All your brains are belong to us. iZombie 1×06

Mysz ma dużo przemyśleń na temat iZombie, postanowiła więc spisać je w postaci szybkiego recapu.

UWAGA: spoilery do iZombie 1×06 oraz wcześniejszych odcinków

Scena otwierająca odcinek, z Majorem leżącym na stole sekcyjnym – genialne zagranie, które zmusza widza do trzech reakcji: Ack, Major nie żyje! Ack, Major jest zombie! Ack, to wszystko ściema, Major przyszedł do Raviego po pomoc.

Swoją drogą, późniejsza scena, gdy Liv zszywa Majora szalenie mi się podoba. Pokazuje fajną dynamikę między postaciami, śliczny uśmiech Roberta Buckleya i nieco poszerza naszą wiedzę o Majorze (np. to z jaką wyrozumiałością i lekkością dopytuje Liv o jej nowego absztyfikanta – you just know, że to jedna wielka ściema i Major wcale nie jest taki wyluzowany i pogodzony z sytuacją jak mogłoby się wydawać.

Rozgryzłam kto zabił w pierwszych paru minutach, ale tak to jest jak się ogląda kultowego horrory z lat 90-tych. Kojarzysz potem aktorów po twarzach – a jeśli w scenie tłumu, pojawia się jedna bardziej znajoma twarz, odds are, wróci jako podejrzany, albo okaże się zabójcą. Swoją drogą – shout out dla Ginger Snaps, czyli cudownego filmu o wilkołakach skąd skojarzyłam Jessego Mossa.

Brawa dla scenarzystów za urocze i naturalne rozpisywanie scen między Lowellem i Liv (btw: their pairing name is Livwell – how cute is that?). Rozbroiła mnie zwłaszcza wiadomość, którą Liv zostawia Lowellowi na poczcie głosowej (“zapomniałam, że mogę ci powiedzieć prawdę – zjadłam nieświeży mózg”). Kudos również za rozegranie ich pierwszej “randki” totalnie kameralnie – ona w niewyjściowej piżamie (ubabranej sproszkowanymi chipsami <3 ), on przychodzący z lekarstwami, bo się o nią martwi. You gotta love a guy that makes house calls and brings drugs. I ma brytyjski akcent ;)

iZ_Lowell_smile

How can you not love that precious smile? :3

Szalenie ujmująca jest również ich wymiana zdań odnośnie sytuacji Lowella – tego że musiał zrezygnować z występów na żywo (Mysz podejrzewa, że to wstrętny wytrych ze strony twórców, żeby wykręcić się od zaserwowania nam śpiewającego Bradleya Jamesa; speaking of singing: w trakcie randki Livwell, w tle leci moja ukochana piosenka Hoziera – “Like Real People Do”. W kontekście serialu, tytuł piosenki jest szalenie adekwatny, tym bardziej że sporo piosenek Hoziera zawiera nieco pogrzebowe motywy). Bradley ślicznie zagrał emocjonalną wrażliwość Lowella w tej scenie. Serce mi drży na samą myśl o tym, że Liv, nawet bez zbytnie starania się, nie tylko rozumie jego problemy (sama musiała zrezygnować ze swoich marzeń i aspiracji) ale także autentycznie z nim empatyzuje. Biorąc pod uwagę, że Liv jest pierwszym zombie które Lowell poznał – ergo: pierwszą osobą z którą może na temat swojej sytuacji pogadać – nic dziwnego, że poczuł on do naszej bohaterki natychmiastową miętę. Then again, totalnie rozumiem wahanie Liv (zwróćcie uwagę, że w scenie, w której Ravi mówi Majorowi, że Liv “nie jest sama”, na twarzy Majora wyraźnie widać zawód i zranienie; on także się nie pogodził z ich rozstaniem, a jego wesołe, luzackie zachowanie przy Liv to tzw. “putting on a brave face“). Niemniej cieszę się perspektywą większej ilości Livwell na ekranie. Tym bardziej, że scenarzystki serialu są wielkimi fanami: a) Bradleya Jamesa, b) mężczyzn bez koszulki, c) tzw. “make-out scenes“. Opłaca się obserwować ekipę serialu na Twitterze ;)

Ciekawe wypada też zacieśnianie się innych wątków: mamy spotkanie Clive’a i Blaine’a; a także skrzyżowanie się dróg mamy Liv (oraz, perspektywicznie, brata Liv) z Blainem. Mysz dostała też bodaj dostateczny dowód na to, że Blaine jest “your basic bad guy” i raczej nie ma szans na jego odkupienie. Nie po akcji z wiertłem. W sumie szkoda, bo liczyłam na tragicznie love story niczym z Veronici Mars. Z drugiej strony co, jak co, ale granie złych wychodzi Davidowi Andersowi prześwietnie. Liczę na to, że Rob Thomas zrobi z niego interesującego, niejednowymiarowego bad guya.

Nie wiem natomiast, co sądzić o takim a nie innym ujęciu tematu gamingu. Troszkę mam dosyć zajeżdżania stereotypu, że gaming jest dla nieudaczników (Liv nazywają gaming “this crap“, a także cały odcinek sugerujący, że gamerzy to albo samotni socjopaci, albo niedorosłe dzieciaki) i że to jakieś “gorsze” hobby. Po ekipie iZombie spodziewałam się więcej – tym bardziej, że Buckley i Rahul (Major i Ravi) są zapalonymi graczami. Stąd między innymi ten motyw w ogóle do serialu zawitał.

Bo ja wiem… spodziewałam się jakiegoś fajnego morału na koniec – czegoś w stylu “gry wcale nie są takie straszne” albo “okej, zaczynam rozumiem czemu ludzie się tym jarają”. A zamiast tego dostajemy wyświechtany motyw pt. “nie zamykajmy się na nowe doświadczenia, wyjdźmy z domu, zacznijmy żyć”. Rozumiem, że taki morał świetnie leży w kontekście postaci Liv, ale naprawdę spodziewałam się po Robie Thomasie & Co. trochę więcej oryginalności.

Natomiast muszę oddać cesarzowi co cesarskie: ukłon do komiksu w postaci terrierołaka (i wdzięcznym imieniu Arf Vader ^_^) wywołał u mnie pisk radości.

Pytania na koniec:

  • Czyli jednak Lowell nie zdobywa swojego pożywienia od Blaine’a, jak teoretyzowała Mysz. W sumie… to dobrze. Złożone postacie są fajne, ale wolałabym żeby Lowell pozostał w miarę pozytywną postacią, bez jakichś większych grzechów na sumieniu.
  • Team Liv/Major czy team Livwell? A może team trójkąt? (wśród fanów krąży podejrzenie/plotka, jakoby Lowell mógł być bi)
  • Ravi wspomina o zostawianiu pączków “for the early crew“. Jakoś nie wpadłam na to, że w kostnicy pracują dwie zmiany (zakładam, że dzienna i nocna?). Ciekawe czy kiedykolwiek poznamy “drugą” zmianę. Jak myślicie?
  • Gdzie podczas całego gamingowego maratonu Liv była jej współlokatorka?
  • Skoro Liv rozgryzła, że Blaine ma coś wspólnego z zaginionymi dzieciakami, czy zrobi coś by go powstrzymać? I czy zdąży, zanim Major wdepnie w jakąś straszną aferę?

izombie1061

PS. Doczytałam, że Rob Thomas chodził na studia z twórcami Once Upon a Time, co oznacza, że istnieje szansa na gościnny powrót Dzwoneczka. That is, jeśli uda się ustalić szczegóły związane z grafikiem Rose McIver :)