Fantazja wujka Walta, czyli malownicza orkiestra wyobraźni.

Dziś mija 75 lat od premiery Disneyowskiej Fantazji.

Dla Myszy Fantasia jest jednym z najważniejszych filmów, jaki w życiu widziała – choć wychowywałam się w rodzinie pro-muzycznej (tata i babcia to pianiści, z kolei mama pracowała niegdyś w wydawnictwie muzycznym i do dziś jest w muzyce rozmiłowana), wchłonęłam inklinację do muzyki klasycznej nieco bezreleksyjnie, przez osmozę. Dopiero Fantasia pozwoliła mi zrozumieć, dlaczego muzyka klasyczna jest piękna i wartościowa; by tak to ująć plastycznie: nauczyła mnie malować dźwiękiem. Mysz wciąż „widzi” pod powiekami odpowiednie animowane segmenty, gdy usłyszy któryś z wykorzystanych w Fantasia utworów. Ba, po dziś dzień istnieją utwory, które „odmalowuję” w wyobraźni, gdy je słyszę – tylko dlatego, że to Fantasia nauczyła mnie, jak seamlessly łączyć obraz z dźwiękiem.

Gdyby nie fakt, że w teorii Fantasia nie zalicza się do klasycznych pełnometrażowych animacji Disneya (bo ma konstrukcję antologii i łączy animację z live action footage, a w kinach była wyświetlana bardziej jako objazdowe tournée – film wymagał tak skomplikowanego sprzętu dźwiękowego, że ekipa techniczna musiała jeździć do każdego miasta i przed premierą montować nagłośnienie, w związku z czym film wyświetlono tylko w 12 kinach), Mysz wymieniałaby ją w czołówce swoich ulubionych filmów (razem z Top 3, czyli The Sword in the Stone, Sleeping Beauty i Robin Hood). Niemniej, Fantasia pozostaje w Mysiej opinii jednym z najlepszych filmów, jakie studio Disneya kiedykolwiek wypuściło… przy czym tuż za nią dość naturalnie podąża jej kontynuacja, Fantasia 2000.

Dziś już się nie robi prawie 5-ciominutowych trailerów ;)

Mysz chciałaby mieć czas, by zaserwować Wam dzisiaj pełnoprawną notkę o fenomenie tego filmu, a także  o tym, co sprawia, że jest to film nie tylko ciekawy, ale i wartościowy.

Alas, obowiązki wzywają. Niech jednak dzisiejszy Skrót (tak, reaktywuję tę kategorię na blogu!) będzie swoistym teaserem i zapowiedzią serii notek, która chodzi Myszy po głowie od… hm, właściwie od początku istnienia bloga. Co jest tylko kolejnym dowodem na to, jak fatalnie Mysz wywiązuje się z dotrzymania sensownych terminów ;)

Na razie, drogie Robaczki, serwuję Wam kilka wyciągniętych z rękawa ciekawostek na temat Fantazji:

Ciekawostki

 Finałowa sekwencja do „Ave Maria” w dniu premiery (13 listopada 1940 roku) wciąż była niegotowa – długie przesuwające się ujęcie osiągnięto poprzez pomalowanie niezmiernie długiej tafli szkła. Za pierwszym razem gdy nagrywano scenę, użyto złego obiektywu i na nagraniu widać było nie tylko malunek, ale także odbicia przemykających w tle techników. Za drugim razem, przez studio przeszło trzęsienie ziemi. Dopiero za trzecim razem udało się nagrać segment bez komplikacji. Taśmę z tym fragmentem dowieziono do kina na 4 godziny przed premierą i domontowaną ją do gotowego filmu.

Ciekawostka bonusowa: Mysia wersja Fantasia na VHS była nagrana z japońskiej telewizji, w związku z czym fragmenty mówione (narracja podczas segmentów orkiestry) jest po japońsku. Z kolei cały segment „Ave Maria” został niechcący obcięty, a zamiast tego nagrał się japoński mecz piłki nożnej. Z tego względu Mysz do dziś ma zwyczaj ‘wyłączania się’ gdy ogląda finałowy segment, bo wciąż spodziewa się meczu, a nie animacji :D

Fantasia to pierwszy film, w którym Walt Disney pozwolił animatorom używać takich kolorów, jakie im się tylko zamarzyły.

http://www.jhalpe.com/

© http://www.jhalpe.com/

W fazie planowania Fantazji, Disney i Stokowski wymyślili sobie, by podczas konkretnych segmentów na salę kinową wpompowywać odpowiednie zapachy: jaśmin do „Walca kwiatów” z segmentu „Dziadka do orzechów”, kadzidło do „Ave Maria” czy proch strzelniczy do „Ucznia czarnoksiężnika”. Z pomysłu zrezygnowano gdy okazało się, że raz wpuszczony zapach trudno byłoby w porę „wywietrzyć”, zanim wpompowano by kolejny.

Fantasia przyczyniła się do wzrostu popularności „Toccaty i fugi d-moll” Bacha. Co więcej był to pierwszy raz, gdy utwór ten wykorzystano jako tło do scen raczej radosnych – do tej pory w kinematografii najczęściej korzystano z tej charakterystycznej muzyki organowej do zobrazowania scen w horrorach (np. Dr. Jekyll and Mr. Hyde z 1931 roku), także w kinie niemym.

W 4-tym sezonie serialu Once Upon a Time pojawia się nie tylko postać ucznia czarnoksiężnika, ale także charakterystyczny kapelusza tegoż czy zaczarowana miotła; w tle kilku scen da się także usłyszeć charakterystyczny motyw muzyczny zaczerpnięty z muzyki Dukasa. Z kolei w sezonie 5-tym, fani filmu mogą wypatrzyć pewnego młodego chłopca w znajomej czerwonej szacie :3

W czerwcu tego roku Disney ogłosił plany na pełnometrażowy film live-action w oparciu o segment „Noc na Łysej Górze” z Czernabogiem.

Fantasia (1)

Premiera filmu w 1940 roku w San Francisco.

Igor Strawiński, jedyny żyjący kompozytor, którego muzykę wykorzystano w filmie, odwiedził studio Disneya w trakcie produkcji, ale po premierze głośno wyrażał swoje niezadowolenie, nazywając segment z dinozaurami „niepowstrzymanym idiotyzmem”, a grę orkiestry „obrzydliwą”. Jego krytyka wynikała przede wszystkim z niechęci wobec tego, jak Stokowski przearanżował i zorkiestrował „Święto wiosny” – mimo iż Strawiński zaproponował Disneyowi, że skomponuje do Fantazji oryginalny utwór.

Ciekawostka bonusowa: Wstawki z orkiestrą to, wbrew pozorom, nie jedyny live-action fragment filmu – gdy w początkowym segmencie „Święta wiosny” Strawińskiego widzimy pierwotną breję, z której narodził się świat, w istocie jest to mieszanka błota, owsianki i kilku innych składników, jedynie lekko podrasowana przez animatorów.

Ciekawostka bonusowa #2: początkowo segment ten miał pokazać również czasy prehistorycznego człowieka, ale studio chciało uniknąć bojkotu ze strony religijnych fundamentalistów i wyznawców teorii kreacjonizmu. W związku z tym historia (wygodnie) kończy się na wyginięciu dinozaurów.

W ujęciach orkiestry widzimy, wbrew pozorom, wcale nie orkiestrę filadelfijską, która nagrała oryginalny soundtrack – w istocie to zbieranina lokalnych muzyków i pracowników studia, „na niby” odgrywająca grę na instrumentach.

Fantasia to nie tylko najdłuższa animacja Disneya (124 minuty), ale także jedyny film Disneya, który ma przerwę w trakcie.

Fantasia (2)

Fantazja to, podobno, pierwszy amerykański film bez napisów początkowych ani końcowych. Oryginalny film posiadał tylko kartę tytułową, która była wyświetlana w trakcie przerwy (Intermission).

Początkowo film miał być jeszcze dłuższy – sekwencja do Clair de lune Debussy’ego, przedstawiająca dwie czaple na florydzkich mokradłach Everglades, została w pełni zanimowana i zorkiestrowana, ale segment wyrzucono by skrócić film. Animację wykorzystano w sekwencji Blue Bayou w Make Music Mine (innej muzycznej animowanej antologii Disneya), ale oryginał – wraz z nagraniem orkiestry Stokowskiego – odkryto i odrestaurowano w 1992 roku, a następnie dołączono jako bonus do antologicznego wydania DVD w 2000 roku. Segment ten możecie obejrzeć TUTAJ.

Inny segment wymyślony na potrzeby Fantasia, wykorzystujący muzykę z baletu „Ognisty ptak” Igora Strawińskiego (konkretniej: aranżację z 1919 roku) został ostatecznie wykorzystany dopiero w Fantasia 2000, inspirując – zdaniem Myszy – bodaj najpiękniejszą sekwencję wśród Fantazjowych popisów animatorów, czyli zmagania twórczej siły natury z jej niszczycielskim aspektem  (drugim są wieloryby tańczące  do „Pini rzymskich” Respighiego, trzecim nowojorska przygoda do „Błękitnej rapsodii” Gershwina).

Ciekawostka bonusowa: „Ognisty ptak” w aranżacji z 1919 roku to – obok A Single Man OST – soundtrack do którego najczęściej powstają Mysie notki.

Gdy film miał re-release w 1969, reklamowano go jako film dla palaczy marihuany (miał nawet odpowiedni re-design plakatu). As can be expected, publiczność „pod wpływem” zyskała nowy wymiar szacunku dla dzieła Disneya. Przemawiając w 1990 roku podczas 50 rocznicy Fantasia, Ollie Johnston (jeden z animatorów) przyznał, że po premierze w ’69 często słyszał od studentów pytanie: „Co wyście tam wszyscy palili?”

Ciekawostka bonusowa: to właśnie re-edycja filmu w latach 60-tych zapewniła filmowi kasowy sukces.

Fantasia (4)

Autentyczny psychodeliczny plakat Fantazji.

Choć przed Fantasia zdążyły wyjść 4 filmy w których pojawia się Myszka Miki, to właśnie na potrzeby tego filmu powstał redesign postaci, znany nam obecnie (przykładowo, wcześniej jego oczy nie miały źrenic).

Oryginalnie segment „Uczeń czarnoksiężnika” miał wejść w skład Silly Symphonies – serii animowanych, zabawnych krótkometrażówek – tym samym ‚odkurzając’ Myszkę Miki, która w latach 30. przeżyła spadek popularności na rzecz Kaczora Donalda (początkowo planowano by bohaterem tej sekwencji był krasnoludek Gapcio z Snow White and the Seven Dwarfs). Gdy jednak koszty przedsięwzięcia znacznie przekroczyły budżet, Walt postanowił włączyć „Ucznia” w pełnometrażowy film wraz z innymi animowanymi segmentami, inspirowanymi muzyką klasyczną.

Ciekawostka bonusowa: Mimikę czarnoksiężnika wzorowano na Walcie. Wśród animatorów postać ta zyskała nawet imię: Yen Sid (czyli Disney od tyłu), choć początkowo imieniem tym ochrzczono Czernaboga z sekwencji „Noc na Łysej Górze”.

Fantasia-1940

Czarnoksiężnik nie jest jedyną postacią, która posiada imię. Ochrzczono również małego muchmorka z segmentu „Dziadka do orzechów” (Hop Low), a także głównych tancerzy z segmentu „Taniec godzin” (hipopotamica to Hiacynt, struś to Mademoiselle Upanova, a aligator to Ben Ali Gator). Imiona (wyłącznie w scenariuszu) posiadają także niektóre centaury i centaurzyce (a może centauretki? – ang. centaurettes): główna zakochana para – bladobłękitna blondynka z warkoczykami i jej błękitny, czarnowłosy ukochany – to Melinda i Brudus i są to jedyne postaci centaurów, których imiona jakkolwiek funkcjonują w produktach Disneya. Inne centauretki to Sandra, Hilda, Judy i Cabina. Imię otrzymał także osłorożec noszący na grzbiecie boga Dionizosa/Bachusa – to Jachus (ang. Jacchus – jak Bacchus tylko że przez „J”, co ma nawiązywać do angielskiego jackass, czyli osiołek).

Ciekawostka bonusowa: Imiona posiadają również czarnoskóre centauretki, jednak wcale nie te, o których myślicie. Dwie centaurateki o ciałach zebr, które usługują Bachusowi pozostają bezimienne (przy czym fani Fantazji interpretują ich design jako sugestię, że są Nubijskiego pochodzenia). Imiona posiadają za to dwie czarnoskóre centauretki, których nigdy nie widzieliście! W oryginalnej wersji Fantasia z 1940 roku istniały dwie mniejsze centauretki – o ciałach nie koni, a osiołków (można to poznać po mniejszym rozmiarze i charakterystycznych pęcinach) – o imionach Otika i Sunflower. Otika rozwijała dywan przed Bachusem (scena ta, bez Otiki, nadal znajduje się w filmie – zastanawialiście się kiedyś, czemu dywan przed Bachusem rozwija się sam?); z kolei Sunflower usługiwała innym centauretkom w scenach przygotowań do zalotów – piłowała im kopytka, trefiła włosy, itd. Sekwencje te, z oczywistych, rasistowskich względów – według wielu nawiązujących do czarnoskórych służących przygotowujących do wyjścia bogate panny z Południa (think: Gone with the Wind) – zostały z filmu wycięte w 1969 roku, ale zachowały się fragmenty oryginalnych nagrań, które możecie zobaczyć TUTAJ. Co ciekawe, po 1990 roku, fragmenty z Sunflower znów znalazły się w filmie, jednak tak wykadrowane by pokazać jedynie „białe” centauretki. Mimo niekorzystnego przedstawienia Sunflower w filmie – co było wielokrotnie rozpatrywane przez krytyków filmowych i naukowców, zajmujących się przedstawianiem mniejszości w kinie – i faktu, że Disney stara się umniejszyć swoją wpadkę, wiele widzów pamięta o postaci, do dziś tworząc jej fanarty.

© spicysteweddemon | Deviantart

Istnieje teoria, że ze względu na trzy różne fryzury, pokazane w filmie centauretki to nie Sunflower po wizycie u fryzjera, a trzy różne postaci | Deviantart © spicysteweddemon

Fantasia początkowo zebrała mieszane recenzje i kiepskie wyniki w box office. Jednym z powodów była II Wojna Światowa, która odcięła rynek europejski. Drugim było powszechne przekonanie, że Fantasia jest filmem zbyt poważnym i inteligenckim, publiczność zaś wolała by animacje były lekkie i zabawne. Z tego powodu, kolejny film Disneya, Dumbo, musiał sobie radzić z bardzo niskim budżetem

Fantasia, ze względu na swoją skomplikowaną ścieżkę dźwiękową, był pierwszym komercyjnym filmem wyświetlanym w systemie dźwięku stereofonicznego. Nie jest to zresztą jedyny wkład filmu w historię kinematografii – to właśnie Fantazji przypisuje się bycie przodkiem tego, co współcześnie znany pod nazwą music video.

Studio Disneya wciąż, mimo upływy lat, otrzymuje skargi od rodziców, że segment „Noc na Łysej Górze” jest zbyt przerażający dla dzieci. Mysz skłonna jest się z tymi skargami zgodzić ;)

Ciekawostka bonusowa: w pierwszym wydaniu na VHS wycięto „Noc na Łysej Górze”, właśnie na życzenie zaniepokojonych rodziców.

Ciekawostka bonusowa #2: ze względu na delikatne dziecięce oczęta, animatorzy musieli również sprytnie ‚ubrać’ centauretki w segmencie „Symfonia pastoralna” – ich dekolty często zasłaniają strategicznie rozmieszczone pasma włosów, kwiaty, nenufary i inne elementy scenografii. Istnieją jednak oryginalne grafiki, gdzie centauretki są – od pasa w górę – kompletnie nagie.

© http://auction.howardlowery.com

Jak widać na tym wstępnym szkicu, centauretki nie tylko miały być nagie, ale dla czarnoskórych centauretek także przewidziano partnerów | http://auction.howardlowery.com

A gdyby ktoś się kiedyś zastanawiał, w jakiej kolejności Mysz szereguje segmenty filmu… ask no more:

  1. Symfonia pastoralna Beethovena, czyli mitologia grecka galopuje rączo.
  2. Noc na Łysej Górze Musorgskiego, czyli „Nawet w wieku 27 lat będę miała przez ciebie koszmary”.
  3. Dziadek do Orzechów Czajkowskiego, czyli hulanki kwiatów, liściów, wróżków, grzybów i rybów.
  4. Taniec Godzin Ponchiellego, czyli balet na 4 gatunki zwierząt.
  5. Poznaj soundtrack/Przerwa, czyli przygody w krainie dźwiękowców.
  6. Święto wiosny Strawińskiego, czyli najkrótsza lekcja prehistorii.
  7. Toccata i fuga d-moll Bacha, czyli psychodeliczne wizje meteorologa.
  8. Uczeń czarnoksiężnika Dukasa, czyli bezbłędna wymówka dlaczego nie należy sprzątać.
  9. Ave Maria Schuberta, czyli wszyscy już dawno posnęli.

A który segment z Fantasia jest Waszym ulubionym? ^_^

Fantasia (5)

  • Łukasz Świniarski

    Nasunęło się pewne skojarzenie czytając ten twój tekst Myszo. W ostatnim sezonie oryginalnej wersji serialowych Herosów, pojawiła się postać głuchoniemej kobiety, obdarzonej darem zamieniania dźwięków w przepiękne obrazy. To nasuwa mi jeszcze inne skojarzenie a mianowicie mutantki Dazzler z X-Men, który potrafi zamieniać dźwięk w światło. Fajnie by było widzieć dźwięki jako obrazy, kolory oraz czuć jako zapachy, było by to ciekawe dopełnienie miłego dla ucha utworu.

  • Ooo, jak jak kocham Fantazję! Jeden z lepszych filmów Disneya i jeden z lepszych filmów animowanych ever. Nigdy nie widziałam tytułu jako dziecko ale może to i nawet lepiej, bo istniała szansa, że by mi się nie spodobała, a tak to jako dorosła osoba doceniłam ją w pełni. Przepięknie zrealizowane utwory połączone ze zjawiskową animacją, a Noc na Łysej Górze to w moim odczuciu niepokojący ideał, to w jaki sposób animacja pędzi w tej nowelce przed siebie nieustannie budzi we mnie zachwyt. A, o ile centauretki miały miejsca strategiczne zasłonięte, to strzyga z Nocy… latała topless. To chyba jedyny nagi biust w historii Disneya:D.

  • Rzeczywiście, synestezja mogłaby być ciekawym doświadczeniem, ale nie wiem czy posiadanie takiej umiejętności „na stałe” rzeczywiście byłoby takie fajne. Z pewnością byłoby interesujące.

  • Mam wrażenie, że z Fantazją rzeczywiście należy uważać – niekoniecznie jest to kwestia wieku dziecka, ale np. pewnej wrażliwości, może? Dość, że wiem o przypadkach, gdy Fantazja, puszczona w niewłaściwym (z jakiegoś powodu) momencie wywołała wyłącznie zniechęcenie, a nie zachwyt.
    Rzeczywiście, strzyga była topless. Najwyraźniej upiory rządzą się innymi prawami niż centauretki. A o Nocy na Łysej Górze nadal miewam czasem koszmary, mimo ponad ćwierć wieku na karku. Fakt, że po latach ta animacja wciąż robi na mnie tak duże wrażenie z pewnością świadczy o jej jakości :)

  • „Fantazję” widziałem dość późno, dopiero w czasach liceum, kiedy zacząłem sobie nadrabiać dziury w kanonie Disneya (przy okazji: we wsystkich znanych mi listach „Fantazja” jest, wraz z innymi antologiami jak „Saludos Amigos”, „The Three Caballeros” czy „Make Mine Music”, wliczana klasycznych pełnometrażówek Disneya; samo studio też zdaje się je zaliczać, skoro „Zaplątani” byli świętowani jako pięćdziesiąta taka animacja), ale bardzo lubię. Klasycznie i sztampowo najbardziej urzekły mnie te najbardziej znane fragmenty, czyli „Uczeń czarnoksiężnika” i „Noc na łysej górze” (Czernabog taki przerażający…), ale niesamowity jest też ten wykorzystujący muzykę z „Dziadka do orzechów” <3

  • Jest wliczana, ale będę się kłócić, że ze względu na swoją antologiczną konstrukcję, nie powinna być – bo nie jest to ciągła, pełnometrażowa fabuła ;) Ale owszem, do kanonu, jako takiego, i „numeracji” Fantazja się wlicza. Choć umówmy się: tak jak o Fantazji jeszcze niektórzy pamiętają, Make Music Mine czy Saludos i Caballeros są niemal całkowicie zapomniane. Przynajmniej przez tzw. ogół społeczeństwa ;)
    Mnie „Uczeń” na dłuższą metę nudzi, nie muzycznie (bo jednak motywy te, choć powtarzalne, bardzo zapadają w pamięć i wywołują ogromny uśmiech na Mysim pysku), ale fabularnie. Właśnie za ciekawą, kilku-wątkową historię lubię Symfonie pastoralną; ba, nawet Dziadek do orzechów, ze swoimi różnymi tematycznie etiudkami jest dla mnie ciekawszy niż Uczeń (najbardziej chyba lubię etiudkę ze złotymi rybkami <3 ).

  • Pingback: Karnawał Blogowy #24 - Bobrownia()