Normalność jest przereklamowana – American Horror Story: Freak Show 4×02

Recap (“recapitulate” = rekapitulacja, streszczenie) odcinka 4×02 serialu “American Horror Story: Freak Show”.

Lets be honest, jednym z powodów dla których w zeszłym tygodniu nie pojawiła się notka o AHS był fakt, że drugi odcinek tego sezonu był… cóż, nudny. Obejrzawszy trzeci odcinek śmiem jednak twierdzić, że nie jest to kierunek w którym serial będzie stale dążył. Na razie tendencją Freak Show wydaje się bardzo nierówne tempo, z jednej strony przyjemnie wolne, umiejętnie potęgujące napięcie i dające bohaterom czas na zaprezentowanie swoich charakterów i historii, a z drugiej momentami dłużące się niemiłosiernie i sprawiające, że widz przestaje skupiać się na fabule, błądząc wzrokiem gdzieś poza granicami ekranu. Ale przejdźmy może do bardziej szczegółowych omówień. Ostatecznie nawet najgorszy odcinek AHS zawsze zawiera w sobie kilka ciekawych tematów, które warto poruszyć.

SPOILERY do odcinka

American Horror Story:Freak Show
4×02  – Massacres and Matinees

– Muzyka na otwarcie odcinka jest fantastyczna. Niby spokojny utwór fortepianowy (niejasne skojarzenia z Chopinem), przywodzący na myśl sielankę i idyllę – z którą pięknie komponują się wyblakłe acz kolorowe barwy rozstawionych wśród zielonej trawki namiotów – ale słychać w nim fałszywe, niepokojące nuty. Potem znów mamy sielankę, gdy widzimy jak część bohaterów spożywa wspólne śniadanie, a potem znów twist, gdy słyszymy w radiu komunikat o porwanych dzieciach i słyszymy zbliżający się sygnał syreny policyjnej. Also, is it just me, ale czy policja w tej miejscowości nie jest jakoś wyjątkowo obowiązkowa? Rozumiem, że to inne czasy, mała miejscowość i obecność freak show trzyma wszystkich w ciągłym stanie niepokoju (że o fali morderstw nie wspomnę), ale ich reakcja wydaje mi się dziwnie pośpieszna. Z drugiej strony, może właśnie na tym to polega – chcą się pozbyć niewygodnego problemu jak najszybciej, zwalić wszystko na trupę “dziwolągów” i wrócić do swojego normalnego życia.
– Ciekawe też obserwuje się zmagania psychologiczne i słowne policjantów i Elsy. Niby współczujemy członkom trupy, bo na pierwszy rzut oka widać, iż wszyscy w okolicy są wobec nich uprzedzeni, z służbą porządkową włącznie. Ale jednocześnie wiemy przecież, że przynajmniej część ich podejrzeń – choć wynika z nieuzasadnionych uprzedzeń – jest słuszna. Trupa rzeczywiście ma coś do ukrycia, choć, dyskusyjnie, sporo z ich mrocznych sekretów wynika np. z samoobrony, która jest naturalną reakcją, jeśli ktoś żyje tak niebezpiecznym życiem, jak freaks, prześladowani i dyskryminowani na każdym kroku. Nie usprawiedliwia to morderstwa, ale sprawia, że mimo wszystko współczujemy bohaterom – to poniekąd nie ich wina, że wylądowali w takiej sytuacji.
– Murphy wysługuj się klasyką – skoro mamy upiornego klauna, to musimy mieć równie upiorny sklep z zabawkami. Wszak mało rzeczy jest tak przerażających jak puste, nieruchome spojrzenie dziecięcej lalki. Tu jednak trzeba pochwalić pracę kamery – właściwie nie mamy “pustych” kadrów, praktycznie cały czas obserwujemy ujęcia -zza- czegoś: sklepowych drzwi, kontuaru, półek z zabawkami, stojących manekinów (wśród których ukrywa się Twisty, co też jest ogranym, ale wciąż niepokojącym zagraniem). Ciekawe wypadają też przechylone ujęcia, jak w scenie gdy sprzedawca przygląda się robocikowi. Mysz jest też wielką fanką motywów – w których Freak Show, ze swoim powolnym budowaniem napięcia, zdaje się lubować – gdzie bohater podąża za jakimiś śladami (w tym wypadku krwawym śladem pozostawionym przez zabawkę) by ostatecznie napatoczyć się na czyjeś zwłoki, albo samego mordercę. Swoją drogą bardzo mnie bawi pomysł, aby uciętą głowę sklepikarza postawić na półce z Halloweenowymi dekoracjami i kostiumami. I see what you did there, Twisty :D
Zwróćcie też uwagę na muzykę w tej scenie – powoli budująca napięcie, hipnotyzująca najpierw równym, spokojnym tempem, potem podnosząca włosy na karku narastającym strunowym crescendo. Zamiast jednak przestraszyć nas muzycznym jump-scare, mamy powrót do głównego motywu serialu skontrastowany z widokiem Twisty’ego, wbijającego nożyce w gardło zaskoczonego sprzedawcy. Mmmm… delicje ^_^

– “They don’t even know us, if they got to know us they would see we’re just like them. No better, no worse. Just regular people.”
Tia. Murphy jest w tym sezonie wyjątkowo mało subtelny ze swoim przesłaniem tolerancji, zrozumienia i akceptacji inności. Jestem całym sercem za ‘oswajaniem’ inności i uświadamianiem ludziom, że fakt, iż ktoś od nas się różni nie czyni z niego automatycznie naszego wroga, ale trudno mi zaakceptować takie łopatologiczne podejście, zwłaszcza że w poprzednich sezonach (no, może poza Coven) Murphy poruszał kwestię alienacji i nietolerancji w mniej łopatologiczny sposób.
Poza tym dziwnie brzmią te słowa, gdy padają z ust chłopaka, który właśnie wykopuje czyjeś zwłoki. Then again, jest to swoista paralela kwestii, że w każdym z nas – nie ważne czy jesteśmy “normalni” czy “dziwni” – drzemie potencjał do drastycznych działań.
– Wow. Nie wiem, czy Murphy mógł wymyślić bardziej dosadny sposób, by pokazać jak zepsutą, rozwydrzoną, rozpuszczoną i psychicznie skrzywdzoną postacią jest Dandy, niż tę kryształową butelkę (z napisem “Dandy”) z gumowym smoczkiem. Pełną koniaku. Subtle indeed.
Bardzo też podoba mi się cała sekwencja gdy Dandy i jego matka siedzą przy stole. Niby nic się nie dzieje, ale całą scenę przesyca uczucie niepokoju. Kontrast sielanki i horroru wydaje się, zwłaszcza w tym sezonie, jednym z głównych motywów. Dziwi mnie natomiast jak oszczędnymi ruchami Murphy zarysowuje background Dandy’ego. Od początku widać, że jest to postać niezrównoważona, po której można się spodziewać najgorszego i takie niewielkie okruszki sugestii – “coś” się wydarzyło z dziewczyną z sąsiedztwa, kucharka znajdująca za szopą rozczłonkowane zwłoki zwierząt… Murphy daje nam poszlaki czegoś, co jest oczywiste od początku – Dandy jest na drodze do zostania seryjnym mordercą. To co mnie autentycznie w tym momencie ciekawi to ta spuścizna wielu pokoleń, o której wspomniała Pani Motts. Co jest takiego w przeszłości tej rodziny, że Dandy został wychowany na takiego rozpuszczonego maminsynka? Czy jeszcze dalej: co jest takiego w przeszłości Pani Motts, że stała się ona taką psychicznie skrzywioną, tłamszącą swego syna, nieznośną ludzką wycieraczką? (yes, I have issues with this character – mierzi mnie gdy ludzie w ten sposób się płaszczą przed innymi) Są sceny gdy widać, że Pani Motts ma pełną świadomość tego kim jest – albo czym się staje – jej syn. Stosuje jednak bardzo silną formę wyparcia. Mysz chciałaby wiedzieć dlaczego.
– Nie dość, że Jimmy sprowadził policję swoim nieprzemyślanym zabójstwem, teraz do ekipy dołącza siłacz Dell, wraz ze swą nader-wyposażoną żoną, a za nim ciągnie się smrodek morderstwa aż od wietrznego Chicago. Zastanawia mnie, czy rzeczywiście udało im się uciec, czy ta zbrodnia wróci by ich ścigać w dalszych odcinkach. Zwłaszca, że w rozmowie z Elsą dają jej do zrozumienia dlaczego uciekli z Chicago i jak bardzo zależy im na zagrzaniu miejsca w jej trupie, wśród “swoich”. To co jednak w ich historii jest bardziej interesujące, to kontekst w jakim Murphy pokazał Desiree wykorzystującą swoje wyjątkowe umiejętności – pomagającą homoseksualistom “przestawić się” na seks z prawdziwą kobietą. Wypada to tym ciekawiej, gdy weźmiemy pod uwagę słowa Desiree: “They’re (w domyśle: geje) are lower than us, freaks“. Murphy znów jest tu mało subtelny – homoseksualizm to większa abominacja niż niepełnosprawność, równie skazana na niezrozumienie i dyskryminację – ale jak odczytać fakt, że zawarł w serialu motyw “nawracania” gejów. Tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę jego mocno kontrowersyjne podejście do tematu homoseksualizmu, nie tylko w kontekście AHS (przypomnijmy sobie chociażby parę z Murder House, czy postać Lany z Asylum), ale także np. Glee czy The New Normal, które bywały wielokrotnie krytykowane za to, że propagują krzywdzące stereotypy.
Mysz chce myśleć, że pokazując takie sceny, jak np. ta z “nawracaniem” Murphy wywraca na głowie utarte klisze. Then again, wiele zależy od tego jak dalej ten wątek zostanie rozegrany. I czy w ogóle zostanie kiedykolwiek jeszcze poruszony. Tym bardziej gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że kwestie orientacji są w parze Dell-Desiree odrobinę zaburzone – ona jest heteroseksualną kobietą (a przynajmniej wszystko na to wskazuje) i hermafrodytą, on jest heterseksualnym (or so it would seem) mężczyzną, pozostającym w związku z hermafrodytą, na dodatek mającym tendencję do wiązania się z kobietami o męskich cechach (jego poprzednią partnerką była brodata Ethel, o czym wiemy z wywiadów z obsadą; i tak, Dell jest ojcem Jimmy’ego, co też jest natychmiastowo oczywiste, przynajmniej dla Myszy). Jestem bardzo ciekawa, czy Murphy będzie się pod tym kątem zagłębiał w psychikę swoich postaci.
 
Po namyśle ciekawi mnie też jak Murphy ujmie temat hermafrodytyzmu w kontekście bycia freakiem. Obecnie nadal funkcjonuje stereotyp że jest to coś dziwnego, egzotycznego, co przy współczesnym zwiększaniu się tolerancji dla np. osób transgenderowych wydaje się dziwne. Liczę na to, że Murphy – i fenomenalna Angela Bassett – poruszą tę kwestię.
– Zauważyliście, że w scenach gdy pojawia się Twisty, często jest ujęty w bardzo szeroki kadr i kamera dopiero stopniowo się do niego zbliża, jak w tym odcinku w scenie, gdy Pani Motts podjeżdża do Twisty’ego na drodze?… ogromnie mi się to podoba. Chociaż poważnie wątpię w postać, która podbiera z drogi brudnego, obskurnego klauna niczym zabłąkane szczenię.
 
– Dandy jest cudownie creepy (Finn Whitrock bardzo umiejętnie szarżuje tą rolą i choć zwykle nie lubię takiej aktorskiej przesady w wypadku tej postaci wypada to cudownie niepokojąco), ale niestety od początku AHS zawsze najbardziej kibicuję postaciom, które gra Evan Peters. Jako aktor jest urzekający – nie zawsze dostaje role warte swojego talentu (ekhm, Coven, ekhm), ale gdy może się wgryźć w dobry materiał, świetnie się go ogląda. Widać to m.in. w scenie rozmowy Jimmy’ego z Dandym, gdy ten deklaruje chęć wstąpienia do trupy.
A w ogóle kontrast Dandy’ego, który jest normalną osobą – or, more accurately, normalnie wyglądającą osobą – ale skrywa w duszy mroczny charakter, z Jimmym (czy innymi członkami trupy), który ma niekonwencjonalną powierzchowność, ale dobre serce wypada fantastycznie. Murphy bardzo zręcznie operuje tu stereotypami, że brzydkie zewnętrze = brzydkie wnętrze (i odwrotnie). Ten motyw też się w tym sezonie przewija.
Czytałam też artykuły według których Dandy jest w pewnym sensie metaforą współczesnej amerykańskiej widowni, która – tak jak Dandy – jest ciągle znudzona, wszystko już widziała, i potrzebuje coraz większej ilości silnych bodźców by cokolwiek poczuć. Inna teoria mówi, że Dandy jest amerykańską bogatą, konserwatywną elitą pokazaną w krzywym zwierciadle. Jeśli rzeczywiście jest w tym ziarno prawdy, to brawa dla Murphy’ego, bo jest to wyjątkowo mocne i dobitne przesłanie.
A skoro jesteśmy przy temacie tego jak różni ludzie odbierają postać Dandy’ego: podobno niektórzy widzą w nim kiepsko zarysowaną, homofobiczną karykaturę ciapowatych, zniewieściałych hipsterów, którzy uważają się za wielkich artystów. Szczerze?… trochę rozumiem taką interpretację, ale trudno mi uwierzyć by Murphy był aż tak mało subtelny w konstrukcji postaci. Sądzę, że w przypadku Dandy’ego things aren’t what they seem.
– “You’d be saving my life“, mówi Dandy, prosząc Jimmy’ego o możliwość dołączenia do freak show. Coś czuję, że gdyby rzeczywiście przyjęto Dandy’ego w poczet dziwolągów istniałaby szansa na uratowanie nie tylko jego życia (psychiki?), ale także tych wszystkich osób, które prawdopodobnie zostaną przez niego zabite w kolejnych odcinkach. Ech, Jimmy. Ja rozumiem, że to wszystko niechcący, ale właśnie wkurzyłeś przyszłego seryjnego mordercę!
Warto też zwrócić uwagę na fakt, że choć to Jimmy najczęściej powtarza zdanie “gdyby tylko poznali nas bliżej i nie oceniali po pozorach, zrozumieliby, że też jesteśmy ludźmi”, zachował się w dokładnie taki sam sposób wobec Dandy’ego. Z góry go skreślił ze względu na własne uprzedzenia – bo Dandy jest bogaty, uprzywilejowany, “normalny”, a taka osoba nigdy nie mogłaby zagrzać miejsca pośród freaków. Cóż… now we’ll never know czy Jimmy miał rację.
– Dobra, ale serio: kto kupuje swojemu dziecku żywego klauna? I to nie takiego “na godziny”, do zabawiania dzieciaków z okazji przyjęcia urodzinowego. Autentycznego, brudnego, absolutnie upiornego klauna?

– Chiklis jest świetny w roli Della. Widzę dlaczego Murphy chciał by dołączył do obsady w tym sezonie. Jedyne co mnie zastanawia to fakt, że kompletnie nie mogę załapać jego postaci. Z jednej strony skończony douchebag, który próbował udusić własne dziecko i panoszy się wszędzie, jakby to było jego terytorium, a z drugiej momentami wydaje się potulny i układny jak baranek. I nie chodzi nawet o to, że postacie nie mają prawa mieć sprzecznych cech – wszak nieszablonowe, skomplikowane postacie są najciekawsze. Bardziej mi przeszkadza to, że nie widzę w postaci Della żadnego sensu; nie rozumiem skąd w nim ten rozdźwięk charakterologiczny. Teoretycznie można by to zwalić na karb zaburzonej gospodarki hormonalnej – zakładając, że jego siła i agresja wynikają jakiegoś zaburzenia, np. nadmiaru testosteronu – ale to trochę zbyt proste i szczerze mówiąc mało satysfakcjonujące wytłumaczenie. No cóż, może w kolejnych odcinkach coś się bardziej wyjaśni.
– “They don’t have to be good, they have two heads“. Auć, Elsa. To było okrutne.
Z drugiej strony to tłumaczy poniekąd czemu Elsa ukrywa przed wszystkimi swoją niepełnosprawność – nie chce być sławna dlatego, że jest “inna”. Chce być sławna, dlatego że ma talent.
W sumie ciekawi mnie dlaczego Murphy zdecydował się w tym sezonie poruszać kwestie talentu, sławy i kariery. Wiem z wywiadów, że relacja Dot, Bette i Elsy i ich sceniczne przepychanki mają w pewien sposób odzwierciedlać współczesne kobiece relacje – małostkowość, zawiść, podkładanie sobie świni, etc. Te zachowania były równie obecne kiedyś, co współcześnie. Martwi mnie jedynie bo ten motyw nie rozwinął się znów w kompletną porażkę jaką było Coven, z całym swoim pseudo-feminizmem i ukazywaniem kobiet jako istot skazanych na niepowodzenia, ofiar własnej zazdrości i nienawiści, zależnych od męskiej aprobaty i niepotrafiących odnaleźć siły w sobie, we wsparciu swej własnej płci. Naprawdę liczę na to, że Murphy odwróci rywalizację Dot, Bette i Elsy na głowie i że w efekcie dostaniemy zakończenie przypominające klimatem Asylum (gdzie np. siostra Jude ostatecznie dostała odkupienie).
– Warto też, w kontekście talentu, zwrócić uwagę na to w jaki sposób Bette odnosi się do Dot. Gdy ta ma zacząć śpiewać, mina Bette to niemalże podręcznikowy shit-eating grin, bo ma niemal stuprocentową pewność, że jej siostra nie ma talentu i kompletnie się skompromituje. A potem widzimy jej szok, gdy okazuje się, że Dot potrafi śpiewać (zresztą sama Dot też wydaje się zaskoczona po czym można wnioskować, że nie była pewna swoich umiejętności i nigdy nie miała parcia na scenę i sławę), a potem niemal natychmiastowy, druzgoczący wszystko zawód. Bette może i jest naiwna, ale widzimy po jej minie jak szybko zdała sobie sprawę ze zmieniającej się równowagi sił, z bycia zepchnięta do pasywnej, podporządkowanej roli. Wcześniej Dot może i była tą bardziej surową siostrą, ale radosne usposobienie Bette też miało szansę lśnić. Teraz widać, że Dot wybija się na pierwszy plan w sposób, o który Bette ją nigdy nie podjrzewała. To nie tylko zawiedzione nadzieje, ale także w pewnym sensie zdrada, bo jak to tak – Dot nigdy nie chciała pławić się w blasku świateł, a teraz kradnie Bette szansę na karierę?… in other words: siostry Tattler są najciekawszą postacią serialu, a Sarah Paulson jest boginią. Kropka :)
Z kolei na twarzy Elsy, w chwili gdy Dot śpiewa widzimy już tylko czystą nienawiść. Nie chcę być niemiła, ale to jest spojrzenie, które wprost fenomenalnie wygląda na Jessice Lange :D
 
– Oho, mamy zaczątek konfliktu między Elsą i Dellem. A właściwie dlaczego Elsa zatrudniła Della?…. owszem, wspominała coś o tym, że trupie jest potrzebny prawdziwy mężczyzna, ale czy naprawdę myślała, że będzie w stanie kontrolować kogoś takiego jak Dell tą swoją wyniosłą postawą i subtelnym szantażem? Nie podejrzewam Elsy o głupotę, ale nie jest też chyba najinteligentniejszą osobą (a może raczej – bywa okropnie zaślepiona w swym dążeniu do sławy) skoro dobrowolnie wplątała się w sytuację, gdzie musi z spierać się o pozycję szefa. Tym bardziej, że Dell wyraźnie nie daje się komukolwiek kontrolować (zwłaszcza kobiecie?) i wygląda na to, że będzie dążył do swojego celu i swojej racji po trupach. Pytanie tylko: czy dosłownie, czy tylko w przenośni.
A tak zupełnie obok tematu: z drugiej strony, Dell ma rację – freak shows są umierającą gałęzią rozrywki i jeśli chcą się utrzymać mimo tragedii panoszącej się po mieście, muszą pójść na ustępstwa, w tym występy w ciągu dnia. Może i jest agresywnym bucem, ale sądzę, że żyłka interesów którą posiada Elsa prędzej czy później zobaczy słuszność Dellowego rozumowania.
The King and I <3 <3 <3 ^_^
 
– “Your silence is utterly provocative
Dandy ma rację – milczenie Twisty’ego jest jedną z jego najbardziej niepokojących cech. Tym większe brawa dla Johna Carrolla Lyncha za granie tak oszczędnymi środkami (właściwie to samą obecnością!).
Tak a propos Twisty’ego: nie wiem, czy słyszeliście ale Amerykańskie Stowarzyszenie Klaunów jest strasznie zbulwersowane AHS i tym, że serial wywołuje (czy też potęguje) u ludzi coulrophobię. Niby rozumiem ich protesty, ale trochę się spóźnili – większą winą obarczyłabym Stephena Kinga i “To” niż Murphy’ego, który po prostu uczepił się lęku (zresztą tak jak King), który istnieje w ludziach od dawna, właściwie od momentu gdy istniały klauny. Co poradzić – bywają naprawdę upiorne.
– Przyjmuję teorie: czemu Twisty nie zabił Dandy’ego?
– Hm *poważny zamyśl*
Teoretycznie argumentem Della w kłótni z Jimmym – po tym jak nakrył trupę na wycieczce do lokalnego dinera – jest to, że dał ludziom darmowy pokaz freaków, więc teraz nie mają po co przyjeżdżać i płacić za tę rozrywkę. I okej, przyjmuję argument o pieniądzach, ale część mnie zastanawia się, czy powodem dla którego Dell chciał zaciągnąć wszystkich z powrotem do domu nie jest fakt, że po prostu strasznie się za nich wstydzi. Większość trupy to osoby niepełnosprawne, dla których freak show to jedyna opcja w miarę godnego życia – owszem, życia które wymaga wykorzystania wyjątkowych umiejętności, ale jest to zawsze świadoma decyzja by wystawić się na widok publiczny. Może być z tym związany wstyd czy zażenowanie, ale poprzez świadome wystawianie się freaks przejmują kontrolę nad sytuacją, a to może im dać wewnętrzną siłę.
Z kolei Dell, mimo swej siły, jest w gruncie rzeczy osobą “normalną”, związana z freak showami jedynie ze względu na wykonywany zawód. Bardzo możliwe, że dla niego wystawianie się freaków na widok publiczny – zwłaszcza gdy nie dzieje się to w bezpiecznych, “swojskich”, ustanowionych tradycją granicach cyrkowego namiotu – wiąże się z potężną falą wstydu: wstydu że z nimi przestaje, że inni “normalni” ludzie mogą na niego krzywo patrzeć dlatego, że trzyma z dziwolągami. Fakt, że nazywa ich per freaks i że reaguje agresją na sugestię Jimmy’ego, że są tacy sami jak normalni ludzie (czego prawdopodobnie umysł Della, mimo obcowania na co dzień z niepełnosprawnymi ludźmi nie jest w stanie przyjąć do wiadomości) zdaje się to potwierdzać. A przynajmniej ta teoria wydaje się Myszy w miarę sensowna. “Nie pokazujcie się ludziom za darmo”?… to nie może być takie proste. W tym jest coś więcej; tak samo jak jest coś więcej w uczuciach jakie Dell żywi do Jimmy’ego.

Okay, seriously: what is Twisty’s deal?
Nie rozumiem dlaczego niektórych ludzi zabija, a niektórych porywa, po czym torturuje ich, na zmianę próbując ich albo zabawić albo przestraszyć na śmierć. O co w tym wszystkim chodzi?… nie mogę się doczekać czwartego odcinka, gdzie mamy dostać całe backstory Twisty’ego. It better be good, Murphy!
–  Strasznie współczuję tej dziewczynie, którą Twisty porwał. Nie ma chyba nic gorszego niż uciec od niebezpieczeństwa, natknąć się na kogoś, kto może nam pomóc, poczuć ten przypływ adrenaliny i nadziei i ulgi, by potem zostać zaciągniętym z powrotem w kleszcze mordercy. Also: czy ta scena nie była nawiązaniem do Texas Chainsaw Massacre?
– Czyli jeśli dobrze rozumuję, Elsa zatrudniła Della jako straszaka-goryla na policję, w razie gdyby ci próbowali zwalić okoliczne morderstwa na jej trupę. Hm, ciekawe czy w takim razie rzeczywiście zacznie przychylniejszym okiem patrzeć na Jimmy’ego, teraz gdy wie o jego poświęceniu (ie. zabiciu gliniarza). Tym bardziej, że Jimmy sprytnie wykorzystał Elsy ego by obrócić ją przeciwko Dellowi. Nie tak głupi ten nasz Lobster Boy ;)
– Tak bardzo jak ubóstwiam Sarę Paulson… drugi odcinek i znów piosenka? I jeszcze na dodatek z takim anachronicznym tańczeniem pogo pod sceną? Ja naprawdę rozumiem zamysł Murphy’ego, ale w Moulin Rouge! to działało dlatego, że cały film był specyficzną mieszanką kiczu, baśniowego realizmu i teatralności. W AHS mimo pewnej umowności – no bo duchy, wiedźmy, kosmici i zabójcze klauny – klimat jest jednak o wiele bardziej poważny. To trochę tak jakby w House of Cards Frank Underwood zaczął nagle śpiewać “Call Me Irresponsible”. Nie że nie chciałabym zobaczyć Kevina Spacey w song-and-dance number, bo na pewno byłby fenomenalny, ale z pewnością bardzo by to wybijało widza z realiów serialu. Tutaj niestety mamy do czynienia z dokładnie tym samym. Wolałabym chyba jednak, gdyby tych musicalowych numerów w ogóle nie było.
Tym bardziej, że wcześniej Dot zaśpiewała kilka linijek “Dream a Little Dream of Me”, które idealnie wpasowuje się w klimat i realia serialu. Skąd więc ten upór by szokować i totalnie ‘wybijać’ widza ze świata Freak Show?… a czy Waszym zdaniem te sceny działają? Podobają Wam się?

– Aj waj, nie jest dobrze – Jimmy i Elsa próbowali wrobić Della w zabójstwo policjanta, ale ten ich przejrzał i w ramach zemsty wrobił w to… Meepa? Really? Autentycznie nie rozumiem logiki stojącej za tym działaniem. No chyba, że chciał Jimmy’ego tylko bardziej wkurzyć. Elsy to pewnie nie obejdzie, ale Jimmy to idealista. Jeśli Meepowi stanie się krzywda z winy Della – and I don’t see it playing out any other way – Jimmy zrobi wszystko by się na nim zemścić.
Ciekawi mnie też, czy Jimmy będzie od teraz cięty na Elsę, skoro nawet nie próbowała wstawić się za Meepem czy w jakikolwiek sposób go ratować. Może wreszcie młody przejrzy na oczy i zda sobie sprawę, że Elsa Mars wcale nie jest taką dobrotliwą opiekunką dziwolągów za jaką chciałaby uchodzić?
Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę jak rozchwiany psychicznie jest Jimmy po zabójstwie policjanta – w gruncie rzeczy myślę, że wcale nie chciał tego zrobić, po prostu zadziałał pod wpływem chwili. Teraz dochodzą wyrzuty sumienia z powodu tego co się stało z Meepem (bo Jimmy pogrywał sobie z Dellem i przegrał, za co zapłaci biedny Meep). Boję się, że mój ulubieniec może się ostatecznie załamać w wyniku tych wszystkich piętrzących się przeciwności losu. Pytanie tylko czy skończy tak jak np. Tate z Murder House.
Zwróćcie też uwagę na to cudowne ujęcia z góry, gdzie widzimy dróżki między namiotami i wagonami trupy. Czyżby subtelna wizualna sugestia rozłamu między poszczególnymi freakami?

– Ojej. Sceny z Meepem w więzieniu kompletnie złamały mi serce :((((
– Kurczę, najpierw Meep, teraz Bette… czy wszyscy mogliby przestać mnie tak strasznie wzruszać?
Wiem, że Bette jest naiwną trzpiotką, ale szkoda mi jej. Tym bardziej, że daje się Elsie wodzić za nos, stając się pionkiem w jej rywalizacji z Dot. Oczywiście Dot nie jest tu bez winy, bo jej dominująca osobowość pewnie zawsze w jakiś sposób tłamsiła delikatniejszą Bette, ale ta miała przynajmniej swoje marzenia o scenie. A teraz nie ma nic, Dot wszystko jej odebrała. Nic dziwnego, że daje się tak łatwo Elsie wykorzystać. Then again, biorąc pod uwagę, że to Bette zabiła ich matkę, nie wiem czy moje współczucie nie jest troszkę przedwczesne… za parę odcinków może się okazać, że to Bette będzie górą. Wszystko zależy od tego czy odnajdzie w sobie siłę by walczyć z Dot (ale także pewnie z Elsą, która nie po to chce się pozbyć jednej z sióstr by potem musieć radzić sobie z drugą).
Swoją drogą: po cholerę ten nóż? Co niby Bette miałaby z nim zrobić? Zabić swoją siostrę, tak jak Dot próbowała ją zabić? Okaleczyć ją? Przeciąć jej struny głosowe?… I can’t help but wonder, co by się stało gdyby jedna z sióstr umarła/została zabita. Jak bardzo połączone są ich narządy wewnętrzne i jak bardzo jedna jest zależna od drugiej. Czy rzeczywiście istnieje możliwość by jedna siostra żyła podczas gdy druga umrze?… z medycznego punktu widzenia wydaje się to mało prawdopodobne. Ale to AHS, więc nie zamierzam się kłócić z logiką. Zbytnio ;)
Tu jednak muszę odrobinkę ponarzekać, bo choć obserwowanie Lange jest przyjemnością, drażni mnie trochę jak bardzo powtarzalne są jej role, zwłaszcza Elsa i Fiona z Coven. Obie mają parcie na bycie na pierwszym planie i nie zawahają się użyć wszelkich środków, by osiągnąć swój cel. Możecie mnie za to znienawidzić, ale cieszę się, że jest to ostatni sezon Lange.
– A w finale Evan Peters znów popisuje się swoim cudownym aktorstwem. A idźże, bo się popłaczę! ^_^
I to tyle, moje drogie Robaczki!
Planowałam co prawda omówić dziś także trzeci odcinek, ale Halloween się samo nie zorganizuje, a jak pewnie część z Was wie, dla Myszy jest to najważniejsze święto w roku. Poza tym odcinek 4×03 to odcinek dwuczęściowy, którego part 2 dzień przed Halloween. W związku z tym sądzę, że podwójna notka z okazji podwójnego odcinka będzie bardziej na miejscu, niż rozdzielanie go na dwa osobne teksty.
A jak Wam podobał się drugi odcinek AHS: Freak Show? Też Wam się troszkę dłużył, czy raczej bawiliście się lepiej niż na premierze?