Ścinki i ochłapy, czyli kończymy wątki przed finałem. Hannibal 2×12

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 2×12 serialu “Hannibal”.

Mysz, ledwo wyleczona z choróbska, nie miała w tym tygodniu natchnienia by napisać nową notkę. Ale recapu Hannibala nie uniknę. Nie ma nic lepszego na poprawę deszczowego nastroju za oknem niż pyszny obiadek.

To co, kto jest głodny? :)

SPOILERY do odcinka

Hannibal 2×12 – Tome-wan

 
tome-wan” czyli rodzaj zupy miso (lub zupy na bazie warzyw) podawanej z ryżem.
– Wow, w klipie „previously on Hannibal” Mason Verger sprawia wrażenie -jeszcze bardziej wkurzającego fąfla- niż w normalnych warunkach :D
– Widzisz, Hannibal? Stwarzasz sobie mordercę, a on próbuje zmanipulować kogoś, żeby cię zabił. Jak on śmie, niewdzięcznik jeden. Żmija na własnej piersi wyhodowana!… sam chciałeś. Zawsze wiedziałeś, że Will ma zadatki na inteligentnego mordercę, zawsze twierdziłeś też, że jesteście podobno. No to teraz się nie dziw, że A) Will próbuje cię przechytrzyć, B) zabić, C) i że prawdopodobnie robi to z czystej ciekawości.
Swoją drogą geniusz Willa mnie poraża. Z jednej strony Will -staje się- dokładnie tym, kim Hannibal chciałaby, aby się stał – mordercą na równi z Hannibalem (co pięknie pokazuje mówiąc „I was curious what would happen” tym samym niejako -wpychając- Hannibalowi do gardła jego własną wykrzywioną moralność, czy też jej brak). A z drugiej strony „gra” Willa jest tym sprytniejsza, że on właściwie nie udaje – on rzeczywiście w pewnym sensie przekracza granice własnej moralności. Jedyne pytanie, jakie widzowie powinni sobie zadawać to to, czy Will zdąży „wychamowac” zanim przekroczy tę granicę w sposób nieodwracalny.
PS. Mina Will przy zdaniu „I was curious what would happen” – cóż za cudowne, mimiczne „fuck you” w stronę Hannibala :D

– EAT THE RUDE! *tańczy* Zjedzmy wspólnie buca! I to wolno-biegającego, soczyście odpychającego propozycja. Kto mógłby odmówić tak wykwintnej potrawy *sarkazm*
– “free-range rude“. O, cytat z “Hannibala” Harrisa.
– hm, w poprzednim odcinku mieliśmy „przyjmowanie opłatka” w postaci malutkich ortolanów, tu mamy wizję, w której Will jest dosłownie „ochrzczony krwią”. Jesus metaphors much, Fuller?

  

– Swoją drogą bardzo mi się podoba, że scena śmierci, którą dla Hannibala wyobraża sobie Will nie jest wyjątkowo brutalna (pomijając świnie na koniec) – jest przede wszystkim szalenie osobista. Zwróćcie uwagę, że Will i Hannibal cały czas patrzą sobie w oczy, ani na moment nie opuszczając wzroku. Cudo!
  JAK ŚMIESZ KŁAŚĆ NOGI NA BIURKU HANNIBALA, TY NIEWYCHOWANY PROFANIE?!?!

 
 


– Interesujące, że Hannibal zadaje mocno retoryczne pytanie „czy niewinność obraża Boga” (i czy w związku z tym tak chętnie zabija ludzi, którzy według naszego ludzkiego pojmowania wcale na to nie zasłużyli). Wyczuwam tu ogromną pretensje Hannibala o śmierć Mischy.

– Zaraz, czyli Mason uważa się za boskie narzędzie, które tylko „ukierunkowie” Boży gniew? Mason wybierając sobie ofiary (do znęcania) uważa, że tylko wykonuje boską wolę?…eee, to jakieś strasznie kłamiejstwo. Mason po prostu leci sobie z Hannibalem w kulki. Nie wierzę, że rzeczywiście Mason jest na tyle wierzący (czy w ogóle wierzący – wszak ateiści też studiują Biblię) by -autentycznie- wierzyć, iż taka jest jego rola na Ziemi.

Żart dla fanów “The Hunger Games” :)

– Nie, zaraz, stop! Hannibal wierzy, że szczęście i cierpienie Margot się wzajemnie wykluczają. W takim razie po co mówił Masonowi o ciąży Margot? Okej, z ciekawości, jasne. Ale albo-albo – nie można zdradzać Masonowi takiej tajemnicy by z ciekawości zobaczyć co zrobi, a potem mieć pretensje, że w ogóle coś zrobił. Coś strasznie plączesz się w zeznaniach, Hanni.
OH NO HE DIDN’T!!! Wbił nóż w skórzany fotel. DUDE, YOU ARE SO DEAD.
– Dobra, nigdy nie bałam się Hannibala tak bardzo, jak w momencie, gdy po komentarzu Masona (just send me the bill), przymknął oczy, wyraźnie myśląc „Panie, daj mi siłę, bo ja go zamorduję teraz, zachlapię sobie gabinet jego bucowatą krwią” :D
– Jeżu Drogi, kto tę Margot operował, weterynarz? Nierówny szew, zaszyta jak baleron na okrętkę… AMATORZY.
… Aha, czyli Mason im zapłacił, żeby została taka brzydka blizna. Harumpf. Nie podoba mi się to – każdy chirurg powinien mieć chociaż na tyle dumy zawodowej, by zrobić ładne, proste szwy. Pazerny szmondak.
– Jak miło wreszcie posłuchać otwartej rozmowy między Jackiem a Willem *oddycha z ulgą, bo nie musi już spekulować na temat zakresu ich współpracy*
– A widzisz, Jack – problem polega na tym, że Willow chyba nie bardzo przeszkadza to, że Mason (jako przynęta na Hannibala) może w trakcie całej akcji zginąć. Sądzę raczej, że byłby to bonus, biorąc pod uwagę, jak opiekuńcze uczucia wywołuje w Willu Margot (zastępstwo za Abigail?)
– Ojej, biedna Bedelia. Jack, bubku jeden, czemuś ją sprowadził z powrotem? :(
– Kurczę, już zapomniałam jaka Gillian Anderson jest fantastyczna w roli Bedeli. To z jakim… namysłem wypowiada każde słowo… ta kontrolowana mimika… majstersztyk!
– Czyli Will i Bedelia mają jeszcze więcej wspólnego niż myśleliśmy na początku. Oboje zabili w obronie własnej – Will Randala Teira, Bedelia swojego pacjenta. Jednak, jak słusznie zauważa Bedelia, w pewnym stopniu było to (również) morderstwo, bo wynikało z podszeptów i machinacji Hannibala.
Podoba mi się, że widzimy twarz Willa, gdy Bedelia opowiada jak została „wmanewrowana” w zabicie swojego pacjenta i że ma ona świadomość, iż było to niejako morderstw. Widzimy wówczas na twarzy Willa nagłe zrozumienie, że to, co do tej pory brał za w pełni usprawiedliwioną obronę przed Randalem, było w istocie czymś więcej. Will zaczyna rozumieć, że może wcale nie aż tak wielkiej kontroli nad sobą i nad stawianiem oporu manipulacjom Hannibala jak mu się do tej pory wydawało.

Przypadkowa ciekawostka:
jeśli się przyjrzeć, Will ma na półce na kominkiem
figurki piesełków. Obsesja? :D

 

– Hannibal: We’re maintaing our position on the event horizon of chaos.
Will: Your veneer of self-composure gives a strong sense of the surreal.
Mysz: … że co proszę? O_O?
– Hanni, praktycznie poprosiłeś Will żebyście wspólnie zabijali. Jakiś ty mało subtelny. Nie rzuca się na wejście tekstu w stylu „Hej, mała, wpadłaś mi w oko. Chcesz zobaczyć pościel w mojej sypialni?” :D
– *ciarki* Ooooh, Will wytykający Hannibalowi to, że usuwa z jego zasięgu wszystkich innych ludzi, tak by Hannibal był centralnym punktem życia Willa.
Hannibal jest, basically, zaborczym chłopakiem *chichot*
PS. „I only want what’s best for you” – czyli że ty, Hannibal, jesteś najlepszy? Wow, cóż za narcyzm :P
– „We are alike” mówi Will.
Hannibal w tym momencie ma serduszka w oczach, a wokół jego głowy latają tęczowe jednorożce, bo Will wreszcie przyznał mu rację :D
(chyba trochę zbyt niepoważnie podchodzę do tego odcinka; to wina pogody – za oknem plucha, więc Mysz musi równoważyć w drugą stronę)
– Oj, Bedelia. Weź przestań poddawać pewność Jacka (i moją) w wątpliwość. Mam szczerą nadzieję, że nie masz racji. Ale kurczę… jest coś w tym, co mówisz. Skąd pewność, że Hannibal nie przejrzał „gry” Willa? Skąd pewność, że wszystko co ma miejsce teraz nie jest częścią Hannibalowego planu? Już wcześniej pokazywał, że potrafi się „wymsknąć” z nawet bardzo niebezpiecznych sytuacji. Skąd pewność, że i tym razem tak nie jest.
To chyba kwestia tego, co jest większe – jego inteligencja i przebiegłość, czy egoizm, miłość do Willa i przekonanie, że jest od wszystkich mądrzejszy (ie. jest zaślepiony własną zajebistościa). Cóż, czas pokaże kto miał rację – Jack czy Bedelia.

 
 

– o, zimne nóżki w galarecie. Jakiż to Słowiański akcent :)

– Subtelny Hannibal/Hannibal (czyli zarówno postać, jak i twórcy serialu) – „w pewnym momencie nie wiadomo kto kogo goni” – jest subtelny :D
– U, i Jack – równie subtelnie – zaznaczający, że nie można na podstawie jednego momentu wnioskować na temat całego wydarzenia (ie. „nie interpretujcie jednej sceny jako wyznacznika całej linii fabularnej” :D)
– „Whomever is pursuing whom in this very moment, I intend to eat them.”
CANNIBAL PUN!!!
– czy Will dodaje rozmaryn do mięsa dla psów?! O_o
– OJEJKU ILE DOBREGO W JEDNEJ SCENIE: rysujący Hannibal, mówienie po włosku i ŚWIETNA scena akcji. TYLE DOBRA MNIAM MNIAM ^__^
PS. Eh, a jednak sobie zakrwawi gabinet
PS2. Ładny ukłon do książki, gdzie Hannibal też jest winny śmierci Matteo, brata Carla (czyli głównego pomagiera Masona)

– „You are an odd psychiatrist”.
No co ty, Sherlocku? :P
– Brawo Will. Ja rozumiem, że trochę nie taki był plan (a może dokładnie taki był plan – od momentu pojawienia się Masona pod twoim domem do momentu porwania Hannibala i wspólnego znalezienia się w jego świniarni), ale utrata przytomności nijak nie pomoże ci w „byciu świadkiem tego jak Hannibal zabija”. Oj Will… skiepściłeś sprawę.
– Zaraz, czy ten pan co go zjadły świnki to Carlo, czy ten jego drugi pomocnik? Bo pan Carlo powinien się pojawić ponownie, gdy serial zrówna się fabularnie z książkowym „Hannibalem”. Fuller, w co ty pogrywasz?
– O_O
NIE, FULLER, NIE. JEST ZA WCZEŚNIE NA –TĘ- SCENĘ!!!
Nie zrozum mnie źle – jest FANTASTYCZNIE nakręcona (te efekty, te ujęcia, zmiksowany dźwięk) – ale… ale… jakim cudem „historia” Masona ma się rozwijać dalej w trzecim sezonie (a tak mówiłeś w wywiadzie) skoro już teraz chcesz nakarmić świnki? CO TY WYRABIASZ, BRYAN?!
PS. Aktorska „szarża” Pitta w tym, jak do tej pory grał Masona wreszcie ma szansę w pełni zalśnić :)
PS2. Czy to wszystko przypadkiem nie dzieje się w domu Willa? Czyżby właśnie tam Hannibal zabrał Masona (i Pavlova :D)?

…smacznego!

– O MÓJ BOŻE   O____O
PSY.
PSY KTÓRYMI MASON NAKARMIŁ SWOJĄ TWARZ W KSIĄŻCE.
W SERIALU TO NIE SĄ JEGO PSY.
TO PSY WILLA O____O
FULLER, TY WSTRĘTNY FIJUCIE, SKAZIŁEŚ PSY WILLA!!!!
PS. Oho, w głosie zmaltretowanego Masona słychać inflekcję głosową (pięknie zastosowaną przez Michaela Pitta), którą znamy z filmowego Hannibala, gdzie rolę tę grał Gary Oldman. Taka mała rzecz, a cieszy :)
PS2. Jeśli ktoś nie wie, jak ta scena (teoretycznie) wygladała w książkach, Fuller na Twitterze zamieścił fragmenty z Harrisa: part 1, part 2

 
– Cała ta rozmowa o miłosierdziu, morderstwie i litości… och jakie to głębokie. A tuż obok facet zjada sobie twarz. Jeśli kiedykolwiek serial miał mieć najbardziej kontrastującą scenę pt. głębia vs makabra, ta wygrywa w przedbiegach.

– Wszystko fajnie (nie, serio, czekałam na scenę z jedzeniem twarzy odkąd wiedziałam, że w serialu pojawi się Mason; i tak, odpowiadając na wasze pytanie, jestem walnięta :D), ale mina Willa gdy obserwuje Masona jest… upiorna. Jest w niej trochę za dużo (chorej) fascynacji.
PS. Will, ale będziesz miał przechlapane u Jacka, że przez ciebie Mason „zgubił” twarz *chichocze*
– „I’m full of myself” :DDD

– Haha, Will – a to głupi psikus: Hannibal nie zabił Masona. Tylko go sparaliżował :P

– *chichocze w kułak* Widzę, że tak jak wcześnie Will nazywał Masona „świnią”, tak teraz Mason używa tego określenia na zarówno Willa jak i Hannibala. Ach, symetria ^_^
– „Nowa” plastikowa twarz Masona jest chyba bardziej upiorna niż ta z zakrwawionych mięśni. Ale fajnie, że zatrudnili do tej roli Pitta – ma bardzo ekspresyjnie oczy i brwi (i głos), dzięki czemu wcale nie potrzebuje dolnej połowy twarzy by „grać” :D
– Oczywiście, Fuller – porównaj Hannibala i Willa do słynnej pary pseudo-kochanków z grecki mitów. Widzę, że zależy ci by na siłę dokarmiać fanów, którzy shipują tę dwójkę? Wiesz, naprawdę nie musisz się tak starać. Wystarczy, że Will i Hannibal na siebie patrzą, a fanki już mdleją :)
PS. Ale to w sumie ciekawa analogia, bo choć Will nie może umrzeć (jak Patrokles), Hannibal, tak jak Achilles, z którym jest w tym wypadku porównywany, ma pewną słabość (wytkniętą przez Bedelię „fanaberię”)

Tumblr dostarcza informacji.

… no i nie wiem, co myśleć. Mieliśmy odcinek o „odkrywaniu prawdziwych twarzy” (Bedelia wyjawia swój sekret, Hannibal rozważa wyjawienie prawdy Jackowi, Mason -dosłownie- pokazuje nam swoją twarz), ale jakoś… pusto było. Niby to logiczne – musimy pozamykać wątki przed ostatnim, finałowym odcinkiem, który musi się skupić na konfrontacji Jacka i Hannibala. A jednak… hm. *naburmusza się* Nie jestem zadowolona z decyzji, by „jedzenie twarzy” (czyli jeden z największych „twistów” związanych z postacią Masona) wrzucić niemalże „na siłę” jeszcze w ten sezon. Fuller w wywiadach mówił, że wątek Masona pojawi się jeszcze w trzecim sezonie – Mysz, może niesłusznie(?) założyła, że oznacza to, iż w 2im sezonie dostaniemy rozwiązanie wątku Margot-Masona (który dostaliśmy), ale że wątek konfrontacji Hannibala i Masona (jedzenie twarzy) dostaniemy dopiero w przyszłym roku. Możliwe, że mój zawód wynika z błędnych założeń i zawiedzionych nadziei, ale… mam wrażenie, że jest w tym coś więcej. Okej, Mason nigdy nie będzie -tak wielkim Złym- jak Hannibal, więc nie ma potrzeby go długo podbudowywać. Nie zmienia to jednak faktu, iż myślałam, że będzie go w serialu… więcej? Tym bardziej, że przecież Mason ma wrócić w 3cim sezonie (według słów Fullera), a także w sezonie 6-stym, gdy serial zrówna się fabularnie z książkowym „Hannibalem”. I jakoś tak… no nie wiem. Mało tego Masona. I tak jak finałowa scena z karmieniem piesków była fantastyczna, nadal nie jest do końca przekonana co do tego, ‘jak’ Michael Pitta (i Fuller) zinterpretowali tę postać.
A żeby było śmieszniej, odcinek wcale nie była tak bardzo wypełniony Hannibalem i Willem by „zrównoważyć” to, jak szybko uporano się z Masonem. Okej, ich interakcja – i przerzucanie się kanibalistycznymi żarcikami – jest nadal wspaniała, ale ile można oglądać inną wersję tego samego? Mysz uważa, że m.in. dlatego pierwszy sezon kończył się Willem w więzieniu (czyli zmianą status quo), bo twórcy wiedzieli, iż nie mogą całego serialu oprzeć WYŁĄCZNIE na głębokich, psychologicznych konwersacjach Hannibala i Willa. Tam –musi- być coś więcej, jakaś fluktuacja, wyraźne push-pull, by ta w sumie dość wyrównana relacja (wszak obaj panowie są bardzo podobni) była dynamiczna, a nie statyczna. A w tym odcinku… no nie wiem. Pewnie to swoista „cisza przed burzą”, przed finałowym odcinkiem i konfrontacją Hannibala i Jacka *zaciera łapki*
To jak, podekscytowani na finał? :)