Uwodziciel i oszust. Nowe seriale Amazonu.

Zanim zaleje nas kolejna wrześniowa fala telewizyjnych nowości, Mysz pochyla się nad serialowymi propozycjami Amazonu.

Od pewnego czasu możemy zaobserwować, że zmienia się to, jak oglądamy seriale. Nie dotyczy to co prawda wszystkich widzów – wiele osób, zwłaszcza starszych, wciąż w dużej mierze korzysta z telewizyjnej ramówki – ale obecne i młodsze pokolenia coraz chętniej pochłaniają seriale w formie video on demand. Korzystają z Netflixa, Hulu albo innej dostępnej platformy, która za opłatą (lub za darmo, ale z reklamami) pozwoli im obejrzeć ulubiony serial lub film wtedy, gdy akurat mają na niego ochotę. Nie muszą już (zazwyczaj) znosić reklam, ani dostosowywać swojego czasu wolnego do godzin narzucanych przez dystrybutora – oglądają daną produkcję wtedy gdy im wygodnie, pochłaniając cały serial za jednym posiedzeniem, lub pauzując film w połowie i wracając do niego w następny weekend, gdy akurat znajdą kolejną chwilę wolnego, którą mogą poświęcić na relaks.

Te zmiany w sferze oglądania seriali doprowadziły też do pewnych zmian w tym, jak powstają seriale. Wystarczy spojrzeć na Netflix: platforma do tej pory znany przede wszystkim z udostępniania produkcji innych stacji, zaczęła produkować własne, oryginalne treści – i są to w dużej mierze produkcje cieszące się dobrą opinią zarówno wśród widzów, jak i krytyków. Także inne firmy, które niegdyś trzymały się dość konkretnej działalności, obecnie poszerzają swoją ofertę, próbując sił także w produkcjach telewizyjnych. Wspomniane wyżej Hulu, które również zaczynało jako platforma streamingowa, od 2011 roku serwuje także oryginalne treści w tym animowane The Awesomes, Deadbeat czy ostatnio Difficult People. Mamy portal Yahoo!, którego dział Yahoo! Screen! wykupił serial Community zapewniając mu tym samym 6 sezon, po tym jak stacja NBC skasowała serial; wypuścili także 3 oryginalne produkcje.

Zresztą w tworzenie oryginalnych treści, w tym tzw. scripted shows, czyli seriale o z góry ustalonym scenariuszu (w przeciwieństwie do np. reality shows), zaczęły także inwestować stacje telewizyjne do tej pory znane raczej z „odtwórczej” działalności: TVLand które wyświetlało głównie stare, klasyczne seriale wyprodukowało ostatnio sympatyczny serial Younger (o którym Mysz pisała), kanał Lifetime znany z ckliwych, tanich melodramatów zaczął maczać palce w serialach (często równie melodramatycznych)… nawet MTV, które swego czasu było kopalnią odmóżdżających reality shows, wśród których ze święcą szukać było jakiegoś muzycznego teledysku (wszak MTV to Music Television) obecnie uznawane jest za jeden z najprężniej rozwijających się kanałów z treściami dla młodzieży – wśród ich produkcji znajdziemy popularne i chwalone seriale obyczajowe takie jak Faking It, Awkward czy z nieco mroczniejszych klimatów Teen Wolf i Scream.

amazon1 (1)

„Scream: The Series” miało fantastyczny klip promujący, w którym aktorzy z innych seriali MTV byli pokazani jako ofiary seryjnego mordercy [kliknij obrazek by obejrzeć klip]

Widać gołym okiem, że „serial” jako taki przeszedł pewną ewolucję. To już nie jest jeden odcinek tygodniowo, który zawsze musimy oglądać o tej samej godzinie, na tym samym kanale, nie mając żadnego wpływu na to, co zaraz zobaczymy. Obecnie możemy nie tylko podjąć decyzję gdzie i kiedy obejrzymy odcinek serialu (i czy rzeczywiście będzie to tylko jeden odcinek tygodniowo), ale niekiedy możemy także wpłynąć na to CO obejrzymy.

O wpływach szeroko pojętego fandomu na twórców treści popkultury nie trzeba chyba mówić – w dobie Internetu i powszechnego dostępu do social media, zaskakująco łatwo jest wejść w interakcję z autorem naszego ulubionego dzieła (nie ważne czy jest to komiks, film czy serial). Oczywiście niekiedy jest to nadużywane, jak chociażby w przypadku prób szantażowania twórców lub wywierania na nich presji. Serial Supernatural przez długi czas miał problem z bohaterkami kobiecymi, bo fanki serialu przez długi czas reagowały alergią na niemal każdą żeńską postać, która śmiała choć spojrzeć na braci Winchesterów. Niedawno w Internecie krążyła także petycja fanów serialu The Walking Dead, prosząca twórców o przywrócenie do życia tragicznie zmarłej postaci (co Myszę bawi o tyle, że do śmierci postać ta była powszechnie nielubiana). Widzom nie przeszkadzało to, że w serialu o zombie istnieje tylko jeden sposób na „przywrócenie” postaci – ich zdaniem „magia telewizji” potrafi wytłumaczyć wszystko.

Są jednak przypadki gdy sympatia fanów przynosi coś pozytywnego. O wymiernej sile „głosu ludu” niech świadczą ostatnie przepychanki w świecie komiksu (związane z kontrowersyjną okładką „Batgirl”), crowdfundingowy sukces pełnometrażowego filmu kontynuującego losy postaci z serialu Veronica Mars, czy chociażby (nadal trwająca) akcja fanów serialu Hannibal, którzy dążą do tego, by serial – mimo skasowania przez NBC – odnalazł nowy dom (np. na którejś z ww. streaming platforms). Akcje te nie zawsze odnoszą sukces – mimo zebrania podpisów pod petycją, stacja ABC nie zdecydowała się przywrócić skasowanego Forever – ale istnieje sporo przykładów na to, że czasem, dzięki pasji i odrobinie uporu, fani są w stanie wpłynąć na kształt swojej ulubionej produkcji.

amazon1 (1)

Obecnie możemy także, jako konsumenci popkultury, głosować portfelem. Choć film Dredd z 2012 roku przeszedł właściwie bez echa i studio nie widzi szansa na powstanie sequela, fani filmu na tyle długo i namiętnie o nim trąbili, podpisując petycje i śląc maile oraz newslettery, że w tygodniu premiery na nośnikach, Dredd był najchętniej kupowanym filmem, zarówno w UK jak i w USA. Ostatecznie wpływy z home media w samych tylko Stanach wyniosły ponad 10 milionów dolarów (ok. 1/4 budżetu filmu), a film szybko zyskał status tzw. cult classic.

Piszę o tym, ponieważ istnieje jeszcze jedna platforma streamingująca, o której Mysz nie wspomniała, a której model jest na tyle interesujący, że warto mu się przyjrzeć. Mowa o Amazon Studios.

Kojarzycie na pewno portal Amazon – połączenie sklepu internetowego Empiku z Allegro, gdzie sprzedającymi są zarówno osoby trzecie jak i ludzie/firmy wykorzystujące Amazon jako pośrednika. Można tam kupić wszystko, od filmów, muzyki, książek i gier, aż po ubrania, zabawki, meble czy sprzęt RTV/AGD. Oprócz tego, Amazon oferuje także usługę video on demand, Amazon Video. By jednak stawać w szranki z oryginalnymi treściami produkowanymi przez Netflix czy Hulu, Amazon również musiał stworzyć coś nowego.

Tu jednak pojawia się istotna różnica. Podczas gdy np. Netflix wykupuje od razu cały sezon serialu, a następnie udostępnia widzom wszystkie odcinki na raz, Amazon w dużej mierze korzysta z pomocy i opinii widzów. Scenariusze telewizyjne i filmowe do Amazonu mogą przesyłać zarówno profesjonalni scenarzyści, jak i amatorzy; są one następnie poddawane ocenia zarówno pracowników Amazonu jak i innych czytelników, poprzez tzw.  crowdsourcing. Amazon ma następnie 45 dni by podjąć decyzję, czy chcą wybrać dany scenariusz. Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, scenarzysta/twórca filmu/serialu otrzymuje odpowiednie wynagrodzenie zależnie od tego, co się potem stanie ze scenariuszem: czy wejdzie tylko w fazę development, czy wejdzie do pełnej dystrybucji (film) lub zostanie wykupiony pełen sezon (serial).

amazon1 (2)

To jednak nie koniec wpływu „tłumu” na produkcje Amazonu. Firma, wzorem tradycyjnej telewizji, wypuszcza grupę pilotów seriali, by wybadać co się widzom najbardziej spodoba. Jednak w przeciwieństwie do TV, Amazon nie sugeruje się wyłącznie wynikami oglądalności czy recenzjami krytyków – daje swoim widzom możliwość głosowania na ulubione produkcje (ergo: głosowanie wybierze który pilot ma być zrealizowany w pełen sezon), ale także sugerowania zmian i ewentualnych poprawek.

Oczywiście, proces ten nie jest idealny. Serial Transparent – o emerytowanym profesorze, którzy po latach milczenia oświadcza swojej rodzicie, że jest transpłciową kobietą – odniósł ogromny sukces krytyczny i komercyjny. Produkcja wygrała worek nagród, a Jill Solloway, kreatorka serialu, zatrudniła przy kulisach powstawania produkcji bezprecedensowo liczną grupę osób trans. Jednak mimo pozytywnego wpływu na wizerunku i odbiór osób trans zarówno w samym showbiznesie jak i wśród widzów, wbrew pozorom Transparent wcale nie miało najwyższych not podczas głosowania na piloty. Jednak szefostwo Amazonu dostrzegło w produkcji ogromny potencjał.

Równie dziwnie wygląda sytuacja w przypadku serialu Bosch, który zanotował bodaj najniższe oceny i najmniej entuzjastyczne recenzje. A mimo to serial nie tylko powstał, ale według rzeczników Amazonu, jest przez firmę uznawany za jeden z ich największych sukcesów. Intriguing, Mysza would say.

Warto też wspomnieć, że ze względu na specyficzny format powstawania seriali, Amazon jest domem dla produkcji, które trudno byłoby uświadczyć gdziekolwiek indziej. Transparent to tylko jeden taki przykład; kolejnym niech będzie Mozart in the Jungle – komediodramat o… muzyce klasycznej i grze w orkiestrze symfonicznej. Premierę w zeszłym tygodniu miał także dramat Hand of God, gdzie Ron Perlman gra sędziego, któremu zdaje się że słyszy głos Boga i na jego podstawie zaczyna wymierzać własną sprawiedliwość. Co ciekawe, pilot Hand of God miał premierę w sierpniu 2014 roku!

Widać więc, że Amazon daje sobie mnóstwo czasu na dopieszczenie swoich produkcji.

Wspominam o tym wszystkim ponieważ w sieci pojawiły się dwa nowe piloty Amazonu (udostępnione przez platformę za darmo). A jak pewnie wiecie, Mysz stara się żadnemu pilotowi nie przepuścić. Co prawda zaraz zaczyna się wrześniowy sezon serialowy i ledwo będę miała czas spać, a co dopiero oglądać -wszystkie- piloty*, ale póki jest jeszcze chwila oddechu, przybliżę Wam co Amazon proponuje nam tym razem. Zwłaszcza, że obie produkcje są warte uwagi i istnieje szansa, że obie wkrótce zobaczymy na ekranach naszych komputerów (jeden z seriali już otrzymał zamówienie na cały sezon!).

W tym roku, Amazonu postanowił zainwestować w szeroko pojętych hochsztaplerów :)

*seriously – look at my calendar!

CasanovaCasanova
(trailer)

Twórcy: scenariusz pilota – Stu Zicherman (The Americans); reżyser pilota – Jean-Pierre Jeunet (Amelie)
Kto gra: Diego Luna (Y Tu Mama Tambien), Bojana Novakovic (Shameless), Ben Daniels (The Paradise), Miranda Richardson (Sleepy Hollow), Paul Rhys (Great Expectations)

O co chodzi: Giacomo Casanova, wielki kochanek i niczego sobie manipulant, po ucieczce z weneckiego więzienia udaje się do Paryża, gdzie zostaje wplątany w polityczne przepychanki między żądnym władzy ministrem a Madame Pompadour, kochanką króla. Całości doprawia szczypta alchemii, poszukiwań kamienia filozoficznego i mistycyzmu. Oraz seks. Sporo seksu.

Werdykt:
Seriale historyczne i kostiumowe zawsze znajdą widownię – mieliśmy Borgias i Da Vinci’s Demons, swój following zbiera także Outlander czy głupiutkie, ale wciągające Reign; swego czasu mieliśmy też The Tudors, czy Rome… no i nie można zapominać o Game of Thrones. Stąd Mysz jest zdania, że sukces Casanovy można obstawiać niemal w ciemno – that is, jeśli Amazon zdecyduje się serial zamówić, bo na razie zażyczył sobie tylko dodatkowych scenariuszy do wglądu – tym bardziej, że Amazon wyraźnie nie żałuje budżetu. Pilot serialu wręcz  pyszni się pięknymi krajobrazami (imponująca Wenecja), pałacowymi i mieszczańskimi rezydencjami, oraz drobiazgowo opracowanymi kostiumami. Zatrudnienie Jean-Pierre Jeuneta też przyczyniło się do wysmakowanej strony wizualnej – reżyser ten umiejętnie „kręci” i aranżuje sceny w taki sposób, że nawet prosta rozmowa dwóch postaci daje nam coś, na czym możemy zawiesić oko.

Casanova (16)

Osobną kwestią jest sama fabuła serialu, czy też to co możemy na jej temat wywnioskować na podstawie pilota. Mysz ma wrażenie iż przeciętny (amerykański) widz może nie zdawać sobie sprawy, że Casanova (w przeciwieństwie do takiego Don Juana) był postacią historyczną – być może ten element realizmu zachęci widzów do oglądania produkcji Amazonu. Nawet jeśli nie, trudno zaprzeczyć, że życie prawdziwego Casanovy i tak prezentuje się na tyle interesująco, że materiału bez problemu starczyłoby na dwa seriale.

W Casanovie, cudem wydostany z więzienia Giacomo (grany przez Diego Lunę – I’ll get to that in a moment) udaje się do Paryża, co jak łatwo wyszukać, jest zgodne ze stanem faktycznym – prawdziwy Casanova również spędził w stolicy Francji sporo czasu. Z rozważań bohatera wiemy, że ma nieco dosyć swego rozpustnego życia; trudno stwierdzić, czy to change of heart spowodowana latami spędzonymi w więzieniu, czy swoisty midlife crisis – dość, że Casanova chciałby coś w swoim życiu zmienić. Problem polega na tym, że mimo wielu umiejętności – bohater sam wspomina, że studiował matematykę, interesuje się też alchemią, zna kilka języków, jest towarzyski, ma smykałkę do interesów, słowem: Człowiek Renesansu (by nie powiedzieć urodzony conman) – Giacomo to wciąż człowiek z plebsu, którego tylko spryt i smykałka do manipulacji (a także do uwodzenia kobiet) wyniosła na obecną pozycję. Wciąż jednak musi szukać pomocy u ludzi na wyższych szczeblach. W ten sposób wplątuje się w intrygę swego starego przyjaciela, hrabiego de Bernis, obecnie ministra na dworze króla Ludwika XV. De Bernis pragnie aby markiza de Pompadour – metresa króla – przestała mu bruździć; nietrudno wywnioskować, że de Bernis robi zakusy na królewski tron.

Casanova (15)

Jak można się domyślić, Casanova ma użyć swych niezliczonych talentów by uwieść i wykorzystać Madame Pompadour. Myk w tym, że trafiła kosa na kamień – markiza jest równie sprytna, ba! nawet sprytniejsza niźli Giacomo; wiemy więc, że cała intryga wcale nie będzie tak prosta. Co więcej, w pilocie pojawia się też markiza d’Urfe (w ogóle fani historii będą mieli z serialu frajdę), której hermetyczno-alchemiczne zamiłowania Giacomo niecnie wykorzystuje, jednocześnie próbując uchronić markizę przed zakusami hrabiego de Saint Germain – fellow alchemika-hochsztaplera. A to ledwie czubek wszystkich zarysowanych w pilocie intryg i wzajemnie przeplatających się relacji i koligacji.

Mamy więc elementy historyczno-kostiumowe i dworskie intrygi; do tego dochodzą rozterki sercowe, spiski na władzę króla, tajemnice alchemiczne, a także rodzący się wówczas w Paryżu ruch libertynów, w którym Casanova – ze swoimi miłosnymi skłonnościami – na pierwszy rzut oka powinien czuć się jak w domu. A jednak, mimo gorącego temperamentu (Mysz jest zdania, że Casanova po prostu kochał wszystko, co życie było mu w stanie zaoferować), Casanova którego poznajemy w serialu jest nieco zgorzkniały i rozgoryczony. Och, nie żałuje żadnej kobiety z którą spędził noc, ale chciałby też, żeby jego życie nie ograniczało się wyłącznie do tego, z kim się przespał. Zresztą w pilocie Casanovy pada zdanie: „A man should not be defined by one thing his whole life”.

Casanova (13)

Jednak tu Mysz musi podnieść pewne weto. Tak jak nie mam nic przeciwko postaci, która toczy psychiczną walkę z własnym sumieniem, tak rozpoczynanie serialu o Casanovie – największym kochanku jakiego znał świat – od tego, że bohater ma kryzys moralny jakoś Myszy nie leży. Owszem, wiemy że wylądował w więzieniu, bez nadziei że kiedykolwiek się stamtąd wydostanie. Czas spędzony w samotności mógł wiele zmienić w sercu Giacomo. A jednak… szybki montaż erotycznych zbliżeń (Amazon nagości się nie wstydzi), które dostajemy na początku pilota w ramach flashbacku to za mało, byśmy poznali bliżej Giacomo sprzed uwięzienia.

Poznajemy więc tym samym mężczyznę rozważającego życiową przemianę, ale jako widzowie nie wiemy czy powinno nam zależeć na dokonaniu się tej przemiany (w domyśle: większej wstrzemięźliwości, także łóżkowej), czy raczej powinno nam zależeć by Casanova wrócił do swoich wicked ways. Biorąc pod uwagę dokąd meandruje fabuła, twórcy sami, zdaje się, nie znają jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony Giacomo chętnie obdarza rozkoszą dziewiczą prostytutkę i flirtuje ze wszystkim co ma dwie nogi (jego rozmowy z przyjacielem-ministrem są purposefuly dwuznaczne). Wiemy też, że jego talenty będą mu potrzebne podczas rozgrywania kolejnych dworskich intryg. Z drugiej strony, finał pilota bardzo wyraźnie, wręcz brutalnie sugeruje, że Giacomo powinien jednak chcieć wstąpić na nową drogę życia; że kto bawi się ogniem, prędzej czy później się nim sparzy.

Casanova (7)

Odnoszę wrażenie, że Myszę dylemat Casanovy dręczy dlatego, iż mam już nieco dosyć postaci, które nic tylko wiecznie malkontencą. Zanim zacznę wraz z bohaterem smęcić nad jego uwikłanym w intrygi, skazanym na nieszczęścia losem, chciałabym choć przez chwilę móc zobaczyć beztroskiego, radosnego Casanovę; takiego co to czerpie z życia pełnymi garściami. Alas, Casanova którego poznajemy w serialu nijak nie jest beztroski, i to mimo szelmowskich uśmiechów Diego Luny.

No właśnie, dochodzimy do kolejnego weto. Mysz darzy Lunę ogromną sympatią (ach, Dirty Dancing 2: Havana Nights, jak ja się w nim kochałam), więc to nie chodzi o to, iż uważam go za nieatrakcyjnego mężczyznę. Więcej: abstrahując od zgodności historycznej (jeśli wierzyć portretom z tamtego okresu, Luna nie przypomina z rysów twarzy rzeczywistego Casanovy), casting aktora ma sens – Giacomo był wszak włoskim chłopem, więc fizjonomia Luny, kojarząca się właśnie z opalonym, ciemnowłosym parobkiem jest z tym spójna. Nawet opisy historyczne – Casanova krył swą ciemną karnację pod peruką i pudrem – popierają tę tezę. Jest jednak w Myszy jakiś wewnętrzny bunt, gdy obserwuje jak Luna porusza się po ekranie, jak wypowiada swoje kwestie (ze słyszalnym akcentem, który chyba ma uchodzić za włoski), jak uwodzi kolejne kobiety. Don’t get me wrong – sama bym się pewnie spłoniła, gdyby Diego Luna do mnie zagadał z tym szelmowskim uśmiechem. Jednak jest coś niewiarygodnego w tym Casanovie; coś co sprawia, że aż trudno uwierzyć, iż kolejne tabuny kobiet rzucały mu się do nóg. Niby Luna jest w Casanovie czarujący i szarmancki wobec kobiet, niby szepcze im na uszko to co każda chciałaby usłyszeć, niby dba o ich przyjemność i stawia ich potrzeby nad swoimi, ale… no sorry, ale po prostu nie wierzę, że Luna jest tym Najlepszym Kochankiem Europy. Nie i już :P

Casanova (5)

Myślę jednak, że ta swoista, nieuchwytna niepewność w grze Luny bierze się ze wspomnianego wcześniej moralnego dylematu Casanovy. Owszem, Giacomo wciąż umie uwodzić kobiety, ale chęć wprowadzenia w życie pewnych zmian – a także natrafienie na Madame Pompadour, która skutecznie opiera się jego wdziękom – sprawia, że Casanova stracił gdzieś pewność siebie. A jak wiemy to właśnie pewność siebie przyciąga kobiety bardziej niż jakakolwiek inna cecha charakteru czy wyglądu… przynajmniej jeśli wierzyć stereotypom *eye-roll*. Brak pewności siebie jest tym wyraźniejszy, że na swój sposób Casanova jest oszustem – wmawia sobie i kobietom, które uwodzi, że autentycznie je kocha (zresztą bardzo podobne zdanie również pada w serialu). Problem w tym, że oglądając pilot Casanovy można odnieść wrażenie, iż Casanovie coraz trudniej przekonać samego siebie (a co za tym idzie widza), że rzeczywiście te kobiety kocha. A skoro uwodzicielski talent Casanovy polega na wiarygodności jego oszustwa, fakt że Giacomo sam w nie wątpi sprawia, iż tym trudniej nam, jako widzom, uwierzyć w kolejne kobiety, które padają mu do stóp.

Myszy zdaniem twórcy wyrządzili Lunie niedźwiedzią przysługę, każąc mu odgrywać Casanovę jako postać pełną wahania. Ale kto wie – może tylko ja odebrałam tę postać jako mało wiarygodną.

Casanova (12)

Nie chodzi jednak o to, że Luna gra źle czy nieumiejętnie. Tak po prawdzie, to pod względem aktorskim serial trzyma bardzo dobry poziom: świetny jest Ben Daniels jako dwulicowy minister de Bernis; Miranda Richardson też fantastycznie pasuje do roli nieco nawiedzonej markizy d’Urfe. Z kolei Mysz natychmiast zapałała gorącą miłością do Bojany Novakovic w roli Madame Pompadour (jaka to jest fascynująca i piękna kobieta, God help me) – oczekuję, że będzie dla upartego Giacomo godnym przeciwnikiem (i kto wie, być może niechętnym sprzymierzeńcem?).

Biorąc to jednak wszystko pod uwagę, Casanova jest wciąż produkcją bardzo przeciętną. Wysokie production values, wykorzystanie wciąż niewyeksploatowanej postaci (o Casanovie mimo wszystko opowiada niewiele dzieł popkultury), a także umiejętnie zarysowana fabuła i początki zawiązywania intrygi dobrze świadczą o pilocie, ale nie gwarantują jeszcze sukcesu. Niewątpliwie jest tu duży potencjał; pytanie, czy Amazon zdecyduje się niczym rasowy hazardzista (którym zresztą Casanova także bywał) postawić wszystko na jedną kartę.

Czas pokaże. Chwilowo, Mysz pozostaje nieco sceptyczna.

PS. Ale napisy początkowe to Casanova ma niesamowite. Próbowałam je dla Was znaleźć, ale nie dałam rady.

Ocena: 3/5

Sneaky Pete poster

Sneaky Pete
(trailer)

Twórcy: David Shore (House M. D.), Seth Gordon (Horrible Bosses), Bryan Cranston (Breaking Bad)
Kto gra: Giovanni Ribisi (Friends), Margo Martindale (The Americans / Justified), Margo Ireland (Homeland), Peter Gerety (Prime Suspect), Ethan Embry (Once Upon a Time), Shane McRae (The Following)

O co chodzi: Oszust w tarapatach musi ukrywać się przed mafiozą, któremu winien jest pieniądze. Podszywa się pod Pete’a, kolegę z celi, którego dziadkowie nie widzieli od 20 lat. Chcąc-niechcąc wplątuje się w finansowe i życiowe tarapaty rodziny Pete’a.

Werdykt:
Biorąc pod uwagę Mysie kręcenie nosem na Casanovę może Was zdziwić, że wyższą notę postawiłam drugiej produkcji zaproponowanej przez Amazon. Sneaky Pete w porównaniu do Casanovy wypada blado – nie ma bogatych kostiumów ani imponujących scenografii; nie czerpie garściami z bogatego życiorysu autentycznej postaci historycznej; nawet intrygi i problemy są tu o wiele bardziej prozaiczne i ludzkie – nie ważą się tu losy Wielkiego Człowieka ani Racji Stanu… ot, ktoś bliski zawiódł czyjeś zaufanie, doszło do rodzinnej scysji, pojawiły się problemy finansowe, etc.

Ale właśnie ta prostota przemawia na korzyść Sneaky Pete i to właśnie na nią tak entuzjastycznie zareagowała Mysz. You see, Sneaky Pete ujął mnie przede wszystkim tym, że nie był przefajnowany i nie próbował mi się na siłę przypodobać – był porządnie zrealizowany, ale lekki, nienachalny. W sumie, jedynym elementem rozegranym „pod publikę” jest guest star Bryana Cranstona, który oprócz bycia twórcą i producentem serialu, odgrywa w nim także rolę złego mafiozy, ale to i tak Giovanni Ribisi i Margo Martindale kradną show. Ale po kolei.

Sneaky Pete (0)

Nasz bohater, Marius, to oszust, typowy con(fidence) man, który umiejętnie manipuluje ludźmi, zwykle po to, by wyłudzić od nich pieniądze. Niestety wyciągnął pieniądze od niewłaściwego faceta; ten zaczyna domagać się zwrotu długu, gdy tylko Marius wychodzi z więzienia. As luck would have it, Marius siedział w celi z niejakim Petem, który ubóstwiał godzinami mówić o swoich ukochanych dziadkach i bail bonds business*, który prowadzą. Ponieważ Pete nie widział swoich dziadków od 20 lat, Marius po wyjściu z więzienia postanawia się podszyć pod kolegę i u rodziny Pete’a przeczekać psy gończe ścigającego go mafiozy.

Sam pomysł na fabułę jest względnie prosty, ale w tej prostocie drzemie duży potencjał – już sama idea, żeby oszust udawał kolegę z celi przed jego własną rodziną otwiera wiele możliwości. Również rodzinny biznes, prowadzony przez dziadków Pete’a daje scenarzystom spore pole do popisu: można co tydzień wprowadzać nową postać, której bohaterowie muszą pomóc (wpłacić kaucję) albo którą muszą odnaleźć (doprowadzić przed sąd). Co za tym idzie, Pete/Marius ma wiele okazji by wykorzystać swoje umiejętności oszusta, a jak wiemy z seriali takich jak Leverage, Hustle, White Collar czy By Any Means, w tego typu wątkach drzemie zarówno sporo akcentów komediowych jak i dramatycznych: przebrania, akcenty, odgrywanie kogoś kim się nie jest, i szeroko pojęte kłamstwa, matactwa oraz machlojki. Słowem: there’s entertainment.

*Bail bondsman (bail bond – poręczenie majątkowe) to zawód istniejący właściwie wyłącznie w USA. Takie osoby (lub firmy) zajmują się wpłacaniem kaucji za klienta/oskarżonego, tym samym „poręczając”, że ten stawi przed sądem na rozprawę. Jeśli oskarżony się nie stawi, bail bond przepada, stąd w zawód ten wpisany jest ściganie osób, które się od rozprawy migają. Ludzie którzy siętym zajmują to albo skiptracers albo bounty hunters (łowcy głów). Różnica polega na tym, że skiptracer ściga uchylającą się od rozprawy osobę niejako w ramach „umowy o pracę” (zawsze dostaje to samo wynagrodzenie), natomiast łowcy głów pracują wyłącznie za (często wysokie) nagrody; dodatkowo, łowcy głów często bardzo brutalnie obchodzą się z osobami, które ścigają. USA to bodaj jedyny kraj, gdzie zawód łowcy głów jest legalny. Innymi słowy: każdy bounty hunter jest skiptracerem (skiptracing to zestaw umiejętności potrzebnych do odszukania ukrywającej się osoby), ale nie każdy skiptracer jest bounty hunterem.

Sneaky Pete (10)

Pilot zarysowuje jednak także nieco głębszą warstwę: Marius, będący wszak nieuczciwym oszustem, dzięki rodzinie Pete’a ma szansę stać się lepszym człowiekiem, kimś kto pomaga innym; someone who makes a difference. A jednocześnie wciąż ucieka przed ścigającym go mafiozą, co więcej, musi w jakiś sposób zdobyć pieniądze, które wciąż jest mu winien.

Pojawia się też dylemat moralny i kwestia coraz większych wyrzutów sumienia Mariusa – niemal jak na dłoni widzimy, że nasz bohater, mający raczej nieciekawe życie osobiste, bardzo szybko przywiązuje się do ciepłej, sympatycznej rodziny Pete’a. Myszy zdaniem duża w tym zasługa Margo Martindale, która idealnie sprawdza się jako wyrozumiała ale niegłupia babcia, która wcale nie jest taka dobrotliwa na jaką początkowo wygląda (Martindale jest wybitna w rolach pozornie niepozornych kobiet – podobne postacie grała w Justified i w The Americans i w obu serialach była świetna).

Jednak w Mysim sercu to Ribisi skradł cały odcinek. Od wielu lat darzę tego aktora ogromną sympatią i niezmiernie mnie cieszy, że w Sneaky Pete znalazł fantastyczne ujście dla swojej specyficznej, niespokojnej, lekko „wiewiórczej” (squirelly) energii. Mysz rozumie, że niektórych jego maniera może denerwować, ale Ribisi idealnie pasuje do grania postaci, która przecież ma być niespokojna i wciąż oglądać się przez ramię. W jego wykonaniu Marius jest od pierwszych chwil wiarygodny – na tyle bystry i quick on his feet, by być sprawnym oszustem, a jednocześnie na tyle omylny, by wciąż być ciekawym bohaterem. Myszy zdaniem Sneaky Pete może być dla Ribisiego idealną okazją przekonać do siebie widzów, którzy do tej pory kojarzyli go wyłącznie z rolami zmanierowanych, drugoplanowych „dziwaków”.

Sneaky Pete (19)

Pod względem klimatu Sneaky Pete to mix Lone Star* i Justified, czyli poniekąd współczesny western z elementami procedurala i szczyptą heist movie (zauważcie, że w filmach o kradzieżach niemal zawsze jeden z bohaterów jest conmanem, albo wręcz cała ekipa musi udawać innych ludzi – jak w Ocean’s Eleven czy The Italian Job). Jest w nim też coś z seriali z lat 90., czy nawet jeszcze wcześniejszych – z jakiegoś powodu przywodzi mi na myśl stare odcinki Colombo, choć fabularnie ma raczej z tym serialem niewiele wspólnego. Sądzę jednak, że skojarzenie to ma coś wspólnego ze specyficzną lekkością, którą Mysz wyczuła w pilocie Sneaky Pete.

Ta lekkość wynika poniekąd z początków serialu. Pilot Sneaky Pete powstał dla CBS, ale po tym jak stacja zrezygnowała, Cranston długo szukał dla swojej produkcji miejsca. Wreszcie pałeczkę przejął Amazom, tym samym w interesujący sposób zmieniając losy serialu: produkcja, która pod szyldem CBS mogła być kolejnym przeciętnym dramatem, ma obecnie okazję stać się ciekawą przeciwwagą dla zgarniających kolejne Emmy „Wielkich Dramatów”. W obecnym zalewie ciężkich, mrocznych seriali, gdzie standardowym bohaterem jest człowiek złamany przez życia, najlepiej nieszczęśliwie pijący do lustra, Sneaky Pete jest rozbrajający lekki i przyjemny. Jest jak tchnienie świeżego powietrza w nieco zatęchłym już pokoju. Nie zrozumcie mnie źle – Myszę cieszy, że obecnie mamy w telewizji tyle wartościowych produkcji. Dzięki temu mainstreamowa telewizja musiała zacząć się bardziej starać, by równać w górę do produkcji HBO czy Showtime. Sądzę jednak, że nadeszła pora by kablowa telewizja nieco spuściła z tonu i wrzuciła odrobinę na luz. Sneaky Pete wydaje się tu idealnym tego przykładem; zwłaszcza gdy postawimy go obok ww. Hand of God czy nawet Casanovy. Serial Cranstona ma przed sobą trudne zadanie – musi balansować na linie między byciem mainstreamowym dramatem a wysokiej jakości serialem telewizji kablowej.

*Lone Star to często przytaczany przez Mysz casus serialu, który miał fenomenalny pilot (niemal jednogłośnie chwalony przez krytyków), a został skasowany po dwóch(!) odcinkach.

Sneaky Pete (1)

Nie ma co się oszukiwać: w pilocie Sneaky Pete nie znajdziemy jakiejś szalonej oryginalności. Wręcz przeciwnie – jest tu sporo ogranych elementów (np. najlepszy przyjaciel z dzieciństwa Pete’a jest obecnie policjantem, co z oczywistych powodów niepokoi Mariusa), i całe mnóstwo dość pobieżnie zarysowanych postaci: mamy nieco chaotyczną, ale zżytą rodzinę w finansowych tarapatach, której przewodzi bystra babcia i dobrotliwy dziadek; są dwie kuzynki – zbuntowana nastolatka i samotna matka z dzieckiem (z którą to kuzynką Marius/Pete szybko nawiązuje zarówno współpracę w rodzinnym biznesie, jak i intrygującą dynamikę will they/won’t they). Mysz musi też zaznaczyć, że dość łatwo przewidzieć niektóre ścieżki, którymi serial prawdpodobnie się potoczy. Przykładowo, możemy niemal z marszu założyć, że w którymś momencie prawdziwy Pete (Ethan Embry) wyjdzie z więzienia  i nakryje Mariusa na oszustwie. Niemniej, liczę na to, że Sneaky Pete uniknie pewnych najbardziej oczywistych pułapek, np. zbytniego skupiania się na elementach procedurala – to w relacjach między Mariusem a rodziną Pete’a drzemie największy potencjał i to ich perypetii Mysz jest najbardziej ciekawa.

Mimo wykorzystania wielu rozpoznawalnych, klasycznych elementów, Myszy zdaniem miło jest zasiąść do serialu, który po prostu się dobrze ogląda. Pilot Sneaky Pete jest niegłupi (dobrze napisane dialogi!), a na jego korzyść z pewnością przemawia niespieszne tempo, prostota i naturalna lekkość. Oglądając pierwszy odcinek Mysz miała wrażenie, że ogląda początek serialu, w którym wszystko ma szansę się dobrze skończyć; w którym the hero will come out on top, ale nie poprzez przeobrażenie się w złego narkotykowego bossa, okrutnego polityka czy krwiożerczego króla,  ale w, po prostu, dobrego człowieka. Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że serial rzeczywiście tak się potoczy, czy że ta jego nienachalna, urokliwa aura utrzyma się przez kolejne odcinki… ale Mysz byłaby bardzo szczęśliwa, gdyby tak się stało.

Sneaky Pete (5)

Reasumując: gdyby Sneaky Pete pozostał pod patronatem CBS, byłby kolejnym dramatem, niewyróżniającym  się pośród innych, podobnych mu produkcji. Ale duet Cranstona i Shore, oraz kuratela Amazonu każą Myszy podejrzewać, że Sneaky Pete może zasłużyć na swoje miano i podstępnie zostać serialowym czarnym koniem. Biorąc pod uwagę, że niedawno otrzymał on zamówienie na pełen sezon, wygląda na to, że możemy być dobrej myśli. Mysz w każdym razie się cieszy – dobrych seriali nigdy za wiele :)

Ocena: 4/5

Na koniec, Mysz w paru słowach wspomni o dwóch innych pilotach, które zdążyła obejrzeć:

Lucifer niestety mnie nie zachwycił. Nie czytałam komiksu, więc nie mam porównania do oryginału – to tak jakby ktoś się zastanawiał, czy Mysi sceptycyzm wywołany jest nie-dość adekwatną adaptacją materiału źródłowego. Dam serialowi jeszcze z pięć odcinków (zwykle tyle daję serialom, które nie zdołały mnie od razu do siebie zrazić), ale chwilowo pozostaje unimpressed. Tom Ellis jest czarujący i miło się na niego patrzy, ale jego Lucyfer jakoś mnie nie przekonuje – there’s being cocky, and then there’s just being insufferable. Jasne, król Piekła ma prawo działać ludziom na nerwy, ale jego buconeria wkracza w rejony dziecięcego tupania nóżką; a Mysz jednak woli by jej demony i diabły miały nieco więcej ogłady.

Dynamika między Lucyferem a panią detektyw, której pomaga ścigać przestępców, jest całkiem sympatyczna i w sumie jestem ciekawa jaki format przybierze serial (czy aspekt procedurala na dłuższą metę będzie ciekawy, czy raczej zboczą w stronę piekielnej mitologii i wątków ponadnaturalnych). Nie poczułam jednak do serialu natychmiastowej, silnej miłości. Co więcej, elementy które naprawdę mnie zaintrygowały – jak np. piekielno-niebiańska mitologia serialu, czy myth-arc Piekła pozostawionego samemu sobie i sporu między Lucyferem a Amenadielem – są w pilocie na tyle słabo zarysowane, że niewiele można na ich postawie wywnioskować. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych odcinkach Lucifer będzie miał coś więcej do zaoferowania. Nie jest źle, albo mogłoby być lepiej. Ocena: 3/5

Lucifer

Fear the Walking Dead – tu Mysz była mile zaskoczona. Recenzje były raczej letnie, by nie powiedzieć mocno zawiedzione, a Mysz (oglądająca TWD bardziej z rozpędu niż z przywiązania do bohaterów) obejrzała dwa pierwsze odcinki z dużą przyjemnością. Co ważniejsze, obejrzałam je z ogromnym niepokojem, a dokładnie takich wrażeń  od tej produkcji oczekiwałam. Myślę, że wiele osób zawiodło się na FtWD, spodziewając się jakichś wielkich uniesień i mnóstwa akcji, skoro serial ma opowiadać o początkach zombie-apokalipsy. But things are never that simple. Pod tym względem serial świetnie pokazuje jak powoli rozchodzą się wieści, jak trudno jest dość do tego co jest prawdą, a co paniką mitomanów i fanów spiskowych teorii.

Oczywiście jest w tym element facepalmu – fakt, że bohaterowie tak długo nie rozumieją, co się wokół nich dzieje w równej mierze przeraża, co po prostu wkurza. Mysz nie raz miała ochotę potrząsnąć bohaterami, wrzeszcząc: „Czy ty nie widzisz, że to jest ZOMBIE?!”. Z drugiej strony, musimy pamiętać, że świat TWD (w przeciwieństwie np. do serialu Z Nation czy serii książek Feed Miry Grant) to świat w którym -nie istnieje- pojęcie zombie, czy popkulturowa spuścizna George’a Romero. Mysz w każdym razie na pewno będzie serial dalej oglądać, właśnie dla tego jedynego w swoim rodzaju niepokoju, który towarzyszy obserwowaniu nieuchronnie zbliżającej się zagłady. W oryginalnym TWD nasi bohaterowie młócą walkersów jak zboże, i mniej więcej możemy się spodziewać, kto zginie a kto nie; nie ma więc tego poczucia zagrożenia, która sprawiało, że pierwsze 2-3 sezony oglądałam z takim zaangażowaniem. Fear the Walking Dead sprawiło, że znów patrzę na zombie z duszą na ramieniu. Tak więc Mysz jest na tak :) Ocena: 4/5

Fear the Walking Dead

Mysz wie, że wciąż ma sporo zaległych pilotów (m.in. Minority Report, Supergirl i Blindspot), więc pytanie do Was: po co Waszym zdaniem powinnam sięgnąć w następnej kolejności?

PS. Ogłoszenie parafialne: Mysz przypomina, że w weekend 18-20 września będzie ją można spotkać na Coperniconie w Toruniu, gdzie będzie prowadzić dwa konkursy (Disneyowski i wampirzy) a także brać udział w kilku panelach dyskusyjnych. Wpadajcie posłuchać i ewentualnie Myszy pomachać :)

Z kolei w weekend 26-27 września będę w Łodzi na Kapitularzu – tam też będzie można do Myszy zagadać!

  • Dobra, muszę zobaczyć tego Casanovę :). A Amazon udostępnia piloty za darmo wszystkim użytkownikom, także tym spoza USA?

    Supergirl- widziałam i jest urocze i pozytywne (pierwsza połowa, potem sobie przypomnieli, że nie robią dla Marvela), a główna bohaterka wzbudza we mnie uczucia opiekuńcze. Słyszałam oskarżenia o nadmierną dziewczyńskość, ale testowałam na jednym mężczyźnie i miał takich odczuć (ale oglądał ze mną Younger i dobrze się bawił).
    Blindspot- podobały mi się relacje między parą głównych bohaterów. Sama historia musi się rozwinąć, zeby dało się coś o niej powiedzieć, ale chyba to mój ulubiony pilot z tych trzech.
    Minority report- Mąż jest większym entuzjastą ode mnie, ale też fajne. No i genderowo i rasowo bardzo dobrze zrobione.

  • Udostępnia za darmo, ale tylko tym z USA. Są jednak sposoby, by to obejść ;)

    To co piszesz wpasowuje się w moje podejrzenia i oczekiwania. Zwłaszcza Blindspot i Minority Report jestem ciekawa. No i liczę na to, że Limitless będzie fajne – lubię aktora który tam gra :3

  • Coraz bardziej się łamię, żeby spróbować. Zwłaszcza, że niedobry Amazon co jakiś czas przysyła mi reklamy, że mogę coś obejrzeć za darmo. A potem okazuje się, że jednak nie. Uch.
    Limitless wygląda dobrze. Jeśli będzie ta dobre jak film (a film był nadspodziewanie dobry), to jesień wygląda coraz lepiej. Chyba powinnam się wziąć za nadrabianie zaległości (finał Supernatural :P).

  • Mnie nieco przerasta idea ograniczania darmowych pilotów tylko do USA – tak jakby ludzie z innych krajów nie korzystali z Amazonu i nie wydawali tam pieniędzy (bo zwykle takie ograniczenie krajowe dotyczy targetowanych reklam).
    Ja już widzę, że nijak się z nowymi serialami we wrześniu nie wyrobię – niektóre będzie trzeba odłożyć na jakieś nadganianie podczas zimowych ferii ;)

  • Że nie mogę sobie na Amazonie obejrzeć Castle’a, to rozumiem, ktoś ma w Polsce wykupione prawa. Ale czemu Amazon nie pozwala mi oglądać własnych produkcji, tego nie pojmuję zupełnie :).
    Ferie zimowe… kiedy ja ostatni raz miałam ferie zimowe :D?

  • Ludzie mądrzejsze od nas zastanawiają się nad tym samym od lat. Jak to mówią „tego nawet najstarsi górale nie wiedzą” ;)

    Wiem, mam tak samo. Ale to słowo-wytrych – zakodowało mi się w głowie, że wtedy jest laba i mamy wolne, i mimo zmiany stylu życia u porzucenia edukacji, wciąż mam takie skojarzenia. Z wakacjami zresztą też :D

  • Serial kostiumy = taki, który MUSZĘ obejrzeć. Chociaż pilota. Nawet jak jest bardzo, bardzo, BARDZO zły ;)
    Co ciekawe wspomniane przez Ciebie Reign jako głupiutkie… no cóż, jest głupiutkie, ale jako jedyny serial jaki znam (a na pewno serial dla młodzieży) zabrał się za problem gwałtu i to w dobry sposób. Wcześniej była aluzja (chyba w pierwszym sezonie), że w obleganym zamku kobietom grozi coś więcej niż śmierć czy obicie gęby jak facetom. Drugi sezon (chyba w połowie, bo porzuciłam na jakiś czas i nie pamiętam) pokazał naprawdę mocne sceny i przede wszystkim nie sam akt gwałtu jak na przykład w ostatnim sezonie Gry o tron, gdzie cierpienia kobiety nie widzimy, tylko ból, urażoną dumę, zbrukane ciało i nienawiść do mężczyzn dziewczyny, a także poźniejsze dochodzenie do siebie, problemy w relacjach z facetami, nawet z ukochanym. Odcinek został też poświęcony jako informacja do amerykańskich nastolatek, gdzie mogą się zwrócić (zadzwonić/napisać) w razie takiej sytuacji i żeby nie bały się tego robić.
    Muszę do serialu wrócić i stworzyć wpis na ten temat, bo Reign mnie naprawdę pozytywnie zaskoczyło. Miała to być tylko głupia i ładna rozrywka, a pokazała problem, który jest najczęściej tabu.

    Pilot Casanovy mi się podobał. Madame Popmpadour fascynująca. Mimo, że dla mnie jedyną właściwą Madame Popmpadour jest Sophia Myles w Doctor Who to i Bojana Novakovic daje radę. Tym bardziej, że gra Madame, która już nie jest młodziutka i zbliża się do wieku, w którym uroda powoli przemija.

    Dzięki, że uświadomiłaś mi skąd znam Diego Lunę. Przecież to Javier z Havana Nights, w którym jako małolata byłam na śmierć zakochana! :D
    Może dlatego od razu mi podpasował w tej roli ;)
    Nie jest typowo, modelowo przystojny, ale ma coś w sobie i te ciepłe spojrzenie. Mnie oszukał jako Casanova. Byłam pewna, że coś poczuł do dziewiczej prostytutki (?), może nawet się zakochał, ale jego reakcja na gwałt dziewczyny, a raczej brak reakcji, pokazał, że jednak nie. Szkoda. Facet trafił w robaczywe towarzystwo i z jednego bagna (Wenecja) w drugie (Paryż). Gdyby naprawdę chciał uciec od bycia Casanovą to wybrałby spokojniejsze miejsce. Jednak wtedy nie byłoby serialu.

    Fear the Walking Dead jest na razie całkiem ciekawe. Fajnie, że tym razem widzimy początki epidemii, bo Rick przespał wszystko w szpitalu. Też się trochę denerwowałam na bohaterów i ich wolne kojarzenie faktów, ale przecież (tak jak napisałaś) to jest świat, w którym popkultura nie stworzyła zombie.
    TWD to jeden z moich ulubionych seriali. Wiem, że dużo ludzi się na tym serialu nudzi (bo za mało flaków, za dużo gadania), ale ja go oglądam dla genialnie przeprowadzonych relacji pomiędzy postaciami, a także dla obserwacji jak bardzo się zmieniają, jak stają się zupełnie innymi ludźmi niż przed apokalipsą.

    Reszty pilotów nie oglądałam. Kusi mnie Sneaky Peat. Wcześniej chciałam też obejrzeć Lucyfera, ale słysząc Waszą opinię w podcaście i czytając recenzje to raczej po niego nie sięgnę. Raczej klisza goni kliszę z tego, co się dowiedziałam.

    Cieplutkie i puchate pozdrowionka :)

  • O „Reign” napisałam per „głupiutki” ale nie traktowałabym tego jako obelgi. Obejrzałam pilota i natychmiast zwróciłam uwagę, że jest to serial specyficzny, ale nie bez zalet. Po prostu trudno mi o nich wydać konkretny osąd, bo nic więcej z niego nie widziałam. Za to słyszałam, że bardzo wciąga, mimo anachronizmów historycznych i młodzieżowego melodramatyzmu :)
    Ale ciekawi mnie to, co napisałaś o dobrze poprowadzonym wątku gwałtu. Będę się musiała tym zainteresować. Zwłaszcza zamieszczanie na koniec informacji o telefonicznej linii pomocy to świetny pomysł – brytyjski serial „My Mad Fat Diary” który skupiał się m.in. na mentalnych problemach nastolatków po każdym odcinku wyświetlał namiary na różne placówki, które mogą w takich sytuacjach pomóc. Fajnie, że „Reign” jest takie zaangażowane. The CW, jako stacja, w ogóle mądrze, mam wrażenie, obchodzi się ze swoimi fanami, zwłaszcza tymi młodszymi :)
    W ogóle teraz sporo seriali młodzieżowych porusza trudne tematy o wiele lepiej niż „dorosłe” produkcje – np. kwestie tożsamości płciowej w „Faking It”.

    Novakovic, moim zdaniem, świetnie pasuje na Madame Pompadour. A przynajmniej Mysz nie ma problemu z uwierzeniem w to, że jest to zarówno kobieta fascynująca i ponętna, jak i taka, której należy się bać, bo ma głowę na karku i nie da sobie w kaszę dmuchać :)

    Wiesz, nie oceniałabym Casanovy tak drastycznie. Widać, że scena w finale nim mocno wstrząsnęła, ale włączył mu się instynkt zachowawczy – wszak jeśli chce zniszczyć De Bernice to musi wciąż udawać, że jest częścią jego intrygi.
    Mnie właśnie to niezdecydowanie Casanovy przeszkadza. Niby pragnie innego życia, ale możemy łatwo wywnioskować, że specjalnie wybrał Paryż. Brakuje mu blichtru i bycia centrum towarzystwa, a kryzys moralny który przeżywa wynika wyłącznie z czasu spędzonego w więzieniu. Nie widzę, jak ten nagły zwrot charakteru, który niby Casanova na naszych oczach przeżywa miałby wpłynąć na jego dalsze postępowanie. No… po prostu na razie mi się ta postać nie układa w spójnego, sensownego bohatera :P

    Ja się nie nudzę na TWD bo za dużo gadania – nudzę się, bo od 2 sezonów to jest gadanie o niczym. W sensie, postacie mają dialog w stylu:
    – Jeśli to zrobisz, wszystko się zmieni.
    – Jeśli tego nie zrobię, nie zmieni się nic.
    … a widz musi się domyślać o co im chodzi. Mam wrażenie, że obecnie bohaterowie rozmawiają ze sobą górnolotnymi frazesami, zamiast konkretnymi informacjami czy emocjami. Tak jak nie przeszkadza mi brak flaków (choć boli mnie, że zombie w TWD już właściwie nie stanowią zagrożenia, bo bohaterowie młócą je jak zborze), i nie przeszkadza mi, że obecny sezon skupia się na starciach między ludźmi (moralności, poczuciu honoru i obowiązku, etc.) tak przeszkadza mi to, jak poprowadzone są wątki np. Ricka czy Carol. Są dla mnie psychologicznie niewiarygodne. I sama nie wiem, czy większa w tym wina scenarzystów, czy aktorów (którzy IMHO trochę zgnuśnieli przez to, że nikt z głównej obsady nie jest technicznie rzecz biorąc zagrożony).

    W kwestii Lucyfera poczekam jeszcze i dam mu kilka odcinków – jeśli się nie rozkręci, raczej go porzucę :P

    Ściskam takoż. I przepraszam że odpisuję tak późno *pali raczka*