Podsumowanie 2014, czyli rok na 5! – część 3 (telewizja)

Trzecia część Mysiego podsumowania 2014 roku.

Kontynuacja Mysiego podsumowania 2014 roku. Tym razem – seriale!

Cofnij się do podsumowania muzyki i książek —-> KLIK
Cofnij się do podsumowania filmów —> KLIK

Notki zdobią Myszy ulubione filmowe plakaty z minionego roku

TELEWIZJA

 

Podobnie jak w wypadku filmów, Mysz nie będzie się bawić w łatki “najlepsze”, “najgorsze”. Opowiem Wam po prostu o tym, co z danego roku zapamiętałam. Choć przy mojej dziurawej pamięci pewnie i tak jest tego za mało ;) 

Humor i publicystyka

  • 2014 upłynął Myszy pod znakiem Saturday Night Live. Przez lata nie rozumiałam fenomenu tego programu, ale po obejrzeniu stand-upu Johna Mulaney przejrzałam klipy z kultową już postacią Stefona, współtworzoną przez Mulaney i Billa Hadera. Wbrew sobie zakochałam się na śmierć w Haderze i idei skeczu, gdzie Mulaney przed nagraniem programu na żywo zmieniał treść cue cards (czyli plansz z tekstem, który aktorzy czytają), starając się rozbawić Hadera i sprawić by ten na antenie broke character (czyli zaśmiał się i wyłamał z roli, zamiast zachować pełną powagę). Zrozumiawszy, że SNL jest w równej mierze frajdą dla widzów jak i dla odtwórców, zaczęłam oglądać całe rzeki klipów i składanek skeczy z poprzednich sezonów programu, szukając tych momentów, gdy aktorzy się łamią, śmiejąc się lub próbując za wszelką cenę zachować poważną minę. Obecnie regularnie oglądam 40 sezon SNL, systematycznie nadganiając co lepsze kąski z historii programu i muszę powiedzieć, że nabrałam ogromnego szacunku do wszystkich tworzących SNL, zarówno scenarzystów jak i komików i aktorów występujących na żywo przed kamerami. To niesamowicie wymagająca i stresująca praca i choć nadal momentami robię repeated facepalm na to jak nieśmieszne czy głupie są niektóre skecze, zdarzają się też autentyczne perełki. Poza tym, you try being -always- funny. To niemożliwe. Stąd Mysz zaczęła SNL wybaczać potknięcia i niedociągnięcia, postanowiwszy skupiać się na tym co jest fajne. A jest tego mnóstwo: Bill Hader, Taran Killam, Colin Jost, Seth Meyers, Jimmy Fallon… wcale nie wymieniam ludzi na których mam niezdrowe crushe. Co poradzić, kręcą mnie osoby z poczuciem humoru ;)A tak na poważnie: nie twierdzę że obecnie SNL dorównuje kultowym sezonom z lat poprzednich (za kadencji takich idoli komedii jak Will Ferrell czy Jason Sudeikis), ale na własnej skórze przekonałam się jak wartościowy jest to program. Dzięki kolejnym odcinkom nie tylko otrzymujemy krzywe spojrzenie na najnowsze wydarzenia (“Weekend Update”) i to co w mediach i na świecie ‘piszczy’, ale także fantastyczne występy muzyczne (to dzięki SNL podłapałam Hoziera czy “Uptown Funk” Bruno Marsa) i aktorów których warto śledzić (fascynacja SNLowymi aktorami zaowocowała już kilkoma naprawdę świetnymi seansami, w tym The Skeleton Twins).

 

 

  • 2014 był także rokiem Johna Olivera. Ten brytyjski komik będący przez wiele lat korespondentem The Daily Show nauczył się wszystkiego na temat dziennikarskiej satyry, po czym rozkręcił na HBO własny program, który w opinii zarówno krytyków jak i widzów przerósł tytanów gatunku takich jak właśnie The Daily Show czy Colbert Report. Last Week Tonight with John Oliver stało się bodaj najbardziej wyczekiwanym przez Mysz programem tygodnia, a przerwy w puszczaniu kolejnych odcinków traktowałam niemal jak osobisty atak. Jeśli chcecie trzymać rękę na pulsie odnośnie ciekawy/ważnych/nietypowych tematów ze świata polityki, najnowszych międzynarodowych wydarzeń czy problemów społecznych, program Olivera to coś dla Was. Dziennikarska rzetelność okraszona trafnymi obserwacjami i mnóstwem zjadliwego humoru zapewniła Oliverowi stałe miejsce w ramówce i sercach wielu widzów. Szerzej o fenomenie tego programu możecie poczytać w świetnej notce Zwierza Popkulturalnego.
  • Tam gdzie SNL nie daje rady i ich dowcipy padają płasko, tam wyrastają takie programy jak Key&Peele. Dwójka komików była Myszy obca, ale szybko stałam się ich fanką, chociażby dzięki takim trafnym skeczom jak Gay Wedding Advice, Movie Hecklers, Sexy Vampires, White-Sounding Black Guys. Ich program możecie obejrzeć na Comedy Central, ewentualnie poszperać wśród nader bogatej kolekcji klipów na YouTube. Jestem w stanie niemal zagwarantować, że znajdziecie tam coś co Was rozbawi i zastanowi – Key&Peele naprawdę mają smykałkę do poruszania trudnych tematów (w tym kwestii rasy, nietolerancji i uprzedzeń) w zabawny sposób.
  • Mysz okropnie nie lubi idei, że kobiety muszą uprawiać “męski” albo “obleśny” humor aby być uznane za śmieszne. Stąd bardzo ostrożnie podchodziłam do programu Inside Amy Schumer, nie będąc do końca pewną czy humor uprawiany przez Amy Schumer to my cup of tea. Co jak co, ale Schumer na pewno nie owija w bawełnę – mówi o seksie, dyskryminacji czy po prostu o sobie w sposób do bólu szczery i często bezpardonowy, ale ideą jej programu nie jest wyłącznie szokowanie czy tanie, sprośne lub niesmaczne żarty. Część skeczy to komentarz na temat pewnych aspektów współczesnych zachowań, zwłaszcza tych romantycznych czy związkowych, ale Schumer ma też w swoim repertuarze naprawdę trafne parodie popkultury i bodaj Myszy ukochany skecz, zjadliwie odnoszący się do gier, przemocy wobec kobiet, wojska i feminizmu. Also: God is gay and he’s Paul Giamatti :)
 

 

Serialowe pożegnania


W 2014 pożegnaliśmy kilka długoletnich ekranowych “faworytów”. Nie bez powodu używam cudzysłowu – wiele z seriali które zakończyły swój bieg had overstayed their welcome i zarówno przygodni widzowie jak i prawdziwi fani powitali ich zdjęcie z anteny z westchnieniem ulgi. Tym bardziej, że kilka z nich, niestety, nie zapewniło nam na pożegnanie dobrych wspomnień. 
True Blood zafundowało nam kilka idiotycznych śmierci (w tym jedną kluczową) i najbardziej kuriozalną finałową scenę wesołego obiadu przy wspólnym stole. Zakończenie to pasowało do serialu jak pięść do nosa i było kroplą przelewającą czarę goryczy w produkcji, która od (dyskusyjnie) trzeciego sezonu nadawała się już wyłącznie na szybką śmierć. Zamiast tego dostaliśmy kilka kolejnych sezonów – jasne, można było sobie popatrzeć na pięknych Skandynawów i krwawy seks, ale w pewnym momencie powolny upadek True Blood zaczął przypominać nieudolnie skrwawianie dojnej krowy; aż chciałoby się zakrzyknąć: “kończ Waś, bo krew marnujesz!”.

Dość głośno było także o zakończeniu How I Met Your Mother, które tak jak True Blood na zbyt zasiedziało się w pracowicie umoszczonym antenowym gniazdku. Serial będący swego czasu najlepszą telewizyjną komedią i współczesną odpowiedzią na Friends, zamienił się w parodię samego siebie i zaserwował nam najbardziej jednogłośnie krytykowany finał ostatnich lat. Ze świecą szukać osoby, dla której takie a nie inne rozwiązanie HIMYMowego finału było satysfakcjonujące. A przecież wystarczyło uciąć odcinek kilka minut wcześniej. 


Warto też wspomnieć a zakończeniu tak długoletnich produkcji jak Warehouse 13, Sons of Anarchy, White Collar, Californiacation, Boardwalk Empire czy Psych. Z jednej strony – smuteczek, z drugiej nareszcie łatwiej będzie te seriale nadgonić, bez groźby kolejnych odcinków wiszących nad głową. Mysz najbardziej płacze za skasowanym Franklin & Bash, które zostało zdjęte z anteny tak szybko, że twórcy nawet nie bardzo mieli czas po-domykać wszystkie wątki.
Teraz pozostaje się modlić by kilka innych seriali *cough*Glee*cough* zdołało się czym prędzej – i czym lepiej – skończyć. Mysz w każdym razie trzyma kciuki.
~*~*~*~

Tam gdzie łezka się w oku kręci za ukochanymi serialami, które odeszły, tam płynie fontanna za serialami, które odeszły od nas przedwcześnie *wow, taki dramatyzm* Ten sezon pilotów obfitował w zaskakująco wiele kasacji, w tym kilka przerażająco szybkich (po 2-3 odcinkach). Mysz, poczytująca sobie za punkt honoru oglądanie wszystkich pilotów, od początku podejrzewała, że są produkcje w których nie należy pokładać zbytnich nadziei. Doesn’t change the fact, że ich skasowanie mocno mnie zabolało.Najbardziej nieodżałowanym serialem 2014 roku będzie dla Myszy Almost Human – sympatyczny ale niechlujnie poprowadzony (damn you FOX!) futurystyczny serial o policjancie i jego partnerze, androidzie. Z uśmiechem będę też wspominać seriale The Michael J. Fox Show, Sean Saves the World i The Crazy Ones, w których na telewizyjną antenę powracali starzy ekranowi wyjadacze – Michael J. Fox, Sean Hayes i Robin Williams. Choć biorąc pod uwagę tragiczną śmierć Williamsa może to i lepiej że serial skończył się ‘samoistnie’, a nie w wyniku odejścia aktora. Myszy zabraknie też komediowych perypetii braci z Enlisted, oraz niedawno skasowanego rom-comu Manhattan Love Story. Na szczęście patrząc na rozpiskę seriali które pożegnaliśmy w 2014 roku wciąż widzę wiele produkcji – w tym sporo nowych dramatów – które zdołały się na antenie utrzymać. Here’s hoping że dadzą sobie radę w 2015.

A jeśli ktoś mi skasuje Forever, I’m gonna stab something.
 
Nagroda Łazarza dla serialu których powrócił zza grobu: Community. Najpierw wyrzucono Dana Harmona z pozycji show-runnera, przez co jakość serialu spadła na łeb, na szyję. Potem zatrudniono go z powrotem, tylko po to aby serial stracił dwójkę aktorów z głównej obsady. Mimo tego, Harmon i Spółka wyprodukowali nader sympatyczny sezon i świetny finał. A na koniec, by dodać wisienkę na torcie, mimo skasowania przez NBC, Community zostało w ostatniej chwili wykupione przez Yahoo, dzięki czemu Dan Harmon i reszta ekipy spełnią swoją obietnicę: Six Seasons and a Movie. Chociaż jak na razie elementmovie” pozostaje wielką niewiadomą ;)

 

Nowe nabytki

 

Wśród nowości, które zdołały się utrzymać na antenie, w Mysiej ramówce prym wiedzie wspomniane przed chwilą Forever. Ta mieszanina Castle‘a i filmu Highlander z niewielką domieszką Bones ma klimat ni-to buddy-cop kryminału, ni-to serialu fantasy z lat 90-tych w stylu Early Edition. Ioan Gruffud grający główną rolę jest nader czarujący, a sam serial, będący dla wielu widzów guilty pleasure, pokazał ostatnio jeden z najciekawszych finałów tej jesieni. Mysz trzyma kciuki by serial dalej utrzymał wysoki poziom.Z nowych produkcji Mysz macha pomponami także dla The Night Shift i Sirens, dwóch seriali medycznych, o których pisałam przy okazji pilotów. Jane the Virgin to z kolei czarny koń sezonu, zgarniający jednogłośne pochwały i uznanie w postaci nominacji do Złotych Globów. Patrząc na sukces jaki w zeszłym roku przypadł w udziale ówczesnemu debiutowi, Brooklyn Nine-Nine, myślę że możemy się po tej parodii brazylijskiej telenoweli spodziewać ciekawych rzeczy.

Bardzo głośno jest też o debiutującym serialu Faking It, który między pierwszym a drugim sezonem odrobinę zmienił swoją koncepcję i z serialu o dwóch przyjaciółkach które w ramach zdobycia popularności udają lesbijki, stał się jednym z ważniejszych seriali o szeroko pojętej tematyce LGBT w (co w sumie rzadko spotykane w TV) ujęciu młodzieżowym. Stacja MTV, który wyprodukowała serial wybija się tym samym po raz kolejny – po świetnie przyjętych Teen Wolf i Awkward – na pozycję stacji, która wie jak przemawiać do młodzieży i jak tworzyć wartościową ale rozrywkową telewizję. Szkoda, że nie są już stacją muzyczną, ale jeśli tak ma wyglądać postęp, count me in ;)Wśród wysypu seriali opartych na komiksach początkowo prym wiodło wychwalane Gotham. Produkcja ta jednak dość szybko wytraciła i impet i fanów, i trudno jednoznacznie ocenić co się dalej stanie z serialem. Z kolei mocno krytykowany Constantine powolutku zbiera coraz większe rzesze zagorzałych fanów i szybko staje się przysłowiowym “koniem”, którego albo bierze się z kopytami (i całą głupotą inwentarza :D) albo wcale. Mysz chwilowo wstrzymuje się z oceną, bo Constantine to jeden z tegorocznych seriali do których jeszcze w ogóle nie zasiadłam. Fear notI’ll give it a fair shot ;)


Z nowości najbardziej kibicuję The Flash – serial The CW wypada o wiele mniej zadufanie i pseudo-mrocznie niż jego sister-show Arrow, a i główny bohater, w przeciwieństwie do zakapturzonego łucznika, budzi w Myszy natychmiastową sympatię. Możliwe że przemawia przeze mnie ślepa miłość do gąsienicowatych brwi Granta Gustina ^_^ Tu warto wspomnieć, że choć do Arrowa od początku podchodzę jak pies do jeża, crossover tych dwóch seriali (zresztą naprawdę fantastyczny) nie tylko sprawił, że obie produkcje nabrały charakteru, ale także przekonał mnie by jednak kompletnie Arrowa nie skreślać. Kto wie, może kiedyś usiądę do serialowego maratonu i nadgonię brakujące sezony?
Serialem który również odbił się echem w pewnych kręgach jest Z Nation – produkcja w stylu Sharknado (zresztą wyprodukowana przez stację SyFy) która na wpół-poważnie parodiuje seriale o zombie. Jeśli macie mroczne poczucie humoru, lubicie inteligentną choć niepoważną komedię i The Walking Dead – warto dać Z Nation szansę.

W sumie największą niewiadomą (a dla niektórych rozczarowaniem) pozostaje Penny Dreadful. Ten współtworzony przez Logana i Mendesa serial (tak, tego Logana i Mendesa od Skyfall i nadchodzącego Spectre) z gwiazdorską obsadą (Eva Green, Timothy Dalton, Josh Hartnett) zapowiadał się na poważne i wysmakowane przemieszanie horroru, fantastyki i wiktoriańskiej literatury – takie The League of Extraordinary Gentlemen tylko mniej campowe. Serial zaczął się powoli, umiejętnie budując napięcie i intrygę, ale gdzieś w połowie kompletnie stracił tempo, przez co finał serialu nastąpił stanowczo zbyt szybko. Ostatecznie pierwszy sezon Penny Dreadful wydaje się jedynie preludium do zapowiedzianego drugiego sezonu. Mysz mocno liczy na to, że będzie on znacznie lepszy. 
HBOwskie Looking może się być remedium dla widzów tęskniących za Queer As Folk, ale serial jest w rzeczywistości czymś więcej niż tylko historią o trzech gejach mieszkających we współczesnym San Francisco. To przede wszystkim opowieść o ludziach – tych których znamy i tych których dopiero poznajemy, i o tam w jaki sposób wpływają oni na nasze życie. Brzmi górnolotnie, ale produkcja HBO jest ciepła, prosta i to-the-point, z sympatyczną obsadę utalentowanych aktorów i bezpretensjonalnym podejściem do spraw romantycznych i łóżkowych. Mysz woła: więcej takich seriali! Wprost nie mogę się doczekać na season 2!Z kolei za oceanem prym wiedli w tym roku The Musketeers, w kolejnym swoim wcieleniu, tym razem na antenie BBC. Serial ten nie szczyci się zbytnią powagą ani konsekwentnie prowadzoną fabułą, ale niesie w sobie radosną awanturniczość którą przyszliśmy tak kojarzyć z Atosem, Portosem, Aramisem i D’Artagnaniem. Przystojna i czarująca obsadanad którą panie (i panowie) prowadzą długie dyskusje, próbując wybrać “jedynego słusznego Muszkietera” – piękne kostiumy i lokalizacje, garść poczucia humoru oraz szczypta łamiących serce emocji sprawiają, że The Musketeers ogląda się z nieskrywaną przyjemnością i uśmiechem od ucha, do ucha. Od momentu gdy wyszedł trailer do drugiego sezonu, fani piszczą i podskakują z radości coraz intensywniej. A Mysz wraz z nimi :)  Jednym z ostatnich antenowych “nabytków” jest grudniowe The Librarians, oparte o trylogię The Librariankiczowatą ale uroczą parodię Indiany Jonesa. Jeśli lubicie nieco slapsticku, grupową dynamikę, fantastyczne artefakty, naginanie historii, kiepskie CGI, mnóstwo humoru, sympatycznych bohaterów (czyli basically mieszankę Doctor Who, Warehouse 13, Buffy the Vampire Slayer i Leverage) to The Librarians jest dla Was. Mysz w każdym razie jest zakochana. Zwłaszcza po dopiero-co obejrzanym piątym odcinku :)

Nagroda im. Shondy Rhymes za najgłupszy serial którego mimo to nie mogę przestać oglądać: How To Get Away with Murder – produkcja która zapowiadała się na hit nowego sezonu, ostatecznie padła pod naporem sztucznego dramatyzmu, szarży aktorskiej i naginania zasad działania amerykańskiego systemu sprawiedliwości w ramach usprawiedliwiania imperatywu fabularnego. Ale goddammit, ten twist w finale sprawił, że z pewnością usiądę do oglądania drugiego sezonu. Poza tym: Jack Falahee. We like him. 

Co słychać u starych znajomych?

  • Hannibal, któremu to wiele z Was (wraz z Myszą i jej recapami ^^) dzielnie kibicuje od pierwszego odcinka, trafił na szczy wielu podsumowań “the best tv shows of 2014“. Dla nas to nic dziwnego – wszak od dawna wiemy jak wybitnym twórcą jest Bryan Fuller i jak świetnym serialem jest Hannibal – ale miło wiedzieć, że nasz kannibalistyczny pupilek został wreszcie szerzej doceniony. Pozostaje mieć nadzieje, że w nadchodzącym roku poradzi sobie jeszcze lepiej (większa ogladalność! Lepsze ratingi!) i oczekiwanie na wykupienie przez stację 4-tego sezonu nie będzie się wiązało z obgryzaniem paznokci z nerwów. Cieszmy się, kochani! Finał Hannibala uznano za jeden z najlepszych odcinków tego roku! ^_^
  • Supernatural obchodziło w tym roku nie lada rocznicę. 200 odcinkóiw to nie w kij dmuchał, tym bardziej biorąc pod uwagę, że SPN to nadal pod wieloma względami niszowy serial, który utrzymuje się na powierzchni przede wszystkim dzięki bardzo aktywnemu fandomowi. Niestety fandom to jedno, a serial drugie – finał s9 Myszę kompletnie zwalił z krzesła, tak twistem, jak i perspektywami fabularnymi na kolejny sezon. I choć oglądając s10 mam o wiele więcej radości niż z paru poprzednich sezonów serialu, rozwiązanie pewnych wątków pozostawia wiele do życzenia. Wiecej Mysich (i nie tylko) narzekań na obecny sezon serialu możecie poczytać w tzw. “Wielogłosie” na serwisie Pulpozaur.
  • The Blacklist. Seriously, why aren’t you watching this show?, czyli Mysie odkrycie z zeszłego roku wciąż trzyma wysoki poziom i pozostaje jednym z, moim zdaniem, najciekawszych i najbardziej niedocenianych seriali ostatnich lat.
  • Once Upon a Time po raz kolejny zaserwowało nam sezon podzielony na dwie części i tak jak w przypadku sezonu 3a (z Nibylandią i Piotrusiem Panem) i s3b (z Wicked Witch of the West) tak w przypadku s4a twórcy rzucili nam nie lada orzech do zgryzienia. Z jednej strony dostaliśmy nowe postacie z Frozen i ciekawie poprowadzony wątek Królowej Lodu. Z drugiej strony finałowa klątwa nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań i nie dostarczyła widzom tyle emocji, na ile liczyliśmy. Trzeba jednak przyznać, że OUaT wciąż skutecznie torturuje swoich fanów, dając im niepowtarzalną mieszankę absurdalnie głupich i pogmatwanych wątków, z cudownie emocjonalnymi relacjami postaci (Belle i Rumple = we all cried!). I ten cliffhanger! Jeśli jest jedna rzecz, którą twórcy serialu robią bezbłędnie, jest to intrygowanie nadchodzącymi wątkami. Mysz w każdym razie nie może się doczekać!
    PS. Tak, s3b też się do podsumowania zalicza, bo leciał w tym roku, ale Mysz nie była fanką całego wątku z Zeleną. Więc nie będę Wam smęcić ;)
  • The Walking Dead. Hmm, nie pamiętam nic oprócz totalnego shitstormu, który wybuchł po tym jak twórcy zabili jedną z wydawałoby się najbardziej znienawidzonych postaci, by tuż potem dowiedzieć się jak bardzo wszyscy tę postać (rzekomo) lubili. Mysz odniosła wrażenie, że mieliśmy tu do czynienia ze swoistą amnezją widzów a’la Supernatural i postać Jo – najpierw jej nienawidzimy, ale gdy nam ją zabierają, nagle uderzamy w płacz, że “przecież my ją lubiliśmy”. Aha, jasne. Tu mi kaktus wyrośnie *pokazuje znacząco na czoło*
    A nie, przypomniałam sobie: za mało Daryla i Carol!!!!!1one!
  • Sleepy Hollow. Okej, Mysz przyznaje – nie nadgoniłam jeszcze w ogóle drugiego sezonu serialu, ale produkcji, która (po średnim choć rozrywkowym przebiegu) serwuje mi -taki- twist w finale pierwszego sezonu jestem w stanie dać naprawdę duży kredyt zaufania. Z głosów, które słyszałam w Internetach wiem, że drugi sezon SH trzyma się dobrze, serwując fanom odpowiednio dużo interakcji Ichaboda i Abbie oraz nieustającego konfliktu Crane’a z współczesną technologią. Innymi słowy: wszystko po staremu :)
  • Bones… Mysz jest śmiertelnie obrażona na Bones. Zespoilowano mi kto umiera na początku dziesiątego sezonu, więc nie oglądam dalej. If I don’t watch it, it’s like it never happened *płacze*
  • Teen Wolf dał nam w tym roku The Holy Grail of TV Episodes, czyli cały storyarc z sezonu 3b, związany z Stilesem, kitsune i asasynami ninja. Poważnie się zastanawiam gdzie do jasnej cholery jest worek nagród dla Dylana O’Briena za popis aktorski jaki odstawił w tym roku. Co prawda s4 nie dorównał poziomem swojemu poprzednikowi, ale Mysz ślepo wierzy w Daviesa i jego ekipę. Nie na darmo od paru lat Teen Wolf jest Mysim ukochanym maleństwem ^^
  • Orange is the New Black. O tym dlaczego już dawno powinniście oglądać ten serial, Mysz już kiedyś pisała ;)
  • Castle dla Myszy w tym roku totalnie przeskoczył rekina. Najpierw mieliśmy wzięty z sufitu, melodramatyczny finał szóstego sezonu, potem siódmy zaczęliśmy od szybko porzuconego, idiotycznego motywu Wielkiej Tajnej Konspiracji, a teraz twórcy bawią się w prowadzące donikąd stand alone episodes. Jasne, nadal oglądam serial bez jakichś strasznych spazmów agresji/cierpienia, ale kompletnie straciłam do niego serce :/
  • Shameless. Drugi po The Blacklist najlepszy i najbardziej niedoceniany serial w TV. Jak to ktoś ładnie ujął, “Shameless to dla stacji Showtime taki mały, rozbrykany, rozczochrany młodszy braciszek, na którego wszyscy patrzą z politowaniem, nie spodziewając się po nim wielkich rzeczy”. A niesłusznie – Shameless is the little show that not only ‘could’, but ‘can’. Produkcja dostarcza co sezon coraz mocniejsze historie, łamiące serce wątki, cudowne życiowe absurdu i jedne z najciekawszych występów aktorskich ostatnich lat (Emmy Rossum! William H. Macy! Fucking EVERYONE!). Co więcej Mysz bezapelacyjnie uznaje wątek Iana i Mickeya za jednej z najlepiej poprowadzonych wątków LGBT w historii telewizji. You heard me: historii telewizji!
    Gdybyście mieli z tej listy wyciągnąć jeden nowy-stary serial do nadgonienia, zróbcie Myszy przysługę – niech to będzie Shameless!
  • Brooklyn Nine-Nine. Zeszłoroczny czarny koń i zdobywca dwóch Złotych Globów w drugim sezonie radzi sobie jeszcze lepiej. Z serialu, który sam nie do końca wiedział czym chce być, i który zbyt mocno polegał na komizmie Andy’ego Samberga (he’s not everybodies cup of tea) B99 zmienił się w konsekwentnie prowadzone komediowe tour de force, umiejętnie korzystające z całej swej zdolnej i zabawnej obsady. To jedna z tych produkcji, które zaczynamy oglądać “do kotleta”, a kończymy co tydzień wyczekując kolejnego odcinka niczym kania dżdżu. Also: Andre Braugher = all the awards.
  • Miranda. Dlaczego? Dlaczego złamałeś mi serce, gupi serialu?! *płacze*
  • Nagroda Why, God, why? dla największego rozczarowania: American Horror Story: Freak Show. Nauczyłam się tolerować porażkę jaką był poprzedni sezon, Coven. Ale tego już nie mogę znieść. Mam zaległe… cztery odcinki? Pięć?… i wcale nie śpieszy mi się do nadganiania. *le sigh* Ryanie Murphy, czemu mi to robisz?!
  • Nagroda dla The Little Show That Could za zaskakującą poprawę formy: Marvel’s Agents of SHIELD. Jak to słusznie napisał Ichabod, Agents to najlepszy komiksowy serial obecnie na antenie! Jeśli go nie oglądacie, macie czas żeby go nadgonić do maja 2015 – wtedy wychodzą Avengers: Age of Ultron. Znając twórców, serial będzie się z tym filmem jakoś wiązał :)

Jeśli Mysz o jakimś serialu nie wspomniała to znaczy, że prawdopodobnie o nim zapomniała, utknęła w martwym punkcie (np. między sezonami, albo w połowie sezonu), nie nadgoniła w ogóle, lub zwyczajnie go nie ogląda. Jeśli w Waszym odczuciu moje milczenie w wypadku konkretnego serialu było niewybaczalne, koniecznie napiszcie o nim w komentarzu! :)

A jeśli po tym wszystkim komuś NADAL MAŁO, niech idzie się leczyć może skorzystać z nader-bogatego podsumowania 2014 roku magazynu Empire. Mysz w tym roku w ogóle zapomniała je przejrzeć, ale tak to jest jak się próbuje na ostatnią chwilę podsumować wszystko, co wydarzyło się w danym roku. W 2015 postaram się nie zostawiać tego na dwa dni przed Sylwestrem ^_^

Cofnij się do podsumowania muzyki i książek —-> KLIK
Cofnij się do podsumowania filmów —> KLIK

Now excuse me, ale muszę iść sturlać się ze schodów. Może w ten sposób rozmasuję ten przykurcz karku, który trzyma mnie od ósmej rano, kiedy usiadłam do tej notki. Howgh!