Telewizyjna hegemonia, czyli dlaczego Emmy’s nikogo już nie obchodzą.

Mysz od paru lat, przy okazji rozdania nagród Emmy, dusi w sobie różne emocje. Tym razem troszkę jej się ulało.

W zeszłym roku nie pisałam o rozdaniu nagród Emmy’s bo, w najprostszych słowach, byłam nimi okropnie zawiedziona. Dobrze że nie miałam pojęcia co nas czeka za rok, bo wówczas istnieje szansa, że w ogóle bym zrezygnowała z oglądania gali.

W ramach przygotowań do napisania tej notki (która raczej będzie należeć do tych krótszych niż dłuższych bo listę wygranych możecie sobie sprawdzić na dowolnym internetowym portalu) zajrzałam do archiwum bloga, ciekawa jakież to wrażenia wywołało u Myszy rozdanie Emmy’s z 2013 roku. Nie znalazłam pełnej notki na ten temat, ale w wśród roboczych, nieopublikowanych tekstów znalazła się garść przemyśleń o ówczesnym rozdaniu. I wiecie co jest smutne?… mogłabym przekopiować 75% tamtego tekstu do dzisiejszej notki i nikt by się nawet nie zorientował.

W Myszy odczuciu świadczy to o tym, że od kilku lat w telewizji, a już zwłaszcza wśród nominacji i przyznawanych nagród, zapanowała swoista, absolutnie niezrozumiała hegemonia konkretnych aktorów i tytułów.

Emmy2014 (13)

By w notce było nie tylko coś dla umysłu, ale także dla oczu, wpis zaszczycą najlepsze – Myszy zdaniem! – kreacje tego wieczoru. Najgorszych nie będzie – postanowiłam w tym roku nie być wredną, czepliwą jędzą :) Na pierwszy ogień, faworytka wieczoru czyli Lizzy Caplan (Masters of Sex), w kreacji Donna Karan Atelier. To SKANDAL że nie wygrała za rolę Virginii Johnson!

Fakt, rozdanie Emmy’s straciło dla Myszy sporo ze swojego początkowego blichtru i „wow factor”. Po części wynika to ze starszego wieku i nawarstwiania się cynizmu (kiedyś możliwość zobaczenia wszystkich celebrytów w jednym miejscu wzbudzała we mnie większe emocje), a po części także z pewnego obycia z tego typu galami – wszak oglądam je regularnie przynajmniej od pięciu lat. Sądzę jednak, że o wiele większy wpływ na moje znudzenie, a także, co gorsze, na moją rosnącą frustrację ma fakt, że nagrody te już dawno przestały być wymierne.

Uprawiając auto-cytowanie za tą nieopublikowaną notką:

Emmy’s od ok. 2010 roku przestały nieść ze sobą jedną, bardzo konkretną wartość: mianowicie przestały być listą seriali/filmów telewizyjnych, które ABSOLUTNIE musimy obejrzeć. Swego czasu, dzięki oglądaniu rozdaniu nagród Emmy, Mysz dowiedziała się o istnieniu takich perełek jak Grey Gardens, Temple Grandin, You Don’t Know Jack, Mildred Pierce, Cinema Verite czy The Pillars of the Earth.

… teraz się tego nie uświadczy. Jedyna informacja, jaką obecnie można wyciągnąć z rozdania statuetek Telewizyjnej Akademii to to, który serial akurat schodzi z anteny – zazwyczaj to właśnie jemu w udziale przypada najwięcej nagród.

Może zabrzmi to jak hyperbola, ale zdaniem Myszy podczas rozdania Emmy’s oczywista staje się jedna, niepokojąca rzecz: głosujący nie oglądają nowej telewizji.

Emmy2014 (6)

Myszy zdaniem druga najlepsza kiecka wieczoru, czyli Halle Berry w marszczonym pudrowym fiolecie projektu J. Mendala.

Odniósł się zresztą do tego Seth Meyers, prowadzący Late Night With Seth Meyers, pełniący w tym roku po raz pierwszy obowiązki konferansjera. Meyers rozpoczął galę stonowanym monologiem, w którym mimo uładzonych, płaskich wręcz dowcipów, zawarł kilka nader trafnych uwag odnośnie współczesnej telewizji; wśród nich była m.in. wzmianka, że większość seriali które weszły na antenę w zeszłym roku, na jesieni, jest już obecnie w fazie ostatniego odcinka/kasacji. Innymi słowy: nowe seriale mają żywot krótki niczym jętka.

Nowe seriale mają obecnie bardzo utrudnione zadanie jeśli chodzi o przetrwanie na antenie. Kasowe seriale takie jak Game of Thrones czy Netflixowy House of Cards, które przyciągają miliony widzów to jedno, ale fakt, że od kilku lat praktycznie nie nagradza się nowych, wartościowych seriali także ma z tym wiele wspólnego. Weźmy chociażby zignorowane, po raz drugi z rzędu, Orphan Black i fenomenalny występ Tatiany Maslany tamże, czy wręcz SKANDALICZNIE mało nominacji dla obecnie chyba najlepszego serialu dramatycznego w telewizji, czyli Masters of Sex. Patrząc na to, jak nagminnie ignorowane są te – i inne – obiektywnie świetne produkcje, trudno się nie zastanawiać nad tym, co w takim razie oglądają głosujący na nagrody Emmy’s.

Pamiętam, jak wielkie było zdziwienie publiczności (i części mediów), gdy Brooklyn Nine Nine – świeżo powstały serial komediowy z Andym Sambergiem – dostał niedawno dwa Złote Globy. Mysz sama była w niemałym szoku, ale mimo uprzedzeń do Samberga, z ciekawości sięgnęła po serial. Wówczas zrozumiałam, iż obsypanie go nagrodami było nie dość że słuszną decyzją, to na dodatek decyzją odważną – dzięki temu nowy, dobry serial (i to nie tylko dobry w danym momencie, ale także dobrze rokujący na przyszłość) zyskał szansę na zdobycie większej widowni; wielu ludzi, podobnie jak Mysz, sięgnęło  po B99 zachęcone czy też zaintrygowane otrzymanym Złotym Globem. Dzięki temu ten niewielki, pozornie przeciętny serial zdołał utrzymać się na antenie i rozwinąć w naprawdę cudowny, ujmujący, mądrze napisany serial komediowy, którego oglądanie stało się – przynajmniej dla Myszy (przypominam, wielkiej anty-fanki Samberga) – prawdziwą przyjemnością.

Emmy2014 (2)

Allison Williams (Girls) wkrótce zagra Piotrusia Pana. Na czerwonym dywanie prezentowała się szykownie, acz młodzieńczo; odrobinę w stylu Audrey Hepburn, w sukni projektu Giambattisty Valli.

Sytuacja doszła do tak skrajnego etapu, że gdy spojrzymy na listy wygranych z ostatnich kilku lat, naprawdę nie trudno wytypować kto wygra w roku następnym. Statuetki zgarnięte przez Breaking Bad w pięciu kategoriach nie zdziwiły nikogo – serial już w zeszłym roku rozpoczął victory round w związku ze swoim zejściem z anteny. Podobnie jak podczas Oscarów było wiadomo, że The Lord of the Rings: The Return of the King zgarnie worek nagród, tak i w tym wypadku wszyscy wiedzieli, że ekipie BB nie pozwoli się zejść ze sceny (oraz „z afisza”) bez litanii laurów.

Z jednej strony Mysz rozumie takie działanie. Należy uhonorować dobry serial zanim ten zejdzie z anteny. Problem polega na tym, że jest to dowód na to, w jak błędne koło wpadła Akademia. Breaking Bad jest rzeczywiście fantastycznym serialem (Mysz nie ogląda, ale Luby zachwycony, a ja mu ufam) i należała mu się nagroda za finałowy sezon jak psu buda. Szkopuł w tym, że nie jest to pierwszy przypadek, gdy dobry serial – ba, wybitny serial! – dostaje nagrodę w ostatnim możliwym momencie.

Owszem, Emmy’s czy Złote Globy nagradzają czasem wybitne produkcje w pierwszym sezonie (np. wspomniane wcześniej Brooklyn Nine-Nine), niestety jednak przeważnie mają tendencję do bezsensownego czepiania się konkretnych produkcji, i to nawet w momencie gdy te już dawno straciły na wartości i poziomie. In other words, zamiast przyjąć strategię by co roku starać się nagradzać przede wszystkim nowe, wartościowe, dobrze rokujące produkcje, Akademia uprawia swoiste kiepsko zawoalowane kółko wzajemnej adoracji. W efekcie dochodzi do sytuacji, gdy mimo przyznania nominacji wielu naprawdę dobrym serialom – w tym owszem, czasem produkcjom nowym –  statuetkę po raz n-ty zgarnia Modern Family. Mysz widziała pierwszy sezon serialu i rzeczywiście jest to świetna produkcja, jednak z ręką na sercu jestem Wam w stanie zagwarantować (i to bez wiedzy o kolejnych czterech sezonach) że serial ten nie zasługuje na piątą wygraną z rzędu. Nie w momencie, gdy w tej samej kategorii były trzy seriale, które mogłyby tę statuetkę otrzymać; i nie, nie mówię tu o The Big Bang Theory (którego jakość od lat również spada) ale o niedocenianym Louie (które na szczęście zgarnęło statuetkę za comedy writing) czy fenomenalnym Orange Is The New Black.

Emmy2014 (11)

Laverne Cox (Orange is the New Black) wypadła na dywanie posągowo i przepięknie w sukni Marca Bouwera.

Tu drobna dygresja, bo przypadek Orange Is The New Black wpasowuje się w inny niepokojący trend, który Myszy już w zeszłym roku rzucił się w oczy. Otóż w 2013 wielkie zdziwienie wywołała tylko jedna nagroda dla House of Cards. Jednak to pominięcie w nagrodach HoC czy OITNB świadczy o tym, że rozdanie Emmy’s (choć nie tylko je) toczy pewna wstydliwa, kłopotliwa choroba. Wspomniał o niej zresztą Meyers, wielokrotnie wytykając w swym monologu rozbieżności między tradycyjną telewizją a kablówką. Kilka razy odniósł się także do wzrastającej popularności serwisu Netflix i serwisów streamingujących czy zjawiska binge-watchingu.

Wychodzi na to, że najwyraźniej Akademia Emmy’s, tak jak spory procent ludzi showbiznesu, ma za złe „nowym mediom” – w domyśle: Netflixowi, czy takim kasowym stacjom jak HBO, które w tym roku zdobyło w sumie 99(!) nominacji – skuteczne „podbieranie” widzów tradycyjnej telewizji. Mysz miewa czasem mroczne wizje, że gdyby producenci telewizyjni mieli moc sprawczą w tej kwestii, najchętniej wyłączyliby Internet, zakazali HBO i zmuszali nas co tydzień do zasiadania przed telewizorami o tej samej porze. Jak zwierzęta ;)

Nie wiem jak Wam, ale Myszy jest strasznie smutno, że zamiast ruszyć z duchem czasu, tradycyjna telewizja wciąż bawi się w takie podwórkowe zabawy typu „a z tobą się nie bawimy”.

Emmy2014 (18)

Krój prosty i klasyczny, ale ten kolor! Samira Wiley (Orange is the New Black) wyglądała kwitnąco w sukni Christiana Siriano.

Wróćmy jednak do sedna: zamiast nagradzać nowe produkcje, Emmy’s niemal co roku stawiają uparcie na te same nazwiska i to nie zawsze, mam wrażenie, kierując się rzeczywistymi zasługami i osiągnięciami danej produkcji. W wyniku tego np. Breaking Bad, które od początku miało świetne opinie, zostało zauważone dopiero pod koniec swej kadencji (wcześniej w nagrodach przez kilka lat przodowało np. Homeland). Z kolei przez to, że Breaking Bad zgarnia sznurek nagród dopiero teraz, inne, równie dobre, ale nieco mnie rozpoznawane seriale (lub te z mniejszym stażem) tracą szansę na zdobycie uznania. No, chyba że dostaną je w ostatniej chwili, gdy serial będzie zdejmowany z anteny *sarkazm*

Ostatnim przykładem na to niech będą także tegoroczne, dla Myszy kompletnie niezrozumiałe nagrody dla Martina Freemana i Benedicta Cumberbatcha za Sherlocka BBC. Nie dość, że nagrody przyznano im za, obiektywnie, najgorszy sezon (i najgorszy odcinek) serialu, statuetki te przyszły mocno po czasie, w momencie gdy hype wokół serialu już dawno opadł.

Reasumując: nagrody dla produkcji telewizyjnych są od kilku lat  mocno opóźnione w stosunku do tego, co rzeczywiście na to uznanie zasługuje. I  nie będę Wam mydlić oczu, że mnie to nie denerwuje – sam fakt, że miałam napisać krótką notkę, a wyszło jak zwykle, niech świadczy o tym, jak silne emocje to we mnie wzbudza. I autentycznie nie chodzi o to, że „moi faworyci nie wygrali”; chodzi o to, że nie wygrali ci twórcy i aktorzy, którzy w danym roku naprawdę na to zasłużyli. Ewentualnie, że statuetki rozdano osobom, które owszem, zasłużyły, ale np. rok temu.

To wszystko jest po prostu tak strasznie… nawet nie niesprawiedliwe, tylko niewymierne;  jest puste, jałowe i w gruncie rzeczy kompletnie niepotrzebne.

Emmy2014 (7)

Nie jestem fanką materiału we wzorek, ale jego barwa oraz lekko geometryczny krój sukni Prabal Gurung bardzo mi się podobają. Brawa dla January Jones (Mad Men).

Przejdźmy może jednak do czegoś weselszego, czyli Myszy sarkastycznego skrótowego omówienia najfajniejszych i najgorszych momentów wczorajszego rozdania. Enjoy (bo Bogowie mi świadkiem, że ja nie dałam rady się dobrze bawić).

NAGRODY MYSZA MOVIE:

Za najlepszą przemowę:

Mogę mieć na pieńku z Ryanem Murphym za to jaką katastrofą był trzeci sezon American Horror Story, ale jego wygrana za poruszający film The Normal Heart była jak najbardziej zasłużona. Jego przemowa, upamiętniająca wszystkich ludzi showbiznesu, którzy zmarli w walce z HIV/AIDS, apelująca do młodych ludzi, by tak jak Larry Kramer znaleźli w sobie pasję i chęć walki o to, co uznają za słuszne, była równie wzruszająca co nagrodzony film.

Runner-up: Ty Burrell (Modern Family) który zamiast swojej przemowy przeczytał to, co wręczyły mu grające w serialu dzieciaki. Jeśli kiedyś znudzi im się aktorstwo, mają zadatki na pisarzy komediowych ;)

Emmy2014 (12)

Ciekawy krój, piękna forma, wzorzysty, ale nienachalny materiał. W obliczu tej sukni Rubina Singera, jestem na tak!

Dla najlepszego prowadzącego:

Każdy tylko nie Seth Meyers. Jego zatrudnienie, a także dość przeciętne prowadzenie gali są kolejnym dowodem na to, że posada konferansjera jest na tego typu eventach właściwie niepotrzebna. Meyers wypadał tym słabiej, że osoby, które zapowiadał – np. Jimmy Kimmel czy Jimmy Fallon – były w swych krótkich momentach na scenie o wiele lepsze niż Meyers w trakcie całej gali. Pomijam, że momentami wyglądał jak przestraszony jeleń złapany w światła reflektorów; po prostu jego specyficzna sceniczna prezencja kiepsko współgrała z opowiadanymi żartami.

Then again, jak wspomniała Mysz, wiele jego uwag – zwłaszcza w otwierającym galę monologu – było trafnych. Zabrakło w nich jednak tej odrobiny zjadliwości, która zwykłe stwierdzenie faktu zmienia w subtelnie wbicie szpilki. Oczywiście nie chodzi o to by mieć powtórkę z Ricky’ego Gervaisa – który dla Myszy był, oprócz Kimmela, najzabawniejszym zapowiadającym wieczoru (a jego uwaga o czwartej z rzędu statuetce dla Jima Parsonsa wywołała u mnie nieprzystojny rechot) – ale Emmy i bez tego sprawiają wrażenie Stowarzyszenia Klepania Się Wzajem Po Plecach. Trochę zjadliwego humoru mogłoby uatrakcyjnić imprezę. Bierzcie przykład z duetu Poehler i Fey.

Runner-up: Key i Peele, których „zaimprowizowana” zapowiedź była urocza i świetnie rozegrana. Their timing? Majstersztyk!

Emmy2014 (3)

Prosto, biało i dziewczęco. W sukni Zaca Posena Anna Chlumsky (Veep) wygląda niemalże jak za czasów My Girl :)

Dla najbardziej wyrozumiałego uśmiechu:

Biedny Matthew McConaghuey. Nie dość, że śmiał się z niego Jimmy Kimmel – każąc mu wracać do domu (and take Julia Roberts with you!), bo przecież to nie fair, żeby zdobywca Oscara startował do telewizji – to jeszcze odbierająca nagrodę za comedy directing Gail Mancuso (Modern Family) postanowiła zaprezentować całą swoją przemowę patrząc mu głęboko w oczy. Mysz akurat czułaby się o wiele bardziej zestresowana, patrząc na Matthew, ale na Macuso ta nieortodoksyjna metoda podziałała, a i reszta sali bawiła się przy tym przednio. Brawa dla McConaghueya za wyrozumiałość i poczucie humoru w obliczu tylu docinek.

Emmy2014 (9)

Keke Palmer (Masters of Sex) w jednej z najbardziej olśniewających sukni wieczoru, projektu Rubina Singera.

Nagroda im. Miley Cyrus za Uprzedmiotowianie Kobiet:

Sophia Vergara z Modern Family znana jest z tego, że nie wstydzi się ani swej ponętnej figury, ani tego, jak reagują na nią przedstawiciele płci męskiej. Kimże jest Mysz by zabronić innej kobiece być dumną z tych atutów, które Bozia jej dała. Ale ten, kto wymyślił „gag” z Sophią stojącą na obrotowym talerzu, niczym samochód w salonie aut, podczas gdy prezydent Telewizyjnej Akademii mówi: „Zawsze dajemy widzom coś, na czym mogą oko zawiesić”, powinien zostać powieszony za jaja (albo za cycki) nad basenem pełnym wygłodniałych piranii.

I pomyśleć, że kilka minut później Julianna Marguiles (odbierająca statuetkę za The Good Wife) powiedziała: „What a wonderful time for women on television”. Może Julianna akurat w momencie występu Vergary wyszła do toalety? O_o

Emmy2014 (5)

Christine Baranski (The Good Wife) w sukni Zaca Posena, czyli klasa sama w sobie. Jestem zakochana w grafitowo-granatowej barwie sukni.

Dla największej wygranej wieczoru:

Oczywiście mówimy tu tylko w zakresie prywatnego rankingu Myszy, ale sami przyznacie, że zgarniecie dwóch nagród aktorskich w trakcie jednej gali to nie lada wyczyn, prawda? W każdym razie brawa dla Allison Janney, która zdobyła statuetkę za główną rolę komediową serialu Mom (takim sobie, ale Janney jest tam boska) oraz za rolę gościnną w dramacie Masters of Sex (całkowicie zasłużoną). To fantastyczna aktorka i Mysz bardzo ją lubi – kto widział The West Wing Aarona Sorkina, ten wie dlaczego :)

Emmy2014 (1)

Klasycznie, ale ciekawie, plus piękny materiał świetnie współgrający z głęboką barwą sukni Nicolasa Jebrona. Allison Janney wyglądała cudownie.

Za najgorsze wykorzystanie DJa na żywo:

Serio. Kto wpadł na to, że DJ remiksujący utwory grane przez orkiestrę to dobry pomysł? Było to nachalne, denerwujące i zwyczajnie brzydkie.

Za najśmieszniejszą pomyłkę:

Pani odczytująca ciekawostki o zwycięzcach – np. skąd pochodzą, albo która to dla nich nagroda/nominacja – przedstawiła Anne Gunn (która otrzymała Emmy za główną rolę w dramacie Breaking Bad) jako nagrodzoną siódmy raz, ale nominowaną tylko trzeci. Co jest zabawne, bo A) jest to fizycznie niemożliwe, B) Gunn, owszem, była nominowana trzy razy, ale wygrała tylko dwukrotnie.

Emmy2014 (4)

W przypadku Anny Gunn nie jestem faworytką góry, ale za spódnicę sukienki Jenny Packham byłabym w stanie zabić. Mam ściany w dokładnie tym samym kolorze! :)

Za scene-stealing:

Jimmy Fallon, który po pomyłce Gwen Stefani – odczytywała wygraną The Colbert Report przeinaczając tytuł programu – wbiegł na scenę i odebrał statuetkę Stephenowi Colbertowi z tekstem: „Pomyliła się w wyczytywaniu, wiec nagroda się nie liczy”. Improwizowany skecz, który panowie zaprezentowali potem – z Colbertem szepczącym do ucha Fallona słowa przemowy, którą ten następnie deklamował w imieniu Colberta – była jednym z bardziej uroczych momentów wieczoru.

Swoją drogą tu malutka uwaga: to trochę nie fair, że The Colbert Report dostał nagrodę niejako „na pożegnanie” (bo program schodzi z anteny), ale Colbert będzie miał jeszcze niejedną szansę dostać statuetkę, bo za rok przejmuje show Davida Lettermana. Liczę na to, że w przyszłym roku statuetkę zabierze do domu Jimmy Fallon (który fantastycznie prowadzi The Tonight Show); choć tak naprawdę kibicuję świeżo-powstałemu Last Week Tonight With John Oliver – to niesamowicie dobry program i Emmy powinno to zauważyć. Z drugiej strony, to program HBO, a jak już wiemy, na HBO się w showbiznesie trochę krzywo patrzy :P

Runner-up: Andy Samberg, który przebrany za Joffreya przerwał Lenie Headey, zapowiadającej kolejną kategorię.

Za w pełni zasłużoną wygraną:

Nic mnie tak nie ucieszyło jak statuetka dla Uzo Aduby za rolę w Orange Is The New Black. Co prawda serial powinien dostać cały worek nagród, ale tę jedną traktuję jako nagrodę pocieszenia i zapowiedź kolejnych złotych figurek.

Emmy2014 (17)

Góra sukni od Christiana Siriano dziwnie się układa, ale na scenie Uzo Aduba (Orange is the New Black) prezentowała się przepięknie.

Złoty Cannabis za promowanie marihuany:

Sarah Silverman, która podczas czerwonego dywanu zaprezentowała całemu światu elektroniczny papieros naładowany marihuaną. Najwyraźniej niedawne zalegalizowanie cannabisu w Kalifornii bardzo szybko przestało być tematem tabu. Kwestia ta wypada jeszcze śmieszniej w kontekście ostatniego zdania, które w swej mowie dziękczynnej (za writing variety special) wypowiedziała Silverman: „We’re all just made of molecules, and we’re hurling through space right now”. Aha, brzmi jak coś, co zjarani studenci wypowiadają o trzeciej nad ranem, gapiąc się w sufit swojego pokoju w akademiku ;)

Runner-up: Adam Levine (wokalista Maroon 5), który w zapowiedzi wspomniał o zalegalizowaniu marihuany, a potem z uśmiechem kota, który wylizał śmietankę wykonał tzw. fist pump. Jego radość nie umknęła kilku „wtajemniczonym” osobom na sali, które zareagowały na to rozbawieniem. Mysz im się wcale nie dziwi :D

Emmy2014 (10)

Kerry Washington (Scandal) zrobiła wrażenie w nietypowej, ale intrygującej sukience Prady.

Za minę pt. „Powariowali ci Amerykanie”:

Stephen Moffat przyjmujący nagrodę w kategorii miniseries/movie writing za odcinek „Hist Last Vow” Sherlocka BBC. Wierz mi, Moffat – nikt nie był bardziej zdziwiony niż fani, którzy już dawno osiągnęli w miarę powszechny konsensus, że „His Lost Vow” jest najgorszym odcinkiem serialu. Ale jak to ładnie powiedział Jim Parsons, „there’s no accounting for taste”, czego Emmy’s są doskonałym dowodem :P

Runner-up: dla Myszy było to moment, gdy Martin i Benedict wygrali za role w Sherlocku. Powiem szczerze, nie tego się spodziewałam, bo w obu kategoriach nominowano panów z The Normal Heart. Myślałby kto, że film o AIDS/HIV i wspaniała rola Matta Bomera przebiją kiepski sezon serialu, który do tej pory był konsekwentnie przez rozdania nagród olewany. Apparently, na wszystko przyjdzie pora, jak się odpowiednio długo poczeka.

Emmy2014 (14)

Sukienka od Zaca Posena nie była może olśniewająca, ale Lucy Liu (Elementary) wyglądał w niej prześlicznie.

Za najlepszy moment całej gali:

Ten zaszczyt przypadł w udziel Julia Louis-Dreyfus i Bryanowi Cranstonowi. Najpierw odegrali na scenie uroczą scenkę, w której Julia udawała, że nie kojarzy Bryana z jego niegdysiejszej roli w seriali Seinfeld (a grali w tymże serialu parę razy). Jednak wisienką na torcie był moment chwilę później, gdy Julia wygrała za rolę w serialu Veep. Już-już miała wejść po schodkach na scenę, gdy wtem Cranston ją złapał i… z pasją pocałował. A właściwie całował, bo trwało to dobrą chwilę. Mysz prawie padła, gdy po skończonym pocałunku Dreyfus wreszcie wdrapała się na scenę i zapowietrzonym głosem mruknęła do mikrofonu: „Yeah, yeah, he was on Seinfeld.”

Emmy2014 (15)

Melissa Raunch (The Big Bang Theory) w prostej ale szykownej sukni Pamelli Rowland.

Dla Mysiego ulubieńca (nikt nie mówił, że nie będzie nepotyzmu):

Oprócz nagrody dla Uzo Aduby, najwięcej frajdy przyniosły Myszy statuetki dla Kathy Bates i Jessici Lange za American Horror Story: Coven.

AHS to serial, któremu od lat gorąco kibicuję i co roku aż zgrzytam zębami, bo wciąż pozostaje on mocno niedoceniany. Co prawda przykro mi, że Jessica Lange zgarnęła statuetkę za występ w, jak do tej pory, najgorszym sezonie AHS, ale najważniejsze, że serial otrzymał jakieś uznanie. Szkoda tylko, że zamiast Jessici nie wygrała również grająca w Coven Sarah Paulson. Lange już zdobyła statuetkę za serial Murphy’ego – co prawda za gościnną rolę w pierwszym sezonie, ale zawsze coś – a Paulson należy się nagroda za olśniewający, poruszający występ w sezonie drugim (Asylum). Pozostaje mieć nadzieję, że jej „podwójna” rola w nadchodzącym czwartym sezonie (Freak Show) wreszcie zasłuży na ukłon ze strony Akademii.

Emmy2014 (16)

J. Mendal zaprojektował kreację odważną i młodzieżową. Pasuje do buntowniczego charakteru Natalie Dormer (Game of Thrones).

Nagroda pocieszenia dla największego przegranego wieczoru:

Tę nagrodę definitywnie zgarnia True Detective, który mimo świetnych recenzji i pochlebnych opinii w branży zgarnął tylko jedną „dużą” nagrodę, za reżyserię dramatu.

Dla najzabawniejszego cameo:

W trakcie dziwnego, ale nie pozbawionego humoru występu Weird Al Yankovica, mogliśmy zobaczyć na widowni zdziwionego George’a R.R. Martina, któremu wręczono maszynę do pisania z przykazaniem „Pisz, George, pisz!”

Emmy2014 (8)

Partnerka Johna Hamma, Jennifer Westfeldt, wyglądała olśniewająco w prostej, ale ciekawej sukni ze złotym haftem.

Nagroda im. Micebtennial Man, za doprowadzenie Myszy do łez:

Przepiękna mowa Billy’ego Crystala, który upamiętniał tragicznie zmarłego Robina Williamsa. W jego ustach słowa, które powinny brzmieć jak wytarty frazes brzmiały przejmująco i prawdziwie:

„It’s very hard to talk about him in the past because he was so present in all of our lives. For almost 40 years, he was the brightest star in the comedy galaxy. But while some of our celestial bodies are extinct now, their energy long since cool, but miraculously, because they float in heaven so far away from us now, their beautiful light will continue to shine on us forever, and the glow will be so bright, it’ll warm your heart, it’ll make your eyes glisten, and you’ll think to yourself, Robin Williams: What a concept.”

I z tą optymistyczną, pełną ciepła myślą, zostawię Was na dziś.

Kto wie, może nagrody Emmy’s w przyszłym roku będą bardziej udane?

  • Anonymous

    Mnie chyba coś ominęło, ale nic nie wiem o tym, by fani uznali, że „His last vow” jest najgorszym odcinkiem „Sherlocka”… Czyżby „Blind banker” i „The sign of three” przestały istnieć? ;)
    Gin.

  • Anonymous

    Oj tam, nie bedziem się wykłócać, który odcinek serialu Sherlock jest udany mniej czy bardziej. Za to faktem jest, że trzeci jego sezon to prawie kicha. Nauczyłam się wprawdzie wybierać z niego co lepsze kawałki, ale czuję się zrobiona w konia. I jeżeli czwarty powtórzy „sukces” trzeciego sezonu w idiotycznym dogadzaniu fandomowi zamiast skupić się na prawdziwej, sensownej akcji – to się chyba zastrzelę (no tak, bo mi zależy). ;)

    I tak, mina Moffata jest bezcenna, ale niech się facet bierze w karby i nie chrzani mi Sherlocka. Reszta ekipy zresztą też.

  • Biorąc pod uwagę, że w kwestii tego, iż trzeci sezon jest najgorszym fani są dość zgodni, nie trudno wybrać który z odcinków trzeciego sezonu też najbardziej na ten niechlubny „zaszczyt” zasługuje :)
    Ja np. nie uważam Blind Bakera czy Sign of Three za dobre odcinki, ale biorąc pod uwagę kontekst całego serialu, His Last Vow wypada, moim zdaniem, najgorzej.
    Umówmy się jednak: wiadomo, to wszystko kwestie gustu i smaku. Ale nie zmienia to faktu, że Moffat i Sherlock powinni byli dostać statuetki już dawno, za „Scandal in Belgravia” :)

  • Mnie też trzeci sezon się nie podobał. Don’t get me wrong, miałam frajdę w trakcie oglądania, ale z perspektywy czasu i głębszego zastanowienia… cóż, nie jest to ten poziom do którego nas przyzwyczajono :/
    I żeby nie było – lubię jak twórcy raz na jakiś czas dogadzają fanom. To miłe. Ale trzeba znać proporcjum ;)

  • Anonymous

    Ano właśnie, proporcjum :)
    Oby dalej było lepiej.

  • Anonymous

    Czy pierwsze odczytanie przeze mnie „za dobre odcinki” jako „za dobre wypieki” w kontekście Blind Bakera jest wybaczalne i zrozumiałe?

  • Na pewno brzmi bardzo smacznie :D