Ukłony dla szefa kuchni – Hannibal 2×06

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×06 serialu “Hannibal”.


Ciekawe, o czym to świadczy, że jedyne notki, które na blogu pojawiają się w miarę aktualnie, dotyczą serialu o seryjnym mordercy. Jakieś teorie? :D

Zapraszam na kolejne omówienie Hannibala.


SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×06 – Futamono


futamono” czyli potrawa przykryta pokrywką, zazwyczaj zupa (ukłon do finałowej sceny odcinka?)
– Doktorze Lecter, musisz mi dać numer do swojego dekorator wnętrz :D
– Will taki nieczuły, kontrolujący się i wyrachowany. Gdyby nie twarz i głos Hugh Dancy’ego można by pomyśleć, że to sam Hannibal.
– Okej. Pycha Willa gdy mówi „Do you know why?… I know why.” sprawia, że ten tekst jest chyba moim ulubionym z całego odcinka. A jestem na zaledwie trzeciej minucie.
Hm, ciekawe czy mówiąc „if he waits too long, the meat spoili” Will ma na myśli, to co Mysz ma na myśli. No bo mając w pamięci, że Hannibal eats the rude, wniosek z tego co mówi Will jest taki, że Hannibal atakuje szybko i „rzutami”, bo gdyby zbyt długo czekał (od momentu zidentyfikowania ofiary do jej zjedzenia) to „niegrzeczność” ofiary zepsuje smak jej mięsiwa. A może po prostu chodzi o to, że Hannibal morduje często, bo mięso szybko się psuje i szybko kończą mu się produkty spożywcze :D
Either way, moja teoria bardzo mi się ona podoba :)
– W ogóle cała ta scena, gdy Will spokojnie, rzeczowo rozmawia z Jackiem, próbując go …nawet nie tyle przekonać do swoich racji, co uświadomić, że MA rację, jest świetna. Jack okrążający klatkę, jak zwierzyna okrążająca ofiarę, gdy to w istocie Will, mimo że uwięziony, ma nad Jackiem przewagę. Kontrola, jaką Will ma nad swoimi emocjami (a Hugh Dancy nad swoją postacią), niedowierzanie Jacka, że Hannibal może być kanibalem, a jednocześnie wyraźnie widoczne wątpliwości, które gdzieś w nim się czają… i Will bezdusznie pytający „Kogo Hannibal musi zabić, zanim przejrzysz na oczy”… a potem przebitka na błękitne, niewinne oczy Alana. Majstersztyk!
PS. Zauważcie, że Will w tej rozmowie cały czas używa określenia The Ripper. To Jack pyta „Hannibal jest kanibalem?” albo mówi, że między Hannibalem a Ripperem nie ma (oprócz Beverly Katz) żadnego połączenia. Myślę, że Will w ten sposób sprytnie zakodowuje w umyśle Jacka (ah, neuro-linguistic programming), że Hannibal nie jest człowiekiem – przyjacielem, współpracownikiem – a potworem, The Ripper, okrutnym mordercą, którego ścigają od miesięcy. Sprytny, sprytny Will.
  
– Ojej. Aż mnie zatchnęło, gdy Hannibal zacytował Strawińskiego. Nie dlatego, że zdziwiło mnie, iż Hannibal cytuje słynnego kompozytora. A raczej to, jak cytat Strawińskiego odnośnie „dzieła artysty” odnosi się do Wielkiego Planu Hannibala (come on, wszyscy się nad tym zastanawiamy – ile z manipulacji Hannibala jest zaplanowanych wprzód i opiera się na świetnym zrozumieniu ludzkiej psychologii, a ile to mądra, wykalkulowana improwizacja), ale także do jego morderstw.
– Hannibal mówi, że musi odzyskać apetyt. Cały fandom (który wie co, a raczej -kto- się kroi) wzdryga się gwałtownie. Tym bardziej, gdy Hannibal wyjmuje swój rollodex.
– Witajcie nowe koszmary. Tym razem: przyrodniczo-botaniczne. BRRrrrrr. Fuller i Spółka: cokolwiek palicie – PRZESTAŃCIE O_O.
– Dobra, idiotyczne pytanie, ale: skąd i dlaczego Jack i spółka mają pewność, że to Ripper jest odpowiedzialny za Kwiat Zbrodni (moja nazwa robocza)? Wiemy, że Hannibal lubuje się w pięknej, wyrafinowanej ekspozycji, metaforyce i metafizyce, ale nie jest to jedyny wykwintny morderca, jakiego mieliśmy w serialu i na pewno nie ostatni. Dlaczego więc zakładają, że to akurat jest dzieło Rippera? Ja się z tym bynajmniej nie kłócę, tylko chciałabym poznać thought process postaci.
– Czy Hannibal mówi, że przestał ufać Willowi bo „gra” dla Jacka (udając, że bliskość śmierci go zmieniła jako człowieka), czy rzeczywiście dopiero teraz – po próbie zabójstwa – zorientował się, że Will go nie lubi i NIE CHCE być przyjacielem Hannibala? Myślałby kto, że człowiek tak inteligentny jak Hannibal zorientowałby się wcześniej, że Will nienawidzi go każdym włóknem swojej duszy. Ciekawi mnie też, czy Hannibal rzeczywiście trochę się wystraszył i odsuwa się od FBI i śledztw, bo zrozumiał, że jednak niebezpiecznie jest pogrywać sobie z psychopatami. Trzymaj się swoich ludzkich świnek, Hannibal. Za wysokie Willowe progi na Twoje psychopatyczne nogi!
– Hannibal powiedział „dinner party”.
Syrena alarmowa w głowie Jacka zawyła z głośnością ostrzeżenia przeciwlotniczego :D
 
– Ojej, szczurek biegnący w ściennym szybie podczas rozmowy Willa i Gideona. Fuller! Ty i te Twoje wizualne smaczki :D
Swoją drogą Will naprawdę popisuje się zdolnościami manipulacji – nie dość, że namówił Chiltona do sprowadzenia Gideona z powrotem do szpitala, nie dość, ze wyciągnął z Gideona wyznanie, nie dość że wiedział, iż Chilton wszystko nagra, to jeszcze pewnie przewidział, że Chilton nie będzie się mógł powstrzymać (by nie popisać się swoją zajebistością) i zaniesie nagranie Jackowi.
A jeśli to nie sprawka Willa to wow… dużo w tym serialu zbiegów okoliczności, nie?
Ale czy ktoś jeszcze miał wrażenie, że Gideon wyrzuca z siebie to „wyznanie” w dość… wyreżyserowany sposób? Tak jakby robił to specjalnie na potrzeby nagrania Chiltona. Czyli, że Gideon wiedział, że Will nim manipuluje i mu to nie przeszkadza?… Eh, znowu się pogubiłam.
– Mam wrażenie, że Chilton naprawdę powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z tego kim jest Hannibal i przerażenie, które momentami widać na jego twarzy jest absolutnie przepyszne. Podobnie jak jego malutka szpila o jedzeniu wyłącznie sałatek podczas proszonych obiadków u doktora Lectera :)
– Ten spokojny, rozsądny, rzeczowy, mówiący z sensem Chilton, który na dodatek nawiązuje nic porozumienia z Jackiem mnie przeraża. Gdzie mój głupi, nadąsany, narcystyczny Chilton? Oddajcie go!

– O MÓJ BOŻE. Jack Crawford cytuje piosenkę Joni Mitchell / Counting Crows “Big Yellow Taxi”: „Paved paradise and put up a parking lot”. Fuller, ty trollu!
– WILLOWE PIESEŁKI! :D
 
 
 – Alana niby jest taka mądra i totalnie rozgryzła Willa: jego grę, jego manipulacje, jego brak strachu. Ale Hannibala rozgryźć nie umie (czy też nie chce). Ech, Jack ma rację: nigdy nie twierdź, że kogoś dobrze znasz.
PS. Ojej, jakie ładne przejście z kratami! I ojej, jakie piękne rogi!
 
– Czasami naiwność Hannibala wprasowuje mnie w fotel. Rozumiem, że był przekonany, że Will jest do niego podobny i w związku z tym zrozumie jego ciągoty, pragnienia, potrzeby, etc. Że Hannibal będzie mógł dzielić życie z Willem (platonicznie, of course). Ale jak mógł chociaż przez moment myśleć, że to co ich łączy w jakimkolwiek stopniu przypomina przyjaźń. Może na początku, gdy Will nie był jeszcze chory, mieli jakieś szanse, ale gdy tylko Hannibal zaczął się bawić psychiką Willa, stracił wszelkie szansę na jakąkolwiek przyjaźń – prawdziwą czy nie.
– Hehe, jak cudownie Will odwraca kota ogonem: „Jestem tak samo winny tego, o co ty mnie oskarżasz, jak ty jesteś winny tego, o co ja cię oskarżam”. Czyli że albo obaj są winni, albo obaj niewinni. Sprytne.
– Spójrzcie na twarz Hannibala, na ten pewny siebie, mikroskopijny uśmieszek. Wszystko, co Hannibal mówi Willowi jest tylko i wyłącznie dowodem, że kawałek po kawałku, stopień po stopniu, Will coraz bardziej upodabnia się do Hannibala: nie ma wyrzutów sumienia, żalu, wstydu, jest (jak słusznie zauważa Hannibala) in control bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Hannibal tym samym próbuje udowodnić Willowi, że podając mu siebie (Hannibala) jako cel nienawiści, jako ofiarę, w istocie dostarczył mu katalizator do ważnych zmian. A zmiany te, prędzej czy później, mają doprowadzić do tego, że Will stanie się w pełni taki, jak Hannibal.
PS. Umówmy się – pogrywając z Willem za pomocą Alany Hannibal wcale się na Willu nie mści. On tylko wykorzystuje Alanę jako kolejny silny katalizator zmian. Wszak Will ma do Alany podejście stosunkowo emocjonalne, więc naturalnym jest, że Hannibal ją wykorzysta by „wymusić” na Willu kolejne drastyczne, najlepiej mordercze działanie.
– Jaka pyszna, przepięknie podana ludzinka! Mniam mniam!
– Hm, czyli Gideon jednak stoi po stronie Hannibala (nadal) i próbuje wmówić Jackowi, że Chilton tak samo manipuluje nim i Willem, jak kiedyś przekonywał Gideona, że jest Ripperem. Hmm, ciekawe, biorąc pod uwagę, że rzeczywiście tak było i że Jack rzeczywiście mógłby w to uwierzyć. To, że my wiemy, że Chilton przeszedł swoistą przemianę (i naprawdę się Hannibala boi) nie oznacza jeszcze, że Jack musi w to uwierzyć. Tym bardziej, że Jack naprawdę na każdym kroku jest otoczy kłamstwami i manipulacjami – na jego miejscu też bym już nie wiedziała komu i w co wierzyć.
Hmmm i jeszcze próbuje przekonać Jacka, że to Chilton nasłał salowego na Hannibala? Bardzo interesujące…
– Phi. A myślałam, że zwyczajnie zrzucą go ze schodów po drodze skręcając mu kark, że niby to był wypadek. Ale takie po prostu brutalne śmiertelne pobicie?…. eee, mało to wyrafinowane. Nawet jak ma strażników szpitala dla psychicznie chorych kryminalistów.
No i tyle by było z Willowego świadka. Chilton, Chilton… co tak pochopnie? Czy ty w ogóle nie kontrolujesz swoich ludzi? Czy jak kompletny idiota chcesz udowodnić Gedeonowi, że nie bezpodstawnie próbował „sprzedać” cię Jackowi, jako domniemanego mordercę Hannibala?
– Mina Chiltona gdy podnosi tartaletkę (zgaduję) z kurzą łapką = BEZCENNA :D
 
 
 
– MINA HANNIBALA GDY JACK BIERZE JEDZENIE NA WYNOS.
CHCĘ PLAKAT Z TĄ MINĄ I PODPISEM „FUCKITY FUCK FUCK AND FUCK ON A STICK”
(Sprytny Jack prosi Hannibala o pozwolenie, bo wtedy, jeśli mięso okaże się dowodem rzeczowym, Jack będzie mógł powiedzieć, że nie były to dowody pozyskane nielegalnie)
– CHOPSTICKS!
Jeżu, jaki to jest denerwujący utwór :D
– *wyrzuca w górę ręce w geście rozpaczy i totalnego politowania*
Naprawdę, Alana? Czyś ty na głowę upadła? Od jednego beznadziejnego przypadku (Will) do drugiego (Hannibal). Jeden to „twój pacjent”, drugi to twój kolega psychiatra. Czy cierpisz na jakieś schorzenie, które sprawia, że pociągają cię totalnie niewłaściwi mężczyźni?!
W jakiś sposób wkurza mnie, że Hannibal nawet nie musiał jej uwodzić i Alana sama mu się rzuciła w ramiona. Wówczas mogłabym obwiniać o wszystko Hannibala, a tak winna jest głównie Alana i jej skłonność do manipulujących wszystkimi mężczyzn.
Also: Hannibal uśmiechający się szerzej niż „półgębkiem” jest prawdziwie upiorny.
– Nie rozumiem: Hannibal wyciera odciski szminki Alany z brzegu kieliszka. Why? Ktoś ma jakieś teorie?
PS. Chcę pościel Hannibala: on ma kołdrę, która wygląda jakby była z czystego aksamitu. I to na dodatek w takim pięknym kobaltowym kolorze.
 – Hm, czyli jednak Gideon żyje. Ciekawe czy po takim szantażu zdecyduje się współpracować z Chiltonem, czy raczej jeszcze bardziej zacietrzewi się w pomaganiu Hannibalowi. I najwyraźniej Hannibal odwdzięcza się za tę pomoc.
– Czy skoro Ripper zostawił policjant wiszącego na ręcznie robionych przynętach z ludzkimi szczątkami, możemy wreszcie uznać, że te które znaleźli u Willa w mieszkaniu TEŻ zostały zrobione przez Rippera? Możemy, Jack, co? MOŻEMY?!
– Hm, a może Hannibal podał Alanię narkotyk, żeby przespała jego nocną espadę?
– Nie, sorry. Hannibal z rozmierzwionym włosem to nie Hannibal, tylko Mads. To Mads całuje się z Alaną, nie Hannibal.
Also: SQUEEEE, samurajska zbroja!!!! Ukłon w stronę „Po drugiej stronie maski” (nie, że to dobra książka, ale lubimy ukłony w stronę Harrisa)
 
 – Oho, sprytny Hannibal, zrobił sobie z Alanę alibi :D
PS. Kto zwrócił uwagę na „A census taker rang my doorbell”, czyli kolejny uroczy ukłon w stronę Hannibalowego kanonu?
– Fuller, ty wtrętny geniuszu! Co za cudowna paralela (i to o wiele bardziej „strawna”) do sceny z „Hannibala”, gdzie Hannibal też karmi człowieka częścią jego własnego ciała (piszę oględnie, gdy ktoś nie znał filmu/książki). A nie mówiłam, Gideon, że pożałujesz pomagania Hannibalowi?
  
– Oh, Gideon, będzie mi cię brakowało. „My compliments to the chef” *rechocze w poduszkę* To prawie tak fantastyczny tekst jak „I love your work”.
– Jack: Will nikogo nie zabił. Nie było żadnego naśladowcy. To wszystko są morderstwa Rippera.
Cały świat: NO FUCKING SHIT, SHERLOCK!!!!!
– Czyli z jednej strony Hannibal uniewinnił Willa (przynęty) a z drugiej zdjął z siebie podejrzewania (bo w mięsku nie było ludziny). Hmm, czyżby to oznaczało, że wbrew pozorom nie wszystko i nie zawsze is people i że Hannibal tylko wyjątkowych ludzi – wyjątkowych okolicznościach – karmi ludziną. Może najlepsze kąski zachowuje na prywatną konsumpcję.
  
– A) Mysz od zawsze uważała, że klawesyn to instrument zarówno piękny jak i upiorny w swych dźwiękach. Ten odcinek mnie tylko w tym utwierdził.
B) DOBRA. Miriam się chyba nikt nie spodziewał O_O
Czy tylko ja miałam skojarzenia z „It puts the lotion in the basket”?
Wprost UMIERAM z ciekawości jak to wytłumaczą i jak ten wątek się rozwinie. DAWAJCIE KOLEJNY ODCINEK!
No i jak wrażenia w tym tygodniu? Mysz nie jest fanką pairingu Hannibal/Alana, ale nie z powodów estetyczno-etycznych, ale fabularnych – martw mnie, że Alana, „ostatnia” kobieca postać w serialu zostaje sprowadzona do roli obiektu seksualnego. Z drugiej strony wprowadza to ciekawe aspekty do serialu – Alana służy jako alibi Hannibala, a ich relacja z pewnością zaburzy jej osąd i Hannibalowi będzie łatwiej nią manipulować. To co mnie dodatkowo mierzi w tej relacji to aspekt seksualności Hannibala. To, co zepsuło mi książki Harrisa to jego usilne próby „wytłumaczenia” Hannibala. Jedną z nich było wytłumaczenie jego fascynacji Clarice Starling i ostatecznie (spoiler!) uczynienie z tego relacji wybitnie erotycznej. Dla mnie osobiście Hannibal nie powinien być postacią seksualną – zbytnio go to uczłowiecza. Do tego stopnia, że nagle wszystkie jego zbrodnie i manipulacje przestają być czymś upiornie wyrafinowanym, a zaczynają być po prostu zawalonym wyrazem jakiejś erotycznej frustracji. Im bardziej Hannibal przypomina Lucyfera – aseksualnego, ale pociągającego Anioła Zniszczenia i Zła, który robi to co robi „bo tak” – tym lepiej. A przynajmniej takie jest Myszy zdanie.
Ciekawi mnie natomiast wprowadzenie z powrotem Miriam Lass. Po pierwsze: powraca postać, która jest bardzo istotna dla psychologii Jacka Crawforda. Po drugie: powraca postać kobieca (where is your sexism now, Tumblr?!). Po trzecie: zastanawia mnie, czy skoro Miriam Lass jest Hannibalową wersją Clarice Starling, czy możemy się po tej postaci spodziewać tego samego co po książkowej Clarice (spoiler!) – przejścia na stronę Hannibala, który ją uwiódł, zmanipulował i wyprał jej mózg. Pozostaje poczekać do kolejnego odcinka by przekonać się, czy Miriam jest nieświadomym narzędziem w rękach Hannibala, czy jego wiernym wspólnikiem.
PS. Bohaterami odcinka są Jack i doktor Chilton – bo NARESZCIE zachowują się inteligentnie. Ale tak naprawdę bohater jest tylko jeden: Dr. Frederick “Sassy As Fuck” Chilton. Coraz bardziej lubię tę postać. Dobrze, że według kanonu musi jeszcze sporo pożyć :)