Konkurs Mys(z)tory – ogłoszenie wyników.

Ogłoszenie wyników konkursu z okazji przekroczenia 1000 polubień na fanpage’u bloga.

Jakiś czas temu Mysz zorganizowała konkurs z okazji przekroczenia 1000 fanów na Facebookowym profilu bloga. Wychodząc z założenia, że każdy z nas tworzy w swojej głowie fanfici do popkulturowych dzieł, które pochłaniamy, poprosiłam Czytelników by przysłali mi swoje teksty, przedstawiające kontynuacje znanych wątków lub ich alternatywne wersje. Choć termin nadsyłania zgłoszeń został wydłużony, nadesłano niewiele tekstów; niemniej Mysz miała niesamowitą frajdę z ich czytania. Liczę na to, że w Was, drogie Robaczki, nadesłane na konkurs teksty również wywołają pozytywne reakcje :)

Mysz jest tym bardziej uradowana, ponieważ autorki, które przesłały swoje zgłoszenia nie tylko wykazały się talentem i pomyślunkiem, ale także dobrymi serduszkami –  zgodziły się współdzielić podium za pierwsze miejsce! Gratulujemy!

Tak więc, without further ado, przed Wami trzy zwycięskie teksty. Enjoy.

Przydział

Ewa „Serenity” Iwaniec (z bloga bardzosubiektywnie)

– Odinsson, Thor – wyczytała profesor McGonagall*.
Z szeregu wystąpił blondwłosy chłopiec, nieco muskularniejszy niż jego rówieśnicy. Ledwo Tiara Przydziału dotknęła jego głowy, wykrzyknęła:
– Gryffindor!
Burza oklasków ze skrajnego stołu po lewej. Chłopiec zdjął z głowy Tiarę i rzucając na szereg nieprzydzielonych uczniów krótkie spojrzenie odszedł w stronę wiwatujących na jego powitanie.
– Odinsson, Loki.
Z szeregu wystąpił czarnowłosy chłopiec o zdecydowanie delikatniejszej budowie, niż jego brat.
Tiara Przydziału opadła chłopcu na czoło i pozostawała tam bardzo długo bez ruchu. Aż w końcu rozwarła się i krzyknęła:
– SLYTHERIN!
Loki zdjął Tiarę, uśmiechnął się smutno do osłupiałego Thora i dosiadł się do stołu ustawionego skrajnie po prawej stronie.
Jasnowłosy Odinsson otrząsnął się szybko z konfuzji, wstał nagle od stołu i krzyknął:
– Protestuję!
Wszystkie głosy w Wielkiej Sali ucichły. Spojrzenia uczniów, duchów i nauczycieli skierowały się na stojącego Gryfona. Profesor McGonagall patrzyła na chłopca z zaciśniętymi wargami i wściekłością w oczach. Dumbledore zerkał na niego zza okularów-połówek, a w jego oczach czaił się błysk rozbawienia.
– Trzeba powtórzyć przydział! – zawołał Thor zrywając się z miejsca. – Mój brat został błędnie przydzielony. Powinien być ze mną, w domu lwa, nie w domu węża. Bracie – Thor zwrócił się do Lokiego – załóż ponowie Tiarę.
Dumbledore wstał i spojrzał z góry na Gryfona.
– Nigdy jeszcze, w historii całego Hogwartu nikt nie zażądał ponownego przydziału – powiedział łagodnie. – Thorze Odinssonie Tiara Przydziału nigdy nie zmienia raz podjętej decyzji – dyrektor zamilkł na chwilę. – Loki – zwrócił się do drugiego z braci – milczysz, choć to ty powinieneś zabrać głos w sprawie swego przydziału. Chcesz go powtórzyć?
Czarnowłosy chłopiec słysząc swoje imię w ustach dyrektora wstał, a kiedy pytanie wybrzmiało spojrzał głęboko w oczy dyrektora.
– Nie, panie profesorze – po czym odwrócił się ku bratu i powiedział: – Uspokój się, Thorze, przydział do Slytherinu nie zmieni mnie w twojego wroga. Nadal będziesz moim bratem…

***

Siedem lat później stali naprzeciw siebie z obnażonymi różdżkami.
– Dlaczego, bracie? – Thor patrzył z wyrzutem na Lokiego. – Dlaczego wtedy w dniu naszego przydziału nie zażądałeś ponownego przydziału? Nie stalibyśmy tu dziś z wyciągniętymi różdżkami gotowi miotnąć klątwą w drugiego.
Loki uśmiechnął się kpiąco.
– Bo sam wybrałem Slytherin.

*Na potrzeby ficka odeszłam od tradycyjnego alfabetycznego przydziału prezentowanego w książce na rzecz tej nieuporządkowanej ceremonii z filmu (przyp. aut.)

© NatalyRahl | Deviantart

© NatalyRahl | Deviantart


Moomins the Great

Zofia Żółtek

Barokowe Muminki-krzyżowcy z mieczami świetlnymi i Pierścieniami Władzy. To brzmi jak żart. I oczywiście jest żartem. Nie napiszę tego, nie sama i raczej nie na trzeźwo. Ale Muminki z Pierścieniami Władzy to wcale nie jest taki zły pomysł. Czy z tylko jednym, a nawet Jedynym pierścieniem. On może spowodować dość zamieszania.

Tove Jansson jest mistrzynią w kreowaniu złożonych ludzkich charakterów. Czy też złożonych stworkowych charakterów, bo wszak mało który bohater jej opus magnum jest człowiekiem. Właściwie o wielu z nich trudno powiedzieć czym są, ale można w wielu słowach opowiadać jacy są. I każdy jest kimś. Wystawienie takich osobowości na próbę to ciekawy pomysł. Oczywiście, Jansson robiła to po wielokroć. Cały cykl o Muminkach przepełniony jest opowieściami o dojrzewaniu, zderzeniach oswojonego z nieoswojonym i pokazywaniu prawdy o naszej naturze. Ale splątanie wizji dwóch moich ukochanych pisarzy może stworzyć zupełnie nową jakość.

Wczuwam się więc w Gandalfa, który zamiast w dolinie Imladris pojawia się w Dolinie Muminków. Dzieje się to po tragiczniej śmierci Froda, zginął u Brodu na Bruinenie. Potrzeba więc innego Powiernika Pierścienia.

Za najmądrzejszą postać muminkowego uniwersum uważam Too Tiki. Szorstką, ale troskliwą, tajemniczą i konkretną na raz. (Swoją drogą, nie dziwię się, że Too Tiki wyszła taka wspaniała, skoro Tove Jansson pisząc ją inspirowała się miłością swojego życia, Tuulikki Pietila). Obawiam się jednak, że nie mogłabym, to znaczy, Gandalf nie mógłby, jej wybrać. Chyba trochę za bardzo żyje chwilą i żyje dla samej siebie – reprezentuje mentalność Toma Bombadila i zajęcie się losami świata mogłoby po prostu nie obchodzić. położyłaby Pierścień na szafie, pod którą grasują niewidzialne myszy i zajęłaby się gotowaniem zupy rybnej, dla zagubionych, niesłusznie wybudzonych ze snu zimowego Muminków. To samo trzeba zarzucić Włóczykijowi. A nawet byłby jeszcze gorszy. Sprawiłby wrażenie mądrego i poważnego, po czym odszedłby i tak tam, gdzie zaprowadziła by go jego nieuleczalna tęsknota czy niedokończona piosenka.

Naprawdę silną postacią niewątpliwie jest Mama Muminka. Nawet bez jakiegokolwiek magicznego wspomagania potrafiła stworzyć zaczarowany ogród na ścianie latarni morskiej, kierowana jedynie swoimi emocjami. Zapewne przyjęcia Pierścienia by odmówiła. Jak Galadriela. Mama Muminka jest przenikliwą i przewidującą obserwatorką. Rozumiałaby z czym wiąże się siła Pierścienia, jaki może mieć wpływ na nią i jej rodzinę. Mądra i potężna kobieta nie chce, by wszyscy kochali ją z rozpaczą. Nawet jeżeli wiązałyby się z tym sady, świeże bułeczki i wazy kruszonu dla każdego. Jej mężowi na pewno nie powierzyłabym jakiejkolwiek misji. Mimo swojej potrzeby odpowiedzialności jest beznadziejnym fantastą, do tego ze skłonnością do koloryzowania. Zapewne stwierdziłby, że pójdzie do Mordoru, bo zna drogę i właściwie nie takie rzeczy robił za dni swojej młodości. Ktoś musiałby go powstrzymać (patrzę na ciebie, Mamusiu Muminka!).

Postaci w Muminkach jest wiele. Zbyt wiele, żebym była w stanie je wszystkie przeanalizować. Dlatego, pomijając moich ulubieńców Homka Tofta i psa Ynka, Mimblę, z którą się identyfikuję, niedoceniane Paszczaki, przejdę już do najważniejszego elementu moich rozważań. Czyli powiem wam, komu powierzyłabym Pierścień.

Muminkowi i Ryjkowi. Tak.

To zbyt duża odpowiedzialność by złożyć ją całkowicie na barki jednej osoby. Potrzebne jej będzie wsparcie. A Ryjek i Muminek, o czym często się zapomina, skupiając się na ciekawej, opartej na fascynacji relacji Muminek-Włóczykij, są mimo wszystko przyjaciółmi, prawie braćmi. Do tego mają już doświadczenie w beznadziejnych wyprawach – kto poszedł dopytywać się o Kometę, która miała zniszczyć świat? I to ignorując kazania mrocznego filozofa Piżmowca, zaczytanego w książce ,,O niepotrzebności wszystkiego”! Muminek jest romantyczny, marzy o wielkich czynach, Ryjek praktyczny, właściwie jego światopogląd można uznać za materialistyczny.

Pewnie myślicie, że popełniam błąd. Ryjek jest przecież tchórzliwy i chciwy. To prawda. Ale przecież hobbici są raczej płytkimi hedonistami, a kto uratował Śródziemie? Poza tym, Ryjek, przy całej swojej nieciekawej osobowości na co dzień, nieraz (ok, dosłownie dwa razy) pokazuje najszlachetniejszą twarz właśnie w chwilach próby. Pamiętacie kto poszedł ratować kotka, kiedy świat się kończył? Kto oddał swoją ulubioną zabawkę, a potem, kiedy dostał ją oszpeconą i pozbawioną kosztownych ozdób, kochał ją równie mocno? Ja pamiętam.

Więc chwała niziołkom i Muminkom. Chwała i sława. I niech żyją Shire i Dolina Muminków i nigdy nie stracą swej pogody!

© Tamasaburo89 | Deviantart

© Tamasaburo89 | Deviantart


bez tytułu

Alicja „Pusiek” Getek (z bloga Recenzje Malkontentki)

Czterech braci (Jared Leto, Tom Hardy, Joseph Gordon-Levitt i Daniel Radcliffe) spotyka się na pogrzebie ojca. Akcja cały czas dzieje się jednym pokoju w wielkiej rezydencji, wiemy że za ścianą jest wielka stypa, a oni siedzą w pokoju obok i generalnie cały czas się wyzłośliwiają, tak trochę jak w „Rzezi”. Mniej więcej w 2/3 filmu do pokoju wchodzi ojciec (Mel Gibson) i generalnie atmosfera robi się jeszcze bardziej napięta. Okazuje się, że ojców było tak jakby dwóch, ten jeden którego to jest pogrzeb, o którym wszyscy wypowiadają się w samych superlatywach i ten w pokoju, który jest strasznym tyranem i despotą. Na końcu okazuje się, że tak naprawdę to oni wcale nie są braćmi, a ojciec jest ojcem tylko najmłodszego z nich.

No i najważniejsze, na końcu okazuje się, że wszyscy to starsi Robinowie, Mel Gibson to Batman na emeryturze i w ogóle to był pogrzeb Alfreda.

Kurtyna

PS. Cały myk polega na tym, żeby aż do samego końca utrzymać wszystko w tajemnicy. A więc w filmie nie mogą pojawiać się żadne imiona i o rzeczach z komiksu trzeba mówić dość na około. Potrzeba do tego zajebistego scenarzysty, ale to jest wykonalne.

Funeral

And that’s all, folks! ^__^

Niestety, Mysz wciąż siedzi zagrzebana po łokcie w przeprowadzkowych kartonach i prelekcji na nadchodzący Serialkon, więc nie mam pewności kiedy pojawi się najbliższa notka. Ale zapewniam Was, że szykuje się kilka naprawdę fajnych tekstów :)

  • Piękne pomysły! Muszę przyznać, że jak tak czytałam, kto mógłby powędrować z Pierścieniem, to zdałam sobie sprawę, że we Włóczykiju jest coś aragornowatego. Tylko że bez Arweny Włóczykij nie ma takiej motywacji do oderwania się od wędrówki, bo mimo że w relacji Muminka i Włóczykija zawsze była taka pokusa, żeby jednak zostać na stałe, to jednak innego rodzaju. Przy czym generalnie się z autorką interpretacji zgadzam, Muminek z Ryjkiem daliby radę!

  • Też byłam zaskoczona, że nie skojarzyłam Aragona z Włóczykijem wcześniej. Tym bardziej, że utkwiło mi w głowie fatalne tłumaczenie „Strider” na „Łazik” (zamiast Obieżyświat), które też się z włóczeniem kojarzy ;)
    A co do Pierścienia – myślę, że powinna go nieść Buka. Buki nawet Sauron i Sheloba by się bali ;)

  • Racja, a na tego Łozińskiego nie wpadłam, toż to by mógł być już śmiało Włóczykij, pięknie by się nam złożyło interpretacyjnie :D. Za to Buka… Ho, ho, myślę, że to mogłoby na nią podziałać gorzej niż na niejednego: biedna, samotna, opuszczona, niezrozumiana i z Pierścieniem. Gollum by się chował. Ale, z drugiej strony, klejnoty dawały jej jakieś poczucie zakorzenienia (vide jej magiczny kuferek), więc kto wie, może Buka by akurat wyszła na prostą z Pierścieniem (hm, chyba lęgnie mi się tu już herezja LOTR-owska).

  • Czy to źle, że właśnie po cichu zaczęłam kibicować Buce, żeby strąciła Saurona z tronu Głównego Złego i stała się nową zmorą Śródziemia? ;)

  • A wiesz, ja bym to widziała odwrotnie ;) : że może jednak Pierścień działałby na Bukę inaczej niż na pozostałych? Skoro zawartość jej kuferka sprawiła, że w Buce pojawiły się uczucia (jakieś), to może inny zaczarowany klejnot by to pogłębił — chociaż na jakiś czas (bo wiadomo, to jednak Pierścień).

  • Myślisz, że Buka mogłaby niespodziewanie zostać herosem Śródziemia? :)

  • No… *tryb ostrożnej Pyzy* właściwie — byłoby to trochę w duchu Śródziemia: odrzucona, niezrozumiana, być może z całkiem dobrymi odruchami serca, z pewną mocą pozwalającą jej na spotkanie ze złem i nie ulegnięcie mu (bo Buka przecież nie jest zła — to zjadanie ciotek Paszczaka to głównie zmyślenia Tatusia Muminka). Kto wie :D