Co nam ciąży na żołądku? Hannibal 2×11

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×11 serialu “Hannibal”.

Mysz ma gorączkę i płyn rdzeniowy wycieka jej nosem. A przynajmniej czuje się tak, jakby właśnie to niemożliwe-fizjologicznie zjawisko miało miejsce. W każdym razie mam w mózgu owce (czyli skrót myślowy na: “mam watę zamiast mózgu”) i nie gwarantuję, że dzisiejszy wpis będzie “robił” jakikolwiek sens. Ale starałam się, jak mogłam.

Życzę smacznego. Idę smarkać. Apsik!

SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×11 – Ko-No Mono

 
 
ko no mono, czyli warzywa w occie. Cytując za Janice Poon:
“the course of preserved vegetables that signals the beginning of the end of the Kaiseki dinner. Its crisp textures and aromatic vinegared flavors sharpen the senses and prepare the diner for the final courses.”
– hm, czyli Ravenstag jest metaforą dla Willa – mrocznej, niezrozumiałej, ale ostatecznie dość niewinnej istoty, w której wnętrzu (niczym poczwarka w kokonie) kryje się Wendigo#2 (znane też jako Willdigo), czyli Will-morderca (or so he’d like us to think).

 – Hannibal oferujący Willowi malutkie upieczone ortolany niczym makabryczny opłatek.Pomyślcie tylko, jak ta scena może być odczytana: dwaj mężczyźni, przeżuwający –całe- malutkie ptaszki pełne gorącego płynu (alkoholu), których kości ranią wnętrze ust, sprawiając, że w posiłku krew i wnętrzności ptaszka mieszają się z krwią jedzącego.
Do tego erotyczne zbliżenia na przeżuwające usta. Dźwięk chrupiących kosteczek i fortepian w tle. Basically, kinematograficznie nakręcona kulinarna wersja fellatio. 
Fuller, ty wstrętny zbereźny dekadencie! :D

 
 
– te malutkie ortolany w płomieniach – i Hannibal zjadający je ze słowami „Nie ukrywam się przed Bogiem” – mocno kojarzą mi się z opowiadaniem „Ptak słońca” (Sunbird) Neila Gaimana (w: „Rzeczy ulotne” [Fragile things] oraz „M jak Magia” [M is for Magic]). Dziwne, że dopiero teraz mam skojarzenia z tym tekstem, biorąc pod uwagę, że fabuła opowiadanka dotyczy klubu ludzi, którzy za punkt honoru postawili sobie spróbowanie KAŻDEJ jadalnej potrawy. Podejrzewam, że Hannibal czułby się wśród nich jak wśród swoich :)
PS. Fajnie, że ortolony – przewijające się wielokrotnie w książkach Harrisa, zwłaszcza w „Hannibal Rising” – pojawiły się w serialu :)
PS2. Ortolany to ptak z rodziny trznadli (krewni wróbli). Ich jedzenie jest nielegalne, ale sporo rezyduje w Polsce, np. w okolicach Gdańska.
PS3. Ortolany zjedzone w odcinku zostały ochrzczone Buddy i Pedro na cześć pingwinów z zoo w Toronto. Nie martwcie się – ortolany zostały wykonane z marcepanu i wypełnione orzeszkami, żeby chrupały :)
– Zabicie kogoś sprawia, że zmienia się sposób, w jaki myślisz, w jaki podchodzisz do życia, śmierci, innych ludzi?… Nie, no co Ty nie powiesz, Hanni? That is brand new information! *sarkazm*
– Okej, odnośnie płonącego trupa [radiance (…) the source of light isburning… widzę, co zrobiłeś, Will!) – nie widzę u niego zbyt wyraźnie zaznaczonego biustu – co, jak sugerowali niektórzy Czytelnicy, jednoznacznie wskazuje na to, że ciało należy do Freddie – tym bardziej, że mężczyźni także potrafią mieć w okolicach klatki piersiowej całkiem…hm, spore krągłości. To co jednak najbardziej zwraca moją uwagę to to, jak zbite i krępe jest to ciało, zwłaszcza w klatce piersiowej, szyi i barkach. Podejrzewam, że ekipa od efektów specjalnych musiała w ten sposób skonstruować „trupa” by dobrze się palił, ale to tym bardziej sugeruje, że ciało w wózku NIE należy do Freddie (a prędzej jakiegoś umięśnionego mężczyzny).
Swoją drogą ogromnie cieszy mnie odtworzenie tej sceny z książki – co z tego, że bardzo wcześnie w fabule serialu? – i fakt, że wózek wylądował na miejscu parkingowym Freddie.
PS. W scenie wcześniej, gdy mamy zbliżenie na twarz Willa widać moment, w którym słowa Hannibala o „świetle” i „płonącym blasku” podsuwają naszemu bohaterowi pomysł na design. Cudowna scena.
Ale, po głębszym zastanowieniu, stwierdzam, iż choć podoba mi się zawarcie płonącego wózka w serialu (i ukłon w stronę książek) rozwiazanie to nie ma sensu –w tym momencie fabuły-. Okej, ogień jeszcze wpasowuje się w metaforę. Ale wózek inwalidzki? W „Red Dragon” wiemy dokładnie dlaczego wykorzystano wózek. Ale w serialu nie ma żadnego uzasadnienia dla wybrania wózka jako „środka transportu”. Rozumiem, że Fuller dla równowagi wprowadza tę scenę w serialu dość wcześnie (by, gdy dotrzemy z fabuła do „Red Dragon” Hannibal mógł powiedzieć do Dolarhyde’a „Freddie już raz ukartowała swoją śmierć w taki-a-taki sposób. Upewnijmy się, że tym razem nie będzie to fałszerstwo”) ale jest to dość mocno naciągane.
– No! Ciałko na stole sekcyjny już wygląda na żeńskie. Dobra robota, ekipo od rekwizytów!
– Will jest feniksem powstającym z popiołów Freddie. Opowiadanie Gaimana („ptak słońca”, anyone?) coraz bardziej mi leży w kontekście.
Uwaga na marginesie: ja wiem, że nikt Freddie nie lubił w serialu, ale mimo to mam wrażenie, że ich podejście do jej śmierci jest trochę zbyt… blaise? Wiem, że już w poprzednim odcinku dowiedzieliśmy się o jej porwaniu – i już wówczas wszyscy założyli, że ją zabito – ale nadal zachowanie ekipy FBI wydaje mi się… mocno nieczułe.
PS2. Moja teoria, że Freddie żyje nadal się utrzymuje – bardzo łatwo sfałszować akta dentystyczne (patrz film: The Whole Nine Yards)
– Czy FBI utrzymuje (bo Mysz zakłada, że ekipa -wie- o „grze” Willa, a przynajmniej wie o niej częściowo, bo musiałaby „podrobić” zwłoki Freddie), że Randalla i Freddie zabił ten sam zabójca? I czy twierdzą, że to nie jest Ripper? A jeśli tak, to jakie mają dla tego nowego mordercy przezwisko?
Ugh! Ten serial robi się zbyt skomplikowany. Cała wielka teoretyczna sieć tego kto co wie i kto co przed kim ukrywa i kto kim jak manipuluje i akldghsdlkghalskdhg zgubiłam się :(
– Wow, Margot. Aleś ty płodna! Jeden strzał i od razu trafienie? Bóg ci sprzyja, złotko :)
Biedny Will, wrobiony w dziecko. Tulimy!
– Margot (o swoim bracie): „He’s not good with children
Czyżby subtelna aluzja Fullera do pedofili książkowego Masona? Wiem, że Fuller powiedział, iż jego Mason nie będzie dzielił -tych- cech z książkowym pierwowzorem, ale Mysz lubi myśleć, że to zbyt zgrabne zdanie, aby było zbiegiem okoliczności.
 
 
– Zaraz padnę – marchewka. Symbol falliczny.
TO NIE MOŻE BYĆ ZBIEG OKOLICZNOŚCI.
 – Okej, Michael Pitt może i nie jest -moim- Masonem, ale świetnie wpasowuje się w resztę serialowej ekipy: drobne tiki mimiczne, które wprowadza do odgrywania postaci są świetnie. Niesamowicie się je obserwuje.
– Dzięki Ci, Fuller, za kolejny ukłon w stronę książki (a propos Franklina, łez i martini)
„Mason watched him on video.
The nurse looked at the boy, watched him closely while pretending to read his Vogue
Franklin did not care about the toys anymore. He went over and sat under the giraffe, facing the wall. It was all he could do not to suck his thumb.
Cordell watched him carefully for tears. When he saw the child’s shoulders shaking, the nurse went to him and wiped the tears away gently with sterile swatches. He put the wet swatches in Mason’s martini glass, chilling in the playroom’s refrigerator beside the orange juice and the Cokes.”
– Hm, Will dawno nie miał koszmarów. Czyżby to był znak, że jego psychika walczy sama ze sobą?
– Przyjrzyjcie się, w scenie rozmowy Willa i Alany, jak nieruchome, puste są oczy Willa. Poruszają się właściwie tylko jego usta (bo mówi, duh), ale reszta twarzy pozostaje neutralna. Po pierwsze: brawa dla Hugh Dancy’ego. Po drugie: patrzcie, jak cudownie Will „gra” przed Alaną tego nieczułego prawdopodobnego-mordercę. Oczywiście my widzowie wiemy, że Will balansuje na granicy Mroku, ale Mysz nadal wierzy w jego dobre serce (i dobre intencje). Stąd twierdzenie, że Will specjalnie manipuluje Alaną, zmuszając ją, by coraz bardziej przekonywała się o morderczych instynktach Willa. Bo jeśli Alana będzie przekonana, ona sama z kolei posłuży do dalszego przekonania Hannibala.
Swoją drogą: nawet „grając”, Will ma rację – przyganiał kocioł garnkowi, Alana! Hannibal ma destrukcyjny wpływ na Willa, ale na ciebie to nie? W czym ty niby jesteś lepsza od Willa, panno Bloom? Lepiej przejrzyj się w lustrze, przejrzyj na oczy i zrozum, że Hannibal jest destrukcyjny dla każdego. Kropka.
Jak można nie kochać oficjalnego Tumblra serialu? :D
 
– „You should be afraid”, mówi Will.
Cudownie dwuznaczne zdanie. Bój się Hannibala. Bój się jego wpływu na Ciebie. Bój się jego wpływu na mnie. Bój się mnie. Bój się tego, kim się staję, kim mogę się stać. BÓJ SIĘ.
Will, Wujek Dobra Rada :)

 
– Fuller znów balansuje na granicy pedofilii książkowego Masona – w serialu mamy wątek obozu przy Lake Michigan, wątek „zrobiłyby wszystko za batonik”… Mason sam przyznaje, że „za bardzo sobie z nimi pozwalał”, ale nigdy nie mówi się nam o jakim –kontekście- jest mowa. To sprytne zagranie ze strony Fullera. Z jednej strony, biorąc pod uwagę co wiemy o brutalnej relacji Masona z Margot, możemy założyć, że Mason bił i znęcał się fizycznie i psychicznie nad dziećmi z obozu. Jednak fani książki mogą sobie – jeśli zechcą – swobodnie „dopowiadać” oryginalną interpretację, którą stworzył Harris.
Fuller chce by Hannibal był syty i owca cała ;)
– W scenach między Hannibalem a Masonem widzę…-przebłyski- tego, jak Gary Oldman grał Masona w Hannibalu z Hopkinsem. Nie jest tego wiele, ale parę rzeczy by się znalazło – infekcja pewnych zdań, mimika w niektórych momentach… ostatecznie jednak, Pitt w moim odczuciu gra bardziej Szalonego Kapelusznika (albo Jokera – co było zresztą zamierzonym efektem, którego chciał Fuller) niż Masona Vergera. Ale pożyjemy-zobaczymy… może ta interpretacja się sprawdzi.

Hannibal Lecter is so tired with your bullshit, Mason!
 
– Hannibal! Nieładnie tak zdradzać sekrety Margot! Pamiętaj: ciekawość to pierwszy stopień do… Nie, czekajcie – przypomniałam sobie do kogo  mówię :D
– W ogóle zauważam, że Hugh Dancy od dłuższego czasu bardzo specyficznie –gra- Willa: w scenach z Hannibalem często widzimy uśmiech (creepy, creepy uśmiech), ale nawet w tych momentach oczy Willa zdają się pozostawać martwe, nieczułe. Cała mimika Willa – niegdyś skupiona na przekazywaniu smutku, empatii, zdenerwowania, etc. – jest obecnie kontrolowana, ograniczona. Ta zmiana w (bądź co bądź) zachowaniu ma zadziałać na podświadomość takich ludzi, jak Alana – wytrenowanych w zwracaniu uwagi na takie sygnały – i przekonać ich, że Will rzeczywiście staje się nieczuły i zdystansowany. Pomijam, że jestem pod wrażeniem tego, że Will jest w stanie to „zagrać”. Bardziej mi imponuje to, jak Hugh Dancy gra Willa „grającego” nieczułego (if that makes any sense).
Warto jednak też zwrócić uwagę, że przy Hannibalu mimika Willa potrafi się czasem rozluźnić, co oznacza, że – jak podejrzewamy – Will wcale nie musi tak dużo przed Hannibalem udawać. On tylko „wydobywa” na światło dzienne instynkty, które istnieją. Wie też, że przed Hannibalem nie musi się ich wstydzić. Przed Alaną musi, bo wie, że ona ich nie zaakceptuje – dlatego „gra” chłodniejszego w obyciu.
– bardzo mi się podoba porównanie, że zarówno „kończenie” życia jak i jego tworzenie może zmienić czyjś sposób myślenia. Szalenie poetyckie.
– Lol, przerażenie na twarzy Willa na myśl, że Hannibal mógł się rozmnożyć :D
– OJEJ. Gra Madsa w scenie, gdy Hannibal wspomina Michę… MAJSTERSZTYK.
Abstrahując od tego jak postać Mischy wpasowuje się w fabułę książek (czyli „wytłumaczenie” originu Hannibala, a potem także w stosunek Hannibala do postaci Clarice Starling), a w serialu w postać Abigail, jestem zdziwiona tym, że wątek ten w serialu jakoś mi nie przeszkadza. NIE ZNOSZĘ całego wątku Mischy – i jego implikacji dla książkowych postaci – ale w serialu ufam, że Fuller ujmie go jakoś… elegantniej ^__^
PS. W momencie gdy Will pyta „czemu ją zabiłeś?” i w ogóle w całej tej scenie, gdy Hannibal mówi o rodzicielstwie, mimika Willa jest szczera i rozluźniona, co pięknie odnosi się do tego co napisałam wcześniej – o tym, że Will przed Hannibalem nie musi aż tak bardzo „grać”.
 
– Płaczący Will, widocznie wzruszony Hannibal… no żesz w mordę, jaka to fantastyczna scena!
 
 

– Z „Hannibala” Thomasa Harrisa:

“He prayed so hard that he would see Mischa again, the prayer consumed his sixyear-old mind, but it did not drown out the sound of the axe. His prayer to see her again did not go entirely unanswered – he did see a few of Mischa’s milk teeth in the reeking stool pit his captors used between the lodge where they slept and the barn where they kept the captive children who were their sustenance in 1944 after the Eastern Front collapsed.
Since this partial answer to his prayer, Hannibal Lecter had not been bothered by any considerations of deity, other than to recognize how his own modest predations paled beside those of God, who is in irony matchless, and in Wanton malice beyond measure.”
– alaksdhgal! Rozbita filiżanka i odniesienie do książki!!!
(gwoli wytłumaczenia: w książce Hannibal mówi, iż nie wierzy w linearność wszechświata – ergo, wierzy, że rozbita filiżanka z którymś razem złoży się w całość, a co za tym idzie, że za którymś razem gdy kogoś zabije, Mischa, jego siostra, wróci do życia)
Stąd zabicie Abigail spełnia więcej niż jedną rolę (wrobienie Willa, etc.) – jej podobieństwo do Mischy w umyśle Hannibala tym bardziej zwiększało szanse na to, że śmierć Abigail może „przywrócić” Mischę. Tak wiem – durne to. Tego motywu z książki bardzo nie lubię.
  Paralele!

– O patrzcie – Alana dokonała powiązania, że morderca Randalla i Freddie to ta sama osoba. Gold star for you, miss Bloom! :D
Bawi mnie, że Alana otwarcie oskarża Willa o morderstwo przy Jacku, a ten nic. Słup soli. Nijak go to nie rusza. IDEALNY sposób, by jeszcze mocniej wkurzyć Alanę i wymusić na niej jakieś działanie, sprawdzić czy się „skapnie”, czy zrozumie co się dzieje i jak zareaguje – czy będzie trzymać stronę Hannibala, czy może opowie się po stronie Willa?
Zwróćcie uwagę, że zarówno Will „grając” mordercę, jak i Jack przez swój stoicyzm, cały czas subtelnie zaszczepiają w umyśle Alany sugestie, jakoby Hannibal był w to wszystko wplątany – że to ON jest motorem napędowym wszystkim wydarzeń. Nie mogą jej powiedzieć tego wprost – nie uwierzyłaby im. Nie w wypadku gdy wszyscy na każdym kroku kłamią i konfabulują. Ale jeśli Jack i Will pomogą Alanie -samej- dojść do tych wniosków, istnieje szansa, że „przejdzie” na ich stronę i przejrzy na oczy.
Cóż za cudowna manipulacja! ^__^
– Oho, czyżby Alana zaczynała rozumieć, co jest grane? Stwórca i niszczyciel, dobroczyńca i przewodnik, mordercze zaloty… może Alana wcale nie jest taka ślepa, za jaką Mysz ją uważa :)

– Hm, czyli Fuller jednak zawarł w serialu wątek spermy Masona i możliwość potomka (podwójnego, bo także od Margot)?… ciekawe.
– Ooo, jaka fajna zamiana – Will patrzy na Hannibala, a tam jego twarz. Hannibal patrzy na Willa, a tam jego własne odbicie. Niby taki prosty trick, a jaki skuteczny.
– Bleh. A jednak Fuller zawarł w serialu ten cały idiotyczny wątek z książki pt. „Gdyby czas miał się cofnąć i Abigail ożyć, musisz dla niej zrobić miejsce w swoim życiu” (parafraza przemyśleń książkowego Hannibala na temat jego siostry Mischy i Clarice Starling). Innymi słowy: Hannibal chyba właśnie namawia Willa by zamordował swoje nienarodzone dziecko, w nadziei, że w jego miejsce magicznie „odżyje” Abigail.
That is, jeśli Mysz dobrze rozumie co serial próbuje powiedzieć i jak Fuller zre-interpretował tekst książki.
 
– Hannibal i Mason obaj porównują ludzi do świń. W sumie Willowi też się to zdarza. Czekam, aż fandom serialu to podchwyci i zrobi t-shirty w stylu „I <3 pigs”, ale zamiast serduszka będzie albo twarz Willa, albo Hannibala albo Masona :D

– Ciekawe… czy Will dał Alanie pistolet -wiedząc- że Hannibal wyczuje na niej zapach prochu? A jeśli tak, to jaki miał w tym cel? By Hannibal zaczął podejrzewać Alanę o jakieś ukryte motywacje? Czy może to kolejny element w wielkim planie „przekonania” Hannibala, że Will jest mordercą (a Alana ma broń, bo boi się Willa, a nie Hannibala)?
 
– Stroje chirurgiczne w krwistej czerwieni? Jaki fantastyczny pomysł!
– Intrygujące, że Fuller jednak zdecydował się uczynić z Margot postać pozbawioną możliwości reprodukcji (tak jak w książce). Ciekawe, czy w związku z tym powróci w ogóle wątek zapłodnienia partnerki Margot nasieniem Masona (jak w książce).
– Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że w tym odcinku pojawia się bardzo dużo muzyki nawiązującej do japońskiej kultury. Czyżby sygnał, że w kolejnych odcinkach Fuller pokaże nam coś z azjatyckiej przeszłości Hannibala?
– Alana, ty nasza domyślna kobietko :3 Nareszcie się skapnęłaś, że coś jest nie tak. Serio – powinni ci chyba odebrać dyplom z psychiatrii. Nie nadajesz się do tego zawodu :P
PS. Jack z tego sezonu wzbudza we mnie o wiele więcej sympatii niż Jack z pierwszego sezonu. Podoba mi się ta zmiana.
 
– A-NIE-KURWA-MÓWIŁAM ŻE FREDDIE ŻYJE?!?!?!?! *puchnie z dumy*
PS. Alana dająca się ponieść emocjom (płacz w samochodzie w pierwszym sezonie, wydzieranie się na Jacka przed chwilą, łzy na widok Freddie) to moja ulubiona wersja Alany. To w sumie jedyne momenty gdy widzę w niej człowieka, a nie totalnie niewykorzystaną postać w serialu.
– Oprócz muzyki azjatyckiej, zastanawiające są także wyraźne wpływy wschodnie – rytmy plemienne, dźwięk piszczałki nawiązujący do muzyki arabskiej… intrygujące.
– Okej, ale skąd Will wiedział, że to ten Carlo zrobił krzywdę Margot? I dlaczego nie zrugał Hannibala za to, że maczał w tym palce? I nie mówcie mi, że Will wrzuci Masona do świnek, bo jeśli tak się ten odcinek skończy, to się totalnie obrażę, bo to nie tak miało być.
– Haha! Czyli to Will podrzuca Masonowi pomysł by nakarmić świnki Hannibalem. Super! :D
W sumie to ciekawe, że Will manipuluje Masonem, niejako „posyłając go” z powrotem w stronę Hannibala. Mysz liczy, że ta konfrontacja ostatecznie skończy się tak samo jak w książce. Bardzo chciałabym zobaczyć, jak Fuller zinterpretuje relację Hannibala i Masona. Zwłaszcza to w jaki sposób doprowadzi ona do „słynnego incydentu” :)
Ponownie mamy w serialu wątki ojcowskie – obsesja Masona względem jego nieżyjącego ojca, Hannibal „ojcowsko” opiekujący się Willem – nadal rozpatrujemy też wątek „przemiany” Willa w mordercę, jego „ponowne narodziny” (w finale dostajemy potwierdzenie, że jest to w dużej mierze fałszywa przemiana; Hannibal wierzy, że Will „rodzi się na nowo” jako morderca, podczas gdy Will tak naprawdę przechodzi próbę ognia, próbując zwieść Hannibala – motyw płomieni w tym odcinku ładnie się w to wpasowuje). Mamy paralele między utratą Abigail a utratą nienarodzonego dziecka Margot. Mamy paralele między Abigail i Michą. Mamy Will zmagającego się z „udawanym” ojcostwem, które przeżywał przy Abigail skonfrontowane z prawdziwym (choć chwilowym) ojcostwem w wypadku dziecka Margot. Mamy pytanie, czy Will – któremu nie udało się obronić Abigail – posunie się do skrajnych działań by obronić/pomścić Margot? Mamy kwestię „odrodzenia” Will pod czujnym okiem rodzica-Hannibala – czy to, co z Willa się „narodzi” (początek odcinka i Willdigo wypełzające z Ravenstaga) będzie pielęgnowane (Will mówi: I’d be a good father) czy raczej stłamszone, jako „nieczyste dziecko”, skażone wpływem Hannibala?…. kurczę, dużo w tym odcinku ojcowsko-dziecięcych metafor. Aż się zgubiłam.
Cieszy mnie natomiast, że Alana -wreszcie- ma do odegrania jakąś rolę. Rozumiem tłumaczenia Fullera, że Alana spełnia w serialu rolę widza – widza serialu, który nie zna książek, nie zna filmów i wszystkie pokazywane wątki bierze „na wiarę”. Jest tą postacią, która ma być totalnie wodzona za nos, która nie posiadając żadnych wiarygodnych informacji (bo wszyscy kłamię) ma reagować na toczące się wokół niej wydarzeń w realistyczny, prawdziwy, szczery sposób. Nie jestem jednak fanką tego, jak rozwija się wątek Alany (choć rozumiem jego korzenie) i tego, że trochę marnuje się talent Catherine Dhavernas, która dopiero pod koniec tego odcinka miała co zagrać.
A jak Wam się odcinek podobał? Cieszycie się, że Hannibal dostał trzeci sezon? (głupie pytanie :D)
 
PS. Fuller w wywiadzie potwierdził Myszy teorię, że od momentu postrzelenia Chiltona (on żyje, on żyje, on żyje, tak sobie wmawiam, cicho!) Jack Crawford WIE co się dzieje (ie. wie, że Will „gra” i razem z nim próbuje „złowić” Hannibala). I znowu wyszło na moje. Czuję się taka mądra :D
PS2. Mysz jest bardzo dumna z tytułu notki i kryjącego się tamże makabrycznego żartu odnośnie losu Margot. I’m sorry I’m not sorry.