Niebo sklepione nade mną, zło we mnie. Penny Dreadful 2×04-05

Tak to jest jak się ogląda klimatyczne, ciężkie seriale. Czyli Mysz niechcący zapisała swoje przemyślenia po dwóch odcinkach Penny Dreadful.

Nie wiem czy w tym sezonie twórcom Penny Dreadful znów się fabuła nie rozsypie, ale fakt, że prowadzą równocześnie kilka wątków (niemal każda postać ma własny poboczny storyline) sprawia, że każdy odcinek ma choć jeden ciekawy element. I to jak fajnie rozegrany!

  • Mamy przyjaźń Vanessy i Stworzenia Frankensteina (lets call him John), pełną poezji, rozmów o naturze człowieka i dziwnie pocieszającego ciepła, choć przecież w gruncie rzeczy mówią o rzeczach smutnych, m.in. o śmierci
  • mamy romans Kali/Ms Poole z Sir Malcolmem (scena z Lylem podającym mu okulary mnie rozbroiła – fajnie, że serial nie boi się pokazać kwestii wieku)
  • mamy Frankensteinowe tresowanie Brony/Lily na oblubienicę dla Johna/Stworzenia
  • mamy Doriana i Angelique
  • mamy rozcyfrowywanie diabelskiego języka i interakcje z panem Lylem
  • mamy wątek czarownic i ich knowań
  • mamy wątek Inspektora Scotland Yardu, który prowadzi śledztwo
  • i wreszcie mamy szeroko pojęty wątek Ethana, który przeplata się z kilkoma ww. wątkami

Zresztą Ethan, czy też Josh Hartnett, to jeden z wielu powodów dla których z radością co tydzień do serialu powracam. Eva Green jest fantastyczna, ale największym zaskoczeniem dla Myszy jest Hartnett. Kochałam się w nim w czasach gdy był tylko śliczny chłopakiem, grającym w średnio-dobrych filmach (albo w Pearl Harbor :P). Potem było “Lucky Number Slevin” (if you don’t know it, go watch it now!), ale uznałam to za jednorazowy wyskok. A tu, w PD okazuje się, że z tego Hartnetta to niczego sobie aktor. Fantastycznie wywiązuje się z grania zniuansowanej postaci jaką jest Ethan.

A Ethan JEST zniuansowany i w sumie bardziej nawet niż Vanessa. Owszem, ona jest pod wieloma względami focal point serialu (jako ta “przeznaczona diabłu”), ale w gruncie rzeczy to Ethanie wciąż wiemy najmniej (no dobra, jest jeszcze Sembene). Jego “inność” też jak na razie ujawniała się dość sporadycznie – choć pojawienie się zwrotu “Lupus Dei” (The Hound of God) każe się domyślać, że odegra jakąś rolę – czyżby pozytywną? – w uratowaniu Vanessy/świata przed czarownicami.

PD (16)

Zwróćcie jednak uwagę na to, co o nim wiemy. Z jednej strony teatralny rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu, z drugiej żołnierz opłakujący masakry Indian, w których brał udział. Wykształcony syn wpływowej rodziny (zgaduję, że rodziny o mrocznej przeszłości, niecnych zamiarach i prawdopodobnej wilkołaczej klątwie?), bez problemu odnajdujący się we wszystkich warstwach społeczeństwa. Spokojny w obliczu niebezpieczeństwa, ale pełen pasji gdy chodzi o walkę w imię ideałów. Czuły i opiekuńczy wobec Vanessy, bezwzględnie respektujący jej granice – z drugiej strony, nie bez własnych uczuć i pasji (patrz: Brona i Dorian). Speaking of Dorian: Ethan to mężczyzna o niezadeklarowanej choć giętkiej seksualności – or so it would seem – i astereotypowym podejściu do “zniewieściałego” Lyle’a (read: jego akceptacja i wyrozumiałość tego zachowania, czy wręcz wdawanie się w dobroduszne przekomarzanki z Lylem nie są zachowaniem stereotypowo identyfikowanym z postacią, która z zewnątrz sprawia wrażenie podręcznikowego macho – kowboja z dzikiego zachodu). When you think about it, Ethan jest bodaj najciekawszą, najbardziej niejednowymiarową postacią w serialu.

Jak to ładnie ujął sam Lyle:

“Mr. Chandler, you dazzle me. I always expect you to be so fiendishly manly and then out come these soupcons of wit.”

Nie jest to jednak jedyny przykład “nowoczesności” który widzimy w kreacji postaci w PD. Mamy Doriana, który jasne, jest zdegenerowanym, zblazowanym bogaczem, który niejedno widział i nic go już nie szokuje, ale z drugiej strony jego zachowanie względem Angelique w kontekście tego okresu historycznego i realiów jest, mimo wszystko, ewenementem. Ewenementem który łatwo wytłumaczyć charakterem postaci, ale sam fakt, że twórcy taki motyw zawarli w serialu jest już, Myszy zdaniem, szalenie interesujący. Nie tylko w kontekście akceptacji inności, ale także subtelnie zarysowanego wątku transgenderowego.

PD (19)

Mieliśmy też krótki, ale dość istotny dialog między nowo-stworzoną Lily a Victorem Frankensteinem, w którym Lily (będąca “carte blanche” jeśli chodzi o konwenanse społeczne) z ogromną bystrością i precyzją punktuje wszelkie idiotyzmy związane z poddańczą rolą kobiet w XIX wieku. Co jak co, ale nawet patrząc na tak wyemancypowane postacie jak Vanessa Ives czy Mrs Poole, tak otwarcie feministycznego komunikatu się po PD nie spodziewałam.

– So women wear corsets so they don’t ever themselves.
– Partly
– What would be the danger if they did?
– They’d take over the world. The only way we men prevent that is by keeping women corseted, in theory and in practice. They’re meant to flatter the figure.
– To a man’s eye, anyway. All we do is for men, isn’t it? Keep their houses, raises their children, flatter them with our pain.

Co prawda potem ten feminizm lekko pada, gdy w 2×05 John Clare i Lily mają poniższą wymianę zdań:

– That’s a lovely dress.
– Victor picked it out.
– And do you like it?
-Yes; Victor picked it out.

… ale spisuję to na to, że Lily się w Victorze kocha. And she’s basically brain-damaged, so I guess that explains it :P

PD (15)

On a lighter note: Mysz chce napisać petycję, by twórcy PD rozważyli stworzenie nowego spin-offu serialu: “Shopping with Vanessa and Victor” oraz “Tea with the Frankensteins”. Sceny kupowania sukienki i herbatki z Vanessą były jednymi z moich ulubionych – może dlatego, że w porównaniu z resztą serialu były lekkie i radosne, co się rzadko zdarza. Jest też potencjał na program “Dancing with Vanessa Ives” i “Cooking with Sembene” ;)

Podobnie sympatyczną sceną była herbatka Ethana i Hecate Aphrodite Livingstone (seriously?! :D), choć nie powiem – szalenie mnie ucieszyło, że Ethan z daleka “wywąchał” jej krętactwa i sprowadził ją do parteru. Przy okazji zauważyłam znów zauważyłam jak dobrym aktorem jest nie tylko Hartnett, ale i Ethan – do tej pory myślałam, że na każdą kobietę potrafi patrzeć tylko tymi swoimi brązowymi, rozpływającymi się oczkami smutnego psa (pun intended). Takimi oczkami patrzył się zarówno na Bronę jak i na Vanessę. A tu, w scenie z Hecate, flirtował, uśmiechał się i miał nawet w oczach figlarne iskierki. It was all an act, true, i potem, gdy groził Hecate, miał oczy zimne i pełne niemal zwierzęcej agresji, ale fajnie wiedzieć, że Ethan ma w sobie pokłady takiego przewrotnego humoru i energii. Zresztą ten sam rodzaj humoru widzę w jego przekomarzankach z Lylem <3

And before you ask: tak, mam tendencję do bardzo uważnego obserwowania gry aktorów, w których się podkochuję. Don’t judge me :P

Koniecznie muszę też zaznaczyć, jak bardzo podobała mi się cała scena przesłuchania Ethana przez Inspektora Ruska. Tak cudownie rozpisane i rozegrane dialogi! <3

PD (21)

Z innych rzeczy, które wywołały u Myszy uśmiech:

  • XIX-wieczny ping pong! :D*
  • brawa Korzeniowskiego za zawarcie w soundtracku do s2 (A może było też w s1?) wyraźnego motywu z dźwiękiem palca jeżdżącego po brzegu szklanki. Wywołuje niesamowite ciarki :) I w ogóle PD wciąż ma jeden z lepszych telewizyjnych soundtracków (ta muzyka podczas końcowych scen erotycznych). Dobór muzyki do kinematografii jest wyborne!
  • już drugi raz muzyka Wagnera jest przywoływana w kontekście sceny erotycznej. Tu Malcolm/Evelyn i Dorian/Angelique wychodzą z opery Wagnera, w 1×04 Dorian i Ethan rozmawiają o Wagnerze i słuchają “Tristana i Isoldy”
  • Sembene robiący buttercream torte!
  • Lyle praktykuje judaizm! A Ethan odprawia indiańskie rytuały (even though he’s white). PD bardzo próbuje obskoczyć wszystkie możliwe wierzenia i religie. Choć nie powiem zastanawia mnie, że wybitnie biała postać – na dodatek przyznająca się do brania udziału w masakrach Indiana – odprawia indiańskie rytuały. Troszkę mi to zgrzyta.
  • śledzący Ethana Roper – ten którego pokiereszował – totalnie wygląda ze swoją maską jak Upiór z Opery. Wnioskuję, że twórcy nie bez powodu tak opracowali jego wygląd ;)
  • przewijający się przez cały odcinek 2×05 motyw trzymania/całowania dłoni :3

Gdzieś tam przewija się też wątek muzeum figur woskowych i niewidomej Lavinii. Ten John Clare to ma powodzenie – Brona/Lily, Lavinia, Vanessa… nieźle się chłopakowi powodzi. W sumie jego tragizm polega na tym, że zbyt jest skupiony na swoim „odstraszającym” wyglądzie i nie zauważa ludzkiej życzliwości wokół (A przecież właśnie miłości i akceptacji pragnie najbardziej).

PD (10)

No i nie zapominajmy o podziękowaniach dla twórców serialu za to, że najwyraźniej zaczytują się fanfiction. Bo odcinek 2×05 to, basically, sex-pollen fic. Niczym króliki na wiosnę, każdy z każdym, nawet niemłody (ale wciąż bardzo przystojny) Timothy Dalton… i tylko Vanessę i Ethana zostawiono bez… hm, “rozwiązania”. Stop being such teases. Mysz will go down with this ship ;)

Swoją drogą, ciekawe spostrzeżenie: twórcy PD naprawdę mocno propagują wątki LGBTQ w scenach erotycznych (ewentualnie zależy im na kontrowersji). Porównajcie sobie jak zachowawcze są sceny erotyczne par heteroseksualnych (Malcolm/Kali, Lily/Victor), a jak odważna i bezpruderyjna jest scena między Dorianem i Angelique.

Owszem, John Logan jest homoseksualistą i nie raz deklarował, że wszelkie aspekty ludzkiej seksualności będą w serialu poruszane, niemniej warto przyjrzeć się temu JAK te relacje pokazano: na trzy zbliżenia, tylko ta nie-heteronormatywna była ukazana jako a) consensual, b) healthy and loving. No bo zarówno Malcolm i Mrs Poole/Kali jak i Lily/Victor to studium manipulacji. Co więcej widzimy odzwierciedlenie tego w kinematografii – sceny tych dwóch par są kręcone niemal w całkowitym ubraniu, z dalekiej lub bardzo bliskiej, rozmytej perspektywy i (Myszy zdaniem) od obu scen tchnie… niezręcznością. Z kolei zbliżenie Angelique i Doriana jest całkowicie pozbawione barier, nakręcone długimi ujęciami, które wiele pokazują. Widać, że bohaterowie czują się dobrze w swoim towarzystwie, a także we własnej seksualności.

PD (3)

Pomijam już cały wydźwięk sceny pocałunku Doriana i Angelique w portrait room, który jest jednym wielkim „Fuck You” dla ludzi, którzy – niczym portrety – patrzą z góry na „inność” i ją oceniają.

Naturalnie, znając PD, związek Angelique i Doriana ma szansę się stoczyć. Mówimy przecież o zblazowanym, nieśmiertelnym, łatwo-nudzącym się dupku ;)

Z kolei ta scena między Ethanem a Vanessą pod koniec, gdzie ona kładzie mu dłoń na twarzy, w kontekście jej wcześniejszej wypowiedzi (“I accept you”) każe mi myśleć, że gdy Ethan się wreszcie przed nią przemieni w wilkołaka, dostaniemy analogiczną scenę, z jej dłonią na jego zarośniętym pyszczku :3

Ale tak naprawdę nie wiem, jak tę scenę interpretować. Gra Evy Green w tej scenie była niemal kamienna, co by sugerowała, że nie była to Vanessa a, być może, któraś z wiedźm pod iluzją. Może twórcy w ten sposób nawiązują do sceny z s1, gdy Diabeł, pod iluzją Ethana, uwodził Vanessę? Może była to Hecate, próbująca „przekabacić” Ethana – obrońcę Vanessa, Lupus Dei – na stronę zła; uwieść go, tak jak Evelyn uwodzi Malcolma?… cóż, zobaczymy. Na razie jestem wielką fanką tego, jak rozwija się relacja Ethana i Vanessy. Z jednej strony on chce jej bronić, z drugiej boi się swojego mrocznego sekretu, z trzeciej i tak czuje do niej miętę. I vice-versa – Vanessa też ma wobec Ethana podobnie uczucia. It’s positively delicious :)

PD (13)

Kwestie problematyczne:

  • gwałt na sir Malcolmie. Lets be honest, that’s what it was. Był pod wpływem czarów, więc nie był to seks za obopólną zgodą, a przynajmniej na pewno został w to wmanipulowany
  • seks Lily i Victora. Frankenstein po pocałunku wahał się czy kontynuować (Lily go pokierowała, rozpinając koszulę nocną – swoją drogą to drugi serial w niedługim czasie, który ukazuje męskie wahania w trakcie sceny erotycznej; last week mieliśmy to w Game of Thrones). Niektórzy twierdzą, że to dlatego, iż bał się zemsty Stworzenia. Sure, that might be it. A może, zdaniem Myszy to, że właśnie będzie uprawiał seks z martwą-ożywioną dziewczyną, która mentalnie, pod wieloma względami, jest wciąż dzieckiem. Nekrofilia i zawoalowana pedofilia w jednym. Do tego zarysowany wątek zgody – no bo czy kobieta o mentalności dziecka może zgodzić się na seks, bez pełnej świadomości konsekwencji tegoż?… tym bardziej, że z jednej strony mamy odcinek 2×04, gdzie Lily wyraża się pro-feministycznie i wyraźnie czuje się źle jako obiekt męskiego pożądania (choć można wywnioskować, że podoba jej się to, że to Victor ją pożąda). Z drugiej mamy patriarchat i dosłowne „ulepienie” z Lily takiej kobiety, jaką Victor sobie wymarzył – nic dziwnego, że się w nim zakochuje, skoro coach’ował ją w najdrobniejszych szczegółach, od tego co ma nosić, do tego jak się wyrażać i jak zachowywać podczas herbatki z Vanessą. The whole thing is really creepy. Wielka zasługa Harry’ego Treadawaya, że jeszcze totalnie Victora nie znielubiłam.
  • Lily ma ufarbowane i obcięte włosy, ale jakim cudem to wystarczyło, by Vanessa nie rozpoznała w niej Brony z s1? Ja rozumiem, że ma też inny akcent, ale to naprawdę nie jest tak ogromna przemiana. A przecież Vanessa jest tą spostrzegawczą, tą która ma „moce”, która potrafi wywąchać tajemnicę. I co? NIC? Trochę rozjaśniacza i mózg jej się zlasował?

PD (18)

  • czarownice mają „fetysz” Vanessy, a ta zamiast panikować i przedsięwziąć jakieś kroki, idzie na herbatkę i tańce wśród umierających chorych. There’s a time and place for everything, Vanessa! Ja rozumiem, że ma dosyć stresu i jest zmęczona czekaniem i martwieniem się, ale trochę to było wyrwane z kontekstu. Zwłaszcza po przemowie Ethana, że „we need to defend our cliff” (serio, dwa razy to powtórzył. We get it, Ethan. You’re very territorial :P) Ethan też jest nielepszy, bo zamiast się okopać na stanowisku, biega po mieście ze sprawunkami. Owszem, kupuje kule, ale jak ktoś mówi, że się okopujemy, to się okopujemy, a nie robimy zakupy!… wiem, wiem – Vanessa powiedziała, że są bezpieczni za dnia. Still, ten rozdźwięk klimatu między konkretnymi scenami odcinka dość mocno widać.
  • seriously, jeśli niedługo nie dowiemy się czegoś o Sembene to się zdenerwuję. Niby widzieliśmy jakieś przebłyski – afrykańskie totemy i talizmany w 2×05, chociażby, czy parę linijek dialogu w 2×04 – ale to za mało. Żądam odcinka-flashbacku dla Sembene! I dla Ethana, while we’re at it!
  • tak jak scena przesłuchania w Scotland Yardzie czy sceny z niektórymi aktorami wychodzą Hartnettowi dobrze, Wielkie Przemowy odnośnie wojennej przeszłości Ethana są… hm, cienkie. I to bardzo. Cała ta scena wyszła jakoś tak sztucznie i bez przekonania.
  • amnezja w serialu ma się prężnie, bo nie tylko Vanessa nie pamięta Brony, ale Lyle zapomniał, że w archiwach muzeum znaleźli tarczę z psami/wilkami. A tu nam powraca motyw Lupus Dei. Is no one paying attention in this show? No bo scenarzyści** to na pewno pospali :P
  • Dracula z s1 (czy też “Master”) nadal żyje. Czy wróci w s2? Chyba tak, biorąc pod uwagę smaczek dla super-fanów Draculi w postaci Evelyn Poole określającej swój pierścionek jako “foul bauble of vanity”.
  • kłopotliwe, a przynajmniej zastanawiające, jest to jak PD ukazuje schorzenia psychiczne. W s1 mieliśmy cały wątek domniemanej choroby Vanessy – która okazała się opętanie, siłami nieczystymi i „magią” – który jest nieodzowną częścią jej postaci i ważnym elementem backstory. Niemniej w tym odcinku widzimy żonę sir Malcolma, której cierpienie (wywołane przez diabelskie moce Evelyn) służy właściwie tylko i wyłącznie podniesieniu napięcia – widzimy że potrafi zdalnie doprowadzić kogoś do szaleństwa (as if we didn’t know this already!) – i usunięciu z drogi „przeszkody” do serca/życia/domu sir Malcolma. Pytanie tylko: po co? WIEMY jakie są możliwości Evelyn i podkręcanie jej diabelskości troszkę mija się z celem (choć montaż scen w odcinku tak, by zbliżenia erotyczne przetasować z ujęciami wrzasków żony Malcolm było cudownie obmierzłe). Podobnie jak bez sensu jest usuwanie żony z drogi, skoro moce Evelyn pozwalają jej zrobić z Malcolmem co chcą. Zakładam, że może próbować się w ten sposób „wkupić” w życie Vanessy jako jej nowa macocha, ale to naciągana teoria.
    Having said that, lubię w PD to, że motyw szaleństwa jest tu bezpośrednio związany z czarnoksięstwem i magią. Czerpie to garściami z typowo pradawnych, niemal atawistycznych lęków przed magią i czarami – że przydarzy nam się coś złego i nie będziemy nawet wiedzieli dlaczego, jak i po co, i, przede wszystkim, jak temu zaradzić. Mysz może sobie być racjonalną istotą, ale lęk przed chorobą – niewyjaśnioną, niepowstrzymaną – jest mi szalenie bliski.

PD (22)

  • A skoro już przy wątkach kobiecych jesteśmy – nadal nie wiem jak zinterpretować to, że wszystkie zbliżenia Vanessy (czy że sporo seksu w PD) ma coś wspólnego z dominacją, opętaniem, wykorzystaniem czy manipulacją. Innymi słowy: bad things happen if you have sex. Rozumiem, że wpisuje się to w motyw John Logana, żeby PD opowiadało o „odkrywaniu i akceptacji całego siebie, także mrocznych stron”. Rozumiem, że ani seks nie jest inherentnie zły, ani wypuszczenie swoich wewnętrznych demonów nie jest od razu złe (nasi bohaterowie, choć walczący z mrocznymi mocami, czasem pochodzącymi z wnętrza, są w gruncie rzeczy postaciami dobrymi, trying to do the right thing). I get it: John Logan pokazuje, że seks to w równej mierze spełnienie co i unicestwienie. Nevertheless… Mysz domaga się czułej sceny seksu między Vanessą a Ethanem, która NIE KOŃCZY się krwią/śmiercią/szaleństwem. Pretty please :3

A jak Wam się na razie podoba drugi sezon Penny Dreadful? Macie jakieś swoje uwagi, przemyślenia albo teorie na temat tego, dokąd zmierza fabuła?

* Zawsze zapominam jaki ten serial ma wysoki production value. Większość uliczek, wnętrz, kostiumów, prosthetics… wszystko robione na potrzeby PD. Mind-boggling.
** Excuse me, scenarzysta – z tego co wiem John Logan bezpośrednio nadzoruje każdy odcinek, jeśli nie pisze wszystkie sam :P

  • Damn you, teraz mam ochotę wrócić do tego serialu. Dobrze, że nie mogę ;).

  • O_l_l_i_e

    “Co więcej widzimy odzwierciedlenie tego w kinematografii – sceny tych dwóch par są kręcone niemal w całkowitym ubraniu, z dalekiej lub bardzo bliskiej, rozmytej perspektywy i (Myszy zdaniem) od obu scen tchnie… niezręcznością.”

    !!!

    TE WSZYSTKIE SCENY SEKSU, I have feelings about them. Dorian i Angelique, jakkolwiek nadal nie przepadam za Dorianem i nadal sposób grania tej postaci mi trochę przeszkadza, tak jako wątek ta dwójka robi na mnie duże wrażenie, przyznam szczerze. Zaś sama scena? Nie pamiętam, żebym w tym serialu – chyba poza sceną Vanessy i Doriana w s1 – widziała scenę seksu, która byłaby tak intymna, i tak estetyczna. Nastawiona na to, by podziwiać tych mężczyzn i to, co dzieje się między nimi. No i, nie oszukujmy się, właśnie najbardziej explicit z tych trzech.

    Malcolm/Evelyn i w ogóle Evelyn. Po pierwsze zastanawia mnie, czy Malcolm rzeczywiście ani przez chwilę nie miał refleksji, że coś z tą kobietą jest na rzeczy? Nie mówię, że teraz, bo teraz to już jest zmanipulowany magią na wszystkie możliwe sposoby, ale wcześniej? Toż to bije od niej na kilometr oparami troubles. :P A sama scena. Widzę jakąś taką sprzeczność pomiędzy tym, że to Evelyn ma być u władzy, że rozdysponowuje tymi życiami ludzkimi jak chce, robi co chce – a jednak w tej manipulacji musi się na siłę stawać ucieleśnieniem męskich fantazji. Żeby móc rzucić czar i zacząć robić z Malcolma swoja marionetkę, musi najpierw wyglądać, zachowywać się i mówić dokładnie tak, jakby tego on od niej oczekiwał. Oczywiście, można mówić, że to jest źrodłem i punktem stratowym każdej manipulacji, i tak pewnie jest, ale jednak zastanawiam się, czy trochę nam ten aspekt władzy tutaj nie ucieka.

    No i ja sobie od początku zakładałam, że to wyeliminowanie żony to po to, żeby samej żoną zostać, że taki miała plan od początku. A że w takiej sposób – wydaje mi się, że Evelyn wyznaje zasadę, że jak może być okrutną, to będzie. Zero półśrodków.

    Lily/Victor! Kurde, z jednej strony Victor jako postać, a przede wszystkim sposób jej zagrania, to jeden z moich ulubionych elementów tego serialu. Z drugiej jednak strony, to co teraz robi, to, co właściwie robi i on, i John, jest po prostu obrzydliwe i każda cząstka mojego ciała się przeciw temu buntuje. Aczkolwiek, w świetle tego, co tu pisałaś i wspaniałego cytatu o wiktoriańskich kobietach, zastanawiam się, czy tu się nie czai jakiś twist i czy ostatecznie to Lily nie przejdzie się po trupach facetów, którzy ją w tak przedmiotowy sposób traktowali. Metaforycznie lub nie.

    Mogłabym więcej, ale wszystko w swoim czasie. :) Ogólnie powiem tak – bardzo lubiłam ten serial w pierwszym sezonie, nawet z wszystkimi wadami, i bardzo lubię go teraz. To taki serial, w którym aktorzy, ich świetne kreacje, chemia oraz klimat całości wynagradzają mi wszelkie ubytki scenariuszowe. Plus Helen McCrory. Helen McCrory z pejczem i Helen McCrory bezlitośnie niszcząca ludzi jest mi w stanie wynagrodzić bardzo dużo.

    I nie wiem, czy widziałaś ten cytat z Genevieve Valentine, ale zakochałam się w nim, bo tak idealnie oddaje moje odczucia: “But it’s also just what happens when you write Eva Green the role of her lifetime and set her loose among a bunch of actors whose styles offer a chance to try out everything from naturalism to high camp, and all of whom are devoted to her. Watching the men of the house in a room with Vanessa is like watching a stage play about a magnet and some iron filings.”

  • A czemu nie możesz? Drugi sezon taki dobry!

  • Bo nie skończyłam pierwszego.

  • Hm, tu może być problem, bo IMHO pierwszy sezon jest średni. Klimat i obsada są super, ale fabularnie historia im siadła :/

  • No właśnie, przez fabułę dałam sobie spokój po trzecim odcinku.

  • Ha! Więc nie tylko ja czasem miewam problem z tym jak Dorian jest grany? Tzn. lubię interpretację Reeve’a Carneya, ale są momenty gdy czegoś mi w niej brakuje.
    Co do explicit scen Doriana i Angelique – podejrzewam, że osoba scenarzysty/twórcy serialu, Johna Logana ma na to pewien wpływ. Logan sam jest homoseksualistą i wiem, że od zawsze zależało mu by w PD kwestie seksualności były traktowane bardzo… normalnie i równorzędnie, w kontraście do ówczesnej, momentami kostycznej wiktoriańskiej moralności.

    Myślę, że Malcolm mógł sobie zdawać sprawę z tego, że od EVelyn pachnie kłopotami. Z drugiej, mówimy o facecie, który mimo niebezpieczeństw kilka razy udawał się do Afryki (gdzie stracił syna), na dodatek znajduje się w pozbawionym pasji małżeństwie… istnieje szansa, że z premedytacją “Wdepnął” w romans z Evelyn.
    Znając Logana i to, jak pisze postacie kobiece w PD sądzę, że jednak “grę” Evelyn (to jej poddawanie się pewnym fantazjom mężczyzn czy stereotypom kobiecych, flirciarskich zachowań) należy interpretować jako kobiecą, świadomą siłę – wie ona, jaką ma władzę nad mężczyznami i jak jej umiejętnie używać. Ona nie jest zmuszana do poddaństwa – ona się mu poddaje, nie oddając przy tym nigdy w pełni kontroli nad sytuacją. To taki bardzie female sexual empowerment niż cokolwiek innego. Przynajmniej moim zdaniem.

    (biorąc pod uwagę, że odpisuję miesiąc po czasie – be Mysza! – wiemy już, że miałaś rację z tym twistem odnośnie Lily przechadzającej się po trupach facetów. Good call! ^_^)

    Harry Treadaway fenomenalnie gra Victora, ale muszę tu przyznać, że jest to postać do której żywię najmniej sympatii. Nie do Doriana – właśnie do Victora. Bo dla Doriana jest już jednak trochę za późno, jest już skończonym dupkiem. Z kolei Victor odróżnia dobro od zła i wie, że porusza się w moralnie szarej strefie, a mimo to wciąż popełnia naprawdę karygodne czyny. Wiem, że taka jest idea jego postaci – człowiek bawiący się w bezkarnego Boga, etc. – ale Victor, jako postać, najbardziej chyba łamie mi serce.

    Pełna zgoda – s1 lubiłam za klimat, postacie i warstwę realizacyjną, ale zawiódł mnie fabułą. W s2 widzę znaczy postęp ku lepszemu. Pozostaje mieć nadzieję, że finał s2 w niedzielę będzie ładnym zakończeniem dla kilku wątków i że fabuła nie rozpadnie się Loganowi w rękach tak jak w s1.

    OCH. JAKI PRZEPIĘKNY CYTAT. I jak bardzo ja się z nim zgadzam. To znaczy nie zawsze się zgadzam z aktorskimi wyborami Green w kwestii Vanessy, ale kocham to, jakie interakcje rozgrywają się między aktorami grającymi naszą grupę bohaterów, i jak pięknie ich style gry się komplementują. Zwłaszcza imponuje mi w tym serialu Josh Hartnett, którego nie podejrzewałam o taką aktorską… wstrzemięźliwość. Gra bardzo niewieloma środkami, ale robi to świetnie. I ma super chemię z Green :3