Mysi przegląd 2015 roku – część 2. Ostatni będą pierwszymi.

Nieuniknione podsumowanie minionego roku ale za to z Mysim twistem.

We wczorajszej notce Mysz, niczym krecik, przekopała się przez książki, sztuki i albumy muzyczne, którym w 2015 roku poświęciła czas. Tym razem przyszła pora na to, co prawdopodobnie zainteresuje znacznie więcej osób, czyli filmy i seriale.

however, omówienie wszystkich tytułów, które w minionym roku wywołały u Myszy pozytywną reakcję zajęłoby wieki i jakieś niewiarygodne zatrzęsienie literek. W związku z tym skupimy się na formie nieco bardziej okrojonej *chrum*, ale za to uwzględniającej więcej produkcji. Dzięki temu każdy znajdzie dla siebie coś fajnego a i, kto wie, być może przy okazji wyszukacie jakieś tytuły, które przypadkiem umknęły Waszym czujnym popkulturowym zmysłom :)

Przy czym Mysz pragnie zaznaczyć, że w tegorocznym zestawieniu pojawiają się jedynie te dzieła, które Myszy się podobały, dlatego nie znajdziecie w podsumowaniu kategorii “najgorszy film roku” czy “największe rozczarowanie” (bo tu musiałabym wymienić np. Scream Queens czy Spectre). Nie będę też ponownie rozgrzebywać ‘afer’ jakie w zeszłym roku przewijały się przez social media, czy to w kontekście Idrisa Elby jako Bonda, szpilek do biegania w Jurassic World, czy kwestii Nataszy w Avengers: Age of Ultron. Hopefully wyciągnęliśmy z tamtych dyskusji właściwie wnioski. Mysz, jeśli ma być szczerza, wolałaby zapamiętać rok 2015 z możliwie najlepszej strony. Czego i Wam w sumie życzy :)

Uwaga: Wpis ilustrują głównie Myszy ulubione trailery z tego roku oraz zdjęcia z Instagrama.
You have been warned.

FILMY

Collage (1)

W 2015 Mysz zaczęła wrzucać na Instagram rysunki inspirowane filmowymi premierami. Myślę, że w 2016 też możecie spodziewać się #Mousedoodles :)

Rok rozpoczął się od seansu Whiplash, który to film Mysz absolutnie zachwycił – przez całą finałową sekwencję siedziałam jak na szpilkach. Do dziś czasem włączam sobie tę scenę i wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad tym, jak fantastycznie jest zrealizowana, jak świetnie trzyma w napięciu i jak silne wywołuje emocje. Mysz wyszła z kina z nadzieją wyglądając w przyszłość, przekonana że rok który zaczął się takim mocnym uderzeniem (pardon the pun) nie może się okazać kiepski. Potwierdził to seans Birdmana – hype wokół filmu okazał się nie być na wyrost. I choć niektórym opowiedziana tam historia wydawała się wtórna, a środki (i dialogi) użyte do jej przekazania pretensjonalne i egzaltowane, Mysz wciąż pozostaje filmem oczarowana. Mimo narzekań co poniektórych, zdaniem tego tu gryzonia, Birdman to kawał porządnego kina.

Domowy seans Big Hero 6 (recenzja) nie przyniósł wielkich zachwytów – być może oglądany w kinie wywarłby na Myszy większe wrażenie, ale tak to jest, jak się czeka na wersję bez dubbingu :P Trzeba jednak przyznać, że rok 2015 upłynął pod znakiem dwóch robotów w którym publiczność zakochała się właściwie bezwarunkowo i jednym z nich bez wątpienia był Baymax. Zachwytów nie wywołał natomiast kolejny film rodzeństwa Wachowskich. Choć jeśli Mysz ma być szczera, wraz ze Zwierzem świetnie się na filmie bawiła (recenzja) i kiedyś zamierza napisać notkę o tym, dlaczego uważa Jupiter: Ascending za interesujący film, a postać Jupiter Jones za nietypową, ale istotną bohaterkę. Zresztą nie jest to jedyny film na który, zdaniem Myszy, ludzie poszli z być może nieodpowiednim nastawieniem – jeśli wierzyć recenzjom w Internetach, wiele osób wynudziło się na Into the Woods, a część z przerażeniem odkryła, że ten Disneyowski musical wcale nie jest taki cukierkowy i puchaty jak mogłoby się wydawać. Ale z drugiej strony czego spodziewać się po Sondheimie. Mysz w każdym razie wyniosła z filmu ogromną sympatię do Jamesa Cordena, a także newfound appreciation dla Sondheima i jego specyficznej twórczości (więcej o tym w recenzji).

Sukcesu Kingsman: The Secret Service można się było spodziewać – kolejny komiksowy film akcji od Matthew Vaughna, do tego z elegancko ubranymi szpiegami, których grać mieli Colin Firth i utalentowany debiutant Taron Egerton? Tumblr couldn’t have been more pleased ;) Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji, a to ze względu na dość… hm, wulgarną scenę kończącą film, ale Mysz wciąż wspomina seans Kingsman z duża sympatią. Zwłaszcza, że scena z “Freebird” Lynyrd Skynyrd to jedna z najlepiej nakręconych sekwencji akcji jakie w tym roku widzieliśmy.

Oczywistą sympatię wzbudziły u Myszy komputerowo wygenerowane gryzonie w Cinderella, a także błękitnooki książę w wykonaniu Richarda Maddena. Przydałoby się byśmy mieli w kinematografii więcej takich męskich postaci – nie obawiających się okazywania uczuć, wzbudzających jednocześnie szacunek i sympatię. Przy czym umówmy się – nikt chyba nie wzbudza w Myszy większego szacunku i sympatii niż Vin Diesel ^_^ U Zwierza możecie przeczytać cudowną notkę na temat tego, dlaczego warto lubić Vina. Na szczęście dla Mysich uczuć, kolejna część sagi Fast & Furious (tym razem Furious 7) okazała się nader udana. Owszem, mamy latające samochody i wysokooktanowe sceny akcji często pozbawione nawet krzty sensu, ale wciąż, mimo upływu lat, jest w tej filmowej serii mnóstwo serca i ciepła. Mysz była tym bardziej wzruszona (literally – I cried through half the movie), że Furious 7 uczyniło rzecz wydawałoby się niemożliwą – godnie i z szacunkiem pożegnało tragicznie zmarłego w tym roku Paula Walkera. Mysz sądzi, że Walker były ze swojej filmowej rodziny naprawdę dumny.

Skoro przy samochodach i pościgach jesteśmy, trzeba wspomnieć o absolutnym hicie tego roku – a także jednym z Myszy “TOP 5” – czyli Mad Max: Fury Road. Moją opinię na temat filmu pewnie już znacie (recenzja), ale pozwolę sobie powtórzyć to, co niedawno powiedziałam w podcaście: nie ma obowiązku MM:FR lubić i nie każdemu ten film musiał się spodobać. Ale Mysz chciałaby, by George Miller i jego ekipa otrzymali należny im szacunek – zrobienie takiego filmu, w epoce wszechobecnego CGI to naprawdę nie lada sztuka. Give them some goshdarn respect! :P

MMFR

Mysz stosunkowo wcześniej wiedziała, że pokocha “Mad Max: Fury Road”. Dobrze, że miałam rację, bo inaczej czekałaby mnie ostra niestrawność ;)

Speaking of respect: Mysz już kilka razy w życiu musiała odszczekać swoje co bardziej niepochlebne słowa pod adresem pewnych dzieł. Wszak tylko krowa nie zmienia zdania i nawet Mysz zdołała się ostatecznie przekonać do Girls, początkowo odsądzanych przeze mnie od czci i wiary. Osoba Setha MacFarlane’a jest tu kolejnym przykładem i choć Myszy nadal nie bawią odcinki Family Guya, nabrałam ogromnego szacunku do MacFarlane’a jako twórcy. Powiem Wam coś w sekrecie: Mysz ze szczerą radochą obejrzała Ted 2. Być może na mój pozytywny odbiór wpłynął… hm, “stan wskazujący na spożycie”, ale Mysz ma teorię, że film ten pod warstwą wulgarności i dosadnych dowcipów kryje kilka całkiem niegłupich przemyśleń i trafną satyrę społeczną. Ale o tym może innym razem ;)

Zdaniem niektórych Marvel nie popisał się, produkując Avengers: Age of Ultron, ale mający premierę w tym samym roku Ant-Man był chyba jeszcze większym zaskoczeniem niż critical flop jaki przeżyli “Mściciele”. Mało kto spodziewał się fajerwerków po przygodach Scotta Langa (w przeciwieństwie do A:AoU, które miało wysoko zawieszoną poprzeczkę jeśli chodzi o oczekiwania fanów), a mimo to większość widzów wyszła z filmu w dobrych nastrojach. No bo kto by się spodziewał, że wszyscy tak mocno przywiążemy się do mrówki imieniem Anthony? :) Jeśli jednak oczekiwania przy Ant-Manie były niskie, Mysz jest ciekawa na jakim poziomie plasowały się przy kontynuacji filmu Magic Mike. Choć wielu krytyków chwaliło film, widzowie – a zwłaszcza widzki – zdawali się nieusatysfakcjonowani. Na szczęście Magic Mike XXL odszedł dość daleko od swego poprzednika, tym samym stając się jednym z najfajniejszych, najweselszych seansów, na jakich Mysz kiedykolwiek była w kinie (recenzja). Może przesadzam, ale jestem skłonna twierdzić, że MMXXL wywoła uśmiech na twarzy niemal każdej kobiety; Mysz w każdym razie bez namysłu wpisuje film do swojej “TOP 5” 2015 roku.

Bodaj największym pozytywnym zaskoczeniem dla Myszy był w tym roku film Trainwreck, bo choć szanuję Amy Schumer jako komika, niekoniecznie uważam wszystkie jej żarty za trafne czy śmieszne. Jednak uczynienie Schumer bohaterką nietypowej komedii romantycznej okazało się (przynajmniej dla Myszy) strzałem w dziesiątkę, podobnie jak obsadzenie w roli jej absztyfikanta Billa Hadera (do którego Mysz pała ogromną sympatią od 2014 roku dzięki wkręceniu się w SNL). Nie jest to może film, który wszystkim podpasuje, ale nawet Myszy Luby – który do Schumer podchodzi jak do jeża – zalicza seans do udanych.

Wielu widzom 2015 minął pod znakiem nowych przygód Jamesa Bond, Mysz jednak poszła wbrew nurtowi i uczepiła się a different kind of spy. Piąty film z serii Mission Impossible, czyli Mission Impossible: Rogue Nation mógł jedynie odcinać kupony od popularnej franczyzy, którą dzielnie dźwiga na plecach Tom Cruise. Jednak tak jak część trzecia i czwarta zlewają się w Mysiej pamięci w chaotyczny zlepek scen, Rogue Nation wybija się z tego galimatiasu w bardzo wyraźny sposób. Nie jest to film (ani seria), która traktuje się zbyt poważnie i ten luz był jedną z największych zalet MI: RN. Chociaż nie oszukujmy się – największą zaletą była zjawiskowa i utalentowana Rebecca Ferguson. Co za kobieta!

Jest jednak film, który w prywatnym rankingu Myszy, jak to się mówi, takes the cake: mowa oczywiście o The Man from U.N.C.L.E. Ta ekranizacja serialu z lat 60. w reżyserii Guya Ritchiego były Myszy kompletnie obojętna, do czasu zobaczenia trailera do filmu, wypuszczonego podczas San Diego Comic Con. To put it simply: I was hooked! A jak wypadł sam film?… cóż, niech za recenzję wystarczy fakt, że film (pieszczotliwie nazywany przez Mysz MUNCLE) przebudził uśpione muzy, w wyniku czego Mysz napisała pierwszego od 3 lat fanfica. Zresztą jeśli wciąż mi nie wierzycie, możecie poczytać Myszy zachwyty nad filmem (recenzja bezspoilerowa + spoilerowe wrażenia). Nie będzie też zaskoczeniem, jeśli napiszę, że MUNCLE definitywnie znajduje się w Mysiej “TOP 5”!

Przyjemnym zaskoczeniem był także seans The Last Witch Hunter. Jeśli ktoś lubi Vina Diesela i klimaty a’la Dungeons and Dragons meets Constantine, powinien mieć z oglądania filmu nielichą frajdę – zwłaszcza, że Mysz dawno nie widziała filmu, który miałby tak oszczędnie a jednocześnie ciekawe zarysowany worldbuilding. Nie wiem, jak inni widzowie, ale Mysz z chęcią by jeszcze kiedyś do świata Łowcy Czarownic wróciła – zwłaszcza jeśli efekty specjalne wciąż miałyby stać na tak dobrym poziomie. Ich jakość to oczywiście kwestia dyskusyjna, bo przykładowo, zdaniem wielu krytyków, Crimson Peak – najnowsze dzieło Guillermo del Toro – zalicza się pod tym względem raczej do tegorocznych wpadek. Mysz jednak się z tą opinią nie zgadza. Nie wiem ostatecznie co mnie tak ujęło w Crimson Peak – fakt że był tak unapologetically oldschool i pięknie reprezentował gotycki romans, czy może jego szkatułkowa formuła i ciekawe postaci kobiece – dość, że ostatecznie wliczam dzieło del Toro do tegorocznych pozytywów (recenzja).

Wydaje się również, że Mysz i Luby są dość osamotnieni w zachwytach po seansie Krampus, ale być może jest to specyficzny rodzaj horroru, który nie do każdego trafia. W każdym razie Mysz, jako fanka Michaela Dougherty (do yourselves a favor and go watch Trick’R’Treat, like, right now!) bawiła się na filmie świetnie i z przyjemnością zalicza go na przyszłość do grupy nietypowych filmów Gwiazdkowych. Lets be honest, though: w 2015 roku Gwiazdka – i jej przyległości – minęły pod znakiem tylko jednego filmu i chyba wszyscy wiemy, o jaki film chodzi. Nie ważne czy Star Wars: The Force Awakens Wam się podobało czy nie – trudno zaprzeczyć, że gorączka Gwiezdnych Wojen ponownie opanowała świat. And I, for one, have nothing against that. Innymi słowy, Mysz pokochała wszystko: od Reya i Finna i Poe, przez BB-8 i retellingowy scenariusz, aż po Kylo Rena i ryżego generała Huxa. To był powrót do odległej galaktyki, na które całe życie czekałam ^_^

W minionym roku Mysz zapałała także ogromną sympatią do kina Iluzjon. To właśnie tam mogłam obejrzeć dwa swoje ukochane filmy: Interview with the Vampire i Moulin Rouge. Jeśli mieszkacie w Warszawie, koniecznie zajrzyjcie do repertuaru Iluzjonu!

W minionym roku Mysz zapałała także ogromną sympatią do kina Iluzjon. To właśnie tam mogłam obejrzeć dwa swoje ukochane filmy: Interview with the Vampire i Moulin Rouge. Jeśli mieszkacie w Warszawie, koniecznie zajrzyjcie na ich stronę, bo naprawdę często można tam trafić na seanse starszych perełek kinematografii.

A co piszczało w nieco mniej mainstreamowych miejscach?

Myszy udało nadgonić się sporo zaległości z zeszłego roku, a także dobrać się do filmów, które choć miały premierę w 2014 roku, miesiącami czekały na szerszą dystrybucję. Obejrzałam (i przeczytałam) Gone Girl, wreszcie rozumiejąc zachwyty zarówno nad filmem jak i książką. Towarzyszyłam wampirom w What We Do In the Shadows (choć przyznaję, że hype na ten film był tak ogromny, że sam seans pozostawił mnie nieco obojętną), i śledziłam zmagania Bradleya Coopera w Limitless, przygotowując się na nadchodzącą adaptację serialową. Wgryzłam się też z przyjemnością w przedziwny, ale interesujący indie horror The Revenant (nie mylić z nadchodzącym filmem z Leonardo DiCaprio pod tym samym tytułem), w którym David Anders – znany fanom iZombie – gra… zgadliście, zombie! Mysz zakochała się także na amen w Song of the Sea i gdyby mogła, oglądałaby ten film w kółko, a w ogóle to najchętniej by w nim zamieszkała, taki jest piękny i cudowny.

Z ciekawych filmów, które mogły Was w tym roku ominąć, Mysz może jeszcze z czystym serem polecić:

  • The Voices z Ryanem Reynoldsem (o filmie wspominałam przy okazji notki o Reynoldsie), który to film… trudno właściwie zdefiniować. Powiedzmy, że jest to czarna komedia. Ale by dowiedzieć się więcej, musicie sięgnąć po film sami – im mniej o nim wiecie, tym lepiej ;)
  • Love and Mercy, film o Brianie Wilsonie, założycielu zespołu The Beach Boys, i jego niełatwym życiu i karierze (warto dla roli Paula Dano; Mysz z kolei po tym filmie nabrała ogromnego szacunku dla muzyki The Beach Boys) (recenzja w podcaście).
  • Before We Go, czyli niezależny film obyczajowo-romantyczny z Chrisem Evansem i Alice Eve, gdzie Evans występuje także w roli debiutującego reżysera. Mysz obejrzała film z duża przyjemnością i czeka na kolejne przygody Evansa za kamerą (recenzja w podcaście).
  • The Last Five Years, nietypowy dwuosobowy musical z Anna Kendrick i Jeremym Jordanem, w którym losy pary ludzi opowiadane są z dwóch przeciwnych perspektyw – jedno się cofa w czasie, drugie idzie do przodu (recenzja).
  • The One I Love, film braci Duplass, do których Mysz w tym roku nabrała ogromnego szacunku i podziwu. Nie jest to łatwy film, ale w ciekawy, niepokojący sposób stara się pochylić nad kwestią związków, małżeństw i miłości. Zwłaszcza końcówka – pozostawiająca widzowi pole do własnej interpretacji – zasługuje na uwagę, podobnie jak świetne występy Elizabeth Moss i Marka Duplassa. (recenzja w podcaście)
  • Comet, Mysz wspominała przy okazji notki o pilocie serialu Mr. Robot, jako że za obie produkcje odpowiada Sam Esmail. Tu znów mamy do czynienia z analizą relacji między dwójką ludzi, przy czym ich związek poznajemy w różnych momentach w czasie. Myszy bardzo się podoba, że sami musimy podjąć decyzję, czy ostatecznie uznajemy związek bohaterów za udany i szczęśliwy, czy raczej zaskakująco toksyczny.
  • A propos Mr. Robot, jeśli są wśród Was fani Christiana Slatera, warto obejrzeć Ask Me Anything – fajnie zobaczyć tak kameralny, w gruncie rzeczy prosty film, który jednocześnie zostawia widza z mnóstwem pytań. Jeśli mam być szczera, Mysz nadal nie do końca wie jak interpretować finał filmu–być może będę musiała sięgnąć po książkę, na której film oparto. Warto się nim w każdym razie zainteresować, chociażby ze względu na obsadę (Slater, Martin Sheen, Robert Patrick, Britt Robertson, Justin Long).
  • Miłośnikom filmów dokumentalnych – a także produkcji z feministycznym zacięciem – Mysz poleca That Gal Who Was In That Thing: That Guy 2 oraz She Makes Comics… przy czym ten drugi poleciła-by gdyby nie fakt, że obecnie nie można go już dostać. Mysz kupiła film w opcji Digital Download w połowie 2015 roku i uważa to za jeden z najlepszych wydatków na kulturę w tym roku. Tym większa szkoda, że nie możecie tego filmu obejrzeć. No chyba, że ktoś będzie próbował Myszę przekupić ;) (więcej o filmie w podcaście). Z That Gal… jest o tyle łatwiej, że jest to film produkcji Showtime, w związku z czym jest dostępny przez Netflixa… ale oczywiście nie polskiego :P Chwilowo jednak można cały film obejrzeć na YouTube :P
  • Jeśli z kolei nie podpasował Wam w tym roku Trainwreck, a szukacie dobrych komedii o tematyce romantyczno-łóżkowej, Mysz w ciemno poleca Sleeping With Other People (o którym szerzej mówiłam w podcaście) scenarzystki/reżyserki filmu Bachelorette; The Overnight czyli hit zeszłorocznego festiwalu w Sundance; oraz The Little Death, sex comedy produkcji australijskiej. Wszystkie trzy filmy są sympatyczne, zabawne, obrazoburcze i bardzo szczere w tym jak przedstawiają seks. Zwłaszcza The Little Death jest tutaj ciekawą produkcją, bo składa się z kilku przeplatających się historii – Mysz osobiście bardzo lubi taki antologiczny motyw. Poza tym warto film obejrzeć chociażby dla historii Sama i Monici (klip poniżej).

Jakie jeszcze trailery ujęły Myszę w minionym roku: The Last Witch Hunter (cover “Paint It Black”!), Captain America: The Winter Soldier (all the Bucky feels!), Avengers: Age of Ultron (come on, trailer z muzyką z Pinokio był świetny!), Hail, Ceasar!, The Secret Life of Pets (pudel, pudel jest cudowny!), Zootopia, The Huntsman: Winter’s War (taki głupi film, taki śliczny trailer), The Lobster, Krampus, The Hunger Games: Mockingjay – Part 2 (cholera, ta muzyka, nadal mam dreszcze!)

SERIALE

2015 pożegnał kilka znanych, wielosezonowych seriali, ale Mysz osobiście najbardziej odczuła skasowanie produkcji, które może i nie miały długiego stażu, ale zdążyły umościć sobie miejsce w Mysim serduszku. Tak więc podczas gdy niewiele osób płakało po finale Glee czy Community, Mysz uroniła kilka łez żegnając się z bohaterami Cougar Town, HBOwskiego Looking, czy krótkotrwałego, ale sympatycznego Sirens (US) (w którym to serialu występowała jedna z niewielu znanych mi kanoniczne aseksualnych postaci). Za to wszyscy (and I mean WSZYSCY ) płakali po nieodżałowanym ForeverDamn you, ABC! W tym roku pożegnaliśmy także Myszy ulubione feel-good produkcje brytyjskie, czyli MirandaMy Mad Fat Diary. Już tęsknię za ich bohaterami i podskórnie czuję, że jeszcze nie raz będę do ich perypetii powracać.

Mieliśmy też parę zupełnie niespodziewanych kasacji. Mysz wie tylko o kilku osobach które tak jak ona będą tęsknić za Hindsight, (recenzja) The Bastard Executioner (recenzja) czy Weird Loners (recenzja), ale dobrze wiedzieć, że produkcje te zdołały zdobyć choć garstkę fanów i Mysz nie będzie ze swym smutkiem osamotniona.  I tak – wiem, że wiele z Was rozpaczało po skasowaniu Hannibala, ale Mysz wciąż jeszcze nie nadgoniła s3, więc informacja ta nieco po mnie spłynęła ;)

Rok 2015 mijał w przeróżnych nastrojach. Z jednej strony mieliśmy komediowe popisy kolejnego sezonu Inside Amy Schumer i finałowego sezonu Key & Peele (w które Mysz, niestety, dopiero w tym roku się na dobre wciągnęła), a także sukces reality show Lip Sync Battle, w którym gwiazdy małego i dużego ekranu – innymi słowy all manner of celebrities – stają w szranki w konkursie “kto lepiej będzie ruszał ustami do znanej piosenki”. Jeśli zdarzyło Wam się ogladać podobny segment w programie The Tonight Show with Jimmy Fallon z pewnością wiecie o co chodzi i dlaczego ta tak pozornie dziwna rozrywka potrafi dostarczyć niesamowitej radości. Wystarczy chociażby wspomnieć o odcinku, w którym Anne Hathaway udawała Miley Cyrus, huśtając się na wielkiej kuli do wyburzania. Z kolei dzisiejszy odcinek z pewnością będzie należał do Myszy ulubionych, bo w szranki stają Channing Tatum i jego żona, Jenna Dewan-Tatum. Oboje to świetni tancerze, więc spodziewajcie się cudownego show – zwłaszcza, że Channing w przebraniu Elsy zamierza odśpiewać “Let It Go” z Frozen, a Jenna będzie parodiowała występ swego męża z Magic Mike, tańcząc do słynnego utworu “Pony”. I CANNOT WAIT :D

(Słyszeliście kiedyś feministyczną szantę?… To chyba najlepszy skecz Key & Peele :D)

Przeżywaliśmy też nieco smutniejsze momenty. Grimm w finale s4 złamało serca nie tylko widzom ale także bohaterom. Podobnie zresztą jak Once Upom a Time s4, które od dawna kocha dręczyć swoich wiernych fanów perspektywą happily ever after, tylko po to by potem odwrócić się i niespodziewanie wbić nam Mroczny Sztylet prosto w serce. Z kolei w serialu Scorpion tanie sztuczki sprawdzają się najlepiej w odcinkach bożonarodzeniowych – to właśnie w okolicach Gwiazdki najłatwiej było Mysz wzruszyć. Z drugiej strony byłam już odpowiednio przygotowana, bo Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. mocno nadwątliło Myszy wytrzymałość, serwując nam bardzo przyzwoitą pierwszą połowę sezonu (i cudowny odcinek o Gemmie, bodaj najlepszy w sezonie, jeśli nie całym serialu). Cóż ja poradzę: I’m a sucker for the Fitz-Simmons ship :3

Równie poruszający był finał drugiego sezonu The Night Shift i Mysz ogromnie żałuje, że więcej z Was, kochane Robaczki, nie ogląda tego serialu. Mysz naprawdę dawno nie widziała tak poruszająco odegranych scen – maybe it’s just me, ale z podziwem i zaskoczeniem skonstatowałam, że jest to jeden z niewielu przypadków, gdy jednocześnie w 100% wierzyłam w emocje przeżywane przez bohaterów (i jednocześnie przeżywałam je razem z nimi), a z drugiej mogłam w pełni docenić kunszt i talent aktorów, którzy je tak wiarygodnie zagrali. Jasne, The Night Shift w najgorszych momentach przypomina tani melodramat, ale w najlepszych wyczuwam w nim echa E.R. i naprawdę gorąco Was zachęcam byście te 2 sezony szybciutko nadgonili. It’s worth it.

Świetnego sezonu po raz kolejny dostarczyło nam Orange Is The New Black, ale sleeper hitem dla Myszy okazał się drugi sezon The Librarians, a zwłaszcza jego finał – naprawdę nie sądziłam, że będę tak ryczała na tak niepoważnym serialu. Mimo kiczowatości nie brak w nim jednak serca i być może właśnie to serce mnie tak urzekło. No i umówmy się: odcinek z grą komputerową był fenomenalny!

Fantastyczne odcinki, a także poszczególne sceny ma również nowy sezon American Horror Story, czyli Hotel. Mysz podchodziła do piątego sezonu z dużym wahaniem, ale obejrzawszy hurtem 10 odcinków jest wręcz wniebowzięta tym, jak znacznie lepsze jest Hotel od Coven i Freak Show, właściwie pod każdym względem – od muzyki i strony wizualnej, po scenariusz i postaci. Miłym zaskoczeniem był w tym roku również wzrost jakości The Walking Dead – po fatalnym piątym sezonie, początek szóstego nie tylko zdołał trzymać Mysz w napięciu, ale także przywrócić sympatię do niektórych postaci.

Jak widać, nie ważne co Mysz robi - czy gra w Wiedźmina, czy ogląda ponownie Penny Dreadful, przygotowując się do prezentacji na Serialkon - zawsze musi mieć coś pod ręką. I mogą to być zarówno lody, jak i kolorowanka. To jest jak się ma niespokojne łapki - zawsze trzeba coś nimi robić :)

Jak widać, nie ważne co Mysz robi – czy gra w Wiedźmina, czy ogląda ponownie Penny Dreadful, przygotowując się do prezentacji na Serialkon – zawsze musi mieć coś pod ręką. I mogą to być zarówno lody, jak i kolorowanka. Tak to jest jak się ma niespokojne łapki – zawsze trzeba coś nimi robić :)

A skoro o postaciach mowa, Mysz pozwoli sobie tu wkleić to, co o postaci Ethana Chandlera z Penny Dreadful napisała dla rocznego podsumowania na Pulpozaurze:

“… przygotowując się na Serialkonową prelekcję, zrobiłam powtórkę z obu sezonów Penny Dreadful i muszę przyznać, że Ethan Chandler, grany przez Josha Hartnetta, stał się jedną z moich najulubieńszych postaci ever. To jak ta postać archetypicznego kowboja-awanturnika w cudownie subtelny sposób walczy ze stereotypem toksycznej męskości, to idealny przykład na to, jak w interesujący sposób pisać męskie postaci. W popkulturze jest ostatnio bardzo głośno o postaciach (i serialach) „kobiecych”, ale często to właśnie źle napisane postaci mężczyzn są największym problemem. John Logan w bardzo przemyślany sposób pokazał pod postacią Ethana Chandlera kierunek, w którym powinni podążać inni scenarzyści.”

Silnych pozytywnych wrażeń dostarczyły też kolejne sezony stałych Mysich faworytów: The Blacklist, Elementary (sezon 4, taki dobry!) i Shameless. Przy czym Shameless jak zwykle zgarnia laury za najlepszą relację między postaciami – związek Iana i Mickeya to najlepiej poprowadzona relacja homoseksualna jaką Mysz widziała w telewizji, hands down. Szczera, bezpardonowa, bolesna i nieprawdopodobnie czuła–mam ciarki na samą wręcz myśl! Zresztą Elementary i Blacklist znalazły się w tym samym akapicie nie bez powodu: ukazane w tych serialach relacje (między Sherlockiem i Watson, oraz Redem i Lizzie) również należą do Myszy ulubionych, nie tylko w 2015 roku, ale także w ogóle. Chociaż przydałoby się do tego dodać również przyjaźń Emmy i Reginy z Once Upon a Time – fantastycznie się obserwuję niełatwą przyjaźń między dwiema kobietami o tak silnych charakterach, które mimo dzielących je różnic, starają się nawzajem wspierać i akceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza. Za to scenarzystom OUaT naprawdę należą się ogromne brawa.

Ciekawie żeńską przyjaźń pokazuje także serial Broad City, który Mysz zaczęła w zeszłym roku nadganiać za namową Zwierza popkulturalnego, ale moim zdaniem nie jest to produkcja, która trafi do każdego. Sądzę jednak że fani produkcji typu Girls mogą odnaleźć w Broad City wiele fajnych elementów. Z pewnością jest to serial, który potrafi zaskoczyć swoją bezpośredniością :)

I żeby nie było, że Mysz tylko nowości ogląda: w 2015 intensywnie nadganiałam zaległe półtora sezonu Criminal Minds i powiem Wam, że niewiele jest przyjemniejszych rzeczy niż spędzić cały dzień z ekipą BAU, dzbankiem herbaty i kolorowankami :D Przy czym when I say “all day”, I really mean it – najdłuższy “ciąg” odcinkowy w jaki wpadłam w 2015 roku miał miejsce właśnie przy Criminal Minds (14 odcinków w jeden dzień). Na tapecie powtórkowej znalazły się także Gilmore Girls – których Mysz nigdy nie obejrzała do końca – oraz pierwszy sezon Legend of the Seeker, który wraz z Aeth i Oceansoul omawiałyśmy na Facebooku.

Mysz własnoręcznie stworzyła taki oto zegar i powiesiła go sobie w widocznym miejscu jako przypomnienie, by nie bać się niepowodzeń.

Przy serialach można kolorować, ale można też uprawiać inną działalność artystyczną. Mysz własnoręcznie stworzyła taki oto zegar i powiesiła go sobie w widocznym miejscu jako przypomnienie, by nie bać się niepowodzeń :)

2015 obfitował także w miniserie, przy czym z punktu widzenia Myszy, większość opierała się w mniejszym lub głębszym stopniu na głęboko zakorzenionej nostalgii. Netflix po 10 latach wypuściło prequel do kultowego filmu Wet Hot American Summer, czyli miniserię Wet Hot American Summer: First Day of Camp (więcej o produkcji w podcaście). Również po wielu latach mogliśmy powrócić do świata Heroes, tym razem w miniserii Heroes: Reborn – i choć reakcje widzów są cokolwiek letnie, Mysz z utęsknieniem czeka aż wyjdą wszystkie odcinki, bym mogła je sobie spokojnie pochłonąć w formie maratonu. Mówcie sobie co chcecie, ale Mysz cieszy się z powrotu do tego świata – a także z tego, że znów może oglądać na swoim ekranie Zachary’ego Levi :3

Z kolei fani kryminałów przed samym końcem roku mogli delektować się cudownie nakręconym And Then There Were None, z perfekcyjnie dobraną śmietanką brytyjskich aktorów i aktorek. A przy okazji stalkowania poddanych brytyjskiej królowej, Mysz trafiła na filmografię Iana De Caesteckera (Fitz z Agents of SHIELD) dzięki czemu odkryła trzy-odcinkową mini-serię opartą na wczesnych, studenckich latach Jamesa Herriota – znanego weterynarza i pisarza. Mysz absolutnie kocha książki Herriota o zwierzętach, a i De Caesteckera darzy nielichym uczuciem, więc obejrzała Young James Herriot z ogromną przyjemnością, co i Wam poleca uczynić :)

2015_YellowCar

You are ALWAYS playing “Yellow Car” :D #CabinPressure

No dobrze, a jak się miał miniony rok w kwestii nowości? Jeśli wierzyć malkontentom był to jeden z najgorszych sezonów pilotowych. Dla Myszy jest to o tyle kuriozalne, że z 52 pilotów które obejrzałam (mówimy o serialach mających premierę w 2015 roku) aż 31 weszło na stałe do Mysiego kalendarza. I mówimy tu o liczbie już po odliczeniu one shotów, czyli miniserii, a także seriali, które zostały w przeciągu kilku(nastu) miesięcy skasowane.

W takim razie pytanie brzmi, czy wśród tych nowości znalazło się coś, co Mysz może Wam z czystym sercem polecić. Odpowiedź brzmi: hell yeah! ^_^

Oprócz Świętej Trójcy Marvela, czyli Daredevila i Jessici Jones Netflixa oraz Agent Carter stacji ABC, których obecność we wszelkich zestawieniach jest niemal obowiązkowa, Myszy rok 2015 upłynął przede wszystkim na zachwycaniu się Mr. Robot. I know I sound annoyingly hipster when I say this, ale Mysz się strasznie cieszy, że odkryła serial zanim narósł hype wokół niego, bo wiem, że wówczas nijak bym po niego nie sięgnęła. A tak już od czerwca ekscytowałam się myślą o kolejnych odcinkach. Tym większa jest Myszy radość, że ostatecznie Mr. Robot nie zawiódł pokładanych w nim nadziei i jest, przynajmniej dla Myszy, #1 na serialowej topliście najlepszych produkcji. Chociażby za wykorzystanie tego coveru w odcinku 1×09 :)

Skoro już o momentach muzycznych mowa, Mysz musi wspomnieć o zakończeniu odcinka 1×07 iZombie (recenzja), z którego utwór – “The Heart It Beats The Thunder Rolls” The Wind and the Wave – stał się Myszy najczęściej słuchaną piosenką w zeszłym roku. Z kolei wielu innym widzom, 2015 minął pod batutą Alana Menkena i jego cudownie dowcipnych, skocznych i wpadających w ucho piosenek do Galavanta (którego drugi sezon od paru dni możemy oglądać, which is -such- an incredible joy, I have no words to express my glee!). Przy czym tak bardzo jak Mysz kocha cały serial – jak można nie lubić komediowego musicalu fantasy w stylu Robin Hood: Men in Tights? – i wszystkie postaci (Galvant, król Richard, szef kuchni!), tak najwięcej frajdy sprawia mi piosenka błazna, czyli “Comedy Gold”.

Jak widać, mózg rzucił się Myszy na mózg, bo iZombie opanowało wszystko - nawet Halloween :)

Jak widać, mózg rzucił się Myszy na mózg, bo iZombie opanowało wszystko – nawet Halloween :)

Przy okazji iZombie Mysz musi przyznać, że dawno tak nie odchorowała serialu jak po obejrzeniu odcinka 1×09 – twórcy po prostu złamali mi serce! Dopiero w październiku udało mi się przysiąść i nadgonić kilku-odcinkowe zaległości (a po drodze był finał s1 z nielichym twistem, więc wyobraźcie sobie jak bardzo musiałam unikać spoilerów!). Też tak kiedyś mieliście, że obejrzawszy jakiś odcinek, w którym wydarzyło się coś strasznego/smutnego, albo coś co Wam się nie spodobało, odłożyliście serial na jakiś czas na półkę by zrobić sobie emocjonalną przerwę?… or is it just me? O__o’

Wróćmy może jednak do weselszych tematów: w kwestii komedii i seriali podnoszących na duchu warto było polegać na Netflixie – ich The Unbreakable Kimmy Schmidt, choć nieco szalone w swym zamyśle, oglądało się lekko, łatwo i przyjemnie. Z kolei Mysz z zachwytem i wdzięcznością pochłaniała kolejne odcinki Grace & Frankie (recenzja) – naprawdę nie umiem wyrazić jak ważnym i sympatycznym serialem jest ta obyczajowo-komediowa produkcja o kobietach w podeszłym wieku. A jeśli już o kobietach mowa, warto było w tym roku zwrócić uwagę także na serial Younger (recenzja), w którym zjawiskowa Sutton Foster gra czterdziestoletnią kobietę udającą dwudziesto-kilkulatkę by móc znaleźć pracę w wydawnictwie. Ten serial wprost ujmuje czarem i urokiem, a Mysz zapałała natychmiastową sympatią do wszystkich postaci. Z prawdziwym utęsknieniem czekam na s2 :)

Równie wiele uroku, ale także solidną dawkę przygnębiającej powagi i cięte społecznego komentarza ma serial Togetherness stacji HBO (recenzja) – po Mr. Robot, zdaniem Myszy, najlepszy serial 2015 roku. Jestem pod niesamowitym wrażeniem tej produkcji i tego w jak subtelny sposób sprawiła, że pokochałam tych nieco a-sympatycznych bohaterów; że zaczęłam im kibicować i przejmować się ich problemami. Codzienne życie czwórki dorosłych, pozornie statecznych osób nie powinno być tak wciągające i fascynujące, ale bracia Duplass (yup, those guys again) bardzo umiejętnie łączą humor z bolesną szczerością, zwłaszcza w tym jak przedstawiają relacje międzyludzkie. Mysz w ciemno poleca ten serial każdemu i jeśli mielibyście sięgnąć tylko po jeden serial z całej tej niemożebnie długiej listy… niech to będzie Togetherness. Także dlatego, że o Mr. Robot trąbią wszyscy, a o Togetherness wiele osób zapomniało (pewnie dlatego, że miało premierę w styczniu 2015), mimo iż odcinek 1×05 “Kick the Can” znalazł się w większości zestawień Best TV episodes of 2015.

Z nieco lżejszych, ale wciąż obyczajowo-komediowych klimatów Mysz może również polecić 20-minutowe Life in Pieces (recenzja), mające niedawno premierę, a opowiadające o losach wielodzietnej rodziny w formie 4 fabularnie niezwiązanych etiudek, a także  Fresh Off The Boat, które z niewiadomych powodów przemknęło się “pod radarem”, mimo iż jest to naprawdę mała serialowa perełka. Jest też zupełna świeżynka, czyli  Telenovela – jest nieco głupiutkie, ale jednocześnie uroczo samoświadome. Jeśli chcecie dać szansę tej komedii z Evą Longorią grającą aktorkę/producentkę latynoskiej telenoweli, Mysz twierdzi, że nie pożałujecie :)

Niektórym 2015 minął także pod znakiem animacji. Podejrzewam, że część Mysich Czytelników należy do fanów Steven Universe czy Gravity Falls, ale Mysz – niestety – jeszcze nie wpadła w te konkretne popkulturowe “dołki”. Za to, dzięki jednemu wyjątkowo odmóżdżającemu przeziębieniu, stałam się wielką fanką We Bare Bears – sympatycznej animacji o trzech braciach-niedźwiedziach. I zanim ktoś zapyta: zwierzęciem totemowym Myszy jest Ice Bear. Without a doubt :D

Mieliśmy w tym roku także wysyp serialowych kontynuacji filmów. Wśród nich znalazł się Minority Report, który niestety nie dorównał pierwowzorowi, co przełożyło się na wyniki oglądalności – jeśli wierzyć plotkom, serial może zostać w każdej chwili skasowany (if they haven’t done that already). A w sumie szkoda, bo Stark Sands i Meagan Good odwalają tam kawał niezłej roboty. Z kolei udaną, choć mocno odbiegającą od oryginału adaptacją okazało się Scream: the TV Series. Mysz pochłonęła serial za jednym posiedzeniem i była zaskoczona tym, jak dobrze się przy nim bawiła – produkcja wciąga już od pierwszego odcinka, szybko wzbudzając sympatię do niemal wszystkich bohaterów. Tym ciekawiej robi się potem, gdy kolejne postaci zaczynają ginąć. Ale czego innego można się spodziewać po serialu o seryjnym zabójcy? :)

Jeśli jednak idzie o serialowe adaptacje absolutnym hitem – i Myszy #3 na liście ulubionych seriali w 2015 roku – okazało się Limitless. Mysz pisała o serialu zarówno na blogu jak i gościnnie na łamach Pulpozaura, i wciąż nie może się go nachwalić. Nie jest to może wybitna produkcja, ale jest tak fajnie zrealizowana i tak bardzo podnosi Myszę na duchu, że aż słów brak. Nie macie pojęcia jak bardzo Mysz tęskniła za serialem typu Chuck czy Psych, który miałby bohatera-geniusza, ale takiego, który jednocześnie nie jest anty-społecznym dupkiem, tylko autentycznie miłym, uczynnym, dobrodusznym facetem. A Brian Finch dokładnie taki jest i Myszy pyszczek aż sam się do niego szczerzy (nie tylko dlatego, że gra go arcy-uroczy Jake MacDorman). Jeśli więc szukacie dla siebie zastrzyku pozytywnej energii, fajnej fabuły, niegłupiego świata i ślicznych rozwiązań wizualnych – Limitless is the show for you!

A co przyniesie przyszłość?… hopefully dla Myszy: pierwszy sezon serialu Sneaky Pete od Amazonu, którego pilotem się zachwycałam kilka miesięcy temu. A poza tym czeka nas mnóstwo dobra: The Magicians, The Shannara Chronicles (które już się zaczęło), Shadowhunters, Westworld, Damien, Emerald Citythe list goes on. I tylko czas pokaże, które z tych seriali okażą się warte tego, by pod koniec tego roku umieścić je w kolejnym podsumowaniu :)

MYSZOWATOŚCI

Collage (4)

Po lewej: styczeń 2015. Po prawej: grudzień 2015. Some things (like obsessive-compulsive behavior) never change :D

Wszystko fajnie i pięknie, ale nie tylko samymi serialami człowiek żyje. Tak więc na sam koniec tego podsumowania Mysz pozwoli sobie na odrobinę prywaty i (ku potomności) podsumuje, co też działo się u niej w życiu około-prywatnym, a także co Was mogło ominąć z Mysiej działalności nie-tylko-blogowej.

Czemu “nie tylko”? Cóż, nie wiem czy wiecie, ale Mysz współprowadzi podcast, i to taki, któremu w kwietniu stuknie trzecia rocznica! ^_^ Bardzo wiele z tego, co nie trafia na Mysiego bloga, trafia właśnie na Myszmasz Podcast – po prostu o pewnych dziełach łatwiej jest mówić niż pisać, zwłaszcza gdy dzieła te nie wpasowują się w żaden spójny theme. Mysz ma jednak wrażenie, że przez to bardzo wiele omija tych Czytelników, którzy nie są jednocześnie słuchaczami Myszmasza. Stąd jednym z noworocznych postanowień – czy też one of the things to try out – jest rozkręcenie wreszcie osobnej kategorii wpisów, którą Mysz już rok temu ochrzciła mianem “Smörgåsbord“, czyli “szwedzki stół”. W Smorgasbordzie pojawiałyby się recenzje i polecanki tych wszystkich dzieł, którym Mysz nie ma czasu (lub ochoty) poświęcił całej osobnej notki. Mam nadzieję, że taka formuła Wam się spodoba – Mysz, for one, is looking forward to giving it a shot. Może zmobilizuje mnie to do częstszego pisania :)

W tym roku narodził się również wspólny projekt YouTubowy Myszy i Zwierza Popkulturalnego – razem z Kasią spotykamy się raz na jakiś czas i wspólnie gramy w różne gry towarzyskie związane (najczęściej) z popkulturą. Do tej pory wyszły dwa odcinki i w najbliższej przyszłości z pewnością pojawi się kolejny, tak więc Mysz bezczelnie zachęca do subskrybowania Myszozwierza :3

Czując że coś ją chyba w życiuInternecie omija, Mysz w 2015 roku założyła także konto na Vine. Co prawda do tej pory wrzuciłam tam tylko trzy arcy-głupiutkie filmiki (1, 2, 3) ale nie wykluczam, że jeszcze kiedyś coś tam się pojawi.

Collage (5)

Podcast, YouTube, radio… a kiedy znajdę czas na popkulturę?! :D

Mysz w minionym roku pojawiała się także okazjonalnie w radiu. Naturalnie, Myszy nie zostały stworzone do tego by słuchali ich normalni ludzie, tak więc popiskiwania yours trully skrócono do malutkich soundbiteów. Niemniej Mysz aż się cała napuchaciła z dumy, że można ją było usłyszeć w eterze, i to zarówno w Trójce, jak i kilkukrotnie w Czwórce (o “Spectre” – od 36:00; o filmie “Life” – 0d 37:20; o “Deadpoolu” – od 02:27). Ogólnie jest fame, sława i kwiaty zanoszone wprost do garderoby ;)

2015 był także rokiem rozjazdów, bo choć Mysz ze względu na chorobę nie mogła się wybrać ponownie do Łodzi na Kapitularz, w tym roku po raz pierwszy dostała zaproszenie na toruński Copernicon. Więcej o nim możecie przeczytać w Mysiej dwuczęściowej relacji (part 1, part 2), ale dość powiedzieć, że Mysz z przyjemnością jeszcze nie raz na Copernicon zawita. Zwłaszcza, że kolejki do toruńskiego Manekina są znacznie mniejsze niż te w Warszawie ;) I’m kidding – do Torunia wrócę przyciągnięta towarzystwem świetnych ludzi, sprawną organizacją i niepowtarzalnym klimatem. Kto wie, może tym razem, wzorem Zombie Samuraja, uda mi się na krzywy pyszczek wprosić na nieswój panel? :D

Mysz panoszyła się także w Krakowie, jako że to właśnie w Grodzie Kraka odbyła się druga edycja Serialkonu –  czyli festiwalu fanów seriali, który tym razem potrwał aż 2 dni. A to wciąż było za mało! ^_^ Mysz może z ręką na sercu powiedzieć, że Serialkon to moja ulubiona impreza i choć wyglądam jej z równie wielkim utęsknieniem co przerażeniem (Aaaaa, muszę przygotować prelekcję!), I wouldn’t miss it for the world. W najbliższym czasie możecie się zresztą spodziewać tekstu o Penny Dreadful, bo Mysz zamierza przerobić swoją (in)famous prelekcję o tym serialu na blog-notkę. Uprzedzę już teraz: będzie mnóstwo gifów!

Collage (8)

Na Coperniconie zebrała się sama śmietanka. Były więc prelekcje, polowanie na blogerów niczym na Pokemony, serowe dary od Czytelników, uściski ze Zwierzem, nagrania podcastu na żywo i stalkowanie słynnych Youtuberów :)

Nie obyło się też bez stresów: wreszcie spełniły się najgorsze Mysie koszmary i rozpoczął się z dawna planowany remont domu. W związku z czym Mysz wraz z Lubym od pewnego czasu mieszkają w lokum tymczasowym, a Mysz z wywieszonym ozorem gania od architekta do hydraulika, od katalogu IKEA do strony Castoramy, i ogląda: gresy, fronty, farby, dywany… you name it. To tak gdybyście się zastanawiali dlaczego w tym roku było tak mało notek *szczeżuja*

A propos stresów, Mysz miała w tym roku niemożebny zaszczyt i niewysłowioną przyjemność przeprowadzić wywiad z Jymnem Magonem – twórcą m.in. Gumisiów i innych niezliczonych animacji, które towarzyszyły Myszy – a także wielu z Wam – przez nasze cudowne 90’s childhood. Nadal jestem zdania, że to wszystko mi się tylko śniło. Chociaż umówmy się: gdybym miała śnić o przeprowadzaniu z kimś wywiadu, w pierwszej kolejności śniłabym o mym HipMałżu ;)

2015 był też ważnym rokiem dla bloga, bo choć 1 stycznia Mysza Movie świętowało trzecie urodziny, to właśnie w zeszłym roku zanotowaliśmy dwa kolejne kamienie milowe: 7 października minęły 2 lata od założenia Facebookowego fanpage’a bloga, a także – co ważniejsze – 20 sierpnia fanpage Mysza Movie przekroczył 1000 fanów! A to wszystko dzięki Wam! :3

Collage (7)

2015 upłynął także pod znakiem cudownych prezentów – czy to słojów na ciastka w kształcie Jacka Skellingtona, pięknych ołtarzyków dla Myszowych celebrity crushes, kartek świątecznych z jedynym słusznym HipMałżem, czy znalezienia się w powieści (wydanej! Na papierze!). Ale i tak najlepszym prezentem jesteście Wy, kochane Robaczki :)

Co w tym czasie piszczało na blogu? Według statystyk, Top 5 najpopularniejszych tekstów w 2015 roku to:

  1. 10 filmów, które warto znać, żeby zrozumieć Mysz.
  2. Reynolds x 5, czyli pięć razy gdy Ryan Reynolds zagrał dobrze…
  3. Twój spoiler nie pachnie różami.
  4. Mind the gay, czyli orientuj się w orientacji.
  5. I am Tyler Durden, czyli pora skończyć szaradę.

Jeśli jednak pozwolicie, Mysz chciałaby polecić Waszej uwadze kilka notek, które z różnych powodów mogły Wam umknąć, a są dla Myszy ważne. W minionym roku pojawiło się na blogu kilka wyjątkowo osobistych tekstów, w tym ten Sylwestrowy (Panna Nikt, czyli nobody is perfect). Mysz szalenie obawiała się tej notki i pozytywny odzew jaki na nią otrzymała, a także okazane przez Was wsparcie wiele dla mnie znaczyły. Równie osobisty rys miała Mysia notka z okazji World IBD Day, w którym to tekście tłumaczyłam m.in. kim (a właściwie czym) jest Alien i dlaczego Myszy nie śmieszą żarty o kupie (Shit happens, czyli moje życie z Alienem). W jednej z notek z których Mysz jest najbardziej dumna poruszyłam temat tego, czy da się “lubić coś ironicznie” i jak się to ma do zjawiska guilty pleasures (Oh, the irony of guilty pleasures. Czy jest się czego wstydzić?); z kolei Halloweenowy tekst o nawiedzonych domach to bodaj najbardziej wypieszczona i dopracowana notka, jaką Mysz do tej pory popełniła i strasznie mi smutno, że nie miała więcej wyświetleń. Autentycznie uważam, że akurat ten tekst na nie zasłużył :P (Sen jest dla słabych! Skorzystaj z oferty Nawiedzonych Noclegów.). A już na samo koniec Mysz niepoważny tekst, który popełniłam na początku minionego roku w kontekście wyczekiwania gali Oscarowej. Biorąc pod uwagę, że i w 2016 nas to czeka, notka wydaje się tym bardzo na czasie (Jakim jesteś kibicem (Oscarowym)?).

and that’s all I have to say about that *wymamrotała, padając ze zmęczenia na pyszczek*

Jeśli dotarliście do końca tego tekstu, Mysz składa Wam wyrazy uszanowania – biorąc pod uwagę, że sama tę epicką epistołę wyprodukowałam, naprawdę Was podziwiam. Należy się Wam ogromny, łaskoczący wąsikami buziak. Którym niniejszym Was obdarzam :3

Dzięki, że wytrzymaliście ze mną kolejny rok. Just think about it: kolejna taka arcy-długa notka dopiero za rok! *tańczy taniec radości*

  • Odniosę się tylko do kilku rzeczy, żeby właściwie nie pisać komentarza-kilomentarza ;) (ale jeszcze skomentuję a propos notki książkowo-muzycznej: nowy album Beltaine mi gdzieś uciekł, nadrabiam! Oraz: wezmę się w końcu za te retellingi, obiecuję sobie!).

    Och, “Magic Mike XXL” był cudowny (wspominałam już, że dzięki Myszy się na niego wybrałam) — to znaczy zniknęła gdzieś ta warstwa “musi być jakiś przykry wątek, w końcu to film o męskim striptizie!” z części pierwszej (którą wspominam bardzo miło choćby ze względu na sposób, w jaki została nakręcona, bardzo mi się podobała ta sztuczność; no i zachwyciłam się wtedy Channingiem Tatuumem jako aktorem).

    No i ja trochę chlipnęłam po finale “Community” ;). Ale tak troszkę, bo to jest serial-feniks, przetrwał już tyle… Chociaż tak naprawdę nadal mam wrażenie, że “moje” “Community” to są serie 1-3.

    Czekam na “szwedzki stół”! Niestety z podcastami mam jak z audiobookami, strasznie trudno się mi ich słucha (ale, jak wiesz, do słuchania usiłuję się przekonać, będę sobie dalej próbowała :)). I w ogóle, Myszo, jak się czyta takie podsumowanie, to rok wygląda bardzo owocnie i w ogóle tak inspirująco :). Kolejnego takiego, albo jeszcze lepszego, ze wszystkich stron!

  • Ewa Serenity Iwaniec

    Ja za to kilka groszy napiszę o serialach, które również oglądam.

    Zacznijmy może od TWD – ja wręcz przeciwnie uważam, że sezon piąty był całkiem niezły (świetnie mnie trzymał w napięciu, zwłaszcza początek sezonu z odcinkami “No sanctuary” za piękną sieczke, “Self Help” z ujawnieniem wielkiej tajemnicy dziejów, “Coda” tak straszliwie smutna; oraz finał w świetnym wydaniu czyli odcinek “Conquer”. Sezon szósty za to bardzo mnie męczył do tej pory – przede wszystkim z powodu tego, że znowu im coś nie wychodzi, że musi się coś posypać, choć wszystko jest zaplanowane idealnie. I kurczę wściekam się, bo ile razy jeszcze stracą kryjówkę i ile razy jeszcze ktoś ich zaatakuje?

    W przypadku Marvel’s Agents of SHIELD mam nieco pozytywniejsze odczucia – mid-season finale może nie rzucił mnie na kolana, ale pokazał, że jest szansa, żeby druga połowa sezonu okazała się lepsza niż pierwsza (która imo była bardzo nierówna).

  • Beryl Autumnramble

    “Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji, a to ze względu na dość… hm, wulgarną scenę kończącą film,”
    Jaka była ta wulgarna scena, bo cały czas z różnych recenzji o niej słyszę, a oglądałam i w mojej wersji nic takiego nie było? Albo nam ocenzurowali, albo mam taką grubą skórę…

  • Scena jest dość dosadna i – when you think about it – zupełnie niepotrzebna. Można ją było “uciąć” parę sekund wcześniej. Ale nie, bo musieli pokazać goły damski tyłek :P

    https://www.youtube.com/watch?v=9QAVPDQJtjU

  • Wyrazy uszanowania za epistołę. Ale nie będziesz pisać w tym roku krótkich notek, prawda? Bo jakoś się przyzwyczaiłam, że do wpisów na Myszamovie należy zasiadać z herbatą, bo to chwilę zajmie. (I czekam na Szwedzki Stół! Brzmi smakowicie.)
    Fitz- SImmons 4ever <3 ! I przyznaję, że ostatni odcinek na nowo rozpalił moą fansowską miłość do Coulsona. Ale, jak wiadomo, ja Agentów darzę masą ciepłych uczuć.
    A emocjonalna separację na czas wyleczenia złamanego serduszka mam z iZombie. Powoli mi mija, ale jak sobie przypomnę scenę śmierci jednej postaci, to nadal mi źle.
    A o Limitless się wypowiem jak zobaczę więcej niż jeden odcinek. So far so good…

  • Pyzo kochana, przecież wiesz, że u mnie kilometrowy komentarz to norma :D

    (Beltaine – o, super! Fajnie że nie tylko Mysz jest fanką; a co do retellingów – bierz się, bierz koniecznie! Nie dość, że świetne książki to jeszcze jestem ciekawa Twoich opinii o nich :3)

    Ja doceniam pierwszego Magic Mike’a – film jest bardzo Soderberghowski – ale jednak nie podobała mi się ta mroczna, depresyjna otoczka. O wiele bliższy jest mi klimat MMXXL, więc tym bardziej się cieszę, że film sprawił Ci frajdę.

    Co do Community… bądźmy szczerzy: s6 nie był najlepszy. I jest coś w tym, że najlepsze były serie 1-3. Ciekawe jednak czy serial spełni groźby pt. “Six seasons and a movie”. Może być problem, skoro Allison Brie gra w filmach, Yvette Nicole Brown gra(ła) w “Odd Couple”, a Donald Glover robi karierę jako rapper. Nawet Ken Jeong ma własny serial.

    Również życzę Ci owocnego roku, kochana Pyzo. A nam wspólnie życzę jeszcze niezliczonych wielo-komentarzowych dyskusji :)

  • Ja z s5 (jeśli to w ogóle było s5) pamiętam tylko odcinek z szopą i trzymaniem drzwi podczas tornada. Reszta zlała mi się w jedno i reprezentowała to czego najbardziej nie cierpię w TWD – dialogi odbywane półsłówkami albo górnolotnymi analogiami, które bohaterom mówią wszystko, a widzom (jeśli nie pamiętają dokładnie co się działo w poprzednich odcinkach) nie mówi absolutnie NIC. Pod tym względem s6, choć rzeczywiście operuje motywami jak z greckiej tragedii – czego nie zrobisz, będzie źle! – jakoś… no wiem, lepiej Myszy “wchodzi”. Ale wiadomo – każdy ma prawo do własnej opinii :)

    SHIELD w ogóle jest bardzo nierówne, ale jednak z sezonu na sezon jest jakaś-tam tendencja zwyżkowa. I tak jak s3a bardzo mi się podobał (Fitz-Simmons <3 ), tak sama końcówka mid-season finale mnie wkurzyła. Ale ja po prostu twierdzę, że twórcy wyprztykali się z pomysłów na tę postać i powinni jej dać umrzeć w spokoju :P

  • Chyba raczej “wyrazy współczucia” ;)
    *chrum* Wiesz co, jakieś krótsze notki muszą być – inaczej Mysz sama się wpędzi do grobu, albo do kalectwa, bo zwyczajnie mi łapki odpadną od wystukania tylu literek :D Ale powiem Ci coś w sekrecie – Myszy jest bardzo miło, że jej blog kojarzony jest z długimi tekstami. Może to dziwny powód do dumy, ale zawsze to jakaś cecha szczególna ^_^

    Fitz-Simmons 4ever a nawet 5ever :D
    Och, biedna Ćma *głaszcze* w pełni Cię rozumiem, bo ja też dokładnie TĘ POSTAĆ musiałam odchorować. Ale wierz mi: potem też jest dobrze. Serduszko wciąż jest złamane, ale już się zabliźnia. Nie ma się jednak co spieszyć – all in good time :)

  • Dorota D.

    Mam dokładnie takie same odczucia co do Ethana Chandlera. Boże jaki był mój zachwyt nad tym jak ta postać jest napisana i jak się rozwija. To, że bez względu na sytuacje bohater w ogóle nie martwi się tym, że coś mu może odebrać męskość. Jego sceny z Mr. Lyle to jedne z moich ulubionych. I to z jakim szacunkiem odnosi się do ludzi bez względu na pochodzenie czy płeć. W 2016 roku życzę sobie więcej tak cudownych postaci w telewizji, kinie czy książce.

    Pomysł na posty typu szwedzki stół – jestem bardzo na tak, bo często brakowało mi Myszowej, choćby i bardzo zwięzłej opinii na pewne tematy. ;)

  • To jest bardzo dobry powód do dumy :)! Ja tam lubię czytać długie notki (chociaż pisząc regularnie panikuję, że za długie i na pewno nikt nie będzie chciał czytać).
    Wierzę, dlatego się szykuję do nadrobienia, bo to świetny serial jest ^^.

  • Beltaine uwielbiam, odkąd na któreś zakończenie roku jeszcze w liceum dostałam ich pierwszą chyba (?) płytę, jeszcze w takim wydaniu jakby gazetowym, i zakochałam się momentalnie :). Zresztą klimaty celtyckie to jest to! Powinnam wrócić do czytania większej liczby książek w tym temacie ;).

    A wiesz, że mnie s6 podobał się nawet bardziej niż s5 (o gas leak year nie wspominając)? Miałam wrażenie, że serial wychodzi z zadyszki i że co prawda dalej jest dziwnie, ale nie komuś na złość, tylko dlatego, że to w końcu “Community” (chociaż druga połowa sezonu była lepsza od pierwszej, jakby serial sam załapał kim jest i o czym chce być). I też jestem ciekawa, czy będzie #amovie ;).

    Życzenia — przyjęte i odwzajemnione, i w ogóle :D.

  • Też ich odkryłam przypadkiem – koleżanka u której często przesiadywaliśmy miała ich pierwszą płytę (Rockhill – taką ze słoneczkiem) i puszczała ją na tyle często, że mi się osłuchała, mimo iż wcześniej “celtyckie klimaty” były mi raczej obce. Nadal jak słucham utworów z Rockhill to czuję się trochę jak w liceum :)

    No bo w s6 wrócił Dan Harmon (s5 był robiony przez innych ludzi) i pewnie stąd uczucie “powrotu” do dawnego klimatu. Mnie niestety gdzieś po drodze przepadła większość sympatii zarówno do postaci, jak i samego serialu. Nie wiem… jakoś… Community się dla mnie po prostu wypaliło. Ale dobrze wiedzieć, że serial, mimo burzliwej historii, wciąż ma fanów :)

  • Załóżmy jakiś fanklub czy coś. Serio. Mysz potrzebuje mieć z kim popiszczeć, bo jest absolutnie zakochana w postaci Ethana i to niekoniecznie wyłącznie w ten romantyczny sposób ;)
    Rewatch serialu przed Serialkonem uświadomił mi jak fantastyczną, a jednocześnie nietypową* męską postacią jest Ethan. Nawet nie wiesz, jak STRASZNIE mnie cieszy, że nie tylko ja te elementy zauważyłam (bo to znaczy, że one naprawdę tam są, a nie że sobie to wszystko desperacko wmówiłam, bo mam słabość do Josha Hartnetta :D).
    Cieszę się tym bardziej, że mam wrażenie, iż wszyscy wokół mają już dosyć moich zachwytów nad PD, i nad tym jak fantastycznie napisaną postacią jest Ethan :D Tak więc masz w Myszy dzielnego sekundanta do fanienia.
    Och, sceny Ethana z Ferdynandem <3 Dla mnie to był pierwszy tak wyraźny sygnał "ta postać jest inna", "ta postać nie musi na każdym kroku utwierdzać siebie – i innych – w swojej męskości". Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek widziała postać tak otwarcie występującą z ram steretypowej męskości (tym istotniejszej, gdy weźmiemy pod uwagę kontekst historyczny i realia społeczne wiktoriańskich czasów)
    /tl;dr – mam o Penny Dreadful i Ethanie bardzo dużo przemyśleń :3

    Zrobiłaś mi dzień tym komentarzem. Dziękuję!

    *na tle innych seriali

  • Rockhill! Tak!

    Harmon wrócił już na s5, jeśli się nie mylę, to s4 robili inni, a na s6 całość przeszła z NBC do Yahoo bodajże? Bo właśnie o tym pisałam trochę, to znaczy, że s5, chociaż z Harmonem, był jakby robiony na złość — takie odniosłam wrażenie. Na zasadzie “było dziwnie? ach, wy jeszcze nie widzieliście, jak może być dziwnie!”. Dlatego s6 jako taka próba odzyskania w miarę spójnego głosu nie była zła, ale rozkręciła się po połowie.

  • Kurczę, masz rację. Ech, widzisz jak bardzo straciłam serce do serialu?… nawet szczegółów upilnować nie mogę :S Może kiedyś zrobię sobie powtórkę, by się przekonać, czy rzeczywiście pod koniec jest nieco lepiej niż zapamiętałam :)

  • Powtórka “Community” to coś, co szybko robię, jak tylko przychodzi jesień ;). Ale właśnie tych trzech pierwszy serii (nie powiem, pomaga to, że te po prostu mam na DVD ;)).

  • Dorota D.

    Miło mi. :)

    Tak! tylko pojawił się profesor, a ja już wiedziałam, że Ethan ma w sobie coś innego. Do tego jak zaczęłam przeszukiwać internet , żeby poczytać co ludzie mają do powiedzenia na temat postaci Ethana byłam zdziwiona, że właściwie nikt nic na temat tego jak wybiega poza ramy typowych męskich bohaterów nie pisze. I też w pewnym momencie zwątpiłam czy aby na pewno to się dzieje, skoro nikt tego poza mną nie widzi. A jak się wkurzyłam, że w momencie kiedy w końcu ktoś nam daje tak dobrze napisanego bohatera to nikt nawet się nie interesuje jego charakterem, a jedynie wyglądem. Brrr…

    Co mnie ostatnio zasmuciło, to wieści na temat PD. Od kilku dni ma miejsce TCA, Showtime pokazało zwiastun 3 sezonu i okazuje się, że losy Penny Dreadful się będą teraz ważyć, bo serial niestety ma niską oglądalność, więc możliwe, że ten sezon będzie tym ostatnim. :( Dlaczego ludzie nie doceniają takich dobrych seriali?