Popkulturze niech będą dzięki, czyli wpis na Thanksgiving.

Nadeszła pora roku, w której Myszy przychodzi składać popkulturowe dzięki…

Dzisiaj, za oceanem Myszy duchowi bracia obchodzą Święto Dziękczynienia. Zwykle staram się z tej okazji skombinować jakoweś pieczyste (choć częściej kurę niż indyka), spędzić niezobowiązujący wieczór z bliskimi i po-przebywać w ciepłej, domowej atmosferze. Niestety – brytfanka do pieczenia już wylądowała w przeprowadzkowym kartonie, podobnie jak większość Mysiego dobytku. Bliskich także ani widu, ani słychu – przyjadą dopiero w sobotę, pomóc przy przenosinach na Saską Kępę, skąd Mysz będzie Wam blogować przez najbliższe kilka miesięcy, w związku z remontem domu. Tak więc musieliśmy, wraz z Lubym, zadowolić się dzisiaj wyjątkowo nie-świątecznym spaghetti z sosem. Ale tradycji musi stać się zadość, stąd Mysz wpadła na pomysł by chociaż przez tzw. giving thanks uświetnić w tym roku Thanksgiving.

Oto więc przed Wami kilka popkulturowych rzeczy, za które w tym roku wdzięczna jest Mysz. Jeśli czegoś, Waszym zdaniem, na liście zabrakło, koniecznie dajcie znać w komentarzach – Mysz jest bardzo ciekawa, za co Wy w tym roku chcielibyście złożyć dzięki.

This year, Mysza is thankful for:

thanksgiving (1)

Stacje telewizyjne, które w tym roku niespodziewanie rozszerzyły swój repertuar o tzw. scripted shows, w tym UnREAL stacji Lifetime (którego Mysz nie widziała, ale słyszała mnóstwo dobrego i zamierza nadgonić), przedwcześnie skasowane Hindsight VH1 oraz urocze i sympatyczne Younger stacji TV Land (o którym Mysz pisała tutaj).

Seriale z kilkuletnim stażem, które mimo paru lat na karku, wciąż potrafią mnie wciągnąć, porwać i zaskoczyć. Laury pierwszeństwa należą się:

  • świetnemu s5 Once Upon a Time, za powrót do formy po bardzo nierównym s4 oraz za cały wątek Emmy oraz Killiana. Także za bezbłędne obsadzenie Meridy, oraz nadchodzący (spekulowany przez fanów) storyline, który ma się rozgrywać w Podziemiach, czyli greckim Hadesie. No i za zapowiedziany wątek LGBTQ+ ^_^
  • s5 Grimm za poruszający finał s4 i zniuansowane rozegranie wątku Nicka i Adalind; Mysz nie bez powodu uznaje Grimm za jeden z consistently najlepiej napisanych seriali w ogólnodostępnej telewizji. A pomyśleć, że siadając do s1 prychałam na produkcję niczym kocica, spodziewając się dostać tani procedural policyjny z kiepskimi efektami specjalnymi i do-znudzenia-znanymi wątkami z baśni braci Grimm. Boy, was I wrong!

thanksgiving (3)

  • s4 Elementary, za odwagę w ukazaniu postaci Sherlocka jako incredibly flawed, za poruszanie wątku uzależnienia od narkotyków w sposób, który nie stara się sztucznie wzbudzić litości i pozwala postaci pozostać wiernej swojemu charakterowi; także za stworzenie w relacji Sherlocka z Joan Watson jednej z najlepiej poprowadzonych przyjaźni (nie tylko damsko-męskich) jakie Mysz widziała w TV;
  • s2 Penny Dreadful, za niesamowity wzrost poziomu i jakości w stosunku do pierwszego sezonu, o czym z pewnością kiedyś napiszę w jakiejś szerszej notce, a także za zainspirowanie Myszy do przygotowaniu prezentacji na Serialkon; także za danie Evie Green niesamowitego aktorskiego pola do popisu, oraz okazji by Mysz mogła z lubością obserwować jakim utalentowanym aktorem stał się Josh Hartnett (w ramach backgroundu do pakowania kartonów oglądam jednym okiem Hollywood Homicide i ojejku, jaki on tam był młody i niedoświadczony :P).
  • Agents of S.H.I.E.L.D. s3, za systematyczne polepszanie jakości serialu. Jasne, po wpleceniu fabułę wydarzeń z filmu Captain America: Winter Soldier serial znacznie przyspieszył, ale wciąż zdarzają mu się nudne odcinki. Mimo to, Mysz podziwia, jak niepostrzeżenie twórcy zdołali mi zaszczepić sympatię do wszystkich postaci – nawet początkowo denerwującej Skye/Daisy – ze szczególnym naciskiem na łamiące mi serce will they/won’t they Fitza i Simmons. No i umówmy się: odcinek Simmons był -wybitny-.

  • The Night Shift s2, za stanie się dla Myszy odtrutką na (nieświadomą) tęsknotę za porządnym (choć momentami nieprawdopodobnym) dramatem medycznym, jakiego brakowało mi od czasów E.R. Nie będę siać spoilerami – bo to dość istotna scena w końcówce odcinka – ale finał s2 zawiera w sobie jeden z najlepiej rozegranych wątków damsko-męskich, jakie ostatnio widziałam. Dużo się mówi o kobiecych postaciach w TV – o tym jak wielkie pole do popisu mają aktorki, gdy przychodzi im zagrać emocje tak rozdzierające, a tak nieobecne kobietom, jak smutek, żal czy rozpacz. Mało jest jednak ról męskich, które pozwoliłyby odegrać podobne emocje, w sposób, który nie tylko jest wiarygodny, ale trafia prost w Mysie serduszko i rozbija je na miliard kawałeczków. Seriously, you guys: taki. fajny. serial.
  • Shameless, za… nie, nawet nie za s5 – chociaż wątek powoli rozwijającej się relacji Iana i Mickeya Mysz uznaje za, bezapelacyjnie, najlepiej napisany wątek homoseksualny w telewizji ostatnich lat. Peany na cześć Shameless należą im się za całokształt, bo Mysz nie wyobraża sobie telewizyjnego krajobrazu bez corocznych nieprawdopodobnych, ale wciągających przygód rodziny Gallagherów. Komediodramat wydaje się w TV pojęciem niewdzięcznym – seriale określane tym mianem mają często problem ze zgarnianiem nagród na wszelakich rozdaniach – niemniej fakt pozostaje faktem: Shameless jest, bodaj, najlepszym z nich. Jeśli go nie oglądacie, Mysz gorąco zachęca do nadganiania: sezony mają tylko 12 odcinków, a Myszy zdaniem serial ten uzależnia i przywiązuje do siebie równie mocno co…. bo ja wiem?… House, za swoich najlepszych lat. Shameless równie bezbłędnie balansuje na granicy bycia śmiesznym, smutnym i obrazoburczym. So go and watch it. You’ll thank me later ;)

thanksgiving (2)

Honorable mention:

  • Teen Wolf s5 – bardziej na zachętę niż za rzeczywistą jakość. W piątym sezonie aż roi się od problemów, ale Mysz wciąż ma słabość do ekipy z Beacon Hills (w tym do intrygującego nowego narybku). Liczę na to, że druga część sezonu (5B) okaże się lepsza. Raczej nie ma szans być równie dobra co pamiętny s3B, ale ponieważ wiemy, że ekipę TW stać na stworzenie kawałka naprawdę porządnej młodzieżowej supernaturalowej dramy, Mysz daje im the benefit of the doubt. Choć umówmy się: przede wszystkim przemawia przeze mnie sympatia do Dylana O’Briena.
  • The Blacklist s3, za zmianę status quo (na lepsze, jak mi się zdaje), za wciąż bezbłędnie dobieraną ścieżkę dźwiękową i za cudowny rozwój relacji Reda i Liv. Od ostatnich 2 lat Mysz z rosnącym zaintrygowaniem i podziwem obserwuje The Blacklist, mimo swego początkowego dość intensywnego wahania. Natomiast karny jeżyk należy się serialowi za (wciąż!) karygodne zaniedbanie postaci Donalda Resslera. Mysz życzy sobie by Diego Klattenhoff dostał wreszcie coś więcej do zagrania – odcinek 1×09, gdy Ressler i Red zamykają się w kuloodpornej celi to, moim zdaniem, jeden z najlepszych odcinków serialu i to pośrednio właśnie dzięki chemii Jamesa Spadera i Klattenhoffa. Przydałoby się to trochę lepiej wykorzystać.
  • Brooklyn Nine-Nine, The Librarians i BBC The Musketeers – za bycie przyjemnym i relaksującym seansem do kotleta. Co też, zdaniem Myszy, jest ważne.

thanksgiving1

Criminal Minds i Supernatural. Bo choć oba seriale są na swoim 11 (!) sezonie, obie te produkcje wciąż trzymają mnie przy ekranie, mimo okazjonalnych potknięć i wpadek. Jakby na to nie patrzeć, to imponujące – zarówno w przypadku CM, które musi konkurować z wieloma innymi podobnymi proceduralami (NCIS, CSI, etc.), jak i SPN, które przez lata było znane dzięki swoim obsesyjnym fanom jako „the little CW show that could”. I pomyśleć, że do oglądania przygód braci Winchesterów zachęciły mnie znajome z Livejournala (porównując serial do ukochanego przeze mnie wówczas filmu The Boondock Saints), a po CM sięgnęłam zachęcona GIFami Spencera Reida, przemykającymi po moim dashu na Tumblrze… jak to śmiesznie czasem koleje popkultury się toczą :)

Seriale pro-kobiece, które pokazują płeć piękną jako… no właśnie, niekoniecznie -tylko- piękną. Ale także (czy może przede wszystkim) różnorodną, zdywersyfikowaną, skomplikowaną i arcy-ciekawą. Nieważne czy mówimy o wielopokoleniowej obsadzie Orange is the New Black, czy perypetiach starszych, ale wciąż pociągających Jane Fondy i Lily Tomlin w Grace & Frankie Netflixa. Nieważne czy oglądamy mydlano-operowe perypetie młodej latynoski w Jane the Virgin, służbowo-życiowe perypetie czterdziestolatki udającej dwudziestolatkę w Younger, czy zmagania czarnoskórej anty-bohaterki w prawniczym How To Get Away With Murder. Nieważne czy lubimy Scandal, Empire czy The Good Wife. Nieważne czy wolimy nasze superbohaterki oldschoolowe i kickassowe jak Agent Carter, straumatyzowane i antypatyczne jak Jessica Jones, czy nastoletnie i wesołe jak Supergirl… dość, że w TV mamy coraz więcej fantastycznych, wielobarwnych, wielowymiarowych postaci kobiecych. I Mysz w ramach składania za to dzięki, życzyłaby sobie by takich i podobnych seriali było w nadchodzących miesiącach (i latach) coraz więcej. Tak nam dopomóż, Wielka Bogini ;)

thanksgiving (12)

Nowe seriale. Wiem, że wielu krytyków i widzów narzeka na ten sezon – że wokół tylko same remakei albo sequele albo spinoffy, i że ich poziom leży w rynsztoku – ale Mysz patrząc na swój kalendarz może wymienić naprawdę całkiem pokaźną listę udanych produkcji z 2015 roku. Mamy sympatyczne iZombie, czyli najnowsze dzieło Roba Thomasa, jednocześnie naśladujące Veronicę Mars, a z drugiej odbijające w totalnie nowe, niezbadane rejony. Mamy fantastyczne Togetherness braci Duplassów (o którym Mysz pisała tutaj), które w bolesny, ale realistyczny sposób rozkłada współczesne związki. Mamy nietypowego, bo musicalowego Galavanta, które dla wielu stało się feel-good series of the year. Mamy wychwalane przez Myszę Mr. Robot, czyli bodaj najlepszą premierę tego sezonu jeśli chodzi o dramaty (przy czym nie wliczam w rywalizację Netflixa, bo to by było niesprawiedliwe :P ). Mamy właśnie wspomnianego Netflixa, czyli Dardevila i Jessicę Jones, a także udaną prequelową kontynuację kultowego filmu Wet Hot American Summer, czyli Wet Hot American Summer: First Day of Camp, czy wspomniane niżej Master of None. Mamy udaną kontynuację filmowej serii „Krzyk” w postaci Scream: the TV series, oraz równie udaną kontynuację filmu Limitless z Bradleyem Cooperem, w postaci serialu pod tym samym tytułem (którym Mysz się zachwycała tutaj, i zachwyca się nadal, bo poziom serialu wzrasta z odcinka na odcinek i jest to definitywnie Mysi faworyt tego sezonu).

Na koniec honorable mention dla dwóch przedwcześnie skasowanych produkcji, które nie dostały swojej szansy: nieodżałowanego Forever oraz opłakanego przez Mysz The Bastard Executioner. Za to ostatnie ktoś powinine pójść do Kurta Suttera i nakopać mu po tyłku – co to za przedszkolne zachowanie, skasować serial tylko dlatego, że zdaniem twórcy „zbyt mało osób go ogląda i nie będę dla nich marnował czasu”? Ja rozumiem, że showrunner jest be-all and end-all produkcji którą tworzy, ale takie fochy to lekka przesada :P

thanksgiving (13)

John Oliver, Amy Schumer i Aziz Ansari. Każdy z tych komików swoją obecnością i twórczością zmienił nie tylko kawałek telewizyjnej sceny – czy to tworząc nowy, rzetelny, ale dowcipny program publicystyczny (Last Week Tonight with John Oliver); czy to udowadniając, że kobiety też mogą być śmieszne, wulgarne, a jednocześnie mieć mnóstwo trafnych, ważnych spostrzeżeń (Inside Amy Schumer); czy też pisząc fantastyczny serial o związkach, rodzinie, i o tym, jak to jest być dzieckiem imigrantów w Nowym Jorku (Master of None) – ale także, poniekąd, Myszy spojrzenie na wiele spraw. Za to należy im się many thanks. Przy czym laurkę honorową dostaje James Corden, za to że ze swoim bezpretensjonalnym, brytyjskim urokiem i zaraźliwym śmiechem udało mu się z sukcesem przebić do amerykańskiej late night talk show television (The Late Late Show with James Corden). Mysz w każdym razie życzy mu mnóstwa dalszych sukcesów.

Mysz składa też ukłon uroczej animacji We Bare Bears, która uratowała moją psychikę podczas wyjątkowo ciężkiej choroby – przygody trzech miśków pozwoliły mi znieść cierpienie z zachowaniem minimum ludzkiej godności. Also: Ice Bear is my spirit animal :3

thanksgiving (7)

Dzięki należą się też niezliczonym filmom, które w tym roku zdołały mnie zabawić, wzruszyć, zachwycić czy zmusić do myślenia. Są to, między innymi:

  • Honorable mention: Maze Runner: The Scorch Trials – film sam w sobie bardzo, ale to bardzo kiepski, ale każda odskocznia dla kariery Dylana O’Briena jest powodem do składania podziękowań :P
  • Mission Impossible 5: Rogue Nation – za bycie lepszym Bondem niż Spectre.
  • Furious 7 – za przejmująco smutne i piękne pożegnanie z Paulem Walkerem.
  • Cinderella – za najcudowniejszego księcia ever – Richard Madden is the ultimate prince <3
  • Jupiter: Ascending – za żującego scenerię Eddiego Redmayne’a, kickassową kosmiczną księżniczkę Mily Kunis, farbowanego na blond Channinga Tatuma i bycie uroczą, space-soap-operową bajką.
  • Ant Man – za to, że nikt się nie spodziewał, iż będzie to dobry film :P
  • Magic Mike XXL – patrz wyżej. Plus seans tego filmu należał do najprzyjemniejszych wyjść do kina w tym roku. Dawno nie byłam na sali, która tak zgodnie i otwarcie miałaby z filmu frajdę :)
  • The Man From U.N.C.L.E. – za całokształt, w tym pokazanie, że mimo presji tworzenia kolejnych kopii Jasona Bourne’a, da się nakręcić oldschoolowy film szpiegowski i zrobić to z biglem. A także za to, że dzięki MUNCLE Mysie muzy wybudziły się z 3-letniego letargu i mogłam napisać pierwszy od dawna fanfic; plus film ten będzie moim pierwszym BluRayem – św. Mikołaj już wie, co Mysz chce znaleźć pod choinką ^_^

thanksgiving (9)

  • Crimson Peak – za cudowne wpasowanie się w Myszy niedawne przemyślenia dotyczące feminizmu w kinematografii oraz, niechcący, podpowiedzenie ram tematu do prelekcji na Serialkon. Female victorian gothic romances for the win!
  • Pitch Perfect 2 – za… cóż, bycie perfect. I za pokazanie, że można nakręcić „kobiecą” komedię, która będzie mądra, zabawna i 2 razy lepsza niż sequel.
  • Ted 2don’t judge me. To Myszy ulubiony film do oglądania „pod wpływem”. Mam teorię, że Seth MacFarlane nakręcił ten film tylko po to, by zmusić macho-mężczyzn o mentalności fratboyów do nieświadomego obejrzenia kilkuminutowej sceny tanecznej niczym z klasycznego musicalu Złotych Lat kina :P
  • Trainwreck – za uczynienie z Billa Hadera wiarygodnego i sympatycznego love interest, oraz za pokazanie mi, że wybiórcze skecze z Inside Amy Schumer to nie jedyne, co Amy Schumer ma do zaoferowania. Czekam z ciekawością – i dużą dozą pozytywnych uczuć – na jej kolejny film.
  • The Last Witch Hunter – za Vin Diesela i klimat a’la Constantine meets Dungeons and Dragons. Need I say more? ;)
  • Love and Mercy – za uświadomienie mi, jak mało wiedziałam o muzyce The Beach Boys. I jak bardzo chciałabym się dowiedzieć więcej.
  • Mad Max: Fury Road  – za rączo galopujący feminizm, piękną oprawę wizualną, cudowną muzykę i pomruki Toma Hardy’ego.

thanksgiving (11)

Jestem także wdzięczna za Ewana McGregora (HipMałż <3), Eddiego Redmayne’a, Ryana Reynoldsa, Armiego Hammera, Josha Hartnetta i Chrisa Evansa. Bez nich ten rok nie byłby taki…pociągający. Ani tak pełen uniesień i wrażeń estetycznych ;)

Osobne podziękowania należą się Lubemu. Because he’s my best friend and life would be senseless and pointless without him :*

Jednak największe podziękowania, drogie Robaczki, należą się Wam.

Dzięki Wam za to, że jesteście i że czytacie to, co Myszy zdarzy się naskrobaćwystukać pazurkiem na klawiaturze. Dzięki za wszystkie komentarze, wiadomości, pytania, uwagi i like’i. Dzięki, że dzielicie się ze mną swoimi wrażeniami, przemyśleniami, uczuciami, a czasem nawet także swoimi problemami. Dzięki, że podchodzicie z wyrozumiałością do moich anglojęzycznych wtrąceń, obsesyjnego charakteru, słomianego zapału, nieuleczalnej prokrastynacji i bezbrzeżnego lenistwa. Dzięki, że towarzyszycie mi w tym powolnym, ale upartym marszu przez popkulturę – że trzymacie mnie za łapkę, ocieracie mi pyszczek (zarówno z łez jak i okazjonalnego ślinotoku ^_^) i głaszczecie po łebku. Dzięki, że jeszcze nie macie mnie dosyć. I sure hope that doesn’t change ;)

Życzę Wam spokojnego weekendu, kochani. Następną notkę (prawdopodobnie będzie to podsumowanie wspomnianego Serialkonu, na którym Mysz była w miniony weekend) wystukam już dla Was z Saskiej Kępy. Wish me luck!

thanksgiving

…taka będzie Myszy reakcja, jeśli ostatecznie nie zdzierży podczas pakowania. Zobaczycie, jeszcze trochę a spalę cały swój ziemski dobytek ;)

 

  • Dużo dobrego wymieniłaś! Chyba niektóre rzeczy muszę nadrobić, a o kilku w ogóle nie słyszałam, lecę obczaić We Bare Bears!

  • Łukasz Świniarski

    Myszo Limitless po prostu uwielbiam ten serial, to już wiesz – niedługo finały jesieni, czy Mysz z Kamilem (bo nie wiem czy Krzysiek też ogląda) wspomną coś w podcaście o tej produkcji?
    Wspomnę, że jestem taki bystry, że dopiero po 9 odcinkach skojarzyłem, że gra tam Mary Elizabeth Mastrantonio, czyli filmowa ukochana Robin Hooda z filmu z Kevinem Costnerem.

    Odnośnie innych produkcji, to jestem zachwycony poziomem 3 sezonu Agentów Tarczy – wszystkich tam bohaterów lubię :D, 5 sezonu Homeland, 2 sezonu Fargo – Kiristen Dust gra świetnie, plus dostaliśmy też „grubego” Matta Damona ;) A wszystko to piszę fan Marvela robiący sobie powtórkę z Jessici Jones :D

    Z tym zdaniem Myszu się zgodzę – „Mission Impossible 5: Rogue Nation – za bycie lepszym Bondem niż Specter :P” – byłem na obu filmach w kinie i potwierdzam. Ale 24 Bonda traktuje jako trochę komedię akcji, film nie do końca sf (nieprawdopodobny pościg w Alpach) i nie do końca Bonda więc się dobrze bawiłem na sali kinowej.

    W maju będziesz mogła Myszo zaśpiewać „Małgośkę Maryli Rodowicz mieszkając na Saskiej Kępie :D

    Zabrakło w zestawieniu Myszy serialu Sense 8 (kocham go!) – ale pewnie dlatego, że jeszcze go nie widziała – za mną już dwa seanse i w planach prawdopodobnie trzeci.

    Pozdrawiam bardzo sympatyczną Myszę – życząc jej dużo cierpliwości oraz zdrowia!

  • Shieldy bardzo przyjemne – mogę podziękować. Dokładam jeszcze Sense8, You’re The Worst, The Brink, Olive Kitteridge. Siódemkom już nie będę dziękował, bo byłoby tego za dużo. Aaa i jeszcze 2 sezonowi The Affair, bo się go ogląda zdecydowanie lepiej niż 1.
    Dziękuję również Tedowi 2 i Trainwreck, o których coś tam nawet skrobnąłem na stronie.
    Dziękuję tak jak Mysza MI RN (zdecydowanie lepszy niż Bond, na którym się wynudziłem).
    Dziękuję Kosogłosowi cz.2 za dobre zamknięcie serii (inne YA mogą czyścić buty, latać z mopem i wyrzucać śmieci po HG). Dołączam się do podziękowań za UNCLE. Wspominam jeszcze Sicario (bo to na razie najlepszy film w 2015) oraz Inside Out.

    I dziękuję Pratchettowi, że mogłem poznać w 2015 roku Igorów :)

  • Łukasz Świniarski

    Popieram imiennika, że drugi sezon The Affair jest lepszy niż pierwszy (dziś nadrobiłem kilka zaległych odcinków)

  • Łukasz Świniarski

    Myszo a od de mnie podziękowania za to, że po prostu jesteś!

  • Myss Monnster

    Dzięki fajny wpis, już znalazłam parę seriali do uzupełnienia.

    PS. Skąd ten kadr z kolesiem siedzącym po turecku w słuchawkach?

  • Łukasz Świniarski

    To kadr z serialu Limitless – znakomity serial polecam – spora dawka humoru gwarantowana:D

  • We Bare Bears jest strasznie urocze i sympatyczne. Nawet jeśli skierowane jest do nieco młodszych widzów, Mysz jest zdania, że i „dorośli” obejrzą animację z przyjemnością :)

  • Dzięki za informacje – Mysz ma wciąż do nadrobienia The Affair s1, ale w takim razie z tym większą ciekawością zasiądę do dalszego oglądania, skoro s2 jest lepszy :)

  • Mysz jeszcze nie widziała drugiego Kosogłosa, ale jestem bardzo ciekawa, czy w moim odczuciu będzie satysfakcjonującym zamknięciem serii.

  • *płoni się* dziękować, bardzo mi miło :)

  • Łukasz w komentarzu niżej ma rację – kadr jest właśnie z ultra-sympatycznego serialu Limitless. A czy mogę zapytać, którym serialom postanowiłaś dać szansę? :3

  • Sądzę, że wspomnimy o finałach jesieni, ale tylko jeśli uda nam się je w tym samym czasie obejrzeć – chwilowo jesteśmy w samym centrum przeprowadzki i nurzamy się w kartonach i środkach czystości :)

    A Maid Marian z Księcia Złodziei Mysz rozpoznała o razu. Po pięknych, charakterystycznych włosach :)

    O Fargo s2 Kamil będzie mówił w kolejnym Myszmaszu. I choć śpiewanie Rodowicz mogłoby być sympatyczne, liczę na to, że w maju będziemy już po remoncie i z powrotem na starych śmieciach.

    Sense8 zabrakło z prostego powodu – wciąż nie miałam czasu do niego usiąść. Zresztą z The Knick jest podobnie. Niestety, tak to jest jak ma się dużo obowiązków, nie tylko popkulturowych ;)

    Dziękuję. Cierpliwość i zdrówko na pewno się przydadzą.