Nie wszystko złoto… słów kilka o Oscarach 2015.

Najnowsze rozdanie nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej już za nami. Mysz dzieli się swoimi wrażeniami.

Podejrzewam, że większość Czytelników zdążyła już zapoznać się z wygranymi wczorajszej Oscarowej gali. Część z pewnością zarwała noc, śledząc wydarzenia nie tylko na ekranie telewizora/komputera, ale także w komentarzach popkulturowych blogerów. Inni, tak jak Mysz, smacznie spali, by uraczyć się rozdaniem nagród do porannej kawy. Jeszcze inni siedzą nadal w pracy, zgrzytając na nas zębami i warcząc złowieszczo na każdy kolejny tweet, status i news odnośnie tego kto wygrał, komu dziękował i z kim przyszedł. Jest też wreszcie ostatnia grupa, której to całe zamieszanie totalnie nie obchodzi :)

O specyficznym „stonowaniu” tegorocznej gali mówiło się od kilku tygodni. Zarówno pod względem planowanych atrakcji podczas rozdania Oscarów, jak i w zakresie nominowanych filmów, wśród których wyjątkowo łatwo było wytypować zwycięzców. Oczywiście nie obyło się bez paru (w większości miłych) zaskoczeń, niemniej 87. gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej przeszła bez większych emocji i kontrowersji. Chyba żeby liczyć homage dla Birdmana w wykonaniu Neila Patricka Harrisa.

Oscar2015 (2) copy

[kliknij aby powiększyć] W tym roku wśród sukienek dominowały przede wszystkim beże, „kawa z mlekiem” i różne odcienie bieli. Mysz prezentuje swoich faworytów – w tym roku postanowiła nie znęcać się nad niektórymi mniej udanymi kreacjami i skupić się wyłącznie na pozytywach :)

Mysz w sumie ma niewiele do powiedzenia o tegorocznych Oscarach. Pisałam już przy okazji notki o Oscarowych kibicach, że poziom Mysiego zaangażowania w tę konkretną ceremonię systematycznie od paru lat opada. Niemniej było parę momentów, gdy Mysz wydała z siebie pisk autentycznej uciechy. Tak więc aby Was nie zanudzić – wszak ile analiz tego samego wydarzenia można dziś przeczytać! – wyłuskałam to, co mi osobiście najbardziej zapadło w pamięć.

Legend… wait for it…. not-dairy.

Niestety, mimo legendarnego już statusu Neila Patricka Harrisa jako prowadzącego przeróżne gale, NPH nie popisał się jako Oscarowy konferansjer. I nie chodzi nawet o porównania do zeszłorocznego występu Ellen – Harris, mimo usilnych starań, wypadł po prostu blado i nieśmiesznie. Zaczął mocnym uderzeniem, od bodaj najlepszego żartu wieczoru („Today we honor Hollywood’s best and whitest… Sorry, brightest”) i przeuroczej piosenki „Moving Pictures”, w której wraz z Anną Kendrick i Jackiem Blackiem składał hołd „ruchomym obrazkom”. Utwór ten zawarł w sobie ciepło, poczucie humoru ale i zjadliwość, której zabrakło później, w pozostałej części gali. Then again, nic dziwnego, skoro za piosenkę odpowiedzialna jest ekipa, która w zeszłym roku zgarnęła statuetkę za muzykę do Frozen.

Oscar2015 (2) Oscar2015 (1)

Mysz zastanawia się, co poszło nie tak. NPH to urodzony szołman, który niejedną galę już prowadził, tak więc Mysz nieco wątpi, że aktora zjadła trema. To co wydaje się najbardziej prawdopodobne, to niedociągnięcia ze strony zespołu scenarzystów, którzy pisali Harrisowi dowcipy. Trudno uwierzyć, że grupa 12-stu utalentowanych komików i tekściarzy była w stanie wymyślić jedynie kilka mało zabawnych gierek słownych (Reese „With-a-Spoon”). A przecież w trakcie gali padło kilka trafnych prztyczków – chociażby gdy NPH skomentował brawa jakie otrzymał siedzący na widowni David Oyelowo zjadliwym „Oh yeah, now you like him”. Czyżby właśnie twórcom Oscarowej gali zabrakło odwagi w napisaniu kilku co bardziej kontrowersyjnych żartów?… możliwe. Więcej: w roku gdy 100% aktorskich nominacji trafiło do białych aktorów, wydaje się to wcale prawdopodobne.

Harrisa nie uratował nawet odważny homage dla słynnej już sceny „bieliźnianej” z Birdmana (Mysz pisnęła z uciechy na widok Milesa Tellera na perkusji!) ani dłużący się skecz o predykcjach Oscarowych, będący w gruncie rzeczy rozwleczonym trickiem magicznym. Mysz pozostaje niepocieszona takim obrotem spraw i liczy na to, że ekipa odpowiedzialna za nagrody Tony nie poczuje się występem Harrisa zniechęcona. Mysz żąda NPHa na kolejnych Tony’s!

Oscar2015 (46) copy

[kliknij aby powiększyć] Kolejna porcja Oscarowych kreacji, tym razem w kolorach tęczy.

Mimo tych okazjonalnych potknięć, samą galę można uznać za udaną, choć bardzo spokojną. Jedyne większe emocje wywołał entuzjastyczny występ Tegan i Sary wraz z chłopakami z The Lonely Island, którzy wykonali „Everything is Awesome” z The LEGO Movie, nominowane w kategorii best song. Po Internetach krążą zdjęcia i gify aktorów na widowni, którzy ściskają rozdane wówczas Lego Oscary z większymi uśmiechami, niż gdyby zgarnęli prawdziwą statuetkę. Poza tym w piosence występował Batman. Jakby to powiedział Zwierz popkulturalny: „Wszystko jest lepsze z Batmanem„.

Miłym akcentem był również występ Idiny Menzel w roli wręczającej statuetkę – zwłaszcza, że dołączył do niej John Travolta, dzięki czemu para mogła pożartować z zeszłorocznej wpadki, która natychmiast przerodziła się w internetowy mem. Zresztą zarówno Menzel jak i Travolta żartowali, że „Adele Dazeem” będzie za nimi chodzić do końca życia. Może Mysz jest płytka i ma dziwne poczucie humoru, ale niezmiernie mnie ten moment gali ujął.

Niespodziewanym highlightem był też występ Lady Gagi, która wyśpiewała przepiękny hołd dla obchodzącego 50 rocznicę The Sound of Music. I tak jak Myszę zachwycił sam występ, nic nie pobije wzruszenia które odczułam (i które chyba współodczuwała większość zebranej na sali widowni), gdy na scenę wyszła Julie Andrews, by serdecznie uściskać Gagę, a następnie wręczyć statuetkę za original score. Mysz nadal ociera łzę na samo wspomnienie!

Oscar2015 (2)

Oscarowa suknia Gagi stała się już Internetowym memem. Najczęstszym porównaniem bywa (nomen-omen) fartuszek i para kuchennych rękawic :)

Jedyne czego autentycznie zabrakło podczas gali to uhonorowania Joan Rivers w montażu In Memoriam. Internety wrzą ze wzburzenia, tym bardziej, że to właśnie Rivers poniekąd zapoczątkowała ten cały showbiznesowy galimatias, który obecnie oglądamy na przed-Oscarowym czerwonym dywanie.

Polski sukces.

Zaletą oglądania gali „dzień po” jest możliwość uniknięcia żenujących komentarzy polskich dziennikarzy czy nieudolnego polskiego tłumaczenia samej ceremonii. Niemniej tu i ówdzie Mysz podłapała o czym mówiło szanowne (hrmpf!) gremium zebrane w studiu Canal+ i powiedzieć, że opadły mi wszystkie witki to mało.

Mimo tych podśmiechujek z wyszukiwania wszędzie polskich akcentów (Mysz od razu wnosi, żeby nagrodę każdego aktora/reżysera/twórcy, który kiedykolwiek jadł polskie pierogi natychmiast uznawać za „polski sukces”), tegoroczne Oscary zapamiętamy jako rok Idy. Z kolei reszta świata zapamięta Idę dzięki osobie Pawła Pawlikowskiego i jego cudownie chaotycznej, ale szczerej przemowie, którą dostarczył widzom przede telewizorami i śmietance aktorskiej zgromadzonej na gali niesamowitej radości Co tam muzyka, „wygrywająca go” ze sceny – taki sukces należy uczcić! Pawlikowski zbiera więc nie tylko zasłużone laury Akademii, ale także uwielbienie zagranicznych Internautów. Pojawiła się nawet żartobliwa idea, aby Pawlikowski poprowadził przyszłoroczne rozdanie nagród :)

Oscar2015 (55)

Nawet Mysz, która zwykle jest niemal chorobliwie anty-patriotyczna jeśli chodzi o „polskie akcenty”, przyklasnęła tej wygranej. Jeszcze mocniej oklaskiwała samego Pawlikowskiego. Jak to miło, gdy wygraną zgarnia reżyser polskiego filmu, który tak dobrze – i zabawnie – mówi po angielsku :3

Co tam, Oscarze, w polityce?

Jak pewnie wiecie, za wygraną wielu nominowanych produkcji stoją często nie tylko osiągnięcia w rzemiośle czy występy aktorskie, ale także powody natury politycznej czy społecznej. Nie od dziś wiadomo, że nakręcenie filmu o pewnej konkretnej tematyce czy zagranie specyficznej postaci z duża pewnością gwarantuje szansę na ukłon ze strony Akademii. Kwestie rasowe, dyskryminacja, nieuleczalne choroby… to dość powszechnie uznane lepy na złotą statuetkę.

Nic dziwnego, że w kontekście obecnej sytuacji w USA, w tym także ostatnich wydarzeń w Ferguson, „wybielenie” tegorocznej puli nominowanych oraz konsekwentne ignorowanie filmu Selma wzbudziło niemało kontrowersji. Statuetka za original song dla „Glory” była Myszy zdaniem w pełni zasłużona muzycznie i wokalnie, ale najistotniejszym aspektem nagrody jest kontekst polityczno-społeczny. Od ogłoszenia listy nominacji w kuluarach powtarzano, że Oscar za piosenkę to jedyna nagroda pocieszenia na jaką Akademia sobie pozwoli względem Selmy, nie chcąc pozostawiać filmu kompletnie bez statuetek. Niemniej, patrząc na żywiołowe reakcje publiczności po występie Johna Legend i Commona (płaczący David Oyelowo! Płaczący Chris Pine!), widać że spokojny, pozbawiony wyraźnych kontrowersji ton tegorocznych Oscarów jest jedynie fasadą. Pod powierzchnią wciąż wrzą bardzo silne emocje.

Oscar2015 (10)Oscar2015 (11)

Widać to także po przemowie Patricii Arquette (Boyhood), która zgarnąwszy statuetkę za actress in a supporting role, zakończyła swoje podziękowania apelem o walkę z brakiem równości płac między kobietami i mężczyznami. Ten wybuch kobiecej siły i feminizmu również wywołał żywiołową reakcję publiczności, czego efektem krążący obecnie po Internetach gif, w którym Arquette gorąco dopingują Meryl Streep i Jennifer Lopez. Mysz dołącza się do entuzjazmu. You go, girl!

Zresztą nie był to jedyny feministyczny akcent podczas gali. Emma Watson po pełnym pasji przemówieniu przed zgromadzeniem ONZ nie odpuszcza i wciąż promuje kampanię #HeForShe. Tym razem akcję wsparli m.in. Steve Carrell czy Jake McDorman, zakładając na galę znaczki i spinki do mankietów z logo akcji. Elementem kampanii jest również akcja #AskHerMore, która ma zwiększyć świadomość tego, jak bardzo kobiety w showbiznesie są, zwłaszcza podczas rozdań nagród, sprowadzane do swojego wyglądu: tego jak długo się przygotowywały, czyją kreację mają na sobie, czy przeszły na dietę by zmieścić się w sukienkę, etc.

#AskHerMore ma w domyśle prowadzić do traktowania żeńskich twórców i aktorek na równi z ich męskimi odpowiednikami. Mysz co prawda nie uważa by 15-stosekundowe cameo z czerwonego dywanu było idealnym momentem by zadawać głębokie pytania o naturę człowieka i powody które stały za wyborem danej roli (od tego są długie, szczegółowe wywiady, gdzie twórca lub aktor może z pasją – i z czasem na zastanowienie się oraz odpowiednie sformułowanie wypowiedzi – odpowiedzieć na dane pytanie), niemniej popieram #AskHerMore. A nawet więcej – lets not #AskHerMore. Lets #GiveHerMore. Dawajmy kobietom więcej ciekawych ról, więcej świetnych postaci, więcej dobrych filmów i więcej niesztampowych scenariuszy. Dawajmy kobietom szansę na rozwój, na spełnianie marzeń, na dążenie do sukcesu. Zamiast tylko zadawać im pytania, pozwólmy im wejść na podium. Tego Mysz sobie i Wam życzy! #MyszFeministka

Oscar2015 (5)

Obowiązkowy żart z Meryl :)

Szerszy kontekst społeczno-polityczny pojawił się też przy okazji dość niespodziewanej wygranej The Imitation Game za adapted screenplay. Graham Moore, odpowiedzialny za zaadaptowanie historii Alan Turinga, prześladowanego za orientację seksualną geniusza matematycznego, nie tylko odniósł się do własnych bolesnych doświadczeń z przeszłości, ale w poruszający sposób zaapelował do widzów oraz zgromadzonych na sali celebrytów „to stay weird” i aby przekazali tę radę przyszłym pokoleniom. Mysz, dla której bycie weird jest od lat raczej powodem do dumy niż wstydu, dołącza do owacji kończącej przemowę Moore’a. Bądźmy dziwni, kochani! :)

Oscar2015 (16)Oscar2015 (14)Oscar2015 (15)Oscar2015 (17)

Triumf wizjonerów.

Od lat mówi się, że wielokrotnie statuetki zgarniają nie filmy najlepsze, ale te, które miały najprężniejsze kampanie reklamowe, albo za którymi stoją szanowani ludzie showbiznesu. Mysz bynajmniej nie sugeruje, że Alejandro G. Iñárritu, Damien Chazelle czy Wes Anderson nie są w Hollywood szanowani, niemniej trzeba przyznać, że w tym roku najwięcej statuetek zgarnęli twórcy o konkretnej, spójnej, konsekwentnie realizowanej wizji. The Grand Budapest Hotel jedzie do domu z workiem nagród technicznych, celebrujących wyjątkowy, niepowtarzalny styl, który przyszliśmy utożsamiać z filmami Wesa Andersona. Z kolei wygrana Birdmana w dowolnej kategorii nikogo nie dziwiła i nie dziwi – jest to właściwie bezdyskusyjnie najlepszy film roku; a nawet jeśli nie najlepszy, to wciąż broniący się arcy-długą listą osiągnięć. Mysz z kolei najbardziej cieszy się z nagród, które zgarnęło Whiplash – był to mój osobisty faworyt i mimo Mysich zachwytów nad Birdmanem to właśnie film o aspirującym, nieugiętym perkusiście zostanie ze mną na dłużej.

87th Annual Academy Awards - Show

O tym momencie Oscarowej gali rozmawiają wszyscy.

Wielkimi przegranymi (nie oszukujmy, zazwyczaj jacyś są) zostało Boyhood oraz American Sniper. Film Clinta Eastwooda jest od pewnego czasu kością niezgody w USA – z jednej strony sprawdził się niesamowicie dobrze w box office, z drugiej, stał się zarzewiem zarówno fali pochwał jak i krytyki. Z kolei Boyhood, mimo statuetki dla Patricii Arquette i mimo święcenia triumfów podczas przeróżnych festiwali, nie olśniło Akademii. W roku gdy tak wiele statuetek trafia do filmowych wizjonerów, nieco dziwi, że ambitny, trwający kilkanaście lat eksperyment Richarda Linklatera nie otrzymał większego uznania Akademii. Mysz co prawda nie kłóci się jakoś bardzo mocno z decyzją by to Whiplash uhonorować Oscarem za montaż, niemniej uważa, że warto okazać uznanie Sandrze Adair, która przy Boyhood musiała zmontować materiał z 12 lat w taki sposób by stworzyć schludną, spójną opowieść.

Oscar2015 (53)

Oscar2015 (4)

A widzisz, Leo? Trzeba było przyjść na rozdanie nagród. Dostałbyś własnego Lego-Oscara :)

Hegemonia Disneya, czyli nihil novi.

Niemal jak co roku w kategorii animation i animation short obie statuetki zgarnęło studio Disneya. I tak jak urocza krótkometrażówka Feast rzeczywiście świetnie się prezentowała na tle pozostałych nominacji (także swoim bardzo malowniczym, w gruncie rzeczy mało disneyowskim stylem), tak Big Hero 6 stanęło w szranki z filmami, które – przynajmniej Myszy zdaniem – o wiele bardziej zasłużyły na złotą statuetkę. Oczywiście wiele zależy od indywidualnego odbioru, a i trudno odmówić Big Hero 6 pięknej oprawy graficznej i przyczynienia się do rozwoju technologii animacji, niemniej natchnione Song of the Sea czy awangardowe The Tale of the Princess Kaguya były pod wieloma względami równie olśniewające. Pomijam już, że Mysz kibicowała How To Train Your Dragon 2, także dlatego, że jest to jeden z lepszych sequeli, jakie zdarzyło mi się oglądać, nie tylko w gatunku animacji. No cóż, pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłym roku w kategorii animacji dostaniemy troszkę więcej urozmaicenia. Jeśli nadal będą powstawać tak urocze filmy jak The Book of Life czy The LEGO Movie, to Mysz jest dobrej myśli. Byle tym razem Akademia nie zapomniała podobnych perełek nominować :P

One big happy family.

Oscar2015 (19) copy

[kliknij aby powiększyć] Myszy ulubiona kombinacja, czyli piękni mężczyźni i piękne panie, czyli Oscarowe pary. To nie fair, jak bardzo są słodcy :3

W tym roku podczas Oscarów bardzo dużo mówiło się nie tylko o kwestiach orientacji, rasy czy dyskryminacji, ale także o rodzinie. Tak jak do tej pory podziękowania dla bliskich – rodziców, małżonków, partnerów i dzieci – były normą, równie często w przemowach padało nazwisko Harveya Weinsteina, czy dzięki składane Bogu. 87. rozdanie nagród Akademii obfitowało przede wszystkim w akcenty osobiste. Mysz nie wie, jak wielki wpływ na to miała jedna z pierwszych przemów wieczoru, podczas której J.K. Simmons (Whiplash) poprosił wszystkich by zadzwonili do swoich rodziców i powiedzieli im, jak bardzo ich kochają, niemniej od tego momentu wyrazom wdzięczności wobec najbliższych nie było końca.

Mysz jednak nie byłaby sobą, gdyby nie wypatrzyła w tegorocznej ceremonii jeszcze jednego „rodzinnego” akcentu. Część z Was pewnie jest tego świadoma, część nie, niemniej warto zwrócić na to uwagę: otóż zdobywcy statuetek za role pierwszoplanowe, Eddie Redmayne (The Theory of Everything) i Julianne Moore (Still Alice) grali swego czasu rodzinę w filmie Savage Grace (Uwikłani). Nie jest to może istotny szczegół – ot, kinematograficzna ciekawostka – niemniej dla Myszy to connection jest o tyle ważne, że właśnie od tego filmu zaczęła się moja przygoda z imć Redmaynem.

Oscar2015 (20) Oscar2015 (19) Oscar2015 (18) Oscar2015 (21) Oscar2015 (22)Oscar2015 (23)

(Uwaga, prywata i dygresja!) Gdy Mysz swego czasu pracowała w wypożyczalni wideo, zdarzało się, że polecała filmy „w ciemno”. Trudno było znać -wszystkie- filmy dostępne w ofercie wypożyczalni.Co więcej, ze względu na długie godziny pracy, pracownicy nie mieli możliwości zapoznać się od razu z dopiero-co wydanymi na DVD premierami. W wyniku takiego splot okoliczności, Mysz kiedyś poleciła pewnej klientce Savage Grace jako trudny, ale dobry film o relacjach matki i syna. Tak stało na okładce and Mysz didn’t think much of it. Do czasu, aż dzień później nie zostałam obsobaczona jak bura swołocz przez ową klientkę za polecenie tak „chorego filmu”. Wówczas sytuacja ta wydała mi się dziwna, ale wcale nie tak osobliwa – gusta Myszy i klientów wypożyczalni nader często się rozmijały. Przypomniałam sobie słowa klientki dopiero kilka lat później, gdy przypadkiem obejrzałam Savage Grace na fali eksplorowania kinematografii o tematyce LGBT. Jak się okazuje, klientka miała rację – relacja matki i syna w Savage Grace z pewnością nie należy do „zdrowych”.

Niemniej, mimo kontrowersyjnych scen i ciężkiej tematyki, film wywarł na mnie ogromne wrażenie, głównie za sprawą występu Julianne Moore (która już wówczas była szanowaną aktorką) oraz młodego, nieznanego mi aktora, Eddiego Redmayne’a. Zachwycona występem rudzielca – którego rola w Savage Grace miała coś z niepokojącego spokoju Matta Damona w The Talented Mr. Ripley – przez kolejne lata śledziłam pilnie jego karierę (to jeden z aktorów, którego Mysz zna całą filmografię), co i raz dziwiąc się, że nie jest o tym aktorze głośniej. Zwłaszcza, że często występował w chwalonych, nagradzanych filmach niezależnych, i to często w trudnych, kontrowersyjnych rolach. Tym większą radość przynosi Myszy wczorajsza wygrana Redmayne’a. Nie tylko dlatego, że wydaje się autentycznie sympatycznym człowiekiem – jego przemowa była cudownie szczera, chaotyczna, radosna i zawstydzona jednocześnie – i widać, że jest to dla niego ogromny zaszczyt, ale także dlatego, że Mysz od lat pozostaje pod wrażeniem jego aktorskiego talentu. I tak jak nadal utrzymuję, że Oscara miał dostać Michael Keaton (come on, we were all thinking it!), tak wygrana Eddiego była dla mnie ukoronowaniem wieczoru. Moje maleństwo! :3

Oscar2015 (12)

You sir…

Oscar2015 (13)

… you are a giant Muppet. And I love you :3

I tym optymistycznym akcentem, Mysz kończy swoją tegoroczną przygodę z Oscarami. Teraz, gdy emocje i zamieszanie opadły, wreszcie będę mogła na spokojne zasiąść do nadgonienia kilku nominowanych (i nagrodzonych) filmów. Bo mimo narzekań, grymaszeń i krytyki, Mysz Oscary kocha. Chociażby dlatego, że ten raz w roku przypominają nam, ile magii, emocji i potencjału do zmian drzemie w ruchomych obrazkach. Tak długo, jak będziemy się tych pozytywnych rzeczy kurczowo trzymać, tak długo filmy nadal będą odgrywać w naszym życiu istotną rolę. Czego sobie i Wam, kochane Robaczki, życzę. Do następnego roku! ;)

  • Konrad Włodarczyk

    Jakoś tak mam, że nie śledze Oskarów. W ogóle. Być może dla tego, że nie jestem połykaczem filmów i seriali, więc i nie znam połowy aktorów/ scenarzystów/ reżyserów/ dodaj co trzeba. Jakoś nie czułem potrzeby nigdy znać jak również nie jest to dla mnie wyznacznik czy coś na pewnie będzie dobre/ złe/ kiepskie/ cudowne. Jestem bardziej Japonofilem i animaniakiem, choć nie widziałem jeszcze Kaguyi (i przy okazji Birdmana również) – muszę najpierw skończyć inne anime.

    Więc… I did not get half of the things You have wrtitten off. That’s why cudownie się czyta takie Mysie Wpisy. Albo inaczej: łyka Mysią Pigułkę Oskarową. Gulp! Arigatou!

  • Właśnie, z tym NPH i jego prowadzeniem gali to była dziwna sprawa. Mam taką teorię, że po prostu te żarty nie chwytały i scenarzyści nie umieli wyczuć tego, co „pójdzie”, a co nie. Zwłaszcza, że widać było te przecinające się na sali nastroje polityczne (o których piszesz, ale też np. sprawiający wrażenie republikańsko-senatorskie Clin Eastwood – który był dość przerażający i mówię to mimo całej mojej do niego sympatii, czy przemów wypunktowujących wady amerykańskiego ustroju, np. przy okazji nagrody dla „Citizen Four”) z tymi „jesteśmy tak w ogóle to zadowoleni, peace, love, diversity”.

    No i muszę powiedzieć, że przeraziła mnie jedna rzecz. Zdarzyło się kilka duetów damsko-męskich nagrodzonych Oscarem. I wtedy poza jednym bodajże przypadkiem zawsze to mężczyzna mówił, zawsze zostawiając kobiecie tak ze trzy sekundy (żeby zdążyła podziękować mężowi i zadedykować nagrodę dziecku, nieprawdaż) i mówiąc „mój film” (a nie „nasz”). Może nie wiem, może to były filmy, które zrobili ci mężczyźni z niewielką pomocą tych kobiet. Nie wiem. Ale nawet w takim przypadku podobne zachowanie było co najmniej nieeleganckie.

    A poza tym chciałam powiedzieć, że bardzo mi się podobało Twoje podsumowanie, o.

  • Uch, przeczytałam wpis już kilka dni temu i cały czas miałam go otwarty, by skomentować… Lepiej późno niż wcale xD
    Bardzo podoba mi się Twoje podsumowanie, ładnie zwróciłaś uwagę na wszystko co najciekawsze :D Podobają mi się też ogromnie ilustracje (Dowcipy z Leo i jego braku Oscaru chyba nigdy nie przestaną mnie śmieszyć xD).
    Też jestem trochę rozczarowana prowadzeniem NPH, szczególnie, że doskonale wiem jak znakomitym prowadzącym może być. Słyszałam, że w tym organizatorzy gali chcieli koniecznie, by była krótsza (co się udało), ale przez to wypadł czas na większą ilość rozbudowanych stawek dla prowadzącego. No i coś z tymi dowcipami serio było nie do końca…
    Raczej jestem zadowolona z wyników, choć męczy mnie ta kategoria animacji. Wiem, wiem, że Akademię nic one nie obchodzą i BH6 naprawdę niezłym filmem było, ale ile można nagradzać wyłącznie Disney’a? (W krótkometrażówkach to samo, od lat). Jako team HTTYD2 smutam :< (Pudłaki mi się średnio podobały, Kaguyę doceniam, ale nie umiem się nią tak zachwycić jak ogół kryryków, a Song of the Sea… Well, to film, którego nikt nie widział i wciąż nie umiem rozgryźć co on tam robi 8D).

    Well, no to teraz rok czekania do kolejnych Oscarów :D

  • Madix

    Jestem archeologiem i grzebię w starych postach, ale trudno :D

    Bardzo lubię akcenty patriotyczne (uważam, że to świetny sposób na walkę z polskim malkontenctwem – bycie dumnym z tego, z czego faktycznie możemy być dumni, a w Polsce jest wiele takich rzeczy – jesteśmy krajem o fantastycznej, bogatej historii), tak więc poruszyła mnie przemowa Pawła Pawlikowskiego… porównując jednak jego przemowy z innymi wymienionymi na liście najlepszych, z łatwością zauważyłam, że przemowa wspomnianego przez Ciebie Grahama Moore’a (równie świetna!) trwała jednak aż 1:15 – czyli również przekraczała regulaminowy czas, znacznie – a Polakowi przerwano już po 55 sekundzie, co jest dość smutne :/

    Rozumiem, że wynikało to z tego, że jego przemowa była chaotyczna, ale IMO widać było, że jak już przeszedł do podziękowań, to zaczął zagęszczać ruchy. Ogólnie po obejrzeniu tego (na ogół nie oglądam Oskarów) doszłam do wniosku, że to przerywanie muzyką jest niestety bardzo chamskie :/ Muzyka powinna być IMO na początku delikatna, potem coraz głośniejsza, a nie – bezczelne zagłuszanie. Nie dziwię się, że Amerykanom spodobało się, że Paweł nie dał się wygonić ze sceny, bo to też smutne – ktoś przeżywa jeden z najlepszych momentów swojego życia, ogromny sukces, a zanim ochłonie, 45 sekund mija i ping! ma od razu ze sceny schodzić :/