Ofiarna jagnięcina, czyli ostateczne poświęcenie. Hannibal 2×13 (finał)

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×13 serialu “Hannibal”.

Myszowy blog stał się ostatnimi czasy zatrważająco wręcz monotematyczny. Może teraz, skoro Hannibal dotarł do finału, wreszcie znajdę czas by poświęcić się trochę szerszej popkulturze. Czego Wam i sobie życzę ;)

PS. Mysz była wczoraj na X-men: Days of Future Past, ale wie, że nie jest jedyną blogerką, która wybrała się na ten film w dniu premiery *EkhmZwierzEkhm*. W związku z tym, aby nie plagiatować (poza tym, heloł, Hannibal ma w tym momencie priorytet), Mysz poczeka z notką o X-menach do czwartku – w środę idę na film drugi raz, a ponieważ było w nim kilka fajnych smaczków, które przy jednym seansie nie zdołały mi utkwić w pamięci (dziurawej jak sito, dodajmy), liczę na to, że powtórny seans pozwoli mi napisać dla Was rzetelną recenzję. A po drodze będę pisać jeszcze o Godzilli :)Anyway, życzę smacznego, bo to ostatni nasz wspólny posiłek z Hannibalem na najbliższy rok. Tak więc delektujcie się każdym kęsem! 


 

SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×13 – Mizumono

 
mizumono, czyli deser – sezonowy owoc, słodycze, lody lub ciasto.

– ojej, jaka fajna muzyka – cichutkie dzwoneczki, mechaniczne skrzypienie, tykanie… jak pozytywka. Albo raczej jak mechanizm jakiejś powoli zaciskającej się pułapki ;)

– Pamiętacie jak w pierwszym sezonie, pod koniec, Will był już tak strasznie chory i tak źle wyglądał i wszyscy krzyczeli „somebody help Will Graham”? Po wyjściu z szpitala miało się wrażenie, że Will odzyskał wigor – zamierzał złapać Hannibala, mógł wreszcie działać zamiast siedzieć za kratkami. A tutaj, w finale? Znów wygląda na tak.straszliwie.zmęczonego. Tak jakby „granie” przed Hannibalem – ewentualnie „trzymanie w ryzach swojej mrocznej strony, tak by totalnie nie poddać się Hannibalowi” – było jedną z najtrudniejszych, najbardziej męczących rzeczy, jakie Will kiedykolwiek zrobił. Strasznie mi się to podoba.


– Hm, tykanie narasta podczas rozmów Jack-Will vs Will-Hannibal. Czyżby Fuller sugerował, że to Will jest niejako tą pułapką, która niewiadomo czy zaciska się na Jacku czy na Hannibalu (ie. czyli „po której stronie tak naprawdę stoi Will”). Mysz jednak obstawia, że Will stoi po stronie Jacka. A przynajmniej o to się po cichu modlę.
– *chrum* Przepraszam, ale twarze Jacka i Hannibala w wersji pół-na-pół wyglądają jak zmartwiony buldog :D
– Will: „…oh yes”. Ojej. Zapomniałam, że creepy Will potrafi być niebezpiecznie pociągający
– wcześniej było narastające tykanie, teraz narastające bębny. I see what you did there, panie kompozytorze ^__^
PS. O, cześć Hobbs! Long time no see.
– Nie, Will! Nie zabijaj Ravenstaga! (Mysz zaczęła już identyfikować Ravenstaga z dobrym!Willem, z jego sumieniem, współczuciem i empatia; jeśli zabija w wizji tę część siebie… oj, nie jest dobrze, Panie i Panowie).
Tu mała adnotacja: Ravenstag jest, technicznie rzecz biorąc, wizualizacją czy reprezentacją relacji między Willem i Hannibalem. Gdy więc Will zabija Ravenstaga w towarzystwie Hobbsa, tak naprawdę próbuje “odsunąć” od siebie uczucia, które żywi do Hannibala. Co w kontekście finału – gdy widzimy dyszącego (i umierającego) Ravenstaga – oznacza, że “przyjaźń” Willa i Hannibala umiera, a ich relacja zmienia się na zawsze.
– Bella! *tuli*
The punctuation at the end sentence gives meaning to every word, every space that preceeded it
You moped my punctuation mark, dr Lecter. You moved my meaning” – ojej, jakie to jest ładne zdanie *patrzy się na nie z uwielbieniem w oczach*
– HANNIBAL TY FIJUCIE PRZESTAŃ SIĘ UŚMIECHAĆ, BELLA TU UMIERA!!!
Hm, proszenie Hannibala o przysługę, to jak proszenie liska, żeby nie zjadał kaczuszki. Marne szanse :P
– Hm, a może ta muzyka to takie tykanie zegara? (słychać tam co jakiś czas charakterystyczny drewniany „stuk”)? W każdym razie jest wyjątkowo zajebista w tym odcinku.
– Aha, jest nadzieja. Skoro Will nadal jest w stanie przejmować się losem Abigail po jej śmierci, oznacza to, że wciąż jest w nim cząstka dobra. A przynajmniej tak sobie będę wmawiać do końca tego odcinka :D
– Tak opowiadasz, Hanni, o tym jak to wspaniale będziecie jak „uciekniemy od starego życia, Jacka i FBI”… taki jesteś, kurczę, pewien że Will ucieknie z Tobą… Nie mogę się wprost -doczekać- aż całe to Twoje zadufanie wybuchnie ci w twarz, Hanni. Zobaczysz – Will ci udowodni, że mylisz się co do niego.
– „The foyer is the Norman Chapel in Palermo, severe and beautiful and timeless, with a single reminder of mortality in the skull graven in the floor.”
– Thomas Harris, Hannibal, rozdział 48, strona 286
– No patrzcie Państwo – Will i Hannibal radośnie wymieniający się swoimi “mind palaces”. Cóż za sielanka :P
– OH SHIT. Hannibal wywąchał na Willu zapach Freddie. ZARAZ ZNIOSĘ JAJO!
– Jakie piękne ujęcie z Alaną w czarnej satynie, zalewanej mrocznymi wodami. ŚLICZNE!
Fuller znów pokazuje na co go stać z pięknymi wizualizacjami.
– Biedny Will, kompletnie świadomy tego, że – technicznie rzecz biorąc – z własnej woli podstawia szyję pod gilotynę, bez żadnej gwarancji, czy spadnie, czy zatrzyma się w ostatnim momencie (uh, jaka poetycka metafora mi się wynalazła :D).
W sumie Alany też mi szkoda, ale chyba tylko dlatego, że widać, iż znów martwi się o Willa. Nigdy nie lubiłam jej relacji z Hannibalem (nie dlatego, że „bo to morderca” – bo Alana nie musiała tego wiedzieć – tylko dlatego, że to kolejny „zakazany owoc” – były nauczyciel i mentor, zamieszany w śledztwo, etc. Jeśli już ma się wiązać z jakimś zakazanym owocem, to niech już będzie ten biedny Will. Teraz, w drugim sezonie, ma już o wiele silniejszą psychikę, sądzę więc, że związek z Alaną jakoś -strasznie- by mu raczej nie zaszkodził)
– Okej, kompletnie nie rozumiem zasad, według których Hannibal raz siedzi u szczytu stołu, a innym razem siedzi z boku, naprzeciwko gościa. Nie ma w tym (na moje oko) żadnej logiki. No chyba, że to reżyserzy tak sobie zmieniając miejscówkę Hannibala, zależnie od tego jaki chcą mieć układ ujęcia.
– „Chodź, Will. Mam spakowane walizki. Wsiądźmy w samolot i ucieknijmy razem z tego zimnego, wstrętnego, morderczego Baltimore” – czyli romantyczne wyznanie seryjnego zabójcy :D
– Ostatnia wieczerza, ofiarna owieczka, rozmowa przy stole tak napięta, że możnaby ją nożem kroić… kompletnie się zgubiłam w aluzjach czynionych przez obu panów i już kompletnie nie wiem, kto co wie albo czego się domyśla. Na szczęście to dopiero połowa odcinka, więc (za przeproszeniem) gówno ma jeszcze szansę uderzyć w wentylator :P
A tak serio: jeśli dobrze zrozumiałam, to Hannibal basically daje Willowi szansę pt. „Jesteśmy przyjaciółmi, ale wiem, że mnie zdradziłeś. Przyznaj się do tego teraz, a obiecuję, że ci wybaczę”. Ale Will, jak to Will, nie chwyta tej szansy, tylko idzie naprzód ze swoim planem. A to ostatecznie łamie Hannibalowi serduszko. Biedny Hanni :(
– O, Kade Prurnell!
Tia. Bo kurde za łatwo by było, gdyby Jack poszedł do Hannibala z pełnym poparciem FBI i nie daj Boże swoją własną przyboczną bronią *kręci głową* Coś strasznie kombinujecie, panowie scenarzyście. Normalnie totalnie wam zwisa, czy w serialu zachowane są sensowne, logiczne procedury FBI, toście się TERAZ nagle obudzili, że „nie, nie, to nie przystoi”? Trochę to zbyt… „wygodne”.
Ja wiem – w Hannibalu potrzebne jest naprawdę spore zawieszenie niewiary, by móc przełknąć niektóre twisty i zagrania, które się tu pojawiają. Ale czasem, mimo wszystko, pewne rzeczy mi zgrzytają.
– Blah, blah, „Jack nadużył praw swojego urzędu”, blah blah. Sorry, ale KUTWA NIE PIERWSZY RAZ. Ugh. Tak lubię Cynthię Nixon  a tak NIE ZNOSZĘ jej postaci w tym serialu. Prawdziwy dylemat moralny :D
– Okej, dobra – wiem, że prędzej czy później „tajny plan Will i Jacka” musiał wyjść na światło dziennie w FBI i ktoś by się do nich przyczepił. Ale… no kurczę, strasznie nie lubię gdy w serialach tego typu „zagrania”  pojawiają się w finale, w ostatnim możliwym momencie, by jeszcze bardziej podnieść napięcie. To tak strasznie sztucznie wypada. Po prostu -czuć- że twórcy robią to, by „na siłę” podkręcić pod wszystkimi kurki, by przyspieszyć akcję, zwiększyć napięcie.
Rozumiem to, ale nie musi mi się to podobać >_<
 

 Jakie śliczne paralele
– (cała scena akcji, Jack i Hanni się biją, blah blah, wiemy, już to widzieliśmy… uh, obecność Alany jest cokolwiek nowym akcentem…)

– „na twoją obronę, bardzo starałem się cię oślepić” – hehe, patrzcie jaki pełen względów, nawet teraz próbuję (poniekąd) chronić uczucia Alany *sarkazm*

– ABIGAIL!??!?!?!?!??!??!?!?!?!? WHAT THE FUCK?!?!?!?!
… a z drugiej strony, serio – czemu ja się dziwię? Przecież sama ustaliłam zasadę, że w Hannibalu każda postać, która „nie żyje” jest „alive until proven dead”. Cholera, no. Nawet uciętym uszkom już ufać nie można.
PS. W sumie… biorąc pod uwagę ile w ostatnich odcinkach było powracających motywów „ojcostwa” (i jak często Will i Hannibal rozmawiali o Abigail)… I see what you did there, Bryan :P
– Mmm, jaki piękny spowolniony deszcz szkła. Bardzo a’la Dredd :D
 Swoją drogą: gdzie jest ta policja, którą wzywała Alana?
 
– Dżizas, Alana umiera, Jack umiera, tu krople deszczu, tam krwi… JAKIE TO WSZYSTKO POJEBANE I MAJESTATYCZNE <- Myszy proponuje taki tagline na kolejny sezon „Hannibal – pojebany ale majestatyczny” ^__^

 Tu woda i tam woda – równowaga w Hannibalu musi być zachowana


– „You were supposed to leave.”

We couldn’t leave without you
JEDNA WIELKA SZCZĘŚLIWA MORDERCZA RODZINKA!!!!!

– O, czyli jednak Will będzie miał kanoniczne blizny na brzuchu od próby rozpłatania przez Hannibala? Jak miło.


Fandom Hannibala: Oh my God, he’s gonna kiss him!
LOL NOPE
Shh, Fannibals. It’s okay
Everything will be okay.
 
– …yyyy…. (wszędzie krew, wszyscy umierają, CO TO ZA RZEŹNA I KOMU FULLER MUSIAŁ ODDAĆ PIERWORODNE DZIECKO BY POZWOLILI MU TYLE MAKABRY I KRWI POKAZAĆ NA EKRANIE?!)

Was that really necessary?
– Aha, czyli Hannibal zachował dla Willa Abigail, bo go – i ją – kocha, co było pozytywnym wpływem Willa na Hannibala, więc gdy wyszła na jaw zdrada Willa, Hannibal postanowił ponownie „rozbić filiżankę, która się złożyła” i tym razem na serio zabić Abigail.
PS. Przyjmuję zakłady – ile z naszych wykrwawiających się  bohaterów (swoją drogą co za cliffhanger) przeżyje do następnego sezonu. Mysz obstawia Will i Jacka (duh), Alana słabe pół-na-pół, Abigail równie dobrze mogłaby się w ogóle w tym finale nie pojawiać (ale rozumiem – potrzebny był element zaskoczenia).
– To w sumie ciekawe, bo w odcinku mieliśmy poruszony temat „wybaczenia” – jak to ujęła Bella „przebaczenie to nie coś, co można kontrolować – to się nam samo przytrafia”. Hannibal, który jak wiemy ma ogromną potrzebę kontroli i manipulacji, próbuje zmienić niejako zasady „gry” – wybacza Willowi jego „zdradę” (choć czy to naprawdę mogła być zdrada, skoro w rzeczywistości Hannibal tylko -wmawiał- sobie taki obraz [imago] Willa, jaki mu się podobał? Ostatecznie to Hannibal zdradził sam siebie), a poprzez wybaczenie niejako „składa w całość zbitą filiżankę” (wybaczyłem ci twoją zdradę i wcale nie zabiłem Abigail więc nie możesz mi mieć za złe tego, że rozprułem ci flaki). Jednak gdy Will mówi „Ty też się zmieniłeś dzięki mnie” wydaje mi się, że Hannibala trochę szlag trafia i tak naprawdę zabija Abigail z przekory. Jego narcyzm (Hannibal definitywnie JEST narcyzem) nie pozwala mu przyjąć do wiadomości, że podczas gdy Will oparł się jego wpływowi (no bo go zdradził), Hannibal poddał się wpływowi Willa (bo niejako -dla niego- uratował Abigail). Hannibal wyśmiewał Willa, gdy ten mówił, że można się zmienić, ale sam rzeczywiście się zmienił: uwierzył w to, że ktoś (Will) jest go w stanie zrozumieć i zaakceptować. A potem okazało się, że to wszystko kłamstwo. Nic dziwnego, żę się wkurzył.
Intrygujące jest też to, że przecież to nie tylko Will umiera pod koniec odcinka – widzimy jak Jack wydaje ostatnie(?) tchnienie, trzymając w ręku telefon z wykręconym numerem Belli. Ostatecznie, jak się nad tym zastanowić, Hannibal spełnił prośbę Belli – „zajął się” Jackiem. Tylko niekoniecznie tak, jak chciałaby tego Bella :)
Ciekawi mnie też „metaforyczność” losu Alany – to kobieta, której cały świat został strzaskany. Hannibal okazał się mordercą, Will okazał się grać z tymże mordercą w niebezpieczną, niemalże samobójczą grę, Abigail, którą wszyscy opłakali i która była zaczątkiem wielu wydarzeń, wcale nie jest martwa, i staje się przyczyną tragicznego losu Alany – która kończy odcinek -strzaskana-, a co więcej samotna na ulicy. Nie tylko świat Alany się rozpadł – ona sama także. Nie tylko utraciła zarówno Hannibala jak i Willa – straciła wszystkich, bo umiera(?) samotnie. Naprawdę mi jej żal i liczę jednak na to, że nie umrze. Było jej w tym sezonie (i w ogóle w tym serialu) zdecydowanie za mało i chciałabym w przyszłości bardziej zagłębić się w jej psychikę.
– A tak w ogóle to biedny Hanni. Nikt go nie lubi, wszyscy tylko udają z nim przyjaźń. Nic dziwnego, że facet morduje na lewo i prawo :P
– BEDELIA CO TY TAM KURWA ROBISZ?!
(czyżby Fuller próbował zrobić Bedelię serialową wersję Clarice Starling z „Hannibala”? Swoją drogą – praktycznie każda, nie tylko żeńska postać w tym serialu może w pewien sposób służyć za serialową wersję Clarice; ciekawe czy uda im się zdobyć prawa do tej postaci przed piątym sezonem)
– Ciekawe jak teraz będzie wyglądał trzeci sezon? Powrót do murder of the weekz ekipą FBI, a pomiędzy case’ami ściganie Hannibala po całym globie?
Tu mała petycja do Fullera (którą, jak go znam, esteta jeden, na pewno spełni): nakręćcie część trzeciego sezonu w Europie, w jakiś ładnych lokacjach. Połowa frajdy z oglądania filmowego Hannibala z Hopkinsem to śliczne włoskie widoczki :)
 

One big happy murder family!

Uwaga na marginesie: w necie chodzi teoria, że telefon Willa do Hannibal pt. “They know” był sygnałem, że choć Will zawsze będzie po stronie Jacka (dobra), nadal mu na Hannibalu zależy. Gdy więc w późniejszej scenie w kuchni Will mówi “You were supposed to leave“, ma na myśli to, że przecież ostrzegł Hannibal by ten uciekał i zostawił Jacka w spokoju. I sądzę, że Hannibal był nawet na to gotowy – pod warunkiem, że Will by się do wszystkiego przyznał (w scenie “ostatniej wieczerzy”). Ale nie – Hannibal (który skoro kochał Willa na tyle by “zachować” dla niego Abigail, by chcieć uciec z nimi w siną dal; który mógł również brać pod uwagę ocalenie Jacka, w końcu to też jego przyjaciel) postanowił zrobić niejako “wbrew” Willowi i w ramach kary za jego zdradę (udawałeś mojego przyjaciela) pozabijać wszystkich, ergo “rozbić filiżankę, którą sam wcześniej dopiero-co poskładał do kupy”. Ten to dopiero ma problemy z wybaczaniem :P

Oczywiście tu mogą paść pytania: czy Will ostrzegł Hannibala bo troszczył się o niego (chciał by ten uciekł), czy o los Jacka (jeśli Hannibal ucieknie, Jackowi nic się nie stanie). Fuller twierdzi, że mamy się tego domyślać, bo wątek ten (tego po której stronie tak naprawdę opowiedział się Will i czy w ogóle ostatecznie się po którejś stronie opowiedział) powróci w trzecim sezonie.

Tu można dyskusyjnie stwierdzić, że Will jest niejako surogatem dla widzów – tak samo jak Will nie może się zdecydować czy kibicuje Hannibalowi, czy chce go widzieć za kratkami (lub martwego) tak samo widzowie nie mogą się zdecydować, czy kibicowanie Hannibalowi jest na pewno właściwym rozwiązaniem. Ostatecznie myślę, że Fuller, pokazując nam to krwawe, wybitnie tragiczne zakończenie mówi nam tym samym, że choć Hannibal może być uwodzicielski, zawsze pozostanie anty-bohaterem, gdzie przedrostek “anty” ma kluczowe znaczenie. Może nas pociągać, ale igranie z nim – nawet gdy jesteśmy od niego mądrzejsi (lub za takich się uważamy) – zawsze skończy się, w taki czy inny sposób ŹLE.

Nie wiem, co myśleć o tym finale. Z jednej strony miał niezłe tempo i w przeciwieństwie do poprzednich odcinków nie dłużył się – nie miał niepotrzebnych scen, był skondensowany, a jednocześnie „senny” (wizje i sny to wszak nieodzowny element Hannibala). Z drugiej strony był to odcinek pełen akcji i o wiele bardziej w stylu klasycznych thrillerów, które przecież pisał Thomas Harris. Czuć, że finałowy odcinek odstaje trochę od reszty serialu – zwłaszcza, mam wrażenie, w finałowej rzeźni, która bardziej przypomina Hannibalowi film, niż serial Fullera – ale jednocześnie jest dla niego sensownym zakończeniem, przynajmniej w kwestiach emocjonalnych i, nazwijmy to, estetycznych. Fabularnie… cóż, to zależy w dużej mierze od tego jak dalej potoczy się serial. Fuller może jeszcze to zepsuć w trzecim sezonie, choć nijak się na to nie nastawiam (wręcz przeciwnie :D) i wcale mu – i nam, widzom – tego nie życzę.
Podobał mi się motyw „imago” o którym wspomniał Hannibal – w tym serialu każdy (włącznie z widzami, czy nawet twórcami) ma jakieś „imago” każdej postaci, jakieś nasze wyobrażenie o niej, które musimy na każdym kroku konfrontować z rzeczywistością. Pisząc te recapy bardzo często skupiam się na szczegółach serialu, ale to co mi nieodmiennie imponuje nie tylko w szczególe, ale i w ogóle, to to, jak bardzo złożony, niejednoznaczny i głęboki jest to serial. Fakt, że recap każdego odcinka piszę z (większą lub mniejszą) przyjemnością tylko potwierdza, że rozkładanie inteligentnego serialu na części pierwsze i wyłapywanie coraz to nowych i innych znaczeń i interpretacji to jedna z najfajniejszych przyjemności jakie można czerpać z oglądania telewizji. Jasne, fajne są proste seriale komediowe, czy cotygodniowe proceduralne. Ale jest jednak coś w naprawdę mądrym, dobrze zrobionym, dogłębnie przemyślanym serialu co sprawia, że człowiek siedzi, patrzy na takie dzieło i jedyne co może powiedzieć to pełne nabożnej czci: „wow”. Jak sięnad tym zastanowić, Hannibal jest takim „imago”, które dla każdego widza przyjmuje ciut inną formę, a nawet dla tego samego widza może przybrać inną formę podczas ponownego seansu. Podczas gdy serial opowiada o przemianie i transformacji, sam także przechodzi przemianę. Widać to zwłaszcza na koniec drugiego sezonu – trudno przewidzieć dokąd potoczy się akcja w trzecim sezonie i co stanie się z naszymi bohaterami. Mamy wiele pytań, niewiele odpowiedzi, a jednak było to jak najbardziej sensowne, „spełnione” zakończenie.
The Hannibal fandom
Trudno uwierzyć, że serial który rozpoczął się jako mroczny dramat sądowy zboczył na tak… dziwne tory. Dyskusyjnie, rodzeństwo Vergerów można było spokojnie z tego sezonu wyciąć (ewentualnie trochę inaczej rozłożyć pewne akcenty, inaczej rozpisać pewne sceny), a z drugiej strony ich relacje cudownie odzwierciedlały relacje Willa i Hannibala (po zakończeniu wątku sądowego był to zresztą główny motyw wszystkich odcinków – pokazać relacje Willa i Hannibala poprzez pryzmat innych postaci znajdujących się w serialu lub do niego na moment wprowadzanych). Oglądanie pierwszej połowy bywało męczące – bo twórcy muszą utrzymać trudną równowagę między „Will i Jack są na tyle inteligentni by kiedyś wreszcie Hannibala złapać, gdy wreszcie przestaną patrzeć na siebie wilkiem” a „Hannibal jest mądrzejszy od wszystkich i może ich bez końca wodzić za nos” – jest ważnym elementem serialu, który od początku do końca musi trzymać nas w napięciu. To serial, który co tydzień robi kolejny ostrożny krok na rozbujanej linie – czasem zachwieje się bardziej, czasem mniej, ale zawsze obserwujemy jego zmagania z równie wielką fascynacją (mówię o sobie, nie wiem jak mają inni :D). Tęskno mi co prawda za tymi kilkoma case of the week, które pojawiły się jeszcze w pierwszej połowie drugiego sezonu, ale rozumiem czemu je porzucono w drugiej połowie – by skupić się bardziej na relacji Willa i Hannibala, na „grze” i przemianie Willa, na rodzeństwie Vergerów (którzy fabularnie jeszcze przecież w serialu wrócą). W finale drugiego sezonu Hannibalowa poczwarka – choć miewała wzory i upadki – ostatecznie przepoczwarzyła się we niemalże-idealną wersję samej siebie. Pytanie tylko gdzie ta upiorna ćma poleci dalej (trzymają się mnie poetyckie metafory; basically: Sezon trzeci – pokaż co potrafisz, Fuller! :D)

PS. Właśnie doczytałam, że Fuller w trzecim sezonie chce niejako zrobić Hannibalowi origin story, mieszając wątki z „Hannibal” i „Hannibal Rising”. Oj, nie jest dobrze – z całego Hannibalowego dorobku Harrisa te książki są definitywnie najgłupsze. Ale jeśli ktoś miałby z tego wyciągnąć coś wartościowego, to tylko Fuller. Tym bardziej, że już zapowiedział, iż zamierza bardzo zmienić fabułę “Hannibal Rising” (odgraża się, że może już w trzecim sezonie poznamy Lady Murasaki i Francisa Dolarhyde’a, co by oznaczało, że trzeci sezon będzie istnym Frankensteinem wątków książkowych)

PS2. Fuller dostarcza informacji na temat tego, co Beverly zobaczyła w piwnicy Hannibala:

AVC: Are we supposed to believe that what Beverly saw in Hannibal’s basement that shocked her so much was Abigail?

BF: That was the idea that we had always talked about. Did she see this poor girl down in the basement, and was like, oh my God, he’s been holding her captive like an animal this entire time, and she turns around in a rage of “you monster!”? That was something we had talked about. What exactly did Beverly see? In my mind it was always Abigail Hobbs down there in some way, caught with her hand in the candy jar. That felt like it was the genuine surprise. 
And also, we didn’t know, because we cut away, and we see the bullet go through the ceiling of the basement into the dining room, we didn’t necessarily know: Was that a dogpile on Beverly Katz with both Abigail andHannibal? Although, I don’t think Abigail would have attacked Beverly in that moment. I think she was very reluctant to attack Alana, which is why she was so confused and upset when Will finally sees her, because she’s like, “This is not the plan that we had discussed”.”

PS3. Odnośnie mojego pytania o rolę Bedeli:

„AVC: What did you see as Bedelia’s role in the story of the finale and the season as a whole?
BF: For me it was an interesting way to have this woman—who I would argue is the most intelligent person on the show—and she was the one who figured things out without the overwhelming evidence that Will Graham had. She was smart enough to get the hell out of Dodge, and then got scooped up by Jack Crawford later on, and when she’s telling him that Hannibal is in control of this situation, I think what is happening there is she really is actually embracing her awe of this man, who is unlike any other that she’s encountered as a specialist in the psychology of humankind.
That is part of her role in season three is what does she expect to be getting out of this situation that continues to keep her intelligent and not just a dummy that is going along with the sexy, serial killer for reasons that are carnal. That’s not what we want. This is an opportunity, actually, for her to study something so wholly unique in the lexicon of humanity out in the wild. Out in its natural environment. So I think those first episodes of season three will go a long way in rationalizing and explaining exactly what Bedelia wants and expects out of the situation and how she’s going to continue to be as smart, if not smarter, than Hannibal Lecter.”

…Aha, czyli miałam rację – Bedelia ma być taką Clarice Starling z „Hannibala” Harrisa, tylko nie tak głupią. Tia, jasne. Uwierzę jak zobaczę, Fuller! 

PS4.  Kolejna ciekawostka z wywiadu Fullerz IGN: podobno zmieniła mu się trochę koncepcja i zamiast siedmiu sezonów (trzeci na ucieczkę Hannibala, czwarty “Red Dragon”, piąty “Silence of the Lambs”, szósty “Hannibal” i siódmy na podsumowanie, widziałby sześć, bo chce połączyć wątki z np. dwóch książek w jeden sezon. Co jest w sumie mądre, bo nie sądzę, by sezon-per-książka było dobrym rozwiązaniem). A poniżej uroczy fragment odnośnie faktu, że Fuller i spółka nadal nie posiadają praw do kilku postaci z “Silence of the Lambs”:


No dobra, to tyle pogmatwanych i chaotycznych przemyśleń z mojej strony (nie moja wina – jak się próbuję wrzucić i swoje przemyślenia, i szczegóły podawane przez twórców w kilkunastu różnych wywiadach – czy te głupie portale telewizyjno-popkulturowe nie mogłyby po prostu przedrukowywać tego samego wywiadu? Przez nich muszę godzinami szperać po necie, by mieć pewność, że nic mnie nie omija, GRRrrrrrr!)
 
A jak Wam się podobał finał? ^__^

  

W ramach bonusu: the best of Tumblr after the Hannibal finale.