Makabryczny turducken, czyli dwa-w-jednym. Hannibal 2×08.

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×08 serialu “Hannibal”.

W ramach Wielkanocny, Mysz życzy Wam spokojnych, zdrowych, SMACZNYCH świąt.

I, tradycyjnie, zaprasza do stołu! :)


SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×08 – Su-zakana

su-zakana czyli przystawka (zazwyczaj w zalewie octowej) służąca dla „oczyszczenia podniebienia”.
– Oh Bryan, taka oczywista rybio-wędkarska metafora? A fe. Czyżbyś tracił swoją subtelność?
PS. Hugh Dancy is fishing. For fish. With Fishbourne :D
Ale tak serio – jak ta scena jest pięknie napisana i przemyślana. Zwłaszcza gdy Will mówi o tym, że trzeba stworzyć rzeczywistość w której jesteś tylko ty i ryba (tylko Will i Hannibal – czyli sesje u Hannibala; ale także zwróćcie uwagę, że Will i Jack są sami na jeziorze – są w rzeczywistości gdzie nie ma nikogo poza nimi; ładnie się to komponuje z ich knuciem przeciwko Hannibalowi – przecież na środku jeziora ich nie podsłucha), i że trzeba ją złapać na żywą przynętę (czyżby Miriam? Alana? A może ktoś nowy?)…
– …i przechodzimy do oprawiania ryby. Serio. Czy to tylko ja, czy jakoś wyjątkowo mało subtelna jest ta metafora w tym odcinku? Wcześniej też bywały dość oczywiste analogie, ale jakoś mniej mi to… może nie przeszkadzało, ale mniej się rzucało w oczy. Chyba za długo i zbyt uważnie oglądam ten serial :P
Biedne, żywe rybki *smuteczek*
Jeśli się przyjrzeć
ryba mówi: “help me“.
– Czy ja dobrze widzę, czy Hannibal „wywrócił” ryby w taki sposób, że ogony im wystają paszczami? O_O
Also: nice going, Hanni. Podałeś ryby, żeby nikt nie mógł cię oskarżyć o kanibalizm.
PS. Zbliżenie na rybę z ogonem w paszczy? Wygląda wypisz-wymaluj jak jakiś pokićkany Pokemon.
 – „It was my turn to provide the meat
*tu wstawić histeryczny rechot Myszy*
Chłodny, opanowany, cyniczny Will jest tak cudownie zabawny ^__^
– „Makes us tastier
WiILL, STAHP. WILL, bo się uduszę! XDDD

– Ojejku. I biedny Will wbrew sobie mówiący: „Pyszna to ryba”. Co jak co, ale Hannibal jest świetnym kucharzem. W to nikt nie może wątpić. Co najwyżej w jego wybór produktów :P
– Fuller, you’ve done it again!
Ludzina w koninie. Dla Hannibala to prawie jak turducken.
PS. Mmm, końskie jelitka. Ciekawe z czego je zrobili. A może to prawdziwe? Hmm…
– No tak, Hanni – koniki to są święte, ale człowieki wtranżalasz niczym wieprzowinkę. Twoja logika mnie poraża. Swoją drogą: a czy świnki nie są święte?
– Ktoś chce by martwa kobieta zaszyta w koniu się przepoczwarzyła.
This can only mean one thing:
I’m a fabulous centaur!
– Hannibal nie rozumie tego mordercy. Czyżby znalazł sobie nową zagadkę do rozwiązania? Mysz przeczuwa, że chyba zaraz zobaczymy Masona Vergera…
 
 
As always: fuck you and fuck your cinematographer.
– WYNIUCHAŁAM MASONA! *tańczy z radości* I jest też Margot! Co prawda zaczynam wątpić, czy Mason ma coś wspólnego z Panią Centaur, ale i tak zapowiada się fajny murderer of the week.
Proszę także zwrócić na dwa motywy odcinka: oczy i ryby.
PS. Czytałam wywiad z Fullerem – twórcy Hannibala zdecydowali się zmienić backgroundpostaci Margot. W książce (SPOILER) Margot miała w momencie terapii u Hannibal ok. 6 lat i został prze Masona molestowana seksualnie. Fuller, dotrzymując swojej obietnicy, że w Hannibalu nigdy nie wykorzysta gwałtu na kobiecie jako punktu fabularnego, zmienił relację Margot i Masona na zwykłe (hę?) znęcanie się fizyczne i psychiczne, bez podtekstu seksualnego. Z jednej strony mnie to cieszy, a z drugiej… kurczę. To właśnie przez to postać Masona była taka przerażająca i odrażająca. Ciekawa jestem jak Michael Pitt zagra to nowe, inne wcielenie Masona Vergera.
PS2. Podobno już się zaczął hejt w Internetach, że postać Margot nie jest dostateczne „męska” (jak była w książce). Powiem zwięźle: fuck you and the dumb-ass sexist horse you rode in on. A) Postać może się różnić od książkowej wersji. B) Fuller ma powody by te różnice wprowadzić (wytłumaczone wyżej), C) kobieta nie musi być „męska” ani „twarda” by być ciekawa. D) Widzieliście ją przez… może 2 całe minuty. Naprawdę będziecie po tym oceniać jaka to postać?… Shame on you, Internet. SHAME.
– Brakowało mi Katharine Izabelle na ekranie. Strasznie ją lubię od czasu kultowego Ginger Snaps i bardzo się ucieszyłam, że dostała rolę u Fullera. Hopefully, będzie miała dużo fajnego do grania. Poza tym, patrzcie – dostaliśmy kolejną po Miriam kobiecą postać. Where’s your sexism now, Internet?
– W dzisiejszym odcinku „Playboy przedstawia: jedwabna pościel, spocone ciała i chaotyczna perkusja.
Kurtyna.
PS. Podobno oficjalna nazwa dla pairingu Hannibal/Alana to Halanabal :D
Jesteś tego warta.
– Wyjątkowo zgadzam się z Alaną: nawet kobieta w koniu nie jest tak dziwna, jak to, że Will wrócił do terapię na Hannibala. That’s SO wrong on SO MANY levels.
 
– Skóra, autopsja, flaki. MNIAM.
Jak miło oglądać Hannibala w Wielkanoc :)
– Ha! Miałam rację – ofiarą dzisiejszego odcinka jest makabryczna wersja turducken. Tylko zamiast tego jest… um… hor-hum-ird (horse-human-bird).
– Biedny Hugh Dancy. Tyle babrania w krwi i flakach. Kto zapłaci za rachunek z pralni chemicznej?
– Jeremy Davies. Wow. Co za rola. Cholera jasna – ten serial nawet guest stars ma niesamowitych!
– alksdhgksladhgalk ta scena w gabinecie Hannibal… te niuanse w grze aktorskiej… ta oszczędna mimika… kontrolowany ton głosu… te dialogi… That’s it. Ja wysiadam. GDZIE JEST WOREK NAGRÓD DLA TEGO SERIALU?!
PS. Brawa także za cudowne nawiązanie do pierwszej wymiany zdań Willa i Hannibala, gdy Will stwierdził, że „I don’t find you that interesting” na co Hannibal odpowiedział „You will”. No i masz – doczekał się :)
 
– Brian przeprosił Willa. TRZYMAJCIE MNIE. BĘDĘ BECZEĆ.
D’aww. „It’s fine to be weird” – fani Hannibala powinni to mieć jako motto herbowe.
– Czy to tylko ja, czy Hannibal jest wyjątkowo mało subtelny w tym, jak namawia Margot do zabójstwa?
Will, ty słodziaku. Przynieść Peterowi z powrotem ptaka, bo się o niego martwił. Jesteś tak uroczy, że mogłabym cię zjeść!… wait. Oh, you know what I mean! :D
– Za gładki jest ten social worker, zbyt sztywny, zbyt kontrolowany. Już go nie lubię. Ma strasznie creepy uśmiech.
– *Mysz ma wizję Will i Hannibala stojących za weneckim lusterm, biorących udział w dwuosobowym musicalu pt. Anything you can psychoanalyze, I can psychoanalize better*
– Hehe, dobra robota chłopaki. Jack udający, że Will się cały czas myli, że niesłusznie oskarżał Hannibala… wszystko to malutkie, powolne kroczki, by doprowadzić do odprężenia Hannibala. A wtedy cap! i zostanie złapany.
Swoją drogą, a propos malutkich kroczków – mam teorię, że Chilton żyje (Miriam was in on it, bo Jack ją namówił i specjalnie postrzeliła Chiltona tak, by przeżył, ale wydawał-się-martwy) i ukrywa się gdzieś (rekonwalescencja!), żeby Jack mógł go w odpowiednim momencie wyciągnąć jak kota z worka i wykorzystać jako argument/dowód w oskarżeniu Hannibala.
– Kurczę, biedny Will. Nawet jakby nie był empatą, to Fuller i tak by mu co odcinek fundował murderer of the weekz którym w jakiś sposób mógłby się identyfikować. Już wiem! Will wcale nie jest empatą, tylko po prostu ma pecha do morderców! :D
– A teraz wszyscy razem nucimy do Willa i Hannibala: „Nie jesteś sam…”
 

– Oj, Will… nawet jakbyś chciał to nie wszystkich uda ci się uratować. To nie Twoja wina, że Peter – istota słaba, którą chciałeś za wszelką cenę chronić – się złamał i kogoś zabił. Tak sam jak to nie Twoja wina, że doktor Lecter cię zmanipulował, że zdołał cię zmienić, sprawić, że sam nie jesteś pewien co do niego czujesz, jak się czujesz sam ze sobą, co masz robić, kim być… ale coś czuje, że niepotrzebnie ci to tłumaczę. Ty to wszystko wiesz, Will. Tylko co ta wiedza ci da?
 

 – Aha, czyli jednak nie zabił. Hm. Niezły twist. I like it.
Z drugiej strony: zostać zaszytym w końskim truchle?… to chyba gorsze niż być pochowanym żywcem!
 
– Wow. Taka scena. Tyle niuansów. Fani miłości między Hannibalem a Willem będą mieli TAKIE UŻYWANIE z tą końcówką…
A z drugiej strony im się nie dziwię: Mads zagrał w tym spojrzeniu, w tych gestach, w tych słowach i miłość, i dumę, i podziw, i fascynację… czego tam nie było? A Will… Will chyba, wbrew sobie, nie ma nic przeciwko drodze na której się znalazł i którą podąża… może sobie wmawiać, że nie da się już Hannibalowi zmanipulować, ale prawda jest taka, że Will tego chce… może nie manipulacji, ale wsparcia, rozmów, pomocy, podziwu… zarzekał się, że nie chce przyjaciela, ale… tak na dłuższą metę… chyba właśnie do tego, nieświadomie dąży.
No chyba, że to wszystko Willa wielka maskarada i po prostu bardzo dobrze odgrywa rolę „żywej przynęty”, udając przed Hannibalem „przechodzenie na ciemną stronę” (you hook the fish) żeby Jack mógł takiego „odprężonego” Hannibala łatwiej złapać (I’ll land it).
Hannibal ma rację – nie kontroluje już tego, co sam stworzył. Will przeżył swoje „ponowne narodziny” (temat odcinka, choć w makabrycznym ujęciu, bo „martwe rodzi martwe”) i teraz sam jest panem swojego losu. Strzeż się, Hannibal. Ten motylek, którego gąsieniczkę dokarmiałeś, jeszcze się odwróci i ugryzie cię w tyłek! :D
A jakie są Wasze teorie, kochani? ^__^
PS. Właśnie odkryłam, że Fuller i Katharine Izabelle już kiedyś razem pracowali – przy telewizyjnej Carrie z 2002 roku, do której się od miesięcy przymierzam (Fuller napisał i wyprodukował film). Jakim cudem ja to ominęłam?! ADSKsdhgklashdg, już wiem co będę w najbliższym czasie oglądać! :D
PS2. Patrzcie jaki fajny design koszulki!
Aaron Abrams wygłupiający się na planie Hannibala.