Zawsze jest sezon na pilota – co nowego w TV #6

Nie wiecie która z nowych telewizyjnych produkcji warta jest Waszej uwagi? Mysz wyciąga pomocną dłoń i podsumowuje/ocenia piloty najnowszych seriali.

Mysz w tym roku (czy konkretniej: w zeszłym roku, ale w -obecnym- sezonie telewizyjnym*) postawiła sobie za punkt honoru obejrzeć wszystkie piloty nowych seriali. Jak można się domyślić teraz trochę tego żałuję, bo człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile nowych seriali powstaje co roku – wiele z nich nas omija, bo zwyczajnie nie należą do sfery naszych zainteresowań – do momentu, gdy nie spróbuje ich wszystkich obejrzeć. Na szczęście zaletą nowych seriali jest to, że nie wszystkie trzeba oglądać. Wiele jest kasowanych po paru odcinkach (np. Mind Games, którego Mysz nie będzie omawiać, a jedynie wspomni, że Christian Slater i Kyle Killen muszę mieć kijową karmę, bo ich seriale zdają się totalnie przeklęte), inne wytrzymują zaledwie sezon (nieodżałowane Almost Human, o którym Mysz nigdy nie pisała na blogu – niedopatrzenie – ale o którym dwa słowa napisała tutaj). W sumie jest mi to bardzo na rękę, bo Mysz lubi serialom dawać kredyt zaufania – wszak nie ocenia się serialu tylko po pilocie – co kończy się tym, że nagle liczba regularnie oglądanych seriali wzrasta mi dwukrotnie. Dlatego w sumie jestem fanką kasowania seriali. Dzięki temu nie muszę zmuszać się do oglądania czegoś, co i tak bym pewnie prędko porzuciła.

Z hurtowego oglądania pilotów wyszła jeszcze jedna ważna nauczka (oprócz tego, że PILOTÓW. JEST.ZA.DUŻO) – nie ma sensu zmuszać się do oglądania czegoś, co nas nie interesuje. Mysz daje serialom szansę na dłuższy rozbieg, ale już nie wszystkim. Kiedyś oglądałam każdy nowy serial do 5-tego odcinka. A teraz?. Niektóre produkcje od razu skreślam z kalendarza. Dlaczego? Bo choć nie powinno się oceniać serialu po pilocie, czasem nie ma sensu tracić czasu na produkcje, które dopiero nabierają wiatru w żagle. Jeśli w takim serialu jest coś wartościowego, istnieje szansa, że inni widzowie to zobaczą i serial utrzyma się na antenie. A wówczas my będziemy mogli wrócić do serialu za paręnaście odcinków/parę sezonów, gdy produkcja osiągnie właściwy pułap jakości. Oczywiście nie zawsze się to sprawdza – są kiepskie seriale, które nadal kurczowo trzymają się czasu antenowego, a są dobre seriale (ekhm, The Michael J. Fox Show), które mimo wszystko są kasowane. Ale Mysz mimo to utrzymuje, że warto ten sposób myślenia stosować. Nie ma sensu tracić czasu na produkt, który może się okazać niewypałem. Tym bardziej, że jeśli ostatecznie okaże się dobry, zawsze zdążymy do niego wrócić. Tak więc wybierajcie nowe seriale rozsądnie :)

Do tej pory omówiłam całkiem sporo pilotów, ale w ciągu ostatnich paru miesięcy wyszło tyle nowości – i to często mało znanych –  że miałam (i wciąż mam) duże problemy z nadążaniem. W związku z tym na razie pojawi się bardzo wybiórczy zbiór pilotów, a reszta w kolejnym wpisie, za jakiś czas.

Jeśli Czytelnicy chcą wiedzieć, co Mysz myślała o wcześniejszych nowościach, polecam poprzednie wpisy z tej serii 1; 2; 3; 4; 4,5; 5). Ostrzegam jednak, że sporo z tych seriali zostało już skasowanych (np. The Michael J. Fox Show) lub powoli ku temu zmierza (Crisis, Believe). Inne za to mają się nieźle (The Blacklist) i powrócą w nowym sezonie – w tym niektóre już za moment (Witches of East End – 30 maja; Masters of Sex – 14 czerwca).

Od siebie życzę Wam, byście wśród omawianych przez Mysz seriali znaleźli coś, co Wam podpasuje. Nie ma nic przyjemniejszego niż zachwycanie się nowym “kochaniem” ^__^

PennyDreadful promo

Penny Dreadful
(trailer) – premiera: 11 maja 2014

Twórcy: John Logan (Skyfall) – twórca i scenarzysta; Sam Mendes (Skyfall) – producent; J.A. Bayona (The Orphanage) – reżyser
Kto gra: Timothy Dalton (Living Daylights), Josh Hartnett (Lucky Number Slevin), Eva Green (Casino Royale), Harry Treadaway (City of Ember), Billie Piper (Dr Who), Simon Russell Beale (The Deep Blue Sea), Anna Chancellor (Sherlock BBC)

O co chodzi: The League of Extraordinary Gentlemen spotyka From Hell – postacie z mrocznych, gotyckich dzieł literatury (i nie tylko) wspólnie próbują rozwikłać tajemniczą, ponadnaturalną zagadkę. Wszystko podlane realiami końca XIX wieku, krwią i makabrą.

Werdykt:
Mysz przebierała na ten serial nogami równie mocno, co swego czasu na Masters of Sex. I również był to serial, o którym bez obejrzenia ani jednego odcinka byłam w stanie powiedzieć, że “będzie dobry”. Jak się okazuje – miałam rację i to co do joty.

Pilot sprawnie przedstawia “who’s who” postaci, dając nam tylko tyle informacji, by nas zaintrygować, ale jednocześnie zostawić wokół bohaterów aurę tajemniczości. Obsada została idealnie dobrana do swych ról – o jakości castingu niech świadczy to, że Josh Hartnett “wrócił” z chwilowej ekranowej przerwy (grał w indie filmach, ale od 30 Days of Night nie pojawił się na dużym ekranie i bardzo mnie cieszy jego próba zawojowania małego ekranu), oraz fakt, iż Mysz, totalna anty-fanka Evy Green, nareszcie zrozumiała dlaczego aktorka jest tak często wychwalana. Green w roli Vanessy Ives, najbardziej chyba tajemniczej postaci w serialu, jest fenomenalna. Równie intrygująca jest postać grana przez Hartnetta – Mysz ma co prawda podejrzenia dotyczące skrywanej przez Ethana Chandlera tajemnicy, ale z przyjemnością będę oglądać serial, by przekonać się czy mam rację.

Patrząc na zwiastuny Penny Dreadful trudno wywnioskować, jak dalej potoczy się fabuła serialu, ale na pewno będzie się działo dużo i mrocznie. Już w pilocie pojawia się kilka pomysłów, które intrygują – zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę mitologię istot ponadnaturalnych, którą do tej pory prezentowały nam klasyczne dzieła literatury. Mroczny klimat jest jedną z głównych zalet serialu. Można się czepiać szczegółów (jedna z lokacji była już w tym roku wykorzystana w Draculi – o którym Mysz też zapomniała napisać!), ale PD ma przyzwoity budżet i dobrze wykorzystuje swoje środki, dzięki czemu realia historyczne XIX wieku są w strojach i scenografiach odpowiednio odwzorowane. Widać, że twórcy serialu znają swoje możliwości oraz materiał źródłowy i wiedzą jak się tymi elementami bawić (ukłon w stronę Kuby Rozpruwacza!). Dobrze też wypadają aspekty paranormalne zawarte w serialu – wygląda na to, że twórcy skupią się przede wszystkim na dobrej charakteryzacji (design postaci jest fantastyczny) i trickach kamery, a nie rozdmuchanych efektach specjalnych. Takie oldschoolowe podejście bardzo się Myszy podoba. Dodajmy do tego porażająco dobrą muzykę Abla Korzeniowskiego (A Single Man, czyli NAJLEPSZY soundtrack do filmu ever), a także flaki, krew i sporo groteskowej obrzydliwości, a otrzymamy serial, którego naprawdę nie wypada nie oglądać.

Fani Hannibala, wątków paranormalnych i/lub seriali około-historycznych z pewnością znajdą w Penny Dreadful coś dla siebie. Mysz w każdym razie poleca bardzo gorąco!

Ciekawostka: wszelkie źródła podają, że Rory Kinnear (Skyfall) również się w serialu pojawia. Jak na razie Mysz, która ma oko do twarzy, w pilocie Rory’ego nie uświadczyła. Może zagra niewidzialnego ducha? ^_^

Ocena: 5/5

Salem promoSalem
(trailer) – premiera: 20 kwietnia 2014

Twórcy: Adam Simon (The Haunting in Connecticut); Brannon Braga (Star Trek: Enterprise, Terra Nova)
Kto gra: Janet Montgomery (Human Target), Shane West (Nikita), Seth Gabel (Fringe), Ashley Madewke (Revenge), Xander Berkley (24, Nikita), Iddo Goldberg (Secret Diary of Call Girl), Tamzin Merchant (The Tudors)

O co chodzi: Młody chłopak wyjeżdża na wojnę, a po powrocie do rodzinnego miasteczka – po dłuższym czasie niż planował – dowiaduje się, że jego ukochana nie pozostała mu wierna. Zamiast tego wyszła za religijnie nawiedzonego możnego i teraz rządzi miasteczkiem. A, i byłabym zapomniała: owo miasteczko to Salem. W okresie polowań na czarownice. Które wcale nie są tym, czym się na pierwszy rzut oka wydają.

Werdykt:
Zacznijmy od tego, że bardzo mi się podoba podstawowe założenie serialu: witch panic w Salem i wszelkie idące za tym zgony są tak naprawdę sprytną manipulacją wiedźm, żyjących w ukryciu wśród możnych Salem. Używając magii, ściągają one podejrzenia na w istocie niewinnych obywateli Salem, którzy zostają straceni jako “czarownice”, a tym samym – jako niewinne dusze – złożeni w ofierze Złu

Druga fantastyczna sprawa, jeśli chodzi o Salem to to, że w serialu magia istnieje naprawdę. Nie ma pogrywania sobie z widzem – jeśli widzimy diabła, to nie jest to złudzenie nasze, albo postaci. Ten diabeł -rzeczywiście- tam jest. Nie ma też wykorzystywania stereotypu “w tamtych czasach wszyscy byli zabobonni, więc nawet powiew wiatru mógł być uznany za siłę nieczystą”. Owszem, w serialu pojawia się wątek ignorancji i religijnego zaślepienia i tego, że niewiedza i niezrozumienie prowadzą do irracjonalnych lęków, ale to, co jest fajne to to, że w Salem lęki te nie są irracjonalne. Ludność miasteczka może patrzeć w złym kierunku, ale ma rację twierdząc, że wśród nich grasują wiedźmy.

Po trzecie: postacie. Mamy główną parę nieszczęśliwych byłych kochanków, gdzie ona jest naszym głównym źródłem zła, a on głosem rozsądku. Myszy trochę przeszkadza, że jak na XVII-stowiecznego faceta, John Alden zachowuje się, myśli i wyraża nazbyt współcześnie, ale Shane West dobrze się w tej roli sprawdza. Pilot nie daje zbyt wiele miejsca do popisu Mary Sibley i Titubie (czyli ukochanej Aldena i jej służącej), czyli dwóm najważniejszym postaciom kobiecym w serialu, ale biorąc pod uwagę, jak istotne dla procesów czarownic w Salem były te postacie, jest szansa, że w dalszych odcinkach lepiej poznamy ich motywacje. Myszy faworytem i najjaśniej świecącym talentem aktorskim jest Seth Gabel, który we Fringe miał stosunkowo niewielką rolę. W Salem, jako wielebny Cotton Mathers, psychicznie i uczuciowo rozdarty, kompletnie nawiedzony, ale szalenie inteligentny kaznodzieja, Gabel jest fantastyczny. Choć trzeba przyznać, że jego broda zasługuje na nagrodę za Najgorszą Serialową Brodę W Historii Telewizji.

Zresztą do kostiumów i realiów historycznych serialu można się trochę przyczepić. Serial stara się być “brudny”, ale wizualnie przypomina Reign z The CW – gdzie wszystko jest trochę zbyt staranne, zbyt wymuskane. Mimo to, Salem się sprawdza, ale może to zasługa stęchłej atmosfery Luizjany, gdzie serial jest kręcony. Na plus można za to zaliczyć fakt, że serial nie obawia się ani krwistej makabry, ani pokazywania odrobiny “ciała”. Ma też dobrą warstwę efektów specjalnych i dźwiękowych.

Wracając jeszcze na moment do postaci – to właśnie relacje i konflikty między nimi prowadzą serial i robią to cudownie meandrując. Oprócz wątku samego wiedźmiego spisku, to postacie są w Salem najsilniejszym elementem.

Należy także dodać, że Salem jest pierwszą oryginalną serialową produkcją stacji WGN America i jako taki trzyma naprawdę dobry poziom.

A na koniec dobra wiadomość dla fanów serialu (już zdążył takowych zebrać, a Mysz się do nich zalicza): Salem już otrzymał zamówienie na 2 sezon.

PS. Serial ma cudowne intro – porównywalne z True Blood – w którym śpiewa Marilyn Manson (a sam utwór trochę przywodzi na myśl “Dragulę” Roba Zombiego)

Ocena: 5/5

Supernatural Bloodlines promoSupernatural: Bloodlines
(trailer) – premiera: 29 kwietnia 2014

Twórcy: Andrew Dabb (scenarzysta komiksów i Supernatural)
Kto gra: B-list actors, kilkoro znanych z innych produkcji The CW – Nathaniel Buzolic (The Vampire Diaries), Sean Fairs (Pretty Little Lairs),  Bryce Johnson (Pretty Little Liars), Danielle Savre (Heroes) oraz Lucien Laviscount (Coronation Street)

O co chodzi: Serial dziejący się w uniwersum Supernatural. Miasto Chicago jest rządzone przez pięć ponadnaturalnych rodzin – wilkołaki, zmiennokształtnych, wampiry, ghoule i dżjiny. Młody myśliwy trafia w sam środek walk, podobnie jak para nieszczęśliwych zakochanych. The Godfather meets Romeo & Juliet, ale z kłami i szponami.

Werdykt:
Aj waj *kręci głową*

Pomysł na spin-off serialu Supernatural był od początku kiepskim pomysłem. SPN nadal ma wielu lojalnych fanów, ale większość przyzna, że serial już od dłuższego czasu trochę szwankuje. Bywały gorsze czy lepsze odcinki, a nawet całe sezony, ale spójrzmy prawdzie w oczy – Supernatural powinno się było skończyć już dawno (gdzieś tak przy season 5, jak Eric Kripke przykazał). Pomysł, by zamiast skupić się na tchnięciu w SPN nowego życia, przeznaczyć ten wysiłek na zrobienie spin-offu jest mocno bezsensowny. Stara gwardia chce dostać lepsze Supernatural, a nie jego przyszywanego, młodszego braciszka.

Jest to tym większy problem, że Bloodlines ma się skupiać nie na braciach Winchesterach, a nowej postaci Ennisa Rossa – młodego, niedoświadczonego myśliwego. Co więcej, akcja ma się ograniczyć do wojny ponadnaturalnych rodzin w Chicago. To założenie “stacjonarności akcji” samo w sobie stoi w sprzeczności z ideą Supernatural. Rozumiem, że twórcy mogli nie chcieć kolejnego serialu, którego akcja działaby się on the road, ale zapuszczanie korzeni stoi w sprzeczności z istotą życia hunterów.

Z kolei konflikt między ponadnaturalnymi rodzinami to obecnie dość ograny motyw, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że The CW ma już dwa seriale o podobnej tematyce – The Vampire Diaries i jego spin-off The Originals. Wątki zawarte w Bloodlines od początku wydają się więc spapugowane i odtwórcze.

Jest też kwestia naginania ponadnaturalnych realiów serialu by dopasowały się do fabuły. Supernatural co prawda kilka razy wspominał, że skinwalkers – czy też shapeshifters (zmiennokształtni) – wcale nie muszą “zrzucać skóry” by zmienić swoją postać, ale przydałoby się tę informację w Bloodlines jakoś zawrzeć. Mysz na przykład pamięta tylko klasycznych skinwalkers z pierwszych sezonów i nie pamiętała, że w późniejszych sezonach serialu pojawiały się już postacie, które mogły natychmiastowo zmieniać swój wygląd, bez “zrzucania skóry”.

Kolejny problem w Bloodlines to tzw. “plaga Supernatural“. Serial znany jest z tego, że ma problem z pisaniem postaci żeńskich. Zazwyczaj wpasowują się one w jeden z pięciu stereotypów: zimna suka; niewinna damsel in distress; postać matczyna/siostrzana; love interest; kobieta z tłumu. Oczywiście mieliśmy w SPN ciekawie napisane kobiety, ale większość żeńskich postaci z zasady odbita jest od tej same sztancy. Pod tym względem Bloodlines wpasowuje się w trend, bo z trzech pokazanych w pilocie postaci każda podpada pod którąś z tych kategorii. I na pierwszy rzut oka nie wyglądaja, jakby prędko miały zamiar uciec ze swojej wygodnej szufladki.

Having said all that, pierwszy odcinek Bloodlines nie był absolutnie fatalny. Ponieważ był to backdoor pilot (czyli odcinek normalnego serialu służący jako pilot spin-offu), pomogła obecność Sama i Deana. Choć należy zaznaczyć, że postacie te ciekawe wypadają z punktu widzenia “zewnętrznego bohatera” – są opryskliwi, oschli i mało sympatyczni. Nieźle sprawdza jeden z głównych aktorów (Buzolic), grając naszego zmiennokształtnego “Romeo”. Szwankuje natomiast główny bohater, myśliwy Ennis Ross – grający go Laviscount momentami zbytnio szarżuje. Na plus serialu można także zaliczyć całkiem dowcipne dialogi.

Nie zmienia to jednak faktu, że Bloodlines u swych podstaw jest nietrafionym pomysłem. Widzowie, którzy mogliby chcieć oglądać fabułę o pięciu ponadnaturalnych rodzinach – z wątkiem miłosnym – już od dawna są fanami The Vampire Diaries. Fani Supernatural pozostaną raczej przy serialu-matce (czy to ze względu na lojalność, czy niski poziom spin-offu), a z kolei nowi widzowie raczej nie będą oglądali spin-offu serialu, który ma 9 sezonów. Jasne, Bloodlines dzieli z Supernatural tylko świat, ale nie wszyscy widzowie muszą być tego świadomi. Głosy w Internecie są mocno podzielone – pojawiają się zarówno pozytywne, jak i negatywne reakcje. A Mysz…. cóż, Mysz da Bloodlines parę odcinków. Ale raczej nie wróży mu długiego żywota.

Ocena: 2/5

FriendsWithBetterLives promoFriends with Better Lives
(trailer) – premiera: 31 marca 2014

Twórcy: Dana Klein (Friends)
Kto gra: James Van Der Beek (Dawson’s Creek), Kevin Connolly (Entourage), Majandra Delfino (Roswell), Brooklyn Decker (Battleship), Zoe Lister-Jones (Whitney)

O co chodzi: Szóstka przyjaciół pod trzydziestkę i ich życie uczuciowe.

Werdykt:
Zawsze znajdą się seriale, które będę próbowały wykorzystać formułę Friends i powtórzyć sukces tegoż serialu, czy How I Met Your Mother. Friends With Better Lives również stara się to zrobić, ale mam wrażenie nie jakoś wyjątkowo nachalnie. Owszem, mamy dość klasyczny układ – małżeństwo z kilkuletnim stażem i dziećmi, młodzi zakochani, świeżo rozwiedziony, wieczna singielka – i serial mocno polega na stereotypach, ale nie jest kompletnie niestrawny.

Oczywiście nie oszukujmy się – to standardowy sitcom i to nawet nie z tych lepszych. Ale Mysz bardzo lubi zebraną w serialu obsadę (za Connellym tęsknię od czasów Entourage, Delfino nie widziałam od Roswell, a Van Der Beek już w Don’t Trust the B*tch in Apartment 23 pokazał, że ma dystans i niezły komediowy timing), a po finale HIMYM widzi ziejącą w kalendarzu pustkę, która aż piszczy, by wypełnić ją jakimś nieskomplikowanym, luźnym, niewymagającym sitcomem o związkach.

Jeśli potrzebujecie czegoś pod kotleta lub by wieczorem zrobić sobie manicure/wyczyścić klawiaturę komputera, Friends With Better Lives może być niezłym tłem. Ale bez sensacji.

Ocena: 3/5

bad-teacher promoBad Teacher
(trailer) – premiera: 24 kwietnia 2014

Twórcy: Hilary Winston (Community, My Name Is Earl)
Kto gra: Ari Graynor (The Sopranos), Ryan Hansen (Veronica Mars), Sara Gilbert (Roseanne), Kristin Davis (Sex and the City), David Alan Grier (In Living Color)

O co chodzi: Fabuła filmu Bad Teacher z Cameron Diaz przeniesiona na mały ekran. Bez Cameron Diaz.

Werdykt:
Mysz nie była fanką filmu Bad Teacher – obejrzałam go bez przymusu i bawiłam się nieźle, ale w przeciwieństwie do mojej koleżanki, która mogłaby film oglądać w kółko, jeden seans mi wystarczył. Nie wiem – może koncepcja dorosłych uczących się “życiowych lekcji” i odpowiedzialności od dzieci przejadła mi się gdzieś koło Dangerous Minds ewentualnie School of Rock (jeśli trzymamy się stricte komediowego ujęcia).

Serial Bad Teacher oparty jest na tym samym założeniu co film – dziewczyna szukająca bogatego sugar daddy zatrudnia się w szkole by tam polować na ofiarę. Pilot w pierwszych dziesięciu minutach streszcza fabułę filmu Diaz, a następnie wstępuje na tory, które posłużą za “formułę” serialu, powtarzaną w każdym odcinku: główna bohaterka (przyznaję, brawurowo zagrana przez Ari Graynor, którą ubóstwiam) robi coś głupiego, by poderwać bogatego samotnego ojca jednego ze swoich uczniów (lub po prostu jakiegoś bogatego singla), a potem w ostatniej chwili się rozmyśla – odzywają się w niej wyrzuty sumienia/ludzkie odruchy – ratuje dzieciaka z jakiś tarapatów i kończy odcinek zadziwiająco bezpretensjonalnie wypowiedzianym frazesem, w stylu “bądź sobą” albo “rób dobrą minę do złej gry”.

Jeśli czuć w powyższych zdaniach cynizm, nie bez powodu. Już film z Diaz był mocno naciąganą fabułą – trochę w stylu przeszarżowanych komedii ze stajni Apatowa czy Superbad – a serial, ze względu na telewizyjny format nie może sobie pozwolić na równie ostry humor, przez co traci charakterystyczny dla filmu pazur. Wszystko jest ugładzone i spłycone, tym samym sprawiając, że Bad Teacher wydaje się przede wszystkim serialem niewykorzystanych szans. Mogło być śmiesznie – jest zaledwie wesoło. Mogło być ciepło i z sympatią – jest ledwie “letnio”.

Szkoda marnować tak doświadczoną komediową obsadę i talent Graynor (polecam ją w tym filmie) na produkt, którego założenie fabularnie wytrze się szybciej niż szpilki głównej bohaterki na szorstkim betonie szkolnego podwórka. Mysz mówi: nie warto.

Ocena: 2/5

SiliconValley promoSilicon Valley
(trailer) – premiera: 6 kwietnia 2014

Twórcy: Mike Judge (Office Space, King of the Hill)
Kto gra: Martin Starr (Freaks and Geeks), Kumail Nanjiani (Franklin & Bash), Amanda Crew (Final Destination 3), Zach Woods (The Office), Thomas Middleditch (Splinterheads), Josh Brener (The Internship), T. J. Miller (The Goodwin Games)

O co chodzi: Grupa programistów komputerowych z dnia na dzień bogaci się o kupę pieniędzy. Co wcale nie wpływa pozytywnie na ich społeczne nieprzystosowanie i chorobliwą nieśmiałość.

Werdykt:
Oglądając Silicon Valley miałam mniej więcej taki sam, uprzejmie znudzony wyraz twarzy, jak podczas Bad Teacher. Nie wiem – może ogarnęła mnie znieczulica na douchebag humor pokroju Judda Apatowa, ale jeśli to ma być “najśmieszniejszy serial HBO od lat” to ja wysiadam.

Silicon Valley to takie The Big Bang Theory, tylko jeszcze bardziej nerdowskie – włącznie z wrzuceniem do serialu możliwe dużo HTML, Java i code-speak, którego laik taki jak Mysz ni w ząb nie zrozumie. Choć przyznaję, że nijak nie przeszkadza to podążać z głównym nurtem fabularnym produkcji – czyli “czy pieniądze zmieniają ludzi” i “jak w obecnym, zgorzkniałym, pełnym buców biznesie krzemowym założyć i utrzymać własną firmę”. Czyli TBBT bez śmiechu z offu, ale za to z większą ilością komputerów.

Poza tym bohaterowie Silicon Valley nie różnią się zbytnio od Leonarda, Sheldona, Raja i Howarda – są równie nieśmiali, niezręczni społecznie, “dziwni” i nieobyci. Ale tam, gdzie TBBT trzyma się raczej prostych, oczywistych, często stereotypowych żartów, Silicon Valley bierze te schematy i wykorzystuje je jako satyrę na obecne społeczeństwo i biznes około-komputerowy. Ten element satyry – bardzo w stylu Office Space – to chyba jedyna pozytywna jaką rzeczywiście mogę o serialu powiedzieć.

Zaczęłam się zastanawiać, czy może Mysz po prostu -nie jest- targetem tego serialu. Ale z drugiej strony, pilot TBBT jakoś bez problemu do mnie trafił. Może problem polega na tym, że moim zdaniem Silicon Valley jest po prostu nieśmieszne?

Nie polecam, ale i nie zniechęcam – jeśli kogoś interesuje ta tematyka, może serialowi dać szansę.

Ocena: 2/5

surviving-jack promoSurviving Jack
(trailer) – premiera: 27 marca 2014

Twórcy: Justin Halpern (Sh*t My Dad Says) na podstawie jego książki
Kto gra: Christopher Meloni (Law & Order: SVU), Rachael Harris (Natural Selection), Claudia Lee (Hart of Dixie), Connor Buckley.

O co chodzi: Rodzina w latach 90. (model 2 + 2) rządzona żelazną, ale mającą poczucie humoru ręką tytułowego Jacka.

Werdykt:
Trzy sprawy. Po pierwsze: niech Was nie zniechęci osoba twórcy i jego poprzednie “dzieło”.

Po drugie: po Bad Teacher i Silicon Valley -nareszcie- serial komediowy, który wywołał u mnie śmiech. I to nawet taki autentycznie szczery.

Po trzecie: teraz jest chyba jakaś moda na A) seriale z voice-overem (Growing Up Fisher, The Goldbergs); B) seriale dziejące się w nostalgicznie-naładowanej erze (The Goldbergs – w latach 80-tych).

Surviving Jack wpisuje się w obie te kategorie – głos jednej z postaci towarzyszy nam spoza ekranu w niektórych scenach, ale na szczęście nie ma go za dużo. Za to realia lat 90-tych (moje dzieciństwo!!!) dodają serialowi naprawdę dużo uroku i fantastycznie się sprawdzają, jako tło dla przedstawionych w serialu wydarzeń.

W  kwestii fabuły, po Surviving Jack nie można się zbyt wiele spodziewać – to typowe perypetie rodziny. Szkoła i przygody miłosne dzieciaków, kariery i życie domowe rodziców, wychowywanie potomstwa, bunt tegoż, etc. Jednak w tym co robi, Surviving Jack ma ogrom charyzmy. Może to kwestia obsady, może nostalgii lat 90-tych, ale SJ jest serialem, za którym Mysz nawet nie wiedziała, że tęskni. Są tu same cudowności:

– Christopher Meloni jako ojciec, pragmatyczny eks-wojskowy, który nie jest wredny – on po prostu wie, że ma rację. I to jest w nim frustrujące. Mysz wyczuwa tu odrobinę House‘owe wibracje, ale Meloni gra swoją postać z humorem i biglem, dzięki czemu jego szorstkość jest sympatyczna, a nie odpychająca. Nie jest to typowy telewizyjny tata: albo skończona fajtłapa albo kontrolujący każdy ruch sierżant musztry. To fajna, ciepła, zjadliwa postać. Mysz chce więcej takich w telewizji.
– Rachael Harris grająca żonę Meloniego tworzy razem z nim jedno z najsympatyczniejszych, najbardziej normalnych telewizyjnych małżeństw. Nie ma przeszarżowanych kłótni czy stereotypów w stylu upierdliwa żona/leniwy mąż. Mysz ostatni raz tak udane małżeństwo widziała w White Collar. Oby więcej takich.
– Connor Buckley jako Frankie, syn Jacka, jest FANTASTYCZNY. A jego podobieństwo w niektórych scenach do młodego Haydena Christiensena jest tak uderzające, że momentami łapie mnie smutek, że Lucas nie nakręcił nowej trylogii współcześnie. Connor Buckley ma i talent i charyzmę jak znalazł do roli Anakina Skywaleker. I sądzę, że dałby radę nawet z drewnianym scenariuszem Lucasa.
– okej, serial bywa troszkę ckliwy, ale klimat lat 90-tych pozwala mu otrząsnąć się ze wszechobecnego współcześnie cynizmu, dzięki czemu jego przesłania są ciepłe, sympatyczne i naprawdę zabawne.

Fakt, że w serialu pojawia się “cudowna” muzyka i kultura lat 90-tych (o mój Boże, widziałam ołtarzyk uwielbienia dla Christiana Slatera!) jest dodatkowym plusem.

Mysz jest w stu procentach na tak!

Ocena: 4/5

Sirens US promoSirens US
(trailer) – premiera: 6 marca 2014

Twórcy: Brian Fillis i Brian Kellett – wersja brytyjska; Dennis Leary (Rescue Me) i Bob Fisher (We’re The Millers) – wersja amerykańska
Kto gra: Michael Mosley (Pan Am), Kevin Daniels (Ladder 49), Kevin Bigley (Game Change), Jessica McNamee (White Collar)

O co chodzi: Adaptacja brytyjskiego sześcio-odcinkowego serialu Sirens o trzech ratownikach medycznych jeżdżących wspólnie karetką.

Werdykt:
Oprócz wstępnego założenia wersja amerykańska ma niezbyt wiele wspólnego ze swym brytyjskim pierwowzorem. Owszem, oba charakteryzują się dość wrednym poczuciem humoru (w brytyjskiej wersji jest to urocze, w amerykańskiej momentami bywa drażliwe), ale nie są przy tym nadmiernie wulgarne. Jednak tam gdzie wersja brytyjska jest 40-stominutowym komediodramatem, wersja amerykańska to nieskomplikowana 20-stominutowa komedyjka.

W tym formacie sprawdza się jednak nieźle. Michael Mosley (który był Myszy odkryciem w Pan Am) jest jak zwykle czarująco zadufany w sobie, ale czego się spodziewać po postaci ratownika medycznego. Mysz miała nie tak dawno okazję obserwować z bliska jak wyglądają przekomarzanki polskich ratowników medycznych i musi przyznać, że niewiele różnią się one od tych zza oceanu. Ludzkie cierpienie i śmierć wymuszają w ludziach pewne skrajne zachowania oraz żarty, i Sirens całkiem udatnie to pokazuje.

Serial nie traktuje się serio, ale jednocześnie porusza ciekawe tematy, m.in. w osobie ratownika-geja. Element ten nie jest co prawda tak umiejętnie potraktowany jak w Brooklyn Nine-Nine, ale miło zobaczyć serial komediowy, gdzie orientacja głównego bohatera nie jest przedstawiona w sposób stereotypowy. Szkoda natomiast, że tego samego nie można powiedzieć o stereotypach płciowych. Owszem, mamy ratowników i policjantów płci żeńskiej, ale już w pierwszym odcinku serialu pojawia się zdanie “płakanie jest niemęskie”. Ech, a już myślałam, że wyszliśmy z ery macho telewizji.

Pomijając drobnostki, Sirens jest przyjemnym, momentami dowcipnym, ostatecznie dość przeciętnym oglądadłem. Jeśli ktoś lubi, tak jak Mysz, tematy około-szpitalne – można obejrzeć. Warto też poświęcić jeden dzień na obejrzenie wszystkich sześciu odcinków wersji brytyjskiej. Richard Madden (Robb z Game of Thrones) gra tam przeuroczą postać.

Ocena: 3/5

Subject: Remedy On 2014-02-12, at 4:37 PM, Wong, Tony wrote: Cast of Global‰Ûªs REMEDY from left to right: Dillon Casey, Enrico Colantoni, Sarah Allen, Sara Canning remedy cast.tifRemedy
(trailer) – premiera: 24 luty 2014

Twórcy: Greg Spottiswood (King)
Kto gra: Enrico Colantoni (Veronica Mars), Dillon Casey (Nikita), Sara Canning (The Vampire Diaries), Sara Allen (Being Human US), Genelle Williams (Warehouse 13), Martha Burns (Slings and Arrows)

O co chodzi: Czarna owca rodziny skupionej wokół medycyny powraca do szpitala, w którym pracują jego bliscy.

Werdykt:
Najdziwniejsza rzecz na świecie – przed pilotem dostałam skrót “This season on Remedy“. Totalnie zgłupłam. Ale dziwni ci Kanadyjczycy O_O

Nie sądziłam, że kiedyś wpadnie mi w ręce kanadyjski dramatyczny serial medyczny, ale jak wszystkie piloty to wszystkie. Remedy wpasowuję się w ramy “szpitalne”, które wszyscy znamy – dużo postaci, medyczne zawirowania (stały motyw “o nie, ukłułam się brudną igłą”). To co Remedy odróżnia to wątek rodziny lekarzy (ojciec – “szef sztabu” szpitala; jedna córka lekarz, druga pielęgniarka, oraz “syn marnotrawny” którzy rzucił szkołę i uciekł w świat), która wspólnie pracuje i egzystuje w szpitalu. Nie byłoby w tym nic ciekawego, ale relacje między członkami rodziny są dość zawiłe, szybko i sprawnie pokazane (therefore intrygujące), oraz dobrze zagrane. Są też subtelnie zarysowane wątki postaci pobocznych, które w następnych odcinkach mogą się ładnie rozwinąć. To co jednak Mysz zainteresowało najbardziej to fakt, że Remedy pokazuje fragmenty z życia -całego- szpitala, włącznie z ekipą sprzątającą, salowymi, podziemiami szpitala, pralnią, etc. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim w szpitalu medycznym (a przynajmniej nie na taką skalę) i bardzo mi się ten pomysł podoba. Trzymam kciuki, żeby motyw ten był kontynuowany przez cały serial.

Jeśli ktoś nie ogląda Grey’s Anatomy, ewentualnie bardzo tęskni za E.R., może dać Remedy szansę.

PS. Ciekawostka: w pilocie spotkałam się też z fascynującym medycznym zabiegiem zwanym fecal transplant. Niezwykła rzecz, nie powiem.

Ocena: 3/5

PlayingHouse promoPlaying House
(trailer) – premiera: 29 kwietnia 2014

Twórcy: Lennon Parham & Jessica St. Clair (Best Friends Forever)
Kto gra: Lennon Parham & Jessica St. Clair (Best Friends Forever), Keegan-Michael Key (Fargo), Zach Woods (The Office, Silicon Valley), Lindsay Sloane (Sabrina, the Teenage Witch)

O co chodzi: Karierowiczka rzuca pracę by pomóc swojej wieloletniej przyjaciółce wychować dziecko, po tym jak jej mąż okazał się niewierny.

Werdykt:
Razem z Sirens to druga komediowa produkcja stacji USA Network (znanej z White Collar, Psych, Burn Notice). Nie jest to serial, który jest laugh-out-loud funny, ale ma sympatyczny, nienachalny humor i fajny, małomiasteczkowy klimat.

Playing House jest bardzo podobne do Best Friends Forever – poprzedniego serialu stworzonego i zagranego przez duet Parham & St.Clair. Obie panie poznały się w UCB Theatre (znany amerykański teatr improwizacji) i widać, że zdobyte tam umiejętności przeniosły na mały ekran. Playing House ma w sobie wiele elementów improwizacji, ale widać, że Parham i St. Clair świetnie czują się w swoim towarzystwie – wymyślane naprędce dialogi (riffowanie) wypadają bardzo naturalnie i autentycznie zabawnie. Mysz, która do tej pory nie była raczej fanką improwizacji w komediach (im jej więcej tym mniej mnie film śmieszy, patrz filmy Apatowa, które w dużej mierze polegają właśnie na riffowaniu), tutaj była mile zaskoczona. Może to zasługa obu pań, które mimo wbijania sobie okazjonalnych szpileczek robią to z takim urokiem i sympatią do siebie, że nie mam żadnego problemu w uwierzenie, iż obie kobiety przyjaźnią się nie tylko na ekranie, ale także w życiu prywatnym.

Dodatkowo za oglądaniem Playing House przemawia… cóż, nie chcę powiedzieć feminizm, bo nie o to tu chodzi. Ale prawdą jest, że przynajmniej w wypadku Myszy chęć jakiegoś mentalnego -wspierania- produkcji tworzonych, pisanych i granych przez kobiety jest bardzo silna. To serial o kobiecej przyjaźni – ciepłej, zabawnej, szczerej, nie zawsze łatwej, takiej po ludzku prawdziwej… To serial którego, Myszy zdaniem, w ramówce brakowało.

Tak więc polecam dać Playing House szansę. Luźna komedia pod wieczorny relaks.

Ocena: 3/5

Dżizas! Ile mi ten wpis czasu zajął! 3 dni oglądania i pisania *ciężko dyszy* A to zaledwie 1/3 pilotów, które mi jeszcze pozostały do omówienia. W tym tempie kolejna notka pojawi się pewnie dopiero w przyszłym tygodniu.

Czy są jakieś piloty, których do tej pory Mysz nie omówiła, a o których chcielibyście poczytać?

EDIT: Właśnie się dowiedziałam, że omówione tu Surviving Jack zostało skasowane. Razem z Enlisted. No żesz *$#&^%… takie sympatyczne seriale. Dobrze chociaż, że skasowali też Dads – jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie!Dla zainteresowanych: pod tym linkiem można znaleźć zestawienie pilotów seriali na następny sezon (2014/2015).

PS. Przypominam, że nowy serial Faking It stacji MTV został omówiony w oddzielnym wpisie.

* sezony telewizyjne liczę od września jednego roku do wakacji roku następnego (bo tak zwykle emitowane są seriale)