All the awards, czyli kilka słów o rozdaniu Emmy

Tegoroczne Emmy miały przynieść więcej niespodzianek niż w poprzednich latach. Mysz przygląda się, czy rzeczywiście tak było.

Podobnie jak w zeszłym roku (i dwa lata temu), Mysz zakończyła seans rozdania nagród Telewizyjnej Akademii z uczuciem silnego rozczarowania. Jest to uczucie tym dziwniejsze, że niedawne zmiany w tym, jak odbywa się głosowanie na zwycięzców Emmy zapowiadała wielkie zmiany. Tym czasem efekty na pierwszy rzut oka są… żadne. Tak jakby tych zmian wcale nie było. Przy głębszym przyjrzeniu jest to jednak obraz bardzo pozorny. Ale po kolei.

Listę zwycięzców możecie przeczytać np. tutaj.

Do tej pory głosowanie na nagrody Emmy odbywało się w bardzo specyficzny sposób: osoby/programy które miały szansę na Emmy muszą przedstawić swój dorobek (wybrany odcinek w przypadku scenarzysty/reżysera/aktora/aktorki, lub w przypadku nominacji best show do kilku odcinków), który następnie grupa tzw. blue-ribbon panel – złożona z pewnego wycinka wszystkich, którzy mają możliwość głosowania – musiała w całości obejrzeć. Jest to długotrwały i żmudny proces (zgłoszeń jest wszak wiele) i w efekcie rola „panelu wyborczego” często spada na starszych członków Akademii. Ergo, często są to osoby, które głosują konserwatywnie, wystrzegając się nowych seriali i co roku raczej nagradzając te same osoby/programy (przykładem niech będzie niedawna pięcio-statuetkowa hegemonia Modern Family).

Emmy2015 (2)

W tym roku z kolei zasady uległy dość dramatycznej zmianie: wszyscy członkowie Akademii nominowani w danej kategorii (writing, directing, etc.) mają prawo głosować na zwycięzcę w tejże kategorii, tak długo jak spełnią dwa warunki – muszą obejrzeć cały zgłoszony w kategorii dorobek (oglądają dostępne odcinki online) i muszą zadeklarować brak konfliktu interestów (ie. nie głosujemy na siebie, obviously). Zdaniem Akademii miało to doprowadzić do przełamania „passy” pewnych produkcji i większego zróżnicowania wygranych. Oczywiście pojawił się obawy, że przez to nagrody nabiorą nieco bardziej populistycznego charakteru i że wyborcy będą głosować na produkcje o których jest najgłośniej, a nie na te, które zasłużyły na nagrodę, ale patrząc z perspektywy na ogłoszonych wczoraj zwycięzców, nie widać aż takiego ulegania trendom i modom.

Widać natomiast coś, co niektórzy ochrzcili casusem „chcę tam pracować”. Tak jak do tej pory stacja HBO mogła się pochwalić zaledwie garścią nagród (pokaźna garścią, co prawda, ale wciąż relatywnie niewielką), tak tym razem – mimo zeszłorocznych prztyczków prowadzącego galę Setha Meyersa, że tradycyjna telewizja kablówki (i serwisów streamingujących typu Netflix) bardzo nie lubi – zanotowali oni ogromny sukces. Wygrane Game of Thrones, Veep i miniserii Olive Kitteridge sprawiły, że HBO zdominowało galę w trzech z czterech podgrup kategorii (comedy, drama, variety, miniseries/special/tv movie). Co więcej, GoT znacznie przekroczyło dotychczasowy rekord The West Wing za największą liczbę statuetek przyznaną jednemu serialowi w tym samym roku (TWW miało 9, wczoraj GoT dobiło do 12 – 4 podczas głównej gali i 8 podczas wcześniejszych Creative Arts Emmy’s, za aspekty techniczne). Z kolei Olive Kitteridge było największym zwycięzcą wieczoru, wracając z gali z naręczem aż 6 statuetek.

Emmy2015 (4)

Ekipa „Olive Kitteridge”, czyli najwięksi wygrani wieczoru.

Nie wchodząc w dalsze szczegóły, w tym roku HBO – ze swoimi 43 statuetkami (w sumie!) – niemal pobiło rekord stacji zgarniającej najwięcej statuetek w danym roku. A warto pamiętać, że CBS (rekord = 44 statuetki) pochodzi z czasów 70., gdy w szrankach stawało tylko kilka kanałów, a nie jak obecnie kilkadziesiąt, wliczając w to telewizje kablowe czy serwisy streamingujące. Powodów takiego wyniku można upatrywać w rozszerzeniu zasad dotyczących głosowania, ale istnieje też inna możliwość: ludzie głosują na programy, przy których sami chcieli by pracować. A obecnie nie ma w szeroko pojętej telewizji lepszego miejsca do pracy niż HBO.

Co ciekawe, podczas transmisji gali, Andy Samberg (ładnie balansujący między byciem bezbarwnym prowadzącym, a lekko niegrzecznie dowcipkującym studentem, którego zazwyczaj zgrywa) zażartował sobie z nowej polisy HBO, według której zarządców stacji nie obchodzi, czy abonamenci HBO NOW dzielą się z innymi osobami hasłem do swojego konta. Jak się wkrótce okazało, login i hasło które Samberg podał na antenie wcale nie były wyłącznie dowcipem – setki ludzi zalogowało się dzięki tym danym na HBO i mogło legalnie obejrzeć ulubione seriale. Co prawda obecnie dane te już nie działają, ale nie wiadomo czy stało się tak dlatego, iż HBO zablokowało konto, czy po prostu jakiś samolubny gość zmienił dane, uniemożliwiając innym logowanie ;)

Emmy2015 (10)

Zwycięska ekipa „Gry o Tron”.

Wbrew pozorom, dominacja HBO podczas gali nie oznacza wcale, że inne stacje obeszły się smakiem. Co prawda Netflix znów może się pochwalić jedynie wygraną Uzo Aduby za Orange is the New Black (tym razem w kategorii supporting actress in a drama series, a nie guest star in a comedy series*), ale już serwis streamingujący Amazon (o którym Mysz ostatnio pisała) zdobył dwie statuetki, obie za powszechnie chwalone Transparent (za główną rolę Jeffreya Tambora, oraz za reżyserię Jill Soloway). Także inne stacje wróciły do domu z nagrodami – statuetki trafiły wszak do Violi Davis za How To Get Away With Murder (ABC), Allison Janney za Mom (CBS) Johna Hamma za Mad Men (AMC), oraz odchodzącej z anteny ekipy The Daily Show i coraz bardziej kultowego Inside Amy Schumer (Comedy Central).

A jednak, mimo tych dość szeroko rozrzuconych wygranych, Myszę cała ceremonia rozdania wzięła mocno pod włos. Już w zeszłym roku (i nie tylko) pisałam o niewymierności Emmy’s i swoich związanych z tym frustracjach. Są one tym większe, że mimo sygnałów, iż zmiany wprowadzone w systemie głosowania mogą pozytywnie wpłynąć na zróżnicowanie wygranych w przyszłości, trudno nie zauważyć, że i w tym roku były tytuły które dramatycznie zdominowały ceremonię. I choć w tym roku nie brakowało nowości jako takich, wciąż jest wiele programów (i osób), które Emmy’s konsekwentnie ignorują.

*OitNB po drodze zmieniło kategorię z komedii na dramat – podobnie w ostatnich latach kategorię zmieniało np. Shameless, choć im to akurat niewiele pomogło

Emmy2015 (14)

Pełna emocji dziękczynna przemowa Uzo Aduby.

Mysz zawsze będzie miała za złe, że Sarah Paulson wciąż nie dostałą żadnej nagrody za American Horror Story (dowolny sezon) i w sumie niewielką liczbę nagród dla Masters of Sex (serial ma tendencję do wygrywania w kategoriach drugoplanowych). Z kolei  Last Week Tonight with John Oliver (które zgarnęło Creative Arts Emmy) wciąż przegrywa ze starszymi programami – choć tu akurat zejście z anteny The Daily Show oraz przejście Stephena Colberta z The Colbert Report do prowadzenia Late Night w zastępstwie Davida Lettermana, daje nadzieję, że w przyszłym roku także w kategorii variety HBO zaliczy wygraną (program Olivera to produkcja HBO). Podobnych przykładów jest więcej.

Mimo mego malkontenctwa muszę jednak przyznać, że w tym roku widać, mam wrażenie, większe zróżnicowanie na poziomie samych nominacji. Zresztą prowadzący galę Andy Samberg (do którego Mysz od zeszłego roku bardzo się przekonała, dzięki czynnemu wpływowi Brooklyn Nine-Nine, które jest przesympatycznym serialem) rozpoczął ceremonię musicalowym skeczem, który trafnie nabijał się z tego, jak wiele seriali mamy obecnie do oglądania. Mysz, która sama przecież ma zaznaczone w kalendarzu ponad 150 produkcji, nie powinna się dziwić, że głosujący na Emmy’s wybierali zwycięzców metodą „wszystkie jajka do jednego koszyczka” (jak w przypadku Olive Kitteridge). Czasem naprawdę jest trudno nadążyć za wszystkimi serialami, które warto/należałoby oglądać. I owszem, zapoznanie się z dorobkiem tylu nominowanych nie będzie łatwym zadaniem, a i nie ma żadnej gwarancji że zmiany pojawią się szybko – Emmy’s raczej znane są z, jak to się ładnie po angielsku mówi, slow uptake – ale jeśli nowa, nieograniczona pula głosujących będzie miała tak szerokie pole wyboru, istnieje szansa że w przyszłych latach grono zwycięzców poszerzy się o osoby i produkcje, które naprawdę na ten zaszczyt zasługują, a nie te, które otrzymały je przez „zasiedzenie”.

Emmy2015 (8)

Po latach oczekiwań, Jon Hamm zgarnął jedyną (!) aktorską nagrodę dla „Mad Men”.

Though if I’m honest, i tak zamierzam kręcić nosem na wygrane Veep. Julia Louis-Dreyfus jest świetna, podobnie jak Tony Hale, ale niech ktoś, kto ogląda ten serial powie Myszy szczerze: czy naprawdę są tak dobrzy, by zgarniać statuetki niemal rok po roku? (Hale przegrał w 2014 z Ty’em Burellem, ale Louis-Dreyfus wygrała 4 lata z rzędu!)

Były też jednak wygrane, które Myszę ucieszyły, choć nie zawsze i nie do końca musi się z nimi zgadzać. Nie przeczę, że Jon Hamm jako Don Draper umościł sobie miejsce w panteonie nieśmiertelnych telewizyjnych postaci, ale trudno mi wyrażać się o zasłużoności jego wygranej w momencie, gdy wciąż nie obejrzałam Mad Men. Choć przyznaję, że moim ulubionym momentem całej imprezy była chwila, w której Hamm postanowił wpełznąć na scenę, zamiast wejść na nią jak człowiek ;)

Emmy2015_Hamm

Z kolei do roli Violi Davis w How To Get Away With Murder mam mnóstwo zarzutów – choć podejrzewam, że więcej z nich powinnam kierować do Shondy Rhymes – ale trudno zaprzeczyć, że pod względem przedstawiania czarnoskórej postaci kobiecej HTGAWM zrobiło dla telewizji wiele dobrego. Także pod innym względem wygrana Davis jest istotnym, wręcz wiekopomnym wydarzeniem: to pierwszy raz w historii Emmy’s, gdy nagrodę za lead actress wygrała czarnoskóra aktorka. Inna czarnoskóra aktorka, Regina King, również powróciła do domu ze swoją pierwszą złotą statuetką za rolę w American Crime, czym wywołała szalenie entuzjastyczne reakcje wśród swoich fellow nominees. Ogólnie, Mysz ma wrażenie, że w tym roku widać coraz silniejsza dywersyfikację rozdań nagród, a także, co ogromnie mnie cieszy, większy udział kobiet w samej gali.

Emmy2015 (7)

Wieczór należał do Violi Davis.

Tu przykładem niech będzie organizacja Amy Poehler’s Smart Girls, która dąży do pielęgnowania i rozbudzania w młodych kobietach ciekawości świata, poczucia własnej wartości i dążenia do spełniania marzeń. Podobnie jak w zeszłym roku, gdy głośno było o akcji #AskHerMore (o której Mysz wspominała przy okazji relacji z Oscarów, a o której szerzej pisały też dziewczyny z Kulturalnie Po Godzinach), tak i w tym roku postarano się, by na czerwonym dywanie zadawać zebranym tam aktorkom ciekawe, interesujące pytania, wykraczające poza wyświechtane „Who are you wearing?”. Niektóre odpowiedzi aktorek na pytania zadane przez internautów z hashtagiem #SmartGirlsAsk możecie obejrzeć tutaj (Myszy zrobiło się ciepło na serduszku zwłaszcza przy wypowiedzi Giny Rodriguez z Jane the Virgin).

Oczywiście tak znacząca wygrana Davis nie obyła się bez pięknej, poruszającej przemowy. Także słowa poparcia dla społeczeństwa trans padające z ust Jeffreya Tambora i Jill Soloway (Transparent) wywołały gromki aplauz widowni. Wiele wzruszeń było także podczas segmentu In Memoriam, który zakończono ujęciem Leonarda Nimoya robiącego star-trekowy salut Wolkan ze słowami „Live long and prosper”. Myszę jednak, ku jej własnemu zdumieniu, najbardziej poruszył triumfalny powrót na scenę Tracy’ego Morgana, który ponad rok temu uległ straszliwemu wypadkowi, a zeszłej nocy pojawił się na gali Emmy’s by wręczyć główną nagrodę wieczoru. Mysz wcześniej nie żywiła do Morgana sympatii – choć narastający od pewnego czasu szacunek do Saturday Night Live sporo w tej kwestii zmienił – ale trudno było się nie wzruszyć widząc, jak cała sala wstaje by okazać swój szacunek i wsparcie dla aktora, który od czasu wypadku przechodził żmudną rehabilitację. Mimo wzmianki o zdrowotnych komplikacjach – aktor leżał przez kilka dni w śpiączce, w efekcie czego miał później duże problemy z mową i poruszaniem się – Morgan pozwolił sobie na dwa dosadne żarty, które sala przyjęła ze śmiechem i ulgą, że „stary Tracy” wciąż z nimi (i z nami) jest. Mysz w każdym razie z ciekawością i sporą nadzieją wygląda odcinka SNL który Morgan ma prowadzić; trzymam kciuki, żeby dobrze to wyszło.

Emmy2015 (16)

Niespodziewane pojawienie się Tracy’ego Morgana nie tylko u Myszy wywołało łzy wzruszenia.

Ostatecznie, 67. rozdanie nagród Emmy potoczyło się utartym, by nie powiedzieć leniwym szlakiem. Mysz jest jednak dobrej myśli – wraz z pisaniem tej notki opadło moje początkowe rozczarowanie i liczę na to, że w przyszłym roku otrzymamy nieco bardziej zdywersyfikowaną listę zwycięzców.

Póki co pozostaje nam mieć nadzieję na lepsze i słać pełne pogróżek maile do Telewizyjnej Akademii; bo jeśli jest coś, co Myszę wkurzyło na tyle, że naprawdę byłaby w stanie wsiąść w samolot, polecieć do Hollywood i pobić kogoś walizką, to segment Emmy’s żegnający się z serialami, które zeszły z ramówki. Zamknęłam oczy jak tylko zobaczyłam twarz Charliego Hunnama, ale i tak mam wrażenie, że właśnie bez żadnego ostrzeżenia zaserwowano mi gigantyczny spoiler do finału Sons of Anarchy (że o litanii innych seriali nie wspomnę). Czuję się jakbym dostała prosto w twarz śniętą rybą. Zresztą, sądzę że nie muszę Wam tłumaczyć swego podejścia do kwestii spoilerów ;)

A jak Wam podobał się tegoroczna gala Emmy’s? Czy wygrali Wasi faworyci?

PS. Bo bym zapomniała: segment w którym James Corden przedstawiał księgowych z Ernst & Young <3 <3 <3

Tradycji musi stać się zadość – poniżej Mysie faworytki sukienkowe :)

  • Te Emmy były… dziwne. Były takie rzeczy, które sprawiały, że na serduszku robiło się cieplej (nagrody dla „Transparent” czy Uzo Aduby), a były też takie, które sprawiały bolesny opad szczęki. A już w ogóle rozdarty byłem z powodu Violi Davis – bo z jednej strony ta rola nie jest dobra i znacznie lepsze były choćby Henson czy biedna i pomijana Maslany, a z drugiej ta nagroda nabrała bardzo symbolicznego znaczenia w bardzo ważnej sprawie. I w ogóle przykro mi jest z powodu braku nagrody dla Mendelsohna – ok, Dinklage jest świetny, ale Mendelsohn i „Bloodline” to jest mistrzostwo, które wciąż mam przed oczami. I skonfundowała mnie ta nagroda główna dla „Gry o tron”, bo należało się w tym roku „Mad Men” jak nic. No i ogólnie miałem taką jakąś emocjonalną kolejkę górską podczas całej ceremonii – raz było „Yay!”, a raz „Nay :|” Tak że dziwnie, ale liczę, że będzie się to wszystko stopniowo zmieniać.

  • Mnie większość wygranych (tak, nawet dla Davis czy Veep) podczas samej gali mocno zdenerwowały, ale potem przypomniałam sobie jak zła byłam w zeszłym roku i dwa lata temu i doszłam do wniosku, że nie mam czym się denerwować. Emmy’s od dłuższego czasu nie są wymiernymi nagrodami i wkurzanie się o niesprawiedliwe przegrane (np. Tatiany Maslany czy Mad Men) to jak płakanie nad rozlanym mlekiem.
    Pozostaje mieć nadzieję, że może zmiany w głosowaniu stopniowo pewne rzeczy zmienią, ale chwilowo się na to jakoś zbytnio nie nastawiam. Postanowiłam, że Emmy będą mnie obchodzić tyle co zeszłoroczny śnieg ;) Pytanie tylko czy stan ten utrzyma się gdy znów nadejdzie sezon nagrodowy :D

  • Olafina

    Zamiast awards przeczytałam awkwards. Nie wiem jakim cudem wepchnęłam te dwie literki, ale chyba to dobrze oddaje mój stosunek do tegorocznych EMMY :(

  • *chrum* Też nie wiem, jak tego dokonałaś, ale pasuje jak ulał ;)