – Myszy Luby często ma zdanie, czy dany aktor jest “hot or not” – ale mam wrażenie, że jednak kobiety i geje potrafią w tej kwestii bardziej otwarcie przyznawać się do swoich sympatii; ostatecznie, dookreślenie płci Zwierza zajęło mi może… ze dwa-trzy wpisy). U Zwierza zwrócił moją uwagę wcale nie styl pisania czy lekkość pióra (choć oba te elementy zrobiły na mnie wrażenie), ale sposób poruszania popkulturowych tematów. Odkryłam nagle, że można pisać o filmach i serialach po swojemu i czasem nawet zapędzić się w naprawdę głęboką niszę, a i tak zazwyczaj znajdzie się ktoś, kto to doceni, przeczyta, zainteresuje się, skomentuje. Poczułam wówczas ogromną ochotę, by także zacząć dzielić się z ludźmi moją wyjątkową, zwariowaną, chaotyczną odmianą pasji do popkultury. Duży wpływ miał na to fakt, że moi znajomi “in real life” od lat mieli już serdecznie dosyć moich popkulturowych kazań, wykładów i ciekawostek. Stąd pomysł, by przenieść się z tymi rozważaniami w Internet – tam nikt nie będzie się czuł zmuszony do partycypowania. Chcesz – czytasz, nie chcesz – nie czytasz. Proste!
Nie podjęłam jednak od razu decyzji, by założyć bloga. Zaczęłam za to – niczym internetowy ninja – podczytywać coraz więcej polskich blogów poświęconych popkulturze. Układałam sobie w głowie mapkę „who’s who” i kogo warto śledzić, oglądałam layouty i designy blogów, czytałam o platformach… decyzja by założyć bloga narastała we mnie, właściwie nieświadomie, przez pół roku – od wakacji i Avangardy, aż po grudzień 2012 roku. Dopiero wówczas w okolicach Bożego Narodzenia zdałam sobie sprawę, że mam już w głowie gotowy zamysł na bloga: jego wygląd, układ, tematykę… Oczywiście od tego czasu pewne rzeczy się zmieniły (i będą zmieniać nadal, bo Mysza zmienną jest), ale mając w głowie tak pełną, kompletną koncepcję nie mogłam postąpić inaczej, jak założyć wreszcie bloga.
Rację mają Ci, którzy zarzucają mi podobieństwo do Zwierza popkulturowego – jej blog był dla mnie ogromną inspiracją. A to, że często piszemy o tym samym? W Internecie bardzo łatwo jest spotkać ludzi, którzy doświadczają popkultury dokładnie tak samo jak my. Ot, tak się zdarzyło, że Mysz pochłania podobną popkulturę co Zwierz. Widać obie mamy dobry gust *wink wink, nudge nudge* A to, że często piszemy o tym samym w tym samym czasie?… Magia i czary *szczeżuja* Nie na darmo narodził się żart, że Mysz jest “alter ego” Zwierza. Z biegiem czasu okazało się co prawda, że Zwierz i Mysz miewają skrajnie odmienne poglądy na pewne tematy, ale Internet nadal lubi nam nasze podobieństwa wytykać. I Mysz jest dumna mogąc się nazywać “alternatywnym Zwierzem” :D 
I żeby nie było: nie jest to tak naprawdę pierwszy blog, który Mysz prowadzi. Wiem, że obecnie modne jest wyśmiewanie się z nastoletnich „blogasków”, gdzie nieletnie aktoreczki wypisują o swoich szkolno-miłosnych perypetiach, wrzucają ckliwe wierszyki i denne opowiadanka, ale Mysz swego czasu prowadziła taki blog, a nawet prowadziła ich kilka. Nigdy jednak nie udało mi się prowadzić któregokolwiek z nich dłużej niż kilka miesięcy. Ot, wady posiadania zaawansowanego stadium słomianego zapału, ladies and gentlemen. Wyobraźcie więc sobie moją radość i dumę z pierwszych urodzin MyszaMovie. I podekscytowanie na myśl o kolejnych takich celebracjach. Wniosek z tego taki, że czasem do bloga trzeba po prostu dorosnąć. No i wybrać sobie dobrą tematykę :)
Bat­man czy Su­per­man i dla­cze­go?
Batman, definitywnie. Superman, mimo kryptonitu, jest dla mnie postacią zbyt wszechwładną, a co za tym idzie – nudną. Chyba jedyne jego wcielenia, które lubiłam to te z Lois & Clark:  The New Adventres of Superman i Smallville, bo tam miało się wrażenie, że zagrożenia czychające na bohatera mają jednak na niego jakiś wpływ. A może to po prostu nostalgia lat 90-tych i goła klata Toma Wellinga :D
 
Za to Batman pasuje mi w każdym wcieleniu – animowanym (zarówno klasycznym, wzorowanym na designie Bruce’a Timma w The Animated Series, jak i futurystyczny Batman Beyond), Burtonowskim, Nolanowym… jest coś fascynującego w postaci mrocznego mściciela/milionera, w jego podwójnej osobowości (Batman vs Bruce Wayne), w zwariowanych, ale ciekawie opracowanych przeciwnikach, z którymi musi się mierzyć… Batman po prostu do mnie przemawia. A może to po prostu moja gotycka dusza wyrywa się do mrocznych, mglistych ulic Gotham :D
Z ja­ką sław­ną oso­bą naj­chęt­niej zja­dła­by­ś/zjadł­byś ko­la­cję?
Pierwszym instynktem był Ewan McGregor, bo to mój hipotetyczny mąż (Zwierz popkulturalny, jako głowa Zwierzowego kościoła, udzielił nam hipotetycznego ślubu), a z kim, jak nie z hipotetycznym mężem miałabym zjeść kolację?

Ale potem mnie olśniło i zmieniłam zdanie. Bo jedyna słuszna odpowiedź to: Stephen Fry. Człowiek-Bóg, mężczyzna który zna się na wszystkim – od dobrych manier począwszy, na niuansach leksykologii skończywszy. Ewan McGregor może być sobie piękny i Szkocki, ale to Stephen Fry byłby idealnym partnerem do inteligentnej, dowcipnej, wciągającej konwersacji przy stole.
Z ja­ką po­sta­cią fik­cyj­ną za­mie­ni­ła­by­ś/za­mie­nił­byś się na je­den dzień miej­sca­mi?
Ale czy mówimy o „wejściu w jej skórę” w sensie, że ja-Mysz jestem w jej ciele, czy że po prostu żyję jej życiem, w jej świecie, ale jako ja? Bo jeśli opcja pierwsza, to chciałabym być Rogue z X-menów, ale w momencie gdy kontroluje swoje moce – wtedy mogłabym zobaczyć jak to jest panować nad różnymi mutancimi mocami. A jeśli opcja druga… chyba chciałabym być Milvą w kompanii wiedźmina Geralta w książkach Andrzeja Sapkowskiego. Posiedzieć z chłopakami, pożartować, posłuchać mądrości Regisa, poezji Jaskra, markotnych narzekań Geralta… i nawet z łuku strzelać umiem, więc nie musiałabym polegać na umiejętnościach prawdziwej Milvy :)
 
Ja­ką su­per­moc chcia­ła­by­ś/ch­ciał­byś mieć?
Patrząc na wcześniejszą odpowiedź (Rogue), chyba chciałabym mieć je wszystkie, a przynajmniej chciałabym móc podjąć w miarę doinformowaną decyzję zanim się na jakąś moc zdecyduję. Gdybym jednak musiała wybierać byłaby to albo zdolność zmiany postaci Mystique z X-menów, nieśmiertelność Nathana z brytyjskich Misfits, albo władza na zwierzętami.
 

O, albo coś, co nazywam „zdolnością przenoszenia”, czyli że mogę akcję danej książki „wyświetlać” w formie gotowego filmu (z dowolną obsadą), albo dany film lub sztukę „wyświetlić” z inną, wybraną przez siebie obsadą, albo że mogę obraz, który wyobrażę sobie w głowie idealnie przenieść na papier, niczym migawkę z wyobraźni. Tak. To jest definitywnie fajna supermoc.

Ewentualnie, chciałabym mieć możliwość „wyciągania” z otchłani czasu nieistniejących nagrań sztuk, które zawsze chciałam obejrzeć. Nie chodzi mi o podróżowanie w czasie do momentu, gdy sztuka była wystawiana, ale właśnie umiejętność „przyciągania” ich do czasów obecnych w formie nagrań. Wtedy inni też mogliby je sobie pooglądać. Ciekawe ile kasy możnaby na takim procederze zarobić? :D
Co zro­bi­ła­by­ś/zro­bił­byś, gdy­byś miał moż­li­wość po­dró­ży w cza­sie?
Cofnęłabym się w czasie do roku 1888, do Whitechapel w Londynie i próbowała przyłapać Kubę Rozpruwacza na gorącym uczynku, by wreszcie dowiedzieć się kim on(a) był(a). Wiem, brzmi cokolwiek morbid, ale Rozpruwacz fascynuje mnie, mniej lub bardziej, od 15-stu lat i jestem STRASZNIE ciekawa kim w istocie był(a).
Ewentualnie cofnęłabym się do czasów Jezusa, spisała jego AUTENTYCZNE dzieje na ichnim papirusie (czy whatever), skitrała je tak, że dotrwałyby do naszych czasów, a potem obserwowała jak naukowcy i kościół katolicki się wykłócają o to, która wersja jest prawdziwa. Best prank EVER :D
Jaka jest Two­ja ulu­bio­na książ­ka z dzie­ciń­stwa?
…Wiedźmin? Jeśli za dzieciństwo uznajemy wiek “do 11-stu lat”, to jedyna słuszna odpowiedź to siedmioksiąg Andrzej Sapkowskiego, choć trudno uznać “Sagę o wiedźminie” za jedną książkę. Zaczytywałam się kolejnymi tomami tak mocno, że aż furczało!
Jedyne słuszne wydanie Sapkowskiego.
Inne pozycje, po które wielokrotnie sięgałam w dzieciństwie to „W pustyni i w puszczy”, „Dzieci z Bullerbyn”, „Zaczarowane baletki” i „Patty”, oraz „Biały kieł” i „Zew krwi” Jacka Londona. Plus cały kanon Sherlocka Holmesa i kryminały Agaty Christie. Jak widać już w młodości miałam dość szeroki rozstrzał tematyki :)
Na jaki film, któ­ry uka­że się w 2014 roku cze­kasz naj­bar­dziej i dla­cze­go?
To jak zapytać „jakie jest Twoje ulubione jedzenie?” – zależy jaki mam nastrój i co mi pierwsze przyjdzie do głowy.

Po namyśle, mogę się ograniczyć do trzech filmów, z czego jeden jest trochę na wyrost. Na pewno STRASZLIWIE czekam na Maleficent i to jest chyba mój „najbardziej oczekiwany film roku” z powodów stricte osobistych – Maleficent to moja ukochana animowana postać (nie tylko Disnejowska i nie tylko „ta zła”) i choć bardzo się boję, że film wykoślawi jej historię, jestem zachwycona tym, co do tej pory widziałam w trailerach. Angelina Jolie jest fenomenalna!


Drugi film to, jak na fankę filmowych X-men przystało, X-men: Days of Future Past. Jaram się jak australijska puszcza, bo heloł, to film o MUTANTACH.
Trzecia pozycja to film The Maze Runner i jest na liście wyłącznie dlatego, że gra tam fenomenalny młody aktor, Dylan O’Brien (fani Teen Wolfa wiedzą, kto zacz) i Mysz liczy na to, że Maze Runnerwywinduje jego karierę na bardziej mainstreamowy poziom. To naprawdę świetny aktor, o którym powinno być głośno. I pewnie wkrótce będzie.
Jako runner-up mogę wymienić Guardians of the Galaxy, bo zapowiada się na frajdę porównywalną z zeszłorocznym Pacific Rim.
Do ja­kie­go domu na­le­ża­ła­by­ś/na­le­żał­byś, gdy­byś uczęsz­cza­ł(a) do Ho­gwar­tu?
Kolejne trudne pytanie. Według „jedynego słusznego oficjalnego źródła” czyli the Sorting Hat na Pottermore, Mysz powinna należeć do Slytherinu.
ALE, jak niektórzy zapewne pamiętają , predyspozycje ucznia to nie wszystko, bo Tiara Przydziału bierze też pod uwagę preferencje samego kandydata. Harry Potter pasował zarówno do Gryffindoru jak i Slytherinu, ale -chciał- być w Gryffindorze i tam właśnie trafił.
Z kolei Mysz, tak na chłopski rozum, ma kilka cech z każdego domu i mogłaby rzeczywiście wylądować w Slytherinie (ich zła fama bardzo im szkodzi – to w gruncie rzeczy fajny dom), ale CHCE i ZAWSZE CHCIAŁA być dumnym borsuczym Puchonem. Stąd moja absolutna pewność, że byłabym w Hufflepuffie.
 

Zresztą ankieta wśród znajomych na FB tylko moją Puchonowatość potwierdziła. BADGER ALL THE WAY!

A Very Potter Musical.
  
Jaki jest Twój ulu­bio­ny cy­tat (z do­wol­ne­go me­dium)?
Mam wybrać jeden? *mózg eksploduje*
To może zróbmy tak:
– jeden ulubiony cytat literacki:
 – jeden ulubiony cytat o Myszy:

 – jeden ulubiony cytat o życiu:

 – jeden ulubiony cytat, który podsumowuje Mysz:
Two­je naj­więk­sze po­zy­tyw­ne po­pkul­tu­ro­we za­sko­cze­nie ze­szłe­go roku to?
Definitywnie Pacific Rim – film który z każdym kolejnym trailerem coraz bardziej utwierdzał mnie w przekonaniu: „nope, to totalnie nie dla mnie”. Kompletnie nie bawiła i nie kręciła mnie koncepcja wielkich robotów walczących z ogromnymi potworami. Dobrze jednak, że Luby namówił mnie na wypad do kina, bo inaczej pewnie tylko zacietrzewiłabym się w swojej niechęci, słysząc wszystkie pochwały i peany (jak to Mysz ma w brzydkim zwyczaju), i nie obejrzałabym filmu przez dobrych kilka lat. A tak stałam się zagorzałą fanką tego fantastycznie skonstruowanego, mądrego, rozrywkowego, wciągającego filmu. Na pohybel wszystkim, którzy uważają, że kinowe blockbustery muszą być płytkie i przeładowane debilną akcją!
A oto Myszy jaeger – Indigo Glitch.
Moje maleństwo! ^__^